Tag:
panie
Komisarz Anna Hwierut (nie wiem, czy nazwisko nieortograficznie znaczące) jest z tych twardych. Nie ruszają jej (już) zwłoki topielca wyciągniętego z Wisły, nie irytuje przebywanie w prosektorium (chociaż z panią patolog się nie lubi), ale cały czas żyje w cieniu swojego ojca-policjanta, do którego bardzo nie chce być podobna. I słabo sobie radzi z nastoletnim synem, którego samotnie wychowuje (ojciec syna jest wielokrotnie ominięty). Słabo też sobie radzi z samotnością, chociaż dość niekonsekwetnie, co prowadzi do szybkich a ukradkowych spotkań z partnerem z pracy (i masturbacji). Bez zobowiązań. W głośnikach Kaśka Nosowska, w głowie irytacja. Bo zaginął nastolatek spod Warszawy, panicznie bojący się swojego ojca. Bo morderca, który upozorował wypadek swojej żony i patrzył, jak umierała w płonącym samochodzie, jest socjopatą i nie odczuwa wyrzutów sumienia.
Wyjątkowo nie narzeka na to, że w policji się słabo zarabia. Kumpluje się za to - nietypowo - z zakonnicą, udzielającą pomocy i schronienia prostytutkom, co jej pomaga w pracy. Bardziej mnie by książka cieszyła, gdyby nie działa się w Warszawie, jak większość. Ale i tak - miłe zaskoczenie. Czytał ktoś następną? Warto?
Inne tego autora:
#77
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 17, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ostatni tom cyklu o tym, że Szwecja jest nieopiekuńczym państwem policyjnym. Szef Wydziału Zabójstw, Martin Beck w coraz bliższym związku z Rheą Nielsen, socjalizującą opiekunką społeczną. Oboje uczestniczą w procesie Rebecki Lind, dziewczyny, która nie rozumiała istoty pieniądza i rządu, więc została oskarżona o napad na bank, bo naiwnie przyszła ze swoim nożem ogrodniczym do banku i zapytała, czy może trochę wziąć. Nie mogła.
Ponieważ do Szwecji ma przyjechać kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych, cieszący się złą sławą w kręgach pacyfistów białozęby senator, szwedzki rząd powołuje komitet zabezpieczający gościa przed atakiem. Na czele staje Beck wraz z cynicznym Gunvaldem Larssonem, który miał doświadczenia z pierwszej ręki na temat możliwości terrorystów (konkretnie oberwał głową dyktatora, ofiary zamachu; do tego zniszczył mu się garnitur). Panowie, wraz z zaufanymi współpracownikami, planują akcję i wprawdzie niektóre zabezpieczenia zawodzą (np. przygotowany przez Larssona Spis Kretynów zostaje wzięty za Specjalne Komando i odkomenderowany do zadań ważnych zamiast do sprzątania komisariatów, co sugerował Gunvald), ale ważny choć niepopularny senator wyjedzie ze Szwecji cały. Potem pozostaje już tylko znaleźć terrorystów. To ta trudniejsza część. I zadumać się nad losem Rebecki Lind.
Drugoplanowo pojawia się adwokat Hedobald Braxen, zwany Bekaczem. Wprawdzie w kancelarii głównie hoduje koty (plamiastego Prokuratora Generalnego i czarnego Ministra Sprawiedliwości), nie pamięta nazwisk swoich klientów i często wydaje z siebie różne odgłosy fizjologiczne, to świetnie broni w sądzie i ma duże poczucie sprawiedliwości.
Co mnie uderza to kontrast między postrzeganiem Szwecji przez duet Sjöwall/Wahlöö i Mankella. Szwecja AD 1974 to kraj pełen brutalnej policji, lata 90. to już okres, kiedy biedny, słabo zarabiający i jeżdżący psującym się volvem policjant boi się społeczeństwa.
Inne tego autora tu.
#75
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 11, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ostatni tom cyklu o tym, że Szwecja jest nieopiekuńczym państwem policyjnym. Szef Wydziału Zabójstw, Martin Beck w coraz bliższym związku z Rheą Nielsen, socjalizującą opiekunką społeczną. Oboje uczestniczą w procesie Rebecki Lind, dziewczyny, która nie rozumiała istoty pieniądza i rządu, więc została oskarżona o napad na bank, bo naiwnie przyszła ze swoim nożem ogrodniczym do banku i zapytała, czy może trochę wziąć. Nie mogła.
Ponieważ do Szwecji ma przyjechać kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych, cieszący się złą sławą w kręgach pacyfistów białozęby senator, szwedzki rząd powołuje komitet zabezpieczający gościa przed atakiem. Na czele staje Beck wraz z cynicznym Gunvaldem Larssonem, który miał doświadczenia z pierwszej ręki na temat możliwości terrorystów (konkretnie oberwał głową dyktatora, ofiary zamachu; do tego zniszczył mu się garnitur). Panowie, wraz z zaufanymi współpracownikami, planują akcję i wprawdzie niektóre zabezpieczenia zawodzą (np. przygotowany przez Larssona Spis Kretynów zostaje wzięty za Specjalne Komando i odkomenderowany do zadań ważnych zamiast do sprzątania komisariatów, co sugerował Gunvald), ale ważny choć niepopularny senator wyjedzie ze Szwecji cały. Potem pozostaje już tylko znaleźć terrorystów. To ta trudniejsza część. I zadumać się nad losem Rebecki Lind.
Drugoplanowo pojawia się adwokat Hedobald Braxen, zwany Bekaczem. Wprawdzie w kancelarii głównie hoduje koty (plamiastego Prokuratora Generalnego i czarnego Ministra Sprawiedliwości), nie pamięta nazwisk swoich klientów i często wydaje z siebie różne odgłosy fizjologiczne, to świetnie broni w sądzie i ma duże poczucie sprawiedliwości.
Co mnie uderza to kontrast między postrzeganiem Szwecji przez duet Sjöwall/Wahlöö i Mankella. Szwecja AD 1974 to kraj pełen brutalnej policji, lata 90. to już okres, kiedy biedny, słabo zarabiający i jeżdżący psującym się volvem policjant boi się społeczeństwa.
Inne tego autora tu.
#75
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 11, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Fantastyczna okładka, zgrabny tytuł, a w środku kryminał, którego się nie spodziewałam (zwłaszcza rozwiązania, choć było od pewnego momentu przewidywalne). Blue van Meer, oczytana 16-latka jeździ po Stanach z ojcem, wykładającym gościnnie nauki polityczne na różnych uczelniach, mniej lub bardziej prestiżowych. Matki nie ma, albowiem zginęła w wypadku, wjeżdżając na mur, kiedy Blue miała 5 lat i została po niej tylko kolekcja motyli. I tak sobie jeżdżą, powtarzając na highwayach gramatykę, czytając na głosy sztuki teatralne i literaturę wysoką[1], czasem mieszkając po kilka miesięcy w różnych miastach, w których Gareth van Meer robi za gwiazdę katedry, do momentu, kiedy Gareth nie oznajmia, że zamierza dać córce czas na przygotowanie się do pójścia na studia (oczywiście Harvard) i zamierza na cały rok osiąść w kalifornijskim Stockton. Blue, wieczna outsiderka, zostaje zaproszona do grona "Błękitnych", grupy uczniów spotykających się u charyzmatycznej nauczycielki filmoznawstwa, Hannah Schneider. Wprawdzie grupa poza uczestniczeniem w pijackich i narkotycznych imprezach niewiele robi, ale Blue jest zafascynowana osobą Hannah (i zakochana w Miltonie, jednym z grupy). Nie wiem wprawdzie, czy nazywanie kogoś Rzygawka bądź Haftka po tym, jak zwymiotowała napojona alkoholem, jest oznaką akceptacji, ale wreszcie jest w grupie. Cierpi oczywiście na tym jej kariera naukowa, ojciec się irytuje, przez co Blue jeszcze bardziej lgnie do Hannah. Po czym, po biwaku zakończonym znalezieniem zamordowanej nauczycielki, rozpoczyna własne śledztwo, bo nie wierzy w wersję o samobójstwie. Częściowo prawdę odkrywa, oczywiście niekoniecznie jest to prawda, jaką chciała poznać.
Nie jestem (już) wielbicielką klimatów amerykańskiego highschoola z "popularnymi" i "niepopularnymi", z ceremoniałem chodzenia na "bal promocyjny", bardziej ciekawiły mnie stosunki Garetha i Blue, Mistrza i Uczennicy; sielanka, nie przerywana nawet romansikami Garetha z poznawanymi w odwiedzanych miasteczkach paniami, które chciały go usidlić. Bolesna przeszłość obojga, konsekwentne budowanie przyszłości córki, tak aby mogła zrobić karierę naukową oraz kłamstwa między nimi, narastające wraz z akcją. Dodatkowo duszny, plotkarski klimat małych amerykańskich miasteczek, w których wszyscy się wzajemnie obserwują i sobie przyglądają daje wrażenie ponadczasowości (mimo dostępu do Internetu).
[1] Sposób narracji głównie mnie irytował. Książkowa Blue w zasadzie każdą swoją frazę i myśl zapożycza od kogoś, więc grzecznie podaje, skąd cytat. I tak na każdej stronie z kilkuset[2].
[2] Trzy długie i nudne rozdziały z mnóstwem literatury źródłowej.
To pierwsza książka, którą ktoś mi pożyczył dlatego, że czytał moje recenzje na blogu. Profit! E., dziękuję bardzo i jak już rozładuję stos koło łóżka, to poproszę więcej.
Inne tej autorki:
#74
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 6, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 2 komentarze
- Skomentuj
Fantastyczna okładka, zgrabny tytuł, a w środku kryminał, którego się nie spodziewałam (zwłaszcza rozwiązania, choć było od pewnego momentu przewidywalne). Blue van Meer, oczytana 16-latka jeździ po Stanach z ojcem, wykładającym gościnnie nauki polityczne na różnych uczelniach, mniej lub bardziej prestiżowych. Matki nie ma, albowiem zginęła w wypadku, wjeżdżając na mur, kiedy Blue miała 5 lat i została po niej tylko kolekcja motyli. I tak sobie jeżdżą, powtarzając na highwayach gramatykę, czytając na głosy sztuki teatralne i literaturę wysoką[1], czasem mieszkając po kilka miesięcy w różnych miastach, w których Gareth van Meer robi za gwiazdę katedry, do momentu, kiedy Gareth nie oznajmia, że zamierza dać córce czas na przygotowanie się do pójścia na studia (oczywiście Harvard) i zamierza na cały rok osiąść w kalifornijskim Stockton. Blue, wieczna outsiderka, zostaje zaproszona do grona "Błękitnych", grupy uczniów spotykających się u charyzmatycznej nauczycielki filmoznawstwa, Hannah Schneider. Wprawdzie grupa poza uczestniczeniem w pijackich i narkotycznych imprezach niewiele robi, ale Blue jest zafascynowana osobą Hannah (i zakochana w Miltonie, jednym z grupy). Nie wiem wprawdzie, czy nazywanie kogoś Rzygawka bądź Haftka po tym, jak zwymiotowała napojona alkoholem, jest oznaką akceptacji, ale wreszcie jest w grupie. Cierpi oczywiście na tym jej kariera naukowa, ojciec się irytuje, przez co Blue jeszcze bardziej lgnie do Hannah. Po czym, po biwaku zakończonym znalezieniem zamordowanej nauczycielki, rozpoczyna własne śledztwo, bo nie wierzy w wersję o samobójstwie. Częściowo prawdę odkrywa, oczywiście niekoniecznie jest to prawda, jaką chciała poznać.
Nie jestem (już) wielbicielką klimatów amerykańskiego highschoola z "popularnymi" i "niepopularnymi", z ceremoniałem chodzenia na "bal promocyjny", bardziej ciekawiły mnie stosunki Garetha i Blue, Mistrza i Uczennicy; sielanka, nie przerywana nawet romansikami Garetha z poznawanymi w odwiedzanych miasteczkach paniami, które chciały go usidlić. Bolesna przeszłość obojga, konsekwentne budowanie przyszłości córki, tak aby mogła zrobić karierę naukową oraz kłamstwa między nimi, narastające wraz z akcją. Dodatkowo duszny, plotkarski klimat małych amerykańskich miasteczek, w których wszyscy się wzajemnie obserwują i sobie przyglądają daje wrażenie ponadczasowości (mimo dostępu do Internetu).
[1] Sposób narracji głównie mnie irytował. Książkowa Blue w zasadzie każdą swoją frazę i myśl zapożycza od kogoś, więc grzecznie podaje, skąd cytat. I tak na każdej stronie z kilkuset[2].
[2] Trzy długie i nudne rozdziały z mnóstwem literatury źródłowej.
To pierwsza książka, którą ktoś mi pożyczył dlatego, że czytał moje recenzje na blogu. Profit! E., dziękuję bardzo i jak już rozładuję stos koło łóżka, to poproszę więcej.
Inne tej autorki:
#74
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 6, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 2 komentarze
- Skomentuj
Thora jest prawnikiem, głównie zajmuje się sporządzaniem umów (oraz - na przykład - ustaleniami, na jakiej wysokości ma być wrzutnia na listy). Jeden z jej klientów, Jonas, prosi ją o pomoc przy zakupionej przez niego na hotel nieruchomości, w której straszy (a dla właściciela ezoterycznego hotelu jest to problematyczne). Thora oddaje pod opiekę 16-letniego syna (niebawem ojca) oraz 6-letnią córkę eks-mężowi i udaje się na wizję lokalną na prowincję do hotelu. Zupełnym przypadkiem przyjeżdża za nią kochanek - Niemiec Matthew (którego sprytnie anonsuje jako nosiciela wirusa HIV, żeby nie głuszyły go nudzące się pracownice hotelu) i pomaga jej w śledztwie. Nie dość, że w hotelu pojawia się duch dziewczyny, nocami słychać płacz dziecka (a żadnego dziecka w okolicy nie ma), to jeszcze w dzień przyjazdu Thory ginie brutalnie zamordowana i zgwałcona architektka, Birna.
Oczywiście Thora mogłaby współpracować z policją i pewnie dzięki temu nie doszłoby do drugiego morderstwa, ale "dla dobra mocodawcy" prowadzi śledztwo sama. A to się włamie do pokoju zamordowanej i skłusuje pamiętnik, a to zirytuje mnóstwo ludzi, zadając pytania (na przykład o islandzkich nazistów), czy wreszcie znajdzie zwłoki sprzed ponad 60 lat. Matthew, który wprawdzie nie mówi po islandzku, na zmianę ciągnie Thorę do łóżka albo chodzi w roli jej ochroniarza i osoby do towarzystwa po okolicy. Wbrew mocnemu początkowi - zamordowaniu 4-letniej dziewczynki w 1945 roku - i wbrew dość mrocznemu klimatowi miejsca nawiedzonego, książka jest taka zupełnie normalna, czasem nawet lekko zabawna. Polubiłam Thorę mimo jej lekkomyślności i nadstawiania głowy bez powodu, jest niegłupia, inteligentna i wyjątkowo cierpliwa (chyba że rozmawia z byłym mężem).
Inne tej autorki:
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 18, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 1 komentarz
- Skomentuj
Thora jest prawnikiem, głównie zajmuje się sporządzaniem umów (oraz - na przykład - ustaleniami, na jakiej wysokości ma być wrzutnia na listy). Jeden z jej klientów, Jonas, prosi ją o pomoc przy zakupionej przez niego na hotel nieruchomości, w której straszy (a dla właściciela ezoterycznego hotelu jest to problematyczne). Thora oddaje pod opiekę 16-letniego syna (niebawem ojca) oraz 6-letnią córkę eks-mężowi i udaje się na wizję lokalną na prowincję do hotelu. Zupełnym przypadkiem przyjeżdża za nią kochanek - Niemiec Matthew (którego sprytnie anonsuje jako nosiciela wirusa HIV, żeby nie głuszyły go nudzące się pracownice hotelu) i pomaga jej w śledztwie. Nie dość, że w hotelu pojawia się duch dziewczyny, nocami słychać płacz dziecka (a żadnego dziecka w okolicy nie ma), to jeszcze w dzień przyjazdu Thory ginie brutalnie zamordowana i zgwałcona architektka, Birna.
Oczywiście Thora mogłaby współpracować z policją i pewnie dzięki temu nie doszłoby do drugiego morderstwa, ale "dla dobra mocodawcy" prowadzi śledztwo sama. A to się włamie do pokoju zamordowanej i skłusuje pamiętnik, a to zirytuje mnóstwo ludzi, zadając pytania (na przykład o islandzkich nazistów), czy wreszcie znajdzie zwłoki sprzed ponad 60 lat. Matthew, który wprawdzie nie mówi po islandzku, na zmianę ciągnie Thorę do łóżka albo chodzi w roli jej ochroniarza i osoby do towarzystwa po okolicy. Wbrew mocnemu początkowi - zamordowaniu 4-letniej dziewczynki w 1945 roku - i wbrew dość mrocznemu klimatowi miejsca nawiedzonego, książka jest taka zupełnie normalna, czasem nawet lekko zabawna. Polubiłam Thorę mimo jej lekkomyślności i nadstawiania głowy bez powodu, jest niegłupia, inteligentna i wyjątkowo cierpliwa (chyba że rozmawia z byłym mężem).
Inne tej autorki:
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 18, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wspominałam już kiedyś, że niespecjalnie lubię i niezbyt doceniam poezję. Dlatego trochę męczyłam się przy biografii Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej; przyszłam po bujne 20-lecie międzywojenne, po epokę ludzi znanych nie tylko z tego, że byli znani. Samozwaniec napisała świetną rozprawkę, uzasadniając odpowiednio dobranym wierszem swoje opinie o wydarzeniach i uczuciach. Pomijając wiersze (i abstrahując od ich jakości), to pełna zachwytu historia, napisana przez siostrę o siostrze, pełna miłości, subiektywnego zachwytu i tęsknoty za życiem, które prowadziły razem. Wiele rzeczy mnie dziwiło - zaczynając od ultratradycyjnego wychowania panien w cnocie, z wymykaniem się na schadzki do kościoła i korespondencję przez kanapę przy jednoczesnym utrzymywaniu przez papę Kossaka licznych metres i kochanic, a na przedziwnych stosunkach towarzysko-finansowych kończąc. Nie zmienia to faktu, że to kawałek pięknej historii o poetce, która kochała mocno i żyła intensywnie, choć niespecjalnie długo.
Inne tej autorki:
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 17, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 2 komentarze
- Skomentuj
Wspominałam już kiedyś, że niespecjalnie lubię i niezbyt doceniam poezję. Dlatego trochę męczyłam się przy biografii Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej; przyszłam po bujne 20-lecie międzywojenne, po epokę ludzi znanych nie tylko z tego, że byli znani. Samozwaniec napisała świetną rozprawkę, uzasadniając odpowiednio dobranym wierszem swoje opinie o wydarzeniach i uczuciach. Pomijając wiersze (i abstrahując od ich jakości), to pełna zachwytu historia, napisana przez siostrę o siostrze, pełna miłości, subiektywnego zachwytu i tęsknoty za życiem, które prowadziły razem. Wiele rzeczy mnie dziwiło - zaczynając od ultratradycyjnego wychowania panien w cnocie, z wymykaniem się na schadzki do kościoła i korespondencję przez kanapę przy jednoczesnym utrzymywaniu przez papę Kossaka licznych metres i kochanic, a na przedziwnych stosunkach towarzysko-finansowych kończąc. Nie zmienia to faktu, że to kawałek pięknej historii o poetce, która kochała mocno i żyła intensywnie, choć niespecjalnie długo.
Inne tej autorki:
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 17, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 2 komentarze
- Skomentuj
I pani ręce opadły. Naiwnie pomyślałam, że skoro ktoś (Fabryka Kryminału) ma w planie wydanie _całej_ serii "Alfabetu zbrodni", to zrobi to porządnie, alfabetycznie i chronologicznie. Jakże się myliłam. Po "A jak alibi" pojawiło się "B jak bezwzględność"[1], które jest tłumaczeniem tomu, uwaga, dwunastego (12!) i w oryginale nazywa się "L is for Lawless", przy czym to ostatnie jest nazwiskiem. Nie rozumiem zupełnie, może dlatego, że mam dwa oczy.
Po raz drugi ręce mi opadły już przy samej lekturze, ale to zawdzięczam autorce. Kinsey, detektyw z policyjnego odzysku, robi rzeczy tak idiotyczne, że zastanawiam się, w jaki sposób we względnej całości dotrwała do dwudziestego któregoś tomu. Brat Henry'ego Pittsa, jej gospodarza, żeni się z Rose, węgierską właścicielką restauracji, w której Kinsey jada. Przy okazji przygotowań prosi ją o pomoc dla znajomego, którego ojciec - Johhny Lee - umarł i wojsko odmawia mu wojskowego pochówku. Krótkie śledztwo pokazuje, że senior Lee bynajmniej nie zaliczył służby wojskowej, a zakład penitencjarny, do którego dostał się po napadzie na bank. Znajomy nie jest pracą Kinsey zachwycony, ma w zasadzie same pretensje. Kinsey to nie przeszkadza, ani nie podpisuje żadnej umowy, a do tego za własne pieniądze leci do Dallas za podejrzanym włamywaczem, który wynosi coś z domu niesympatycznego syna pana Lee. Nietrudno się domyślić, że mimo ryzykowania kilkukrotnie życiem nie dostaje nie tylko wynagrodzenia, ale i zwrotu kosztów. Kończy za to z guzem na głowie i poczuciem krzywdy. Siedzę na rękach, żeby nie napisać "aniemówiłam".
W tle jak zwykle jedzenie - osierocona w wieku 5 lat Kinsey marzy i amerykańskiej kuchni domowej. Wprawdzie ukochane danie to cheeseburger z McDonalda, ale najszczęśliwsza jest, kiedy dostaje kotlety wieprzowe z sosem beszamelowym, słodkie ziemniaki z duszonymi jabłkami i cebulką, chleb kukurydziany.
[1] Oryginalnie tom drugi to "B is for Burglar", u nas "W jak włamywacz", tom trzeci "C is for Corpse", u nas pewnie pojawi się jako ostatnie, bo "Z jak zwłoki". Nic to, jako trzeci tom po polsku wyjdzie "C jak cisza", czyli angielski tom 19, "S is for Silence". Ręce dalej zwisają, cisza zapadła.
Inne tej autorki tutaj.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 15, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj