Przyjemna, chociaż mało postmodernistyczna historyjka o dwóch nastolatkach, którzy odkryli, że dom po drugiej stronie ulicy jest nawiedzony, a dziwaczny staruszek, wrzeszczący na każde dziecko, które wejdzie na trawnik koło domu, jest złym człowiekiem. Gdy staruszka po ataku apopleksji zabiera karetka, chłopcy i sprzedająca ciasteczka przewodnicząca samorządu klasowego (ale z tych ładnych, nie archetypowa brzydula w okularach) stwierdzają, że muszą sami uratować dzieci, które wejdą do domu podczas zbierania cukierków z okazji Halloween.
Bardzo ładne animacje (niektóre sceny są jakby żywcem wyjęte z malarstwa Beksińskiego i animacji Bagińskiego), przyjemne tłumaczenie, trochę nabijania się z wczesnonastoletniego zakochiwania się i dość cyniczne spojrzenie na tych bardziej dorosłych, którzy nie widzą tego, co młodzież.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 28, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zestaw w McDonaldzie, pewnie nawet powiększony. Ciuszek z przeceny. Kilka książek z Allegro, czasem nawet z przesyłką (właśnie się zorientowałam, że ponad tydzień temu wyklikałam ekwiwalent zostawionego rok temu w samolocie "Mr Vertigo" Austera i zapomniałam zapłacić, hańba mi). Dwie paczki świeżego bobu (jedna nie starczy na kolację dla mnie, TŻ i bardzo łakomego kota, któremu dodatkowo trzeba obierać ze skórki). I pewnie wiele innych mniej lub bardziej potrzebnych artykułów, ale mnie wystarczyło na 10 gladioli, zwanych też mieczykami z rynku Jeżyckiego[1].
To jedna z tych rzeczy, które łączą mnie z Jane Brocket (chociaż trochę nie rozumiem jej zachwytu malwami, jakoś do mnie nie trafiają). Ale mieczyki i tulipany - proszę mnie doliczyć. Ostatnio krążyłam koło straganu z kwiatami i odeszłam z niczym, bo nie było nic, co jest dokładnie teraz - były nieśmiertelne róże, drobne goździki, gerbery.
Lubię sezonowość - kwiaty i owoce dostępne cały rok się nudzą i przejadają.
Kot czarno-biały też lubi. Tyle że spożywczo.
[1] Na rynku Jeżyckim przewodnik oprowadzał wycieczkę. Bardzo podoba mi się pomysł bez względu na to, czy turyści byli z daleka, czy rdzenni i poznawali mniej znane zakątki miasta. Niesamowicie nie rozumiem ludzi, którzy ograniczają się do stałych tras - dom, szkoła, praca, rzadziej odwiedziny u znajomych, ale też z zegarkiem w ręku, a najlepiej taksówką, żeby czasu nie tracić. Widziałam u wielu urodzonych Poznaniaków to zdziwienie, że mnie interesuje miasto. Że chodzę po różnych miejscach, mimo że nie mam tam nic do "załatwienia". Że zaglądam w bramy, siadam na ławce i przystaję, żeby przeczytać napis na murze. To moje miasto.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 27, 2008
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Zestaw w McDonaldzie, pewnie nawet powiększony. Ciuszek z przeceny. Kilka książek z Allegro, czasem nawet z przesyłką (właśnie się zorientowałam, że ponad tydzień temu wyklikałam ekwiwalent zostawionego rok temu w samolocie "Mr Vertigo" Austera i zapomniałam zapłacić, hańba mi). Dwie paczki świeżego bobu (jedna nie starczy na kolację dla mnie, TŻ i bardzo łakomego kota, któremu dodatkowo trzeba obierać ze skórki). I pewnie wiele innych mniej lub bardziej potrzebnych artykułów, ale mnie wystarczyło na 10 gladioli, zwanych też mieczykami z rynku Jeżyckiego[1].
To jedna z tych rzeczy, które łączą mnie z Jane Brocket (chociaż trochę nie rozumiem jej zachwytu malwami, jakoś do mnie nie trafiają). Ale mieczyki i tulipany - proszę mnie doliczyć. Ostatnio krążyłam koło straganu z kwiatami i odeszłam z niczym, bo nie było nic, co jest dokładnie teraz - były nieśmiertelne róże, drobne goździki, gerbery.
Lubię sezonowość - kwiaty i owoce dostępne cały rok się nudzą i przejadają.
Kot czarno-biały też lubi. Tyle że spożywczo.
[1] Na rynku Jeżyckim przewodnik oprowadzał wycieczkę. Bardzo podoba mi się pomysł bez względu na to, czy turyści byli z daleka, czy rdzenni i poznawali mniej znane zakątki miasta. Niesamowicie nie rozumiem ludzi, którzy ograniczają się do stałych tras - dom, szkoła, praca, rzadziej odwiedziny u znajomych, ale też z zegarkiem w ręku, a najlepiej taksówką, żeby czasu nie tracić. Widziałam u wielu urodzonych Poznaniaków to zdziwienie, że mnie interesuje miasto. Że chodzę po różnych miejscach, mimo że nie mam tam nic do "załatwienia". Że zaglądam w bramy, siadam na ławce i przystaję, żeby przeczytać napis na murze. To moje miasto.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 27, 2008
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Zestaw w McDonaldzie, pewnie nawet powiększony. Ciuszek z przeceny. Kilka książek z Allegro, czasem nawet z przesyłką (właśnie się zorientowałam, że ponad tydzień temu wyklikałam ekwiwalent zostawionego rok temu w samolocie "Mr Vertigo" Austera i zapomniałam zapłacić, hańba mi). Dwie paczki świeżego bobu (jedna nie starczy na kolację dla mnie, TŻ i bardzo łakomego kota, któremu dodatkowo trzeba obierać ze skórki). I pewnie wiele innych mniej lub bardziej potrzebnych artykułów, ale mnie wystarczyło na 10 gladioli, zwanych też mieczykami z rynku Jeżyckiego[1].
To jedna z tych rzeczy, które łączą mnie z Jane Brocket (chociaż trochę nie rozumiem jej zachwytu malwami, jakoś do mnie nie trafiają). Ale mieczyki i tulipany - proszę mnie doliczyć. Ostatnio krążyłam koło straganu z kwiatami i odeszłam z niczym, bo nie było nic, co jest dokładnie teraz - były nieśmiertelne róże, drobne goździki, gerbery.
Lubię sezonowość - kwiaty i owoce dostępne cały rok się nudzą i przejadają.
Kot czarno-biały też lubi. Tyle że spożywczo.
[1] Na rynku Jeżyckim przewodnik oprowadzał wycieczkę. Bardzo podoba mi się pomysł bez względu na to, czy turyści byli z daleka, czy rdzenni i poznawali mniej znane zakątki miasta. Niesamowicie nie rozumiem ludzi, którzy ograniczają się do stałych tras - dom, szkoła, praca, rzadziej odwiedziny u znajomych, ale też z zegarkiem w ręku, a najlepiej taksówką, żeby czasu nie tracić. Widziałam u wielu urodzonych Poznaniaków to zdziwienie, że mnie interesuje miasto. Że chodzę po różnych miejscach, mimo że nie mam tam nic do "załatwienia". Że zaglądam w bramy, siadam na ławce i przystaję, żeby przeczytać napis na murze. To moje miasto.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 27, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
- jeden gej w łazience erotyczne film [a skąd wiadomo, że to gej, jak jest jeden?]
- neurotyk wykres samoswiadomosci
- prezerwatywa jak nakładać rysunek
- sprosne rysunki o pracy
- son likes tights
- opowiadania erotyczne pies lizał
- bcc zdjęcie z kochanką [bcc do żony?]
- czym pachnie brad pitt [zależy, czy umyty]
- ile gram ma 1 sliwka węgierka
- jak spalić wzmacniacz sąsiadowi
- jak zrobic zdjecie z biało-czarnego na kolorowe
- spirala kredytowa co zrobić [nie wchodzić]
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 27, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Śmieszne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
- jeden gej w łazience erotyczne film [a skąd wiadomo, że to gej, jak jest jeden?]
- neurotyk wykres samoswiadomosci
- prezerwatywa jak nakładać rysunek
- sprosne rysunki o pracy
- son likes tights
- opowiadania erotyczne pies lizał
- bcc zdjęcie z kochanką [bcc do żony?]
- czym pachnie brad pitt [zależy, czy umyty]
- ile gram ma 1 sliwka węgierka
- jak spalić wzmacniacz sąsiadowi
- jak zrobic zdjecie z biało-czarnego na kolorowe
- spirala kredytowa co zrobić [nie wchodzić]
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 27, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Śmieszne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
- jeden gej w łazience erotyczne film [a skąd wiadomo, że to gej, jak jest jeden?]
- neurotyk wykres samoswiadomosci
- prezerwatywa jak nakładać rysunek
- sprosne rysunki o pracy
- son likes tights
- opowiadania erotyczne pies lizał
- bcc zdjęcie z kochanką [bcc do żony?]
- czym pachnie brad pitt [zależy, czy umyty]
- ile gram ma 1 sliwka węgierka
- jak spalić wzmacniacz sąsiadowi
- jak zrobic zdjecie z biało-czarnego na kolorowe
- spirala kredytowa co zrobić [nie wchodzić]
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 27, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Leżała na wystawie remontowanego właśnie sklepu razem z innymi torbami, na oko zostawionymi przez pracujących tam ludzi, ale też mogła być zaczątkiem artykułów sklepowych. W każdym razie - mimo że miałam monochromatyczny zielony monitor przyczepiony do XT, to wersja kolorowa bardzo do mnie przemawia.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 25, 2008
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Przydasie -
Tagi:
amsterdam, holandia
- 11 komentarzy
- Skomentuj
Leżała na wystawie remontowanego właśnie sklepu razem z innymi torbami, na oko zostawionymi przez pracujących tam ludzi, ale też mogła być zaczątkiem artykułów sklepowych. W każdym razie - mimo że miałam monochromatyczny zielony monitor przyczepiony do XT, to wersja kolorowa bardzo do mnie przemawia.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 25, 2008
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Przydasie -
Tagi:
amsterdam, holandia
- 11 komentarzy
- Skomentuj
Leżała na wystawie remontowanego właśnie sklepu razem z innymi torbami, na oko zostawionymi przez pracujących tam ludzi, ale też mogła być zaczątkiem artykułów sklepowych. W każdym razie - mimo że miałam monochromatyczny zielony monitor przyczepiony do XT, to wersja kolorowa bardzo do mnie przemawia.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 25, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj