Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kosher-way po poznańsku

Wprawdzie w menu jest boczek, a zupa czosnkowa miała w środku szynkę (nie upieram się, że nie drobiową, ale...), "Cymes" na Woźnej to bardzo dobra restauracja. Może i maca z tzatzikami czy hiszpańskie różowe wino to nie jest bardzo żydowskie, ale patrz poprzednie zdanie. Knajpka malutka, na kilka stolików, bardzo dobra obsługa i ciekawy wystrój. Ceny okołorynkowe.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 20, 2008

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 2 komentarze - Skomentuj


Paul Auster - Trylogia nowojorska

Z Austerem mam problem. Z jednej strony lubię historie miejskie i historie o tym, jak się przeplatają losy ludzi, których styka przypadek i wydawałoby się, że Auster właśnie mi to da. Z drugiej - irytuje mnie u Austera dużo. Erudycja doklejana na siłę do fabuły - bohaterowie czytają książki, co samo w sobie nie jest naganne, ale czytają przenudną klasykę literatury amerykańskiej i prowadzą albo wewnętrzne monologi o tym, co przeczytali albo dyskutują ze sobą. Nuuuda. Jeśli łapię się na tym, że zaczynam czytać powierzchownie, bo omijam kawałki, w których snują się jakieś rozważania okołoliteraturowe, to jednak uważam lekturę za nieudaną. Mniej mi przeszkadza, że nie lubię bohaterów albo uważam, że postępują nielogicznie, absurdalnie i bezsensownie.

Trzy nowojorskie epizody opowiadają o samotności wśród ludzi. Obudzony przypadkowym telefonem pisarz udaje prywatnego detektywa. Ponieważ pisze pod pseudonimem i uważa postać swojego bohatera za realną, przybiera trzecie nazwisko - swoje własne, którego nie używa. Zaczyna śledzić psychicznie chorego ojca swojego klienta. W kolejnym epizodzie prywatny detektyw zgadza się na porzucenie całego swojego życia, żeby zacząć śledzić samotnego mężczyznę. W trzecim epizodzie wraca historia dziecka, odizolowanego w ramach eksperymentu przez ojca od świata, żeby sprawdzić, czy wytworzy własny język. W tle jest Nowy Jork - ale taki martwy, zbiór domów, szachownica ulic, czasem spotkani ludzie, którzy najczęściej siebie nie widzą.

Będę pewnie brnęła w tego Austera z masochistycznym zaparciem, bo dużo mi obiecał w "Dymie" i "Brooklyn Boogie".

Inne tego autora:

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 19, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Paul Auster - Trylogia nowojorska

Z Austerem mam problem. Z jednej strony lubię historie miejskie i historie o tym, jak się przeplatają losy ludzi, których styka przypadek i wydawałoby się, że Auster właśnie mi to da. Z drugiej - irytuje mnie u Austera dużo. Erudycja doklejana na siłę do fabuły - bohaterowie czytają książki, co samo w sobie nie jest naganne, ale czytają przenudną klasykę literatury amerykańskiej i prowadzą albo wewnętrzne monologi o tym, co przeczytali albo dyskutują ze sobą. Nuuuda. Jeśli łapię się na tym, że zaczynam czytać powierzchownie, bo omijam kawałki, w których snują się jakieś rozważania okołoliteraturowe, to jednak uważam lekturę za nieudaną. Mniej mi przeszkadza, że nie lubię bohaterów albo uważam, że postępują nielogicznie, absurdalnie i bezsensownie.

Trzy nowojorskie epizody opowiadają o samotności wśród ludzi. Obudzony przypadkowym telefonem pisarz udaje prywatnego detektywa. Ponieważ pisze pod pseudonimem i uważa postać swojego bohatera za realną, przybiera trzecie nazwisko - swoje własne, którego nie używa. Zaczyna śledzić psychicznie chorego ojca swojego klienta. W kolejnym epizodzie prywatny detektyw zgadza się na porzucenie całego swojego życia, żeby zacząć śledzić samotnego mężczyznę. W trzecim epizodzie wraca historia dziecka, odizolowanego w ramach eksperymentu przez ojca od świata, żeby sprawdzić, czy wytworzy własny język. W tle jest Nowy Jork - ale taki martwy, zbiór domów, szachownica ulic, czasem spotkani ludzie, którzy najczęściej siebie nie widzą.

Będę pewnie brnęła w tego Austera z masochistycznym zaparciem, bo dużo mi obiecał w "Dymie" i "Brooklyn Boogie".

Inne tego autora:

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 19, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2008 - 2 komentarze - Skomentuj


Paul Auster - Trylogia nowojorska

Z Austerem mam problem. Z jednej strony lubię historie miejskie i historie o tym, jak się przeplatają losy ludzi, których styka przypadek i wydawałoby się, że Auster właśnie mi to da. Z drugiej - irytuje mnie u Austera dużo. Erudycja doklejana na siłę do fabuły - bohaterowie czytają książki, co samo w sobie nie jest naganne, ale czytają przenudną klasykę literatury amerykańskiej i prowadzą albo wewnętrzne monologi o tym, co przeczytali albo dyskutują ze sobą. Nuuuda. Jeśli łapię się na tym, że zaczynam czytać powierzchownie, bo omijam kawałki, w których snują się jakieś rozważania okołoliteraturowe, to jednak uważam lekturę za nieudaną. Mniej mi przeszkadza, że nie lubię bohaterów albo uważam, że postępują nielogicznie, absurdalnie i bezsensownie.

Trzy nowojorskie epizody opowiadają o samotności wśród ludzi. Obudzony przypadkowym telefonem pisarz udaje prywatnego detektywa. Ponieważ pisze pod pseudonimem i uważa postać swojego bohatera za realną, przybiera trzecie nazwisko - swoje własne, którego nie używa. Zaczyna śledzić psychicznie chorego ojca swojego klienta. W kolejnym epizodzie prywatny detektyw zgadza się na porzucenie całego swojego życia, żeby zacząć śledzić samotnego mężczyznę. W trzecim epizodzie wraca historia dziecka, odizolowanego w ramach eksperymentu przez ojca od świata, żeby sprawdzić, czy wytworzy własny język. W tle jest Nowy Jork - ale taki martwy, zbiór domów, szachownica ulic, czasem spotkani ludzie, którzy najczęściej siebie nie widzą.

Będę pewnie brnęła w tego Austera z masochistycznym zaparciem, bo dużo mi obiecał w "Dymie" i "Brooklyn Boogie".

Inne tego autora:

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 19, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2008 - 2 komentarze - Skomentuj


Bez tytułu: 2008-10-18

Bursza płacze, kiedy nie widzi innych kotów - rozpaczliwie i przeraźliwie. Mały kotek zagubiony w wielkim świecie. Wystarczy ją pogłaskać, żeby zaczęła mruczeć jak traktor. Szarsza jest bardziej samodzielna i niezależna, przychodzi na kolana i zasypia błyskawicznie.

Robią mi porządek na balkonie. Wypatroszyły doniczkę z kaktusem. Wypatroszyły doniczkę z trawą. Przewróciły korytko z astrem. Motywują mnie do porządków na biurku i w bibliotece. Zasypiają na kołdrze po stronie TŻ i spią do siódmej (niestety, również w weekend).

Kot czarno-biały patrzy z politowaniem. Nie chce. Nie lubi. Unika. Nasyczy. Ale czasem poliże. Skubnie z tej samej miski. Wskoczy na parapet, na którym śpią małe gnomy.


Zdjęcie - eloy.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 18, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Bez tytułu: 2008-10-18

Bursza płacze, kiedy nie widzi innych kotów - rozpaczliwie i przeraźliwie. Mały kotek zagubiony w wielkim świecie. Wystarczy ją pogłaskać, żeby zaczęła mruczeć jak traktor. Szarsza jest bardziej samodzielna i niezależna, przychodzi na kolana i zasypia błyskawicznie.

Robią mi porządek na balkonie. Wypatroszyły doniczkę z kaktusem. Wypatroszyły doniczkę z trawą. Przewróciły korytko z astrem. Motywują mnie do porządków na biurku i w bibliotece. Zasypiają na kołdrze po stronie TŻ i spią do siódmej (niestety, również w weekend).

Kot czarno-biały patrzy z politowaniem. Nie chce. Nie lubi. Unika. Nasyczy. Ale czasem poliże. Skubnie z tej samej miski. Wskoczy na parapet, na którym śpią małe gnomy.


Zdjęcie - eloy.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 18, 2008

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, Fotografia+ - - 8 komentarzy - Skomentuj


Bez tytułu: 2008-10-18

Bursza płacze, kiedy nie widzi innych kotów - rozpaczliwie i przeraźliwie. Mały kotek zagubiony w wielkim świecie. Wystarczy ją pogłaskać, żeby zaczęła mruczeć jak traktor. Szarsza jest bardziej samodzielna i niezależna, przychodzi na kolana i zasypia błyskawicznie.

Robią mi porządek na balkonie. Wypatroszyły doniczkę z kaktusem. Wypatroszyły doniczkę z trawą. Przewróciły korytko z astrem. Motywują mnie do porządków na biurku i w bibliotece. Zasypiają na kołdrze po stronie TŻ i spią do siódmej (niestety, również w weekend).

Kot czarno-biały patrzy z politowaniem. Nie chce. Nie lubi. Unika. Nasyczy. Ale czasem poliże. Skubnie z tej samej miski. Wskoczy na parapet, na którym śpią małe gnomy.


Zdjęcie - eloy.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 18, 2008

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, Fotografia+ - - 8 komentarzy - Skomentuj


Dziś szukam...

Jest kilka takich samograjów blogowych, których można użyć w razie zaniku weny. Nie ukrywam, że poza coraz skąpszymi recenzjami filmowo-książkowymi zapadam w sen zimowy, przerywany weekendami, kiedy jak wolny człowiek widzę słońce. O tych nudnych już kiedyś pisałam, do tych mniej nudnych zaliczam przeglądanie logów wyszukiwarki. Powiedzcie, że ktoś się tymi ludźmi opiekuje, bo sądząc z tego, co wpisują, dzień w dzień musi ich zdumiewać obsługa spłuczki klozetowej i to, że sufit przyciąga ciepłe powietrze...

  • cipki ze szczebrzeszyna [a myślałam, że tam są chrząszcze tylko]
  • piulsucki na koniu [aaa!]
  • pod zdrapką zobaczyć bez zdrapania [retgen?]
  • uwielbiam lizac brudne stopy mojej kuzynce [nie ma bieżącej wody?]
  • śnił mi się pasożyt ludzki
  • ukladanie fliz wzory [pozdrawiamy Kraków]
  • do czego służy nasadka na penisa [wiem, do czego służy nasadka na długopis]
  • calujacy sie milicjanci [może ordery dostali]
  • cycki z bnina joanny [!]
  • normalna nazwa miechunki rozdętej [ale ona tak się normalnie nazywa]

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 16, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dziś szukam...

Jest kilka takich samograjów blogowych, których można użyć w razie zaniku weny. Nie ukrywam, że poza coraz skąpszymi recenzjami filmowo-książkowymi zapadam w sen zimowy, przerywany weekendami, kiedy jak wolny człowiek widzę słońce. O tych nudnych już kiedyś pisałam, do tych mniej nudnych zaliczam przeglądanie logów wyszukiwarki. Powiedzcie, że ktoś się tymi ludźmi opiekuje, bo sądząc z tego, co wpisują, dzień w dzień musi ich zdumiewać obsługa spłuczki klozetowej i to, że sufit przyciąga ciepłe powietrze...

  • cipki ze szczebrzeszyna [a myślałam, że tam są chrząszcze tylko]
  • piulsucki na koniu [aaa!]
  • pod zdrapką zobaczyć bez zdrapania [retgen?]
  • uwielbiam lizac brudne stopy mojej kuzynce [nie ma bieżącej wody?]
  • śnił mi się pasożyt ludzki
  • ukladanie fliz wzory [pozdrawiamy Kraków]
  • do czego służy nasadka na penisa [wiem, do czego służy nasadka na długopis]
  • calujacy sie milicjanci [może ordery dostali]
  • cycki z bnina joanny [!]
  • normalna nazwa miechunki rozdętej [ale ona tak się normalnie nazywa]

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 16, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Śmieszne - - 8 komentarzy - Skomentuj


Dziś szukam...

Jest kilka takich samograjów blogowych, których można użyć w razie zaniku weny. Nie ukrywam, że poza coraz skąpszymi recenzjami filmowo-książkowymi zapadam w sen zimowy, przerywany weekendami, kiedy jak wolny człowiek widzę słońce. O tych nudnych już kiedyś pisałam, do tych mniej nudnych zaliczam przeglądanie logów wyszukiwarki. Powiedzcie, że ktoś się tymi ludźmi opiekuje, bo sądząc z tego, co wpisują, dzień w dzień musi ich zdumiewać obsługa spłuczki klozetowej i to, że sufit przyciąga ciepłe powietrze...

  • cipki ze szczebrzeszyna [a myślałam, że tam są chrząszcze tylko]
  • piulsucki na koniu [aaa!]
  • pod zdrapką zobaczyć bez zdrapania [retgen?]
  • uwielbiam lizac brudne stopy mojej kuzynce [nie ma bieżącej wody?]
  • śnił mi się pasożyt ludzki
  • ukladanie fliz wzory [pozdrawiamy Kraków]
  • do czego służy nasadka na penisa [wiem, do czego służy nasadka na długopis]
  • calujacy sie milicjanci [może ordery dostali]
  • cycki z bnina joanny [!]
  • normalna nazwa miechunki rozdętej [ale ona tak się normalnie nazywa]

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 16, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Śmieszne - - 8 komentarzy - Skomentuj