Tag:
panie
Uwielbiam poradniki, które sprzedają Jedyną Słuszną Drogę. "Magia sprzątania" do nich należy. Jakkolwiek zgadzam się z kilkoma tezami KonMari - mamy zdecydowanie za dużo rzeczy, które trzymamy nie wiadomo po co, mamy rzeczy, których nie kochamy i nie używamy, lepiej sprzątnąć raz, a dobrze, niż małymi kawałkami (niech żyją przeprowadzki) oraz bez nadmiaru sprząta się i żyje łatwiej, tak całość poradnika uważam za niezbyt udany eksperyment pomiędzy autoterapią autorki a opisywaniem łagodnej formy psychozy natręctw z napadami manii. Nie skomentuję witania się z domem, dziękowania rzeczom za "pracę" czy przytulania każdego ubrania przed wyrzuceniem czy "wdzięczności" dla ubrań za dobre traktowanie okazywanej przez mniejsze niszczenie się w praniu i noszeniu, w końcu to nieszkodliwe. Rozdziały o tym, że należy wyrzucać książki po przeczytaniu, uprzednio wyrwawszy z nich kartki z interesującymi nas cytatami lub niszczyć zdjęcia, bo ważne było tylko ich zrobienie, a pejzaż w albumie zaburza patrzenie w przyszłość, uważam za zwyczajnie szkodliwe. Teorie autorki o tym, że ludzie po wyrzuceniu ponad połowy ubrań są radośniejsi i chudną(!) są tak samo wesołe jak te, że po usunięciu książek i dokumentów oczyszcza się umysł i przychodzą lepsze wiadomości (tu autorka bez skrępowania podpiera się licznymi dowodami anegdotycznymi, informując nawet o tym, że po gruntownym sprzątaniu można dostać oczyszczającej biegunki). Rachunek ekonomiczny - jak wielokrotnie wspomina - jest jej obcy: należy wyrzucać, wyrzucać, wyrzucać, a jeśli coś _jednak_ okaże się potrzebne, kupić ponownie (tu następuje pokrętny wywód o tym, że dana rzecz jest właściwa w tym czasie i miejscu, a jak się wyrzuci i kupi to samo, to już jest zupełnie inna rzecz). Brakuje mi sprzężenia z czytanym niedawno, a przy tym znacznie racjonalniejszym, reportażem Marty Sapały o minimalizmie zakupowym, który wydaje mi się pierwszym krokiem do niezagracania.
Wiadomo, w każdym poradniku można znaleźć coś dla siebie. Ja sobie wynotowałam następujące:
- warto trzymać podobne rzeczy z podobnymi i w jednym miejscu,
- rzeczy w szufladach układać pionowo, a nie w postaci radosnego bałaganu (ale - na litość, nie będę pieścić oddzielnie każdej skarpetki i życzyć rajstopom miłego wypoczynku po ciężkiej pracy na moich nogach),
- kupić kilka przezroczystych pudełek odpowiedniej wielkości do szaf i szafek, żeby łatwiej było przechowywać,
- wyrzucić rzeczy, których posiadanie nie łączy się z niczym przyjemnym.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 22, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To nie jest tak, że to jest zła książka. To jest zwyczajnie książka po pierwsze źle reklamowana, po drugie - bardzo źle przetłumaczona. Nad tłumaczeniem nie będę się pastwić, bo mimo tego da się czytać, czasem nawet z przyjemnością, powiem tylko, że co chwila zdarzają się zdania przetłumaczone z zachowaniem angielskiej składni, a po polsku używanie fraz typu "miałem seks" zwyczajnie zgrzyta. Wracając do złej reklamy - okładka, kiepski polski tytuł (w oryginale to zgrabna gra słów "Wishful drinking"[1]) i czas wydania w okolicach premiery 7. części Gwiezdnych Wojen - sugerują, że będzie o filmie. A nie jest[2]. To biograficzne zapiski o nietypowym dzieciństwie i jego konsekwencjach w alkoholizmie i narkomanii, chorobie psychicznej, rodzinie, mężczyznach i wreszcie córce. Mimo poważnej tematyki - dość zabawne i z dystansem; Carrie wszak występuje czasem na scenie komediowej.
A, niestety to krótka lektura - na jeden wieczór.
[1] ... kojarzące się z frazą "wishful thinking", czyli myślenie życzeniowe.
[2] No dobrze, trochę jest. O tym, jakie konsekwencje ma fakt bycia obiektem masturbacji całego pokolenia pryszczatych fanów oraz czemu pod białą tuniką księżniczki Lei nie było bielizny. Ale ploteczki z planu czy sekrety produkcji kultowej serii - nie ten adres.
#18
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 8, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To nie jest tak, że to jest zła książka. To jest zwyczajnie książka po pierwsze źle reklamowana, po drugie - bardzo źle przetłumaczona. Nad tłumaczeniem nie będę się pastwić, bo mimo tego da się czytać, czasem nawet z przyjemnością, powiem tylko, że co chwila zdarzają się zdania przetłumaczone z zachowaniem angielskiej składni, a po polsku używanie fraz typu "miałem seks" zwyczajnie zgrzyta. Wracając do złej reklamy - okładka, kiepski polski tytuł (w oryginale to zgrabna gra słów "Wishful drinking"[1]) i czas wydania w okolicach premiery 7. części Gwiezdnych Wojen - sugerują, że będzie o filmie. A nie jest[2]. To biograficzne zapiski o nietypowym dzieciństwie i jego konsekwencjach w alkoholizmie i narkomanii, chorobie psychicznej, rodzinie, mężczyznach i wreszcie córce. Mimo poważnej tematyki - dość zabawne i z dystansem; Carrie wszak występuje czasem na scenie komediowej.
A, niestety to krótka lektura - na jeden wieczór.
[1] ... kojarzące się z frazą "wishful thinking", czyli myślenie życzeniowe.
[2] No dobrze, trochę jest. O tym, jakie konsekwencje ma fakt bycia obiektem masturbacji całego pokolenia pryszczatych fanów oraz czemu pod białą tuniką księżniczki Lei nie było bielizny. Ale ploteczki z planu czy sekrety produkcji kultowej serii - nie ten adres.
#18
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 8, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wspominałam, że nie czuję opowiadań i każdy tom to dla mnie rozczarowanie? Otóż tutaj zupełnie nie. Nie wiem, jak to Jansson robi, ale każde, nawet kilkustronicowe opowiadanie, jest całością. Zwykle melancholijną, opowiedzianą z perspektywy nieco poza bohaterami historią o rzeczach zwykłych. Emerytowana pisarka, sama na wysepce, usiłuje tak nawiązać kontakt z wiewiórką, żeby jej nie oswoić. Malarka po latach wraca do swojej pracowni, w której mieszka jej dawna znajoma, żyjąca w przerażający sposób w dalszym ciągu jej życiem. Kilkunastolatka opływa szkier kajakiem. Tove pisze listy do swojej przyjaciółki Evy (pochodzenia żydowskiego), która w obawie przed hitlerowcami wyemigrowała do Ameryki. Matka z córką spędzają lato na Lazurowym Wybrzeżu w willi zajmowanej przez ekscentrycznego Anglika, którego nie ma. Każde jest o czymś innym, ale jakoś się ze sobą łączą.
Inne tej autorki tutaj.
#13
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 16, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wspominałam, że nie czuję opowiadań i każdy tom to dla mnie rozczarowanie? Otóż tutaj zupełnie nie. Nie wiem, jak to Jansson robi, ale każde, nawet kilkustronicowe opowiadanie, jest całością. Zwykle melancholijną, opowiedzianą z perspektywy nieco poza bohaterami historią o rzeczach zwykłych. Emerytowana pisarka, sama na wysepce, usiłuje tak nawiązać kontakt z wiewiórką, żeby jej nie oswoić. Malarka po latach wraca do swojej pracowni, w której mieszka jej dawna znajoma, żyjąca w przerażający sposób w dalszym ciągu jej życiem. Kilkunastolatka opływa szkier kajakiem. Tove pisze listy do swojej przyjaciółki Evy (pochodzenia żydowskiego), która w obawie przed hitlerowcami wyemigrowała do Ameryki. Matka z córką spędzają lato na Lazurowym Wybrzeżu w willi zajmowanej przez ekscentrycznego Anglika, którego nie ma. Każde jest o czymś innym, ale jakoś się ze sobą łączą.
Inne tej autorki tutaj.
#13
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 16, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 1 komentarz
- Skomentuj
Dwie dyskwalifikujące cechy - opowiadania oraz realizm magiczny. Przemęczyłam, znęcona zachętami, że nowatorskie, świetna proza, język. Owszem, język jest bogaty, świetnie opisane dźwięki, sceny, dialogi boleśnie realne, ale całość zdecydowanie nie dla mnie. Dziewczyna, która zmarła, ale dowiaduje się o tym ostatnia , Matka Boska dziergająca skarpetki dla Jezusa przed telewizorem, pogrzeb generała Sikorskiego na straganach i inne, które już zapomniałam, bo mam tak z opowiadaniami, że zapominam.
#11
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 4, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 3 komentarze
- Skomentuj
Dwie dyskwalifikujące cechy - opowiadania oraz realizm magiczny. Przemęczyłam, znęcona zachętami, że nowatorskie, świetna proza, język. Owszem, język jest bogaty, świetnie opisane dźwięki, sceny, dialogi boleśnie realne, ale całość zdecydowanie nie dla mnie. Dziewczyna, która zmarła, ale dowiaduje się o tym ostatnia , Matka Boska dziergająca skarpetki dla Jezusa przed telewizorem, pogrzeb generała Sikorskiego na straganach i inne, które już zapomniałam, bo mam tak z opowiadaniami, że zapominam.
#11
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 4, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 3 komentarze
- Skomentuj
Zostając w temacie uzależnień, alkoholizm naprawdę niewiele różni się od zakupoholizmu. I tu, i tu chodzi o szybką gratyfikację, której w pewnym momencie zaczyna coraz częściej brakować, a dodatkowo wcale nie jest społecznie niemile widziana. Co, ze mną się nie napijesz? To tylko jedno piwo? Jak to tak, tańczyć i nie pić drinków? Przecież wszyscy czasem piją, a jeden joint nikomu nie zaszkodził. Nie podejmuję się oceniać, ile w "Najgorszym człowieku..." jest autobiografii, ile rzetelnego dziennikarskiego researchu, ale to bardzo mocna, smutna i - patrząc na pointę - dość beznadziejna książka o tym, że walka z uzależnieniem (jeśli się ją w ogóle podejmie) to cel na resztę życia.
Krystyna ma 30 lat, lekką i dobrze płatną pracę w telewizji, fajnego chłopaka i lubi poimprezować. Wypić, zapalić, czasem się przewróci i złamie nos, bywa, przygoda, będzie co opowiadać. Tyle że nie, bo kilkanaście lat budzenia się ze wstydem uświadamia jej, że niczym nie różni się od zasikanego żula, który pije swoje śniadanie w bramie. Rozgląda się i nie widzi drogi do trzeźwości oraz w zasadzie sama nie wie, po co jej ta trzeźwość, skoro fajnie się jest napić i wtedy nie boli w srodku. Kilku terapeutów, terapia zinstytucjonalizowana, spotkania ze współuzależnionymi, AA, 12 kroków, wreszcie MONAR - okazuje się, że nawet jak się chce, to nie jest to proste i samemu ciężko jest z nałogu wyjść. Nie ma ekskluzywnej kliniki Betty Ford dla celebrytów, droga dla wszystkich - kierowcy ciężarówki, gospodyni domowej i patologicznej matki, której dzieci lądują w systemie - jest taka sama. I niekoniecznie prowadzi do spokoju.
Biorę poprawkę, że to książka (auto)terapeutyczna, szczera, niełatwa, celowo nieprzyjemna. Nie traktuję jej jako powieści (nawet z morałem).
Inne tej autorki:
#9
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 31, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zostając w temacie uzależnień, alkoholizm naprawdę niewiele różni się od zakupoholizmu. I tu, i tu chodzi o szybką gratyfikację, której w pewnym momencie zaczyna coraz częściej brakować, a dodatkowo wcale nie jest społecznie niemile widziana. Co, ze mną się nie napijesz? To tylko jedno piwo? Jak to tak, tańczyć i nie pić drinków? Przecież wszyscy czasem piją, a jeden joint nikomu nie zaszkodził. Nie podejmuję się oceniać, ile w "Najgorszym człowieku..." jest autobiografii, ile rzetelnego dziennikarskiego researchu, ale to bardzo mocna, smutna i - patrząc na pointę - dość beznadziejna książka o tym, że walka z uzależnieniem (jeśli się ją w ogóle podejmie) to cel na resztę życia.
Krystyna ma 30 lat, lekką i dobrze płatną pracę w telewizji, fajnego chłopaka i lubi poimprezować. Wypić, zapalić, czasem się przewróci i złamie nos, bywa, przygoda, będzie co opowiadać. Tyle że nie, bo kilkanaście lat budzenia się ze wstydem uświadamia jej, że niczym nie różni się od zasikanego żula, który pije swoje śniadanie w bramie. Rozgląda się i nie widzi drogi do trzeźwości oraz w zasadzie sama nie wie, po co jej ta trzeźwość, skoro fajnie się jest napić i wtedy nie boli w srodku. Kilku terapeutów, terapia zinstytucjonalizowana, spotkania ze współuzależnionymi, AA, 12 kroków, wreszcie MONAR - okazuje się, że nawet jak się chce, to nie jest to proste i samemu ciężko jest z nałogu wyjść. Nie ma ekskluzywnej kliniki Betty Ford dla celebrytów, droga dla wszystkich - kierowcy ciężarówki, gospodyni domowej i patologicznej matki, której dzieci lądują w systemie - jest taka sama. I niekoniecznie prowadzi do spokoju.
Biorę poprawkę, że to książka (auto)terapeutyczna, szczera, niełatwa, celowo nieprzyjemna. Nie traktuję jej jako powieści (nawet z morałem).
Inne tej autorki:
#9
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 31, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 1 komentarz
- Skomentuj
Reportaż z rocznego "odwyku" od kompulsywnych zakupów rzeczy, które nie są niezbędne - autorka z grupą osób zebranych na potrzeby akcji planuje przez 12 miesięcy kupować tylko to, bez czego nie da się żyć w rodzinie. Nie wszyscy wytrzymują cały rok, zasady uczestnictwa są też różne - od ascetycznych (pozyskiwanie darmowego jedzenia na progu przeterminowania, chodzenie w zniszczonej odzieży czy zbieranie dzikiego szczawiu w mieście) po dość zdroworozsądkowe (proste składniki pożywienia, tylko tyle, ile trzeba, wymiana ze znajomymi i zużywanie zapasów). W tle autorka wnikliwie opisuje mechanizmy zmuszające do zakupów - styl życia uzyskany z kolorowych gazet, kompensacja, pęd za nowością, wygodę, wszechobecna reklama czy wreszcie łatwość uzyskania czegoś (np. fastfood zamiast domowego obiadu).
Z jednej strony jest mi to idea bliska - sama kupuję za dużo, czasem zbyt chaotycznie, sporo wyrzucam lub nie używam; ograniczenie i namysł się przydaje. Z drugiej strony - ekstrema są mi obce, szukanie przez kilka tygodni misia na wymianę (żeby nie kupować), bo marzy o nim kilkulatek, wydaje mi się absurdem. Pomijając jednak epizody, które mnie podczas czytania żenowały (jak miś, dziurawa odzież, siedzenie w kawiarni bez zamawiania lub korzystanie z zaproszeń znajomych), to ważny przyczynek do codziennej uważności nad tym, co istotne.
#8
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 30, 2016
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 8 komentarzy
- Skomentuj