Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Derry Girls

Derry, znane też jako Londonderry, drugie co do wielkości miasto Irlandii Północnej; cząstka “London” jest pogardliwie ignorowana. Przez trzy (krótkie!) sezony serial pokazuje końcówkę tzw. Kłopotów, konfliktu między frakcją probrytyjską a separatystyczną. Wybuchają bomby, w strzelaninach giną ludzie, wszędzie pełno policji, wystąpienia polityków są żywo komentowane, życie w Derry nie jest łatwe. Ale na to nakłada się pogodna i zabawna komedia o dorastaniu na początku lat 90., gdzie mniej istotne jest, czy wprowadzono godzinę policyjną albo przez miasto idzie znienawidzony marsz Oranżystów, a ważne, czy będą przystojni chłopcy i ktoś przyniesie alkohol. Cztery dziewczęta - sfochowana i zarozumiała aspirująca pisarka Erin, jej kuzynka Orla, żyjąca w swoim świecie, wiecznie spanikowana kujonka Clare oraz Michelle, luzaczka i lokalna piękność - usiłują przejść przez edukację Katolickiego Liceum dla Dziewcząt im. Niepokalanej Panienki, dołącza do nich James, angielski kuzyn Michelle, ze względu na nieuzasadnione plotki, że jest gejem i uzasadnione, że jest pierdołą, traktowany jest również jak dziewczyna. Dookoła dziewcząt kręcą się ich nietypowe rodziny i znajomi - dziadek nienawidzący zięcia, zapracowana matka, frywolna ciotka, sąsiad-nudziarz oraz kadra szkolna - sarkastyczna siostra Michael oraz ksiądz Peter, dandys i pozer. Mimo dramatycznej codzienności, niezwiązane fabularnie odcinki pokazują czasem slapstikowe historie o płaczącej figurze Matki Boskiej, przypadkowej śmierci sąsiadki, wymianie uczniów z Ukrainy, pierwszych miłościach, przypadkowym pożarze w smażalni ryb, włamaniu do czyjegoś domu (oczywiście w dobrej wierze) czy pełnym przygód wyjeździe na koncert Take That.

Dawno się tak dobrze nie bawiłam, a trochę seriali komediowych oglądałam. Warto oglądać z napisami, bo - jakkolwiek od kilku lat pracuję z Irlandczykami - wymowa bohaterów serialu jest co najmniej wymagająca.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 19, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Derry Girls

Derry, znane też jako Londonderry, drugie co do wielkości miasto Irlandii Północnej; cząstka “London” jest pogardliwie ignorowana. Przez trzy (krótkie!) sezony serial pokazuje końcówkę tzw. Kłopotów, konfliktu między frakcją probrytyjską a separatystyczną. Wybuchają bomby, w strzelaninach giną ludzie, wszędzie pełno policji, wystąpienia polityków są żywo komentowane, życie w Derry nie jest łatwe. Ale na to nakłada się pogodna i zabawna komedia o dorastaniu na początku lat 90., gdzie mniej istotne jest, czy wprowadzono godzinę policyjną albo przez miasto idzie znienawidzony marsz Oranżystów, a ważne, czy będą przystojni chłopcy i ktoś przyniesie alkohol. Cztery dziewczęta - sfochowana i zarozumiała aspirująca pisarka Erin, jej kuzynka Orla, żyjąca w swoim świecie, wiecznie spanikowana kujonka Clare oraz Michelle, luzaczka i lokalna piękność - usiłują przejść przez edukację Katolickiego Liceum dla Dziewcząt im. Niepokalanej Panienki, dołącza do nich James, angielski kuzyn Michelle, ze względu na nieuzasadnione plotki, że jest gejem i uzasadnione, że jest pierdołą, traktowany jest również jak dziewczyna. Dookoła dziewcząt kręcą się ich nietypowe rodziny i znajomi - dziadek nienawidzący zięcia, zapracowana matka, frywolna ciotka, sąsiad-nudziarz oraz kadra szkolna - sarkastyczna siostra Michael oraz ksiądz Peter, dandys i pozer. Mimo dramatycznej codzienności, niezwiązane fabularnie odcinki pokazują czasem slapstikowe historie o płaczącej figurze Matki Boskiej, przypadkowej śmierci sąsiadki, wymianie uczniów z Ukrainy, pierwszych miłościach, przypadkowym pożarze w smażalni ryb, włamaniu do czyjegoś domu (oczywiście w dobrej wierze) czy pełnym przygód wyjeździe na koncert Take That.

Dawno się tak dobrze nie bawiłam, a trochę seriali komediowych oglądałam. Warto oglądać z napisami, bo - jakkolwiek od kilku lat pracuję z Irlandczykami - wymowa bohaterów serialu jest co najmniej wymagająca.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 19, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Love Death + Robots

Określenie “serial” jest mylące - to antologia zupełnie ze sobą nie związanych krótkich (od kilku do kilkunastu minut) historyjek, w których - zgodnie z tytułem - pojawia się czasem miłość, czasem roboty, a często śmierć oraz zdarzają się takie, że są wszystkie trzy elementy tytułu. Mocnym elementem cyklu jest animacja, ale nawet ona się zmienia z odcinka na odcinek, bo za poszczególnymi opowieściami stoją różne wytwórnie z różnych państw; Polskę reprezentuje całkiem udanie Platige Image. Dodatkowo klimat jest różny - zdarza się, że po całkiem zabawnej i żartobliwej nagle wskakuje jakieś hard sf. Niektóre są jak żywcem wyjęte z opowiadań Dicka, inne przypominają wczesnego Gibsona. Z antologiami filmowymi mam ten sam problem, co z opowiadaniami. Bywają świetne, ale zanim się nimi zachwycę, już się kończą. Nie mam top 3 swoich ulubionych, bo nie oglądałam całości jednym ciągiem.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 17, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Love Death + Robots

Określenie “serial” jest mylące - to antologia zupełnie ze sobą nie związanych krótkich (od kilku do kilkunastu minut) historyjek, w których - zgodnie z tytułem - pojawia się czasem miłość, czasem roboty, a często śmierć oraz zdarzają się takie, że są wszystkie trzy elementy tytułu. Mocnym elementem cyklu jest animacja, ale nawet ona się zmienia z odcinka na odcinek, bo za poszczególnymi opowieściami stoją różne wytwórnie z różnych państw; Polskę reprezentuje całkiem udanie Platige Image. Dodatkowo klimat jest różny - zdarza się, że po całkiem zabawnej i żartobliwej nagle wskakuje jakieś hard sf. Niektóre są jak żywcem wyjęte z opowiadań Dicka, inne przypominają wczesnego Gibsona. Z antologiami filmowymi mam ten sam problem, co z opowiadaniami. Bywają świetne, ale zanim się nimi zachwycę, już się kończą. Nie mam top 3 swoich ulubionych, bo nie oglądałam całości jednym ciągiem.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 17, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Kawałki Poznania, odcinek 11

[marzec - maj 2022 + nieco archiwaliów]

Mam wrażenie, że mało wychodziłam na świat w tym roku. Przemykałam się do pracy, po zakupy, czasem - z rzadka - na spotkanie z przyjaciółmi; na pewno przez pierwsze miesiące miałam podświadomie poczucie "spotkanie z ludźmi = covid". Pierwszy raz od wczesnego 2020 byłam w kinie (na "Minionkach", niczego nie żałuję). Okolice pewnie te same, co w poprzednich epizodach spacerowych, jak chcecie sobie przypomnieć, podlinkowane są poniżej. Mało remontów, pewnie omijałam okolice, chociaż rozryty Święty Marcin się załapał.

Wilda Półwiejska latem / Pan Peryskop zimą Archiwalia znad Warty Warta / Plac Kolegiacki po remoncie Plac Wolności, przed remontem Wilda / Nowowiejskiego Księżyc i gwiazdy Bogdan Smoleń zimą i latem, można się przysiąść Rynek Łazarski, jeszcze niezasiedlony Plac Andersa, zima i lato Plac Kolegiacki 3 Maja w bramie / Nocny Targ Towarzyski Święty Marcin, w bramie

GALERIA ZDJĘĆ i poprzednie spacery: listopad 2020 (1), listopad 2020 (2), listopad 2020 (3), grudzień 2020 (4), luty 2021 (5), maj 2021 (6), maj 2021 (7), październik 2021 (8), luty 2022 (9) i marzec 2022 (10).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 16, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


Kawałki Poznania, odcinek 11

[marzec - maj 2022 + nieco archiwaliów]

Mam wrażenie, że mało wychodziłam na świat w tym roku. Przemykałam się do pracy, po zakupy, czasem - z rzadka - na spotkanie z przyjaciółmi; na pewno przez pierwsze miesiące miałam podświadomie poczucie "spotkanie z ludźmi = covid". Pierwszy raz od wczesnego 2020 byłam w kinie (na "Minionkach", niczego nie żałuję). Okolice pewnie te same, co w poprzednich epizodach spacerowych, jak chcecie sobie przypomnieć, podlinkowane są poniżej. Mało remontów, pewnie omijałam okolice, chociaż rozryty Święty Marcin się załapał.

Wilda Półwiejska latem / Pan Peryskop zimą Archiwalia znad Warty Warta / Plac Kolegiacki po remoncie Plac Wolności, przed remontem Wilda / Nowowiejskiego Księżyc i gwiazdy Bogdan Smoleń zimą i latem, można się przysiąść Rynek Łazarski, jeszcze niezasiedlony Plac Andersa, zima i lato Plac Kolegiacki 3 Maja w bramie / Nocny Targ Towarzyski Święty Marcin, w bramie

GALERIA ZDJĘĆ i poprzednie spacery: listopad 2020 (1), listopad 2020 (2), listopad 2020 (3), grudzień 2020 (4), luty 2021 (5), maj 2021 (6), maj 2021 (7), październik 2021 (8), luty 2022 (9) i marzec 2022 (10).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 16, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że w październiku szybko zapada zmrok

[8.10.2022]

... więc jak się wybrałam do zachodnich sąsiadów koło 13, to niestety dzień się skończył zmrokiem koło 18, tym bardziej, że pogoda - zamiast obiecanych 20+ stopni poszła w siąpiący deszczyk i zjechała raczej w okolicę 12 celsjuszów. Czy cieszyło mnie to w sytuacji, kiedy zdecydowałam się wyprowadzić na jeden z ostatnich spacerów sandałki #nagołenogi? No niespecjalnie. Za to ogromnie i nieustająco cieszyło mnie zoo, gdzie zdeponowałam w chętnych pyszczkach zwierzyny płowej 2 kilo pokrojonej w plasterki marchwi (czy musiałam się powstrzymywać, żeby za każdym razem na widok otwartego pyszczka, ogromnych oczu i wywalonego języka nie recytować w myślach formułki "Ciało Chrystusa, amen"? Być może) albo podawałam przez siatkę żołędzie pręgowcom, które obrabiały je z szybkością przemysłowej tokarki. Zmarzłam, ale było warto. Plany miałam, jak zwykle, szeroko zakrojone, ale potem już zostało tylko pary na obiad w greckiej restauracji i zakupy w spożywczym. Co kupuję w niemieckim spożywczym, pytacie? Poza oczywistymi oczywistościami typu tabletki do zmywarki i proszek do prania, przywożę masło ziołowe, draże miętowo-czekoladowe, pastylki miętowe w czekoladzie i takąż czekoladę (ale i w wersji cytrynowej, malinowej, pomarańczowej i truskawkowej), czy pastylki z gorzkiej czekolady z posypką, pierniki różnego autoramentu i - tym razem - butelkę burczaka. Był pyszny!

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ i poprzednia wycieczka.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 13, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, ogrod-zoologiczny, frankfurt-nad-odra - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że w październiku szybko zapada zmrok

[8.10.2022]

... więc jak się wybrałam do zachodnich sąsiadów koło 13, to niestety dzień się skończył zmrokiem koło 18, tym bardziej, że pogoda - zamiast obiecanych 20+ stopni poszła w siąpiący deszczyk i zjechała raczej w okolicę 12 celsjuszów. Czy cieszyło mnie to w sytuacji, kiedy zdecydowałam się wyprowadzić na jeden z ostatnich spacerów sandałki #nagołenogi? No niespecjalnie. Za to ogromnie i nieustająco cieszyło mnie zoo, gdzie zdeponowałam w chętnych pyszczkach zwierzyny płowej 2 kilo pokrojonej w plasterki marchwi (czy musiałam się powstrzymywać, żeby za każdym razem na widok otwartego pyszczka, ogromnych oczu i wywalonego języka nie recytować w myślach formułki "Ciało Chrystusa, amen"? Być może) albo podawałam przez siatkę żołędzie pręgowcom, które obrabiały je z szybkością przemysłowej tokarki. Zmarzłam, ale było warto. Plany miałam, jak zwykle, szeroko zakrojone, ale potem już zostało tylko pary na obiad w greckiej restauracji i zakupy w spożywczym. Co kupuję w niemieckim spożywczym, pytacie? Poza oczywistymi oczywistościami typu tabletki do zmywarki i proszek do prania, przywożę masło ziołowe, draże miętowo-czekoladowe, pastylki miętowe w czekoladzie i takąż czekoladę (ale i w wersji cytrynowej, malinowej, pomarańczowej i truskawkowej), czy pastylki z gorzkiej czekolady z posypką, pierniki różnego autoramentu i - tym razem - butelkę burczaka. Był pyszny!

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ i poprzednia wycieczka.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 13, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, ogrod-zoologiczny, frankfurt-nad-odra - 0 komentarzy - Skomentuj


Wielka woda

1997. Wicewojewoda wrocławski Kuba Marczak, zaniepokojony stanem wody w Odrze, zamawia ekspertyzę u swojej dawnej znajomej, hydrolożki Jaśminy Tremer. Niestety, ekspertyza sugeruje, że jeśli władze miasta nie podejmą żadnej akcji, to wezbrane wody zaleją nie tylko okoliczne miasta i wsie, ale i Wrocław. Problem w tym, że nikt poza Marczakiem i dyrektorem największego szpitala we Wrocławiu się tym faktem nie przejmuje, lokalny kolektyw naukowy (składający się z białych starych mężczyzn), twierdzi, że to bzdury i że jakoś to będzie, a poza tym wizyta Ojca Świętego i manewry NATO. Spoiler alert - woda jednak zalewa Wrocław, co pewnie pamiętacie, jeśli byłyście świadome wydarzeń w tym czasie. Serial pokazuje kilka z serii krytycznych pomyłek w zarządzaniu, które sprawiły, że mimo wczesnego ostrzeżenia nastąpił kataklizm na niespotykaną wcześniej skalę: brak przepływu informacji, bagatelizowanie złych scenariuszy, tupolewizm, politycznie ważne regaty, przez które nie została spuszczona woda ze zbiornika retencyjnego, stare mapy, na podstawie których podejmowano decyzje, brak aktualizowanych planów ewakuacji, harmider informacyjny, warcholstwo i wiele innych. Na to nakłada się poziom osobisty - serial opowiada o przeszłości Kuby i Jaśminy oraz ich rodzinach; Andrzeju, mieszkańcu fikcyjnej wioski Kęty, który stał się prowodyrem sprzeciwu grupy blokującej wysadzenie wałów, które potencjalnie mogło uratować miasto, ale zalać nieprzygotowaną na to wieś; o mieszkańcach Wrocławia, którzy stracili z dnia na dzień wszystko.

Absolutnie nie będę czepiać się niczego (no może poza tym, że Marczak wygląda jak polski Ron Swanson) - genialna scenografia, świetna, dramatyczna akcja, bohaterowie nie z papieru, jedną z głównych bohaterek jest kobieta, której zadaniem nie jest ani bycie ładną, ani bycie obiektem uczucia, do tego ma poglądy i umiejętności, a do tego doskonale sportretowane zostały polskie układy i układziki w czasach burzliwych przemian końca lat 90. Nie ukrywam, że nie raz i nie dwa się wzruszyłam, patrząc na ludzką ofiarność i chęć niesienia pomocy w sytuacji dramatycznej, tak było wtedy; szkoda, że do dziś całe to pospolite ruszenie zostało sprowadzone do hasła z negatywną konotacją “brzydki jak z kontenera dla powodzian”. Czy serial daje nadzieję, że nauczyliśmy się czegoś na swoich błędach? Absolutnie nie. Czy warto obejrzeć? Absolutnie tak.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 12, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


Wielka woda

1997. Wicewojewoda wrocławski Kuba Marczak, zaniepokojony stanem wody w Odrze, zamawia ekspertyzę u swojej dawnej znajomej, hydrolożki Jaśminy Tremer. Niestety, ekspertyza sugeruje, że jeśli władze miasta nie podejmą żadnej akcji, to wezbrane wody zaleją nie tylko okoliczne miasta i wsie, ale i Wrocław. Problem w tym, że nikt poza Marczakiem i dyrektorem największego szpitala we Wrocławiu się tym faktem nie przejmuje, lokalny kolektyw naukowy (składający się z białych starych mężczyzn), twierdzi, że to bzdury i że jakoś to będzie, a poza tym wizyta Ojca Świętego i manewry NATO. Spoiler alert - woda jednak zalewa Wrocław, co pewnie pamiętacie, jeśli byłyście świadome wydarzeń w tym czasie. Serial pokazuje kilka z serii krytycznych pomyłek w zarządzaniu, które sprawiły, że mimo wczesnego ostrzeżenia nastąpił kataklizm na niespotykaną wcześniej skalę: brak przepływu informacji, bagatelizowanie złych scenariuszy, tupolewizm, politycznie ważne regaty, przez które nie została spuszczona woda ze zbiornika retencyjnego, stare mapy, na podstawie których podejmowano decyzje, brak aktualizowanych planów ewakuacji, harmider informacyjny, warcholstwo i wiele innych. Na to nakłada się poziom osobisty - serial opowiada o przeszłości Kuby i Jaśminy oraz ich rodzinach; Andrzeju, mieszkańcu fikcyjnej wioski Kęty, który stał się prowodyrem sprzeciwu grupy blokującej wysadzenie wałów, które potencjalnie mogło uratować miasto, ale zalać nieprzygotowaną na to wieś; o mieszkańcach Wrocławia, którzy stracili z dnia na dzień wszystko.

Absolutnie nie będę czepiać się niczego (no może poza tym, że Marczak wygląda jak polski Ron Swanson) - genialna scenografia, świetna, dramatyczna akcja, bohaterowie nie z papieru, jedną z głównych bohaterek jest kobieta, której zadaniem nie jest ani bycie ładną, ani bycie obiektem uczucia, do tego ma poglądy i umiejętności, a do tego doskonale sportretowane zostały polskie układy i układziki w czasach burzliwych przemian końca lat 90. Nie ukrywam, że nie raz i nie dwa się wzruszyłam, patrząc na ludzką ofiarność i chęć niesienia pomocy w sytuacji dramatycznej, tak było wtedy; szkoda, że do dziś całe to pospolite ruszenie zostało sprowadzone do hasła z negatywną konotacją “brzydki jak z kontenera dla powodzian”. Czy serial daje nadzieję, że nauczyliśmy się czegoś na swoich błędach? Absolutnie nie. Czy warto obejrzeć? Absolutnie tak.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 12, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj