Tag:
reportaż
W 1999 roku 49 województw zostało zastąpione w nowym podziale przez 16, w efekcie ponad 30 miast utraciło swoją dawną pozycję. Zmiana jednak nie nastąpiła tylko na poziomie urzędowym, ale - w wielu przypadkach - oznaczała pogarszająca się jakość życia, mniej pieniędzy na rozwój, upadek gospodarczy i stopniowe starzenie się mieszkańców. 15 lat po wprowadzeniu aktualnego podziału, Springer przez kilka miesięcy jeździ z miasta do miasta, rozmawia z mieszkańcami, obserwuje pogłębianie się podziałów między miejscami, gdzie spływają pieniądze z inwestycji centralnych i tymi, gdzie już - według władz - nie warto inwestować. Czasem aktualna kondycja miasta jest efektem jednej decyzji sprzed lat (np. prestiżowa organizacja Dożynek czy ekspresówka przez środek miasta), czasem - zbiorem wielu. Sporo miejsca zajmują - jak to częste u autora - budynki i architektura, ale porównywalnie też sporo jest o ludziach, którzy w mniejszych miastach żyją (i dlaczego). Zdarzają się i historie pozytywne, bo i w mniejszych miastach da się zrobić coś unikalnego i cennego; problem w tym, że rzadko o tym wiadomo. Są zdjęcia, bardzo ciekawe.
Pochodzę z Włocławka, dawnego miasta wojewódzkiego, zdegradowanego obecnie do niczego, jako że województwo kujawsko-pomorskie rozdzieliło większość urzędów między Toruniem a Bydgoszczą. U Springera o Włocławku jest mało - bohaterką jest niszczejąca i zaniedbana okolica ulicy 3 Maja, niegdyś reprezentacyjnego deptaku, teraz miejsca, gdzie nie warto się za głęboko w bok zapuszczać (trochę można zobaczyć tu). Szkoda, że tylko tyle.
Inne tego autora.
#47
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 2, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W 1999 roku 49 województw zostało zastąpione w nowym podziale przez 16, w efekcie ponad 30 miast utraciło swoją dawną pozycję. Zmiana jednak nie nastąpiła tylko na poziomie urzędowym, ale - w wielu przypadkach - oznaczała pogarszająca się jakość życia, mniej pieniędzy na rozwój, upadek gospodarczy i stopniowe starzenie się mieszkańców. 15 lat po wprowadzeniu aktualnego podziału, Springer przez kilka miesięcy jeździ z miasta do miasta, rozmawia z mieszkańcami, obserwuje pogłębianie się podziałów między miejscami, gdzie spływają pieniądze z inwestycji centralnych i tymi, gdzie już - według władz - nie warto inwestować. Czasem aktualna kondycja miasta jest efektem jednej decyzji sprzed lat (np. prestiżowa organizacja Dożynek czy ekspresówka przez środek miasta), czasem - zbiorem wielu. Sporo miejsca zajmują - jak to częste u autora - budynki i architektura, ale porównywalnie też sporo jest o ludziach, którzy w mniejszych miastach żyją (i dlaczego). Zdarzają się i historie pozytywne, bo i w mniejszych miastach da się zrobić coś unikalnego i cennego; problem w tym, że rzadko o tym wiadomo. Są zdjęcia, bardzo ciekawe.
Pochodzę z Włocławka, dawnego miasta wojewódzkiego, zdegradowanego obecnie do niczego, jako że województwo kujawsko-pomorskie rozdzieliło większość urzędów między Toruniem a Bydgoszczą. U Springera o Włocławku jest mało - bohaterką jest niszczejąca i zaniedbana okolica ulicy 3 Maja, niegdyś reprezentacyjnego deptaku, teraz miejsca, gdzie nie warto się za głęboko w bok zapuszczać (trochę można zobaczyć tu). Szkoda, że tylko tyle.
Inne tego autora.
#47
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 2, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Fantastycznie szczery zbiór esejów o różnych aspektach kobiecości - o zaburzeniach łaknienia, byciu dzieckiem rozwiedzionych rodziców, opiece nad ciężko chorym ojcem, bezpłodności, nadużywaniu narkotyków i przedmiotowym traktowaniu swojego ciała, miesiączce czy robieniu kariery. Autorka opowiada o skutkach patriarchalnego wychowania i wrzucenia dziecku na głowę rodzinnej traumy. Jak tytuł wskazuje, są to rzeczy, o których się nie mówi, których raczej się wstydzi. Niestety, jednocześnie są to rzeczy chętnie zrzucane najpierw na dziewczynki (również przez fizjologię), potem na kobiety.
Pisała o tym zbiorku Matkojedyna, idźcie ją poczytać, bo to mądra kobieta.
Inne tej autorki:
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 31, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Fantastycznie szczery zbiór esejów o różnych aspektach kobiecości - o zaburzeniach łaknienia, byciu dzieckiem rozwiedzionych rodziców, opiece nad ciężko chorym ojcem, bezpłodności, nadużywaniu narkotyków i przedmiotowym traktowaniu swojego ciała, miesiączce czy robieniu kariery. Autorka opowiada o skutkach patriarchalnego wychowania i wrzucenia dziecku na głowę rodzinnej traumy. Jak tytuł wskazuje, są to rzeczy, o których się nie mówi, których raczej się wstydzi. Niestety, jednocześnie są to rzeczy chętnie zrzucane najpierw na dziewczynki (również przez fizjologię), potem na kobiety.
Pisała o tym zbiorku Matkojedyna, idźcie ją poczytać, bo to mądra kobieta.
Inne tej autorki:
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 31, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Czasem jest tak, że zaczynając jakąś książkę, już wiem, czy mi się będzie podobać, czy nie. Tutaj tak było - nie jestem wielbicielką PRL-u, bo pamiętam za dużo - kolejki, wdrukowany strach przed milicją, konieczność “załatwiania” wszystkiego i posiadania “kontaktów”, liczne ograniczenia, niedostępne artykuły na półkach Peweksu. Zupełnie nie wiem, jak należałoby podejść do eksperymentu pt. “przesycony kapitalizmem dziennikarz chce udawać w 2011 roku, że jest w PRL-u[1]”, żeby mnie cieszył.
TL;DR - przez większość lektury czułam irytację i zażenowanie.
Autorzy są młodsi ode mnie, PRL znają z drugiej ręki - od rodziców, starszych znajomych czy ze źródeł pisanych, często sprzecznych i subiektywnych. Udają stanie w kolejce, usiłują zrealizować w sklepie kartki na mięso, kupują “sprawnego” Malucha i równie sprawną pralkę Franię, cwaniakują[2], powielają szkodliwe pojęcia w kwestii wychowania dzieci[3][4], są zdziwieni, że ich przypadkowi sąsiedzi nie chcą z nimi utrzymywać stosunków towarzyskich, a na pożyczanie szklanki cukru patrzą niechętnie, wreszcie z przekąsem opisują, jak ich dawni znajomi, odcięci od nich z braku współczesnych metod komunikacji, odwiedzają ich raz, traktując spotkanie jak facebookowe wydarzenie.
Mam wrażenie, że współautorka miała nieco mniej naiwne podejście, jako że spodziewała się, że to na nią - jak na kobietę w latach 80. - spadnie wszystko związane z prowadzeniem domu: gotowanie bielizny w garze, bo Frania padła; klejenie tygodniowego jadłospisu z dozwolonych kartkami składników (są momenty żenujące[5]); wyczerpujące sprzątanie pastą BHP i szarym mydłem; zajmowanie się dzieckiem. Witek wyraźnie określa, że wzorem socjalistycznych samców, będzie zarabiał na chleb i - poza koniecznością współpracy przy wyżymaczce - raczej się nie będzie angażował (ale obiecuje żonie, że odrobi to po eksperymencie). Więc jak jestem skłonna uwierzyć, że mężczyzna zatęskni do (złudnej) prostoty życia w PRL-u, tak kobieta (sprawdzić, czy nie etnograf) raczej pomysł solidnie wyśmieje.
[1] Takie rzewne pierdoły bardzo mnie nakręcają; powspominajmy śmiertelność dzieci, brak USG (o które w pewnym momencie usilnie zabiega Iza, która bynajmniej nie chce pozostać w kwestii ciążowej opieki zdrowotnej na poziomie lat 80.), watę zamiast podpasek, wyłączenia prądu, kartki na benzynę.
I zaczęliśmy sobie opowiadać, jak to kiedyś kisiel był gęstszy, oranżada bardziej gazowana, a dzieciństwo spędzone w bandzie dzieciaków pod blokiem fajniejsze niż to przed komputerem.
[2]
Nie zwracamy natomiast uwagi na psie kupy ani gumy do żucia przyklejone do parkowych ławek. – Nie nasza ławka, więc co nas obchodzi – słusznie zauważa mój mąż. Próbujemy nawet cwaniakować: ja organizuję sztućce z baru mlecznego, a Witek, będąc w delegacji, budzik i ręcznik. Z hotelu.
[3] Sceny na placu zabaw są pokazywane z taką tezą, że zęby bolą. Z Marianną bawi się tylko zaniedbane dziecko, wypuszczone na plac zabaw bez rodziców. Reszta zazdrośnie strzeże drogich zabawek, a gustownie ubrane pociechy odsuwa od 2-latki w rajstopkach i jej mamy z niemodną trwałą. W ogóle część obserwacji dotyczących dziecka - eksperyment zaczyna się, kiedy Marianna ma dwa lata - jest absurdalna i niedostosowana do możliwości poznawczych dziecka.
Chcę, żeby Marianna była wrażliwa na tych, którzy nie nadążają za kapitalistycznymi zmianami. Na dzieciaki z Brzeskiej, ulicy warszawskich wykluczonych, które codziennie mijamy po drodze do pracy i których rodzice nie mają innego wyjścia, niż żyć w głębokim PRL-u. – Pół roku w PRL-u ją na to uwrażliwi – tłumaczy mi Witek. – A jeśli nabierze kompleksów? Poczuje się gorsza? – zastanawiam się. – Przecież my wszyscy, urodzeni w PRL-u, mamy kompleksy. Po co ją sztucznie wyposażać w taki bagaż?
[4] Tylko brakuje, żeby polecić najlepszy PRL-owski środek wychowawczy, czyli zlanie pasem. Poniższy cytat pojawia się w książce dla zaznaczenia niemocy wychowawczej współczesnych rodziców, mam ogromną nadzieję, że to była wypowiedź ironiczna:
Zofia Milska-Wrzosińska, psycholog: „Kiedyś dzieci były niegrzeczne, teraz mają ADHD, dysleksję, fobię. Coś, co było problemem wychowawczym, uznaje się za chorobę, którą trzeba leczyć.
[5] Pierwszą rzeczą, jaką matki i babki uczyły dziewczęta, była kuchenna ostrożność, w tym wybijanie każdego jajka oddzielnie do miseczki. Takiej wiedzy, jak widać, brakuje autorce.
Robię zaczyn. Wbijam jedno jajo, drugie, trzecie. Piąte jest zepsute. Zauważam to za późno: zbuk umościł się w mące razem z innymi. Wyrzucić? Przecież nie chcę zatruć rodziny. Jeszcze miesiąc temu bym tak zrobiła, ale dzisiaj, w PRL-u, szkoda mi czterech świeżych jaj i drogocennego cukru. Jeżeli wyrzucę ciasto, do końca miesiąca będziemy sobie radzić bez mąki – wykorzystałam już cały przydział. Wkładam więc wszystko do prodiża. Aromat rosnącego ciasta niweluje smród zgnilizny.
Karmi potem tym ciastem nieświadomego męża, dopiero kiedy mu nie szkodzi, pozwala jeść dziecku.
#15
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 2, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Czasem jest tak, że zaczynając jakąś książkę, już wiem, czy mi się będzie podobać, czy nie. Tutaj tak było - nie jestem wielbicielką PRL-u, bo pamiętam za dużo - kolejki, wdrukowany strach przed milicją, konieczność “załatwiania” wszystkiego i posiadania “kontaktów”, liczne ograniczenia, niedostępne artykuły na półkach Peweksu. Zupełnie nie wiem, jak należałoby podejść do eksperymentu pt. “przesycony kapitalizmem dziennikarz chce udawać w 2011 roku, że jest w PRL-u[1]”, żeby mnie cieszył.
TL;DR - przez większość lektury czułam irytację i zażenowanie.
Autorzy są młodsi ode mnie, PRL znają z drugiej ręki - od rodziców, starszych znajomych czy ze źródeł pisanych, często sprzecznych i subiektywnych. Udają stanie w kolejce, usiłują zrealizować w sklepie kartki na mięso, kupują “sprawnego” Malucha i równie sprawną pralkę Franię, cwaniakują[2], powielają szkodliwe pojęcia w kwestii wychowania dzieci[3][4], są zdziwieni, że ich przypadkowi sąsiedzi nie chcą z nimi utrzymywać stosunków towarzyskich, a na pożyczanie szklanki cukru patrzą niechętnie, wreszcie z przekąsem opisują, jak ich dawni znajomi, odcięci od nich z braku współczesnych metod komunikacji, odwiedzają ich raz, traktując spotkanie jak facebookowe wydarzenie.
Mam wrażenie, że współautorka miała nieco mniej naiwne podejście, jako że spodziewała się, że to na nią - jak na kobietę w latach 80. - spadnie wszystko związane z prowadzeniem domu: gotowanie bielizny w garze, bo Frania padła; klejenie tygodniowego jadłospisu z dozwolonych kartkami składników (są momenty żenujące[5]); wyczerpujące sprzątanie pastą BHP i szarym mydłem; zajmowanie się dzieckiem. Witek wyraźnie określa, że wzorem socjalistycznych samców, będzie zarabiał na chleb i - poza koniecznością współpracy przy wyżymaczce - raczej się nie będzie angażował (ale obiecuje żonie, że odrobi to po eksperymencie). Więc jak jestem skłonna uwierzyć, że mężczyzna zatęskni do (złudnej) prostoty życia w PRL-u, tak kobieta (sprawdzić, czy nie etnograf) raczej pomysł solidnie wyśmieje.
[1] Takie rzewne pierdoły bardzo mnie nakręcają; powspominajmy śmiertelność dzieci, brak USG (o które w pewnym momencie usilnie zabiega Iza, która bynajmniej nie chce pozostać w kwestii ciążowej opieki zdrowotnej na poziomie lat 80.), watę zamiast podpasek, wyłączenia prądu, kartki na benzynę.
I zaczęliśmy sobie opowiadać, jak to kiedyś kisiel był gęstszy, oranżada bardziej gazowana, a dzieciństwo spędzone w bandzie dzieciaków pod blokiem fajniejsze niż to przed komputerem.
[2]
Nie zwracamy natomiast uwagi na psie kupy ani gumy do żucia przyklejone do parkowych ławek. – Nie nasza ławka, więc co nas obchodzi – słusznie zauważa mój mąż. Próbujemy nawet cwaniakować: ja organizuję sztućce z baru mlecznego, a Witek, będąc w delegacji, budzik i ręcznik. Z hotelu.
[3] Sceny na placu zabaw są pokazywane z taką tezą, że zęby bolą. Z Marianną bawi się tylko zaniedbane dziecko, wypuszczone na plac zabaw bez rodziców. Reszta zazdrośnie strzeże drogich zabawek, a gustownie ubrane pociechy odsuwa od 2-latki w rajstopkach i jej mamy z niemodną trwałą. W ogóle część obserwacji dotyczących dziecka - eksperyment zaczyna się, kiedy Marianna ma dwa lata - jest absurdalna i niedostosowana do możliwości poznawczych dziecka.
Chcę, żeby Marianna była wrażliwa na tych, którzy nie nadążają za kapitalistycznymi zmianami. Na dzieciaki z Brzeskiej, ulicy warszawskich wykluczonych, które codziennie mijamy po drodze do pracy i których rodzice nie mają innego wyjścia, niż żyć w głębokim PRL-u. – Pół roku w PRL-u ją na to uwrażliwi – tłumaczy mi Witek. – A jeśli nabierze kompleksów? Poczuje się gorsza? – zastanawiam się. – Przecież my wszyscy, urodzeni w PRL-u, mamy kompleksy. Po co ją sztucznie wyposażać w taki bagaż?
[4] Tylko brakuje, żeby polecić najlepszy PRL-owski środek wychowawczy, czyli zlanie pasem. Poniższy cytat pojawia się w książce dla zaznaczenia niemocy wychowawczej współczesnych rodziców, mam ogromną nadzieję, że to była wypowiedź ironiczna:
Zofia Milska-Wrzosińska, psycholog: „Kiedyś dzieci były niegrzeczne, teraz mają ADHD, dysleksję, fobię. Coś, co było problemem wychowawczym, uznaje się za chorobę, którą trzeba leczyć.
[5] Pierwszą rzeczą, jaką matki i babki uczyły dziewczęta, była kuchenna ostrożność, w tym wybijanie każdego jajka oddzielnie do miseczki. Takiej wiedzy, jak widać, brakuje autorce.
Robię zaczyn. Wbijam jedno jajo, drugie, trzecie. Piąte jest zepsute. Zauważam to za późno: zbuk umościł się w mące razem z innymi. Wyrzucić? Przecież nie chcę zatruć rodziny. Jeszcze miesiąc temu bym tak zrobiła, ale dzisiaj, w PRL-u, szkoda mi czterech świeżych jaj i drogocennego cukru. Jeżeli wyrzucę ciasto, do końca miesiąca będziemy sobie radzić bez mąki – wykorzystałam już cały przydział. Wkładam więc wszystko do prodiża. Aromat rosnącego ciasta niweluje smród zgnilizny.
Karmi potem tym ciastem nieświadomego męża, dopiero kiedy mu nie szkodzi, pozwala jeść dziecku.
#15
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 2, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Książka zajawiana jest jako obiektywna (dla mnie trochę w kontraście do subiektywnej opowieści np. Małgorzaty Halber) wersja doświadczenia alkoholizmu współczesnych kobiet, ze szczególnym akcentem na osoby wysokofunkcjonujące. Zaczyna się m.in. od takiego cytatu:
Piją prawniczki, policjantki, lekarki i celebrytki. Pije się od nizin po wyżyny. Od kobiet, które odkurzają cudze mieszkania, po doktorantki. Od salowych po serialowe aktorki.
Z konstrukcji wychodzi, że ma to być poradnik motywujący dla pań, które rekreacyjnie wychylają co wieczór kilka piw albo butelkę wina pod serial, co weekend wydają grube złotówki na drinki w klubie (sprawdzić, czy nie w pandemii), ale - ponieważ ogarniają lepiej lub gorzej dom i pracę - bynajmniej nie są w swoim mniemaniu alkoholiczkami, bo alkoholiczka to degeneratka, co leży w rynsztoku; na końcu książki jest dostępny test AUDIT.
Problem w tym, że książka jest zupełnie o czym innym i na tytułowe pytanie nie odpowiada - to wywiady z terapeutami uzależnień (w tym Osiatyńskim) i niepijącymi alkoholikami płci obojga oraz DDA, których rodzice pili. Cechą wspólną jest oderwanie od współczesności (picie w PRL-u czy w okresie transformacji miało dla kobiet naprawdę inny ciężar, chociażby ze względu na edukację o skutkach alkoholu) poza jedną opowieścią Joanny, która właśnie podjęła pierwszą próbę terapii, między innymi dlatego, że nie da się już dłużej ukrywać. Wbrew tytułowi nie ma tu żadnych mistrzyń kamuflażu, jeśli już, kamuflaż jest nieudolny i sypie się przypadkowo (tylko niechęci do konfrontacji u bliskich bądź społecznemu przyzwoleniu na picie można przypisać to, że nikt nie interweniuje[1] z powodu odoru przetrawionego alkoholu, niepewnego kroku czy małpki podzwaniającej w torebce). Historie motywujące trzeźwych alkoholików nie opisują sprawności lawirowania między życiem a alkoholem, tylko kolejne wpadki (wypadek dziecka, wyrzucenie z pracy, rodzina wzywa policję z alkomatem, sprawa w sądzie), które prowadzą do często wspominanego trafienia na dno. Więc jeśli chcecie - w trosce o - podrzucić tę pozycję znajomej, która Waszym zdaniem straciła kontrolę, chociaż na insta tego nie widać, to poszukajcie czegoś innego. Świadomość, że pije prawniczka i sprzątaczka, niewiele wnosi. Przy czym, żeby było jasne, to jest ciekawa pozycja o uzależnieniu od alkoholu i konsekwencjach, więc jeśli ktoś tego szuka, to jak najbardziej.
[1] Na przykład: jak reagować na widok współpracownika, który wlewa zawartość małpki, niech będzie, cytrynówki, do częściowo opróżnionej butelki izotonika i finalizuje tę niewinną butelkę podczas pracy? Pytam dla kolegi, oczywiście.
#12
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 25, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 3 komentarze
- Skomentuj
Książka zajawiana jest jako obiektywna (dla mnie trochę w kontraście do subiektywnej opowieści np. Małgorzaty Halber) wersja doświadczenia alkoholizmu współczesnych kobiet, ze szczególnym akcentem na osoby wysokofunkcjonujące. Zaczyna się m.in. od takiego cytatu:
Piją prawniczki, policjantki, lekarki i celebrytki. Pije się od nizin po wyżyny. Od kobiet, które odkurzają cudze mieszkania, po doktorantki. Od salowych po serialowe aktorki.
Z konstrukcji wychodzi, że ma to być poradnik motywujący dla pań, które rekreacyjnie wychylają co wieczór kilka piw albo butelkę wina pod serial, co weekend wydają grube złotówki na drinki w klubie (sprawdzić, czy nie w pandemii), ale - ponieważ ogarniają lepiej lub gorzej dom i pracę - bynajmniej nie są w swoim mniemaniu alkoholiczkami, bo alkoholiczka to degeneratka, co leży w rynsztoku; na końcu książki jest dostępny test AUDIT.
Problem w tym, że książka jest zupełnie o czym innym i na tytułowe pytanie nie odpowiada - to wywiady z terapeutami uzależnień (w tym Osiatyńskim) i niepijącymi alkoholikami płci obojga oraz DDA, których rodzice pili. Cechą wspólną jest oderwanie od współczesności (picie w PRL-u czy w okresie transformacji miało dla kobiet naprawdę inny ciężar, chociażby ze względu na edukację o skutkach alkoholu) poza jedną opowieścią Joanny, która właśnie podjęła pierwszą próbę terapii, między innymi dlatego, że nie da się już dłużej ukrywać. Wbrew tytułowi nie ma tu żadnych mistrzyń kamuflażu, jeśli już, kamuflaż jest nieudolny i sypie się przypadkowo (tylko niechęci do konfrontacji u bliskich bądź społecznemu przyzwoleniu na picie można przypisać to, że nikt nie interweniuje[1] z powodu odoru przetrawionego alkoholu, niepewnego kroku czy małpki podzwaniającej w torebce). Historie motywujące trzeźwych alkoholików nie opisują sprawności lawirowania między życiem a alkoholem, tylko kolejne wpadki (wypadek dziecka, wyrzucenie z pracy, rodzina wzywa policję z alkomatem, sprawa w sądzie), które prowadzą do często wspominanego trafienia na dno. Więc jeśli chcecie - w trosce o - podrzucić tę pozycję znajomej, która Waszym zdaniem straciła kontrolę, chociaż na insta tego nie widać, to poszukajcie czegoś innego. Świadomość, że pije prawniczka i sprzątaczka, niewiele wnosi. Przy czym, żeby było jasne, to jest ciekawa pozycja o uzależnieniu od alkoholu i konsekwencjach, więc jeśli ktoś tego szuka, to jak najbardziej.
[1] Na przykład: jak reagować na widok współpracownika, który wlewa zawartość małpki, niech będzie, cytrynówki, do częściowo opróżnionej butelki izotonika i finalizuje tę niewinną butelkę podczas pracy? Pytam dla kolegi, oczywiście.
#12
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 25, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 3 komentarze
- Skomentuj
Są książki, o których wiem, że spowodują u mnie irytację, smutek czy złość. To jedna z takich książek. Wyobraźcie sobie sytuację, że na osiedlu jest ankieta, czy mieszkańcy chcą monitoringu. Wynik ankiety to 51% na NIE. Demokracja, głosem większości monitoring nie zostaje zainstalowany. Czy aby na pewno jednak demokracja? Załóżmy, że robimy głosowanie z rozbiciem głosów na płeć i tu się okazuje, że znacząca większość kobiet jest za monitoringiem. Skąd 51% na nie? Znacząca większość uprawnionych do głosowania właścicieli mieszkań to mężczyźni, którzy narzucają swój wybór kobietom, bo nie straszne im powroty nocą, nie boją się napaści, a nie chcą kontroli. I o tym opowiada, podpierając się setkami badań, autorka - o luce, która powstała na świecie, bo głos kobiecy nie jest w wielu przypadkach brany pod uwagę. Z perspektywy białej kobiety, mieszkającej w Zachodniej Europie, nie jest to aż tak bolesne do momentu, kiedy nie zaczniemy sprawdzać liczb. W testach leków (ile badań zostało zahamowanych, bo nie miało efektów dla mężczyzn albo ile leków było testowanych głównie na mężczyznach; pada straszna statystyka, gdzie co drugą niepożądaną reakcją na lek u kobiet jest brak opisanego działania), w kryteriach oceny wykładowców, w dysproporcji obciążenia kobiet pracą opiekuńczą (co przekłada się na dyspozycyjność czy zmęczenie), w uśrednianiu do wzrostu i wagi 30-letniego mężczyzny, w prowadzeniu debaty i kulturze wypowiedzi (podczas debaty Clinton/Trump, Trump przerwał oponentce 51 razy, ona jemu - 17; słownik nawet teraz podpowiada mi, że na pewno chciałam napisać “oponentowi”), w diagnozowaniu czy - żeby tę smutną wyliczankę skończyć - w negowaniu historycznych osiągnięć kobiet, które, nawet jeśli przebiły się przez blokadę edukacyjną, nie mogły publikować pod swoim nazwiskiem.
Jeśli potrzebujecie argumentów do dyskusji o tym, że “kobiety jakoś inaczej myślą”, “człowiek to oczywiście mężczyzna”, “kobieta jest taka jak mężczyzna, tylko mniejsza”, “czemu nie ma kobiet-górników”, “co oznacza kompromis w przypadku, kiedy ktoś (mężczyzna) nie chce negocjować z kobietą” czy “no to wymień choć 133 sławne kobiety z XIX wieku”, to jest książka dla Was. Ważna i o bardzo, bardzo smutnej wymowie.
Gdy wybucha konflikt, wzrasta przemoc domowa. Więcej – zdarza się ona częściej niż wojenna przemoc na tle seksualnym. Spójrzmy na to w określonym kontekście: według szacunków w trzyletnim konflikcie w Bośni zgwałcono 60 tysięcy kobiet, a w trwającym 100 dni ludobójstwie w Rwandzie nawet 250 tysięcy. Agendy ONZ szacują, że ponad 60 tysięcy kobiet zostało zgwałconych podczas wojny domowej w Sierra Leone (1991–2002), ponad 40 tysięcy w Liberii (1989– 2003) i co najmniej 200 tysięcy w Demokratycznej Republice Konga od 1998 roku. Ze względu na luki w danych prawdziwe statystyki w tych wszystkich konfliktach mogą być znacznie wyższe (pomijając wszystkie inne przyczyny, gdyż często kobiety nie mają kogo zawiadomić o przemocy).
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 11, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Są książki, o których wiem, że spowodują u mnie irytację, smutek czy złość. To jedna z takich książek. Wyobraźcie sobie sytuację, że na osiedlu jest ankieta, czy mieszkańcy chcą monitoringu. Wynik ankiety to 51% na NIE. Demokracja, głosem większości monitoring nie zostaje zainstalowany. Czy aby na pewno jednak demokracja? Załóżmy, że robimy głosowanie z rozbiciem głosów na płeć i tu się okazuje, że znacząca większość kobiet jest za monitoringiem. Skąd 51% na nie? Znacząca większość uprawnionych do głosowania właścicieli mieszkań to mężczyźni, którzy narzucają swój wybór kobietom, bo nie straszne im powroty nocą, nie boją się napaści, a nie chcą kontroli. I o tym opowiada, podpierając się setkami badań, autorka - o luce, która powstała na świecie, bo głos kobiecy nie jest w wielu przypadkach brany pod uwagę. Z perspektywy białej kobiety, mieszkającej w Zachodniej Europie, nie jest to aż tak bolesne do momentu, kiedy nie zaczniemy sprawdzać liczb. W testach leków (ile badań zostało zahamowanych, bo nie miało efektów dla mężczyzn albo ile leków było testowanych głównie na mężczyznach; pada straszna statystyka, gdzie co drugą niepożądaną reakcją na lek u kobiet jest brak opisanego działania), w kryteriach oceny wykładowców, w dysproporcji obciążenia kobiet pracą opiekuńczą (co przekłada się na dyspozycyjność czy zmęczenie), w uśrednianiu do wzrostu i wagi 30-letniego mężczyzny, w prowadzeniu debaty i kulturze wypowiedzi (podczas debaty Clinton/Trump, Trump przerwał oponentce 51 razy, ona jemu - 17; słownik nawet teraz podpowiada mi, że na pewno chciałam napisać “oponentowi”), w diagnozowaniu czy - żeby tę smutną wyliczankę skończyć - w negowaniu historycznych osiągnięć kobiet, które, nawet jeśli przebiły się przez blokadę edukacyjną, nie mogły publikować pod swoim nazwiskiem.
Jeśli potrzebujecie argumentów do dyskusji o tym, że “kobiety jakoś inaczej myślą”, “człowiek to oczywiście mężczyzna”, “kobieta jest taka jak mężczyzna, tylko mniejsza”, “czemu nie ma kobiet-górników”, “co oznacza kompromis w przypadku, kiedy ktoś (mężczyzna) nie chce negocjować z kobietą” czy “no to wymień choć 133 sławne kobiety z XIX wieku”, to jest książka dla Was. Ważna i o bardzo, bardzo smutnej wymowie.
Gdy wybucha konflikt, wzrasta przemoc domowa. Więcej – zdarza się ona częściej niż wojenna przemoc na tle seksualnym. Spójrzmy na to w określonym kontekście: według szacunków w trzyletnim konflikcie w Bośni zgwałcono 60 tysięcy kobiet, a w trwającym 100 dni ludobójstwie w Rwandzie nawet 250 tysięcy. Agendy ONZ szacują, że ponad 60 tysięcy kobiet zostało zgwałconych podczas wojny domowej w Sierra Leone (1991–2002), ponad 40 tysięcy w Liberii (1989– 2003) i co najmniej 200 tysięcy w Demokratycznej Republice Konga od 1998 roku. Ze względu na luki w danych prawdziwe statystyki w tych wszystkich konfliktach mogą być znacznie wyższe (pomijając wszystkie inne przyczyny, gdyż często kobiety nie mają kogo zawiadomić o przemocy).
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 11, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
reportaz
- 0 komentarzy
- Skomentuj