Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: panowie

Knut Hamsun - Głód

Chistiania, koniec XIX wieku. Narratorowi, bezimienny literatowi (dziennikarzowi?) kończą się pieniądze, nie pierwszy raz i nie ostatni, gospodyni niedwuznacznie sugeruje, że mógłby zapłacić, nie bardzo już ma co zastawić w lombardzie, ale przecież zaraz za chwilę napisze taki artykuł, że będzie opływał w pieniądze. Tylko musi coś zjeść, bo bez jedzenia nie jest w stanie pisać. Ale skąd pieniądze, nie będzie żebrał, ma swoją godność.

Mam już zwycięzcę w konkursie na tegorocznego Najbardziej Męczącego Bohatera. Typ zajmuje się, jak w żydowskim szmoncesie, kręceniem dookoła pracy, bo nie pracą. Tu pójdzie, tam przyśnie, tu się uniesie honorem, napisałby taki artykuł, ale nie ma świecy, tu zastawi ostatnią kamizelkę, a uzyskane walory roztrwoni, a jak jest głodny, to żuje drewniane wióry, albo się kaleczy, wszak krew jest odżywcza. Z zasobów została mu źle pojmowana duma, więc odmawia pomocy nawet jak ją mu ktoś proponuje, a dodatkowo nie przyznaje się, w jak bardzo kiepskiej sytuacji jest. W zasadzie to chciałby umrzeć, ale jednak nie umiera, do tego zakochuje się w przypadkowo poznanej na ulicy pannie. Po czym ucieka na statek, żeby zacząć nowe życie.

Dla słabszych (to ja) książka zaopatrzona jest w posłowie wyjaśniające ważną rolę tej powieści w literaturze norweskiej, kontrast z mieszczańską stabilizacją, łamanie norm i społecznych tabu:

Zmory egzystencji inteligenckiego proletariusza, jego dumne gesty niezależności i wisielczą grę z własną nędzą, z sytym otoczeniem, z losem przeciwnym, z niezrozumieniem mieszczanina dla jego aspiracji (...)
Witold Nawrocki

Nie dziękujcie. Jedyna zaleta - jest krótka i jak już myślałam, że pójdę po gumkę, żeby strzelać bohaterowi w ucho za każdym razem, jak zrobi coś głupiego, to się skończyła. No nie zachwyt.

#115

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 5, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Józef Hen - Twarz pokerzysty

Mężczyzna, zwany niegdyś “Dymitrem”, opowiada narratorowi historię sprzed kilkudziesięciu lat, z czasów świeżo po wojnie. Zostaje warunkowo zwolniony z więzienia, z aluzji można się domyślić, że za działalność w AK w czasie wojny i dostaje zadanie do wykonania. Ma pojechać do Bagnisk, miejsca rządzonego przez jego dawnego dowódcę z oddziału, Zygmunta, który był dla niego wzorem i ma potwierdzić teorię, iż dowódca jest zdrajcą, Złowrogim, który wydawał Polaków Niemcom. Przed nim był już w Bagniskach tajny agent, ale został zdekonspirowany i zabity. Zabiera jednego z współaresztowanych towarzyszy, stosik pieniędzy i jedzie, ale raczej żeby oczyścić imię Zygmunta z podejrzeń. Na miejscu znajduje piękną panią fryzjerkę, z którą tak zupełnie przy okazji wchodzi w bliższe stosunki, również kulinarne, oraz więcej znajomych z czasów okupacji. Sprawa rozwiązuje się podczas partii pokera w nocnym lokalu, a narrator zachwyca się pięknymi nogami dorosłej już córki “Dymitra”.

To dość nietypowy kryminał, mimo udziału milicji, taki bardziej rozliczeniowo-westernowy. Sporo czasu zajmują zachwyty damską anatomią i nocne dyskusje Polaków o pryncypiach. Jeden z bohaterów zastępuje frazą "batożę to" jeden z pospolitszych czasowników, trochę ubolewam, byłoby barwniej bez cenzury.

Się je: niedogotowany kapuśniak z chlebem, wiejską kiełbasę, pieczoną kurę, grzybki w occie, ogórki z beczki i sery rozmaite, jabłka z własnego ogródka, placki kartoflane, jajecznicę, zimne mięsa, sałatkę, pączka, bułkę z masłem, jajka po wiedeńsku.

Się nie je: sandacza pod beszamelem, śledzia po japońsku, rolmopsów, indyka w maladze, czerwonego kawioru astrachańskiego (bo nie ma).

Się pali: papierosy Triumf, gitany, “Magyara”.

Się pije: herbatę z termosu, samogon, starowin, wódkę, burgund, gdański gold-wasser, sok grapefruitowy, koniak, zbożową kawę, wodę borżomi (najlepszą na kaca), kawę z mlekiem.

Się leży: na rekamierce.

Inne z tej serii.

#114

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 4, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Richard Hey - Fabrykant aniołków i spółka

Anarchiści bronią opuszczonej zabytkowej willi nad Wannsee[1] przed zniszczeniem przez nieuczciwego dewelopera[2], podczas siłowej ewakuacji w piwnicy zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny. Jak się okazuje, umarła z powodu krwotoku po niefachowo wykonanej aborcji. Komisarz Katarzyna Ledermacher wprawdzie właśnie jedzie na wakacje, ale już po tygodniu nie może wytrzymać i wraca, żeby dowiedzieć się, że sprawa dotyka ją osobiście - jej konkubent, znany z lewackich sympatii oraz 17-letnia córka wspierają okupujących budynki, bynajmniej nie postrzegając ich jako terrorystów, a sprawiedliwość społeczną - stają się podejrzani w sprawie, a mieszkanie, w którym we troje mieszkają, “przeszukane”. Te dwa wątki - wywłaszczania mieszkańców i niszczenia zabytkowych budynków, żeby na ich miejscu postawić hotele bądź apartamentowce i zyskać na ulgach podatkowych oraz podziemie aborcyjne przeplatają się aż do finału.

Kiedyś podobała mi się warstwa obyczajowa - wyluzowana matka-policjantka, która pozwala nieletniej córce wynieść się do pustej kawalerki, gdzie bez nadzoru może przejść inicjację seksualną. I Berlin Zachodni, od dziecka miałam dużo sympatii do Berlina.

Się choruje: na grypę jelitową.

Się je: keksy (w samolocie), grzanki z marmoladą agrestową lub salami (śniadanie w łóżku), rogaliki z masłem, sałatę, lasagne al forno, zupę jarzynową z mięsem (w domu), kanapki z szynką, kurczaka.

Się pali: również w samolocie, cigarillo, fajkę.

Się pije: słabą herbatę, herbatkę miętową, wino na szklanki, koniak caliente, czystą wódkę (do obiadu), kawę, hiszpańskie wino o oplatanej butelce, potrójną “Bloody Mary” (znajoma striptizerka na śniadanie), wodę mineralną, sok pomarańczowy, neskę, mleko, sok owocowy.

Się napada na bank: banda z Domu Starców. Rześcy staruszkowie, zamaskowani i występujący pod nazwą OPS, Organizacji dla Polepszenia Samopoczucia, napadli na kilka banków i spokojnie usadowili się ze zdobytymi pieniędzmi na Majorce. Korzystając z dobrej opieki prawnej do dziś żyli sobie beztrosko w pięknych, komfortowych willach nad morzem.

Się nie zamawia: rozbierającego się starszego służącego w hotelu w celach rozrywkowych.

Się kupuje na ryneczku: trzy funty śliwek za jedną markę, kwiaty, obrazy z nagimi kobietami z rozkraczonymi nogami i szczegółowo przedstawionymi detalami (jego obrazy szły jak świeże bułeczki (sic!)).

Się jeździ: Orient-Expressem, „czosnkowym” metrem, łączącym turecką dzielnicę w Kreuzbergu ze śródmieściem.

Się przesłuchuje drag queen (który z pasją przebiera się za Katarzynę):

- Ach, te świnie, co go zamordowały. Cudzoziemcy! Przeklęte pedały!
- Pedałowaci cudzoziemcy?
- Ach - rzekł Phelz zmieszany. - To tylko takie wyzwisko, wie pani. Jak się to mówi. Ostatecznie co jest w naszym społeczeństwie gorszego od pedałów i cudzoziemców. Odkąd nie mamy już do dyspozycji Żydów. Prawda? W rzeczywistości ci dwaj nie byli ani pedałami, na to mam ostatecznie oko, ani cudzoziemcami, to się przecież też widzi.

Inne z tej serii.

[1] Ha, wiem, gdzie to! Oczywiście kiedy pierwszy raz czytałam ten kryminał w końcówce lat 80., wszystko opisane było jak inny świat, również wyjazd Katarzyny na wakacje na Lanzarote.

[2] Jak widać, niektóre choroby transformacji były już wcześniej w RFN, nie musieliśmy wyważać otwartych drzwi w latach 90.

#113

Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 2, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Julian Barnes - Papuga Flauberta

Narrator, emerytowany lekarz, pan Braithwaite, wielki fan Flauberta, usiłuje poznać swojego ulubionego pisarza poprzez analizę śladów, jakie ten po sobie zostawił. Robi to wbrew woli autora, który chciał, żeby oceniać go przez pryzmat książek, jakie napisał, a nie jak żył. Odwiedza muzea, gdzie znajduje nie jedną, a dwie papugi, które Flaubert wypożyczył z muzeum, czyta ocalałą korespondencję, analizuje zapiski znajomych i fakty z życia pisarza. Oczywiście ma poczucie, że cała ta praca i tak nie pozwoli na całkowite zrozumienie tego, kim był i co myślał człowiek, który dodatkowo pieczołowicie budował swoją legendę i cenzurował zapiski.

Od razu powiem, że nie czytałam nic Flauberta, więc niekoniecznie jestem w stanie czerpać przyjemności z treści książki w sposób, jaki zapewne założył autor. Ale nawet bez znajomości lektur źródłowych to opowieść o poszukiwaniu śladów przeszłości w tym, co zostało i konfrontacja, czy rzeczywiście warto byłoby się spotkać ze swoim idolem. Już nie pamiętam gdzie przeczytałam, że czytelnik chciałby, żeby pisarz był dla niego wzorem, konsekwentnym, moralnym i żyjącym higienicznie, żeby nie było wstyd się z takim spotkać; niekoniecznie zaakceptuje nawet najlepiej piszącego zwyrodnialca, który na przykład strzelał do ptaków. Barnes rozważa to podejście, nie kończy jednak książki werdyktem.

Inne tego autora.

#110

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 28, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 1 komentarz - Skomentuj


Gary Shteyngart - Nasi przyjaciele na wsi

2020, początek pandemii. Sasha Senderovsky, rosyjski emigrant, zaprasza swoich przyjaciół ze studiów - również emigrantów - do swojej posiadłości na wsi, żeby wzorem “Dekameronu” odcięli się od zapadającego na COVID świata w bezpiecznej enklawie. Gromadzą się ludzie, związani z filmem, literaturą, nauką czy IT, którzy do niedawna spędzali czas przenosząc się z miejsca na miejsce, współcześni wysoko opłacani nomadzi cyfrowi; nagle stracili możliwość zarabiania i mobilność. Sam Senderovsky zaprasza nieco kontrowersyjnego aktora, z którym próbuje napisać scenariusz, to ważne, bo wyczerpały mu się dotychczasowe źródła dochodu. Goście jedzą wyrafinowane jedzenie, piją drogie alkohole, oglądają różne reality show, niektórzy czytają, niektórzy romansują ze sobą. Dookoła jest amerykańska prowincja z lokalnymi nacjonalistami, ludźmi, którzy nie patrzą napływowym w oczy i są ewidentnie nastawieni do nich wrogo. I pandemia, zbierająca w USA coraz większe żniwo.

Z jednej strony to bardzo udany reportaż, pokazujący ludzkie zachowania z początków pandemii, kiedy jeszcze nie było nic wiadomo poza tym, że odszedł świat, który wszyscy znali. Delfiny w weneckich kanałach, uratujemy środowisko, bo zmniejszył się ślad węglowy chaotycznie latających globtroterów, samowystarczalność wspólnot, nowe sposoby komunikacji. Spoiler alert: ten świat nie odszedł, bardzo szybko wrócił, patrząc z perspektywy 2026, nic się nie zmieniło. Ale w efekcie pandemii pojawiło się kolejne rozwarstwienie społeczne, jak w rosyjskich powieściach, gdzie szlachta gromadziła się na uciechach i rozrywkach, pozwalając obsługiwać się służbie (tu: pracownikom pierwszej linii). Z drugiej autor jest bardzo skupiony na znanym sobie wycinku społecznym, dość ubogim mimo pozornego zróżnicowania, dodatkowo w ramach opisu śmierci z powodu wirusa wchodzi w opisy deliryczne i metaforyczne, które ze spokojem można pominąć przy czytaniu. Nie jest źle, na pewno lepiej się czyta niż “Historię miłosną”, zwłaszcza że literatury o pandemii jest raczej mniej niż więcej.

Inne tego autora.

#108

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 26, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 6 komentarzy - Skomentuj


Jess Walter - Piękne zgliszcza

Dwie linie czasowe, które się przeplatają. 1962, Włochy. Do zapyziałego miasteczka koło Cinque Terre, gdzie na skałach znajduje się tylko kilka rybackich chałup i zaniedbany hotel, przypływa łódź z piękną amerykańską aktorką, Dee. Kobieta przybyła prosto z planu filmowego “Kleopatry”, jest chora, lekarz podejrzewa raka żołądka. Dla lokalnego lekarza, sprowadzonego przez właściciela hoteliku, Pascuale’a, sprawa jest jednak oczywista - Amerykanka jest w ciąży, a jej wyprawa na zadupie ma ukryć romans między nią a Richardem Burtonem, do którego doszło na planie. Współcześnie, Los Angeles; do wytwórni Michaela Deane’a trafia jednocześnie młody scenarzysta i stary mężczyzna, Włoch, słabo mówiący po angielsku. Oczywiście to Pasquale, który po latach szuka Dee, a Deane - jak się okazuje - stał za spiskiem mającym odsunąć Dee od Burtona, żeby ratować jego słynny związek z Liz Taylor. Cała ekipa rusza na poszukiwania aktorki.

Starałam się znaleźć w tej powieści to “coś”, co sprawia, że na okładce pojawia się słowo “bestseller” czy “epopeja godna Marqueza”, ale nie znalazłam. Niespecjalnie mnie obchodzą bohaterowie, ich związki, dzieci i kulisy działania Hollywood z wszechmogącymi wytwórniami, gdzie sztuka jest produktem. Da się przeczytać, ale niekoniecznie warto.

#107

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 25, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Jerzy Edigey - Dzieje jednego pistoletu

Rozczarowanie roku - tomik KAW z czerwonej serii mam niekompletny, brakuje zakończenia. Na szczęście można zapolować na audio na YT.

Milicja w osobie nieco pechowego majora, a potem podpułkownika Makowskiego, przez kilka lat usiłuje odkryć, kto stoi za serią napadów rabunkowych w Warszawie. Rzecz zaczyna się w 1965 roku od morderstwa w podwarszawskim Zygmuntowie, gdzie ginie funkcjonariusz, a jego służbowa broń zostaje skradziona. Potem przez kolejnych kilka lat, aż do lat 70., powtarza się scenariusz - na konwojentów napada mężczyzna z pistoletem, zwykle zabija jednego ze strażników, resztę rani i sprawnie ucieka. Mimo że napady odbywają się w biały dzień, świadków jest zwykle mało, a ich zeznania są mało wiarygodne. Wreszcie pewien przełom następuje po tym, jak Makowski radzi się swojego kolegi, profesora filozofii Żywieckiego, który buduje profil grupy przestępczej. Niestety, to bardziej beletryzacja przebiegu śledztwa, więc sprawa kończy się w momencie aresztowania zbrodniarzy na gorącym uczynku; nie wiadomo, jak planowali swoje zuchwałe ataki i czemu to robili.

Się nie zabezpiecza: pocisków po zabójstwie Kennedy’ego (a milicja i owszem).

Się nie produkuje: czarnych wartburgów i trabantów, żeby się nie myliły z mercedesami jak głosi żartobliwa plotka.

Się kupuje: półtora kilo polędwicy i pół kilo szynki (co oczywiście budzi podejrzenia).

Się pali: amerykańskie Morrisy.

Się nosi: amerykańskie szelki (ratują życie!).

Się zataja zdrady przed żoną: w imię męskiej solidarności (taki sobie kociak, w miarę przyjemny, w miarę głupi).

Inne tego autora.

#105/#18

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 21, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Juhani Karila - Polowanie na małego szczupaka

Do wschodniej Laponii jadą tylko ci, którzy z niej pochodzą - jak Elina, albo ci, którzy służbowo - jak Janatuinen, która ściga Elinę jako podejrzaną o morderstwo (jej partner wolał sobie dosłownie strzelić w stopę niż jechać). Czy jednak spokojna, małomówna, ciężko pracująca dziewczyna, która raz do roku bierze w czerwcu urlop, żeby złowić szczupaka z jeziora Oś, może być niebezpieczna? Ślady wskazują, że ktoś na nią napadł i pozbyła się zwłok. W Laponii wszystko okazuje się inne, o czym policjantka przekonuje się szybko, kiedy zostaje poproszona o zaopiekowanie się kudłatym chyłkiem, który zajął dom jednego z mieszkańców.

Klimatycznie najbliżej tej historii do ”Starej Słaboniowej”, gdzie zwykła staruszka ma moc utrzymania porządku między światem żywych a nadprzyrodzonym. W Laponii wszyscy wiedzą, że stary Asko umie ożywiać kukły, chociaż pamięć mu mocno szwankuje, matka Eliny była wiedźmą, że w Osi siedzi wodnik, a w gomońską noc się nie wychodzi. Mimo dramatyzmu akcji jest też zabawnie, bo mówiący gwarą mieszkańcy są wygadani i całkiem sprawnie posługują się sarkazmem. Żałuję, że to jedyna przetłumaczona na polski książka autora.

#101

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 10, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 4 komentarze - Skomentuj


Michał Witkowski - Wymazane

Nic nie poradzę, że najkrótszym podsumowaniem fabuły jest fraza, pardon my Klatchian, “ruchać stare baby”. Damian Piękny, o urodzie efeba korespondującej z nazwiskiem, ma nietypowe upodobanie do kobiet w wieku post-balzakowskim, zwłaszcza, jak sam określa, rozciągniętych i zużytych, a do tego obfitych. Zostaje utrzymankiem Alexis, lokalnej bizneswoman, która utrzymuje całe miasteczko Wymazane swoimi przedsięwzięciami; układ jest taki, że ona ma nieoperowalnego raka, ale chce przeżyć ostatnie miesiące z młodym i ślicznym chłopcem, a w zamian za uciechy sypialni zostawi mu majątek. Damian się zgadza, nawet nie potrzebuje długo myśleć.

To dziwna, dość niespójna emocjonalnie książka. Z jednej strony to typowy “witkowski”, z szyderą z siebie, upodobania do osób nieoczywiście atrakcyjnych, kąśliwych opisów małych miasteczek i ludzi stamtąd, z drugiej to wzruszające wspomnienie - i tu bym stawiała, że autobiograficzne - o ukochanej babci oraz historia odchodzenia osoby chorej na nowotwór, która do ostatniej chwili łapie się życia.

Inne tego autora.

#99

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 8, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Sébastien Japrisot - Pani w samochodzie w okularach i ze strzelbą

Dany Longo niespodziewanie dostaje fuchę - jej szef prosi, żeby na cito przepisała z notatek prezentację dla ważnego klienta, a że rzecz jest pilna, to zaprasza ją do siebie do domu, żeby mogła pracować przez całą noc. Dany się cieszy, bo Anita, żona szefa, jest jej dawną przyjaciółką, ale zamiast miłych wspomnień atmosfera jest nerwowa, skupia się więc na pracy. Następnego dnia szef zabiera prawie kompletny maszynopis z jej rąk i pogania ją, żeby pojechała z nim i Anitą na lotnisko, bo się spóźnią na samolot, po czym wręcza jej kluczyki od luksusowego thunderbirda i każe odwieźć go do siebie do domu. Dany pomimo pewnego oporu wsiada, ale nagle wpada na dziki pomysł - skoro ma urlop i samochód, a szef wraca dopiero za kilka dni, pojedzie na wybrzeże na mini-wakacje. Po czym następuje seria dziwnych wydarzeń - ktoś twierdzi, że Dany spędziła noc w hotelu, w którym nigdy nie była, ktoś rozpoznaje ją na stacji benzynowej, ktoś znienacka ją atakuje i uszkadza rękę… Dziewczyna zaczyna podejrzewać, że niechcący się w coś wplątała i zaczyna prowadzić amatorskie śledztwo, podczas którego trafia na atrakcyjnego oszusta, zwłoki, tytułową strzelbę i dwóch sympatycznych zawodowych kierowców.

Czyta się sympatycznie, aczkolwiek cała intryga jest karkołomna - żban fmrsn mnovłn fjbwrtb xbpunaxn, n fmrs pupvnł wą jebovć j zbeqrefgjb, glyr żr wrw fcbagnavpman qrplmwn b cbżlpmravh fnzbpubqh v jlwrźqmvr cbxemlżbjnłn zh cynal. Jako że rzecz się dzieje w latach 70. XX wieku (albo i wcześniej), śledzenie kogoś, kto niespodziewanie wyjechał w nieplanowaną podróż, nie jest trywialne, zwłaszcza jeśli rzecz należy trzymać w tajemnicy.

Się pali: gitany.

Się je: drożdżówki i tabliczkę czekolady, rostbef, owoce, baraninę z pomidorami po prowansalsku, sałatę, maliny z cukrem, precelki, rogalik (na śniadanie), poziomki z kremem, hamburgera, mrożony melon, smażona barwena, coś w rodzaju ratatui, krewetki; zraziki cielęce, zwane „skowronkami bez głowy" (to istnieje! ^dees mi znalazła przepis!).

Się pije: czerwone wino, kawę, aperitif, wino prowansalskie (nie kręci się tak w głowie jak po czerwonym), sok owocowy, mocny koniak w szklaneczce z podziałką z różowych świnek różnej wielkości, wino alzackie.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#98

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 5, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj