Wiadomo, o czym jest - o Rosji. I trochę o diable, czarnym kocie i wesołku w kraciastym garniturze. I literaturze, sztuce, uzurpatorach i prawdziwych poetach, nawet piszących prozą. I o miłości, przebaczeniu i drugiej szansie. Nie przeczytałam, ale posłuchałam; mam wrażenie, że dzięki temu uważniej, bez pośpiechu, bez omijania nieuważnym okiem fragmentów. Co nie zmienia faktu, że dalej nie umiem zdefiniować tego, co tworzy z tej książki absolut (i nie chodzi mi o chwytliwe frazy o reperowaniu prymusa, podawaniu królowej spirytusu czy jesiotrze drugiej świeżości).
Czemu tak bardzo chcę zrozumieć, skąd Mistrz czerpał natchnienie do napisania powieści o tym, co zaszło w Jeruszalaim? Kto sprawił, że Małgorzata przechodziła akurat tego dnia przez Arbat? Czemu Woland chciał poznać mieszkańców Moskwy, skoro z taką łatwością mógł wpływać na to, co się działo? Czy Annuszka rozlałaby olej, gdyby Berlioz nie wybrał się tego wieczora z Iwanem Bezdomnym na Patriarsze Prudy? Czemu Behemot z Korowiowem wybrał się na zakupy do delikatesów? I, w końcu, czemu zniknęła wdowa po jubilerze z Sadowej 302A?
Im więcej razy czytam tę książkę, tym bardziej mi się podoba. Chcę więcej. Czy jest jakaś lista książek, które są tak samo dobrze napisane?
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 24, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2012
- 14 komentarzy
- Skomentuj
Wiadomo, o czym jest - o Rosji. I trochę o diable, czarnym kocie i wesołku w kraciastym garniturze. I literaturze, sztuce, uzurpatorach i prawdziwych poetach, nawet piszących prozą. I o miłości, przebaczeniu i drugiej szansie. Nie przeczytałam, ale posłuchałam; mam wrażenie, że dzięki temu uważniej, bez pośpiechu, bez omijania nieuważnym okiem fragmentów. Co nie zmienia faktu, że dalej nie umiem zdefiniować tego, co tworzy z tej książki absolut (i nie chodzi mi o chwytliwe frazy o reperowaniu prymusa, podawaniu królowej spirytusu czy jesiotrze drugiej świeżości).
Czemu tak bardzo chcę zrozumieć, skąd Mistrz czerpał natchnienie do napisania powieści o tym, co zaszło w Jeruszalaim? Kto sprawił, że Małgorzata przechodziła akurat tego dnia przez Arbat? Czemu Woland chciał poznać mieszkańców Moskwy, skoro z taką łatwością mógł wpływać na to, co się działo? Czy Annuszka rozlałaby olej, gdyby Berlioz nie wybrał się tego wieczora z Iwanem Bezdomnym na Patriarsze Prudy? Czemu Behemot z Korowiowem wybrał się na zakupy do delikatesów? I, w końcu, czemu zniknęła wdowa po jubilerze z Sadowej 302A?
Im więcej razy czytam tę książkę, tym bardziej mi się podoba. Chcę więcej. Czy jest jakaś lista książek, które są tak samo dobrze napisane?
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 24, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2012
- 14 komentarzy
- Skomentuj
Jutro Dzień Ojca, Maj w placówce przygotował dla TŻ kartonowy, ręcznie malowany krawat, bogato zdobiony brokatem (już nastąpiło wręczenie, więc nie że psuję niespodziankę). Wczoraj z kolei był mój prywatny Dzień Matki Podróżującej W Noc, bo - walcząc ze sobą, a zaprawdę uwierzcie mi, moja niechęć[1] do wychodzenia z domu była ogromna - pojechałam zobaczyć z bliska, jak miasto wypuszcza w niebo wengi-wengi lampionów. Nie padało, ale było buro i mgliście[3], trawa mokra po kolana, a na Ostrowie Tumskim i okolicach tysiące ludzi. I mimo 15 stopni klimat fiesty. Moje miasto czasem żyje. Lubię, bo żyje coraz częściej. Szkoda tylko, że dopiero o 23, co zepsuło sprytny plan pokazania światełek Majowi.


[1] Zadziałało wyjaśnienie sobie[2], że jak się nie ruszę, to będę sobie siorbać w mankiet do następnego roku. Jaka ja bywam ciężka w obsłudze, naprawdę.
[2] I towarzystwo N.
[3] Żebyście widzieli wieżę radiową na Piątkowie w tej mgle. Coś pięknego i niedrogo. Ale już mi się nie chciało o 00:30 wywlekać statywu.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 23, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto, Maja -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Jutro Dzień Ojca, Maj w placówce przygotował dla TŻ kartonowy, ręcznie malowany krawat, bogato zdobiony brokatem (już nastąpiło wręczenie, więc nie że psuję niespodziankę). Wczoraj z kolei był mój prywatny Dzień Matki Podróżującej W Noc, bo - walcząc ze sobą, a zaprawdę uwierzcie mi, moja niechęć[1] do wychodzenia z domu była ogromna - pojechałam zobaczyć z bliska, jak miasto wypuszcza w niebo wengi-wengi lampionów. Nie padało, ale było buro i mgliście[3], trawa mokra po kolana, a na Ostrowie Tumskim i okolicach tysiące ludzi. I mimo 15 stopni klimat fiesty. Moje miasto czasem żyje. Lubię, bo żyje coraz częściej. Szkoda tylko, że dopiero o 23, co zepsuło sprytny plan pokazania światełek Majowi.


[1] Zadziałało wyjaśnienie sobie[2], że jak się nie ruszę, to będę sobie siorbać w mankiet do następnego roku. Jaka ja bywam ciężka w obsłudze, naprawdę.
[2] I towarzystwo N.
[3] Żebyście widzieli wieżę radiową na Piątkowie w tej mgle. Coś pięknego i niedrogo. Ale już mi się nie chciało o 00:30 wywlekać statywu.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 23, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto, Maja -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Droga Kasiu, jakim cudem żywi ludzie mają problemy z umieszczaniem komentarzy, a spam-boty jakoś sobie z tym dają radę?
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 21, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 10 komentarzy
- Skomentuj
Droga Kasiu, jakim cudem żywi ludzie mają problemy z umieszczaniem komentarzy, a spam-boty jakoś sobie z tym dają radę?
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 21, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 10 komentarzy
- Skomentuj
... ale chyba w połowie dnia zacznę kolejny etat peregrynacji przez fabryczne budynki i już na stałe (do następnej przeprowadzki) będę używać klawiatury na Jeżycach. Nowe biurko, mówili. Nowi ludzie, mówili. Nowe wyzwania, mówili. Szukanie miejsca parkingowego na razie okazało się questem bez sukcesu. Ale za to widoki będę miała przepiękne - z jednej strony Most Teatralny, z drugiej - od września przedszkole mojej córki.
Chyba nie ogarniam, że to jest duża zmiana.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 21, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 12 komentarzy
- Skomentuj
... ale chyba w połowie dnia zacznę kolejny etat peregrynacji przez fabryczne budynki i już na stałe (do następnej przeprowadzki) będę używać klawiatury na Jeżycach. Nowe biurko, mówili. Nowi ludzie, mówili. Nowe wyzwania, mówili. Szukanie miejsca parkingowego na razie okazało się questem bez sukcesu. Ale za to widoki będę miała przepiękne - z jednej strony Most Teatralny, z drugiej - od września przedszkole mojej córki.
Chyba nie ogarniam, że to jest duża zmiana.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 21, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 12 komentarzy
- Skomentuj
Nie za unikalność lubię książki o wnikliwym i cynicznym, niesprawnym kryminologu, Lincolnie Rhyme oraz o pięknej eks-modelce z artretyzmem i nerwicami, rudowłosej detektyw Amelii Sachs. Rhyme polega na dowodach, Amelia - też trochę na uczuciu i intuicji. Znakiem rozpoznawczym autora jest to, że pierwsze rozwiązanie zagadki pojawia się już w 2/3 książki, ale i tak okazuje się, że była to zmyłka. I następne rozwiązanie też nie do końca wszystko wyjaśnia. I jeszcze kolejne. A na końcu i tak jest suspens i chwila niepewności. Czytając hurtem, irytuje powtarzanie całych akapitów z poprzednich książek, wyjaśniających kalectwo Rhyme'a czy poglądy i dylematy bohaterów drugoplanowych. Dodatkowo w każdym tomie wielokrotnie pokazana jest przyrostowo kilka-kilkanaście razy tablica z pojawiającymi się w trakcie akcji zebranymi poszlakami. Ale i tak - jak już kiedyś pisałam - to kawałek fajnej, wciągającej kryminalnej roboty o tym, jak z kurzu, niedopałka i kropli przezroczystego płynu można wywnioskować, gdzie będzie następna zbrodnia. I jak lubię płodozmian, tak w przypadku tego cyklu po odłożeniu jednej książki, chcę kolejną.
Puste krzesło to przypadkowe śledztwo w małym miasteczku, do którego Rhyme przyjechał na eksperymentalną operację, która ma mu przywrócić chociaż częściowo czucie w niesprawnym ciele. Dla zabicia nudy pomaga lokalnej policji w poszukiwaniu mordercy nastolatka i porywacza dwóch młodych dziewcząt. Tym razem wiadomo, kim jest morderca, ale nie wiadomo, gdzie jest. I kiedy w 1/3 tomu morderca zostaje pojmany, tylko Amelia nie wierzy, że to on zabił. Dzięki temu nagle staje się wrogiem numer jeden dla lokalnej policji, a Rhyme - mimo swojego uczucia do niej i po części, aby ją uratować - pomaga w jej wyśledzeniu. Słaba akcja z nieumyślnym zabójstwem, które - po zaistnieniu okoliczności - nagle okazuje się zaniedbywalne.
Kamienna małpa opowiada o transporcie nielegalnych imigrantów z Chin; transporcie, który na samym początku został wysadzony przez przemytnika, zwanego Grzechotnikiem, w powietrze. Cudem uratowani rozbitkowie stają się celem zarówno przemytnika, który chce usunąć świadków, jak i Rhyme'a, który z kolei chce ich uratować, zanim zostaną zabici przez mordercę. Na pokładzie dodatkowo był współpracownik przemytnika i wygląda na to, że człowiek ten ma kontakty również w Ameryce i to w środowiskach rządowych. Kwestię nielegalnej imigracji podsumowuje jeden z przyjezdnych, mówiący, że Ameryka najpierw zanęca swoim dobrobytem, dostępnością dóbr wszelakich i obietnicą przyszłości, po czym przyjezdnych aresztuje i odstawia z powrotem.
Dwunasta karta z talii Tarota (Wisielec) zostaje podłożona na miejscu próby gwałtu na ciemnoskórej 16-latce w bibliotece. Geneva ucieka zbrodniarzowi, a Rhyme w celu uniknięcia wizyty u lekarza bierze śledztwo pod swoje skrzydła. Oprócz płatnego zabójcy za dziewczyną krąży uzbrojony mężczyzna po odsiadce. Epizodycznie pojawia się magiczka Kara z "Maga". Wprawdzie rozwiązanie sprawy jest zupełnie z kapelusza, ale podniesiony zostaje problem wyjścia z getta.
Pod napięciem to dwa śledztwa - w jednym Rhyme pomaga znaleźć terrorystów, którzy za pomocą wykorzystania prądu zabijają mieszkańców Nowego Jorku. A to zrobią łuk, żeby prąd z rozdzielni poraził pasażerów autobusu, a to w windzie prąd poraża kilka osób. Jednocześnie w drugim wątku Rhyme przez telefon pomaga meksykańskiej milicji w próbie ujęcia Zegarmistrza, jedynego przestępcy, którego nie udało mu się ująć. Konflikt między tradycyjnym pozyskiwaniem informacji przez agentów w przebraniu a korzystających z nowoczesnych mediów narasta, ale mimo początkowych trudności (i utraty 100 tys. dolarów) przebieranie się w strój bezdomnego ciągle daje efekty.
PS Dalej nie miałam okazji przeczytać "Kolekcjonera kości", ale sytuacja jest rozwojowa.
Inne tego autora tu.
#34-#37
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 21, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie za unikalność lubię książki o wnikliwym i cynicznym, niesprawnym kryminologu, Lincolnie Rhyme oraz o pięknej eks-modelce z artretyzmem i nerwicami, rudowłosej detektyw Amelii Sachs. Rhyme polega na dowodach, Amelia - też trochę na uczuciu i intuicji. Znakiem rozpoznawczym autora jest to, że pierwsze rozwiązanie zagadki pojawia się już w 2/3 książki, ale i tak okazuje się, że była to zmyłka. I następne rozwiązanie też nie do końca wszystko wyjaśnia. I jeszcze kolejne. A na końcu i tak jest suspens i chwila niepewności. Czytając hurtem, irytuje powtarzanie całych akapitów z poprzednich książek, wyjaśniających kalectwo Rhyme'a czy poglądy i dylematy bohaterów drugoplanowych. Dodatkowo w każdym tomie wielokrotnie pokazana jest przyrostowo kilka-kilkanaście razy tablica z pojawiającymi się w trakcie akcji zebranymi poszlakami. Ale i tak - jak już kiedyś pisałam - to kawałek fajnej, wciągającej kryminalnej roboty o tym, jak z kurzu, niedopałka i kropli przezroczystego płynu można wywnioskować, gdzie będzie następna zbrodnia. I jak lubię płodozmian, tak w przypadku tego cyklu po odłożeniu jednej książki, chcę kolejną.
Puste krzesło to przypadkowe śledztwo w małym miasteczku, do którego Rhyme przyjechał na eksperymentalną operację, która ma mu przywrócić chociaż częściowo czucie w niesprawnym ciele. Dla zabicia nudy pomaga lokalnej policji w poszukiwaniu mordercy nastolatka i porywacza dwóch młodych dziewcząt. Tym razem wiadomo, kim jest morderca, ale nie wiadomo, gdzie jest. I kiedy w 1/3 tomu morderca zostaje pojmany, tylko Amelia nie wierzy, że to on zabił. Dzięki temu nagle staje się wrogiem numer jeden dla lokalnej policji, a Rhyme - mimo swojego uczucia do niej i po części, aby ją uratować - pomaga w jej wyśledzeniu. Słaba akcja z nieumyślnym zabójstwem, które - po zaistnieniu okoliczności - nagle okazuje się zaniedbywalne.
Kamienna małpa opowiada o transporcie nielegalnych imigrantów z Chin; transporcie, który na samym początku został wysadzony przez przemytnika, zwanego Grzechotnikiem, w powietrze. Cudem uratowani rozbitkowie stają się celem zarówno przemytnika, który chce usunąć świadków, jak i Rhyme'a, który z kolei chce ich uratować, zanim zostaną zabici przez mordercę. Na pokładzie dodatkowo był współpracownik przemytnika i wygląda na to, że człowiek ten ma kontakty również w Ameryce i to w środowiskach rządowych. Kwestię nielegalnej imigracji podsumowuje jeden z przyjezdnych, mówiący, że Ameryka najpierw zanęca swoim dobrobytem, dostępnością dóbr wszelakich i obietnicą przyszłości, po czym przyjezdnych aresztuje i odstawia z powrotem.
Dwunasta karta z talii Tarota (Wisielec) zostaje podłożona na miejscu próby gwałtu na ciemnoskórej 16-latce w bibliotece. Geneva ucieka zbrodniarzowi, a Rhyme w celu uniknięcia wizyty u lekarza bierze śledztwo pod swoje skrzydła. Oprócz płatnego zabójcy za dziewczyną krąży uzbrojony mężczyzna po odsiadce. Epizodycznie pojawia się magiczka Kara z "Maga". Wprawdzie rozwiązanie sprawy jest zupełnie z kapelusza, ale podniesiony zostaje problem wyjścia z getta.
Pod napięciem to dwa śledztwa - w jednym Rhyme pomaga znaleźć terrorystów, którzy za pomocą wykorzystania prądu zabijają mieszkańców Nowego Jorku. A to zrobią łuk, żeby prąd z rozdzielni poraził pasażerów autobusu, a to w windzie prąd poraża kilka osób. Jednocześnie w drugim wątku Rhyme przez telefon pomaga meksykańskiej milicji w próbie ujęcia Zegarmistrza, jedynego przestępcy, którego nie udało mu się ująć. Konflikt między tradycyjnym pozyskiwaniem informacji przez agentów w przebraniu a korzystających z nowoczesnych mediów narasta, ale mimo początkowych trudności (i utraty 100 tys. dolarów) przebieranie się w strój bezdomnego ciągle daje efekty.
PS Dalej nie miałam okazji przeczytać "Kolekcjonera kości", ale sytuacja jest rozwojowa.
Inne tego autora tu.
#34-#37
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 21, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj