Czterogodzinny dokument o Woodym Allenie. Opowiada o sobie sam, opowiadają o nim jego bliscy - siostra, Diane Keaton, aktorzy grający w jego filmach. Nie opowiada ani aktualna żona - Soon-Yi Previn, ani poprzednia, Mia Farrow z przyczyn oczywistych. Nic nowego, jeśli się przeczytało kilka biografii, ale bardzo przyjemnie się ogląda jako przekrój przez twórczość. Woody opowiada o pisaniu na maszynie, wycinania dobrych kawałków scenariusza za pomocą nożyczek i spinaniu za pomocą zszywacza; owszem, można to robić w komputerze, ale po co, skoro metody analogowe działają. Obejrzenie biografii na pewno zachęciło mnie do odkurzenia płyt z filmami Allena, zwłaszcza tych mniej kasowych.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 3, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Czterogodzinny dokument o Woodym Allenie. Opowiada o sobie sam, opowiadają o nim jego bliscy - siostra, Diane Keaton, aktorzy grający w jego filmach. Nie opowiada ani aktualna żona - Soon-Yi Previn, ani poprzednia, Mia Farrow z przyczyn oczywistych. Nic nowego, jeśli się przeczytało kilka biografii, ale bardzo przyjemnie się ogląda jako przekrój przez twórczość. Woody opowiada o pisaniu na maszynie, wycinania dobrych kawałków scenariusza za pomocą nożyczek i spinaniu za pomocą zszywacza; owszem, można to robić w komputerze, ale po co, skoro metody analogowe działają. Obejrzenie biografii na pewno zachęciło mnie do odkurzenia płyt z filmami Allena, zwłaszcza tych mniej kasowych.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 3, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Droga prowadzi przez opłotki, bo omijam dwa przejazdy kolejowe i potencjalne korki. Bruk, nieużytki, hurtownie tego i owego na zupełnym końcu świata. A przecież cały czas miasto w samym centrum Europy.




(okolice Truskawieckiej i Podolańskiej, stare budynki Chłodni)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 3, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Droga prowadzi przez opłotki, bo omijam dwa przejazdy kolejowe i potencjalne korki. Bruk, nieużytki, hurtownie tego i owego na zupełnym końcu świata. A przecież cały czas miasto w samym centrum Europy.




(okolice Truskawieckiej i Podolańskiej, stare budynki Chłodni)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 3, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Jeśli książka zaczyna się od tego, że główny bohater leci samolotem do Nowego Jorku, jest pijany i za chwilę samolot ulegnie katastrofie ze skutkiem śmiertelnym dla bohatera, to raczej wiadomo, iż suspensu nie będzie. "Aleja Niepodległości" to historia pokolenia przełomu, dorastającego w końcówce PRL-u i startującego w życie w 1989 roku. Małpi gaj za szkołą, w którym się paliło pierwsze papierowy, liceum męskie im. Św. Augustyna z ciężką atmosferą testosteronu i codziennym przemarszem Rudej w Kozakach. Krystian Apostata i Jakub Fidelis startowali z tego samego miejsca; Fidelis zrobił karierę w mediach jako tancerz-celebryta z dobrze zrobionym botoksem, tymczasem Krystian - po niejakich sukcesach jako ekscentryczny artysta - skończył jako menel.
Umówmy się, że to książka bez treści właściwej, ale jakże smacznie napisana. Lubię soczystą frazę Vargi, celne obserwacje życia spędzanego między piwem, masturbacją przy internetowej pornografii i porannym kacem. Świat, w którym można się dobrze zapowiadać i wylądować w starym bloku, wśród 80-letnich sąsiadek ciotki, które kręcą z przekąsem głową, że taki młody, a tak się zaniedbał. Zaraz po spotkaniu na 20-lecie matury tych samych ludzi spotyka się na pogrzebach. I, jak przeczytałam w jednej z internetowych recenzji, niekoniecznie to oznacza, że za wcześnie.
Inne tego autora:
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 1, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2012
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jeśli książka zaczyna się od tego, że główny bohater leci samolotem do Nowego Jorku, jest pijany i za chwilę samolot ulegnie katastrofie ze skutkiem śmiertelnym dla bohatera, to raczej wiadomo, iż suspensu nie będzie. "Aleja Niepodległości" to historia pokolenia przełomu, dorastającego w końcówce PRL-u i startującego w życie w 1989 roku. Małpi gaj za szkołą, w którym się paliło pierwsze papierowy, liceum męskie im. Św. Augustyna z ciężką atmosferą testosteronu i codziennym przemarszem Rudej w Kozakach. Krystian Apostata i Jakub Fidelis startowali z tego samego miejsca; Fidelis zrobił karierę w mediach jako tancerz-celebryta z dobrze zrobionym botoksem, tymczasem Krystian - po niejakich sukcesach jako ekscentryczny artysta - skończył jako menel.
Umówmy się, że to książka bez treści właściwej, ale jakże smacznie napisana. Lubię soczystą frazę Vargi, celne obserwacje życia spędzanego między piwem, masturbacją przy internetowej pornografii i porannym kacem. Świat, w którym można się dobrze zapowiadać i wylądować w starym bloku, wśród 80-letnich sąsiadek ciotki, które kręcą z przekąsem głową, że taki młody, a tak się zaniedbał. Zaraz po spotkaniu na 20-lecie matury tych samych ludzi spotyka się na pogrzebach. I, jak przeczytałam w jednej z internetowych recenzji, niekoniecznie to oznacza, że za wcześnie.
Inne tego autora:
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 1, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2012
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Od upierdliwej sąsiadki (genialna Jessica Lange) z równie upierdliwą córką (posępną Addy z zespołem Downa), która ma zwyczaj wchodzenia do domu bez zapowiedzi, gorsi są chyba tylko martwi mieszkańcy domu, do którego się właśnie wprowadzili państwo Harmon. Dom wprawdzie piękny, elegancko umeblowany, żyrandole od Tiffany'ego, do tego okazja cenowa, ale niebawem się okaże, że stanowi punkt trasy po nawiedzonych miejscach Los Angeles. Od samego początku wiadomo, że rodzina po przejściach - mąż-terapeuta, córka - nastolatka w depresji, żona, która nie dość, że poroniła drugie dziecko, to jeszcze musi radzić sobie z mężem, który ją zdradził ze studentką - niespecjalnie dobrze poradzą sobie z naprawieniem wspólnego życia. Nie pomaga przynależna do domu gospodyni, która wprawdzie ma ponad 60 lat oraz bielmo na oku, ale panom (również puszczalskiemu doktorowi Harmonowi) pokazuje się jako 20-letnia skąpo odziana pokojówka. Mężczyzna z poparzoną twarzą (znany z Good Wife jako wesoły sędzia Abernathy albo z True Blooda jako mniej wesoły wampir Edgington), socjopatyczny nastolatek na terapii u doktora Harmona, geje-dekoratorzy wnętrz; nigdy nie wiadomo, czy nie pochodzą z przeszłości demonicznego domu.
Nie spodziewałam się, że horror podzielony na odcinki może straszyć. A jednak. Za każdym razem, kiedy ktoś wchodzi do piwnicy z duchami, na strych pełen pozostałości po niespodziewanych zejściach, czekam, żeby jednak coś wyłamało się z konwencji, żeby pojawiło się jakieś mrugnięcie okiem. Ale nie. Trup ściele się gęsto i mrozi krew w żyłach.
Ciekawa jestem drugiego sezonu, w całkiem nowym miejscu i z nowymi bohaterami (ale z aktorami z recyclingu).
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 1, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Od upierdliwej sąsiadki (genialna Jessica Lange) z równie upierdliwą córką (posępną Addy z zespołem Downa), która ma zwyczaj wchodzenia do domu bez zapowiedzi, gorsi są chyba tylko martwi mieszkańcy domu, do którego się właśnie wprowadzili państwo Harmon. Dom wprawdzie piękny, elegancko umeblowany, żyrandole od Tiffany'ego, do tego okazja cenowa, ale niebawem się okaże, że stanowi punkt trasy po nawiedzonych miejscach Los Angeles. Od samego początku wiadomo, że rodzina po przejściach - mąż-terapeuta, córka - nastolatka w depresji, żona, która nie dość, że poroniła drugie dziecko, to jeszcze musi radzić sobie z mężem, który ją zdradził ze studentką - niespecjalnie dobrze poradzą sobie z naprawieniem wspólnego życia. Nie pomaga przynależna do domu gospodyni, która wprawdzie ma ponad 60 lat oraz bielmo na oku, ale panom (również puszczalskiemu doktorowi Harmonowi) pokazuje się jako 20-letnia skąpo odziana pokojówka. Mężczyzna z poparzoną twarzą (znany z Good Wife jako wesoły sędzia Abernathy albo z True Blooda jako mniej wesoły wampir Edgington), socjopatyczny nastolatek na terapii u doktora Harmona, geje-dekoratorzy wnętrz; nigdy nie wiadomo, czy nie pochodzą z przeszłości demonicznego domu.
Nie spodziewałam się, że horror podzielony na odcinki może straszyć. A jednak. Za każdym razem, kiedy ktoś wchodzi do piwnicy z duchami, na strych pełen pozostałości po niespodziewanych zejściach, czekam, żeby jednak coś wyłamało się z konwencji, żeby pojawiło się jakieś mrugnięcie okiem. Ale nie. Trup ściele się gęsto i mrozi krew w żyłach.
Ciekawa jestem drugiego sezonu, w całkiem nowym miejscu i z nowymi bohaterami (ale z aktorami z recyclingu).
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 1, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Jest jeden (z wielu) powód, dla którego marzę, żeby się przeprowadzić do Krainy Wolności. Nienawidzę Polskiej Sąsiedzkiej Wojny na miny. Mijam człowieka z workiem ze śmieciami i czekam, aż dotknie mnie wzrokiem, mówiącym Mówimy sobie "dzień dobry", czy mijamy się bez słowa? A może Ty pierwsza, paniusiu, się złamiesz i powiesz "dzień dobry", a ja będę mógł bez dylematów odpowiedzieć?. Drodzy mijający mnie sąsiedzi, ja Was nie rozpoznaję. "Dzień dobry" mówię losowo. Często się uśmiecham i kiwam głową, chociaż z tym też uważam, bo jedna babcia, z której wnuczkiem i z nią samą często widuję się na placu zabaw, na widok mojego uśmiechu robi minę kota srającego na puszczy. Czy nie prościej byłoby się uśmiechać do wszystkich? Bez napinki i ustalania hierarchii, kto komu? Jestem starą kobietą, laboga i zbieram chrust, a w Kalifornii jest prościej.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 30, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 8 komentarzy
- Skomentuj
Jest jeden (z wielu) powód, dla którego marzę, żeby się przeprowadzić do Krainy Wolności. Nienawidzę Polskiej Sąsiedzkiej Wojny na miny. Mijam człowieka z workiem ze śmieciami i czekam, aż dotknie mnie wzrokiem, mówiącym Mówimy sobie "dzień dobry", czy mijamy się bez słowa? A może Ty pierwsza, paniusiu, się złamiesz i powiesz "dzień dobry", a ja będę mógł bez dylematów odpowiedzieć?. Drodzy mijający mnie sąsiedzi, ja Was nie rozpoznaję. "Dzień dobry" mówię losowo. Często się uśmiecham i kiwam głową, chociaż z tym też uważam, bo jedna babcia, z której wnuczkiem i z nią samą często widuję się na placu zabaw, na widok mojego uśmiechu robi minę kota srającego na puszczy. Czy nie prościej byłoby się uśmiechać do wszystkich? Bez napinki i ustalania hierarchii, kto komu? Jestem starą kobietą, laboga i zbieram chrust, a w Kalifornii jest prościej.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 30, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 8 komentarzy
- Skomentuj