Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: sf-f

The Invention of Lying

Wyobraźcie sobie świat, w którym ludzie nie potrafią kłamać. Owszem, jest prościej (jeśli mówisz, że jesteś Janem Kowalskim, to tak jest, nie trzeba dokumentów, notariusza i policji), ale z drugiej strony nikt nie ma też wyobraźni, a co za tym idzie, nie ma fikcji. To świat bez książek, filmu i - co wcale nie jest absurdalne - religii. Mark, pisarz lektur (opisujących wiernie, co się wydarzyło) zostaje zwolniony z pracy, a na koncie ma zbyt mało, żeby zapłacić za mieszkanie. I nagle, również ku swojemu zdziwieniu, kłamie w banku - dostaje więcej pieniędzy, co rozwiązuje część jego problemów. Zaczyna testować reakcje otoczenia na nową umiejętność - da się zgłuszyć zupełnie obcą kobietę do pójścia do łóżka, wzbudzić zainteresowanie w podrywanej (a wcześniej niechętnej) damie, napisać fikcyjną, a przy tym absolutnie ciekawą, historię, dzięki czemu odzyskuje pracę, a w celu uspokojenia umierającej matki, umie opowiedzieć jej o swojej zmyślonej wizji nieba. Tutaj sytuacja się wymyka spod kontroli, bo nagle jest wszędzie - w prasie, w telewizji, a pod domem koczują tłumy ludzi, ciekawych informacji o "Bogu" i podanych przez niego Markowi "zasadach".

To nie jest tak, że jest zły film. Ale z takim reżyserem (Gervais) i aktorami (Gervais, Louis C.K. czy Tina Fey) mógłby być znacznie śmieszniejszy. Mam poczucie zmarnowanego potencjału, chociaż sporo scen jest zabawnych, a obserwacje trafne.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 14, 2016

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


The Invention of Lying

Wyobraźcie sobie świat, w którym ludzie nie potrafią kłamać. Owszem, jest prościej (jeśli mówisz, że jesteś Janem Kowalskim, to tak jest, nie trzeba dokumentów, notariusza i policji), ale z drugiej strony nikt nie ma też wyobraźni, a co za tym idzie, nie ma fikcji. To świat bez książek, filmu i - co wcale nie jest absurdalne - religii. Mark, pisarz lektur (opisujących wiernie, co się wydarzyło) zostaje zwolniony z pracy, a na koncie ma zbyt mało, żeby zapłacić za mieszkanie. I nagle, również ku swojemu zdziwieniu, kłamie w banku - dostaje więcej pieniędzy, co rozwiązuje część jego problemów. Zaczyna testować reakcje otoczenia na nową umiejętność - da się zgłuszyć zupełnie obcą kobietę do pójścia do łóżka, wzbudzić zainteresowanie w podrywanej (a wcześniej niechętnej) damie, napisać fikcyjną, a przy tym absolutnie ciekawą, historię, dzięki czemu odzyskuje pracę, a w celu uspokojenia umierającej matki, umie opowiedzieć jej o swojej zmyślonej wizji nieba. Tutaj sytuacja się wymyka spod kontroli, bo nagle jest wszędzie - w prasie, w telewizji, a pod domem koczują tłumy ludzi, ciekawych informacji o "Bogu" i podanych przez niego Markowi "zasadach".

To nie jest tak, że jest zły film. Ale z takim reżyserem (Gervais) i aktorami (Gervais, Louis C.K. czy Tina Fey) mógłby być znacznie śmieszniejszy. Mam poczucie zmarnowanego potencjału, chociaż sporo scen jest zabawnych, a obserwacje trafne.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 14, 2016

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


William Gibson - Peryferal

Dwie linie czasu. W okolicach 2030, tuż przed "pulą" (szeroko pojętą epidemią, w której wyginęło 80% ludzkości[1]) gdzieś na amerykańskiej prowincji, w zasadzie rządzonej przez skorupowaną kartelami narkotykowymi władzę, żyje Flynne Fisher z rodziną - śmiertelnie chorą matką i bratem-weteranem (oraz jego kumplami) uszkodzonym przez bliżej nieokreśloną wojnę. Utrzymuje się z "farmienia", płatnego grania w gry komputerowe w zastępstwie znudzonych bogaczy oraz półlegalnego drukowania 3d rzeczy na sprzedaż. Kiedy zastępuje brata w grze, jest świadkiem tajemniczego morderstwa. Druga linia czasu, jak się okazuje, dzieje sie kilkaset lat później, w mocno ograniczonym populacyjnie świecie po "puli", gdzie zostali celebryci i bogacze. Will Netherton, specjalista od PR znanej performerki/celebrytki Daedry, zalicza spektakularną klapę, kiedy jego podopieczna (i eks-kochanka) na oczach całego świata wymordowuje Plamiarzy - mieszkańców sztucznej wyspy, odzyskujących plastik.Chwilę później znika siostra Daedry, Aelita, a Will zaczyna drążyć, co się naprawdę stało. Łatwo się domyślić, że to zaginięcie Aelity widziała "w grze" Flynne.

Okazuje się, że obie linie czasu mogą się ze sobą spotkać za pomocą chińskiego serwera, który pozwala na dwustronną komunikację między czasami. Ba, za pomocą tzw. peryferali (białkowych androidów, do których da się przetransferować czyjąś osobowość) można się nawet przenieść do przyszłości (w drugą stronę istnieje coś takiego jak odpowiednik naszej telekonferencji). Oczywiście w momencie zaistnienia komunikacji przeszłość zostaje tzw. kikutem, odgałęzieniem czasu, które rozpoczyna budowę własnej przyszłości. Wykorzystując to, Will ze swoimi sojusznikami usiłuje zapobiec nadejściu "puli" w tym świecie, a w swoim wyjaśnić morderstwo i stojacą za nim intrygę.

[1] Strasznie się męczyłam czytając, mimo że to nie jest pierwsza książka Gibsona. Narracja nie jest spójna, dialogi są chropawe, czasem miałam wrażenie, że brakuje części narracji pomiędzy, nasycenie neologizmami ogromne, plus wcale nie pomaga koślawe tłumaczenie. Wspomniana wyżej "pula", "kleptowie" (oligarchowie okolic XXII wieku), "ćwiartka z pensem" (welocyped) czy ogólna niezgrabność języka ewidentnie wynika z przekładu. Dodatkowo, jeśli ktoś czytał oryginał - czy rzeczywiście Griff w linii czasu Flynn jest mężczyzną?!

Inne tego autora.

#50

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 14, 2016

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


William Gibson - Peryferal

Dwie linie czasu. W okolicach 2030, tuż przed "pulą" (szeroko pojętą epidemią, w której wyginęło 80% ludzkości[1]) gdzieś na amerykańskiej prowincji, w zasadzie rządzonej przez skorupowaną kartelami narkotykowymi władzę, żyje Flynne Fisher z rodziną - śmiertelnie chorą matką i bratem-weteranem (oraz jego kumplami) uszkodzonym przez bliżej nieokreśloną wojnę. Utrzymuje się z "farmienia", płatnego grania w gry komputerowe w zastępstwie znudzonych bogaczy oraz półlegalnego drukowania 3d rzeczy na sprzedaż. Kiedy zastępuje brata w grze, jest świadkiem tajemniczego morderstwa. Druga linia czasu, jak się okazuje, dzieje sie kilkaset lat później, w mocno ograniczonym populacyjnie świecie po "puli", gdzie zostali celebryci i bogacze. Will Netherton, specjalista od PR znanej performerki/celebrytki Daedry, zalicza spektakularną klapę, kiedy jego podopieczna (i eks-kochanka) na oczach całego świata wymordowuje Plamiarzy - mieszkańców sztucznej wyspy, odzyskujących plastik.Chwilę później znika siostra Daedry, Aelita, a Will zaczyna drążyć, co się naprawdę stało. Łatwo się domyślić, że to zaginięcie Aelity widziała "w grze" Flynne.

Okazuje się, że obie linie czasu mogą się ze sobą spotkać za pomocą chińskiego serwera, który pozwala na dwustronną komunikację między czasami. Ba, za pomocą tzw. peryferali (białkowych androidów, do których da się przetransferować czyjąś osobowość) można się nawet przenieść do przyszłości (w drugą stronę istnieje coś takiego jak odpowiednik naszej telekonferencji). Oczywiście w momencie zaistnienia komunikacji przeszłość zostaje tzw. kikutem, odgałęzieniem czasu, które rozpoczyna budowę własnej przyszłości. Wykorzystując to, Will ze swoimi sojusznikami usiłuje zapobiec nadejściu "puli" w tym świecie, a w swoim wyjaśnić morderstwo i stojacą za nim intrygę.

[1] Strasznie się męczyłam czytając, mimo że to nie jest pierwsza książka Gibsona. Narracja nie jest spójna, dialogi są chropawe, czasem miałam wrażenie, że brakuje części narracji pomiędzy, nasycenie neologizmami ogromne, plus wcale nie pomaga koślawe tłumaczenie. Wspomniana wyżej "pula", "kleptowie" (oligarchowie okolic XXII wieku), "ćwiartka z pensem" (welocyped) czy ogólna niezgrabność języka ewidentnie wynika z przekładu. Dodatkowo, jeśli ktoś czytał oryginał - czy rzeczywiście Griff w linii czasu Flynn jest mężczyzną?!

Inne tego autora.

#50

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 14, 2016

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


Terry Pratchett - Pasterska korona

W Świecie Dysku czarownice znają swoją przyszłość. Kiedy więc umiera babcia Weatherwax, to na swoich warunkach, przygotowana i uporządkowana, z poprawioną tabliczką, która dotychczas głosiła NIE JESTEM MARTFA. Na swoją następczynię wyznacza Tiffany Obolałą, która - mimo niejakich szykan ze strony niektórych starych czarownic - zaczyna kursować między Kredą a Lancre. Jednocześnie wszyscy, a zwłaszcza Mac Nac Feegle, obserwują ożwawienie w świecie elfów, które - nie bojąc się babci W. - planują najechać na świat ludzi.

Dobra książka na zakończenie. Owszem, jest mimo zapewne wysiłków redaktora/współautora - niedokończona, brakuje mi wyjaśnienia niektórych wątków (chociażby roli Ty i Mefistofelesa), niektóre możnaby pociągnąć w bardziej satysfakcjonującą stronę (Geoffrey). Prywatnie mam jednak żal, że cykl nie zakończył się książką o Straży.

Inne tego autora.

#38

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 3, 2016

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 1 komentarz - Skomentuj


Terry Pratchett - Pasterska korona

W Świecie Dysku czarownice znają swoją przyszłość. Kiedy więc umiera babcia Weatherwax, to na swoich warunkach, przygotowana i uporządkowana, z poprawioną tabliczką, która dotychczas głosiła NIE JESTEM MARTFA. Na swoją następczynię wyznacza Tiffany Obolałą, która - mimo niejakich szykan ze strony niektórych starych czarownic - zaczyna kursować między Kredą a Lancre. Jednocześnie wszyscy, a zwłaszcza Mac Nac Feegle, obserwują ożwawienie w świecie elfów, które - nie bojąc się babci W. - planują najechać na świat ludzi.

Dobra książka na zakończenie. Owszem, jest mimo zapewne wysiłków redaktora/współautora - niedokończona, brakuje mi wyjaśnienia niektórych wątków (chociażby roli Ty i Mefistofelesa), niektóre możnaby pociągnąć w bardziej satysfakcjonującą stronę (Geoffrey). Prywatnie mam jednak żal, że cykl nie zakończył się książką o Straży.

Inne tego autora.

#38

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 3, 2016

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 1 komentarz - Skomentuj


Neil Gaiman - Amerykańscy bogowie

Cień, odsiadujący wyrok, dowiaduje się tuż przed terminem warunkowego wyjścia, że jego żona zginęła w wypadku. Pracy też nie ma, bo jego najlepszy kumpel też zginął w wypadku, niestety w sposób niedwuznacznie sugerujący, że zajmował się jego żoną, podczas gdy Cień był w więzieniu. Przyjmuje ofertę tajemniczego pana Wednesdaya i zaczyna dziwną podróż po realnych i mniej realnych Stanach Zjednoczonych, patrząc, jak nowi bogowie rozpoczynają wojnę ze starymi bogami, sprowadzonymi przez wiele (często przymusowych) migracji. Wbrew sobie zaczyna włączać się w to, co dzieje się dookoła niego, po części dlatego, że jego martwa żona jednak żyje.

Mam poczucie, że za drugim razem (poprzednio czytałam tak dawno, że nie pamiętałam nic poza wyjaśnieniem tajemnicy zaginionych w miasteczku dzieci) książka zrobiła na mnie większe wrażenie. Dogłębna znajomość amerykańskiej prowincji i zgrabne przejście przez panteon bogów różnych kultur oraz - w końcu to Gaiman - humor i łatwość łączenia wydarzeń dramatycznych z lekką ironią, sprawia, że nie ma w książce gorszych momentów, a mimo sporej liczby stron na końcu pojawia się myśl: "Ale jak to?". Poniewczasie wiem, że można już szybko skoczyć do "Chłopaków Anansiego".

Inne tego autora.

#23

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 16, 2016

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 1 komentarz - Skomentuj


Neil Gaiman - Amerykańscy bogowie

Cień, odsiadujący wyrok, dowiaduje się tuż przed terminem warunkowego wyjścia, że jego żona zginęła w wypadku. Pracy też nie ma, bo jego najlepszy kumpel też zginął w wypadku, niestety w sposób niedwuznacznie sugerujący, że zajmował się jego żoną, podczas gdy Cień był w więzieniu. Przyjmuje ofertę tajemniczego pana Wednesdaya i zaczyna dziwną podróż po realnych i mniej realnych Stanach Zjednoczonych, patrząc, jak nowi bogowie rozpoczynają wojnę ze starymi bogami, sprowadzonymi przez wiele (często przymusowych) migracji. Wbrew sobie zaczyna włączać się w to, co dzieje się dookoła niego, po części dlatego, że jego martwa żona jednak żyje.

Mam poczucie, że za drugim razem (poprzednio czytałam tak dawno, że nie pamiętałam nic poza wyjaśnieniem tajemnicy zaginionych w miasteczku dzieci) książka zrobiła na mnie większe wrażenie. Dogłębna znajomość amerykańskiej prowincji i zgrabne przejście przez panteon bogów różnych kultur oraz - w końcu to Gaiman - humor i łatwość łączenia wydarzeń dramatycznych z lekką ironią, sprawia, że nie ma w książce gorszych momentów, a mimo sporej liczby stron na końcu pojawia się myśl: "Ale jak to?". Poniewczasie wiem, że można już szybko skoczyć do "Chłopaków Anansiego".

Inne tego autora.

#23

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 16, 2016

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 1 komentarz - Skomentuj


China Miéville - LonNieDyn

Zanna i Deeba są zwykłymi londyńskimi nastolatkami. Nagle dookoła nich zaczyna się dziać coś dziwnego - ludzie i zwierzęta przyglądają się Zannie, szepczą "Szuassi", dostaje tajemniczą kartę przypominającą bilet sieciowy, ale z przedziwnymi oznaczeniami, a dodatkowo ktoś chce ją zabić oraz w jej głowie pojawiać się dziwne przeczucia. Przez te niejasne myśli przenoszą się niespodziewanie do zupełnie innego świata - niemiasta, które egzystuje tuż obok "zwykłego" Londynu. W LonNieDynie Zanna dowiaduje się, że jest wybrana ("choissi") i ma uratować niemiasto przez złym Smogiem. Tyle że podczas pierwszego starcia zostaje pokonana, wszyscy zapadają w stupor, łącznie z Księgą Przepowiedni, która nie ma scenariusza na taką okazję. Przewrotnie na plan pierwszy wysuwa się Deeba, NieWybrana, która decyduje się opuścić Londyn po raz drugi, ryzykując zapomnienie przez swoich bliskich, żeby uratować LonNieDyn.

Od razu mówię - to nie jest książka dla dorosłych, tylko raczej powieść młodzieżowa. I ze względu na bohaterów, i ze względu na bardzo detaliczne, nie pozostawiające wątpliwości opisanie świata, dość oczywistą wymowę proekologiczną oraz sporą dosłowność w pokazaniu stron walki dobra ze złem. Trochę mnie ta łopatologia wyjaśnień nużyła, ale mimo jest to dobrze napisana książka, pełna zgrabnych neologizmów (zgrabnie przetłumaczonych!), z nieoczywistymi rozwiązaniami fabularnymi (zmiana skupienia z ewidentnie głównej bohaterki na drugoplanową, nietradycyjne prowadzenie akcji - zamiast realizować długi i skomplikowany quest Deeba decyduje z braku czasu, że pominie nakazany przez przepowiednię łańcuszek zadań i przejdzie od razu do finalnej walki mimo nieprzygotowania).

Mój faworyt - ożywiony kartonik do mleka o dźwięcznym imieniu Kwaśny w roli pupila Deeby.

Dobrą recenzję książki można przeczytać na lubimyczytac.pl.

#71

Inne tego autora.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 31, 2015

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 2 komentarze - Skomentuj


China Miéville - LonNieDyn

Zanna i Deeba są zwykłymi londyńskimi nastolatkami. Nagle dookoła nich zaczyna się dziać coś dziwnego - ludzie i zwierzęta przyglądają się Zannie, szepczą "Szuassi", dostaje tajemniczą kartę przypominającą bilet sieciowy, ale z przedziwnymi oznaczeniami, a dodatkowo ktoś chce ją zabić oraz w jej głowie pojawiać się dziwne przeczucia. Przez te niejasne myśli przenoszą się niespodziewanie do zupełnie innego świata - niemiasta, które egzystuje tuż obok "zwykłego" Londynu. W LonNieDynie Zanna dowiaduje się, że jest wybrana ("choissi") i ma uratować niemiasto przez złym Smogiem. Tyle że podczas pierwszego starcia zostaje pokonana, wszyscy zapadają w stupor, łącznie z Księgą Przepowiedni, która nie ma scenariusza na taką okazję. Przewrotnie na plan pierwszy wysuwa się Deeba, NieWybrana, która decyduje się opuścić Londyn po raz drugi, ryzykując zapomnienie przez swoich bliskich, żeby uratować LonNieDyn.

Od razu mówię - to nie jest książka dla dorosłych, tylko raczej powieść młodzieżowa. I ze względu na bohaterów, i ze względu na bardzo detaliczne, nie pozostawiające wątpliwości opisanie świata, dość oczywistą wymowę proekologiczną oraz sporą dosłowność w pokazaniu stron walki dobra ze złem. Trochę mnie ta łopatologia wyjaśnień nużyła, ale mimo jest to dobrze napisana książka, pełna zgrabnych neologizmów (zgrabnie przetłumaczonych!), z nieoczywistymi rozwiązaniami fabularnymi (zmiana skupienia z ewidentnie głównej bohaterki na drugoplanową, nietradycyjne prowadzenie akcji - zamiast realizować długi i skomplikowany quest Deeba decyduje z braku czasu, że pominie nakazany przez przepowiednię łańcuszek zadań i przejdzie od razu do finalnej walki mimo nieprzygotowania).

Mój faworyt - ożywiony kartonik do mleka o dźwięcznym imieniu Kwaśny w roli pupila Deeby.

Dobrą recenzję książki można przeczytać na lubimyczytac.pl.

#71

Inne tego autora.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 31, 2015

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 2 komentarze - Skomentuj