Z bookmarków:
Przy okazji obdarzyłam babcię i ojca zestawem nalewek w różnych smakach (w Starym Browarze jest sklepik, gdzie można kupić 35 rodzajów). To chyba niezła opcja prezentowa dla ludzi, którzy "nic nie chcą", ale jednak spodziewają się, że coś dostaną.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ubolewam okrutnie, ale słaba. Jak inne książki Keyes czyta się szybko, sprawnie i ze sporą przyjemnością, ale brakuje tego czegoś, co wyróżnia i czemu warto wracać. Trzywątkowa opowieść dziejąca się głównie w światku edytorsko-wydawniczym - seksowna, obdarzona dużym biustem i wyglądem Audrey Hepburn (tak, tak) Jojo pracuje w agencji wydawniczej, wyszukując potencjalne hity wśród przesłanych przez potencjalnych literatów tekstów, prywatnie zaś uprawia romans z żonatym kolegą z pracy. Gemma, pracująca w agencji eventowej, dowiaduje się, że ojciec zostawił matkę i to w duży sposób psuje jej dorosłe życie, bo okazuje się, że nigdy nie pracująca matka jest całkiem bezradna, ma depresję i nie umie dać sobie sama rady nawet z wyjściem z łóżka. Do tego dowiaduje się, że jej wróg - Lily, która 2 lata wcześniej ukradła jej chłopaka - właśnie wydała *dobrą* książkę i głośno o niej w prasie. Jak się łatwo domyślić, książkę znalazła wspomniana wcześniej Jojo. A Lily okazuje się być z tego wszystkiego najsympatyczniejszą osobą - z problemami, małym dzieckiem, usiłującą związać koniec z końcem, bo książka - mimo sukcesu - nie przyniosła pieniędzy. Gemma jest wkurzająca swoją zachwalaną przez przyjaciół naiwną zdolnością do tworzenia scenariuszów "szczęśliwej przyszłości", Jojo - ma bardzo poważne problemy i dylematy typu czy kupić skórzaną kurteczkę za trzy pensje, nie wspominając o podchodach w kierunku żonatego kochanka. Brakuje mi spojrzenia z przymrużeniem oka, twistu i jakiegoś bardziej osobistego stosunku do bohaterek; mam wrażenie, że książka powstała ze ścinków różnych wątków z poprzednich książek. Dla wielbicieli Keyes, na pewno nie na pierwszą książkę tej autorki.
Inne tej autorki tu.
#55
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2007
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ubolewam okrutnie, ale słaba. Jak inne książki Keyes czyta się szybko, sprawnie i ze sporą przyjemnością, ale brakuje tego czegoś, co wyróżnia i czemu warto wracać. Trzywątkowa opowieść dziejąca się głównie w światku edytorsko-wydawniczym - seksowna, obdarzona dużym biustem i wyglądem Audrey Hepburn (tak, tak) Jojo pracuje w agencji wydawniczej, wyszukując potencjalne hity wśród przesłanych przez potencjalnych literatów tekstów, prywatnie zaś uprawia romans z żonatym kolegą z pracy. Gemma, pracująca w agencji eventowej, dowiaduje się, że ojciec zostawił matkę i to w duży sposób psuje jej dorosłe życie, bo okazuje się, że nigdy nie pracująca matka jest całkiem bezradna, ma depresję i nie umie dać sobie sama rady nawet z wyjściem z łóżka. Do tego dowiaduje się, że jej wróg - Lily, która 2 lata wcześniej ukradła jej chłopaka - właśnie wydała *dobrą* książkę i głośno o niej w prasie. Jak się łatwo domyślić, książkę znalazła wspomniana wcześniej Jojo. A Lily okazuje się być z tego wszystkiego najsympatyczniejszą osobą - z problemami, małym dzieckiem, usiłującą związać koniec z końcem, bo książka - mimo sukcesu - nie przyniosła pieniędzy. Gemma jest wkurzająca swoją zachwalaną przez przyjaciół naiwną zdolnością do tworzenia scenariuszów "szczęśliwej przyszłości", Jojo - ma bardzo poważne problemy i dylematy typu czy kupić skórzaną kurteczkę za trzy pensje, nie wspominając o podchodach w kierunku żonatego kochanka. Brakuje mi spojrzenia z przymrużeniem oka, twistu i jakiegoś bardziej osobistego stosunku do bohaterek; mam wrażenie, że książka powstała ze ścinków różnych wątków z poprzednich książek. Dla wielbicieli Keyes, na pewno nie na pierwszą książkę tej autorki.
Inne tej autorki tu.
#55
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2007
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ubolewam okrutnie, ale słaba. Jak inne książki Keyes czyta się szybko, sprawnie i ze sporą przyjemnością, ale brakuje tego czegoś, co wyróżnia i czemu warto wracać. Trzywątkowa opowieść dziejąca się głównie w światku edytorsko-wydawniczym - seksowna, obdarzona dużym biustem i wyglądem Audrey Hepburn (tak, tak) Jojo pracuje w agencji wydawniczej, wyszukując potencjalne hity wśród przesłanych przez potencjalnych literatów tekstów, prywatnie zaś uprawia romans z żonatym kolegą z pracy. Gemma, pracująca w agencji eventowej, dowiaduje się, że ojciec zostawił matkę i to w duży sposób psuje jej dorosłe życie, bo okazuje się, że nigdy nie pracująca matka jest całkiem bezradna, ma depresję i nie umie dać sobie sama rady nawet z wyjściem z łóżka. Do tego dowiaduje się, że jej wróg - Lily, która 2 lata wcześniej ukradła jej chłopaka - właśnie wydała *dobrą* książkę i głośno o niej w prasie. Jak się łatwo domyślić, książkę znalazła wspomniana wcześniej Jojo. A Lily okazuje się być z tego wszystkiego najsympatyczniejszą osobą - z problemami, małym dzieckiem, usiłującą związać koniec z końcem, bo książka - mimo sukcesu - nie przyniosła pieniędzy. Gemma jest wkurzająca swoją zachwalaną przez przyjaciół naiwną zdolnością do tworzenia scenariuszów "szczęśliwej przyszłości", Jojo - ma bardzo poważne problemy i dylematy typu czy kupić skórzaną kurteczkę za trzy pensje, nie wspominając o podchodach w kierunku żonatego kochanka. Brakuje mi spojrzenia z przymrużeniem oka, twistu i jakiegoś bardziej osobistego stosunku do bohaterek; mam wrażenie, że książka powstała ze ścinków różnych wątków z poprzednich książek. Dla wielbicieli Keyes, na pewno nie na pierwszą książkę tej autorki.
Inne tej autorki tu.
#55
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wzięłam od J. z pewną taką nieśmiałością, bo jakoś nie jestem fanką szeroko pojętej literatury romantycznej. Szczęśliwie okazało się, że wbrew tytułowi Fforde pisze bardzo zgrabnego steam-punka z mnóstwem literackich odniesień. Rzecz się dzieje w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Wielka Brytania dalej tłucze się z Rosją o Krym, mimo że mamy rok 1985 (1985? Prawie jak 1984). Bohaterką jest Thursday Next, pracująca jako Detektyw Literacki w jednym z wydziałów OpSpeców. OpSpece to po części jawne, po części tajne służby, które mogą podróżować w czasie, wymazywać ludzi z pamięci innych, czy - jak Thursday - doskonale znają książki i ich bohaterów i potrafią naprawić książkę, w której ktoś zniszczył fabułę. Nie odmówiłabym zakupu czegoś w rodzaju Fforde's Annotated Files ze zgrabnym wprowadzeniem we wszelkie literaturowe niuanse i aluzje, których z powodu zbyt skromnego wykształcenia kierunkowego (a czasem i braku zainteresowania) nie łapię.
Nie jest nudno i naukowo-literaturoznawczo, mimo że akcja głównie wokół książek się obraca - jest superłotr Acheron Hades (potem jego kobiece alter ego), Thursday ma za sobą kampanię wojenną, którą okupiła śmiercią brata i stratą narzeczonego, ptaka Dodo (bo w tej rzeczywiści można odtwarzać wymarłe gatunki) i dość ekscentryczną rodzinę. Taty nie ma, bo został wymazany przez OpSpeców po tym, jak wykrył szachrajstwa na samej górze organizacji, ale mimo nieistnienia, czasem wpada z wizytą, przez co bardzo przypomina Wojtyszkowego Pciucha, który dziś jest za tydzień. Wujek jest błyskotliwym wynalazcą, a brat kapłanem kościoła Boga, który dopasowuje się do potrzeb religijnych każdego. Niezła jest też warstwa społeczno-polityczna - OpSpece to niezła odpowiedź na Wielkiego Brata, organizacja potrafiąca kontrolować społeczeństwo i sprawić, żeby historia układała się dokładnie tak, jak powinna.
W "Porwaniu Jane E." Acheron Hades, genialny złoczyńca, który chce być zapamiętany jako najwredniejszy przestępca świata, szantażuje OpSceców zniszczeniem najbardziej pewnie znanej angielskiej powieści wiktoriańskiej, chyba że otrzyma słony okup. W "Skoku w dobrą książkę" Thursday usiłuje odnaleźć męża, którego skorumpowani i niekoniecznie zupełnie fair ludzie, "zniknęli", a przy okazji uczy się, w jaki sposób można przechodzić z książki w książkę.
Nie narzekam na tłumaczenie, ale przypuszczam, że w oryginale warstwa językowa jest bogatsza. Za wejściem w książki angielskie przemawia też fakt, że raczej nie doczekamy się wydania kolejnych tomów (są już chyba 2 czy 3), ponieważ wydane się "nie sprzedały"...
Inne tej autora:
#53-54
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 9, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2007
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wzięłam od J. z pewną taką nieśmiałością, bo jakoś nie jestem fanką szeroko pojętej literatury romantycznej. Szczęśliwie okazało się, że wbrew tytułowi Fforde pisze bardzo zgrabnego steam-punka z mnóstwem literackich odniesień. Rzecz się dzieje w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Wielka Brytania dalej tłucze się z Rosją o Krym, mimo że mamy rok 1985 (1985? Prawie jak 1984). Bohaterką jest Thursday Next, pracująca jako Detektyw Literacki w jednym z wydziałów OpSpeców. OpSpece to po części jawne, po części tajne służby, które mogą podróżować w czasie, wymazywać ludzi z pamięci innych, czy - jak Thursday - doskonale znają książki i ich bohaterów i potrafią naprawić książkę, w której ktoś zniszczył fabułę. Nie odmówiłabym zakupu czegoś w rodzaju Fforde's Annotated Files ze zgrabnym wprowadzeniem we wszelkie literaturowe niuanse i aluzje, których z powodu zbyt skromnego wykształcenia kierunkowego (a czasem i braku zainteresowania) nie łapię.
Nie jest nudno i naukowo-literaturoznawczo, mimo że akcja głównie wokół książek się obraca - jest superłotr Acheron Hades (potem jego kobiece alter ego), Thursday ma za sobą kampanię wojenną, którą okupiła śmiercią brata i stratą narzeczonego, ptaka Dodo (bo w tej rzeczywiści można odtwarzać wymarłe gatunki) i dość ekscentryczną rodzinę. Taty nie ma, bo został wymazany przez OpSpeców po tym, jak wykrył szachrajstwa na samej górze organizacji, ale mimo nieistnienia, czasem wpada z wizytą, przez co bardzo przypomina Wojtyszkowego Pciucha, który dziś jest za tydzień. Wujek jest błyskotliwym wynalazcą, a brat kapłanem kościoła Boga, który dopasowuje się do potrzeb religijnych każdego. Niezła jest też warstwa społeczno-polityczna - OpSpece to niezła odpowiedź na Wielkiego Brata, organizacja potrafiąca kontrolować społeczeństwo i sprawić, żeby historia układała się dokładnie tak, jak powinna.
W "Porwaniu Jane E." Acheron Hades, genialny złoczyńca, który chce być zapamiętany jako najwredniejszy przestępca świata, szantażuje OpSceców zniszczeniem najbardziej pewnie znanej angielskiej powieści wiktoriańskiej, chyba że otrzyma słony okup. W "Skoku w dobrą książkę" Thursday usiłuje odnaleźć męża, którego skorumpowani i niekoniecznie zupełnie fair ludzie, "zniknęli", a przy okazji uczy się, w jaki sposób można przechodzić z książki w książkę.
Nie narzekam na tłumaczenie, ale przypuszczam, że w oryginale warstwa językowa jest bogatsza. Za wejściem w książki angielskie przemawia też fakt, że raczej nie doczekamy się wydania kolejnych tomów (są już chyba 2 czy 3), ponieważ wydane się "nie sprzedały"...
Inne tej autora:
#53-54
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 9, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2007
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wzięłam od J. z pewną taką nieśmiałością, bo jakoś nie jestem fanką szeroko pojętej literatury romantycznej. Szczęśliwie okazało się, że wbrew tytułowi Fforde pisze bardzo zgrabnego steam-punka z mnóstwem literackich odniesień. Rzecz się dzieje w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Wielka Brytania dalej tłucze się z Rosją o Krym, mimo że mamy rok 1985 (1985? Prawie jak 1984). Bohaterką jest Thursday Next, pracująca jako Detektyw Literacki w jednym z wydziałów OpSpeców. OpSpece to po części jawne, po części tajne służby, które mogą podróżować w czasie, wymazywać ludzi z pamięci innych, czy - jak Thursday - doskonale znają książki i ich bohaterów i potrafią naprawić książkę, w której ktoś zniszczył fabułę. Nie odmówiłabym zakupu czegoś w rodzaju Fforde's Annotated Files ze zgrabnym wprowadzeniem we wszelkie literaturowe niuanse i aluzje, których z powodu zbyt skromnego wykształcenia kierunkowego (a czasem i braku zainteresowania) nie łapię.
Nie jest nudno i naukowo-literaturoznawczo, mimo że akcja głównie wokół książek się obraca - jest superłotr Acheron Hades (potem jego kobiece alter ego), Thursday ma za sobą kampanię wojenną, którą okupiła śmiercią brata i stratą narzeczonego, ptaka Dodo (bo w tej rzeczywiści można odtwarzać wymarłe gatunki) i dość ekscentryczną rodzinę. Taty nie ma, bo został wymazany przez OpSpeców po tym, jak wykrył szachrajstwa na samej górze organizacji, ale mimo nieistnienia, czasem wpada z wizytą, przez co bardzo przypomina Wojtyszkowego Pciucha, który dziś jest za tydzień. Wujek jest błyskotliwym wynalazcą, a brat kapłanem kościoła Boga, który dopasowuje się do potrzeb religijnych każdego. Niezła jest też warstwa społeczno-polityczna - OpSpece to niezła odpowiedź na Wielkiego Brata, organizacja potrafiąca kontrolować społeczeństwo i sprawić, żeby historia układała się dokładnie tak, jak powinna.
W "Porwaniu Jane E." Acheron Hades, genialny złoczyńca, który chce być zapamiętany jako najwredniejszy przestępca świata, szantażuje OpSceców zniszczeniem najbardziej pewnie znanej angielskiej powieści wiktoriańskiej, chyba że otrzyma słony okup. W "Skoku w dobrą książkę" Thursday usiłuje odnaleźć męża, którego skorumpowani i niekoniecznie zupełnie fair ludzie, "zniknęli", a przy okazji uczy się, w jaki sposób można przechodzić z książki w książkę.
Nie narzekam na tłumaczenie, ale przypuszczam, że w oryginale warstwa językowa jest bogatsza. Za wejściem w książki angielskie przemawia też fakt, że raczej nie doczekamy się wydania kolejnych tomów (są już chyba 2 czy 3), ponieważ wydane się "nie sprzedały"...
Inne tej autora:
#53-54
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 9, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Miało być takie trochę "Desperate Housewives", trochę "Jerycho", czyli coś dla dziewczynek i coś dla chłopców. Żony Dzielnych Amerykańskich Żołnierzy (ŻDAŻ) pod nieobecność mężów mieszkają sobie w bazie wojskowej, próbując prowadzić tzw. normalne życie, podczas gdy mężowie w Tajnych Misjach walczą o wolność naszą i waszą, ale głównie amerykańską. Część dla chłopców nudna do wyrzygu - panowie są zwykle undercover, potem dowiadują się, że Jest Akcja i ruszają bronić. Są tak tajni, że sami nie wiedzą, kto jest kim (przyznam, że bywają i zabawne momenty, bo ciemnoskóry jest panem White, a biały - panem Black).
Część dla dziewczynek ma trochę większy potencjał - ŻDAŻ, które czają już bazę, nie oglądają wiadomości, bo wiadomo - ten kawałek oderwanej ręki czy mózg na ścianie to może być mąż, który poległ ku chwale. Nowa żona, która żyła w błogim przekonaniu, iż nie będzie mieszkać w bazie, a mąż jedzie na jakieś przeszkolenie, zostaje szybko naprostowana, że Dobro Ojczyzny na pierwszym planie, a poza tym przecież nie pozbawi męża udziału w tej Życiowej Przygodzie (kóra może się skończyć powrotem w plastikowym worku i zawiśnięciem na ścianie Zaszczytnie Poległych). N. ogląda toto, przewijając część dla dziewczynek, ja bym najchętniej przewinęła część dla chłopców. Niestety to właśnie w części o trudnym żywocie wojskowych żon, co to nie wiadomo, kiedy seks i czy robić obiad dla męża, pojawia się najwięcej napuszonych frazesów o Wielkiej Przygodzie, Ratowaniu Kraju i innych amerykańskich bzdetach.
Obejrzałam jeden odcinek, nie wiem, czy chcę następne. Na plus - serial tworzył Mamet i wzrokowo jest całkiem-całkiem.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 8, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Miało być takie trochę "Desperate Housewives", trochę "Jerycho", czyli coś dla dziewczynek i coś dla chłopców. Żony Dzielnych Amerykańskich Żołnierzy (ŻDAŻ) pod nieobecność mężów mieszkają sobie w bazie wojskowej, próbując prowadzić tzw. normalne życie, podczas gdy mężowie w Tajnych Misjach walczą o wolność naszą i waszą, ale głównie amerykańską. Część dla chłopców nudna do wyrzygu - panowie są zwykle undercover, potem dowiadują się, że Jest Akcja i ruszają bronić. Są tak tajni, że sami nie wiedzą, kto jest kim (przyznam, że bywają i zabawne momenty, bo ciemnoskóry jest panem White, a biały - panem Black).
Część dla dziewczynek ma trochę większy potencjał - ŻDAŻ, które czają już bazę, nie oglądają wiadomości, bo wiadomo - ten kawałek oderwanej ręki czy mózg na ścianie to może być mąż, który poległ ku chwale. Nowa żona, która żyła w błogim przekonaniu, iż nie będzie mieszkać w bazie, a mąż jedzie na jakieś przeszkolenie, zostaje szybko naprostowana, że Dobro Ojczyzny na pierwszym planie, a poza tym przecież nie pozbawi męża udziału w tej Życiowej Przygodzie (kóra może się skończyć powrotem w plastikowym worku i zawiśnięciem na ścianie Zaszczytnie Poległych). N. ogląda toto, przewijając część dla dziewczynek, ja bym najchętniej przewinęła część dla chłopców. Niestety to właśnie w części o trudnym żywocie wojskowych żon, co to nie wiadomo, kiedy seks i czy robić obiad dla męża, pojawia się najwięcej napuszonych frazesów o Wielkiej Przygodzie, Ratowaniu Kraju i innych amerykańskich bzdetach.
Obejrzałam jeden odcinek, nie wiem, czy chcę następne. Na plus - serial tworzył Mamet i wzrokowo jest całkiem-całkiem.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 8, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Miało być takie trochę "Desperate Housewives", trochę "Jerycho", czyli coś dla dziewczynek i coś dla chłopców. Żony Dzielnych Amerykańskich Żołnierzy (ŻDAŻ) pod nieobecność mężów mieszkają sobie w bazie wojskowej, próbując prowadzić tzw. normalne życie, podczas gdy mężowie w Tajnych Misjach walczą o wolność naszą i waszą, ale głównie amerykańską. Część dla chłopców nudna do wyrzygu - panowie są zwykle undercover, potem dowiadują się, że Jest Akcja i ruszają bronić. Są tak tajni, że sami nie wiedzą, kto jest kim (przyznam, że bywają i zabawne momenty, bo ciemnoskóry jest panem White, a biały - panem Black).
Część dla dziewczynek ma trochę większy potencjał - ŻDAŻ, które czają już bazę, nie oglądają wiadomości, bo wiadomo - ten kawałek oderwanej ręki czy mózg na ścianie to może być mąż, który poległ ku chwale. Nowa żona, która żyła w błogim przekonaniu, iż nie będzie mieszkać w bazie, a mąż jedzie na jakieś przeszkolenie, zostaje szybko naprostowana, że Dobro Ojczyzny na pierwszym planie, a poza tym przecież nie pozbawi męża udziału w tej Życiowej Przygodzie (kóra może się skończyć powrotem w plastikowym worku i zawiśnięciem na ścianie Zaszczytnie Poległych). N. ogląda toto, przewijając część dla dziewczynek, ja bym najchętniej przewinęła część dla chłopców. Niestety to właśnie w części o trudnym żywocie wojskowych żon, co to nie wiadomo, kiedy seks i czy robić obiad dla męża, pojawia się najwięcej napuszonych frazesów o Wielkiej Przygodzie, Ratowaniu Kraju i innych amerykańskich bzdetach.
Obejrzałam jeden odcinek, nie wiem, czy chcę następne. Na plus - serial tworzył Mamet i wzrokowo jest całkiem-całkiem.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 8, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj