Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Clare MacIntosh - Widzę Cię

Zoe, księgowa codziennie dojeżdżająca do swojej firmy, podczas podróży w metrze znajduje swoje zdjęcie w gazecie, dodane do adresu strony internetowej (nieistniejącej) i numeru telefonu (nieprawidłowego). Całość robi wrażenie ogłoszenia erotycznego, więc Zoe nie może przejść nad tym do porządku. Rodzina ją uspokaja, że osoba na zdjęciu jest tylko podobna, przypadek, strona i telefon nie istnieją, może to głupi żart. Problem w tym, że niedługo potem Zoe napotyka na całą serię zdjęć różnych kobiet w sekcji ogłoszeń, a jedna z nich zostaje znaleziona martwa. Zgłasza się na policję i ma szczęście w nieszczęściu, że telefon przypadkiem odbiera Kelly, policjantka pracująca kiedyś w sekcji przestępstw seksualnych, szczególnie cięta na stalkerów (również z przyczyn osobistych). Problem w tym, że mimo ewidentnego związku, mało kto traktuje ten trop jako poważny. Nawet gdy w drodze do pracy Zoe zaczyna spotykać ciągle tego samego mężczyznę.

Mottem tej książki (i pomocą w zapobieganiu przestępstw) powinien był ten akapit:

Kelly pomyślała o wszystkich kampaniach prewencyjnych, jakie przeprowadzono podczas dziewięciu lat jej pracy. Plakaty, ulotki, alarmy osobiste, programy edukacyjne… A rozwiązanie było przecież o wiele prostsze: wystarczyło słuchać ofiar. Wystarczyło im uwierzyć.

Autorka pokazuje, jakie konsekwencje może mieć bagatelizowanie zgłoszeń kobiet, tłumaczenie ich przewrażliwieniem czy traktowaniem męskiej uprzejmości czy zainteresowania jako niebezpieczeństwa. Finał jest dostatecznie wiarygodny, chociaż mylne tropy podawane w trakcie lektury - bo Zoe zaczyna w pewnym momencie dostrzegać, że to ktoś z jej bliskiego otoczenia - wszystko gmatwają.

Inne tej autorki tutaj.

#83

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 2, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminał, 2020 - 0 komentarzy - Skomentuj


Clare MacIntosh - Widzę Cię

Zoe, księgowa codziennie dojeżdżająca do swojej firmy, podczas podróży w metrze znajduje swoje zdjęcie w gazecie, dodane do adresu strony internetowej (nieistniejącej) i numeru telefonu (nieprawidłowego). Całość robi wrażenie ogłoszenia erotycznego, więc Zoe nie może przejść nad tym do porządku. Rodzina ją uspokaja, że osoba na zdjęciu jest tylko podobna, przypadek, strona i telefon nie istnieją, może to głupi żart. Problem w tym, że niedługo potem Zoe napotyka na całą serię zdjęć różnych kobiet w sekcji ogłoszeń, a jedna z nich zostaje znaleziona martwa. Zgłasza się na policję i ma szczęście w nieszczęściu, że telefon przypadkiem odbiera Kelly, policjantka pracująca kiedyś w sekcji przestępstw seksualnych, szczególnie cięta na stalkerów (również z przyczyn osobistych). Problem w tym, że mimo ewidentnego związku, mało kto traktuje ten trop jako poważny. Nawet gdy w drodze do pracy Zoe zaczyna spotykać ciągle tego samego mężczyznę.

Mottem tej książki (i pomocą w zapobieganiu przestępstw) powinien był ten akapit:

Kelly pomyślała o wszystkich kampaniach prewencyjnych, jakie przeprowadzono podczas dziewięciu lat jej pracy. Plakaty, ulotki, alarmy osobiste, programy edukacyjne… A rozwiązanie było przecież o wiele prostsze: wystarczyło słuchać ofiar. Wystarczyło im uwierzyć.

Autorka pokazuje, jakie konsekwencje może mieć bagatelizowanie zgłoszeń kobiet, tłumaczenie ich przewrażliwieniem czy traktowaniem męskiej uprzejmości czy zainteresowania jako niebezpieczeństwa. Finał jest dostatecznie wiarygodny, chociaż mylne tropy podawane w trakcie lektury - bo Zoe zaczyna w pewnym momencie dostrzegać, że to ktoś z jej bliskiego otoczenia - wszystko gmatwają.

Inne tej autorki tutaj.

#83

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 2, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminał, 2020 - 0 komentarzy - Skomentuj


Terry Pratchett - Maskarada

Agnes Nitt, która pojawiła się epizodycznie w Panach i damach, znana była z trzech rzeczy: tuszy, pięknego głosu i zmiany imienia na Perdita X. Czterech - po epizodzie z czarownictwem - nie chciała mieć też do czynienia z innymi czarownicami (czytaj: z Babcią i Nianią) do czynienia. Wyprawia się więc do Ankh-Morpork, gdzie zostaje przyjęta do Opery. Niestety, mimo oszałamiającego głosu, nie dostaje roli solistki, tą zostaje Christine, śliczna wiotka blondyneczka, porozumiewająca się wykrzyknieniami i umiejąca mdleć na zawołanie. A że nie umie śpiewać, to mniejsza - Perdita zastąpi ją swoim głosem. Tu włącza się z powrotem Agnes, która cynicznie obserwuje swoje otoczenie - problemy finansowe pana Kubła, właściciela Opery, opóźnionego Waltera, zamiatacza, ambitnego muzyka Andre i wreszcie kolejne zbrodnie popełniane przez Upiora w Masce. I tu do akcji włączają się Babcia Weatherwax i Niania Ogg, które po długiej i ciekawej podróży dyliżansem docierają do Ankh-Morpork, bo brakuje im trzeciej wiedźmy do kworum.

To nie jest najlepszy tom w cyklu o wiedźmach, ale też i nie najgorszy. Niania Ogg publikuje książkę kucharską, co prowadzi do szeregu zabawnych sytuacji z podtekstem erotycznym (i daje obu wiedźmom zasoby finansowe konieczne do rozwiązania tajemnicy Upiora), a Greebo wraca na trochę do swojej ludzkiej postaci. W warstwie bardziej poważnej jest o maskach i udawaniu - grubej dziewczynie, która składa się z chudej dziewczyny i dużej ilości czekolady, wielkim śpiewaku, który nie może występować pod własnym nazwiskiem czy wreszcie o ułudzie opery i o tym, co się dzieje, kiedy ukazują się prawdziwe twarze.

Inne tego autora tutaj.

#82

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 1, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2020 - 2 komentarze - Skomentuj


Terry Pratchett - Maskarada

Agnes Nitt, która pojawiła się epizodycznie w Panach i damach, znana była z trzech rzeczy: tuszy, pięknego głosu i zmiany imienia na Perdita X. Czterech - po epizodzie z czarownictwem - nie chciała mieć też do czynienia z innymi czarownicami (czytaj: z Babcią i Nianią) do czynienia. Wyprawia się więc do Ankh-Morpork, gdzie zostaje przyjęta do Opery. Niestety, mimo oszałamiającego głosu, nie dostaje roli solistki, tą zostaje Christine, śliczna wiotka blondyneczka, porozumiewająca się wykrzyknieniami i umiejąca mdleć na zawołanie. A że nie umie śpiewać, to mniejsza - Perdita zastąpi ją swoim głosem. Tu włącza się z powrotem Agnes, która cynicznie obserwuje swoje otoczenie - problemy finansowe pana Kubła, właściciela Opery, opóźnionego Waltera, zamiatacza, ambitnego muzyka Andre i wreszcie kolejne zbrodnie popełniane przez Upiora w Masce. I tu do akcji włączają się Babcia Weatherwax i Niania Ogg, które po długiej i ciekawej podróży dyliżansem docierają do Ankh-Morpork, bo brakuje im trzeciej wiedźmy do kworum.

To nie jest najlepszy tom w cyklu o wiedźmach, ale też i nie najgorszy. Niania Ogg publikuje książkę kucharską, co prowadzi do szeregu zabawnych sytuacji z podtekstem erotycznym (i daje obu wiedźmom zasoby finansowe konieczne do rozwiązania tajemnicy Upiora), a Greebo wraca na trochę do swojej ludzkiej postaci. W warstwie bardziej poważnej jest o maskach i udawaniu - grubej dziewczynie, która składa się z chudej dziewczyny i dużej ilości czekolady, wielkim śpiewaku, który nie może występować pod własnym nazwiskiem czy wreszcie o ułudzie opery i o tym, co się dzieje, kiedy ukazują się prawdziwe twarze.

Inne tego autora tutaj.

#82

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 1, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2020 - 2 komentarze - Skomentuj


Lady Bird

Christine (Saoirse Ronan) woli, żeby nazywać ją Lady Bird, bo nie uznaje imienia nadanego przez rodziców. Ostatni rok katolickiej[1] szkoły, potem studia; chce wyjechać daleko od rodzinnego Sacramento. Problem w tym, że rodzina jest niezamożna, a dodatkowo matka wcale nie jest tym pomysłem zachwycona. Matka w ogóle nie jest zachwycona córką - zmianą imienia, ubiorem, zachowaniem, szkołą, chłopakami, z którymi się spotyka i jej idealistycznymi planami na przyszłość, czemu daje wyraz przy każdej, nawet neutralnej, okazji. Nie że dziewczyna jest hardcorem, to taki bunt w ramach, różowe włosy, proste spodnie, chłopak z bogatej rodziny, do której Lady Bird aspiruje, zaniedbanie mniej popularnej przyjaciółki, udawanie kogoś lepszego niż jest, żeby wkręcić się w krąg popularnych w szkole i stracić cnotę, bo już czas.

Osią jest konflikt między matką a córką; niestety to najlepsze, co ten film może dać, bo - oczywiście zapewne dlatego, że #jestemstaraimamzazłe - problemy Christine są tak miałkie i przeciętne, że zupełnie nie budzą żadnych emocji. Jej matka wydaje się być postacią o wiele bardziej skomplikowaną - mimo widocznej miłości do córki, nie umie jej bezgranicznie kochać, raczej krytykuje, bo tylko w ten sposób widzi rozwój. Co ciekawe, bardziej tolerancyjna jest dla narzeczonej syna, którą przygarnia pod swój dach. Sama zdaje sobie sprawę, że jest toksyczna, próbuje wyjść z tego samodzielnie, mimo że nie ma dobrych wzorców wyniesionych ze swojego domu. Jest i wycofany ojciec z wieloletnią depresją, który stracił pracę, wspiera córkę, ale to takie wspieranie ukradkiem, przez pomoc przy wypełnianiu dokumentów i mediację między żoną a dzieckiem, ale żeby nikt się nie czuł oszukany.

To film bardzo poprawny, dobrze zagrany, z dobrą muzyką, ale nie zostawia wiele po obejrzeniu. Rozczarował mnie też zupełny brak chemii między Ronan i Chalametem; recenzje sprzedawały ich jako Najbardziej Pożądaną Parę Dekady, a wyszło drewno. Mile spędzony wieczór, ale nie rewelacja.

[1] W zasadzie zupełnie nie rozumiem potrzeby wetknięcia w tę historię katolickiej szkoły. Że siostry dbają o moralność, a młodzi i tak się przytulają? Że kontrola długości spódnic i nagana, ale na łagodny prank z samochodem to tylko pogrożenie paluszkiem, bo było śmieszne? Że jednak Christine dzięki tej części edukacji wyszła na ludzi, bo jej to zbudowało moralność (walk of shame zakończony wizytą na mszy)? Nie kupuję tego. Oraz oczywiście uważam, że szkoła powinna być świecka.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 30, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Lady Bird

Christine (Saoirse Ronan) woli, żeby nazywać ją Lady Bird, bo nie uznaje imienia nadanego przez rodziców. Ostatni rok katolickiej[1] szkoły, potem studia; chce wyjechać daleko od rodzinnego Sacramento. Problem w tym, że rodzina jest niezamożna, a dodatkowo matka wcale nie jest tym pomysłem zachwycona. Matka w ogóle nie jest zachwycona córką - zmianą imienia, ubiorem, zachowaniem, szkołą, chłopakami, z którymi się spotyka i jej idealistycznymi planami na przyszłość, czemu daje wyraz przy każdej, nawet neutralnej, okazji. Nie że dziewczyna jest hardcorem, to taki bunt w ramach, różowe włosy, proste spodnie, chłopak z bogatej rodziny, do której Lady Bird aspiruje, zaniedbanie mniej popularnej przyjaciółki, udawanie kogoś lepszego niż jest, żeby wkręcić się w krąg popularnych w szkole i stracić cnotę, bo już czas.

Osią jest konflikt między matką a córką; niestety to najlepsze, co ten film może dać, bo - oczywiście zapewne dlatego, że #jestemstaraimamzazłe - problemy Christine są tak miałkie i przeciętne, że zupełnie nie budzą żadnych emocji. Jej matka wydaje się być postacią o wiele bardziej skomplikowaną - mimo widocznej miłości do córki, nie umie jej bezgranicznie kochać, raczej krytykuje, bo tylko w ten sposób widzi rozwój. Co ciekawe, bardziej tolerancyjna jest dla narzeczonej syna, którą przygarnia pod swój dach. Sama zdaje sobie sprawę, że jest toksyczna, próbuje wyjść z tego samodzielnie, mimo że nie ma dobrych wzorców wyniesionych ze swojego domu. Jest i wycofany ojciec z wieloletnią depresją, który stracił pracę, wspiera córkę, ale to takie wspieranie ukradkiem, przez pomoc przy wypełnianiu dokumentów i mediację między żoną a dzieckiem, ale żeby nikt się nie czuł oszukany.

To film bardzo poprawny, dobrze zagrany, z dobrą muzyką, ale nie zostawia wiele po obejrzeniu. Rozczarował mnie też zupełny brak chemii między Ronan i Chalametem; recenzje sprzedawały ich jako Najbardziej Pożądaną Parę Dekady, a wyszło drewno. Mile spędzony wieczór, ale nie rewelacja.

[1] W zasadzie zupełnie nie rozumiem potrzeby wetknięcia w tę historię katolickiej szkoły. Że siostry dbają o moralność, a młodzi i tak się przytulają? Że kontrola długości spódnic i nagana, ale na łagodny prank z samochodem to tylko pogrożenie paluszkiem, bo było śmieszne? Że jednak Christine dzięki tej części edukacji wyszła na ludzi, bo jej to zbudowało moralność (walk of shame zakończony wizytą na mszy)? Nie kupuję tego. Oraz oczywiście uważam, że szkoła powinna być świecka.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 30, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Miłosław - rejs po Warcie - Bugaj

[20.06.2020]

W zasadzie to planowałam spacer po parku wokół pałacu w Tarcach, ale Miłosław był pod drodze jakby bardziej. W pałacu mieści się szkoła (chyba że pandemia albo sobota, to wtedy nie, bo zamknięte), w dobudówce przedszkole (jak wyżej), a dookoła ogromny, piękny, poprzecinany mostkami park. Zielono, czterolistne koniczyny, mokro, znowu przemoczyłam pantofelki. Jako że czas mnie gonił, nie było spaceru po miasteczku, a szkoda, bo ładne.

Celem wycieczki był rejs po Warcie. W Nadwarciańskim Parku Krajobrazowym rzeka meandruje i ma sporo małych marin, z których można wypłynąć. Za pomocą telefonu da się wynająć[1] katamaran na godzinę lub więcej; wypływaliśmy z mariny w Pyzdrach. Młodzież zachwycona, bo kapitan pozwolił posterować i mimo wysiłków udało się nie wyrżnąć w brzeg. Trochę padało, więc raczej szaro, ale z wody widoki na zieleń i nabrzeże. Jerzyki i jaskółki, czasem kaczka.

Najsłabszym punktem dnia okazało się znalezienie restauracji, która byłaby przyzwoita (nie pizza-kebab-frytki) i serwująca jedzenie detalicznie, a nie na imprezie zorganizowanej. Po wielu telefonach w losowe miejsca wylądowałam w Zameczku Myśliwskim "Darz Bór" w Bugaju. Google Maps się zgubiło, na szczęście są kierunkowskazy. Na miejscu dwie imprezy zorganizowane, ale był namiot dla niezorganizowanych (jak już ustaliliśmy, że jednak są w stanie kilka dodatkowych osób nakarmić). Oraz zagródka z danielami, które ciekawe przychodzą do płota i trącają noskami.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Dzwoni się na numer 608397405 i się dowiaduje o terminy i ceny.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 29, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend - Tagi: bugaj, warta, miloslaw - 0 komentarzy - Skomentuj


Miłosław - rejs po Warcie - Bugaj

[20.06.2020]

W zasadzie to planowałam spacer po parku wokół pałacu w Tarcach, ale Miłosław był pod drodze jakby bardziej. W pałacu mieści się szkoła (chyba że pandemia albo sobota, to wtedy nie, bo zamknięte), w dobudówce przedszkole (jak wyżej), a dookoła ogromny, piękny, poprzecinany mostkami park. Zielono, czterolistne koniczyny, mokro, znowu przemoczyłam pantofelki. Jako że czas mnie gonił, nie było spaceru po miasteczku, a szkoda, bo ładne.

Celem wycieczki był rejs po Warcie. W Nadwarciańskim Parku Krajobrazowym rzeka meandruje i ma sporo małych marin, z których można wypłynąć. Za pomocą telefonu da się wynająć[1] katamaran na godzinę lub więcej; wypływaliśmy z mariny w Pyzdrach. Młodzież zachwycona, bo kapitan pozwolił posterować i mimo wysiłków udało się nie wyrżnąć w brzeg. Trochę padało, więc raczej szaro, ale z wody widoki na zieleń i nabrzeże. Jerzyki i jaskółki, czasem kaczka.

Najsłabszym punktem dnia okazało się znalezienie restauracji, która byłaby przyzwoita (nie pizza-kebab-frytki) i serwująca jedzenie detalicznie, a nie na imprezie zorganizowanej. Po wielu telefonach w losowe miejsca wylądowałam w Zameczku Myśliwskim "Darz Bór" w Bugaju. Google Maps się zgubiło, na szczęście są kierunkowskazy. Na miejscu dwie imprezy zorganizowane, ale był namiot dla niezorganizowanych (jak już ustaliliśmy, że jednak są w stanie kilka dodatkowych osób nakarmić). Oraz zagródka z danielami, które ciekawe przychodzą do płota i trącają noskami.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Dzwoni się na numer 608397405 i się dowiaduje o terminy i ceny.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 29, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend - Tagi: bugaj, warta, miloslaw - 0 komentarzy - Skomentuj


Emily Lockhart - Kłamczucha

Jule wiedzie życie idealne - ma 18 lat, jest bogata, nie ma zobowiązań, spędza czas na uprawianiu sportu i samorozwoju w pięknym kurorcie. Czasem przedstawia się jako Imogen, za którą bardzo tęskni, wszak to była jej najlepsza przyjaciółka. Dzieje się jednak coś dziwnego - właśnie poznana kobieta zaczyna o nią wypytywać, natychmiast wdraża więc sprawnie plan ucieczki. Sprawnie, bo od dziecka - od niespodziewanej śmierci rodziców - przygotowywała się do bycia superbohaterką. Rozdziały numerowane są w kolejności malejącej, a każdy następny cofa czytelnika o jakiś czas, wyjaśniając, jaki zbieg okoliczności doprowadził Jule do kolejnych sytuacji.

Żeby nie przedłużać suspensu, to jest książką, która już wcześniej została napisana - to “Hgnyragbjnal cna Evcyrl”; nie ukrywam, czułam to od połowy i im dalej w las, tym bardziej byłam rozczarowana. Spodziewałam się, że narratorka nie będzie wiarygodna, tak jak to było w poprzedniej powieści, ale jednak nie spodziewałam się, że będzie to kopia 1:1 już znanej fabuły. W tej sytuacji już nawet nie ma sensu się zżymać nad brakiem logiki opowieści Jule (ośmiolatka znajduje zwłoki rodziców, dzwoni na policję, telefon nie działa, przegląda pozostawione dokumenty, szukając wskazówek, już starsza zapamiętuje od ręki numery kart kredytowych, zmienia tożsamości jak kameleon za pomocą makijażu i peruki, milionowy spadek[1]), bo - mimo że czyta się świetnie - całość już znam. Autorka nie wypiera się związku, nawet w posłowiu informuje o inspiracji, ale to moim zdaniem nie jest inspiracja, tylko ksero.

EDIT: Ksero, bo Whyr, qmvrjpmlan mavxąq, nyr m nzovpwnzv, cemrwzhwr qb fhoybxngbexv shpuę ceml pngrevath an vzcermvr qyn nofbyjragój manarw hpmryav. Zngxn nofbyjragxv ebmcbmanwr wą ołęqavr wnxb xbyrżnaxę póexv, Vzbtra, v cebfv b jfcnepvr j fcenjqmravh, pml póexn jlcbpmljnwąpn an Znegun'f Ivarlneq zn fvę qboemr, cebśoę jfcvrenwąp jnybenzv j qbynenpu. Whyr wrqmvr an jlfcę, bqanwqhwr Vzbtra, hqnwr wrw xbyrżnaxę mr fmxbłl, jfcvrenwąp fvę fmpmrtółnzv bq zngxv, xbemlfgn puęgavr m cvravęqml v mnvagrerfbjnavn qmvrjpmlal, glyr żr xncelśan qmvrqmvpmxn cb snmvr snfplanpwv fvę avą ahqmv, jvęp Whyr wą mnovwn v cemrwzhwr wrw gbżfnzbść, pb j qbovr vagreargh wrfg wrfmpmr łngjvrwfmr. Bpmljvśpvr cb qebqmr ancbglxn an jfcóyalpu manwbzlpu, pb mzhfmn wą qb hpvrpmrx v xbyrwarw moebqav. Bpmljvśpvr jfmlfgxvr bcbjvrśpv Whyr b wrw cemrfmłbśpv fą nyob mzlśybar, nyob mnjvrenwą glyxb bxehpu cenjql. Jfmnx gb xłnzpmhpun.

Akcent polski: Polka, współlokatorka Jule, nazywa się Lita Krushala i wraz ze znajomymi rodakami gotuje ziemniaki i gulasze, paląc przy tym papierosy.

[1] No dobrze, tu mi kołek niewiary pękł. Znika bogata 18-latka, zostawia list samobójczy, ale ciała nie znaleziono. W zasadzie wszyscy[2] gładko przechodzą nad tym do porządku dziennego, a zbolała matka realizuje w ciągu tygodni testament przybranej córki na korzyść osoby spoza rodziny, zupełnie się nad tym nie zastanawiając.

[2] Wiadomo, z małym wyjątkiem.

Inne tej autorki tutaj.

#81

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 27, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminał, 2020 - 2 komentarze - Skomentuj


Emily Lockhart - Kłamczucha

Jule wiedzie życie idealne - ma 18 lat, jest bogata, nie ma zobowiązań, spędza czas na uprawianiu sportu i samorozwoju w pięknym kurorcie. Czasem przedstawia się jako Imogen, za którą bardzo tęskni, wszak to była jej najlepsza przyjaciółka. Dzieje się jednak coś dziwnego - właśnie poznana kobieta zaczyna o nią wypytywać, natychmiast wdraża więc sprawnie plan ucieczki. Sprawnie, bo od dziecka - od niespodziewanej śmierci rodziców - przygotowywała się do bycia superbohaterką. Rozdziały numerowane są w kolejności malejącej, a każdy następny cofa czytelnika o jakiś czas, wyjaśniając, jaki zbieg okoliczności doprowadził Jule do kolejnych sytuacji.

Żeby nie przedłużać suspensu, to jest książką, która już wcześniej została napisana - to “Hgnyragbjnal cna Evcyrl”; nie ukrywam, czułam to od połowy i im dalej w las, tym bardziej byłam rozczarowana. Spodziewałam się, że narratorka nie będzie wiarygodna, tak jak to było w poprzedniej powieści, ale jednak nie spodziewałam się, że będzie to kopia 1:1 już znanej fabuły. W tej sytuacji już nawet nie ma sensu się zżymać nad brakiem logiki opowieści Jule (ośmiolatka znajduje zwłoki rodziców, dzwoni na policję, telefon nie działa, przegląda pozostawione dokumenty, szukając wskazówek, już starsza zapamiętuje od ręki numery kart kredytowych, zmienia tożsamości jak kameleon za pomocą makijażu i peruki, milionowy spadek[1]), bo - mimo że czyta się świetnie - całość już znam. Autorka nie wypiera się związku, nawet w posłowiu informuje o inspiracji, ale to moim zdaniem nie jest inspiracja, tylko ksero.

EDIT: Ksero, bo Whyr, qmvrjpmlan mavxąq, nyr m nzovpwnzv, cemrwzhwr qb fhoybxngbexv shpuę ceml pngrevath an vzcermvr qyn nofbyjragój manarw hpmryav. Zngxn nofbyjragxv ebmcbmanwr wą ołęqavr wnxb xbyrżnaxę póexv, Vzbtra, v cebfv b jfcnepvr j fcenjqmravh, pml póexn jlcbpmljnwąpn an Znegun'f Ivarlneq zn fvę qboemr, cebśoę jfcvrenwąp jnybenzv j qbynenpu. Whyr wrqmvr an jlfcę, bqanwqhwr Vzbtra, hqnwr wrw xbyrżnaxę mr fmxbłl, jfcvrenwąp fvę fmpmrtółnzv bq zngxv, xbemlfgn puęgavr m cvravęqml v mnvagrerfbjnavn qmvrjpmlal, glyr żr xncelśan qmvrqmvpmxn cb snmvr snfplanpwv fvę avą ahqmv, jvęp Whyr wą mnovwn v cemrwzhwr wrw gbżfnzbść, pb j qbovr vagreargh wrfg wrfmpmr łngjvrwfmr. Bpmljvśpvr cb qebqmr ancbglxn an jfcóyalpu manwbzlpu, pb mzhfmn wą qb hpvrpmrx v xbyrwarw moebqav. Bpmljvśpvr jfmlfgxvr bcbjvrśpv Whyr b wrw cemrfmłbśpv fą nyob mzlśybar, nyob mnjvrenwą glyxb bxehpu cenjql. Jfmnx gb xłnzpmhpun.

Akcent polski: Polka, współlokatorka Jule, nazywa się Lita Krushala i wraz ze znajomymi rodakami gotuje ziemniaki i gulasze, paląc przy tym papierosy.

[1] No dobrze, tu mi kołek niewiary pękł. Znika bogata 18-latka, zostawia list samobójczy, ale ciała nie znaleziono. W zasadzie wszyscy[2] gładko przechodzą nad tym do porządku dziennego, a zbolała matka realizuje w ciągu tygodni testament przybranej córki na korzyść osoby spoza rodziny, zupełnie się nad tym nie zastanawiając.

[2] Wiadomo, z małym wyjątkiem.

Inne tej autorki tutaj.

#81

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 27, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminał, 2020 - 2 komentarze - Skomentuj