Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: 2020

Małgorzata Musierowicz - Noelka

Byłam przekonana, że do pewnego momentu czytałam Jeżycjadę na bieżąco, ale brak notek pokazuje, że chyba nie albo się tego wstydziłam (ja? wstydzić się nawet najgorszych lektur? phleeze). I teraz tak się zastanawiam, czy nadrobić całość, co pewnie samo w sobie dużo czasu nie zajmie, ale czas pisania o książkach to już piechotą nie chodzi.

Noelkę swego czasu uwielbiałam, czytałam ją ładne kilka razy, zachwycona wigilijną podróżą bohaterki po jeżyckich mieszkaniach, siorbiąca razem z nią na potencjalnie niesłownego chłopaka, co miał przyjść, a nie przyszedł (licealne story of my life). Tak bardzo mnie ujął opis wigilii pod Kaponierą i kamienicy na Roosevelta 5, że zaczęłam rozważać studia z Poznaniu, efekt znacie. Ale do brzegu. Elka Stryba, mająca na wyłączność dziadka, stryjecznego dziadka i dzieląca ojca tylko z jego pracą, wpada w furię, kiedy dowiaduje się, że dziadek spuścił na drzewo chłopaka, egzotycznego Baltonę, na którego czekała, stryj zaprosił na wigilię handlarę spod Kaponiery (swoją dawną miłość, malarkę sprzedającą obrazy), a ojciec planuje spędzić wigilię z jakąś obcą babą. Szukając Baltony, trafia najpierw do domu Borejków, gdzie na wejściu zostaje zaliczona do rodziny, a potem do Kowalików, skąd z Tomciem Kowalikiem w stroju Gwiazdora wyrusza - jako Aniołek - na świąteczną fuchę rozdawania prezentów. Jak to w opowieści wigilijnej, wszyscy się ze wszystkimi godzą, magia świąt, a na końcu pocałunek.

Tyle że w tej na pozór uroczej opowiastce autorka zawarła tyle krinżu, uprzedzeń i cudownych zbiegów okoliczności, że więcej chyba nie można. Wypukłe czoło zdradza inteligencję, małe oczka chytrość. Ludzie bogaci są prymitywni, biedni są wielcy duchem. Dla zawiązania intrygi kobiety u Strybów giną tuż po urodzeniu dziecka - najpierw żona dziadka Metodego, przez co Grzegorz nie zaznał kobiecej ręki, potem matka Elki, której owdowiały ojciec nie potrafił okazać miłości. Grzegorz przez *rok* umawiał się z - spoiler alert - Gabrysią i mimo jej wielkiej miłości do całej rodziny, nigdy w rozmowie nie wyszło, jacy są, więc na wigilię idzie przekonany, że to straszne snoby. Cała historia wizyty u Dominikanów, w ostoi miłości i prawości, gdzie azyl znajdą wszyscy, zakończona zgarnięciem żebraczek z Rumunii (nazywanych zamiennie Cygankami), jest słodka do momentu, kiedy dziewczynki są w obcym domu rozebrane i wykąpane, mimo że nikt nie jest się z nimi w stanie porozumieć. Wolna duchem Aniela Kowalik skarży się, że Bernard jest bezrobotny i *tylko* zajmuje się dziećmi, zaś doktor Kowalik traktuje zamążpójście Idy jako koniec jej kariery. Na każdym kroku odbywa się okrutny fat-shaming, jako że dystynktywną cechą Pulpecji jest żarłoczność, podobnie Elka - poza loczkami i orzechowymi oczami - jest, po wielokroć podkreślane, obfita. Najlepsza babcia, Mila Borejko, ostoja tolerancji, nie lubi swojej “dziwnej” wnuczki, bezosobowego Tygryska, który mógłby mieć jakąś dziewczęcą ksywkę. Mnie osobiście boli rozciagnięcie topografii, gdzie Tomcio z Elką wychodzą z Noskowskiego 2, wsiadają w tramwaj pełen wesołej gwiazdkowej ekipy, jadący w kierunku Ogrodów, jadą, jadą, jadą, śmiechom i facecjom nie ma końca, wreszcie wysiadają pod Teatrem Nowym. Dla tych nie z Poznania - miejsca te dzieli 400 metrów, jeden przystanek tramwajowy. Nie mam siły się już pastwić nad czasem, gdzie przez chyba 4 godziny Tomcio i Elka odwiedzają jakieś 10 domów, rozsypanych po całej dzielnicy, w każdym jedząc pierogi i makowce, śpiewając i rozdając prezenty. Tym wszystkim, którzy chcą dać swoim dzieciom trochę sielskiej, poznańskiej opowieści, radzę dodanie didaskaliów w wielu miejscach, nie tylko w tych, które się zdezaktualizowały historycznie jak Delikatesy “To Tu” na Dąbrowskiego albo wysokość emerytury w milionach.

EDIT Zapomniałam o tej śmiesznej scenie, kiedy Grzegorz stoi nad karpiem miotającym się w przedśmiertnych drgawkach i bezrefleksyjnie stwierdzającym, że chyba ryba umiera i można by ją dobić.

#145

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 4, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 5 komentarzy - Skomentuj


Małgorzata Musierowicz - Noelka

Byłam przekonana, że do pewnego momentu czytałam Jeżycjadę na bieżąco, ale brak notek pokazuje, że chyba nie albo się tego wstydziłam (ja? wstydzić się nawet najgorszych lektur? phleeze). I teraz tak się zastanawiam, czy nadrobić całość, co pewnie samo w sobie dużo czasu nie zajmie, ale czas pisania o książkach to już piechotą nie chodzi.

Noelkę swego czasu uwielbiałam, czytałam ją ładne kilka razy, zachwycona wigilijną podróżą bohaterki po jeżyckich mieszkaniach, siorbiąca razem z nią na potencjalnie niesłownego chłopaka, co miał przyjść, a nie przyszedł (licealne story of my life). Tak bardzo mnie ujął opis wigilii pod Kaponierą i kamienicy na Roosevelta 5, że zaczęłam rozważać studia z Poznaniu, efekt znacie. Ale do brzegu. Elka Stryba, mająca na wyłączność dziadka, stryjecznego dziadka i dzieląca ojca tylko z jego pracą, wpada w furię, kiedy dowiaduje się, że dziadek spuścił na drzewo chłopaka, egzotycznego Baltonę, na którego czekała, stryj zaprosił na wigilię handlarę spod Kaponiery (swoją dawną miłość, malarkę sprzedającą obrazy), a ojciec planuje spędzić wigilię z jakąś obcą babą. Szukając Baltony, trafia najpierw do domu Borejków, gdzie na wejściu zostaje zaliczona do rodziny, a potem do Kowalików, skąd z Tomciem Kowalikiem w stroju Gwiazdora wyrusza - jako Aniołek - na świąteczną fuchę rozdawania prezentów. Jak to w opowieści wigilijnej, wszyscy się ze wszystkimi godzą, magia świąt, a na końcu pocałunek.

Tyle że w tej na pozór uroczej opowiastce autorka zawarła tyle krinżu, uprzedzeń i cudownych zbiegów okoliczności, że więcej chyba nie można. Wypukłe czoło zdradza inteligencję, małe oczka chytrość. Ludzie bogaci są prymitywni, biedni są wielcy duchem. Dla zawiązania intrygi kobiety u Strybów giną tuż po urodzeniu dziecka - najpierw żona dziadka Metodego, przez co Grzegorz nie zaznał kobiecej ręki, potem matka Elki, której owdowiały ojciec nie potrafił okazać miłości. Grzegorz przez *rok* umawiał się z - spoiler alert - Gabrysią i mimo jej wielkiej miłości do całej rodziny, nigdy w rozmowie nie wyszło, jacy są, więc na wigilię idzie przekonany, że to straszne snoby. Cała historia wizyty u Dominikanów, w ostoi miłości i prawości, gdzie azyl znajdą wszyscy, zakończona zgarnięciem żebraczek z Rumunii (nazywanych zamiennie Cygankami), jest słodka do momentu, kiedy dziewczynki są w obcym domu rozebrane i wykąpane, mimo że nikt nie jest się z nimi w stanie porozumieć. Wolna duchem Aniela Kowalik skarży się, że Bernard jest bezrobotny i *tylko* zajmuje się dziećmi, zaś doktor Kowalik traktuje zamążpójście Idy jako koniec jej kariery. Na każdym kroku odbywa się okrutny fat-shaming, jako że dystynktywną cechą Pulpecji jest żarłoczność, podobnie Elka - poza loczkami i orzechowymi oczami - jest, po wielokroć podkreślane, obfita. Najlepsza babcia, Mila Borejko, ostoja tolerancji, nie lubi swojej “dziwnej” wnuczki, bezosobowego Tygryska, który mógłby mieć jakąś dziewczęcą ksywkę. Mnie osobiście boli rozciagnięcie topografii, gdzie Tomcio z Elką wychodzą z Noskowskiego 2, wsiadają w tramwaj pełen wesołej gwiazdkowej ekipy, jadący w kierunku Ogrodów, jadą, jadą, jadą, śmiechom i facecjom nie ma końca, wreszcie wysiadają pod Teatrem Nowym. Dla tych nie z Poznania - miejsca te dzieli 400 metrów, jeden przystanek tramwajowy. Nie mam siły się już pastwić nad czasem, gdzie przez chyba 4 godziny Tomcio i Elka odwiedzają jakieś 10 domów, rozsypanych po całej dzielnicy, w każdym jedząc pierogi i makowce, śpiewając i rozdając prezenty. Tym wszystkim, którzy chcą dać swoim dzieciom trochę sielskiej, poznańskiej opowieści, radzę dodanie didaskaliów w wielu miejscach, nie tylko w tych, które się zdezaktualizowały historycznie jak Delikatesy “To Tu” na Dąbrowskiego albo wysokość emerytury w milionach.

EDIT Zapomniałam o tej śmiesznej scenie, kiedy Grzegorz stoi nad karpiem miotającym się w przedśmiertnych drgawkach i bezrefleksyjnie stwierdzającym, że chyba ryba umiera i można by ją dobić.

#145

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 4, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 5 komentarzy - Skomentuj


Aleksandra Marinina - Życie po życiu

Nastia Kamieńska przeszła na emeryturę (stąd tytuł), a że się nudziła, to zatrudniła się w prywatnej agencji Stasowa jako detektyw. Stasow wysyła ją na prowincję, do (fikcyjnego) Tomilina, gdzie ma - na prośbę znajomego Stasowa, oligarchy-społecznika Biegorskiego - ma ponownie przeprowadzić śledztwo w sprawie dwóch morderstw starszych kobiet, zamordowanych w podobny, nietypowy sposób. Nastia się oczywiście najeża, bo jako prywatny detektyw będzie odrzucona przez lokalną milicję, ale oligarcha i na nich wywiera wpływ; odrzuca natomiast polecenie oligarchy w kwestii spakowania rzeczy oraz - potem - jego rady w kwestiach żywieniowych[1]. W ogóle osoba Nastii budzi chyba odruchy opiekuńcze - narzeczona oligarchy, Tamara, namawia ją na korzystniejsze strzyżenie oraz odzież, w której nie wygląda jak abnegatka. Po wielu unikach Kamieńska się zgadza, a jej nowym wyglądem zachwyca się Cziestiakow. W ogóle to czas przemian - Nastia odkrywa, że istnieje życie poza pracą, świat jest piękny, a ona sama ma wtem smykałkę do fotografowania.

Wracając do śledztwa, na miejscu okazuje się, że obie panie były członkiniami klubu dla emerytów, mieszczącym się w pałacu, należącym do Biegorskiego. Ich morderstwa zostały rozdmuchane przez prasę jako zbrodnie szaleńca, ostatniego potomka dawnych właścicieli posiadłości, przez co miejsce traci na popularności. Dodatkowo, w pałacu dzieją się dziwne rzeczy, związane z legendami o dawnych właścicielach - pęka lustro w zamkniętym pokoju, ktoś niszczy szytą przez Tamarę suknię albo rozsypuje włosy z jej salonu fryzjerskiego. Kamieńska, udająca na prośbę oligarchy socjolożkę, głośno wyjaśnia swoje teorie psu, którym zaczyna się opiekować w trakcie pobytu w Tomilinie. Po wykluczeniu kolejnych hipotez wyjaśnia wszystko - psoty mające związek z legendami i dwa morderstwa - xgóer bpmljvśpvr avr fą mr fboą mjvąmnar: cvrejfmn m cnń tvavr, ob bfmhfgxn, xgóen h avrw mnzvrfmxnłn, zvnłn puencxę an wrw zvrfmxnavr; qehtn mbfgnwr mnovgn, ob fjbwą bfboą hgehqavn nqbcpwę fvrebgl, n fcenję gehqab olłb jlxelć m cbjbqh bfbol zbeqrepl - grtb flzcnglpmavrwfmrtb m ybxnyalpu zvyvpwnagój.

Drobiazgi: jako hasło do poczty obie denatki zgodnie ustawiają swoje nazwisko panieńskie, zaś według lokalnej burdelmamy, “prostytucja jest rękojmią stabilności rodziny. Mężczyzna nie potrzebuje zobowiązań, lecz seksu. Jeśli dostanie go bez zobowiązań, chętnie wykorzysta okazję, a później wróci do rodziny”.

[1] Oczywiście, świat post-radziecki ocieka seksizmem, Kamieńska jest traktowana jako dopust (“kura nie ptak, a baba nie człowiek”, “szczerze mówiąc, nigdy nie wierzyłem w siłę kobiecego umysłu” itd.), a każdą samodzielną osobę zmroziłby nakaz spakowania się według listy przygotowanej przez mężczyznę czy sarkałaby na narzucony jadłospis, ale. Nastia jest osobą absolutnie niezaradną, zabrane przez nią ubrania - drogie dzwony, cienka kurtka, eleganckie botki - nie nadają się na zimę na prowincji, przemarza błyskawicznie. Nie odżywia się też racjonalnie, co przypłaca bezsennością, złym samopoczuciem, zgagą, co się nie dzieje, kiedy stosuje się do wskazówek Biegorskiego. I tak jak w kwestii ubrań wraca z podkulonym ogonem i każe się zaopatrzyć w to, co niezbędne, tak dalej żyje na słodyczach i głęboko smażonym o każdej porze.

Inne tej autorki tu.

#144

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 1, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 3 komentarze - Skomentuj


Aleksandra Marinina - Życie po życiu

Nastia Kamieńska przeszła na emeryturę (stąd tytuł), a że się nudziła, to zatrudniła się w prywatnej agencji Stasowa jako detektyw. Stasow wysyła ją na prowincję, do (fikcyjnego) Tomilina, gdzie ma - na prośbę znajomego Stasowa, oligarchy-społecznika Biegorskiego - ma ponownie przeprowadzić śledztwo w sprawie dwóch morderstw starszych kobiet, zamordowanych w podobny, nietypowy sposób. Nastia się oczywiście najeża, bo jako prywatny detektyw będzie odrzucona przez lokalną milicję, ale oligarcha i na nich wywiera wpływ; odrzuca natomiast polecenie oligarchy w kwestii spakowania rzeczy oraz - potem - jego rady w kwestiach żywieniowych[1]. W ogóle osoba Nastii budzi chyba odruchy opiekuńcze - narzeczona oligarchy, Tamara, namawia ją na korzystniejsze strzyżenie oraz odzież, w której nie wygląda jak abnegatka. Po wielu unikach Kamieńska się zgadza, a jej nowym wyglądem zachwyca się Cziestiakow. W ogóle to czas przemian - Nastia odkrywa, że istnieje życie poza pracą, świat jest piękny, a ona sama ma wtem smykałkę do fotografowania.

Wracając do śledztwa, na miejscu okazuje się, że obie panie były członkiniami klubu dla emerytów, mieszczącym się w pałacu, należącym do Biegorskiego. Ich morderstwa zostały rozdmuchane przez prasę jako zbrodnie szaleńca, ostatniego potomka dawnych właścicieli posiadłości, przez co miejsce traci na popularności. Dodatkowo, w pałacu dzieją się dziwne rzeczy, związane z legendami o dawnych właścicielach - pęka lustro w zamkniętym pokoju, ktoś niszczy szytą przez Tamarę suknię albo rozsypuje włosy z jej salonu fryzjerskiego. Kamieńska, udająca na prośbę oligarchy socjolożkę, głośno wyjaśnia swoje teorie psu, którym zaczyna się opiekować w trakcie pobytu w Tomilinie. Po wykluczeniu kolejnych hipotez wyjaśnia wszystko - psoty mające związek z legendami i dwa morderstwa - xgóer bpmljvśpvr avr fą mr fboą mjvąmnar: cvrejfmn m cnń tvavr, ob bfmhfgxn, xgóen h avrw mnzvrfmxnłn, zvnłn puencxę an wrw zvrfmxnavr; qehtn mbfgnwr mnovgn, ob fjbwą bfboą hgehqavn nqbcpwę fvrebgl, n fcenję gehqab olłb jlxelć m cbjbqh bfbol zbeqrepl - grtb flzcnglpmavrwfmrtb m ybxnyalpu zvyvpwnagój.

Drobiazgi: jako hasło do poczty obie denatki zgodnie ustawiają swoje nazwisko panieńskie, zaś według lokalnej burdelmamy, “prostytucja jest rękojmią stabilności rodziny. Mężczyzna nie potrzebuje zobowiązań, lecz seksu. Jeśli dostanie go bez zobowiązań, chętnie wykorzysta okazję, a później wróci do rodziny”.

[1] Oczywiście, świat post-radziecki ocieka seksizmem, Kamieńska jest traktowana jako dopust (“kura nie ptak, a baba nie człowiek”, “szczerze mówiąc, nigdy nie wierzyłem w siłę kobiecego umysłu” itd.), a każdą samodzielną osobę zmroziłby nakaz spakowania się według listy przygotowanej przez mężczyznę czy sarkałaby na narzucony jadłospis, ale. Nastia jest osobą absolutnie niezaradną, zabrane przez nią ubrania - drogie dzwony, cienka kurtka, eleganckie botki - nie nadają się na zimę na prowincji, przemarza błyskawicznie. Nie odżywia się też racjonalnie, co przypłaca bezsennością, złym samopoczuciem, zgagą, co się nie dzieje, kiedy stosuje się do wskazówek Biegorskiego. I tak jak w kwestii ubrań wraca z podkulonym ogonem i każe się zaopatrzyć w to, co niezbędne, tak dalej żyje na słodyczach i głęboko smażonym o każdej porze.

Inne tej autorki tu.

#144

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 1, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 3 komentarze - Skomentuj


Matt Ruff - Lovecraft County

Jak już pewnie zauważyliście, lubię porównywać ekranizację z książką, jeśli jest tylko taka możliwość. Tu zaczęłam od serialu, przez co automatycznie to dla mnie jest punkt odniesienia (w tym dla nazwisk), chociaż oczywiście nie oznacza to, że serial zawsze jest lepszy.

Atticus Freeman, weteran wojny w Korei, wraca do rodzinnego miasta tylko po to, żeby udać się na poszukiwanie ojca, który - szukając przodków matki - zniknął jakiś czas wcześniej, a teraz wysyła dziwny list ze wskazówkami. Wraz z wujem Georgem, autorem przewodników dla Czarnych oraz przyjaciółką z dzieciństwa, przedsiębiorczą Letitią, trafiają do mrocznej posiadłości Arkham, siedziby mrocznego kultu Adamitów pod przewodnictwem Samuela Braithwaite’a. Atticus, ku swojemu zdziwieniu, okazuje się być potomkiem białego jak śnieg przywódcy, którego przodek był zaskakująco dobry dla swojej czarnej służby; niestety zamiast majątku jego dziedzictwem ma być ofiarowanie w magicznej ceremonii. To początek mrocznych przygód wesołej ekipy, która napotyka na pomykające po lesie potwory, nawiedzony dom z morderczą windą, klątwę, maszynę do przemieszczania się między światami, podmianę ciał czy wreszcie zdrowy, amerykański rasizm. Bo serial - mimo dramatycznych wydarzeń, hektolitrów krwi, brutalnych powidoków masakry w Tulsie oraz niezgodnych z książką śmierci - jest przede wszystkim zabawny i wykorzystuje twórczo popkulturę (wprowadzając chociażby wątki jak z Indiany Jonesa). Nie wiem jednak, czy pozostawienie tonu zgodnie z książką, mniej brutalnego, gdzie poza jednym adwersarzem nie ginie nikt (a w serialu cztery ważne dla fabuły osoby), nie poprawiłoby ekranizacji.

Książka Ruffa jest, niestety, dość płaska w zestawieniu z rozbuchaną fabułą serialu. Przeprowadza przez wydarzenia trochę na zasadzie gry fabularnej, obracając się wokół osoby Atticusa, z rzadka pozwalając na przygody Ruby, siostrze Letitii czy ciotce Hyppolycie, a te wątki w serialu są arcyciekawe. Przemyka się dygresyjnie przez wojnę w Korei, która - wraz z poznaną przez Atticusa Ji-Ah - odgrywa znaczącą rolę w ukształtowaniu postaci bohatera i w finale historii. Znacznie urozmaica też zróżnicowanie płciowe przez zmianę płci syna Braithwaite’a, Caleba, który staje się Christine (co pozwala na swobodniejszą zabawę konwencją przy podmianie ciał przez Ruby) oraz zastąpienie epizodycznego w powieści Horacego, syna George’a i Hyppolyty, przez córkę Dee z nieco szerszą rolą. Twórcy serialu ładnie wychodzą z tych nieścisłości, wprowadzając jako artefakt książkę napisaną przez syna Atticusa, w której zamiast Dee jest Horacy.

TL;DR - bohaterowie są czarni, a biali są źli. Mnie się podobało.

Inne tego autora tutaj.

#143

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 25, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 4 komentarze - Skomentuj


Matt Ruff - Lovecraft County

Jak już pewnie zauważyliście, lubię porównywać ekranizację z książką, jeśli jest tylko taka możliwość. Tu zaczęłam od serialu, przez co automatycznie to dla mnie jest punkt odniesienia (w tym dla nazwisk), chociaż oczywiście nie oznacza to, że serial zawsze jest lepszy.

Atticus Freeman, weteran wojny w Korei, wraca do rodzinnego miasta tylko po to, żeby udać się na poszukiwanie ojca, który - szukając przodków matki - zniknął jakiś czas wcześniej, a teraz wysyła dziwny list ze wskazówkami. Wraz z wujem Georgem, autorem przewodników dla Czarnych oraz przyjaciółką z dzieciństwa, przedsiębiorczą Letitią, trafiają do mrocznej posiadłości Arkham, siedziby mrocznego kultu Adamitów pod przewodnictwem Samuela Braithwaite’a. Atticus, ku swojemu zdziwieniu, okazuje się być potomkiem białego jak śnieg przywódcy, którego przodek był zaskakująco dobry dla swojej czarnej służby; niestety zamiast majątku jego dziedzictwem ma być ofiarowanie w magicznej ceremonii. To początek mrocznych przygód wesołej ekipy, która napotyka na pomykające po lesie potwory, nawiedzony dom z morderczą windą, klątwę, maszynę do przemieszczania się między światami, podmianę ciał czy wreszcie zdrowy, amerykański rasizm. Bo serial - mimo dramatycznych wydarzeń, hektolitrów krwi, brutalnych powidoków masakry w Tulsie oraz niezgodnych z książką śmierci - jest przede wszystkim zabawny i wykorzystuje twórczo popkulturę (wprowadzając chociażby wątki jak z Indiany Jonesa). Nie wiem jednak, czy pozostawienie tonu zgodnie z książką, mniej brutalnego, gdzie poza jednym adwersarzem nie ginie nikt (a w serialu cztery ważne dla fabuły osoby), nie poprawiłoby ekranizacji.

Książka Ruffa jest, niestety, dość płaska w zestawieniu z rozbuchaną fabułą serialu. Przeprowadza przez wydarzenia trochę na zasadzie gry fabularnej, obracając się wokół osoby Atticusa, z rzadka pozwalając na przygody Ruby, siostrze Letitii czy ciotce Hyppolycie, a te wątki w serialu są arcyciekawe. Przemyka się dygresyjnie przez wojnę w Korei, która - wraz z poznaną przez Atticusa Ji-Ah - odgrywa znaczącą rolę w ukształtowaniu postaci bohatera i w finale historii. Znacznie urozmaica też zróżnicowanie płciowe przez zmianę płci syna Braithwaite’a, Caleba, który staje się Christine (co pozwala na swobodniejszą zabawę konwencją przy podmianie ciał przez Ruby) oraz zastąpienie epizodycznego w powieści Horacego, syna George’a i Hyppolyty, przez córkę Dee z nieco szerszą rolą. Twórcy serialu ładnie wychodzą z tych nieścisłości, wprowadzając jako artefakt książkę napisaną przez syna Atticusa, w której zamiast Dee jest Horacy.

TL;DR - bohaterowie są czarni, a biali są źli. Mnie się podobało.

Inne tego autora tutaj.

#143

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 25, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 4 komentarze - Skomentuj


Shirley Jackson - Zawsze mieszkałyśmy w zamku

W rodzinnej posiadłości przy małym miasteczku mieszkają Blackwoodowie: dwie siostry - starsza Constance i młodsza Mary Kate, zwana Merricat - oraz starszy i schorowany wuj Julian. Nad rodziną cieniem kładzie się tragedia sprzed sześciu lat, kiedy to reszta rodziny - rodzice, młodszy brat dziewcząt i żona wuja - zginęli otruci arszenikiem, który ktoś podał w eleganckiej cukiernicy do zebranych przez Merricat jagód. Constance, która wtedy przygotowywała posiłek, została aresztowana i spędziła jakiś czas w areszcie, zanim wypuszczono ją z braku dowodów. Teraz jedyną osobą, która opuszcza posiadłość w celu zrobienia sprawunków czy wypożyczenia książek z biblioteki, jest Merricat; każde wyjście okupione jednak jest traumą, bo jej rodzina ogniskuje nienawiść wszystkich w miasteczku. Merricat chroni też rodzinę szeregiem zaklęć i magicznych przedmiotów, którymi uszczelnia ogrodzenie, dzięki czemu - mimo okazjonalnych wizyt tzw. Dobrych Pań, które chcą przywrócić dorosłą już Constance społeczeństwu - Blackwoodowie nie są narażeni na prześladowanie przez mieszkańców okolicy. Stabilność burzy przybycie kuzyna Charlesa, który zamierza wprowadzić swoje porządki w posiadłości, a Constance wydaje się być skłonna na to przystać.

Jaka to pyszna opowieść o tajemnicy sprzed lat, ludzkiej niechęci dla innych i - co chyba najbardziej wartościowe - to jedna z pierwszych książek, w której narratorką jest osoba niekoniecznie zdrowa psychicznie. Sama intryga - kto przed laty uśmiercił większość rodziny Blackwoodów oraz czego chce kuzyn Charles - jest dość oczywista, nie jest jednak oczywiste zachowanie mieszkańców miasteczka, zwłaszcza po pożarze w posiadłości. I wreszcie sama posiadłość, pełna wspomnień i pamiątek, z tajemniczymi zakątkami, o których wie tylko Merricat; to równoprawna bohaterka historii.

Inne tej autorki tutaj.

#142

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 22, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 2 komentarze - Skomentuj


Shirley Jackson - Zawsze mieszkałyśmy w zamku

W rodzinnej posiadłości przy małym miasteczku mieszkają Blackwoodowie: dwie siostry - starsza Constance i młodsza Mary Kate, zwana Merricat - oraz starszy i schorowany wuj Julian. Nad rodziną cieniem kładzie się tragedia sprzed sześciu lat, kiedy to reszta rodziny - rodzice, młodszy brat dziewcząt i żona wuja - zginęli otruci arszenikiem, który ktoś podał w eleganckiej cukiernicy do zebranych przez Merricat jagód. Constance, która wtedy przygotowywała posiłek, została aresztowana i spędziła jakiś czas w areszcie, zanim wypuszczono ją z braku dowodów. Teraz jedyną osobą, która opuszcza posiadłość w celu zrobienia sprawunków czy wypożyczenia książek z biblioteki, jest Merricat; każde wyjście okupione jednak jest traumą, bo jej rodzina ogniskuje nienawiść wszystkich w miasteczku. Merricat chroni też rodzinę szeregiem zaklęć i magicznych przedmiotów, którymi uszczelnia ogrodzenie, dzięki czemu - mimo okazjonalnych wizyt tzw. Dobrych Pań, które chcą przywrócić dorosłą już Constance społeczeństwu - Blackwoodowie nie są narażeni na prześladowanie przez mieszkańców okolicy. Stabilność burzy przybycie kuzyna Charlesa, który zamierza wprowadzić swoje porządki w posiadłości, a Constance wydaje się być skłonna na to przystać.

Jaka to pyszna opowieść o tajemnicy sprzed lat, ludzkiej niechęci dla innych i - co chyba najbardziej wartościowe - to jedna z pierwszych książek, w której narratorką jest osoba niekoniecznie zdrowa psychicznie. Sama intryga - kto przed laty uśmiercił większość rodziny Blackwoodów oraz czego chce kuzyn Charles - jest dość oczywista, nie jest jednak oczywiste zachowanie mieszkańców miasteczka, zwłaszcza po pożarze w posiadłości. I wreszcie sama posiadłość, pełna wspomnień i pamiątek, z tajemniczymi zakątkami, o których wie tylko Merricat; to równoprawna bohaterka historii.

Inne tej autorki tutaj.

#142

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 22, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 2 komentarze - Skomentuj


Barack Obama - Odziedziczone marzenia. Spadek po moim ojcu

Autobiografia byłego prezydenta USA, napisana w połowie lat 90., jeszcze zanim został znanym politykiem; nie jest przez to mniej ciekawa, chociaż oczywiście interesująca byłaby druga część, stworzona już przez człowieka doświadczonego. Nie jestem fanką biografii, nie będę więc streszczać życia Obamy. To, co mnie uderzyło, to życie "pomiędzy", które zdefiniowało jego poglądy. Syn Kenijczyka i Amerykanki, urodzony na Hawajach, dorastający w Indonezji, nigdy nie czuł się w pełni czarny, ale ewidentnie też nie był biały. To pozwalało mu na bogatą obserwację rasizmu i przemocy wobec osób kolorowych i efektów takiej polityki - utrudnień w edukacji, nieufności wobec władz, ubóstwa czy wreszcie niereperowalnego podziału na Czarnych i Białych. Na epizody aktywizmu i prób polepszenia socjalnego sytuacji Czarnych środowisk w Chicago, autor nakłada swoje poszukiwania śladów ojca, które prowadzą go do Kenii.

#141/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 17, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 0 komentarzy - Skomentuj


Barack Obama - Odziedziczone marzenia. Spadek po moim ojcu

Autobiografia byłego prezydenta USA, napisana w połowie lat 90., jeszcze zanim został znanym politykiem; nie jest przez to mniej ciekawa, chociaż oczywiście interesująca byłaby druga część, stworzona już przez człowieka doświadczonego. Nie jestem fanką biografii, nie będę więc streszczać życia Obamy. To, co mnie uderzyło, to życie "pomiędzy", które zdefiniowało jego poglądy. Syn Kenijczyka i Amerykanki, urodzony na Hawajach, dorastający w Indonezji, nigdy nie czuł się w pełni czarny, ale ewidentnie też nie był biały. To pozwalało mu na bogatą obserwację rasizmu i przemocy wobec osób kolorowych i efektów takiej polityki - utrudnień w edukacji, nieufności wobec władz, ubóstwa czy wreszcie niereperowalnego podziału na Czarnych i Białych. Na epizody aktywizmu i prób polepszenia socjalnego sytuacji Czarnych środowisk w Chicago, autor nakłada swoje poszukiwania śladów ojca, które prowadzą go do Kenii.

#141/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 17, 2020

Link bezpośredni - Tag: 2020 - 0 komentarzy - Skomentuj