Tag:
komiks
James uważa, że jest psychopatą, bo nie czuje nic (skoro nawet nie czuł nic, kiedy włożył rękę we wrzący olej). Zabijał już zwierzęta, teraz chciałby zobaczyć, jak to jest zabić człowieka i czy wtedy coś poczuje. Na ofiarę wybiera Alyssę, która nie wiadomo czemu wydaje się być nim zainteresowana. Uciekają z domu, on od niewydolnego wychowawczo ojca (od lat w nieprzepracowanej żałobie, chociaż wkładającego wysiłek w kontakt z synem), ona od matki, która wyszła za palanta i córka jest nisko na jej liście priorytetów. W skradzionym samochodzie planują odwiedzić ojca Alyssy, ale najpierw zniszczenie samochodu, a potem włamanie i nocleg w przypadkowym domu psują ich plany. To, co się dzieje w serialu, jest mniej istotne od przemiany obojga (w drugim sezonie też trzeciej bohaterki) bohaterów. Skrzywdzeni nieszczęśliwym dzieciństwem, zirytowani wszechobecną obłudą, narażeni na groźny świat, na który nikt ich nie przygotował, uciekają, żeby ułożyć sobie świat na własnych warunkach. Można oczywiście kłócić się, czy wybierają do tego najlepszą metodę, ale w końcu kto miał im pokazać, na czym to wszystko polega?
Serial jest bardziej komediowy (chociaż to komedia w stylu braci Coen) niż komiks Charlesa Forsmana, ponury i rysowany prostą, żeby nie powiedzieć prymitywną, kreską. Owszem, początkowo oglądałam z poczucie #wtf, dopiero z czasem nauczyłam się lubić bohaterów. Wyjątkowo uważam też, że ekranizacja udała się doskonale, wprowadzając sprawnie ogrom dodatkowych wątków - chociażby niekomunikatywne policjantki, szerzej pokazując ojca Alyssy, czy - mimo sporego narzekania - drugi sezon wraz z postacią Bonnie, wychowanej przez ultrareligijną matkę.
#8
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 20, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 0 komentarzy
- Skomentuj
James uważa, że jest psychopatą, bo nie czuje nic (skoro nawet nie czuł nic, kiedy włożył rękę we wrzący olej). Zabijał już zwierzęta, teraz chciałby zobaczyć, jak to jest zabić człowieka i czy wtedy coś poczuje. Na ofiarę wybiera Alyssę, która nie wiadomo czemu wydaje się być nim zainteresowana. Uciekają z domu, on od niewydolnego wychowawczo ojca (od lat w nieprzepracowanej żałobie, chociaż wkładającego wysiłek w kontakt z synem), ona od matki, która wyszła za palanta i córka jest nisko na jej liście priorytetów. W skradzionym samochodzie planują odwiedzić ojca Alyssy, ale najpierw zniszczenie samochodu, a potem włamanie i nocleg w przypadkowym domu psują ich plany. To, co się dzieje w serialu, jest mniej istotne od przemiany obojga (w drugim sezonie też trzeciej bohaterki) bohaterów. Skrzywdzeni nieszczęśliwym dzieciństwem, zirytowani wszechobecną obłudą, narażeni na groźny świat, na który nikt ich nie przygotował, uciekają, żeby ułożyć sobie świat na własnych warunkach. Można oczywiście kłócić się, czy wybierają do tego najlepszą metodę, ale w końcu kto miał im pokazać, na czym to wszystko polega?
Serial jest bardziej komediowy (chociaż to komedia w stylu braci Coen) niż komiks Charlesa Forsmana, ponury i rysowany prostą, żeby nie powiedzieć prymitywną, kreską. Owszem, początkowo oglądałam z poczucie #wtf, dopiero z czasem nauczyłam się lubić bohaterów. Wyjątkowo uważam też, że ekranizacja udała się doskonale, wprowadzając sprawnie ogrom dodatkowych wątków - chociażby niekomunikatywne policjantki, szerzej pokazując ojca Alyssy, czy - mimo sporego narzekania - drugi sezon wraz z postacią Bonnie, wychowanej przez ultrareligijną matkę.
#8
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 20, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jest taki moment w życiu dorosłego człowieka, kiedy odkrywa, że jego rodzice nie będą żyli wiecznie. Ba, nagle okazuje się, że tego czasu jest mało, a rodzice ze sprawnych i zdolnych do opiekowania się sobą nagle stali się zależni i coraz bardziej chorzy. Takiego odkrycia dokonała autorka, kiedy po 10 latach skupienia na mężu, dzieciach i pracy, dotarło do niej, że jej rodzice wymagają wsparcia. „Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym” to powieść graficzna o starości, zniedołężnieniu i powolnym procesie umierania obojga rodziców. Jej matka - zawsze silna i apodyktyczna - zaczęła mieć problemy z utrzymaniem równowagi i jelitami, ojciec zaczął obsuwać się w demencję. Mimo ironicznego sposobu narracji, jest to mocna i trudna opowieść o nowej roli w życiu, na którą nikt autorki - jedynaczki - nie przygotował. Roz musi odpowiedzieć sobie na szereg pytań: jak długo rodzice mogą zostać w dotychczasowym mieszkaniu sami, bez wsparcia? Jak namówić ich na dom spokojnej starości? Co zrobić z rzeczami nagromadzonymi przez 50 lat ich życia? Ile razy tłumaczyć ojcu, że nikt nie ukradnie mu książeczek oszczędnościowych, a szczególnie sąsiadka z niemieckim akcentem? Wreszcie, na ile miesięcy i lat starczy pieniędzy, żeby rodzice mogli odejść w spokoju? Oraz kiedy zacząć o tym rozmawiać, skoro żadna pora nie jest dobra?
#87
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 13, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jest taki moment w życiu dorosłego człowieka, kiedy odkrywa, że jego rodzice nie będą żyli wiecznie. Ba, nagle okazuje się, że tego czasu jest mało, a rodzice ze sprawnych i zdolnych do opiekowania się sobą nagle stali się zależni i coraz bardziej chorzy. Takiego odkrycia dokonała autorka, kiedy po 10 latach skupienia na mężu, dzieciach i pracy, dotarło do niej, że jej rodzice wymagają wsparcia. „Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym” to powieść graficzna o starości, zniedołężnieniu i powolnym procesie umierania obojga rodziców. Jej matka - zawsze silna i apodyktyczna - zaczęła mieć problemy z utrzymaniem równowagi i jelitami, ojciec zaczął obsuwać się w demencję. Mimo ironicznego sposobu narracji, jest to mocna i trudna opowieść o nowej roli w życiu, na którą nikt autorki - jedynaczki - nie przygotował. Roz musi odpowiedzieć sobie na szereg pytań: jak długo rodzice mogą zostać w dotychczasowym mieszkaniu sami, bez wsparcia? Jak namówić ich na dom spokojnej starości? Co zrobić z rzeczami nagromadzonymi przez 50 lat ich życia? Ile razy tłumaczyć ojcu, że nikt nie ukradnie mu książeczek oszczędnościowych, a szczególnie sąsiadka z niemieckim akcentem? Wreszcie, na ile miesięcy i lat starczy pieniędzy, żeby rodzice mogli odejść w spokoju? Oraz kiedy zacząć o tym rozmawiać, skoro żadna pora nie jest dobra?
#87
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 13, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Alison dorasta w małym miasteczku, Beech Creek. Mieszka w domu-muzeum, pracowicie i nieustająco przerabianym przez jej ojca, nauczyciela angielskiego i właściciela tytułowego[1] domu pogrzebowego. Jej matka jest aktorką, zwykle oddychającą pełną piersią tylko pod nieobecność męża, z którym - jak ma wrażenie Alison - niewiele ją łączy. Alison dużo czyta, dzieląc tę pasję z ojcem, który raczej zachowuje się tu jak mentor, a nie rodzic. Obserwuje swoje dojrzewanie i odkrywa orientację seksualną, dygresyjnie opowiadając różne epizody ze swojego domu rodzinnego, czasem dopiero sporo później odkrywając ich dwuznaczność. Głównym wątkiem jest skomplikowana relacja z ojcem, który - jak się okazuje - był homoseksualistą i to w znacznej mierze rzutowało na życie całej rodziny, choć nikt nie zdawał sobie wtedy z tego sprawy. Wszystkie obserwacje autorki obudowane jest odniesieniami do literatury światowej.
To nie jest łatwa i pogodna opowieść - ojciec Alison ginie w wypadku, choć rodzina podejrzewa samobójstwo. Tragikomiczne epizody pokazują rodzinę o mocno zaburzonych stosunkach: ojca z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (które dziedziczy po nim córka), odległą uczuciowo matkę, która na coming out (listowny!) córki robi jej wyrzuty i planuje rozwód z ojcem. Mimo wszystko, komiks zawiera dużą dozę ironicznego humoru, czy to są rozważania o rolach płciowych[2], rośnięciu piersi czy znalezieniu węża na biwaku.
[1] W angielskim gra słów, fun - skrót od "funeral" (pogrzeb), oznacza też "zabawę". Powiedzmy.
[2] Tak, tym strasznym genderze, przed którym drży pół Polski.
Inne tej autorki:
#52
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 23, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Alison dorasta w małym miasteczku, Beech Creek. Mieszka w domu-muzeum, pracowicie i nieustająco przerabianym przez jej ojca, nauczyciela angielskiego i właściciela tytułowego[1] domu pogrzebowego. Jej matka jest aktorką, zwykle oddychającą pełną piersią tylko pod nieobecność męża, z którym - jak ma wrażenie Alison - niewiele ją łączy. Alison dużo czyta, dzieląc tę pasję z ojcem, który raczej zachowuje się tu jak mentor, a nie rodzic. Obserwuje swoje dojrzewanie i odkrywa orientację seksualną, dygresyjnie opowiadając różne epizody ze swojego domu rodzinnego, czasem dopiero sporo później odkrywając ich dwuznaczność. Głównym wątkiem jest skomplikowana relacja z ojcem, który - jak się okazuje - był homoseksualistą i to w znacznej mierze rzutowało na życie całej rodziny, choć nikt nie zdawał sobie wtedy z tego sprawy. Wszystkie obserwacje autorki obudowane jest odniesieniami do literatury światowej.
To nie jest łatwa i pogodna opowieść - ojciec Alison ginie w wypadku, choć rodzina podejrzewa samobójstwo. Tragikomiczne epizody pokazują rodzinę o mocno zaburzonych stosunkach: ojca z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (które dziedziczy po nim córka), odległą uczuciowo matkę, która na coming out (listowny!) córki robi jej wyrzuty i planuje rozwód z ojcem. Mimo wszystko, komiks zawiera dużą dozę ironicznego humoru, czy to są rozważania o rolach płciowych[2], rośnięciu piersi czy znalezieniu węża na biwaku.
[1] W angielskim gra słów, fun - skrót od "funeral" (pogrzeb), oznacza też "zabawę". Powiedzmy.
[2] Tak, tym strasznym genderze, przed którym drży pół Polski.
Inne tej autorki:
#52
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 23, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Niby są to historie o ludziach, ale właściwym bohaterem komiksu jest miasto. Ulice, dźwięki, zapachy, architektura, pogoda, parki, budynki. Komiks składa się częściowo z historyjek na jedną stronę, częściowo z trochę dłuższych opowieści o mieszkańcach Nowego Jorku - dzielnic biednych, bogatszych i takich zupełnie nijakich; ludzi, którzy zbiegiem okoliczności wylądowali na ulicy, mimo że nic tego nie zapowiadało. A dookoła miasto - naszkicowane sepiowo-brązową kreską, niby niewidoczne a pierwszoplanowe. Dużo czasu zajęło mi przejście przez komiks, mimo że treści w nim niespecjalnie dużo, ale warto patrzeć na kolejne alejki, napisy na murach, kota przy śmietniku czy detale budynków.
Ładne wydanie, twarda oprawa, dla fanów - wstęp Neila Gaimana.
#29
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 12, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Niby są to historie o ludziach, ale właściwym bohaterem komiksu jest miasto. Ulice, dźwięki, zapachy, architektura, pogoda, parki, budynki. Komiks składa się częściowo z historyjek na jedną stronę, częściowo z trochę dłuższych opowieści o mieszkańcach Nowego Jorku - dzielnic biednych, bogatszych i takich zupełnie nijakich; ludzi, którzy zbiegiem okoliczności wylądowali na ulicy, mimo że nic tego nie zapowiadało. A dookoła miasto - naszkicowane sepiowo-brązową kreską, niby niewidoczne a pierwszoplanowe. Dużo czasu zajęło mi przejście przez komiks, mimo że treści w nim niespecjalnie dużo, ale warto patrzeć na kolejne alejki, napisy na murach, kota przy śmietniku czy detale budynków.
Ładne wydanie, twarda oprawa, dla fanów - wstęp Neila Gaimana.
#29
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 12, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dzieciństwo, dojrzewanie i wczesna dorosłość młodej Iranki, ascetycznie wyrysowana w postaci czarno-białego komiksu. Mocna, gruba kreska i uproszczone rysunki. Co mnie ujęło - znalazłam bardzo dużo podobieństw do życia w PRL-u. U nas wszyscy pamiętali czy to czasy sprzed wojny czy gierkowskie, gdzie nie było dobrze, ale było lepiej (zaopatrzone sklepy, jakaś tam wolność, również w głowach), w Iranie - czasy Szacha. Potem przyszedł wojujący Islam (stan wojenny) i nagle z 3000 więźniów politycznych zrobiło się 300 tysięcy, ze sklepów zniknęło zaopatrzenie, a ludziom zabrano tę resztę wolności, którą mieli. Mała Marjane jest takim samym dzieckiem (a potem nastolatką) jak dzieci w krajach, gdzie sięga telewizja - nie chce nosić chusty, chce dżinsową kurtkę z samodzielnie napisanym napisem "PUNK NOT DED", kasetę Michaela Jacksona czy Iron Maiden (kupowaną pokątnie od handlarzy na targowisku) czy firmowe obuwie Nike. Rodzice w obawie o to, że chlapnie coś w szkole bądź na ulicy, co może sprowadzić na nią i resztę rodziny konsekwencje, wysyłają ją do Europy. Austria nie jest jednak miejscem, w którym komukolwiek zależy na tym, żeby Marjane była dumną z siebie Iranką, po kilku latach wraca do Teheranu i rodziny, żeby nie zostać bezkulturową narkomanką w kosmopolitycznej i olewającej wszystko Europie. Bardzo przypomina mi to tęsknoty pani Hołówki (tej od "Delicji ciotki Dee"), która odkryła, że w Stanach - krainie wolności - zupełnie nie docenia tego, że jest kobietą polityczną, refleksyjną, oczytaną i chce prowadzić nocne Polaków rozmowy na tematy ważkie a humanistyczne, tylko panuje small talk, keep smiling, "thanks, great, and you?" i miała straszny żal o to. Persepolisowa Marjane po powrocie również nie bardzo znajduje sobie miejsce w świecie, który nie zmienił się przez czas jej nieobecności, ale i nie tęskni za postępową Europą. O tym, na ile kreacja komiksowej Marjane to autoportret, można przeczytać tu.
IMO nie warto zaczynać od oglądania filmu - wprawdzie jest bardzo wierny, ale wycina ponad połowę treści z komiksu. Nie psuje to całości, bo animacja dodaje komiksowi życia, ale wiele sytuacji upraszcza i spłaszcza.
#28
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 7, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 1 komentarz
- Skomentuj
Dzieciństwo, dojrzewanie i wczesna dorosłość młodej Iranki, ascetycznie wyrysowana w postaci czarno-białego komiksu. Mocna, gruba kreska i uproszczone rysunki. Co mnie ujęło - znalazłam bardzo dużo podobieństw do życia w PRL-u. U nas wszyscy pamiętali czy to czasy sprzed wojny czy gierkowskie, gdzie nie było dobrze, ale było lepiej (zaopatrzone sklepy, jakaś tam wolność, również w głowach), w Iranie - czasy Szacha. Potem przyszedł wojujący Islam (stan wojenny) i nagle z 3000 więźniów politycznych zrobiło się 300 tysięcy, ze sklepów zniknęło zaopatrzenie, a ludziom zabrano tę resztę wolności, którą mieli. Mała Marjane jest takim samym dzieckiem (a potem nastolatką) jak dzieci w krajach, gdzie sięga telewizja - nie chce nosić chusty, chce dżinsową kurtkę z samodzielnie napisanym napisem "PUNK NOT DED", kasetę Michaela Jacksona czy Iron Maiden (kupowaną pokątnie od handlarzy na targowisku) czy firmowe obuwie Nike. Rodzice w obawie o to, że chlapnie coś w szkole bądź na ulicy, co może sprowadzić na nią i resztę rodziny konsekwencje, wysyłają ją do Europy. Austria nie jest jednak miejscem, w którym komukolwiek zależy na tym, żeby Marjane była dumną z siebie Iranką, po kilku latach wraca do Teheranu i rodziny, żeby nie zostać bezkulturową narkomanką w kosmopolitycznej i olewającej wszystko Europie. Bardzo przypomina mi to tęsknoty pani Hołówki (tej od "Delicji ciotki Dee"), która odkryła, że w Stanach - krainie wolności - zupełnie nie docenia tego, że jest kobietą polityczną, refleksyjną, oczytaną i chce prowadzić nocne Polaków rozmowy na tematy ważkie a humanistyczne, tylko panuje small talk, keep smiling, "thanks, great, and you?" i miała straszny żal o to. Persepolisowa Marjane po powrocie również nie bardzo znajduje sobie miejsce w świecie, który nie zmienił się przez czas jej nieobecności, ale i nie tęskni za postępową Europą. O tym, na ile kreacja komiksowej Marjane to autoportret, można przeczytać tu.
IMO nie warto zaczynać od oglądania filmu - wprawdzie jest bardzo wierny, ale wycina ponad połowę treści z komiksu. Nie psuje to całości, bo animacja dodaje komiksowi życia, ale wiele sytuacji upraszcza i spłaszcza.
#28
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 7, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
komiks
- 1 komentarz
- Skomentuj