Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

19,5 stopnia na termostacie

Myślałam, że po tym, jak pan monter patrząc na moją 15-miesięczną córkę zaczął opowiadać, że była afera z pedofilami, którzy krzywdzili, wie pani jak, takie dzieci, i co to on by z takim pedofilem na budowie zrobił, gorzej być nie może. Ale nie. Kiedy już w głowie układałam sobie, jak ładnie umyję podłogę po ich wyjściu, popatrzę na śpiące dziecko i zrobię sobie świeżej herbaty, usłyszałam syk, a chwilę potem: "Pani, a pani nie mówiła, że tu jest ogrzewanie podłogowe". Ogrzewania jak żywo nie było, była za to rura doprowadzająca wodę z pieca do kaloryferów.

Teraz oprócz trzech nowych ościeżnic i dwojga nowych drzwi mam przebitą rurę w podłodze, brak ogrzewania i ciepłej wody, a o 19-20 w planach zrywanie paneli, rozmontowywanie części założonych właśnie drzwi oraz skuwanie wylewki między sypialnią a przedpokojem, żeby naprawić rurę.

I jest mi wszystko jedno, kto za to zapłaci (bo oczywiście, że ja, ależ; skąd monter miał wiedzieć, że tam idzie rura, a administracja domu obwinia montera), bawi mnie tylko zdanie rzucone przez pana montera: "A pani mąż to się bardzo zdenerwował?".

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 9, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


19,5 stopnia na termostacie

Myślałam, że po tym, jak pan monter patrząc na moją 15-miesięczną córkę zaczął opowiadać, że była afera z pedofilami, którzy krzywdzili, wie pani jak, takie dzieci, i co to on by z takim pedofilem na budowie zrobił, gorzej być nie może. Ale nie. Kiedy już w głowie układałam sobie, jak ładnie umyję podłogę po ich wyjściu, popatrzę na śpiące dziecko i zrobię sobie świeżej herbaty, usłyszałam syk, a chwilę potem: "Pani, a pani nie mówiła, że tu jest ogrzewanie podłogowe". Ogrzewania jak żywo nie było, była za to rura doprowadzająca wodę z pieca do kaloryferów.

Teraz oprócz trzech nowych ościeżnic i dwojga nowych drzwi mam przebitą rurę w podłodze, brak ogrzewania i ciepłej wody, a o 19-20 w planach zrywanie paneli, rozmontowywanie części założonych właśnie drzwi oraz skuwanie wylewki między sypialnią a przedpokojem, żeby naprawić rurę.

I jest mi wszystko jedno, kto za to zapłaci (bo oczywiście, że ja, ależ; skąd monter miał wiedzieć, że tam idzie rura, a administracja domu obwinia montera), bawi mnie tylko zdanie rzucone przez pana montera: "A pani mąż to się bardzo zdenerwował?".

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 9, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 4 komentarze - Skomentuj


19,5 stopnia na termostacie

Myślałam, że po tym, jak pan monter patrząc na moją 15-miesięczną córkę zaczął opowiadać, że była afera z pedofilami, którzy krzywdzili, wie pani jak, takie dzieci, i co to on by z takim pedofilem na budowie zrobił, gorzej być nie może. Ale nie. Kiedy już w głowie układałam sobie, jak ładnie umyję podłogę po ich wyjściu, popatrzę na śpiące dziecko i zrobię sobie świeżej herbaty, usłyszałam syk, a chwilę potem: "Pani, a pani nie mówiła, że tu jest ogrzewanie podłogowe". Ogrzewania jak żywo nie było, była za to rura doprowadzająca wodę z pieca do kaloryferów.

Teraz oprócz trzech nowych ościeżnic i dwojga nowych drzwi mam przebitą rurę w podłodze, brak ogrzewania i ciepłej wody, a o 19-20 w planach zrywanie paneli, rozmontowywanie części założonych właśnie drzwi oraz skuwanie wylewki między sypialnią a przedpokojem, żeby naprawić rurę.

I jest mi wszystko jedno, kto za to zapłaci (bo oczywiście, że ja, ależ; skąd monter miał wiedzieć, że tam idzie rura, a administracja domu obwinia montera), bawi mnie tylko zdanie rzucone przez pana montera: "A pani mąż to się bardzo zdenerwował?".

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 9, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 4 komentarze - Skomentuj


Domowe varia

Ostatnio po domu krążą balony. Te nadmuchane nie budzą jakoś entuzjazmu, za to te płaskie i owszem, bo można je nadmuchiwać i nimi piszczeć bądź dawać do ręki, żeby dmuchały albo puszczać i patrzeć, jak lecą. Streszczam dziś rano TŻ-u sytuację na froncie balonowym, a konkretnie że są totalnie zaplute od ciągłego dmuchania. TŻ precyzuje: "Mamy w domu zaplute balony reakcji".

Opowiadam bajkę (serio! z pamięci!). Że Czerwony Kapturek, las, wilk, babcia. A dlaczego, babciu, masz takie wielkie zęby? Babciu, dlaczego w ogóle masz zęby? Skojarzenia to przekleństwo.

Jak wspomniałam, sanki przyszły. I owszem, połowicznie sukces. Maj uśmiechnięty, pomrukiwał otulony kocykiem, tylko raz przygrzmocił w zaspę (ale wyszedł z uśmiechem i czerwonymi policzkami), za to ja po naprawdę krótkiej rundzie po wsi (niecałe 2,5 km) czułam się jak po rajdzie Paryż-Dakar, spocona i jednocześnie zmarznięta, z obolałą szyją od patrzenia, czy dziecko jeszcze siedzi na sankach i cała w stresie, co będzie, jak zleci. Nie jestem fanką sanek.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 8, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Domowe varia

Ostatnio po domu krążą balony. Te nadmuchane nie budzą jakoś entuzjazmu, za to te płaskie i owszem, bo można je nadmuchiwać i nimi piszczeć bądź dawać do ręki, żeby dmuchały albo puszczać i patrzeć, jak lecą. Streszczam dziś rano TŻ-u sytuację na froncie balonowym, a konkretnie że są totalnie zaplute od ciągłego dmuchania. TŻ precyzuje: "Mamy w domu zaplute balony reakcji".

Opowiadam bajkę (serio! z pamięci!). Że Czerwony Kapturek, las, wilk, babcia. A dlaczego, babciu, masz takie wielkie zęby? Babciu, dlaczego w ogóle masz zęby? Skojarzenia to przekleństwo.

Jak wspomniałam, sanki przyszły. I owszem, połowicznie sukces. Maj uśmiechnięty, pomrukiwał otulony kocykiem, tylko raz przygrzmocił w zaspę (ale wyszedł z uśmiechem i czerwonymi policzkami), za to ja po naprawdę krótkiej rundzie po wsi (niecałe 2,5 km) czułam się jak po rajdzie Paryż-Dakar, spocona i jednocześnie zmarznięta, z obolałą szyją od patrzenia, czy dziecko jeszcze siedzi na sankach i cała w stresie, co będzie, jak zleci. Nie jestem fanką sanek.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 8, 2010

Link bezpośredni - Kategorie: Moje miasto, Maja - - 0 komentarzy - Skomentuj


Domowe varia

Ostatnio po domu krążą balony. Te nadmuchane nie budzą jakoś entuzjazmu, za to te płaskie i owszem, bo można je nadmuchiwać i nimi piszczeć bądź dawać do ręki, żeby dmuchały albo puszczać i patrzeć, jak lecą. Streszczam dziś rano TŻ-u sytuację na froncie balonowym, a konkretnie że są totalnie zaplute od ciągłego dmuchania. TŻ precyzuje: "Mamy w domu zaplute balony reakcji".

Opowiadam bajkę (serio! z pamięci!). Że Czerwony Kapturek, las, wilk, babcia. A dlaczego, babciu, masz takie wielkie zęby? Babciu, dlaczego w ogóle masz zęby? Skojarzenia to przekleństwo.

Jak wspomniałam, sanki przyszły. I owszem, połowicznie sukces. Maj uśmiechnięty, pomrukiwał otulony kocykiem, tylko raz przygrzmocił w zaspę (ale wyszedł z uśmiechem i czerwonymi policzkami), za to ja po naprawdę krótkiej rundzie po wsi (niecałe 2,5 km) czułam się jak po rajdzie Paryż-Dakar, spocona i jednocześnie zmarznięta, z obolałą szyją od patrzenia, czy dziecko jeszcze siedzi na sankach i cała w stresie, co będzie, jak zleci. Nie jestem fanką sanek.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 8, 2010

Link bezpośredni - Kategorie: Moje miasto, Maja - - 0 komentarzy - Skomentuj


Arkadij Strugacki, Borys Strugacki - Miliard lat przed końcem świata

Dima Malanow wysłał żonę i syna na letnisko do Odessy, a sam mimo panujących upałów rozwija swoją astronomiczną teorię M-kawernów, krążąc po mieszkaniu w slipach (upał!) i rozmawiając z kotem Kalamem. A przynajmniej próbuje, bo co rusz mu ktoś przeszkadza - dzwonią znajomi z dziwnymi sprawami, kurier przynosi drogą paczkę z Delikatesów (a przypominam, że jest to Leningrad i lata 70.), pojawia się nie widziana od wielu lat seksowna znajoma żony ze studiów, wpada z niespodziewaną wizytą sąsiad. Po czym do drzwi dzwoni prokurator, bo sąsiad zostawił o poranku atrakcyjne zwłoki. I nagle z tego chaosu zaczyna wyłaniać się cała seria zastanawiających wydarzeń, o której dyskutuje sobie Malanow z przyjaciółmi przy kawiorze (paczka z Delikatesów, pamiętacie), wódce i mocnej herbacie.

Niesamowicie słowiańska w wymowie, a przy tym prawie klasycznie spójna (bo rzecz się dzieje prawie że wyłącznie w mieszkaniu Malanowa, z krótkimi spacerami najpierw do Sniegojedowa drzwi obok, a potem kilka pięter wyżej, do Wieczorkiewicza), powieść o męskich dyskusjach o nauce i istocie wszechświata, o strachu i odwadze. Jak to u Strugackich, miejscami absurdalna, nie aż tak w "Poniedziałku".

Notka specjalnie dla I., żeby wiedziała.

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 8, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Arkadij Strugacki, Borys Strugacki - Miliard lat przed końcem świata

Dima Malanow wysłał żonę i syna na letnisko do Odessy, a sam mimo panujących upałów rozwija swoją astronomiczną teorię M-kawernów, krążąc po mieszkaniu w slipach (upał!) i rozmawiając z kotem Kalamem. A przynajmniej próbuje, bo co rusz mu ktoś przeszkadza - dzwonią znajomi z dziwnymi sprawami, kurier przynosi drogą paczkę z Delikatesów (a przypominam, że jest to Leningrad i lata 70.), pojawia się nie widziana od wielu lat seksowna znajoma żony ze studiów, wpada z niespodziewaną wizytą sąsiad. Po czym do drzwi dzwoni prokurator, bo sąsiad zostawił o poranku atrakcyjne zwłoki. I nagle z tego chaosu zaczyna wyłaniać się cała seria zastanawiających wydarzeń, o której dyskutuje sobie Malanow z przyjaciółmi przy kawiorze (paczka z Delikatesów, pamiętacie), wódce i mocnej herbacie.

Niesamowicie słowiańska w wymowie, a przy tym prawie klasycznie spójna (bo rzecz się dzieje prawie że wyłącznie w mieszkaniu Malanowa, z krótkimi spacerami najpierw do Sniegojedowa drzwi obok, a potem kilka pięter wyżej, do Wieczorkiewicza), powieść o męskich dyskusjach o nauce i istocie wszechświata, o strachu i odwadze. Jak to u Strugackich, miejscami absurdalna, nie aż tak w "Poniedziałku".

Notka specjalnie dla I., żeby wiedziała.

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 8, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2010 - 3 komentarze - Skomentuj


Arkadij Strugacki, Borys Strugacki - Miliard lat przed końcem świata

Dima Malanow wysłał żonę i syna na letnisko do Odessy, a sam mimo panujących upałów rozwija swoją astronomiczną teorię M-kawernów, krążąc po mieszkaniu w slipach (upał!) i rozmawiając z kotem Kalamem. A przynajmniej próbuje, bo co rusz mu ktoś przeszkadza - dzwonią znajomi z dziwnymi sprawami, kurier przynosi drogą paczkę z Delikatesów (a przypominam, że jest to Leningrad i lata 70.), pojawia się nie widziana od wielu lat seksowna znajoma żony ze studiów, wpada z niespodziewaną wizytą sąsiad. Po czym do drzwi dzwoni prokurator, bo sąsiad zostawił o poranku atrakcyjne zwłoki. I nagle z tego chaosu zaczyna wyłaniać się cała seria zastanawiających wydarzeń, o której dyskutuje sobie Malanow z przyjaciółmi przy kawiorze (paczka z Delikatesów, pamiętacie), wódce i mocnej herbacie.

Niesamowicie słowiańska w wymowie, a przy tym prawie klasycznie spójna (bo rzecz się dzieje prawie że wyłącznie w mieszkaniu Malanowa, z krótkimi spacerami najpierw do Sniegojedowa drzwi obok, a potem kilka pięter wyżej, do Wieczorkiewicza), powieść o męskich dyskusjach o nauce i istocie wszechświata, o strachu i odwadze. Jak to u Strugackich, miejscami absurdalna, nie aż tak w "Poniedziałku".

Notka specjalnie dla I., żeby wiedziała.

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 8, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2010 - 3 komentarze - Skomentuj