Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: niemcy

Sami zobaczcie (4.02.2007)

Wrzuciłam trochę absolutnie nieprzebranych fotek - posprzątam, jak wrócę do domu. Na razie mam lenia ;-)

Ławica i lot Poznań - Monachium - GALERIA ZDJĘĆ. Mały samolot, może ktoś pozna po śmigle, jaki. Niestety głównie było zachmurzenie, więc niewiele poza białymi chmurkami było widać. Już nad Niemcami ciut się poprawiło, więc było widać takie maciupkie domki, pola i highwaye. Zdjęć kobylastego lotniska w Monachium nie mam, takoż z lotu Airbusem, bo w zasadzie co za fun robić fotki w samolocie, jak się nie ma dostępu do okna. Inna rzecz, że żal, bo zachód słońca był prześliczny.

Hotel Holiday Inn Express. Pewnie straszne beleco, ale mnie się podoba. Mydełka uzupełniają jak w dowcipie o Włochu, co to miał własne, ale i tak mu przynieśli. Tutaj rozpakowaliśmy jedno i następnego dnia - bach, rozpakowane zostawili, ale dołożyli świeżutkie. Tsd, widać, skąd Amerykanie mają takie ładne zęby - do pokoju przysługują dwie pasty do zębów, guma dentystyczna do żucia (po smaku sądząc, pewnie z fluorem) i inne cuda.

San Mateo - GALERIA ZDJĘĆ; przedmieścia SF, tutaj jest Wikia HQ, w pasażu handlowym. Śliczne uliczki, zagłębie knajpowe, Citibank, który twierdzi, że mogę gotówkę bez prowizji i pokazuje mi zarówno przelicznik wypłaty, jak i stan konta w PLN! Wot United World. Tak, właśnie jest wiosna i wszystko kwitnie.

W Wikiowym ofisie strasznie bawią mnie stickety w różnych miejscach. "Sauna" na pomieszczeniu, w którym jest klimatyzator i rzeczywiście jest upiornie gorąco, "Recycle - cans, bottles, paper" nad trzema koszami w różnych kolorach czy najsympatyczniejsza pod pokrętłem klimy, mówiąca "Don't".


Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 6, 2007

Link bezpośredni - Tag: niemcy - 7 komentarzy - Skomentuj


Sami zobaczcie (4.02.2007)

Wrzuciłam trochę absolutnie nieprzebranych fotek - posprzątam, jak wrócę do domu. Na razie mam lenia ;-)

Ławica i lot Poznań - Monachium - GALERIA ZDJĘĆ. Mały samolot, może ktoś pozna po śmigle, jaki. Niestety głównie było zachmurzenie, więc niewiele poza białymi chmurkami było widać. Już nad Niemcami ciut się poprawiło, więc było widać takie maciupkie domki, pola i highwaye. Zdjęć kobylastego lotniska w Monachium nie mam, takoż z lotu Airbusem, bo w zasadzie co za fun robić fotki w samolocie, jak się nie ma dostępu do okna. Inna rzecz, że żal, bo zachód słońca był prześliczny.

Hotel Holiday Inn Express. Pewnie straszne beleco, ale mnie się podoba. Mydełka uzupełniają jak w dowcipie o Włochu, co to miał własne, ale i tak mu przynieśli. Tutaj rozpakowaliśmy jedno i następnego dnia - bach, rozpakowane zostawili, ale dołożyli świeżutkie. Tsd, widać, skąd Amerykanie mają takie ładne zęby - do pokoju przysługują dwie pasty do zębów, guma dentystyczna do żucia (po smaku sądząc, pewnie z fluorem) i inne cuda.

San Mateo - GALERIA ZDJĘĆ; przedmieścia SF, tutaj jest Wikia HQ, w pasażu handlowym. Śliczne uliczki, zagłębie knajpowe, Citibank, który twierdzi, że mogę gotówkę bez prowizji i pokazuje mi zarówno przelicznik wypłaty, jak i stan konta w PLN! Wot United World. Tak, właśnie jest wiosna i wszystko kwitnie.

W Wikiowym ofisie strasznie bawią mnie stickety w różnych miejscach. "Sauna" na pomieszczeniu, w którym jest klimatyzator i rzeczywiście jest upiornie gorąco, "Recycle - cans, bottles, paper" nad trzema koszami w różnych kolorach czy najsympatyczniejsza pod pokrętłem klimy, mówiąca "Don't".


Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 6, 2007

Link bezpośredni - Tag: niemcy - 7 komentarzy - Skomentuj


Orzeł wylądował

Ja wiem, że stracę cały au-torytet, ale normalnie pierwszy raz latam ("latam, gadam, full serwis") i się czuję jak w podstawówce. Ciężko być cool, jak się nie ma sombrero. Wychodzi na to, że mam do wyboru dwa zestawy - albo bycie całkiem na "nie", albo - jak dzisiaj - całkiem na "tak". Ale spokojnie, wyląduję, wrócę i będę dalej kontestowała.

Kochamy McIntosha. Nie dość, że nie ma szans na pliterki (a przynajmniej żadna kombinacja jabłko + cokolwiek nie daje efektu), to jeszcze edytorek ma undo na jeden krok. Tyle o komputerach. A nie, przepraszam. Eloy mi podpiął pliterki, ale pod ten drugi prawy ctrl, which is fun, bo próba zrobienia klasycznej pliterki czasem owocuje jakimś cudem typu "ostatni akapit poszedł w powietrze". Japko+s - zapisz.

Lot Ławica-Monachium wpyteczkę. Nie trzęsło, dali kanapeczkę z serkiem i ogórem i/oraz toblerona. W Monachium ciepło, lotnisko wykurwiście wielkie, na bramce piszczy niewiele, za to wszystko piszczy przy przemiłej pani z ręcznym terminalem do wykrywania kontrabandy. Najśmieszniej jest, jak piszczy stanik i pani jeździ po człowieku ręczną maszynka do robienia "ping". Chciałam wklikać na dżo noteczkę "Wuj Matt z podroży na lotnisku w Munchen", ale ichnie wifi płatne, więc nie wklikałam.

Opis samolotowy będzie niestety nudny, bo mamy miejsca w środku Airbusa, wiec widzę tylko pasażerów po bokach (buce pod oknem maja pozasłaniane okienka i gapią sie w laptopy; co za marnacja, ja to bym chociaż patrzyła). W zasadzie niby nic, ale w godzinkę przelecieliśmy nad cała Europa, aktualnie mijamy Manchester-England-England. Idę (no, siedzę ;-)) jeść.

5:51 do lądowania, zaraz pewnie będziemy mijać Montreal (dość sprytnie wyświetla się mapka z namalowanym samolocikiem). Wprawdzie nie szło nic zobaczyć, ale chyba minęliśmy Grenlandię. Szło poznać, bo samolot miał turbulencje (taki odpowiednik globusa). Wspominałam kiedyś, że chciałabym pojeździć na rollercosterze? To chyba już nie chcę. Było całkiem śmiesznie, przemiłemu panu po tej drugiej lewej poleciał laptop, jak tak skakaliśmy w górę i w dół z tyłu poleciało wino (skarpetki pomoczyłam później, jak szlam do kibelka, bo z tyłu na ogonie było więcej zniszczeń). Szczęśliwie eloy udzielał komentarzy w języku natywnym ("ciekawe, czy już odpadł ogon"), bo siedzącą obok niego potwornie spanikowana Włoszka byłaby jeszcze bardziej spanikowana. Tak tylko trzymała eloya za nogę i rękę i pytała cichutko, czy może (trzymać za nogę) i co się dzieje, czy już spadamy? Może mam za mało wyobraźni, ale jakoś trudno mi się było tym przejmować i nawet poleciałabym jeszcze kawałek z tymi śmiesznymi podskokami. Na szczęście nie pamiętam żadnych ciekawych kawałków z Losta ;->

Swoja droga zawsze mnie zastanawiało, jak samoloty wiedzą, którędy lecieć. Jak są chmury, to nie ma szans - pod spodem wszystko wygląda jak jednolity stok narciarski, poorany trochę przez jakieś mityczne narty (i niech ktoś mi jeszcze powie, że chmury to skondensowana para wodna, no fucking way, widziałam prawie ze z bliska i nie ma szans, musza być takie jak w "Dolinie Muminków", że można na nich jeździć jak na chmurce). Teraz rozumiem, jest nawigacja satelitarna i inne szpeje, ale kiedyś? Szacun, naprawdę. Zwłaszcza że to chyba pilot przemawiał zaraz po naprowadzeniu na gładki lot i uspokajał spanikowaną (i nieco wrzeszczącą grupę pasażerów). Think administrator bazy danych wysyłający uspokajający komunikat do milionów userów (i to bez użycia slow na k, p i fuck).

Nie wiedzieć czemu przypomniał mi się (ale to wcześniej, jak lecieliśmy mniejszym samolotem na trasie Poznan-Monachium) dowcip o ślepych pilotach, którzy startowali dopiero wtedy, kiedy pasażerowie odpowiednio głośno wrzeszczeli. Kiedyś nie krzykną ;-)

P., mam nadzieje, ze ruszyłeś tyłek i obejrzałeś wreszcie "Almost Famous"? Jest tam śliczna scena w samolocie, który wpadł w bardziej zabawne turbulencje niż nasz i wszyscy (mając wrażenie, ze to już ostatnia chwila ich życia), czynią sobie dość drastyczne wyznania. Najdrastyczniejsze pada sekundę przed tym, jak wszystko się uspokaja i z kabiny wygląda uśmiechnięty pilot i mówi, ze już ok.

Wychodzi na to, ze się nieco odchamię kulturą masową, bo na nad oceanem puszczają całkiem niezłe filmy - "Dobry rok" i "Iluzjonistę" (w busie Frankfurt/M - Poznań puszczali krap okrutny, "Agencie, podaj łapę", któreś "Taxi" i "Wyścig szczurów").

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 5, 2007

Link bezpośredni - Tag: niemcy - 5 komentarzy - Skomentuj


Orzeł wylądował

Ja wiem, że stracę cały au-torytet, ale normalnie pierwszy raz latam ("latam, gadam, full serwis") i się czuję jak w podstawówce. Ciężko być cool, jak się nie ma sombrero. Wychodzi na to, że mam do wyboru dwa zestawy - albo bycie całkiem na "nie", albo - jak dzisiaj - całkiem na "tak". Ale spokojnie, wyląduję, wrócę i będę dalej kontestowała.

Kochamy McIntosha. Nie dość, że nie ma szans na pliterki (a przynajmniej żadna kombinacja jabłko + cokolwiek nie daje efektu), to jeszcze edytorek ma undo na jeden krok. Tyle o komputerach. A nie, przepraszam. Eloy mi podpiął pliterki, ale pod ten drugi prawy ctrl, which is fun, bo próba zrobienia klasycznej pliterki czasem owocuje jakimś cudem typu "ostatni akapit poszedł w powietrze". Japko+s - zapisz.

Lot Ławica-Monachium wpyteczkę. Nie trzęsło, dali kanapeczkę z serkiem i ogórem i/oraz toblerona. W Monachium ciepło, lotnisko wykurwiście wielkie, na bramce piszczy niewiele, za to wszystko piszczy przy przemiłej pani z ręcznym terminalem do wykrywania kontrabandy. Najśmieszniej jest, jak piszczy stanik i pani jeździ po człowieku ręczną maszynka do robienia "ping". Chciałam wklikać na dżo noteczkę "Wuj Matt z podroży na lotnisku w Munchen", ale ichnie wifi płatne, więc nie wklikałam.

Opis samolotowy będzie niestety nudny, bo mamy miejsca w środku Airbusa, wiec widzę tylko pasażerów po bokach (buce pod oknem maja pozasłaniane okienka i gapią sie w laptopy; co za marnacja, ja to bym chociaż patrzyła). W zasadzie niby nic, ale w godzinkę przelecieliśmy nad cała Europa, aktualnie mijamy Manchester-England-England. Idę (no, siedzę ;-)) jeść.

5:51 do lądowania, zaraz pewnie będziemy mijać Montreal (dość sprytnie wyświetla się mapka z namalowanym samolocikiem). Wprawdzie nie szło nic zobaczyć, ale chyba minęliśmy Grenlandię. Szło poznać, bo samolot miał turbulencje (taki odpowiednik globusa). Wspominałam kiedyś, że chciałabym pojeździć na rollercosterze? To chyba już nie chcę. Było całkiem śmiesznie, przemiłemu panu po tej drugiej lewej poleciał laptop, jak tak skakaliśmy w górę i w dół z tyłu poleciało wino (skarpetki pomoczyłam później, jak szlam do kibelka, bo z tyłu na ogonie było więcej zniszczeń). Szczęśliwie eloy udzielał komentarzy w języku natywnym ("ciekawe, czy już odpadł ogon"), bo siedzącą obok niego potwornie spanikowana Włoszka byłaby jeszcze bardziej spanikowana. Tak tylko trzymała eloya za nogę i rękę i pytała cichutko, czy może (trzymać za nogę) i co się dzieje, czy już spadamy? Może mam za mało wyobraźni, ale jakoś trudno mi się było tym przejmować i nawet poleciałabym jeszcze kawałek z tymi śmiesznymi podskokami. Na szczęście nie pamiętam żadnych ciekawych kawałków z Losta ;->

Swoja droga zawsze mnie zastanawiało, jak samoloty wiedzą, którędy lecieć. Jak są chmury, to nie ma szans - pod spodem wszystko wygląda jak jednolity stok narciarski, poorany trochę przez jakieś mityczne narty (i niech ktoś mi jeszcze powie, że chmury to skondensowana para wodna, no fucking way, widziałam prawie ze z bliska i nie ma szans, musza być takie jak w "Dolinie Muminków", że można na nich jeździć jak na chmurce). Teraz rozumiem, jest nawigacja satelitarna i inne szpeje, ale kiedyś? Szacun, naprawdę. Zwłaszcza że to chyba pilot przemawiał zaraz po naprowadzeniu na gładki lot i uspokajał spanikowaną (i nieco wrzeszczącą grupę pasażerów). Think administrator bazy danych wysyłający uspokajający komunikat do milionów userów (i to bez użycia slow na k, p i fuck).

Nie wiedzieć czemu przypomniał mi się (ale to wcześniej, jak lecieliśmy mniejszym samolotem na trasie Poznan-Monachium) dowcip o ślepych pilotach, którzy startowali dopiero wtedy, kiedy pasażerowie odpowiednio głośno wrzeszczeli. Kiedyś nie krzykną ;-)

P., mam nadzieje, ze ruszyłeś tyłek i obejrzałeś wreszcie "Almost Famous"? Jest tam śliczna scena w samolocie, który wpadł w bardziej zabawne turbulencje niż nasz i wszyscy (mając wrażenie, ze to już ostatnia chwila ich życia), czynią sobie dość drastyczne wyznania. Najdrastyczniejsze pada sekundę przed tym, jak wszystko się uspokaja i z kabiny wygląda uśmiechnięty pilot i mówi, ze już ok.

Wychodzi na to, ze się nieco odchamię kulturą masową, bo na nad oceanem puszczają całkiem niezłe filmy - "Dobry rok" i "Iluzjonistę" (w busie Frankfurt/M - Poznań puszczali krap okrutny, "Agencie, podaj łapę", któreś "Taxi" i "Wyścig szczurów").

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 5, 2007

Link bezpośredni - Tag: niemcy - 5 komentarzy - Skomentuj