Dirk Gently (znany także jako Svlad Cjelli) podchodzi do rozwiązania sprawy holistycznie, chociaż czasem może go to zaprowadzić na Bahama, do archiwum Cambridge albo do zakupu - oczywiście na koszt klienta - nowej lodówki. Zasada jest jedna - najpierw trzeba odrzucić rozwiązania błędne, a jeśli zostanie tylko niemożliwe, przyjąć je za oczywiste.
Książki czytałam na tyle dawno, że z dużą przyjemnością po obejrzeniu brytyjskiego miniserialu (pilot plus trzy odcinki pierwszego sezonu) wróciłam do nich. Pomińmy fakt, że nic z nich nie pamiętałam (albo czytałam je jednym okiem, albo mam sklerozę, albo muszę poszukać rozwiązania niemożliwego), ale serial bardzo wiernie oddaje ducha książek. Wprawdzie poszczególne odcinki stanowią luźną kombinację wątków "Holistycznej", ale Dominic Mangan (Guy Secretan z Green Wing) jest Dirkiem idealnym - sprytnym, egoistycznym, nastawionym na wygodę i własny sukces (oraz wysokie zarobki). Do tego świetna muzyka, w pilocie piękny kot i brytyjskie pejzaże.
Książkowa "Holistyczna" to śledztwo w sprawie morderstwa Gordona Waya, właściciela firmy komputerowej WayForward, w trakcie którego pojawia się kanapa zaklinowana na amen na klatce schodowej, koń w łazience oraz solniczka w zabytkowym wazonie.
"Podwieczorek" zaczyna się od awantury na lotnisku przy stanowisku odprawy do Oslo, w wyniku której Kate Schechter trafia do szpitala, znika była sekretarka Dirka Gently'ego, pan Odwin traci możliwość spania na wykrochmalonych lnianych prześcieradłach, pojawia się automat do Coca-coli, a dość złośliwy orzeł zamieszkuje w domu detektywa.
Douglas Adams nie pisał śmiesznych książek. Pisał książki mądre, cyniczne, pełne obserwacji tego, co zazwyczaj umyka przechodniom na ulicy. A do tego umiał zrobić całkiem zgrabną intrygę kryminalną.
A dla tych wszystkich, co dojechali do końca (i dla ^yacooba) - w nagrodę sucholeska sakura.
#21, #22
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 20, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Czytam, Fotografia+, Seriale -
Tagi:
panowie, sf-f, 2012
- 3 komentarze
- Skomentuj
Dirk Gently (znany także jako Svlad Cjelli) podchodzi do rozwiązania sprawy holistycznie, chociaż czasem może go to zaprowadzić na Bahama, do archiwum Cambridge albo do zakupu - oczywiście na koszt klienta - nowej lodówki. Zasada jest jedna - najpierw trzeba odrzucić rozwiązania błędne, a jeśli zostanie tylko niemożliwe, przyjąć je za oczywiste.
Książki czytałam na tyle dawno, że z dużą przyjemnością po obejrzeniu brytyjskiego miniserialu (pilot plus trzy odcinki pierwszego sezonu) wróciłam do nich. Pomińmy fakt, że nic z nich nie pamiętałam (albo czytałam je jednym okiem, albo mam sklerozę, albo muszę poszukać rozwiązania niemożliwego), ale serial bardzo wiernie oddaje ducha książek. Wprawdzie poszczególne odcinki stanowią luźną kombinację wątków "Holistycznej", ale Dominic Mangan (Guy Secretan z Green Wing) jest Dirkiem idealnym - sprytnym, egoistycznym, nastawionym na wygodę i własny sukces (oraz wysokie zarobki). Do tego świetna muzyka, w pilocie piękny kot i brytyjskie pejzaże.
Książkowa "Holistyczna" to śledztwo w sprawie morderstwa Gordona Waya, właściciela firmy komputerowej WayForward, w trakcie którego pojawia się kanapa zaklinowana na amen na klatce schodowej, koń w łazience oraz solniczka w zabytkowym wazonie.
"Podwieczorek" zaczyna się od awantury na lotnisku przy stanowisku odprawy do Oslo, w wyniku której Kate Schechter trafia do szpitala, znika była sekretarka Dirka Gently'ego, pan Odwin traci możliwość spania na wykrochmalonych lnianych prześcieradłach, pojawia się automat do Coca-coli, a dość złośliwy orzeł zamieszkuje w domu detektywa.
Douglas Adams nie pisał śmiesznych książek. Pisał książki mądre, cyniczne, pełne obserwacji tego, co zazwyczaj umyka przechodniom na ulicy. A do tego umiał zrobić całkiem zgrabną intrygę kryminalną.
A dla tych wszystkich, co dojechali do końca (i dla ^yacooba) - w nagrodę sucholeska sakura.
#21, #22
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 20, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Czytam, Fotografia+, Seriale -
Tagi:
panowie, sf-f, 2012
- 3 komentarze
- Skomentuj

(karton kolorowy z Lidla)
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 19, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 2 komentarze
- Skomentuj

(karton kolorowy z Lidla)
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 19, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 2 komentarze
- Skomentuj
... po wejściu do pracy zobaczyłam obłędnego pluszowego kota z pluszowym rybim szykieletem. I wcale się nie wstydzę, że się do niego poprzytulałam (do kota, nie do szkieletu).
... udało mi się znaleźć PIT-y.
... zobaczyłam cień mrówki. Maj mi pokazał. Mała rzecz, a cieszy. I biedronkę na płocie.
... poczułam wiosenny wieczór. Pachnące kwiaty wiśni, jeszcze jasno chwilę przed 20. Zdecydowany dzikotek spotkany na osiedlu. Dalej nie umiem haiku.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 18, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
... po wejściu do pracy zobaczyłam obłędnego pluszowego kota z pluszowym rybim szykieletem. I wcale się nie wstydzę, że się do niego poprzytulałam (do kota, nie do szkieletu).
... udało mi się znaleźć PIT-y.
... zobaczyłam cień mrówki. Maj mi pokazał. Mała rzecz, a cieszy. I biedronkę na płocie.
... poczułam wiosenny wieczór. Pachnące kwiaty wiśni, jeszcze jasno chwilę przed 20. Zdecydowany dzikotek spotkany na osiedlu. Dalej nie umiem haiku.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 18, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Sobota nastroiła mnie podróżniczo (mimo nowego Pratchetta, który łączy w sobie to, co najlepsze, bo i kryminał, i Świat Dysku). Pewnie dlatego, że miasto wiosennie daje znaki życia - zakwita donicami bratków, na Marcinkowskiego plantacyjka fioletowych tulipanów, otwierają się nowe kawiarnie, a młodzi ludzie w grupkach konspiracyjnie notują coś na kartkach papieru oznaczonych "ściśle tajne". Maj zachwycił się wystawionymi pod Sztukafeterią szachami; myślę, że za parę lat my też pójdziemy wziąć udział w grze miejskiej.
Nowa kawiarnia śniadaniowa - Cafe Muzeum - oznajmiła mi się za pośrednictwem grupona, niestety niebłyskotliwie nie skojarzyłam, że w sobotę w Muzeum Archeologicznym będą przedstawienia dla dzieci i zamiast śniadania dostałam zgrabną kartkę, że dziś od 14:30. Był ktoś? Tymczasem jak często wybieramy "Umówiłem się z nią na 9" z menu Republiki Róż.
Za tydzień mam w planach Śródkę, zachęcił mnie artykuł w gazecie. Lubię to. Lubię też, że przypadkiem acz celowo wjeżdżając w ślepą uliczkę znajduję kamienicę, której nie powstydziłby się Paryż (a to już za tydzień!).
PS Wprawdzie TŻ nie jest głównym bohaterem mojego bloga, głównie dlatego, że sam mógłby pisać, tylko mu się nie chce. Ale ostatnio z zachwytem obserwowałam, jak zdeklarowany pacyfista wyjmuje spluwę, montuje celownik, przynosi bluzę w barwach ochronnych, spodnie i worek z demobilu, czyści maskę, sugeruje jako tło muzyczne "Brothers in Arms" (ja raczej słyszę "Eye of the Tiger"), zjada na śniadanie jajko na miękko i jedzie na paintball. Niestety nie pozwolił sobie namalować kamuflażu czarnym cieniem do powiek. Szkoda.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 15, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto, Maja -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Sobota nastroiła mnie podróżniczo (mimo nowego Pratchetta, który łączy w sobie to, co najlepsze, bo i kryminał, i Świat Dysku). Pewnie dlatego, że miasto wiosennie daje znaki życia - zakwita donicami bratków, na Marcinkowskiego plantacyjka fioletowych tulipanów, otwierają się nowe kawiarnie, a młodzi ludzie w grupkach konspiracyjnie notują coś na kartkach papieru oznaczonych "ściśle tajne". Maj zachwycił się wystawionymi pod Sztukafeterią szachami; myślę, że za parę lat my też pójdziemy wziąć udział w grze miejskiej.
Nowa kawiarnia śniadaniowa - Cafe Muzeum - oznajmiła mi się za pośrednictwem grupona, niestety niebłyskotliwie nie skojarzyłam, że w sobotę w Muzeum Archeologicznym będą przedstawienia dla dzieci i zamiast śniadania dostałam zgrabną kartkę, że dziś od 14:30. Był ktoś? Tymczasem jak często wybieramy "Umówiłem się z nią na 9" z menu Republiki Róż.
Za tydzień mam w planach Śródkę, zachęcił mnie artykuł w gazecie. Lubię to. Lubię też, że przypadkiem acz celowo wjeżdżając w ślepą uliczkę znajduję kamienicę, której nie powstydziłby się Paryż (a to już za tydzień!).
PS Wprawdzie TŻ nie jest głównym bohaterem mojego bloga, głównie dlatego, że sam mógłby pisać, tylko mu się nie chce. Ale ostatnio z zachwytem obserwowałam, jak zdeklarowany pacyfista wyjmuje spluwę, montuje celownik, przynosi bluzę w barwach ochronnych, spodnie i worek z demobilu, czyści maskę, sugeruje jako tło muzyczne "Brothers in Arms" (ja raczej słyszę "Eye of the Tiger"), zjada na śniadanie jajko na miękko i jedzie na paintball. Niestety nie pozwolił sobie namalować kamuflażu czarnym cieniem do powiek. Szkoda.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 15, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto, Maja -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Szeroko dyskutuję z Majem kwestie wydalania pod kątem niewchodzenia w psią kupę na trawniku. Obserwacja, skupienie uwagi, raczej chodnik, nie trawnik. Tłumaczę, że piesek musi zrobić kupę na spacerze, ale jego człowiek płci dowolnej powinien po nim posprzątać. Bo tak jest grzecznie. Co najmniej kilka razy dziennie mamy dialog: "Kupa, mama! Pjesiek zjobił kupę!". Tak, piesek zrobił, ale człowiek powinien posprzątać, bo pies niespecjalnie potrafi.
Po świątecznym cyklu imprezowym u któregoś z sąsiadów na chodniku i trawniku zaraz obok klatki wykwitł dumny paw. W celu ochrony obuwia młodzieży wskazałam pawia, wyjaśniłam, że ktoś zwymiotował i nie wchodzimy w radosną twórczość. "Mama, pjesiek zwyjotowiał!". Nie, kochanie, to nie piesek, tylko tym razem człowiek. "A pjesiek nie pośpsiątał!". No nie posprzątał.
Zdjęć nie będzie, chociaż na jednym kawałku trawnika ktoś wysiał Viola tricolor L., co wygląda nader.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 14, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Szeroko dyskutuję z Majem kwestie wydalania pod kątem niewchodzenia w psią kupę na trawniku. Obserwacja, skupienie uwagi, raczej chodnik, nie trawnik. Tłumaczę, że piesek musi zrobić kupę na spacerze, ale jego człowiek płci dowolnej powinien po nim posprzątać. Bo tak jest grzecznie. Co najmniej kilka razy dziennie mamy dialog: "Kupa, mama! Pjesiek zjobił kupę!". Tak, piesek zrobił, ale człowiek powinien posprzątać, bo pies niespecjalnie potrafi.
Po świątecznym cyklu imprezowym u któregoś z sąsiadów na chodniku i trawniku zaraz obok klatki wykwitł dumny paw. W celu ochrony obuwia młodzieży wskazałam pawia, wyjaśniłam, że ktoś zwymiotował i nie wchodzimy w radosną twórczość. "Mama, pjesiek zwyjotowiał!". Nie, kochanie, to nie piesek, tylko tym razem człowiek. "A pjesiek nie pośpsiątał!". No nie posprzątał.
Zdjęć nie będzie, chociaż na jednym kawałku trawnika ktoś wysiał Viola tricolor L., co wygląda nader.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 14, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 0 komentarzy
- Skomentuj