To, że Cusk nie będzie cukierkowa, to wiedziałam. Ale nie spodziewałam się, jak bardzo posępna będzie. Pięć kobiet, wszystkie mieszkają w Arlington Park, bogatym przedmieściu Londynu, z najlepszymi szkołami, prestiżowymi domami i ludźmi, którzy coś znaczą. Niektóre z kobiet wżeniły się w Arlington, inne pracowicie dorobiły się opcji zakupu domu, żeby mieć dla siebie i swojej rodziny jak najlepszą szansę na rozwój i przyszłość. Wszystkie są wykształcone, wszystkie miały aspiracje i widoki na kariery. Teraz rodzą i wychowują dzieci, prowadzą domy, spotykają się w losowych konfiguracjach, czasem z sympatii, czasem dla zachowania pozorów, czasem, żeby poocierać się o blichtr i zaimponować znajomością. Dla każdej z nich codzienność to tortura, żadna nie jest szczęśliwa. Każda czegoś zazdrości, coś robi wbrew sobie, nawet wyjście do parku z dzieckiem to uciążliwy, przykry rytuał (por. Zuzanka nienawidziła placów zabaw). Luźna fabularnie seria historii, epizodów pokazuje, jak coś, co jest z zewnątrz spełnieniem marzeń, w środku przypomina więzienie - kobiety są skrępowane coraz bardziej toksycznym związkiem, kolejną ciążą, szarością kolejnych dni, gdzie coś tak zwyczajnego jak wyjście do centrum handlowego jest ekscytujące. Pada dużo gorzkich refleksji o poczuciu bycia mordowaną drobnymi codziennymi ciosami, o utracie siebie kosztem dzieci i związku, o tym, jak mężczyznom łatwo utrzymywać pasje i emocje tam w świecie, poza domem. Gdzieś w losowej recenzji przeczytałam oburzony głos, że opisane kobiety to zakały, powinno im się zabrać dzieci i oddać tym, które docenią radości macierzyństwa, bo to skandal, żeby matka dbała bardziej o siebie niż o maluszka, żeby nie czerpała radości z uśmiechu potomka, tylko spychała konieczność przebywania z dziećmi na kogoś innego. Przewrotnie zostawię to jako podsumowanie świata, w którym widać podszewkę i szwy i to chyba uwiera, kiedy się o tym czyta. I dobrze, niech uwiera.
Inne tej autorki tutaj.
#32
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 11, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To, że Cusk nie będzie cukierkowa, to wiedziałam. Ale nie spodziewałam się, jak bardzo posępna będzie. Pięć kobiet, wszystkie mieszkają w Arlington Park, bogatym przedmieściu Londynu, z najlepszymi szkołami, prestiżowymi domami i ludźmi, którzy coś znaczą. Niektóre z kobiet wżeniły się w Arlington, inne pracowicie dorobiły się opcji zakupu domu, żeby mieć dla siebie i swojej rodziny jak najlepszą szansę na rozwój i przyszłość. Wszystkie są wykształcone, wszystkie miały aspiracje i widoki na kariery. Teraz rodzą i wychowują dzieci, prowadzą domy, spotykają się w losowych konfiguracjach, czasem z sympatii, czasem dla zachowania pozorów, czasem, żeby poocierać się o blichtr i zaimponować znajomością. Dla każdej z nich codzienność to tortura, żadna nie jest szczęśliwa. Każda czegoś zazdrości, coś robi wbrew sobie, nawet wyjście do parku z dzieckiem to uciążliwy, przykry rytuał (por. Zuzanka nienawidziła placów zabaw). Luźna fabularnie seria historii, epizodów pokazuje, jak coś, co jest z zewnątrz spełnieniem marzeń, w środku przypomina więzienie - kobiety są skrępowane coraz bardziej toksycznym związkiem, kolejną ciążą, szarością kolejnych dni, gdzie coś tak zwyczajnego jak wyjście do centrum handlowego jest ekscytujące. Pada dużo gorzkich refleksji o poczuciu bycia mordowaną drobnymi codziennymi ciosami, o utracie siebie kosztem dzieci i związku, o tym, jak mężczyznom łatwo utrzymywać pasje i emocje tam w świecie, poza domem. Gdzieś w losowej recenzji przeczytałam oburzony głos, że opisane kobiety to zakały, powinno im się zabrać dzieci i oddać tym, które docenią radości macierzyństwa, bo to skandal, żeby matka dbała bardziej o siebie niż o maluszka, żeby nie czerpała radości z uśmiechu potomka, tylko spychała konieczność przebywania z dziećmi na kogoś innego. Przewrotnie zostawię to jako podsumowanie świata, w którym widać podszewkę i szwy i to chyba uwiera, kiedy się o tym czyta. I dobrze, niech uwiera.
Inne tej autorki tutaj.
#32
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 11, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[24-26.03.2023]
Podobnie jak w ubiegłym roku, zmęczona przedłużającą się zimą i bezruchem, pojechałam na weekend na warsztaty jogi z Agnieszką, która nie dość, że pokazuje, jak sobie powyginać ciało, to jeszcze karmi (i to jak), to jeszcze rzecz się dzieje w pięknych okolicznościach przyrody. Tym razem weekend spędziłam w miejscowości Kochłowy tuż pod Ostrzeszowem, na miejscu były owce (niechętne) i kot (przechętny), można było sobie też pójść w las, zwłaszcza że trochę padało, a trochę było ciepło. Trafiła się i Maryjka, i mrrroczne niebo, i cmentarz, i zabytkowe zabudowania, w drodze powrotnej zaś zerknęłam ponownie do Antonina, ale bez kawy tamże, bo odwoziłam na lotnisko na czas. Czy po miłych nastu stopniach w marcu spadł śnieg, a temperatura poniżej zera? Ależ oczywiście.
Wyginanie
Wyobraźcie sobie, że tak umiem (bardzo nie, ale się staram)
Dużo dobrego
Jeszcze więcej dobrego
Leniwe poranki / Crumble
Posesja
Posesja w deszczu
Chętny lokales
Niechętna trzoda / Mech na metry
Maryjka nienawigacyjna / Flora
Antonin
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 10, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
antonin, kochlowy
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[24-26.03.2023]
Podobnie jak w ubiegłym roku, zmęczona przedłużającą się zimą i bezruchem, pojechałam na weekend na warsztaty jogi z Agnieszką, która nie dość, że pokazuje, jak sobie powyginać ciało, to jeszcze karmi (i to jak), to jeszcze rzecz się dzieje w pięknych okolicznościach przyrody. Tym razem weekend spędziłam w miejscowości Kochłowy tuż pod Ostrzeszowem, na miejscu były owce (niechętne) i kot (przechętny), można było sobie też pójść w las, zwłaszcza że trochę padało, a trochę było ciepło. Trafiła się i Maryjka, i mrrroczne niebo, i cmentarz, i zabytkowe zabudowania, w drodze powrotnej zaś zerknęłam ponownie do Antonina, ale bez kawy tamże, bo odwoziłam na lotnisko na czas. Czy po miłych nastu stopniach w marcu spadł śnieg, a temperatura poniżej zera? Ależ oczywiście.
Wyginanie
Wyobraźcie sobie, że tak umiem (bardzo nie, ale się staram)
Dużo dobrego
Jeszcze więcej dobrego
Leniwe poranki / Crumble
Posesja
Posesja w deszczu
Chętny lokales
Niechętna trzoda / Mech na metry
Maryjka nienawigacyjna / Flora
Antonin
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 10, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
antonin, kochlowy
- 0 komentarzy
- Skomentuj
1940. Żydowska rodzina Levinów żyje spokojnie w New Jersey - Herman sprzedaje ubezpieczenia i ma widoki na awans, Betty prowadzi dom i wychowuje dwóch synów, siostrzeniec Hermana, Alvin, to raczej taki niebieski ptak, a siostra Betty, Evelyn, opiekuje się matką z demencją i usilnie, choć z różnym skutkiem, szuka męża. I tu rzeczywistość odbiega nieco od tej znanej z naszego świata - do stołka prezydenckiego kandyduje popularny lotnik, Lindbergh, który - w przeciwieństwie do aktualnego prezydenta, Roosevelta, chce pozostać neutralny w konflikcie z Hitlerem, bo nie chce, żeby USA przystąpiło do wojny. I wygrywa, co oznacza, że nie dość, że los II wojny światowej zmienia się, to i sytuacja Żydów w Stanach niebezpiecznie dąży do tej znanej z nazistowskich Niemiec. Herman chodzi na wiece, wścieka się, wspiera przeciwników Lindbergha, ale nie robi nic, co doprowadza Betty - która rozsądnie chce uciec, jak większość znajomych, do Kanady - do szału i na próg rozwodu. Alvin wybiera walkę realną - zaciąga się do kanadyjskiego wojska, ale jego udział w wojnie szybko się kończy z powodu kalectwa na froncie. Evelyn poznaje kontrowersyjnego rabina, wyznawcę prawdopośrodkizmu, który uważa, że wspierając Lindbergha swoją radą, zadba o dobrostan współziomków (spoiler alert: nie).
Serial to ekranizacja książki Philipa Rotha pod tym samym tytułem. Nie czytałam książki, nie wiem, na ile przeniesienie na ekran jest wierne, ale serial mnie niespecjalnie wciągnął. Bardzo długie, rozwlekłe wprowadzenie, sporo wydarzeń historycznych działo się poza kadrem, więc trudno mi czasem było osądzić, na ile rzeczywistość serialowa odbiera od pobieżnie mi znanej amerykańskiej historii, do tego dość nagłe, otwarte zakończenie. Czytałam, że wydarzenia w serialu są paralelą do ponownych wyborów Trumpa w 2016, chociaż sam Roth się od aluzji w tę stronę odżegnywał. “Pan z Wysokiego Zamku” to to nie jest, ale jeśli lubicie seriale kostiumowe z lekką zakrętką alternatywną, to można.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 9, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
1940. Żydowska rodzina Levinów żyje spokojnie w New Jersey - Herman sprzedaje ubezpieczenia i ma widoki na awans, Betty prowadzi dom i wychowuje dwóch synów, siostrzeniec Hermana, Alvin, to raczej taki niebieski ptak, a siostra Betty, Evelyn, opiekuje się matką z demencją i usilnie, choć z różnym skutkiem, szuka męża. I tu rzeczywistość odbiega nieco od tej znanej z naszego świata - do stołka prezydenckiego kandyduje popularny lotnik, Lindbergh, który - w przeciwieństwie do aktualnego prezydenta, Roosevelta, chce pozostać neutralny w konflikcie z Hitlerem, bo nie chce, żeby USA przystąpiło do wojny. I wygrywa, co oznacza, że nie dość, że los II wojny światowej zmienia się, to i sytuacja Żydów w Stanach niebezpiecznie dąży do tej znanej z nazistowskich Niemiec. Herman chodzi na wiece, wścieka się, wspiera przeciwników Lindbergha, ale nie robi nic, co doprowadza Betty - która rozsądnie chce uciec, jak większość znajomych, do Kanady - do szału i na próg rozwodu. Alvin wybiera walkę realną - zaciąga się do kanadyjskiego wojska, ale jego udział w wojnie szybko się kończy z powodu kalectwa na froncie. Evelyn poznaje kontrowersyjnego rabina, wyznawcę prawdopośrodkizmu, który uważa, że wspierając Lindbergha swoją radą, zadba o dobrostan współziomków (spoiler alert: nie).
Serial to ekranizacja książki Philipa Rotha pod tym samym tytułem. Nie czytałam książki, nie wiem, na ile przeniesienie na ekran jest wierne, ale serial mnie niespecjalnie wciągnął. Bardzo długie, rozwlekłe wprowadzenie, sporo wydarzeń historycznych działo się poza kadrem, więc trudno mi czasem było osądzić, na ile rzeczywistość serialowa odbiera od pobieżnie mi znanej amerykańskiej historii, do tego dość nagłe, otwarte zakończenie. Czytałam, że wydarzenia w serialu są paralelą do ponownych wyborów Trumpa w 2016, chociaż sam Roth się od aluzji w tę stronę odżegnywał. “Pan z Wysokiego Zamku” to to nie jest, ale jeśli lubicie seriale kostiumowe z lekką zakrętką alternatywną, to można.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 9, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Niemiecka mini-seria o Helenie, neuroatypowej 25-latce. Helena kończy studia prawnicze, ma fajnych chłopaków, jeździ w egzotyczne miejsca; jej ojciec jest zachwycony karierą córki, a przyjaciółka Maike - piękna influencerka - czasem jej zazdrości. Problem w tym, że to wszystko kłamstwo. Helena kłamie tak łatwo jak oddycha. Ze studiów zrezygnowała lata temu, dyplom wydrukowała z internetu, traci kolejne prace, jej partnerzy najczęściej nie wiedzą o tym, że są z nią w związku, jest skrajnie nieodpowiedzialna i zupełnie pozbawiona jakichkolwiek skrupułów, że to, co robi, jest złe. W pewnym momencie wygląda na to, że jej życie zaczyna się prostować - poznaje Oscara, nauczyciela gry na wiolonczeli, który wygląda na zachwyconego jej nieprzewidywalnością i spontanicznością. Przyjaźni się z kilkuletnią Madeleine, podobnie jak ona spontaniczną i radośnie łamiącą normy społeczne, trafia na pracę, w której jej niesamowita pamięć i zdolność kojarzenia jest niezbędna, wreszcie jej matka, z którą nie utrzymywała kontaktów przez lata, chce być blisko. Współczesność przeplatana jest obrazami z dzieciństwa Heleny, która próbuje ratować związek swoich rodziców, ale zamiast tego doprowadza do jego rozpadu.
Mam pewien zgryz z bohaterką. Bo z jednej strony to świetnie, że pokazywana jest osoba neuroatypowa i problemy, z jakimi się zderza w środowisku “normalsów” (a zwłaszcza kontrast z pozowanym życiem Maike na Instagramie), z drugiej Helena jest silnie zaburzona, a kwestia potencjalnej terapii i leczenia jest wyśmiewana (Helena przegaduje specjalistę, który próbuje jej pomóc, haha, wypluwamy tabletki), zaś jej akcje są zwyczajnie szkodliwe lub nawet przestępcze (zaniedbanie w opiece nad dziećmi, ukrycie przed ojcem jego wyników badań lekarskich, pożar lasu, włamania, oszustwa). Nawet “interwencja”, mająca na celu dobro Heleny, wśród jej znajomych i przyjaciół pokazana jest w krzywym zwierciadle. Wiem, komedia, ale jednak było mi podczas oglądania bardziej nieprzyjemnie niż wesoło. Klimat ma nieco podobny do “Fleabag”, ale brakuje tej sympatii, z jaką nieprzemyślane decyzji bohaterki były pokazane. Za to przepiękne niemieckie miasto w tle, enigmatycznie opisane jako “Berlin”, niestety nie odkryłam, jakie konkretnie okolice.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 6, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Niemiecka mini-seria o Helenie, neuroatypowej 25-latce. Helena kończy studia prawnicze, ma fajnych chłopaków, jeździ w egzotyczne miejsca; jej ojciec jest zachwycony karierą córki, a przyjaciółka Maike - piękna influencerka - czasem jej zazdrości. Problem w tym, że to wszystko kłamstwo. Helena kłamie tak łatwo jak oddycha. Ze studiów zrezygnowała lata temu, dyplom wydrukowała z internetu, traci kolejne prace, jej partnerzy najczęściej nie wiedzą o tym, że są z nią w związku, jest skrajnie nieodpowiedzialna i zupełnie pozbawiona jakichkolwiek skrupułów, że to, co robi, jest złe. W pewnym momencie wygląda na to, że jej życie zaczyna się prostować - poznaje Oscara, nauczyciela gry na wiolonczeli, który wygląda na zachwyconego jej nieprzewidywalnością i spontanicznością. Przyjaźni się z kilkuletnią Madeleine, podobnie jak ona spontaniczną i radośnie łamiącą normy społeczne, trafia na pracę, w której jej niesamowita pamięć i zdolność kojarzenia jest niezbędna, wreszcie jej matka, z którą nie utrzymywała kontaktów przez lata, chce być blisko. Współczesność przeplatana jest obrazami z dzieciństwa Heleny, która próbuje ratować związek swoich rodziców, ale zamiast tego doprowadza do jego rozpadu.
Mam pewien zgryz z bohaterką. Bo z jednej strony to świetnie, że pokazywana jest osoba neuroatypowa i problemy, z jakimi się zderza w środowisku “normalsów” (a zwłaszcza kontrast z pozowanym życiem Maike na Instagramie), z drugiej Helena jest silnie zaburzona, a kwestia potencjalnej terapii i leczenia jest wyśmiewana (Helena przegaduje specjalistę, który próbuje jej pomóc, haha, wypluwamy tabletki), zaś jej akcje są zwyczajnie szkodliwe lub nawet przestępcze (zaniedbanie w opiece nad dziećmi, ukrycie przed ojcem jego wyników badań lekarskich, pożar lasu, włamania, oszustwa). Nawet “interwencja”, mająca na celu dobro Heleny, wśród jej znajomych i przyjaciół pokazana jest w krzywym zwierciadle. Wiem, komedia, ale jednak było mi podczas oglądania bardziej nieprzyjemnie niż wesoło. Klimat ma nieco podobny do “Fleabag”, ale brakuje tej sympatii, z jaką nieprzemyślane decyzji bohaterki były pokazane. Za to przepiękne niemieckie miasto w tle, enigmatycznie opisane jako “Berlin”, niestety nie odkryłam, jakie konkretnie okolice.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 6, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zacznijmy od tego, że nie Grałam w Grę, oceniam więc tylko serial jako oddzielny twór. Grać nie będę, ale mam za to w domu fana gry, który po obejrzeniu był, oględnie mówiąc, nieco rozczarowany.
2003. W Indonezji lekarze odkrywają, że grzyb pasożytniczy zbóż zmutował i zaczyna rozwijać się w mózgu człowieka, przez co człowiek atakuje innych i zaraża ich grzybnią przez ugryzienie. Zmutowani ludzie stają się superszybkimi, żądnymi podbojów zombiakami w ciągu dwóch dni, infekcja szybko rozprzestrzenia się na cały świat. Braciom Joelowi i Tommy’emu, udaje się uciec przez zarażeniem, ale wojsko zabija córkę Joela. Mija 20 lat. Niedobitki ludzkości chronią się w enklawach zarządzanych przez Fedrę, wojskową organizację, trzymającą zapasy, leki i ludzi twardą ręką. Z Fedrą walczy podziemie - Świetliki. Zgorzkniały Joel niechętnie podejmuje się misji przetransportowania Ellie, nastolatki odpornej na mutację, na drugi koniec Stanów do głównej kwatery Świetlików, gdzie lekarze może będą w stanie stworzyć szczepionkę lub lekarstwo na zakażenie i uratować ludzkość. Po drodze mężczyzna i nastolatka spotykają różnych ludzi, zabijają zakażonych i kłusowników, podejmują trudne decyzje, wzajemnie ratują sobie życie i - mimo niechęci Joela - nawiązują więź. Sezon pierwszy kończy się - tak jak gra - krótko po wydarzeniach w szpitalu.
To nie jest film postapokaliptyczny, bo apokalipsa trwa nadal - ludzie są okopani w miastach i odizolowani od zagrzybionych zombie, a wszystkich przybyszów skrzętnie oglądają, a niewygodnych eliminują. Z logicznego punktu widzenia, dałoby się raz a dobrze wytępić grzyby, bo żywiciele umierają i stają się suchą tkanką (tak, w grze było inaczej, były zarodniki, tutaj jednak nie widzę powodu, żeby spalić do gołej ziemi i odbudować cywilizację), ale skoro się tak nie dzieje, to jest to pretekst do pokazania kilku wycinków świata - prepersów, których marzenie się spełniło (cudowny Nick Offerman), pokojowej wspólnoty, ruchu oporu z dualizmem moralnym czy psychopatycznych kanibali. Mniej mnie interesowało naparzanie się z zombiakami, ani finalna, w serialu dość słabo umotywowana, decyzja Joela, bardziej te momenty emocjonalne i dwuznaczne, jak odcinek z Billem i Frankiem czy Harrym i Samem. Świetna scenografia, scena z żyrafą powala urodą, doskonałe efekty specjalne, ale jako całość - do jednorazowego obejrzenia, nie będzie to raczej serial kultowy.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 4, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zacznijmy od tego, że nie Grałam w Grę, oceniam więc tylko serial jako oddzielny twór. Grać nie będę, ale mam za to w domu fana gry, który po obejrzeniu był, oględnie mówiąc, nieco rozczarowany.
2003. W Indonezji lekarze odkrywają, że grzyb pasożytniczy zbóż zmutował i zaczyna rozwijać się w mózgu człowieka, przez co człowiek atakuje innych i zaraża ich grzybnią przez ugryzienie. Zmutowani ludzie stają się superszybkimi, żądnymi podbojów zombiakami w ciągu dwóch dni, infekcja szybko rozprzestrzenia się na cały świat. Braciom Joelowi i Tommy’emu, udaje się uciec przez zarażeniem, ale wojsko zabija córkę Joela. Mija 20 lat. Niedobitki ludzkości chronią się w enklawach zarządzanych przez Fedrę, wojskową organizację, trzymającą zapasy, leki i ludzi twardą ręką. Z Fedrą walczy podziemie - Świetliki. Zgorzkniały Joel niechętnie podejmuje się misji przetransportowania Ellie, nastolatki odpornej na mutację, na drugi koniec Stanów do głównej kwatery Świetlików, gdzie lekarze może będą w stanie stworzyć szczepionkę lub lekarstwo na zakażenie i uratować ludzkość. Po drodze mężczyzna i nastolatka spotykają różnych ludzi, zabijają zakażonych i kłusowników, podejmują trudne decyzje, wzajemnie ratują sobie życie i - mimo niechęci Joela - nawiązują więź. Sezon pierwszy kończy się - tak jak gra - krótko po wydarzeniach w szpitalu.
To nie jest film postapokaliptyczny, bo apokalipsa trwa nadal - ludzie są okopani w miastach i odizolowani od zagrzybionych zombie, a wszystkich przybyszów skrzętnie oglądają, a niewygodnych eliminują. Z logicznego punktu widzenia, dałoby się raz a dobrze wytępić grzyby, bo żywiciele umierają i stają się suchą tkanką (tak, w grze było inaczej, były zarodniki, tutaj jednak nie widzę powodu, żeby spalić do gołej ziemi i odbudować cywilizację), ale skoro się tak nie dzieje, to jest to pretekst do pokazania kilku wycinków świata - prepersów, których marzenie się spełniło (cudowny Nick Offerman), pokojowej wspólnoty, ruchu oporu z dualizmem moralnym czy psychopatycznych kanibali. Mniej mnie interesowało naparzanie się z zombiakami, ani finalna, w serialu dość słabo umotywowana, decyzja Joela, bardziej te momenty emocjonalne i dwuznaczne, jak odcinek z Billem i Frankiem czy Harrym i Samem. Świetna scenografia, scena z żyrafą powala urodą, doskonałe efekty specjalne, ale jako całość - do jednorazowego obejrzenia, nie będzie to raczej serial kultowy.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 4, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj