Jeśli wejdziesz w bramę przy ulicy Klasztornej, zobaczysz, że wcale źle nie kończy się połączenie zabytkowego wnętrza Pałacu Górków z kawiarnią. Cegła, oszklony sufit pod samo niebo, szare płócienne pokrowce na krzesłach i ławeczkach, kwiaty i uśmiechnięty barman/kelner. A wszystko to z widokiem na egipski obelisk. Dziś akurat słońce było kapryśne, trochę padało, trochę chmurzyło; pewnie można trafić na taką porę dnia, że słońce wpada przez dach. Ale i bez tego było relaksująco.
W menu kanapki, sałatki, ciasta i napoje. Mam wrażenie, że były wcześniej typowe śniadania, ale chyba już nie. I jeszcze można dodatkowo przejść jedne z drzwi i znaleźć się bez wychodzenia na deszcz bezpośrednio w Muzeum Archeologicznym (w soboty bezpłatnie).
Na barze, który zachwycił Maja na tyle, że winszował sobie siadać na (a pan barman zasugerował, że może sok z rurką podać bezpośrednio na bar), znalazłam ulotkę Wielkopolskich Questów. Świetne.
PS Bez schodów, acz jeden schodek jest do wejścia do muzeum. W muzeum jest już winda do piwnicy (toaleta) i na piętro (ekspozycja).
EDIT (2017): Kawiarnia już nie istnieje.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 15, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
sztuka
- 1 komentarz
- Skomentuj
Jeśli wejdziesz w bramę przy ulicy Klasztornej, zobaczysz, że wcale źle nie kończy się połączenie zabytkowego wnętrza Pałacu Górków z kawiarnią. Cegła, oszklony sufit pod samo niebo, szare płócienne pokrowce na krzesłach i ławeczkach, kwiaty i uśmiechnięty barman/kelner. A wszystko to z widokiem na egipski obelisk. Dziś akurat słońce było kapryśne, trochę padało, trochę chmurzyło; pewnie można trafić na taką porę dnia, że słońce wpada przez dach. Ale i bez tego było relaksująco.
W menu kanapki, sałatki, ciasta i napoje. Mam wrażenie, że były wcześniej typowe śniadania, ale chyba już nie. I jeszcze można dodatkowo przejść jedne z drzwi i znaleźć się bez wychodzenia na deszcz bezpośrednio w Muzeum Archeologicznym (w soboty bezpłatnie).
Na barze, który zachwycił Maja na tyle, że winszował sobie siadać na (a pan barman zasugerował, że może sok z rurką podać bezpośrednio na bar), znalazłam ulotkę Wielkopolskich Questów. Świetne.
PS Bez schodów, acz jeden schodek jest do wejścia do muzeum. W muzeum jest już winda do piwnicy (toaleta) i na piętro (ekspozycja).
EDIT (2017): Kawiarnia już nie istnieje.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 15, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
sztuka
- 1 komentarz
- Skomentuj
Mężczyzna z przeszłością i kobieta po przejściach; prawie 50-letni Jeremi Przybora i 28-letnia Agnieszka Osiecka pisali do siebie w czasach, kiedy - mimo że ze sobą byli - aktualnie nie byli. Miałam wiele wątpliwości, bo to i cudza (a do tego bardzo intymna) korespondencja, i on ojciec dzieciom, w dodatku żonaty, i oboje starali się tym związkiem nie epatować. Ale warto, bo oboje umieli używać słów w taki sposób, że 40 lat później dalej te słowa nie są puste i ułomne, dalej pokazują bolesną tęsknotę, ogrom uczucia i pogłębioną odległością niepewność, czy to drugie na pewno teraz właśnie z wzajemnością. Nie podejmuję się oceniać, które z nich nie było tego związku warte, które kochało bardziej, mądrzej i głębiej, ale żałuję, że oprócz tej garstki listów z okresu rozłąki nie została historia tego kawałka życia, w którym w międzyczasie udawało im się być razem.
Jako dodatek porcja tekstów piosenek obojga, które znacząco zyskują inny odbiór, kiedy już wiem, do kogo były pisane. W kopertce na okładce płyta, na której Magda Umer i Piotr Machalica czytają listy; tak sobie mi to gra, wolę na papierze. Na drugim planie listów pobrzmiewa PRL z problemami zaopatrzeniowymi, układami w strefach artystyczno-filmowych, echa wyjazdów za granicę (Paryż, Londyn, Bułgaria, Szwecja); teraz łatwiej, kiedyś pozostawały telefony o 2 w nocy z poczty, telegramy i listy idące tygodniami.
EDIT: Zapomniałam o dwóch rzeczach, trzech w zasadzie. Do przeczytania zachęciła mnie swoją niegdysiejszą notką ^dees, ale notka schowana w archiwum, nie zalinkuję. Dość ładną recenzję znalazłam tu. A przypisy są rzeczywiście czasami dość bezsensowne, zważywszy na grupę docelową. Ktoś, kto zna twórczość obojga, nie będzie miał bynajmniej problemu ze słowem negliż.
EDIT 2:
A nawet cztery: uwielbiam Przyborę m. in. za teksty typu [Facet] "wygląda na rozsądnego, co to lubił się zastanowić, a potem i tak swoje wypije".
Inne tej autorki:
#45
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 14, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, panowie, 2012, epistolografia
- 1 komentarz
- Skomentuj
Mężczyzna z przeszłością i kobieta po przejściach; prawie 50-letni Jeremi Przybora i 28-letnia Agnieszka Osiecka pisali do siebie w czasach, kiedy - mimo że ze sobą byli - aktualnie nie byli. Miałam wiele wątpliwości, bo to i cudza (a do tego bardzo intymna) korespondencja, i on ojciec dzieciom, w dodatku żonaty, i oboje starali się tym związkiem nie epatować. Ale warto, bo oboje umieli używać słów w taki sposób, że 40 lat później dalej te słowa nie są puste i ułomne, dalej pokazują bolesną tęsknotę, ogrom uczucia i pogłębioną odległością niepewność, czy to drugie na pewno teraz właśnie z wzajemnością. Nie podejmuję się oceniać, które z nich nie było tego związku warte, które kochało bardziej, mądrzej i głębiej, ale żałuję, że oprócz tej garstki listów z okresu rozłąki nie została historia tego kawałka życia, w którym w międzyczasie udawało im się być razem.
Jako dodatek porcja tekstów piosenek obojga, które znacząco zyskują inny odbiór, kiedy już wiem, do kogo były pisane. W kopertce na okładce płyta, na której Magda Umer i Piotr Machalica czytają listy; tak sobie mi to gra, wolę na papierze. Na drugim planie listów pobrzmiewa PRL z problemami zaopatrzeniowymi, układami w strefach artystyczno-filmowych, echa wyjazdów za granicę (Paryż, Londyn, Bułgaria, Szwecja); teraz łatwiej, kiedyś pozostawały telefony o 2 w nocy z poczty, telegramy i listy idące tygodniami.
EDIT: Zapomniałam o dwóch rzeczach, trzech w zasadzie. Do przeczytania zachęciła mnie swoją niegdysiejszą notką ^dees, ale notka schowana w archiwum, nie zalinkuję. Dość ładną recenzję znalazłam tu. A przypisy są rzeczywiście czasami dość bezsensowne, zważywszy na grupę docelową. Ktoś, kto zna twórczość obojga, nie będzie miał bynajmniej problemu ze słowem negliż.
EDIT 2:
A nawet cztery: uwielbiam Przyborę m. in. za teksty typu [Facet] "wygląda na rozsądnego, co to lubił się zastanowić, a potem i tak swoje wypije".
Inne tej autorki:
#45
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 14, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, panowie, 2012, epistolografia
- 1 komentarz
- Skomentuj
Tony Stark ma serce z palladu, co jest z jednej strony fajne, bo może nosić fruwający kostium i jest superbohaterem, z drugiej - takie całkiem słabe, bo pallad mu szkodzi i długo nie pociągnie. Jego narzeczona (Gwyneth Paltrow) najpierw na niego krzyczy, że tylko sobie lata i nie zajmuje się firmą, a potem - kiedy robi ją dyrektorem firmy - krzyczy na niego, że własne gniazdo kala. Ameryka się cieszy, że tylko ona ma człowieka z kombinezonem, tymczasem Rosjanin Ivan Vanko (Mickey Rourke, któremu nie służyły operacje plastyczne) przylatuje i za pomocą podobnego kombinezonu chce sprać Starka, bo ma do jego nieżyjącego ojca żal. Cała Ameryka jest oburzona (no, nie cała, tylko Północna). W tle pałęta się Scarlett Johansson i Samuel L. Jackson, reprezentujący elitarną jednostkę S.H.I.EL.D. i robią grunt pod Avengers i Thora. Dużo wybuchów, demolki, trochę ładnych pań i nieustająco uroczy Robert Downey Jr. ze swoim uśmiechem, ciętą ripostą i całkiem zgrabnym ciałem.
Poprzedni film.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 12, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Tony Stark ma serce z palladu, co jest z jednej strony fajne, bo może nosić fruwający kostium i jest superbohaterem, z drugiej - takie całkiem słabe, bo pallad mu szkodzi i długo nie pociągnie. Jego narzeczona (Gwyneth Paltrow) najpierw na niego krzyczy, że tylko sobie lata i nie zajmuje się firmą, a potem - kiedy robi ją dyrektorem firmy - krzyczy na niego, że własne gniazdo kala. Ameryka się cieszy, że tylko ona ma człowieka z kombinezonem, tymczasem Rosjanin Ivan Vanko (Mickey Rourke, któremu nie służyły operacje plastyczne) przylatuje i za pomocą podobnego kombinezonu chce sprać Starka, bo ma do jego nieżyjącego ojca żal. Cała Ameryka jest oburzona (no, nie cała, tylko Północna). W tle pałęta się Scarlett Johansson i Samuel L. Jackson, reprezentujący elitarną jednostkę S.H.I.EL.D. i robią grunt pod Avengers i Thora. Dużo wybuchów, demolki, trochę ładnych pań i nieustająco uroczy Robert Downey Jr. ze swoim uśmiechem, ciętą ripostą i całkiem zgrabnym ciałem.
Poprzedni film.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 12, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Miło zaskoczyło mnie, jak bardzo wciągająca może być powieść w odcinkach. W edynburskiej kamienicy przy Scotland Street pod numerem 44 mieszka kilka osób - narcystyczny rzeczoznawca nieruchomości Bruce, nieśmiała prawie studentka po przejściach Pat, 60-letnia Domenica - egzotyczna pani naukowiec z bogatą przeszłością i 5-letni Bertie z nadgorliwą matką i wycofanym ojcem. Każda z osób ma rodzinę, przyjaciół, pracę, bywa tu i ówdzie (np. na snobistycznym party dla naturystów), nagle okazuje się, że materiału na ciekawą historię, przeplataną rozmowami, spotkaniami, podróżami i przygodami jest aż nadto. I nie wiem, co mnie ujęło bardziej - piękny, klimatyczny Edynburg, do którego chcę jechać teraz zaraz czy ciepło bijące z kart powieści. Bardzo, bardzo sympatyczna, taka do popołudniowej herbaty.
Inne tego autora tutaj.
#43-#44
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 11, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2012
- 2 komentarze
- Skomentuj
Miło zaskoczyło mnie, jak bardzo wciągająca może być powieść w odcinkach. W edynburskiej kamienicy przy Scotland Street pod numerem 44 mieszka kilka osób - narcystyczny rzeczoznawca nieruchomości Bruce, nieśmiała prawie studentka po przejściach Pat, 60-letnia Domenica - egzotyczna pani naukowiec z bogatą przeszłością i 5-letni Bertie z nadgorliwą matką i wycofanym ojcem. Każda z osób ma rodzinę, przyjaciół, pracę, bywa tu i ówdzie (np. na snobistycznym party dla naturystów), nagle okazuje się, że materiału na ciekawą historię, przeplataną rozmowami, spotkaniami, podróżami i przygodami jest aż nadto. I nie wiem, co mnie ujęło bardziej - piękny, klimatyczny Edynburg, do którego chcę jechać teraz zaraz czy ciepło bijące z kart powieści. Bardzo, bardzo sympatyczna, taka do popołudniowej herbaty.
Inne tego autora tutaj.
#43-#44
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 11, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2012
- 2 komentarze
- Skomentuj
Zuza wysyła zlecenie na skopiowanie struktury tablicy X i Y w schemacie A oraz danych w niej zawartych poprzez zintegrowany system zleceń technicznych.
System kolejkuje zlecenie i nadaje numer.
Pracownik 1. Linii Wsparcia doprecyzowuje, czy mimo że Zuza napisała, że chce tablicę ze schematu A, to przypadkiem nie chce tablicy ze schematu B.
Zuza nie chce.
(Cisza przez kilka dni).
Zuza uprzejmie pyta, czy może by jednak.
Pracownik 1. Linii Wsparcia: "Dopytywałem właściwie dlatego że jak słusznie sądziłem zostało źle przypisane. Zapytaj kogoś z zuis1".
Zuza zawiesza się, ale szybko odzyskuje nadwątlone siły: "WTF is zuis1? Mam kogoś dotykać mailem bądź telefonem czy czekać na info z systemu?".
Pracownik 1. Linii Wsparcia: "zuis1 jest odpowiedzialny za realizacje wszystkiego zwiazanego z infra".
Zuza udaje, że wcale nie przychodzi jej do głowy dowcip o udzielaniu całkowicie prawdziwych a jednocześnie bezużytecznych odpowiedzi i docieka: Fajnie, codziennie się człowiek czegoś uczy. Ale wracając do struktury – czy mityczny zuis1 otrzymał mojego ticketa i dostarczy mi to, o co prosiłam, czy mam wykonać jakieś magiczne ruchy i dać na mszę?".
Pracownik 1. Linii Wsparcia: "Przekazałem ticketa do nich w tej chwili nawet nie bardzo wiem gdzie się zalogować żeby to sprawdzić. Jeśli chodzi o mszę to kapłanami są DBA [DataBaseAdministrators]".
Zuza napiera bezpośrednio na kapłanów DBA i proponuje łapówkę: "Ratunku.
Zrobić ticketa w systemie – checked.
Odbyć przedziwne korespondencje – checked.
Dostać dumpa struktury i zawartości dwóch niedużych tablic – not checked.
W czwartek mogę Wam kupić colę".
DBA1: (przesyła strukturę tablicy) "Chcecie też zrzut wszystkich rekordów?"
Zuza, niecodziennie zachwycona: "Jeśli można, to chętnie – najlepiej do pliku.".
DBA1 WTEM mnoży przeszkodę: "Czy można to musi potwierdzić przełożony (nawet mój), bo tak sobie danych nie mogę udostępnić. Ogólnie taki export zrobić to nie problem."
Zuza pieczołowicie sprawdza w intranecie, kto jest przełożonym DBA1 i eskaluje: "Dear Sir or Madam, sprawa jest taka (...) Co mam zrobić w celu uzyskania potwierdzenia dla DBA1, że może udostępnić mi zawartość tych dwóch tabel w postaci pliku ze zrzutem zawartości bazy danych? Dodam, że dane w tablicach nie są poufne, nie zawierają danych osobowych, a wartości w nich przechowywane dane udostępniane wszystkim na stronie takiej a takiej".
DBA Przełożony radzi się Szefa Infrastruktury: "Za radą Sz I wysłałem to do Administratora Bezpieczeństwa Informacji do akceptacji. Daj znać jakby się przeciągało." oraz przesyła Zuzie Cc: maila do ABI.
ABI: "Z tego co się orientuję, to nie ma tam danych osobowych. To chyba nie do końca mój obszar kompetencji".
DBA Przełożony do DBA1 z kopią do Zuzy: "W takim razie potwierdzam, że możesz udostępnić te dane".
DBA 1, na komunikatorze: "Jakbyś napisała do mnie, to bym Ci to posłał od ręki", po czym wysyła mailem.
System zamyka zgłoszenie, odtrąbiając sukces.
Ewoki tańczą.
Jeszcze raz dobro zwyciężyło.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 10, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Zuza wysyła zlecenie na skopiowanie struktury tablicy X i Y w schemacie A oraz danych w niej zawartych poprzez zintegrowany system zleceń technicznych.
System kolejkuje zlecenie i nadaje numer.
Pracownik 1. Linii Wsparcia doprecyzowuje, czy mimo że Zuza napisała, że chce tablicę ze schematu A, to przypadkiem nie chce tablicy ze schematu B.
Zuza nie chce.
(Cisza przez kilka dni).
Zuza uprzejmie pyta, czy może by jednak.
Pracownik 1. Linii Wsparcia: "Dopytywałem właściwie dlatego że jak słusznie sądziłem zostało źle przypisane. Zapytaj kogoś z zuis1".
Zuza zawiesza się, ale szybko odzyskuje nadwątlone siły: "WTF is zuis1? Mam kogoś dotykać mailem bądź telefonem czy czekać na info z systemu?".
Pracownik 1. Linii Wsparcia: "zuis1 jest odpowiedzialny za realizacje wszystkiego zwiazanego z infra".
Zuza udaje, że wcale nie przychodzi jej do głowy dowcip o udzielaniu całkowicie prawdziwych a jednocześnie bezużytecznych odpowiedzi i docieka: Fajnie, codziennie się człowiek czegoś uczy. Ale wracając do struktury – czy mityczny zuis1 otrzymał mojego ticketa i dostarczy mi to, o co prosiłam, czy mam wykonać jakieś magiczne ruchy i dać na mszę?".
Pracownik 1. Linii Wsparcia: "Przekazałem ticketa do nich w tej chwili nawet nie bardzo wiem gdzie się zalogować żeby to sprawdzić. Jeśli chodzi o mszę to kapłanami są DBA [DataBaseAdministrators]".
Zuza napiera bezpośrednio na kapłanów DBA i proponuje łapówkę: "Ratunku.
Zrobić ticketa w systemie – checked.
Odbyć przedziwne korespondencje – checked.
Dostać dumpa struktury i zawartości dwóch niedużych tablic – not checked.
W czwartek mogę Wam kupić colę".
DBA1: (przesyła strukturę tablicy) "Chcecie też zrzut wszystkich rekordów?"
Zuza, niecodziennie zachwycona: "Jeśli można, to chętnie – najlepiej do pliku.".
DBA1 WTEM mnoży przeszkodę: "Czy można to musi potwierdzić przełożony (nawet mój), bo tak sobie danych nie mogę udostępnić. Ogólnie taki export zrobić to nie problem."
Zuza pieczołowicie sprawdza w intranecie, kto jest przełożonym DBA1 i eskaluje: "Dear Sir or Madam, sprawa jest taka (...) Co mam zrobić w celu uzyskania potwierdzenia dla DBA1, że może udostępnić mi zawartość tych dwóch tabel w postaci pliku ze zrzutem zawartości bazy danych? Dodam, że dane w tablicach nie są poufne, nie zawierają danych osobowych, a wartości w nich przechowywane dane udostępniane wszystkim na stronie takiej a takiej".
DBA Przełożony radzi się Szefa Infrastruktury: "Za radą Sz I wysłałem to do Administratora Bezpieczeństwa Informacji do akceptacji. Daj znać jakby się przeciągało." oraz przesyła Zuzie Cc: maila do ABI.
ABI: "Z tego co się orientuję, to nie ma tam danych osobowych. To chyba nie do końca mój obszar kompetencji".
DBA Przełożony do DBA1 z kopią do Zuzy: "W takim razie potwierdzam, że możesz udostępnić te dane".
DBA 1, na komunikatorze: "Jakbyś napisała do mnie, to bym Ci to posłał od ręki", po czym wysyła mailem.
System zamyka zgłoszenie, odtrąbiając sukces.
Ewoki tańczą.
Jeszcze raz dobro zwyciężyło.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 10, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 2 komentarze
- Skomentuj