Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Magic Mike - The Last Dance

Mam słabość do Channinga Tatuma po bardzo złym ”Jupiter Ascending”, niestety tutaj chłopak nie ma makijażu, a fabuła nie jest lepsza. Wiem, nie ogląda się Magic Mike’a po fabułę, tylko po dobrze zbudowanych mężczyzn z elastycznymi ciałami, którzy tańczą z lekkim posmaczkiem erotyki, ale tutaj nawet to jest wygładzone i letnie. Nie ma obciachu ani kontrowersji, bardzo sympatycznie jest rozegrany motyw z uzyskaniem pozwolenia na dotykanie, najlepszą rolę ma cyniczny acz wierny służący, niestety poza tym bieda.

Mike dorabia sobie jako barman, poznaje bogatą, sfrustrowaną Maxandrę (Salma Hayek), która jest w trakcie nieprzyjemnego rozwodu. Kupuje u niego ostatni taniec (“bez happy endu”, jasne), po czym wpada na pomysł, że zabierze chłopaka do Londynu, żeby zirytować eks-męża - planuje wystawienie erotycznego widowiska tanecznego zamiast nudnej sztuki w pretensjonalnym teatrze, dziedzictwie eks-męża. Przebudowują teatr, mają pewne problemy z mężem i urzędnikami, Maxandra się rozmyśla, ale Mike doprowadza do premiery przed zamknięciem teatru, tańczą i w końcu padają sobie w ramiona. Wszystko przyprawione jest mdłym komentarzem nastoletniej córki Maxandry, która analizuje istotę i rolę tańca; niestety tam, gdzie mogłaby mieć cokolwiek ciekawszego do powiedzenia, kamerdyner zasłania jej oczy, a potem wyprowadza ją z sali, żeby nie widziała, jak atrakcyjni, skąpo ubrani mężczyźni symulują akt płciowy w rytm muzyki. Ech.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 18, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Magic Mike - The Last Dance

Mam słabość do Channinga Tatuma po bardzo złym ”Jupiter Ascending”, niestety tutaj chłopak nie ma makijażu, a fabuła nie jest lepsza. Wiem, nie ogląda się Magic Mike’a po fabułę, tylko po dobrze zbudowanych mężczyzn z elastycznymi ciałami, którzy tańczą z lekkim posmaczkiem erotyki, ale tutaj nawet to jest wygładzone i letnie. Nie ma obciachu ani kontrowersji, bardzo sympatycznie jest rozegrany motyw z uzyskaniem pozwolenia na dotykanie, najlepszą rolę ma cyniczny acz wierny służący, niestety poza tym bieda.

Mike dorabia sobie jako barman, poznaje bogatą, sfrustrowaną Maxandrę (Salma Hayek), która jest w trakcie nieprzyjemnego rozwodu. Kupuje u niego ostatni taniec (“bez happy endu”, jasne), po czym wpada na pomysł, że zabierze chłopaka do Londynu, żeby zirytować eks-męża - planuje wystawienie erotycznego widowiska tanecznego zamiast nudnej sztuki w pretensjonalnym teatrze, dziedzictwie eks-męża. Przebudowują teatr, mają pewne problemy z mężem i urzędnikami, Maxandra się rozmyśla, ale Mike doprowadza do premiery przed zamknięciem teatru, tańczą i w końcu padają sobie w ramiona. Wszystko przyprawione jest mdłym komentarzem nastoletniej córki Maxandry, która analizuje istotę i rolę tańca; niestety tam, gdzie mogłaby mieć cokolwiek ciekawszego do powiedzenia, kamerdyner zasłania jej oczy, a potem wyprowadza ją z sali, żeby nie widziała, jak atrakcyjni, skąpo ubrani mężczyźni symulują akt płciowy w rytm muzyki. Ech.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 18, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Terry Pratchett - Kapelusz pełen nieba

Akwila rozpoczyna terminowanie u prawdziwej czarownicy, pani Libelli; w tym celu wyjeżdża z Kredy. Niestety, podąża za nią współżycz - nieożywiony, kolektywny umysł, który potrzebuje żywiciela oraz na szczęście, na ratunek rzuca się też grupa uderzeniowa Fik Mik Figli (tak, to ciągle jest to niezbyt udane tłumaczenie). Nauka czarownictwa okazuje się, cóż, nudna - starsza wiedźma uczy ją, jak za pomocą drobnych gestów i pracy u podstaw (pamiętać o odsunięciu skopka ze świeżo wydojonym kozim mlekiem!) świat staje się bardziej do wytrzymania dla tych, którym jest ciężko, mimo że wynagrodzenie jest często mocno uznaniowe. Kiedy więc dziewczynka nieostrożnie otwiera swój umysł, współżycz wskakuje i sprawia, że do głosu dochodzą wszystkie niskie pobudki, które gdzieś u każdego się kołaczą w podświadomości. Akwila okrada sympatycznego staruszka, niszczy psychicznie niesympatyczną uczennicę czarownictwa, zamienia ekspedienta w sklepie w żabę (i worek różowego mięsa), wreszcie niszczy część pani Libelli. Na ratunek dziewczynce - oprócz Figli - przybywa Babcia Weatherwax.

To ładna historia o byciu w społeczeństwie i czasem niewdzięcznej pracy, żeby ludziom żyło się lepiej, bo tym w ujęciu dyskowym jest właśnie wiedźmienie, nie strojną czernią płaszcza, nowymi butami i lśniącą okultystyczną biżuterią czy wzbudzaniem strachu (chociaż oczywiście nic z tego nie zaszkodzi, byle w granicach rozsądku). Epizodycznie pojawia się Śmierć i antaba.

Inne tego autora.

#55

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 17, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2023 - 0 komentarzy - Skomentuj


Terry Pratchett - Kapelusz pełen nieba

Akwila rozpoczyna terminowanie u prawdziwej czarownicy, pani Libelli; w tym celu wyjeżdża z Kredy. Niestety, podąża za nią współżycz - nieożywiony, kolektywny umysł, który potrzebuje żywiciela oraz na szczęście, na ratunek rzuca się też grupa uderzeniowa Fik Mik Figli (tak, to ciągle jest to niezbyt udane tłumaczenie). Nauka czarownictwa okazuje się, cóż, nudna - starsza wiedźma uczy ją, jak za pomocą drobnych gestów i pracy u podstaw (pamiętać o odsunięciu skopka ze świeżo wydojonym kozim mlekiem!) świat staje się bardziej do wytrzymania dla tych, którym jest ciężko, mimo że wynagrodzenie jest często mocno uznaniowe. Kiedy więc dziewczynka nieostrożnie otwiera swój umysł, współżycz wskakuje i sprawia, że do głosu dochodzą wszystkie niskie pobudki, które gdzieś u każdego się kołaczą w podświadomości. Akwila okrada sympatycznego staruszka, niszczy psychicznie niesympatyczną uczennicę czarownictwa, zamienia ekspedienta w sklepie w żabę (i worek różowego mięsa), wreszcie niszczy część pani Libelli. Na ratunek dziewczynce - oprócz Figli - przybywa Babcia Weatherwax.

To ładna historia o byciu w społeczeństwie i czasem niewdzięcznej pracy, żeby ludziom żyło się lepiej, bo tym w ujęciu dyskowym jest właśnie wiedźmienie, nie strojną czernią płaszcza, nowymi butami i lśniącą okultystyczną biżuterią czy wzbudzaniem strachu (chociaż oczywiście nic z tego nie zaszkodzi, byle w granicach rozsądku). Epizodycznie pojawia się Śmierć i antaba.

Inne tego autora.

#55

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 17, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2023 - 0 komentarzy - Skomentuj


The Great

Dla ustalenia uwagi - nie lubię filmów kostiumowych na serio, ale bardzo lubię postmodernistyczne kawałki w sztafażu. I “Wielka” dostarcza doskonale - dopisek w czołówce “* an occasionally true story” zdecydowanie ucina wszelkie dyskusje o zgodności z prawdą historyczną, nie dziwi więc kolor skóry, szczegóły ubioru, makijażu czy skomplikowane kwestie pokrewieństwa. Młodziutka Katarzyna (właściwie Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst) przyjeżdża do Rosji, żeby wziąć ślub z wymarzonym carem, Piotrem III. Niestety, nic nie idzie według zamierzeń - Piotr jest chamem, brutalem, pijakiem i częstokroć zwyczajnie idiotą, nie ma romantycznej miłości, tylko zadarcie kiecki i z przeproszeniem, byle jakie ruchanie, arcybiskup zamiast przywitania testuje palcami, czy przyszła caryca jest dziewicą, dwór z niej szydzi, a jej zamiłowanie do nauki i postępowe idee, które chciałaby wprowadzić… cóż, może je sobie wetknąć. Ale to w zasadzie komedia, więc te wszystkie drobne problemy motywują Katarzynę do rozpoczęcia planowania przewrotu i przejęcia władzy nad Rosją. Sytuacja zmienia się dynamicznie - są sojusznicy i wrogowie, liczni kochankowie obojga, sobowtóry, niespodziewane zmiany stron, niedźwiedzie, szalona cioteczka Elżbieta i doskonały, współczesny język. Z kolejnymi sezonami (aktualnie zakończył się trzeci) jest coraz bardziej chaotycznie i komedia idzie raczej w kierunku groteski i komedio-dramatu, ale w zasadzie nie ma słabych momentów.

Oczywiście ostrzegam - jest brutalnie, mnóstwo przemocy, ach ci Rosjanie, ale dawno się tak dobrze nie bawiłam. Aktorzy doskonali - duet Fanning i Hoult świetnie się uzupełnia, krótka rola Gillian Anderson jest chyba najlepsza, Hodge i Isaac (w obu się kochałam w “Capital City”, jak to dawno było, jakże się chłopaki postarzeli, chlip) świetni. Do tego rozmach - scenografia i kostiumy na bogato, należycie odrobione tło historyczne (oczywiście nie pozwólmy, żeby fakty zepsuły dobrą historię) i absolutnie brak skrępowania, jeśli chodzi o moralną ocenę tego, co się działo.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 15, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


The Great

Dla ustalenia uwagi - nie lubię filmów kostiumowych na serio, ale bardzo lubię postmodernistyczne kawałki w sztafażu. I “Wielka” dostarcza doskonale - dopisek w czołówce “* an occasionally true story” zdecydowanie ucina wszelkie dyskusje o zgodności z prawdą historyczną, nie dziwi więc kolor skóry, szczegóły ubioru, makijażu czy skomplikowane kwestie pokrewieństwa. Młodziutka Katarzyna (właściwie Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst) przyjeżdża do Rosji, żeby wziąć ślub z wymarzonym carem, Piotrem III. Niestety, nic nie idzie według zamierzeń - Piotr jest chamem, brutalem, pijakiem i częstokroć zwyczajnie idiotą, nie ma romantycznej miłości, tylko zadarcie kiecki i z przeproszeniem, byle jakie ruchanie, arcybiskup zamiast przywitania testuje palcami, czy przyszła caryca jest dziewicą, dwór z niej szydzi, a jej zamiłowanie do nauki i postępowe idee, które chciałaby wprowadzić… cóż, może je sobie wetknąć. Ale to w zasadzie komedia, więc te wszystkie drobne problemy motywują Katarzynę do rozpoczęcia planowania przewrotu i przejęcia władzy nad Rosją. Sytuacja zmienia się dynamicznie - są sojusznicy i wrogowie, liczni kochankowie obojga, sobowtóry, niespodziewane zmiany stron, niedźwiedzie, szalona cioteczka Elżbieta i doskonały, współczesny język. Z kolejnymi sezonami (aktualnie zakończył się trzeci) jest coraz bardziej chaotycznie i komedia idzie raczej w kierunku groteski i komedio-dramatu, ale w zasadzie nie ma słabych momentów.

Oczywiście ostrzegam - jest brutalnie, mnóstwo przemocy, ach ci Rosjanie, ale dawno się tak dobrze nie bawiłam. Aktorzy doskonali - duet Fanning i Hoult świetnie się uzupełnia, krótka rola Gillian Anderson jest chyba najlepsza, Hodge i Isaac (w obu się kochałam w “Capital City”, jak to dawno było, jakże się chłopaki postarzeli, chlip) świetni. Do tego rozmach - scenografia i kostiumy na bogato, należycie odrobione tło historyczne (oczywiście nie pozwólmy, żeby fakty zepsuły dobrą historię) i absolutnie brak skrępowania, jeśli chodzi o moralną ocenę tego, co się działo.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 15, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Victoria Aveyard - Czerwona królowa

Mare ma 17 lat, jest Czerwona oraz zajmuje się kradzieżami, co niestety oznacza, że - z braku zawodu - za rok pójdzie do wojska, jak trzech z jej starszych braci. Pogodziła się z tym, ale nie może się pogodzić z faktem, że jej przyjaciel od dziecka, Kilorn, traci swojego mistrza i możliwość pracy, co automatycznie oznacza wojsko, planuje więc karkołomną akcję zdobycia pieniędzy, dzięki czemu będzie mogła zarówno zniknąć ona, jak i Kilorn. Planuje okraść Srebrnych, rasę rządzącą krajem i Czerwonymi, niestety jej plan się sypie i cierpi na tym jej siostra, jedyna legalna żywicielka rodziny. Na skutek niespodziewanego spotkania z Calem, któremu się żali ze swojego pecha, Mare trafia na igrzyska Srebrnych, gdzie przedstawiciele różnych rodów prowadzą potyczki za pomocą swoich nadnaturalnych cech - super siły, panowania nad wodą, ogniem czy metalem, teleportacji czy czytania w myślach. I tu zaskoczenie, bo wtem okazuje się, że dziewczyna, mimo że jest Czerwona, ma moc panowania nad elektrycznością. Ród królewski z przyczyn politycznych tuszuje jej pochodzenie, uznaje ją za Srebrną i - jak się łatwo domyślić - zostaje narzeczoną księcia Mavena, młodszego brata - tu zaskoczenie - Cala. Od tej pory rozpoczyna się ryzykowna gra, bo Mare ze wszystkich sił chce doprowadzić do rewolucji, skoro już znalazła się po stronie wroga. Ponownie zaskoczenie - jej narzeczony, Maven, również chce rewolucję Czerwonych wesprzeć. Problem w tym - i tu już bez zaskoczenia - Mare jest zakochana w Calu, a nie w Mavenie.

Zaskakująco dobrze się to czytało, jak na to, że to YA i fantasy. Nie przeszkadzała mi wtórność wątków i ewidentne zrzynki z innych poczytnych autorów (Rowling, Collins) oraz dość topornie przeprowadzona zmyłka fabularna, z wieloma przypomnieniami w trakcie fabuły, żeby nikomu nie ufać. Jednocześnie nie wiem, czy chcę czytać wszystkie kolejne tomy (bo to tetralogia).

#54

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 14, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, sf-f, 2023 - 0 komentarzy - Skomentuj


Victoria Aveyard - Czerwona królowa

Mare ma 17 lat, jest Czerwona oraz zajmuje się kradzieżami, co niestety oznacza, że - z braku zawodu - za rok pójdzie do wojska, jak trzech z jej starszych braci. Pogodziła się z tym, ale nie może się pogodzić z faktem, że jej przyjaciel od dziecka, Kilorn, traci swojego mistrza i możliwość pracy, co automatycznie oznacza wojsko, planuje więc karkołomną akcję zdobycia pieniędzy, dzięki czemu będzie mogła zarówno zniknąć ona, jak i Kilorn. Planuje okraść Srebrnych, rasę rządzącą krajem i Czerwonymi, niestety jej plan się sypie i cierpi na tym jej siostra, jedyna legalna żywicielka rodziny. Na skutek niespodziewanego spotkania z Calem, któremu się żali ze swojego pecha, Mare trafia na igrzyska Srebrnych, gdzie przedstawiciele różnych rodów prowadzą potyczki za pomocą swoich nadnaturalnych cech - super siły, panowania nad wodą, ogniem czy metalem, teleportacji czy czytania w myślach. I tu zaskoczenie, bo wtem okazuje się, że dziewczyna, mimo że jest Czerwona, ma moc panowania nad elektrycznością. Ród królewski z przyczyn politycznych tuszuje jej pochodzenie, uznaje ją za Srebrną i - jak się łatwo domyślić - zostaje narzeczoną księcia Mavena, młodszego brata - tu zaskoczenie - Cala. Od tej pory rozpoczyna się ryzykowna gra, bo Mare ze wszystkich sił chce doprowadzić do rewolucji, skoro już znalazła się po stronie wroga. Ponownie zaskoczenie - jej narzeczony, Maven, również chce rewolucję Czerwonych wesprzeć. Problem w tym - i tu już bez zaskoczenia - Mare jest zakochana w Calu, a nie w Mavenie.

Zaskakująco dobrze się to czytało, jak na to, że to YA i fantasy. Nie przeszkadzała mi wtórność wątków i ewidentne zrzynki z innych poczytnych autorów (Rowling, Collins) oraz dość topornie przeprowadzona zmyłka fabularna, z wieloma przypomnieniami w trakcie fabuły, żeby nikomu nie ufać. Jednocześnie nie wiem, czy chcę czytać wszystkie kolejne tomy (bo to tetralogia).

#54

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 14, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, sf-f, 2023 - 0 komentarzy - Skomentuj


Dvůr Králové

[3.05.2023]

Moim pierwszym w ogóle wyjazdem zagranicznym były kolonie w Czecho-Słowacji (tak, łatwo sprawdzić, ile to lat temu). Dostałam paszport, w którym dumnie acz niespecjalnie błyskotliwie wpisałam sobie w znakach szczególnych “DZIECKO”, co budziło dużo radości na granicach, kiedy przekraczałam je na ten paszport już jako dorosła. Tak, były czasy, że sprawdzano paszporty na wszystkich granicach. Ale weszłam w dygresję, celem moim było wspomnienie, że w ogrodzie zoologicznym w Dvůr Králové (Dvurze Kralovem?!) już miałam okazję być, aczkolwiek niewiele - poza faktem, że byłam - pamiętam. Trafiliśmy na moment, że najbardziej znana część - safari, gdzie się jedzie wśród zwierzyny hasającej luzem, również wśród dużych kotowatych - była akurat zamknięta, ale samo zoo wynagradza. Dość duże, nieco mniejsze od poznańskiego Nowego Zoo, sporo zwierząt, dobrze przygotowana infrastruktura, akwaria, wybiegi i kwiaty, bardzo przyjemne. Najwięcej czasu spędziłam z nastolatką przy pingwinach, bo skojarzenia z “Pingwinami z Madagaskaru” zawsze żywe, oraz przy gepardach, którym ktoś złośliwie za sąsiedztwo dał borsuka, chodzącego w kółko ewidentnie złośliwie na wysokich łapach, czym niepomiernie koteczki irytował.

GALERIA ZDJĘĆ

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 13, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, ogrod-zoologiczny, dvur-kralove - 0 komentarzy - Skomentuj


Dvůr Králové

[3.05.2023]

Moim pierwszym w ogóle wyjazdem zagranicznym były kolonie w Czecho-Słowacji (tak, łatwo sprawdzić, ile to lat temu). Dostałam paszport, w którym dumnie acz niespecjalnie błyskotliwie wpisałam sobie w znakach szczególnych “DZIECKO”, co budziło dużo radości na granicach, kiedy przekraczałam je na ten paszport już jako dorosła. Tak, były czasy, że sprawdzano paszporty na wszystkich granicach. Ale weszłam w dygresję, celem moim było wspomnienie, że w ogrodzie zoologicznym w Dvůr Králové (Dvurze Kralovem?!) już miałam okazję być, aczkolwiek niewiele - poza faktem, że byłam - pamiętam. Trafiliśmy na moment, że najbardziej znana część - safari, gdzie się jedzie wśród zwierzyny hasającej luzem, również wśród dużych kotowatych - była akurat zamknięta, ale samo zoo wynagradza. Dość duże, nieco mniejsze od poznańskiego Nowego Zoo, sporo zwierząt, dobrze przygotowana infrastruktura, akwaria, wybiegi i kwiaty, bardzo przyjemne. Najwięcej czasu spędziłam z nastolatką przy pingwinach, bo skojarzenia z “Pingwinami z Madagaskaru” zawsze żywe, oraz przy gepardach, którym ktoś złośliwie za sąsiedztwo dał borsuka, chodzącego w kółko ewidentnie złośliwie na wysokich łapach, czym niepomiernie koteczki irytował.

GALERIA ZDJĘĆ

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 13, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, ogrod-zoologiczny, dvur-kralove - 0 komentarzy - Skomentuj