Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Paweł Huelle - Weiser Dawidek

Gdańsk, lata 50. Wojna jeszcze rezonuje we wszystkim, wszędzie gruzy i - jak się dobrze poszuka - można znaleźć niewybuchy czy ukrytą broń. Trzech chłopców - Piotr, Szymon i bezimienny Heller (narrator) - są brutalnie przesłuchiwani przez nauczyciela-psychopatę, kierownika szkoły i milicję, dorośli chcą poznać szczegóły ostatniego dnia, kiedy zniknęli ich towarzysze zabaw - Weiser Dawidek[1] i Elka od Wiśniewskich. Elka znajduje się kilka dni później, ale żadnego śladu po Weiserze nie ma, co nie do końca jest dziwne, bo chwilę przed zniknięciem niespodziewanie wybuchł ładunek, który Weiser próbował odpalić ku uciesze swojej i kolegów. Narracja przeplata się między wydarzeniami tego ostatniego lata - morzem pełnym cuchnących, martwych ryb, nudzie wakacji, dorosłymi krążącymi między pracą, knajpą a kościołem, wspomnianym już przesłuchaniem i refleksją narratora po latach, przez które nieustająco sam szukał odpowiedzi, co się rzeczywiście stało z Weiserem. Bo zniknął i nie został po nim nawet strzępek ciała, ale Heller nie wierzy, że przypadkowy wybuch mógł chłopca zabić, nie po tym, jak widział, że Weiser umie lewitować, że poskromił w zoo dziką panterę, że samodzielnie wygrał mecz z chłopakami z koszar, że umiał robić cuda z eksplozjami i jak nikt znał się na broni. Problem w tym, że żaden z jego przyjaciół nie chce o Weiserze rozmawiać, nawet po latach - Piotr nie żyje, znamiennie zastrzelony podczas zamieszek w 1970, Szymon wyjechał i jest gdzie indziej, a Elka, która z Weiserem była najbliżej, mieszka w Niemczech i już jest zupełnie inną osobą niż ta dziewczynka w czerwonej sukience.

Zapewne nie do końca zrozumiałam geniusz tej książki, jej starotestamentowe odniesienia, bogatą mitologię, ten dyskurs o ulotności i subiektywności pamięci, o dorastaniu i utracie dziecięcej naiwności i wiary, że jest ktoś taki jak Dawidek, który wszystko potrafi, nawet rzeczy niewyobrażalne. I o inności, gdzie wśród zwykłych polskich dzieciaków pojawia się ktoś ewidentnie obcy, kto jako jedyny nie chodzi na religię, ale zamiast pariasem staje się w nudne, puste wakacje osobą najbardziej pożądaną, niesamowitą. Na poziomie typowo literalnym to dygresyjna opowieść o dorastaniu w powojennej rzeczywistości, gdzie życie dzieci było całkiem odklejone od świata dorosłych, a ten nie do końca zrozumiały świat obserwowany był przez dzieci jak kino - pijany pan Korotko, nauczyciel M-ski oddający się dziwnym praktykom seksualnym w ukryciu łąk i pól, natrętna, zabobonna religijność proboszcza Dudaka skontrastowana z mistycyzmem Żółtoskrzydłego, uciekiniera z lokalnego domu wariatów, prawie że ukamienowanego przez tłum, konflikty między robotnikami z portu a wojskowymi. Oranżada w krachli, czerwona lepsza niż żółta, ale dopóki nie otworzysz butelki, nie wiesz, na jaką się trafi.

Nieustająco uwielbiam, jak Huelle potrafi w język. Zupełnie nie nuży mnie powtarzanie tych samych fraz i motywów, dokładnie słyszę tę narrację w głowie czasem, ten bieg nieuporządkowanych, surowych myśli, gdzie dialog przecina nagle wspomnienie albo coś nawraca uparcie i pcha się na pierwszy plan, mimo że nie chcę już o tym myśleć. Jak on to zgrabnie umie zapisać, że wydaje się to tak łatwe i naturalne, nic tylko usiąść i spisać swoją historię. Tyle że to jednak nie takie łatwe, więc pozostaję w zachwycie. Nb. zaczęłam czytać Huellego w Boże Ciało, w dzień, w którym zaczyna się akcja książki. Przypadek?

[1] Powidoki mam tu po szkole, gdzie nazwisko zawsze przed imieniem.

Inne tego autora tu.

#75

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 25, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Paweł Huelle - Weiser Dawidek

Gdańsk, lata 50. Wojna jeszcze rezonuje we wszystkim, wszędzie gruzy i - jak się dobrze poszuka - można znaleźć niewybuchy czy ukrytą broń. Trzech chłopców - Piotr, Szymon i bezimienny Heller (narrator) - są brutalnie przesłuchiwani przez nauczyciela-psychopatę, kierownika szkoły i milicję, dorośli chcą poznać szczegóły ostatniego dnia, kiedy zniknęli ich towarzysze zabaw - Weiser Dawidek[1] i Elka od Wiśniewskich. Elka znajduje się kilka dni później, ale żadnego śladu po Weiserze nie ma, co nie do końca jest dziwne, bo chwilę przed zniknięciem niespodziewanie wybuchł ładunek, który Weiser próbował odpalić ku uciesze swojej i kolegów. Narracja przeplata się między wydarzeniami tego ostatniego lata - morzem pełnym cuchnących, martwych ryb, nudzie wakacji, dorosłymi krążącymi między pracą, knajpą a kościołem, wspomnianym już przesłuchaniem i refleksją narratora po latach, przez które nieustająco sam szukał odpowiedzi, co się rzeczywiście stało z Weiserem. Bo zniknął i nie został po nim nawet strzępek ciała, ale Heller nie wierzy, że przypadkowy wybuch mógł chłopca zabić, nie po tym, jak widział, że Weiser umie lewitować, że poskromił w zoo dziką panterę, że samodzielnie wygrał mecz z chłopakami z koszar, że umiał robić cuda z eksplozjami i jak nikt znał się na broni. Problem w tym, że żaden z jego przyjaciół nie chce o Weiserze rozmawiać, nawet po latach - Piotr nie żyje, znamiennie zastrzelony podczas zamieszek w 1970, Szymon wyjechał i jest gdzie indziej, a Elka, która z Weiserem była najbliżej, mieszka w Niemczech i już jest zupełnie inną osobą niż ta dziewczynka w czerwonej sukience.

Zapewne nie do końca zrozumiałam geniusz tej książki, jej starotestamentowe odniesienia, bogatą mitologię, ten dyskurs o ulotności i subiektywności pamięci, o dorastaniu i utracie dziecięcej naiwności i wiary, że jest ktoś taki jak Dawidek, który wszystko potrafi, nawet rzeczy niewyobrażalne. I o inności, gdzie wśród zwykłych polskich dzieciaków pojawia się ktoś ewidentnie obcy, kto jako jedyny nie chodzi na religię, ale zamiast pariasem staje się w nudne, puste wakacje osobą najbardziej pożądaną, niesamowitą. Na poziomie typowo literalnym to dygresyjna opowieść o dorastaniu w powojennej rzeczywistości, gdzie życie dzieci było całkiem odklejone od świata dorosłych, a ten nie do końca zrozumiały świat obserwowany był przez dzieci jak kino - pijany pan Korotko, nauczyciel M-ski oddający się dziwnym praktykom seksualnym w ukryciu łąk i pól, natrętna, zabobonna religijność proboszcza Dudaka skontrastowana z mistycyzmem Żółtoskrzydłego, uciekiniera z lokalnego domu wariatów, prawie że ukamienowanego przez tłum, konflikty między robotnikami z portu a wojskowymi. Oranżada w krachli, czerwona lepsza niż żółta, ale dopóki nie otworzysz butelki, nie wiesz, na jaką się trafi.

Nieustająco uwielbiam, jak Huelle potrafi w język. Zupełnie nie nuży mnie powtarzanie tych samych fraz i motywów, dokładnie słyszę tę narrację w głowie czasem, ten bieg nieuporządkowanych, surowych myśli, gdzie dialog przecina nagle wspomnienie albo coś nawraca uparcie i pcha się na pierwszy plan, mimo że nie chcę już o tym myśleć. Jak on to zgrabnie umie zapisać, że wydaje się to tak łatwe i naturalne, nic tylko usiąść i spisać swoją historię. Tyle że to jednak nie takie łatwe, więc pozostaję w zachwycie. Nb. zaczęłam czytać Huellego w Boże Ciało, w dzień, w którym zaczyna się akcja książki. Przypadek?

[1] Powidoki mam tu po szkole, gdzie nazwisko zawsze przed imieniem.

Inne tego autora tu.

#75

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 25, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Minx

Bujne lata 70. W USA - z jednej strony dzieci-kwiaty, wolna miłość, pigułka, narkotyki, z drugiej purytanizm i patriarchat. Joyce Prigger, panienka z dobrej rodziny i po Vassar, udaje się na targi dziennikarskie, żeby sprzedać pomysł nowoczesnego czasopisma dla kobiet, w którym nie będzie uprzedmiotowienia, głupotek, mirażu małżeństwa, ale feminizm, równość i ważne sprawy. Jak się łatwo domyślić, zostaje protekcjonalnie odprawiona, a jedyną osobą, która wyraziła zainteresowanie, jest wydawca czasopism pornograficznych, Doug Renetti. Joyce wchodzi w świat branży, która całkowicie nie jest po linii jej poglądów, ale - wiadomo, skoro to serial komediowy - absurdalnie zaczyna dostrzegać, że przedsięwzięcie ma szanse powodzenia. Jak już uda się zwalczyć opór tradycjonalistycznej włoskiej mafii, pretensjonalnej radnej, strażników i strażniczek patriarchatu czy mediów, w tym całkiem niechętnych kolegów po fachu. W pierwszym sezonie udaje mi się wydać trzy numery, z czego o trzecim raczej nikt nie chce pamiętać.

Jakie to urocze! W roli Renettiego pojawia się Jake Johnson (Nick z “New Girl”), idealny w roli niepokornego chłopca o złotym sercu i słabej woli, ale to kobiety ciągną ten serial - ambitna Joyce, twardo stąpająca po ziemi Tina - księgowa i managerka, Shelly - siostra Joyce, gospodyni domowa z przedmieść i na pozór płytka i głupiutka Bambi - aktorka porno, która okazuje się mieć skrywane zalety (oraz, haha, jest pochodzenia polskiego). Oraz gej Ritchie, fotograf obdarzony niesamowitym talentem, mimo że fotografował do tej pory głównie niewysmakowaną goliznę. Lojalnie ostrzegam, że w serialu - poza kobiecymi piersiami - pojawia się sporo nagich mężczyzn. Tak, full frontal, czasem nawet we wzwodzie. Idealny serial na lato. Liczę na kolejne sezony.

Przy okazji obserwacja - po pierwszym roku pandemii, kiedy zelżały ograniczenia i przemysł serialowy wrócił do jakiej-takiej normalności, prowadziłam mentalny dzienniczek aktualnych seriali, Które Zauważyły Covid-19. I zastanawiałam się, jak to zmieni kinematografię. Wtem nie ma pandemii i nie ma śladów po niej. Nic się nie zmieniło. Albo pojawiają się seriale, w których tematu dwóch lat wyjętych z życia nie ma, albo wracamy do nostalgicznych lat 70., jak tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 23, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Minx

Bujne lata 70. W USA - z jednej strony dzieci-kwiaty, wolna miłość, pigułka, narkotyki, z drugiej purytanizm i patriarchat. Joyce Prigger, panienka z dobrej rodziny i po Vassar, udaje się na targi dziennikarskie, żeby sprzedać pomysł nowoczesnego czasopisma dla kobiet, w którym nie będzie uprzedmiotowienia, głupotek, mirażu małżeństwa, ale feminizm, równość i ważne sprawy. Jak się łatwo domyślić, zostaje protekcjonalnie odprawiona, a jedyną osobą, która wyraziła zainteresowanie, jest wydawca czasopism pornograficznych, Doug Renetti. Joyce wchodzi w świat branży, która całkowicie nie jest po linii jej poglądów, ale - wiadomo, skoro to serial komediowy - absurdalnie zaczyna dostrzegać, że przedsięwzięcie ma szanse powodzenia. Jak już uda się zwalczyć opór tradycjonalistycznej włoskiej mafii, pretensjonalnej radnej, strażników i strażniczek patriarchatu czy mediów, w tym całkiem niechętnych kolegów po fachu. W pierwszym sezonie udaje mi się wydać trzy numery, z czego o trzecim raczej nikt nie chce pamiętać.

Jakie to urocze! W roli Renettiego pojawia się Jake Johnson (Nick z “New Girl”), idealny w roli niepokornego chłopca o złotym sercu i słabej woli, ale to kobiety ciągną ten serial - ambitna Joyce, twardo stąpająca po ziemi Tina - księgowa i managerka, Shelly - siostra Joyce, gospodyni domowa z przedmieść i na pozór płytka i głupiutka Bambi - aktorka porno, która okazuje się mieć skrywane zalety (oraz, haha, jest pochodzenia polskiego). Oraz gej Ritchie, fotograf obdarzony niesamowitym talentem, mimo że fotografował do tej pory głównie niewysmakowaną goliznę. Lojalnie ostrzegam, że w serialu - poza kobiecymi piersiami - pojawia się sporo nagich mężczyzn. Tak, full frontal, czasem nawet we wzwodzie. Idealny serial na lato. Liczę na kolejne sezony.

Przy okazji obserwacja - po pierwszym roku pandemii, kiedy zelżały ograniczenia i przemysł serialowy wrócił do jakiej-takiej normalności, prowadziłam mentalny dzienniczek aktualnych seriali, Które Zauważyły Covid-19. I zastanawiałam się, jak to zmieni kinematografię. Wtem nie ma pandemii i nie ma śladów po niej. Nic się nie zmieniło. Albo pojawiają się seriale, w których tematu dwóch lat wyjętych z życia nie ma, albo wracamy do nostalgicznych lat 70., jak tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 23, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Majówka 2022: Radebeul i inne

[30.04-3.05.2022]

Radebeul trafił się przypadkiem - znalazłam bardzo fajny nocleg na bookingu, parter w domku jednorodzinnym z ogrodem, a w ogrodzie malownicze zachody słońca, bzy i kwitnące drzewka owocowe, trampolina, huśtawka i tyrolka oraz przechadzający się kot od sąsiadów. I taniej niż w Dreźnie, a Radebeul to w zasadzie przedmieścia. Samo miasteczko jest urokliwe, nie za duże i ma - oprócz winnicy i punktu widokowego, świetnej greckiej restauracji - Muzeum Karola Maya (dla tych, co wychowali się na książkach tego wesołego hochsztaplera).

W ogrodzie Zachody słońca w pakiecie Piekarnia / Grecka

Z kolei w drodze z Drezna zatrzymałam się na krótki popas w zamku Berbisdorf, który jest - jak się okazało - czynny w weekendy, a byłam we wtorek. Ale urokliwie, warto się zatrzymać, jak się przejeżdża. Sama droga też ładna - tu rzepak, tu niebko jak z pocztówki, tu kawałek Niemieckiego Szlaku Alej, tu elektrownia, ale taka jak w “Dark”, a nie że Turów.

I najboleśniejszy kontrast wyjazdu: po niemieckiej stronie Park Rododendronów i Diabelski Most, po polskiej ohydne blaszaki z mydłem i powidłem, kup benzynę - zapalniczka gratis, promka w Biedronce na kiełbasę grillową i Zigaretten tanio.

Weisswasser

    Adresy:
  • Atlantis - Maxim-Gorki-Straße 2, Radebeul, restauracja grecka
  • Henris Bierhaus - Bautzener Str. 64, Weißwasser/Oberlausitz
  • Zamek Berbisdorf - otwarte w weekendy
  • Rakotzbrücke - Kromlau

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 22, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, kromlau, radebeul, weisswasser, berbisdorf - 0 komentarzy - Skomentuj


Majówka 2022: Radebeul i inne

[30.04-3.05.2022]

Radebeul trafił się przypadkiem - znalazłam bardzo fajny nocleg na bookingu, parter w domku jednorodzinnym z ogrodem, a w ogrodzie malownicze zachody słońca, bzy i kwitnące drzewka owocowe, trampolina, huśtawka i tyrolka oraz przechadzający się kot od sąsiadów. I taniej niż w Dreźnie, a Radebeul to w zasadzie przedmieścia. Samo miasteczko jest urokliwe, nie za duże i ma - oprócz winnicy i punktu widokowego, świetnej greckiej restauracji - Muzeum Karola Maya (dla tych, co wychowali się na książkach tego wesołego hochsztaplera).

W ogrodzie Zachody słońca w pakiecie Piekarnia / Grecka

Z kolei w drodze z Drezna zatrzymałam się na krótki popas w zamku Berbisdorf, który jest - jak się okazało - czynny w weekendy, a byłam we wtorek. Ale urokliwie, warto się zatrzymać, jak się przejeżdża. Sama droga też ładna - tu rzepak, tu niebko jak z pocztówki, tu kawałek Niemieckiego Szlaku Alej, tu elektrownia, ale taka jak w “Dark”, a nie że Turów.

I najboleśniejszy kontrast wyjazdu: po niemieckiej stronie Park Rododendronów i Diabelski Most, po polskiej ohydne blaszaki z mydłem i powidłem, kup benzynę - zapalniczka gratis, promka w Biedronce na kiełbasę grillową i Zigaretten tanio.

Weisswasser

    Adresy:
  • Atlantis - Maxim-Gorki-Straße 2, Radebeul, restauracja grecka
  • Henris Bierhaus - Bautzener Str. 64, Weißwasser/Oberlausitz
  • Zamek Berbisdorf - otwarte w weekendy
  • Rakotzbrücke - Kromlau

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 22, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, kromlau, radebeul, weisswasser, berbisdorf - 0 komentarzy - Skomentuj


Patrick deWitt - Bracia Sisters

Są książki, o których od początku wiesz, że będą rozczarowaniem, ale jednak przez nie brniesz, bo może jednak coś zaskoczy miło. W końcu autor nagradzany, ląduje wysoko w rankingach, krytycy się prześcigają w pochwałach, padają słowa typu "dekonstrukcja", "mistrzowski hołd", "wyrafinowany humor"... No to tutaj to nie jest ta sytuacja, podobnie rozczarowana byłam niektórymi filmami, które dostały Oskara. Mam jeszcze drugą książkę tego autora, "Podmajordomusa Minora" i tak się zastanawiam, czy oddać bez czytania.

Dwóch braci - Eli i Charlie Sisters - jedzie do Kalifornii ze zleceniem, mają zabić złodzieja, który podobno okradł ich szefa, złowrogiego Komandora. Po drodze mają różne przygody - upijają się, kogoś okradają, ktoś ich okrada, spotykają się z przypadkowymi ludźmi, co zwykle kończy się zabiciem rozmówców, a przynajmniej ich ciężkim pobiciem, Eli ma różne rozkminy oraz czasem startuje do pań, Charlie rozkmin raczej nie ma, za to ma szybką rękę i krótki loncik. Docierają do Kalifornii, po rozmowie z poszukiwanym celem decydują, że jednak zabicie człowieka jest nieuzasadnione, więc dołączają do niego, co jednak ma pewne konsekwencje. Najpierw wzbogaceni, potem okradzeni, wracają do rodzinnego domu. Koniec. Serio, patrzyłam na ostatnią kartkę i zastanawiałam się, po co ja to czytałam; nie będę streszczać wszystkich podłych rzeczy, które bohaterowie zrobili bez żadnego powodu, wszystkich drastycznych opisów typu odcinanie ręki, umieranie w męczarniach czy okaleczanie zwierzęcia, to pewnie ten sławetny czarny humor.

#74

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 20, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2022 - 2 komentarze - Skomentuj


Patrick deWitt - Bracia Sisters

Są książki, o których od początku wiesz, że będą rozczarowaniem, ale jednak przez nie brniesz, bo może jednak coś zaskoczy miło. W końcu autor nagradzany, ląduje wysoko w rankingach, krytycy się prześcigają w pochwałach, padają słowa typu "dekonstrukcja", "mistrzowski hołd", "wyrafinowany humor"... No to tutaj to nie jest ta sytuacja, podobnie rozczarowana byłam niektórymi filmami, które dostały Oskara. Mam jeszcze drugą książkę tego autora, "Podmajordomusa Minora" i tak się zastanawiam, czy oddać bez czytania.

Dwóch braci - Eli i Charlie Sisters - jedzie do Kalifornii ze zleceniem, mają zabić złodzieja, który podobno okradł ich szefa, złowrogiego Komandora. Po drodze mają różne przygody - upijają się, kogoś okradają, ktoś ich okrada, spotykają się z przypadkowymi ludźmi, co zwykle kończy się zabiciem rozmówców, a przynajmniej ich ciężkim pobiciem, Eli ma różne rozkminy oraz czasem startuje do pań, Charlie rozkmin raczej nie ma, za to ma szybką rękę i krótki loncik. Docierają do Kalifornii, po rozmowie z poszukiwanym celem decydują, że jednak zabicie człowieka jest nieuzasadnione, więc dołączają do niego, co jednak ma pewne konsekwencje. Najpierw wzbogaceni, potem okradzeni, wracają do rodzinnego domu. Koniec. Serio, patrzyłam na ostatnią kartkę i zastanawiałam się, po co ja to czytałam; nie będę streszczać wszystkich podłych rzeczy, które bohaterowie zrobili bez żadnego powodu, wszystkich drastycznych opisów typu odcinanie ręki, umieranie w męczarniach czy okaleczanie zwierzęcia, to pewnie ten sławetny czarny humor.

#74

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 20, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2022 - 2 komentarze - Skomentuj


O sąsiedzkiej wizycie w Luboniu (3)

[5.06.2022]

W niedzielne poranki świat śpi. Dlatego to potencjalnie dobry moment na wchodzenie w miejsca, gdzie nie potrzeba widowni ani kibiców (czy wręcz osób, które każą się oddalić rączo). Na przykład można sobie bladym świtkiem o 8:30 obejrzeć zabudowania zabytkowej Fabryki Przetworów Ziemniaczanych Koehlmanna w Luboniu, której smutne, rozsypujące się resztki stoją między nowoczesnym założeniem deweloperskim, przez co można porównać nowoczesne, ekononiczne (czytaj: pozbawione indywidualności i glamour) budownictwo ze 120-letnią architekturą Jugendstil z elementami secesji. Niestety, mam wrażenie, że zamiast podjąć jakąkolwiek próbę adaptacji tego, co się jeszcze nie rozsypało, właściciel czeka, aż oznaczone jako zabytki budynki dopadnie entropia. A szkoda. Jak lubicie urbex i abandony, koniecznie póki jeszcze można.

PS Jako że jestem osobą odpowiedzialną, pozwoliłam sobie na wejście tylko tam, gdzie nie było zakazu oraz nie było zagrodzone. Zdjęcia wnętrz są robione z zewnątrz, przez okna lub otwory w murach. Pewnie można zobaczyć więcej od środka, ale - odpowiedzialność, wspominałam - nie namawiam.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 19, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+, Moje miasto, Wielkopolska w weekend - Tag: lubon - 2 komentarze - Skomentuj


O sąsiedzkiej wizycie w Luboniu (3)

[5.06.2022]

W niedzielne poranki świat śpi. Dlatego to potencjalnie dobry moment na wchodzenie w miejsca, gdzie nie potrzeba widowni ani kibiców (czy wręcz osób, które każą się oddalić rączo). Na przykład można sobie bladym świtkiem o 8:30 obejrzeć zabudowania zabytkowej Fabryki Przetworów Ziemniaczanych Koehlmanna w Luboniu, której smutne, rozsypujące się resztki stoją między nowoczesnym założeniem deweloperskim, przez co można porównać nowoczesne, ekononiczne (czytaj: pozbawione indywidualności i glamour) budownictwo ze 120-letnią architekturą Jugendstil z elementami secesji. Niestety, mam wrażenie, że zamiast podjąć jakąkolwiek próbę adaptacji tego, co się jeszcze nie rozsypało, właściciel czeka, aż oznaczone jako zabytki budynki dopadnie entropia. A szkoda. Jak lubicie urbex i abandony, koniecznie póki jeszcze można.

PS Jako że jestem osobą odpowiedzialną, pozwoliłam sobie na wejście tylko tam, gdzie nie było zakazu oraz nie było zagrodzone. Zdjęcia wnętrz są robione z zewnątrz, przez okna lub otwory w murach. Pewnie można zobaczyć więcej od środka, ale - odpowiedzialność, wspominałam - nie namawiam.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 19, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+, Moje miasto, Wielkopolska w weekend - Tag: lubon - 2 komentarze - Skomentuj