I znowu wygraliśmy powstanie
Mogłabym mieszkać w wielu miastach, czemu nie. Ale polubiłam Poznań. Mimo jego wad, problemów z nawierzchnią i szarości. Jestem kawałkiem Poznania. I chcę nauczyć moją córkę, żeby też lubiła to miasto tak jak ja.





Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Mogłabym mieszkać w wielu miastach, czemu nie. Ale polubiłam Poznań. Mimo jego wad, problemów z nawierzchnią i szarości. Jestem kawałkiem Poznania. I chcę nauczyć moją córkę, żeby też lubiła to miasto tak jak ja.





Mogłabym mieszkać w wielu miastach, czemu nie. Ale polubiłam Poznań. Mimo jego wad, problemów z nawierzchnią i szarości. Jestem kawałkiem Poznania. I chcę nauczyć moją córkę, żeby też lubiła to miasto tak jak ja.





... szopka w kościele Franciszkanów.
... szopka w kościele Franciszkanów.
... więc mój domek z piernika jest Solidny, ale niekoniecznie bardzo Estetyczny. I chyba coś jest w tym przysłowiu, że robota kocha głupiego. Było mi zostać przy wycinaniu pierniczków nowymi foremeczkami.
... więc mój domek z piernika jest Solidny, ale niekoniecznie bardzo Estetyczny. I chyba coś jest w tym przysłowiu, że robota kocha głupiego. Było mi zostać przy wycinaniu pierniczków nowymi foremeczkami.
Hiszpanie ślicznie umieją opowiadać o rzeczach z pozoru prostych. "Eva" to historia o stworzeniu i odpowiedzialności twórcy za swoje dzieło. Alex jest robotykiem, 10 lat temu odszedł z instytutu w Santa Irene, ale wrócił, żeby stworzyć robota-dziecko. Poznaje Evę, pyskatą 10-latkę, córkę swojego brata i dawnej narzeczonej. Eva fascynuje go na tyle, że chce stworzyć robota na jej podobieństwo. W trakcie okazuje się, że może Eva jest dla Alexa czymś więcej niż tylko modelowym dzieckiem.
Niby rzecz się dzieje w 2041 roku, ale Hiszpania jest uroczo wystylizowana na lata 70. - w radio David Bowie, stare samochody, duże oprawki okularów, wszyscy palą. Śnieżna zima (tylko czemu wszyscy pomykają bez czapek i szalików, nie ogarniam), archetypowe święta. A między tym wszystkim roboty - śliczny, absurdalnie wierny mechakot Gris, drapiący się za uchem i udeptujący kocyk czy kamerdyner Max z możliwością regulacji poziomu empatii. Komputery są bardzo wizualne, uruchamiane dłońmi, Alex dostraja roboty modyfikując wyświetlające się w powietrzu ikony. I na końcu pojawia się tylko pytanie: "Co widzisz, kiedy zamykasz oczy?". To jest ten moment, kiedy się można zupełnie niecynicznie uronić łzę.
Tymczasem więc - cieszmy się z codziennej kreacji, naszej i otoczenia. I z tego, że dzień się wydłuża i kończy się sezon ciemności.
PS Film dostarczyła mi Barbarella, cudo, naprawdę. Dawno nie widziałam tak ładnego.
Hiszpanie ślicznie umieją opowiadać o rzeczach z pozoru prostych. "Eva" to historia o stworzeniu i odpowiedzialności twórcy za swoje dzieło. Alex jest robotykiem, 10 lat temu odszedł z instytutu w Santa Irene, ale wrócił, żeby stworzyć robota-dziecko. Poznaje Evę, pyskatą 10-latkę, córkę swojego brata i dawnej narzeczonej. Eva fascynuje go na tyle, że chce stworzyć robota na jej podobieństwo. W trakcie okazuje się, że może Eva jest dla Alexa czymś więcej niż tylko modelowym dzieckiem.
Niby rzecz się dzieje w 2041 roku, ale Hiszpania jest uroczo wystylizowana na lata 70. - w radio David Bowie, stare samochody, duże oprawki okularów, wszyscy palą. Śnieżna zima (tylko czemu wszyscy pomykają bez czapek i szalików, nie ogarniam), archetypowe święta. A między tym wszystkim roboty - śliczny, absurdalnie wierny mechakot Gris, drapiący się za uchem i udeptujący kocyk czy kamerdyner Max z możliwością regulacji poziomu empatii. Komputery są bardzo wizualne, uruchamiane dłońmi, Alex dostraja roboty modyfikując wyświetlające się w powietrzu ikony. I na końcu pojawia się tylko pytanie: "Co widzisz, kiedy zamykasz oczy?". To jest ten moment, kiedy się można zupełnie niecynicznie uronić łzę.
Tymczasem więc - cieszmy się z codziennej kreacji, naszej i otoczenia. I z tego, że dzień się wydłuża i kończy się sezon ciemności.
PS Film dostarczyła mi Barbarella, cudo, naprawdę. Dawno nie widziałam tak ładnego.
Quote of the day: Za każdym razem, kiedy robię kiepskie zdjęcie, wiem, że wystarczy zrobić z tego instagram i będzie sztuka.
Starszy człowiek głośno kichnął, z okolicznych straganów rozległo się gromkie "Gesundheit!" i śmiech. Stoliki z latarniami, grzane wino, zupa marchewkowo-imbirowa, curry wursty, precle i bezglutenowe ciasteczka migdałowe. Szklane kule z figurkami w środku. Zręcznie wyrzynane z drewna eko-ozdoby z nieodłącznym motywem świąt. Nie wiem, jak po niemiecku jest "ho ho ho", ale jarmark pod pałacem w Charlottenburgu to chyba kwintesencja świąt.
A Maj wszystko przespał w samochodzie, albowiem sen to zdrowie.

Pałac w Charlottenburgu nagle pokrył się warstwą śniegu; kiedy wyjeżdżałam z Poznania, było -6 i czarne drogi. Od Odry był już śnieg, white christmas i jingle bells. Świat z pocztówki.
Quote of the day: Za każdym razem, kiedy robię kiepskie zdjęcie, wiem, że wystarczy zrobić z tego instagram i będzie sztuka.
Starszy człowiek głośno kichnął, z okolicznych straganów rozległo się gromkie "Gesundheit!" i śmiech. Stoliki z latarniami, grzane wino, zupa marchewkowo-imbirowa, curry wursty, precle i bezglutenowe ciasteczka migdałowe. Szklane kule z figurkami w środku. Zręcznie wyrzynane z drewna eko-ozdoby z nieodłącznym motywem świąt. Nie wiem, jak po niemiecku jest "ho ho ho", ale jarmark pod pałacem w Charlottenburgu to chyba kwintesencja świąt.
A Maj wszystko przespał w samochodzie, albowiem sen to zdrowie.

Pałac w Charlottenburgu nagle pokrył się warstwą śniegu; kiedy wyjeżdżałam z Poznania, było -6 i czarne drogi. Od Odry był już śnieg, white christmas i jingle bells. Świat z pocztówki.