Tag:
panie
Naukowiec John Montague, doktor filozofii, wynajmuje od właścicieli tytułowy nawiedzony dom i zaprasza osoby, które miały za sobą doświadczenia pozazmysłowe, żeby z ich pomocą przeprowadzić badania. Na ogłoszenie odpowiadają 32-letnia Eleanor, która w dzieciństwie doświadczyła deszczu kamieni spadających na dom oraz młodsza od niej Theodora, mająca silną intuicję. Na czas eksperymentu dołącza też krewny właścicielki, potencjalny dziedzic posiadłości, Luke Sanderson. Żadne z nich nie wierzy w złowieszczą moc Domu do momentu, kiedy go nie zobaczą - budynek emanuje złem. Przed wejściem do niego wszyscy są przestrzegani przez opiekunów posesji - państwa Dudleyów - że są zdani sami na siebie. W środku odkrywają różne fenomeny - drzwi, które się same zatrzaskują, strefę lodowatej temperatury, której jednak nie wychwytują urządzenia mechaniczne, poczucie czyjejś obecności. Do pewnego momentu jest zabawnie, zwłaszcza kiedy wjeżdża żona pani Montague ze swoimi spirytystycznymi akcesoriami, ale kiedy na ścianach pojawiają się napisy, a pokój jednej z dziewcząt zostaje wysmarowany czerwoną, przypominającą krew cieczą, sytuacja robi się mniej przyjemna.
I, jakby to nie była Jackson, można by uwierzyć, że Dom jest nawiedzony. Autorka jednak sprytnie myli tropy, wprowadzając niewiarygodną narratorkę, która kłamie o swojej przeszłości, skrywa tajemnice (między innymi niedopowiedzenie w kwestii śmierci jej matki), jest niestabilna emocjonalnie (co widać na przykład w jej love-hate stosunku do Theodory, którą raz kocha i chce z nią zamieszkać, chwilę potem uważa ją za wroga). Może to nie Dom jest nawiedzony, a Eleanor? Finał niczego nie sugeruje. Dom jest oczywiście prominentnym bohaterem - szalona architektura, pokój w otoczeniu innych pokojów, biblioteka ze schodami, ogród, w którym nie wszystko jest realne, do tego pani Dursley - kucharka i gospodyni, która - jak robot - recytuje plan dnia i zasady.
Widziałam, że jest w miarę świeży serial luźno osnuty o książkę, oglądałyście?
Inne tej autorki tutaj.
#10
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 21, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 1 komentarz
- Skomentuj
... z podtytułem “Życie z Nancy. Podróż w świat alzheimera”. Autorka podejmuje początkowo oczywistą dla niej decyzję o opiece nad starzejącymi się teściami; Morris ma coraz większe problemy z chodzeniem, Nancy jest sprawna fizycznie, ale szwankuje jej umysł. W celu pomieszczenia trzypokoleniowej rodziny (oprócz teściów i męża jest też trójka dorastających dzieci), Nancy i Chris kupują duży dom na północy Szkocji bo tam taniej niż gdzie indziej. Chris pracuje częściowo zdalnie, ale też często wyjeżdża, Nancy jest pisarką, może przecież pisać gdziekolwiek, liczy też na to, że dzikie piękno okolic da jej dobre tło do powstających powieści; dodatkowo planują też w dużym domu urządzić pensjonat dla podratowania budżetu. Rozdziały pokazujące narastające trudności dla całej rodziny[1], spowodowane rozpadem osobowości Nancy pod wpływem choroby, przeplatają się z rozdziałami popularno-naukowymi, opisującymi w miarę (książka wydana była w 2009 roku) aktualny stan badań nad chorobą alzheimera i demencji.
To smutna i niejednoznaczna próba pokazania doświadczenia rozpadu osobowości chorego i wpływu tego na resztę rodziny. Autorka mierzy się z obiegową opinią o wygodzie rodzin wyrzucających chorych krewnych do domu opieki, którą sama początkowo podziela, stąd decyzja; w pewnym momencie psychiczny koszt opieki i obciążenie, jakie ponoszą wszyscy, którzy z Nancy mieszkają, weryfikuje to podejście. Zajmowanie się rozpadającym się psychicznie krewnym porównane jest do odwrotnego procesu wychowania dziecka - osoba traci pamięć (co powoduje permanentny stan paniki i narastającą paranoję, a co za tym idzie nienawiść do opiekunów), umiejętności społeczne (agresja, przeklinanie) czy zrozumienie mechanizmów funkcjonowania świata (niechęć do zabiegów higienicznych, utrata wstrętu do fekaliów, brak zrozumienia działania rzeczy typu sztućce czy klamka), dodatkowo nie ma w finale nagrody ani zwycięstwa jak w przypadku dziecka; sporą rolę odgrywa też to, że cały czas mowa jest o silnej osobie dorosłej, która potrafi reagować agresją na pomoc przy myciu zębów czy przebieraniu. Nie ma tu wygranych - Andrea żałuje zarówno decyzji o podjęciu opieki (pensjonatu nie da się prowadzić profesjonalnie z osobą z demencją, podobnie jak nie da się pisać książek i utrzymać rodziny i siebie w zdrowiu psychicznym), jak i późniejszej decyzji o przekazaniu teściów do domu opieki, bo to też nie jest łatwe i oczywiste.
Dodatkowo artykuł autorki o opiece instytucjonalnej nad pacjentami z demencją.
[1] Sytuacja doprowadza wielokrotnie Chrisa do wściekłości, kiedy Nancy przestaje rozpoznawać najbliższą rodzinę, jest agresywna w stosunku do dzieci oraz coraz bardziej nienawidzi Andrei, słabo znosi wszystko Morris, który - wprawdzie sprawny intelektualnie - poddaje się chorobliwej paranoi i zaczyna obarczać winą za swoje coraz gorsze zdrowie syna i synową oraz ich decyzję o przeprowadzce na prowincję. Cierpią dzieci, obserwując dawniej kochającą babcię, która na nich krzyczy i potrafi uderzyć. Ale największą ofiarą całej sytuacji jest Andrea, która nie jest w stanie pisać, przeładowana dodatkową pracą i ciężarem odpowiedzialności:
Nie wyobrażałam sobie, że moi teściowie tak szybko staną się całkowicie bierni, nie przyszło mi na myśl, że opieka nad nimi będzie wyłącznie moją pracą – ale właśnie tak się stało, bo przecież mężczyźni mają prawdziwe prace, a kobiety nie.
#5
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 14, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
... z podtytułem “Życie z Nancy. Podróż w świat alzheimera”. Autorka podejmuje początkowo oczywistą dla niej decyzję o opiece nad starzejącymi się teściami; Morris ma coraz większe problemy z chodzeniem, Nancy jest sprawna fizycznie, ale szwankuje jej umysł. W celu pomieszczenia trzypokoleniowej rodziny (oprócz teściów i męża jest też trójka dorastających dzieci), Nancy i Chris kupują duży dom na północy Szkocji bo tam taniej niż gdzie indziej. Chris pracuje częściowo zdalnie, ale też często wyjeżdża, Nancy jest pisarką, może przecież pisać gdziekolwiek, liczy też na to, że dzikie piękno okolic da jej dobre tło do powstających powieści; dodatkowo planują też w dużym domu urządzić pensjonat dla podratowania budżetu. Rozdziały pokazujące narastające trudności dla całej rodziny[1], spowodowane rozpadem osobowości Nancy pod wpływem choroby, przeplatają się z rozdziałami popularno-naukowymi, opisującymi w miarę (książka wydana była w 2009 roku) aktualny stan badań nad chorobą alzheimera i demencji.
To smutna i niejednoznaczna próba pokazania doświadczenia rozpadu osobowości chorego i wpływu tego na resztę rodziny. Autorka mierzy się z obiegową opinią o wygodzie rodzin wyrzucających chorych krewnych do domu opieki, którą sama początkowo podziela, stąd decyzja; w pewnym momencie psychiczny koszt opieki i obciążenie, jakie ponoszą wszyscy, którzy z Nancy mieszkają, weryfikuje to podejście. Zajmowanie się rozpadającym się psychicznie krewnym porównane jest do odwrotnego procesu wychowania dziecka - osoba traci pamięć (co powoduje permanentny stan paniki i narastającą paranoję, a co za tym idzie nienawiść do opiekunów), umiejętności społeczne (agresja, przeklinanie) czy zrozumienie mechanizmów funkcjonowania świata (niechęć do zabiegów higienicznych, utrata wstrętu do fekaliów, brak zrozumienia działania rzeczy typu sztućce czy klamka), dodatkowo nie ma w finale nagrody ani zwycięstwa jak w przypadku dziecka; sporą rolę odgrywa też to, że cały czas mowa jest o silnej osobie dorosłej, która potrafi reagować agresją na pomoc przy myciu zębów czy przebieraniu. Nie ma tu wygranych - Andrea żałuje zarówno decyzji o podjęciu opieki (pensjonatu nie da się prowadzić profesjonalnie z osobą z demencją, podobnie jak nie da się pisać książek i utrzymać rodziny i siebie w zdrowiu psychicznym), jak i późniejszej decyzji o przekazaniu teściów do domu opieki, bo to też nie jest łatwe i oczywiste.
Dodatkowo artykuł autorki o opiece instytucjonalnej nad pacjentami z demencją.
[1] Sytuacja doprowadza wielokrotnie Chrisa do wściekłości, kiedy Nancy przestaje rozpoznawać najbliższą rodzinę, jest agresywna w stosunku do dzieci oraz coraz bardziej nienawidzi Andrei, słabo znosi wszystko Morris, który - wprawdzie sprawny intelektualnie - poddaje się chorobliwej paranoi i zaczyna obarczać winą za swoje coraz gorsze zdrowie syna i synową oraz ich decyzję o przeprowadzce na prowincję. Cierpią dzieci, obserwując dawniej kochającą babcię, która na nich krzyczy i potrafi uderzyć. Ale największą ofiarą całej sytuacji jest Andrea, która nie jest w stanie pisać, przeładowana dodatkową pracą i ciężarem odpowiedzialności:
Nie wyobrażałam sobie, że moi teściowie tak szybko staną się całkowicie bierni, nie przyszło mi na myśl, że opieka nad nimi będzie wyłącznie moją pracą – ale właśnie tak się stało, bo przecież mężczyźni mają prawdziwe prace, a kobiety nie.
#5
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 14, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Są książki, o których wiem, że spowodują u mnie irytację, smutek czy złość. To jedna z takich książek. Wyobraźcie sobie sytuację, że na osiedlu jest ankieta, czy mieszkańcy chcą monitoringu. Wynik ankiety to 51% na NIE. Demokracja, głosem większości monitoring nie zostaje zainstalowany. Czy aby na pewno jednak demokracja? Załóżmy, że robimy głosowanie z rozbiciem głosów na płeć i tu się okazuje, że znacząca większość kobiet jest za monitoringiem. Skąd 51% na nie? Znacząca większość uprawnionych do głosowania właścicieli mieszkań to mężczyźni, którzy narzucają swój wybór kobietom, bo nie straszne im powroty nocą, nie boją się napaści, a nie chcą kontroli. I o tym opowiada, podpierając się setkami badań, autorka - o luce, która powstała na świecie, bo głos kobiecy nie jest w wielu przypadkach brany pod uwagę. Z perspektywy białej kobiety, mieszkającej w Zachodniej Europie, nie jest to aż tak bolesne do momentu, kiedy nie zaczniemy sprawdzać liczb. W testach leków (ile badań zostało zahamowanych, bo nie miało efektów dla mężczyzn albo ile leków było testowanych głównie na mężczyznach; pada straszna statystyka, gdzie co drugą niepożądaną reakcją na lek u kobiet jest brak opisanego działania), w kryteriach oceny wykładowców, w dysproporcji obciążenia kobiet pracą opiekuńczą (co przekłada się na dyspozycyjność czy zmęczenie), w uśrednianiu do wzrostu i wagi 30-letniego mężczyzny, w prowadzeniu debaty i kulturze wypowiedzi (podczas debaty Clinton/Trump, Trump przerwał oponentce 51 razy, ona jemu - 17; słownik nawet teraz podpowiada mi, że na pewno chciałam napisać “oponentowi”), w diagnozowaniu czy - żeby tę smutną wyliczankę skończyć - w negowaniu historycznych osiągnięć kobiet, które, nawet jeśli przebiły się przez blokadę edukacyjną, nie mogły publikować pod swoim nazwiskiem.
Jeśli potrzebujecie argumentów do dyskusji o tym, że “kobiety jakoś inaczej myślą”, “człowiek to oczywiście mężczyzna”, “kobieta jest taka jak mężczyzna, tylko mniejsza”, “czemu nie ma kobiet-górników”, “co oznacza kompromis w przypadku, kiedy ktoś (mężczyzna) nie chce negocjować z kobietą” czy “no to wymień choć 133 sławne kobiety z XIX wieku”, to jest książka dla Was. Ważna i o bardzo, bardzo smutnej wymowie.
Gdy wybucha konflikt, wzrasta przemoc domowa. Więcej – zdarza się ona częściej niż wojenna przemoc na tle seksualnym. Spójrzmy na to w określonym kontekście: według szacunków w trzyletnim konflikcie w Bośni zgwałcono 60 tysięcy kobiet, a w trwającym 100 dni ludobójstwie w Rwandzie nawet 250 tysięcy. Agendy ONZ szacują, że ponad 60 tysięcy kobiet zostało zgwałconych podczas wojny domowej w Sierra Leone (1991–2002), ponad 40 tysięcy w Liberii (1989– 2003) i co najmniej 200 tysięcy w Demokratycznej Republice Konga od 1998 roku. Ze względu na luki w danych prawdziwe statystyki w tych wszystkich konfliktach mogą być znacznie wyższe (pomijając wszystkie inne przyczyny, gdyż często kobiety nie mają kogo zawiadomić o przemocy).
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 11, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Są książki, o których wiem, że spowodują u mnie irytację, smutek czy złość. To jedna z takich książek. Wyobraźcie sobie sytuację, że na osiedlu jest ankieta, czy mieszkańcy chcą monitoringu. Wynik ankiety to 51% na NIE. Demokracja, głosem większości monitoring nie zostaje zainstalowany. Czy aby na pewno jednak demokracja? Załóżmy, że robimy głosowanie z rozbiciem głosów na płeć i tu się okazuje, że znacząca większość kobiet jest za monitoringiem. Skąd 51% na nie? Znacząca większość uprawnionych do głosowania właścicieli mieszkań to mężczyźni, którzy narzucają swój wybór kobietom, bo nie straszne im powroty nocą, nie boją się napaści, a nie chcą kontroli. I o tym opowiada, podpierając się setkami badań, autorka - o luce, która powstała na świecie, bo głos kobiecy nie jest w wielu przypadkach brany pod uwagę. Z perspektywy białej kobiety, mieszkającej w Zachodniej Europie, nie jest to aż tak bolesne do momentu, kiedy nie zaczniemy sprawdzać liczb. W testach leków (ile badań zostało zahamowanych, bo nie miało efektów dla mężczyzn albo ile leków było testowanych głównie na mężczyznach; pada straszna statystyka, gdzie co drugą niepożądaną reakcją na lek u kobiet jest brak opisanego działania), w kryteriach oceny wykładowców, w dysproporcji obciążenia kobiet pracą opiekuńczą (co przekłada się na dyspozycyjność czy zmęczenie), w uśrednianiu do wzrostu i wagi 30-letniego mężczyzny, w prowadzeniu debaty i kulturze wypowiedzi (podczas debaty Clinton/Trump, Trump przerwał oponentce 51 razy, ona jemu - 17; słownik nawet teraz podpowiada mi, że na pewno chciałam napisać “oponentowi”), w diagnozowaniu czy - żeby tę smutną wyliczankę skończyć - w negowaniu historycznych osiągnięć kobiet, które, nawet jeśli przebiły się przez blokadę edukacyjną, nie mogły publikować pod swoim nazwiskiem.
Jeśli potrzebujecie argumentów do dyskusji o tym, że “kobiety jakoś inaczej myślą”, “człowiek to oczywiście mężczyzna”, “kobieta jest taka jak mężczyzna, tylko mniejsza”, “czemu nie ma kobiet-górników”, “co oznacza kompromis w przypadku, kiedy ktoś (mężczyzna) nie chce negocjować z kobietą” czy “no to wymień choć 133 sławne kobiety z XIX wieku”, to jest książka dla Was. Ważna i o bardzo, bardzo smutnej wymowie.
Gdy wybucha konflikt, wzrasta przemoc domowa. Więcej – zdarza się ona częściej niż wojenna przemoc na tle seksualnym. Spójrzmy na to w określonym kontekście: według szacunków w trzyletnim konflikcie w Bośni zgwałcono 60 tysięcy kobiet, a w trwającym 100 dni ludobójstwie w Rwandzie nawet 250 tysięcy. Agendy ONZ szacują, że ponad 60 tysięcy kobiet zostało zgwałconych podczas wojny domowej w Sierra Leone (1991–2002), ponad 40 tysięcy w Liberii (1989– 2003) i co najmniej 200 tysięcy w Demokratycznej Republice Konga od 1998 roku. Ze względu na luki w danych prawdziwe statystyki w tych wszystkich konfliktach mogą być znacznie wyższe (pomijając wszystkie inne przyczyny, gdyż często kobiety nie mają kogo zawiadomić o przemocy).
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 11, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Danuta Frey - Hotel „Kormoran” #106
Spis osób:
- Zdzisław Piotrowski - taksówkarz, krępy o ciemnych, kręconych włosach i śniadych, muskularnych rękach
- Jan Gadkowski - właściciel cukierni-lodziarni , obrzękła, obwisła twarz, worki pod oczami, alkoholik
- Jerzy Skoczek - recepcjonista, młody, trochę kudłaty, z brodą i w okularach
- Wiesław Dworak - dyrektor hotelu, tęgawy, niewysoki, z paskiem wrzynającym się w brzuch
- Pani Jadzia - księgowa, wyblakła, anemiczna,niemodnie ubrana, nieumalowana, siwe odrosty spod źle ufarbowanych włosów
- Basia - recepcjonistka, odrobinę przesadnie umalowana, modne dżinsy i bluzka z kwadratowym dekoltem, świeża cera
- Heniek Gadkowski - syn cukiernika, niewysoki blondyn o dziecinnym, trochę naiwnym wyrazie twarzy, mięsiste czerwone wilgotne usta i grube uda
- porucznik Andrzej Hołubiec - ciemnoblond, przylizane włosy, wąsik, jasne, niemal bezbarwne brwi i wystająca grdyka
- Ewa Romanowicz - drobna blondynka, leczona w szpitalu neuropsychiatrycznym w Garwolinie
- Edyta Zaręba - bufetowa, ruda, wysoka, młoda, płaska, za bardzo upudrowana twarz z brudami wokół uszminkowanych ust
- Gadkowska - żona cukiernika, siedzi na kasie w cukierni, żółte światło nadaje jej cerze chorobliwy wygląd
- Teresa Dworak - żona Dworaka, odgrzewa mężowi obiad, bo sam tego nie lubi robić
- sierżant Sadowski
(Fikcyjne) Ujsołty nad jeziorem Bokwałd. Seria dziwnych zdarzeń zaczyna się w hotelu “Kormoran”. W wypadku ginie kierowca taksówki, jadący z hotelu, tego samego dnia znika recepcjonista. Jest podejrzenie, że panowie pili razem, a wypadek spowodował właśnie alkohol, ale z sekcji wynika, że kierowca był trzeźwy. Ktoś napada na panią Jadzię, kiedy wścibska księgowa idzie zbadać źródło dziwnego dźwięku. Porucznik Hołubiec rozpoczyna śledztwo, ale z wody pobliskiego jeziora wyciąga wcale nie zwłoki Skoczka, a nastoletniej blondynki, nagiej, zawiniętej w folię i niebieski wełniany koc; inwentaryzacja koców - odrzutów z eksportu - w “Kormoranie” przyczyni się do rozwiązania zagadki. Jest pożar, w którym o mało co nie ginie jeden z podejrzanych, ale ofiarny Hołubiec wyciąga go z ognia. Nietypowo, już po oskarżeniu mordercy, jest finał w postaci sprawy sądowej, a nawet dwóch.
Się pali: marlboro, sporty.
Się pije: wódkę.
Się ma: żonę księgową (Hołubiec).
Inne tej autorki tutaj.
Jadwiga Kaflińska - Magiczny papierek #107
Spis osób:
- profesor Wielowieyski - uczynny dyrektor zakładu dla nerwowo chorych
- Krystyna Zawidzka - atrakcyjna[1] pacjentka po załamaniu nerwowym, malarka czy coś takiego
- Janusz Zawidzki - mąż Krystyny, redaktor, nie znosi dzieci
- Irena Urbańska - siostra Krystyny, twarz ma niezbyt piękną, ale miłą i inteligentną
- kapitan Marcin Roszczyk - nie waha się zostać po godzinach
- porucznik Aleksander Kowalski - zastępca Roszczyka, pisze na maszynie używając dziesięciu palców
- gospodyni domu Zawidzkich - chuda, żylasta, ale schludna
- Lilka Krzycka[2] - eks-przyjaciółka Krystyny, kochanka Zawidzkiego, kierowniczka zakładu kosmetycznego Afrodyta
- Zygmunt Krzycki - przyjaciel Zawidzkiego z lat dziecinnych, zażywny i elegancki mężczyzna
- porucznik Alek Kowalski - z wielką przyjemnością wypytuje ładne panie
- M. Kawecka - sąsiadka Zawidzkich, krawcowa, starsza, starannie ubrana i umalowana
- inżynier Urbański - dobroduszny olbrzym o serdecznie uśmiechniętej twarzy
- Lucyna - dziewczyna Roszczyka, zaopatruje mu lodówkę i dba o garderobę[4]
- sierżant Borek - udaje montera
- sierżant Grabowski - inwigiluje Krzyckich
- porucznik Sikora - rozpytuje w wydawnictwie o Zawidzkiego
- profesor Ireneusz Zamorski - od Zawidzkiego zależał jego wyjazd do RFN
- Grażyna Marciszewska - sekretarz redakcji[5]
- dyrektor Małecki - od miesiąca na emeryturze, bardzo miły i kulturalny pan.
- sekretarka - straszny plociuch, ale to cenne[3]
Mąż nie pojawia się, żeby odebrać żonę ze szpitala dla nerwowo chorych w Klimowie, więc zirytowana pani Zawidzka wraca sama do domu, gdzie znajduje męża zamordowanego. Uczynny ordynator powiadamia milicję, a damę w szoku odwozi z powrotem do szpitala. Na biurku zabitego walają się rozsypane dokumenty i notatki, ale kosztowne precjoza są na miejscu. Na broni, z której zastrzelono Zawidzkiego, milicja znajduje odciski palców żony, ale mimo tego, że żona przyznaje się, że strzelała do męża, nie zostaje aresztowana. W śledztwie okazuje się, że pan redaktor nie był zbyt wierny, a dodatkowo zdarzało mu się szantażować otoczenie (np. potencjalnym plagiatem czy wyciąganiem incydentów z przeszłości).
Milicja stosuje metody nieortodoksyjne - zaczyna od udawania krewnego, a kiedy przesłuchiwana osoba się nie nabiera, dopiero wtedy macha legitymacją. W celu pobrania odcisków od podejrzanych, wysłany zostaje wywiadowca w przebraniu konserwatora z Urzędu Telekomunikacji. Autorka każdej pani ocienia oczy rzęsami, a funkcjonariuszy bardzo uwrażliwia na piękno kobiece (oraz twierdzi, że rozpoznają po zapachu Soir de Paris). Miarą zamożności jest posiadanie kolorowego telewizora.
Się je: jajecznicę z kiełbasą oraz szklanką herbaty.
Się pali: tak, ale nie wszyscy.
Szowinizm codzienny:
- Często przebywała poza domem?
- Dosyć często. Pracownię wynajęła w Alejach Jerozolimskich, to chodzi tam malować. Nieraz i zanocuje tam, jak ma dużo roboty. A chyba coś ze dwa razy wyjeżdżała na jakieś targi za granicę i do Poznania, to nie było jej po dwa tygodnie.
- A mąż pozwalał jej, nie denerwował się?
- Tego to ja już nie wiem, ale tak po mojemu chyba nie, bo zawsze był bardzo wesoły.
Poszłam do niego [do kochanka] jak zwykle około godziny siedemnastej. (...) Janusz nie jadł jeszcze obiadu, ja również, więc upitrasiłam coś naprędce. Następnie poszłam do kuchni pozmywać, a on w tym czasie załatwiał jakieś telefony. Chciałam zaparzyć kawę, ale przeprosił mnie, że tego wieczoru nie będzie miał dla innie czasu, bo umówił się z kimś w domu na wpół do siódmej.
Widzi pan, mój mąż dawno już wyrósł z tego stanu, co to „uważaj, złotko, bo tu błotko”. Dla niego małżeństwo to pewnego rodzaju instytucja, a żona, to mebel, potrzebny w charakterze domowego robota, czasem w charakterze dekoracji. Często powtarza jako dowcip, że mu ze mną „do twarzy”. A czy mnie się już nic od życia nie należy?
Widzi pan, redaktor Zawidzki był moim zwierzchnikiem blisko pięć lat i ten układ stał się dla nas chlebem powszednim. Szanowałam go, wykonywałam jego polecenia, a on z kolei też zachowywał się zawsze fair w stosunku do mnie; może dlatego, że mam ojca na stanowisku? Jednym słowem - pełna kultura obcowania na co dzień.
[1] Była dość wysoka, smukła, długonoga, ciemne, lśniące włosy spadały jej na ramiona, błękitne oczy ocienione długimi, podwiniętymi rzęsami patrzyły na świat zachłannie i z nadzieją. Ubrana była w zgrabny, wiosenny płaszcz popielatego koloru oraz w filuterną malinową czapeczkę. (...) To wszystko rzuciło się w oczy Roszczykowi, zanim jeszcze spojrzał jej w twarz; bo wtedy poczuł skurcz w gardle. To chyba najpiękniejsza, a zarazem najsmutniejsza twarz, jaką widziałem w życiu - pomyślał.
[2] Na szczęście kolor ten [różowy] harmonizował świetnie z jasnymi włosami i fiołkowymi oczami pani kierownik, ubranej dla kontrastu w elegancko skrojony fartuch koloru lila. Liliowa przepaska utrzymywała w porządku falujące włosy. Oczy podłużne, ocienione długimi rzęsami, zgrabny nosek i pięknie wykrojone usta w łagodnym owalu twarzy tworzyły obrazek, przypominający Roszczykowi wisiorek z kameą. Gdy wstała na jego widok, ze znawstwem ocenił piękne nogi i zgrabną figurę pani kierownik.
[3] W tym momencie do pokoju weszła młoda dziewczyna, niosąca na tacy dwie szklanki herbaty; postawiła je na konferencyjnym stoliku. To była chyba seksbomba wydawnictw. Wyobraź sobie - platynowe loki spadające w puklach na ramiona, szarozielone oczy ocienione sztywnymi od tuszu, długimi, podwiniętymi rzęsami, lekko zadarty nosek, który zdawał się węszyć dookoła, usta pomalowane perłową szminką, uśmiechające się zachęcająco w lalkowatej twarzy. Miała wysokie, proste nogi, na których poruszała się szybko i zręcznie kręcąc okrągłym kuperkiem. Ubrana była w spódniczkę midi koloru szarego i granatową bluzkę bez rękawów. Zapytała lekko schrypniętym głosem (...) a mnie wpadło do głowy, że takie osóbki, jak ta ślicznotka, bywają nieocenionym źródłem różnych informacji i ploteczek biurowych.
[4] Czekała już w jego kawalerce śliczna i zgrabna, w świetnie skrojonej sukience z barwnego tergalu. Na krześle wisiała jego najlepsza, świeżo uprasowana koszula.
[5] No i wyobraź sobie, za chwilę do pokoju wmaszerowała zamaszyście postawna brunetka około trzydziestki, uczesana na pazia, w sportowych półbutach, szerokiej spódnicy „midi” koloru miodu i w brązowym golfie, opinającym kształtne piersi. Twarzy nie miała może pięknej, ale regularne rysy, wyraziste, podłużne, szare oczy i skórę do uśmiechu usta. Jednym słowem całość miła dla oka.
Inne tej autorki.
Inne z tego cyklu tutaj.
#1 (przeczytałam też po raz kolejny EW108).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 3, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Danuta Frey - Hotel „Kormoran” #106
Spis osób:
- Zdzisław Piotrowski - taksówkarz, krępy o ciemnych, kręconych włosach i śniadych, muskularnych rękach
- Jan Gadkowski - właściciel cukierni-lodziarni , obrzękła, obwisła twarz, worki pod oczami, alkoholik
- Jerzy Skoczek - recepcjonista, młody, trochę kudłaty, z brodą i w okularach
- Wiesław Dworak - dyrektor hotelu, tęgawy, niewysoki, z paskiem wrzynającym się w brzuch
- Pani Jadzia - księgowa, wyblakła, anemiczna,niemodnie ubrana, nieumalowana, siwe odrosty spod źle ufarbowanych włosów
- Basia - recepcjonistka, odrobinę przesadnie umalowana, modne dżinsy i bluzka z kwadratowym dekoltem, świeża cera
- Heniek Gadkowski - syn cukiernika, niewysoki blondyn o dziecinnym, trochę naiwnym wyrazie twarzy, mięsiste czerwone wilgotne usta i grube uda
- porucznik Andrzej Hołubiec - ciemnoblond, przylizane włosy, wąsik, jasne, niemal bezbarwne brwi i wystająca grdyka
- Ewa Romanowicz - drobna blondynka, leczona w szpitalu neuropsychiatrycznym w Garwolinie
- Edyta Zaręba - bufetowa, ruda, wysoka, młoda, płaska, za bardzo upudrowana twarz z brudami wokół uszminkowanych ust
- Gadkowska - żona cukiernika, siedzi na kasie w cukierni, żółte światło nadaje jej cerze chorobliwy wygląd
- Teresa Dworak - żona Dworaka, odgrzewa mężowi obiad, bo sam tego nie lubi robić
- sierżant Sadowski
(Fikcyjne) Ujsołty nad jeziorem Bokwałd. Seria dziwnych zdarzeń zaczyna się w hotelu “Kormoran”. W wypadku ginie kierowca taksówki, jadący z hotelu, tego samego dnia znika recepcjonista. Jest podejrzenie, że panowie pili razem, a wypadek spowodował właśnie alkohol, ale z sekcji wynika, że kierowca był trzeźwy. Ktoś napada na panią Jadzię, kiedy wścibska księgowa idzie zbadać źródło dziwnego dźwięku. Porucznik Hołubiec rozpoczyna śledztwo, ale z wody pobliskiego jeziora wyciąga wcale nie zwłoki Skoczka, a nastoletniej blondynki, nagiej, zawiniętej w folię i niebieski wełniany koc; inwentaryzacja koców - odrzutów z eksportu - w “Kormoranie” przyczyni się do rozwiązania zagadki. Jest pożar, w którym o mało co nie ginie jeden z podejrzanych, ale ofiarny Hołubiec wyciąga go z ognia. Nietypowo, już po oskarżeniu mordercy, jest finał w postaci sprawy sądowej, a nawet dwóch.
Się pali: marlboro, sporty.
Się pije: wódkę.
Się ma: żonę księgową (Hołubiec).
Inne tej autorki tutaj.
Jadwiga Kaflińska - Magiczny papierek #107
Spis osób:
- profesor Wielowieyski - uczynny dyrektor zakładu dla nerwowo chorych
- Krystyna Zawidzka - atrakcyjna[1] pacjentka po załamaniu nerwowym, malarka czy coś takiego
- Janusz Zawidzki - mąż Krystyny, redaktor, nie znosi dzieci
- Irena Urbańska - siostra Krystyny, twarz ma niezbyt piękną, ale miłą i inteligentną
- kapitan Marcin Roszczyk - nie waha się zostać po godzinach
- porucznik Aleksander Kowalski - zastępca Roszczyka, pisze na maszynie używając dziesięciu palców
- gospodyni domu Zawidzkich - chuda, żylasta, ale schludna
- Lilka Krzycka[2] - eks-przyjaciółka Krystyny, kochanka Zawidzkiego, kierowniczka zakładu kosmetycznego Afrodyta
- Zygmunt Krzycki - przyjaciel Zawidzkiego z lat dziecinnych, zażywny i elegancki mężczyzna
- porucznik Alek Kowalski - z wielką przyjemnością wypytuje ładne panie
- M. Kawecka - sąsiadka Zawidzkich, krawcowa, starsza, starannie ubrana i umalowana
- inżynier Urbański - dobroduszny olbrzym o serdecznie uśmiechniętej twarzy
- Lucyna - dziewczyna Roszczyka, zaopatruje mu lodówkę i dba o garderobę[4]
- sierżant Borek - udaje montera
- sierżant Grabowski - inwigiluje Krzyckich
- porucznik Sikora - rozpytuje w wydawnictwie o Zawidzkiego
- profesor Ireneusz Zamorski - od Zawidzkiego zależał jego wyjazd do RFN
- Grażyna Marciszewska - sekretarz redakcji[5]
- dyrektor Małecki - od miesiąca na emeryturze, bardzo miły i kulturalny pan.
- sekretarka - straszny plociuch, ale to cenne[3]
Mąż nie pojawia się, żeby odebrać żonę ze szpitala dla nerwowo chorych w Klimowie, więc zirytowana pani Zawidzka wraca sama do domu, gdzie znajduje męża zamordowanego. Uczynny ordynator powiadamia milicję, a damę w szoku odwozi z powrotem do szpitala. Na biurku zabitego walają się rozsypane dokumenty i notatki, ale kosztowne precjoza są na miejscu. Na broni, z której zastrzelono Zawidzkiego, milicja znajduje odciski palców żony, ale mimo tego, że żona przyznaje się, że strzelała do męża, nie zostaje aresztowana. W śledztwie okazuje się, że pan redaktor nie był zbyt wierny, a dodatkowo zdarzało mu się szantażować otoczenie (np. potencjalnym plagiatem czy wyciąganiem incydentów z przeszłości).
Milicja stosuje metody nieortodoksyjne - zaczyna od udawania krewnego, a kiedy przesłuchiwana osoba się nie nabiera, dopiero wtedy macha legitymacją. W celu pobrania odcisków od podejrzanych, wysłany zostaje wywiadowca w przebraniu konserwatora z Urzędu Telekomunikacji. Autorka każdej pani ocienia oczy rzęsami, a funkcjonariuszy bardzo uwrażliwia na piękno kobiece (oraz twierdzi, że rozpoznają po zapachu Soir de Paris). Miarą zamożności jest posiadanie kolorowego telewizora.
Się je: jajecznicę z kiełbasą oraz szklanką herbaty.
Się pali: tak, ale nie wszyscy.
Szowinizm codzienny:
- Często przebywała poza domem?
- Dosyć często. Pracownię wynajęła w Alejach Jerozolimskich, to chodzi tam malować. Nieraz i zanocuje tam, jak ma dużo roboty. A chyba coś ze dwa razy wyjeżdżała na jakieś targi za granicę i do Poznania, to nie było jej po dwa tygodnie.
- A mąż pozwalał jej, nie denerwował się?
- Tego to ja już nie wiem, ale tak po mojemu chyba nie, bo zawsze był bardzo wesoły.
Poszłam do niego [do kochanka] jak zwykle około godziny siedemnastej. (...) Janusz nie jadł jeszcze obiadu, ja również, więc upitrasiłam coś naprędce. Następnie poszłam do kuchni pozmywać, a on w tym czasie załatwiał jakieś telefony. Chciałam zaparzyć kawę, ale przeprosił mnie, że tego wieczoru nie będzie miał dla innie czasu, bo umówił się z kimś w domu na wpół do siódmej.
Widzi pan, mój mąż dawno już wyrósł z tego stanu, co to „uważaj, złotko, bo tu błotko”. Dla niego małżeństwo to pewnego rodzaju instytucja, a żona, to mebel, potrzebny w charakterze domowego robota, czasem w charakterze dekoracji. Często powtarza jako dowcip, że mu ze mną „do twarzy”. A czy mnie się już nic od życia nie należy?
Widzi pan, redaktor Zawidzki był moim zwierzchnikiem blisko pięć lat i ten układ stał się dla nas chlebem powszednim. Szanowałam go, wykonywałam jego polecenia, a on z kolei też zachowywał się zawsze fair w stosunku do mnie; może dlatego, że mam ojca na stanowisku? Jednym słowem - pełna kultura obcowania na co dzień.
[1] Była dość wysoka, smukła, długonoga, ciemne, lśniące włosy spadały jej na ramiona, błękitne oczy ocienione długimi, podwiniętymi rzęsami patrzyły na świat zachłannie i z nadzieją. Ubrana była w zgrabny, wiosenny płaszcz popielatego koloru oraz w filuterną malinową czapeczkę. (...) To wszystko rzuciło się w oczy Roszczykowi, zanim jeszcze spojrzał jej w twarz; bo wtedy poczuł skurcz w gardle. To chyba najpiękniejsza, a zarazem najsmutniejsza twarz, jaką widziałem w życiu - pomyślał.
[2] Na szczęście kolor ten [różowy] harmonizował świetnie z jasnymi włosami i fiołkowymi oczami pani kierownik, ubranej dla kontrastu w elegancko skrojony fartuch koloru lila. Liliowa przepaska utrzymywała w porządku falujące włosy. Oczy podłużne, ocienione długimi rzęsami, zgrabny nosek i pięknie wykrojone usta w łagodnym owalu twarzy tworzyły obrazek, przypominający Roszczykowi wisiorek z kameą. Gdy wstała na jego widok, ze znawstwem ocenił piękne nogi i zgrabną figurę pani kierownik.
[3] W tym momencie do pokoju weszła młoda dziewczyna, niosąca na tacy dwie szklanki herbaty; postawiła je na konferencyjnym stoliku. To była chyba seksbomba wydawnictw. Wyobraź sobie - platynowe loki spadające w puklach na ramiona, szarozielone oczy ocienione sztywnymi od tuszu, długimi, podwiniętymi rzęsami, lekko zadarty nosek, który zdawał się węszyć dookoła, usta pomalowane perłową szminką, uśmiechające się zachęcająco w lalkowatej twarzy. Miała wysokie, proste nogi, na których poruszała się szybko i zręcznie kręcąc okrągłym kuperkiem. Ubrana była w spódniczkę midi koloru szarego i granatową bluzkę bez rękawów. Zapytała lekko schrypniętym głosem (...) a mnie wpadło do głowy, że takie osóbki, jak ta ślicznotka, bywają nieocenionym źródłem różnych informacji i ploteczek biurowych.
[4] Czekała już w jego kawalerce śliczna i zgrabna, w świetnie skrojonej sukience z barwnego tergalu. Na krześle wisiała jego najlepsza, świeżo uprasowana koszula.
[5] No i wyobraź sobie, za chwilę do pokoju wmaszerowała zamaszyście postawna brunetka około trzydziestki, uczesana na pazia, w sportowych półbutach, szerokiej spódnicy „midi” koloru miodu i w brązowym golfie, opinającym kształtne piersi. Twarzy nie miała może pięknej, ale regularne rysy, wyraziste, podłużne, szare oczy i skórę do uśmiechu usta. Jednym słowem całość miła dla oka.
Inne tej autorki.
Inne z tego cyklu tutaj.
#1 (przeczytałam też po raz kolejny EW108).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 3, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dość nietypowa książka o śledztwie prowadzonym przez Konrada Sejera, bo narratorem jest przestępca. Charles Olav Torp, wdowiec uzależniony od hazardu, nareszcie spłaca długi, a za pozostałe pieniądze kupuje 17-letniej córce rasowego konia. Córka wybacza ojcu dawne winy, cieszy się, że podjął pracę w stajni, razem chodzą na grób matki, sielanka. Dwie rzeczy jednak spędzają Torpowi sen z powiek - problemy zdrowotne, w pewnym momencie zdiagnozowane jako fgjneqavravr ebmfvnar oraz morderstwo, którego dokonał w celu uzyskania pieniędzy. Pierwsza część książki opisuje, jak do zbrodni doszło, druga - walkę Torpa ze sobą, zwłaszcza w obliczu zacieśniającego się kręgu podejrzeń. Rola Sejera jest - podobnie jak w “Zbrodni i karze” - w zasadzie ograniczona do oczyszczającego wyznania zbrodni.
Inne książki tej autorki tutaj.
#155
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dość nietypowa książka o śledztwie prowadzonym przez Konrada Sejera, bo narratorem jest przestępca. Charles Olav Torp, wdowiec uzależniony od hazardu, nareszcie spłaca długi, a za pozostałe pieniądze kupuje 17-letniej córce rasowego konia. Córka wybacza ojcu dawne winy, cieszy się, że podjął pracę w stajni, razem chodzą na grób matki, sielanka. Dwie rzeczy jednak spędzają Torpowi sen z powiek - problemy zdrowotne, w pewnym momencie zdiagnozowane jako fgjneqavravr ebmfvnar oraz morderstwo, którego dokonał w celu uzyskania pieniędzy. Pierwsza część książki opisuje, jak do zbrodni doszło, druga - walkę Torpa ze sobą, zwłaszcza w obliczu zacieśniającego się kręgu podejrzeń. Rola Sejera jest - podobnie jak w “Zbrodni i karze” - w zasadzie ograniczona do oczyszczającego wyznania zbrodni.
Inne książki tej autorki tutaj.
#155
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Heidi pracuje w organizacji pomagającej ludziom dotkniętym ubóstwem, zwłaszcza emigrantom, nie mówiącym dobrze po angielsku. W drodze do pracy zaczyna regularnie widywać młodą żebraczkę z niemowlęciem, nie może przejść nad tym obojętnie. Zabiera dziewczynę - Willow - do swojego domu, ku zaskoczeniu męża i nastoletniej córki, a także samej Willow, której ewidentnie w życiu wiele dobrego nie spotkało. Jakiekolwiek wątpliwości znikają, kiedy Heidi bierze na ręce niemowlę - brudne, wyziębione, z infekcją, głodne; wie, że będzie dla niego doskonałą matką, zawsze marzyła o wielodzietnej rodzinie, czemu na przeszkodzie stanęła dramatyczna choroba.
Narracja jest trójosobowa. Opowieść Heidi przerywana jest historią jej męża, brokera Chrisa, który - wiecznie w delegacji - jest coraz bardziej zaniepokojony całą sytuacją, a dodatkowo usiłuje się oprzeć pokusie romansu z piękną koleżanką z pracy, pamiętając o wszystkim tym, co kocha w swojej żonie. Trzecim głosem jest głos Willow, sieroty rozdzielonej z młodszą siostrą, adoptowaną przez maniaka religijnego, który odciął ją od życia i molestował przez lata.
Największym walorem książki jest zaskoczka fabularna, niestety większość wątków jest dość toporna i z tezą - nieprzepracowana trauma wraca, system opieki społecznej jest niewydolny, niezaspokojony instynkt macierzyński prowadzi do tragedii.
Akcenty polskie: do biednych emigrantów należą oczywiście Polacy, zaś w domu Heidi je się na polskiej porcelanie.
Inne tej autorki tutaj.
#153
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 24, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj