Jake Epping, nauczyciel angielskiego świeżo po rozwodzie, stołuje się często w knajpce Ala. Wtem z zaplecza wytacza się właściciel, w ciężkim stanie i wyjaśnia, że ostatnie dwa lata spędził w latach 60., bo zupełnym przypadkiem drzwi na zapleczu prowadzą do przeszłości. Nie można przejść nigdzie indziej jak pewnego dnia w 1960 roku, każde następne przejście resetuje czas i wraca się do tego samego momentu, bez względu na to, co się w przeszłości zrobiło, a do tego współcześnie mijąją raptem dwie minuty. Więc w czasie, kiedy Jake jadł burgera, Al próbował nie dopuścić do zamordowania Kennedy’ego, ale w jego planie przeszkodził mu błyskawicznie rozwijający się nowotwór. Jake jest sceptyczny, ale szybko przestaje, kiedy sam zagląda w przeszłość. Nie jest oczywiście chętny do poświęcenia trzech lat życia na mrzonkę, ale kiedy zostaje wyposażony przez Ala w dokumenty pozwalające na przeżycie ponad 50 lat wcześniej, a Al umiera mu prawie że na rękach, stwierdza, że czemu nie.
Doskonały, trzymający w napięciu (na podstawie Stephena Kinga, więc nie dziwi) film o podróżach w czasie, ze spójnym światem, ciekawym pomysłem i oczywiście dobrze rozegranymi paradoksami. To nie jest tak, że wystarczy pójść do FBI i podzielić się wiedzą z 2016 roku, dojście do tego, czy Oswald strzelał, czy i kto był jego mocodawcą i kto na zamachu zyskiwał, zajmuje czas i zasoby. Do tego dochodzi warstwa emocjonalna - Jake rozpoczyna od uratowania rodziny swojego ucznia ze szkoły wieczorowej, potem angażuje się z uroczą bibliotekarką, a do współpracy pozyskuje młodego, choć niestabilnego Billy’ego. Finał nie jest może niespodziewany, ale całkiem zgrabnie pomyślany. I jak zawsze uważałam Jamesa Franco za przeciętnego aktora, tak tutaj grał świetnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 25, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jake Epping, nauczyciel angielskiego świeżo po rozwodzie, stołuje się często w knajpce Ala. Wtem z zaplecza wytacza się właściciel, w ciężkim stanie i wyjaśnia, że ostatnie dwa lata spędził w latach 60., bo zupełnym przypadkiem drzwi na zapleczu prowadzą do przeszłości. Nie można przejść nigdzie indziej jak pewnego dnia w 1960 roku, każde następne przejście resetuje czas i wraca się do tego samego momentu, bez względu na to, co się w przeszłości zrobiło, a do tego współcześnie mijąją raptem dwie minuty. Więc w czasie, kiedy Jake jadł burgera, Al próbował nie dopuścić do zamordowania Kennedy’ego, ale w jego planie przeszkodził mu błyskawicznie rozwijający się nowotwór. Jake jest sceptyczny, ale szybko przestaje, kiedy sam zagląda w przeszłość. Nie jest oczywiście chętny do poświęcenia trzech lat życia na mrzonkę, ale kiedy zostaje wyposażony przez Ala w dokumenty pozwalające na przeżycie ponad 50 lat wcześniej, a Al umiera mu prawie że na rękach, stwierdza, że czemu nie.
Doskonały, trzymający w napięciu (na podstawie Stephena Kinga, więc nie dziwi) film o podróżach w czasie, ze spójnym światem, ciekawym pomysłem i oczywiście dobrze rozegranymi paradoksami. To nie jest tak, że wystarczy pójść do FBI i podzielić się wiedzą z 2016 roku, dojście do tego, czy Oswald strzelał, czy i kto był jego mocodawcą i kto na zamachu zyskiwał, zajmuje czas i zasoby. Do tego dochodzi warstwa emocjonalna - Jake rozpoczyna od uratowania rodziny swojego ucznia ze szkoły wieczorowej, potem angażuje się z uroczą bibliotekarką, a do współpracy pozyskuje młodego, choć niestabilnego Billy’ego. Finał nie jest może niespodziewany, ale całkiem zgrabnie pomyślany. I jak zawsze uważałam Jamesa Franco za przeciętnego aktora, tak tutaj grał świetnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 25, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Autorka opisuje w luźno powiązanych ze sobą historiach rok z życia rodziny Bradshawów - starszych, kostycznych rodziców i ich trzech synów. Thomas niedawno zrezygnował z prac i został “ojcem w domu”, żeby jego żona mogła awansować; Antonia po latach łączenia niewymagającej pracy akademickiej i opieki nad córką nagle wchodzi w “męski” świat. Starszy brat Thomasa, Howard, jest zapracowanym handlowcem; jego żona Claudia nie pracuje, ale od lat narzeka, że nie jest w stanie uprawiać sztuki, bo wieczna nieobecność męża zmusza ją do zajmowała się domem, dziećmi i wszystkim innym. Leo, najmłodszy z braci, jest copywrighterem; jego ojciec nie traktuje go poważnie. Do tego dochodzą rodzice Antonii, aspirujący do wyższych sfer, niespecjalnie podoba im się nowy układ w domu córki. Wiodącym tematem jest zazdrość i pogarda - każdy komuś czegoś zazdrości, nikt nie jest szczęśliwy ze swoimi wyborami. Bracia niespecjalnie się lubią, ale spotykają się regularnie, bo rodzina. Przewija się też motyw sztuki jako celu w życiu - niespełniona artystka tak naprawdę boi się wejść do pracowni, bo czuje, że nie byłaby zadowolona z malowania, Thomas w ramach wolnego czasu wraca do lekcji gry na fortepianie, ale dociera do niego, że będzie najwyżej coraz lepszym rzemieślnikiem.
Mam wrażenie, że to kontynuacja obserwacji nieszczęśliwych związków z “Arlington Park”. Wszyscy Bradshawowie żyją od lat obok siebie, ale w zasadzie każdy z nich jest samotny. Wiedzą, że czegoś im brakuje, ale są na tyle bierni, że nie potrafią wyjść z impasu, przez co stają się dla siebie samych i bliskich jeszcze bardziej toksyczni. Trochę brakuje mi pointy w tej opowieści, ale chyba taki był zamysł, że zaczyna się we wrześniu i w kolejnym wrześniu kończy, życie nie ma pointy.
Inne tej autorki tutaj.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 24, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Autorka opisuje w luźno powiązanych ze sobą historiach rok z życia rodziny Bradshawów - starszych, kostycznych rodziców i ich trzech synów. Thomas niedawno zrezygnował z prac i został “ojcem w domu”, żeby jego żona mogła awansować; Antonia po latach łączenia niewymagającej pracy akademickiej i opieki nad córką nagle wchodzi w “męski” świat. Starszy brat Thomasa, Howard, jest zapracowanym handlowcem; jego żona Claudia nie pracuje, ale od lat narzeka, że nie jest w stanie uprawiać sztuki, bo wieczna nieobecność męża zmusza ją do zajmowała się domem, dziećmi i wszystkim innym. Leo, najmłodszy z braci, jest copywrighterem; jego ojciec nie traktuje go poważnie. Do tego dochodzą rodzice Antonii, aspirujący do wyższych sfer, niespecjalnie podoba im się nowy układ w domu córki. Wiodącym tematem jest zazdrość i pogarda - każdy komuś czegoś zazdrości, nikt nie jest szczęśliwy ze swoimi wyborami. Bracia niespecjalnie się lubią, ale spotykają się regularnie, bo rodzina. Przewija się też motyw sztuki jako celu w życiu - niespełniona artystka tak naprawdę boi się wejść do pracowni, bo czuje, że nie byłaby zadowolona z malowania, Thomas w ramach wolnego czasu wraca do lekcji gry na fortepianie, ale dociera do niego, że będzie najwyżej coraz lepszym rzemieślnikiem.
Mam wrażenie, że to kontynuacja obserwacji nieszczęśliwych związków z “Arlington Park”. Wszyscy Bradshawowie żyją od lat obok siebie, ale w zasadzie każdy z nich jest samotny. Wiedzą, że czegoś im brakuje, ale są na tyle bierni, że nie potrafią wyjść z impasu, przez co stają się dla siebie samych i bliskich jeszcze bardziej toksyczni. Trochę brakuje mi pointy w tej opowieści, ale chyba taki był zamysł, że zaczyna się we wrześniu i w kolejnym wrześniu kończy, życie nie ma pointy.
Inne tej autorki tutaj.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 24, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[27.06.2023]
Wybrałam się z młodzieżą na wystawę do Muzeum Sztuk Użytkowych. Mimo że darmowy wtorek, ominęłyśmy wystawę stałą, skupiając się na czasowej wystawie “Barbie” i widokach z wieży widokowej (można windą!). I jak widoki nieustająco robią z Poznania urokliwe miasteczko z klocków, tak wystawa była - oględnie mówiąc - rozczarowująca. Dwie salki w piwnicy, koło setki losowo ustawionych w ciasnych gablotkach lalek, trochę komentarza na temat amerykańskiego postrzegania kobiet i ich wychowania, różowego feminizmu i pewnej pionierskości firmy Mattel w inspirowaniu dziewczynek do rozwoju przez dostarczenie im wzorca; po części trafne, po części smutny przykład na to, jak można zarabiać na empowermencie. Jak dla mnie za mało, za płytko, komentarz doklejony nieco na siłę do prywatnych zbiorów. Wystawę można oglądać jeszcze przez kilka dni, chyba do końca lipca, nie jest droga (acz płatna nawet w dzień bez opłat), ale nie jest to punkt obowiązkowy. Zdecydowanie lepiej obejrzeć wystawę stałą.






Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 23, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
korona-poznania, sztuka, muzeum
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[27.06.2023]
Wybrałam się z młodzieżą na wystawę do Muzeum Sztuk Użytkowych. Mimo że darmowy wtorek, ominęłyśmy wystawę stałą, skupiając się na czasowej wystawie “Barbie” i widokach z wieży widokowej (można windą!). I jak widoki nieustająco robią z Poznania urokliwe miasteczko z klocków, tak wystawa była - oględnie mówiąc - rozczarowująca. Dwie salki w piwnicy, koło setki losowo ustawionych w ciasnych gablotkach lalek, trochę komentarza na temat amerykańskiego postrzegania kobiet i ich wychowania, różowego feminizmu i pewnej pionierskości firmy Mattel w inspirowaniu dziewczynek do rozwoju przez dostarczenie im wzorca; po części trafne, po części smutny przykład na to, jak można zarabiać na empowermencie. Jak dla mnie za mało, za płytko, komentarz doklejony nieco na siłę do prywatnych zbiorów. Wystawę można oglądać jeszcze przez kilka dni, chyba do końca lipca, nie jest droga (acz płatna nawet w dzień bez opłat), ale nie jest to punkt obowiązkowy. Zdecydowanie lepiej obejrzeć wystawę stałą.






Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 23, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
korona-poznania, sztuka, muzeum
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Julia bardzo nie radzi sobie z żonglowaniem pracą i byciem matką, pomijając jej wieczne rozkojarzenie i nieumiejętność w ogarnianie czegokolwiek, jej matka właśnie odmówiła wsparcia w wyręczaniu jej w opiece nad dziećmi i domem, a jej mąż, cóż, bardzo ją wspiera, ale z kolejnych rozrywek z kolegami lub integracji służbowych. Usiłuje więc wkraść się łaski Amandy, lokalnej alfa-matki, oczekując, że w ramach współpracy będzie mogła czasem (czytaj: często) wrzucić grupie matek swoje dzieci pod opiekę. Niestety, jak na razie siedzi przy stoliku nieudaczników z prostolinijną Liz (cudowna Diane Morgan), samotną matką ocierającą się o patologię oraz z żebrającym o atencję Kevinem, który pozwala robić żonie karierę i sam zajmuje się domem i dziećmi. Julia używa więc podstępu, kłamstwa i zasadzki, żeby uzyskać korzyści, ale - umówmy się - nie jest ani miła, ani sprytna, efekty są zwykle niezazbytnie.
Jak zapewne wspominałam, raczej uwielbiam brytyjskie seriale komediowe. Są mniej przewidywalne, bardziej równe i twórcy wiedzą, kiedy skończyć. Rozczarowana kierunkiem, w jakim poszły ”Working Mums”, przestałam w pewnym momencie oglądać, bo poziom krindżu był zbyt wysoki. Dlatego bardzo mnie ucieszyło odkrycie, że wprawdzie nie da się zrobić serialu o rodzicielstwie bez secondhand embarrassment, ale w dalszym ciągu można to zrobić zabawnie. Jaki to pyszny serial i jak ładnie rozprawia się z mitem “można mieć wszystko, to tylko kwestia organizacji”, fasadowością szczęśliwych rodzin i ślicznie pokazuje, jak bardzo toksyczne może być tzw. aspirujące rodzicielstwo.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 22, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Julia bardzo nie radzi sobie z żonglowaniem pracą i byciem matką, pomijając jej wieczne rozkojarzenie i nieumiejętność w ogarnianie czegokolwiek, jej matka właśnie odmówiła wsparcia w wyręczaniu jej w opiece nad dziećmi i domem, a jej mąż, cóż, bardzo ją wspiera, ale z kolejnych rozrywek z kolegami lub integracji służbowych. Usiłuje więc wkraść się łaski Amandy, lokalnej alfa-matki, oczekując, że w ramach współpracy będzie mogła czasem (czytaj: często) wrzucić grupie matek swoje dzieci pod opiekę. Niestety, jak na razie siedzi przy stoliku nieudaczników z prostolinijną Liz (cudowna Diane Morgan), samotną matką ocierającą się o patologię oraz z żebrającym o atencję Kevinem, który pozwala robić żonie karierę i sam zajmuje się domem i dziećmi. Julia używa więc podstępu, kłamstwa i zasadzki, żeby uzyskać korzyści, ale - umówmy się - nie jest ani miła, ani sprytna, efekty są zwykle niezazbytnie.
Jak zapewne wspominałam, raczej uwielbiam brytyjskie seriale komediowe. Są mniej przewidywalne, bardziej równe i twórcy wiedzą, kiedy skończyć. Rozczarowana kierunkiem, w jakim poszły ”Working Mums”, przestałam w pewnym momencie oglądać, bo poziom krindżu był zbyt wysoki. Dlatego bardzo mnie ucieszyło odkrycie, że wprawdzie nie da się zrobić serialu o rodzicielstwie bez secondhand embarrassment, ale w dalszym ciągu można to zrobić zabawnie. Jaki to pyszny serial i jak ładnie rozprawia się z mitem “można mieć wszystko, to tylko kwestia organizacji”, fasadowością szczęśliwych rodzin i ślicznie pokazuje, jak bardzo toksyczne może być tzw. aspirujące rodzicielstwo.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 22, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zgrabna historia o poszukiwaniach terrorysty, który wprawdzie nie wystawia żądań, ale grozi, że wysadzi w Halloween ładunek zawierający mnożące się, mordercze nanoboty. Oczywiście na intratne zlecenie rzuca się wesoła ekipa z Bebopa. Faye ściga hakera, który wynajął ciężarówkę, zawierającą ostrzegawczy ładunek, Ed analizuje tatuaż, jaki terrorysta miał na nadgarstku, Spike rozpytuje w dzielnicy arabskiej i trafia na ślad naukowca oraz zakochuje się w pięknej ochroniarce z firmy farmaceutycznej, który nanobotami się bawił, zaś Jet analizuje powiązania wojskowych eksperymentów sprzed lat ze wspomnianą firmą. Rozwiązanie jest - jak w większości serialowych odcinków - raczej gorzkie, chociaż udaje się atak udaremnić (ale nie pada informacja, czy ekipa hojną nagrodę otrzymała). Śliczne pejzaże w tle, bardzo przyjemna ścieżka dźwiękowa.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 21, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zgrabna historia o poszukiwaniach terrorysty, który wprawdzie nie wystawia żądań, ale grozi, że wysadzi w Halloween ładunek zawierający mnożące się, mordercze nanoboty. Oczywiście na intratne zlecenie rzuca się wesoła ekipa z Bebopa. Faye ściga hakera, który wynajął ciężarówkę, zawierającą ostrzegawczy ładunek, Ed analizuje tatuaż, jaki terrorysta miał na nadgarstku, Spike rozpytuje w dzielnicy arabskiej i trafia na ślad naukowca oraz zakochuje się w pięknej ochroniarce z firmy farmaceutycznej, który nanobotami się bawił, zaś Jet analizuje powiązania wojskowych eksperymentów sprzed lat ze wspomnianą firmą. Rozwiązanie jest - jak w większości serialowych odcinków - raczej gorzkie, chociaż udaje się atak udaremnić (ale nie pada informacja, czy ekipa hojną nagrodę otrzymała). Śliczne pejzaże w tle, bardzo przyjemna ścieżka dźwiękowa.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 21, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj