Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: teneryfa

Teneryfa - Obserwatorium Astronomiczne

Przy okazji teneryfskiego must-have (czyli wulkanu Teide, o czym niebawem) warto spędzić trochę czasu na zwiedzaniu jednego z trzech najlepszych na świecie Obserwatorium Astrofizycznego, które - ze względu na dobre warunki pogodowe - znajduje się właśnie na zboczu Teide, w obszarze Izaña.

Proza - bilety do Obserwatorium (i nie tylko, bo również na kolejkę na Teide i różne inne aktywności) warto wyklikać na stronie Volcano Teide Experience. Warto, bo limit odwiedzających jest niewielki w ramach grupy językowej (do wyboru angielski, niemiecki i hiszpański), zwłaszcza poza sezonem i restrykcyjnie należy przybyć na określoną godzinę. W różnych serwisach podróżniczych można znaleźć działające kody zniżkowe (np. skorzystałam z 10% kodu wyspy-szczesliwe10). Ponieważ Obserwatorium jest zlokalizowane na wysokości 2390 m n.p.m., bez względu na pogodę “na dole” na wybrzeżu, trzeba się zaopatrzyć w coś cieplejszego i nieprzewiewnego, bo może w słoneczny dzień nie jest aż tak zimno jak na samym Teide, ale tak samo wieje. Oraz w okulary przeciwsłoneczne i krem, bo tak jak na Teide, słońce operuje bez ostrzeżenia.

Dalej to już wzrokowa poezja - sama droga do Obserwatorium jest przepiękna - kręta, wznosząca się ostrymi zakosami przez chmury, czasem tuż przy krawędzi stromo opadającego zbocza. Są dwie możliwości - albo są chmury i nie widać nic, bo jedzie się w chmurach, albo są chmury i zza nich widać coś i to coś jest obłędne. Są pobocza, są punkty widokowe (niestety na niektórych drzewa na tyle pozarastały, że nawet jak chmury pozwalały coś zobaczyć, to drzewa już niekoniecznie); autokary jadące na i z Teide ostrzegawczo trąbią. Ponieważ jestem z natury Filifionką, martwiłam się, że się spóźnimy i pewnie po części z tego powodu, a po części z powodu ostrych zakrętów i raptownych zmian wysokości po drodze w górę rozbolał mnie brzuch. Nie spóźniliśmy się, z powrotem już się tak nie stresowałam.

Wycieczka po obiektach Obserwatorium zajmuje ok. 2 godzin (łącznie z oczekiwaniem na wjazd). Marsjański krajobraz (jeśli Mars byłby porośnięty porostami i krzakami, oczywiście), konsekwentnie białe budynki (w celu odbicia promieni słonecznych i nie nagrzewania powierzchni) i bardzo sympatyczny przewodnik. Trochę historii przedsięwzięcia, trochę logistyki i wielkich liczb, bardzo ciekawa prezentacja o specyfice i narzędziach pracy astronoma (dla dzieciaków hitem była prezentacja kamery termowizyjnej), można popatrzeć przez mocny filtr na słońce (chociaż mieliśmy dość kapryśną pogodę i mimo że zwykle Obserwatorium jest nad pasem chmur, tego dnia czasem nie było wiele widać). Można fotografować wszędzie tam, gdzie można wejść.

Wszystko za mgłą / Rzut oka w niskie zarośla / Nie ma mgły IAC / Zawiało, znowu mgła Oryginalna wielkość luster Gran Telescopio Canarias (GTC) / Schemat Teleskop automatyczny Kopuła teleskopu / Ziemia, taka malutka Teide w chmurach Zasłania i mgła, i drzewa / Nic nie zasłania Teide / Urwisko Jeden z zakrętów

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 6, 2017

Link bezpośredni - Tag: teneryfa - 0 komentarzy - Skomentuj


Teneryfa - La Orotava / Icod de los Vinos

[4/6.11.2017]

Na Zachód od Puerto de la Cruz jest kilka urokliwych miasteczek - zdecydowanie warto przejechać się wzdłuż wybrzeża, żeby je po kolei odwiedzić. Tydzień to zdecydowanie za mało, więc dziś zdjęcia z dwóch - La Orotavy i Icod de Los Vinos, chociaż w planie były jeszcze Garachico i najbardziej wysunięte na zachód Punta de Teno (nie wspominając o punktach widokowych, których po drodze jest kilka - Mirador de San Pedro czy Mirador de la Corona). Do Garachico nawet wjechaliśmy, ale ze względu na makabrycznie zastawiony parking (a na parkingu warto parkować, bo miasteczko jest na skale, więc uliczki są nie dość, że wąskie, to jeszcze jednokierunkowe i nieco wbrew logice ciągle pod górę) i jęczącą młodzież, która domagała się plaży, odpuściliśmy na korzyść wcześniejszego powrotu i namoczenia się w wodzie.

La Orotava jest prześliczna - pełna filigranowych domów zdobionych drewnianymi koronkami, z drewnianymi okiennicami i charakterystyczną stolarką zdobioną rombami, z kilkoma ogrodami botanicznymi (niestety, w listopadzie nie był czynny największy - Jardínes del Marquesado de la Quinta Roja, przeszliśmy przez mniejszy La Hijuela del Botanico). Miasteczko wymaga mocnych nóg ze względu na kąt nachylenia większości ulic, ale przezornie w wielu miejscach są ławki. Parking (darmowy) można znaleźć przy jednej z bardziej znanych atrakcji - Casa de los Balcones, lokalnym muzeum etnograficznym i sklepie z pamiątkami.

Restauracje: Cafeteria Venezia - małe bistro z tapasami (i mała kawiarenka, gdzie mieli dobre frytki, ale zapomniałam adresu).

Widoki za milion euro Wulkaniczny piasek do wysypywania piaskowych dywanów / Alfombrista Casa de los Balcones (Dom z Balkonami) Liść bananowca / Z La Orotavy wszędzie daleko Ogródek - La Hijuela del Botanico Kolorowe / Ściana cmentarza Kołatka / Sklepik z pamiątkami / Kafelki Ogród botaniczny, ten zamknięty

Tuż przy Casa de los Balcones jest cmentarz - zupełnie nietypowy, z płytami nagrobnymi wmontowanymi w ściany. Schodzi się, oczywiście, z górki (to chyba ten jeden raz, kiedy zmarłym jest łatwiej, bo nie muszą wracać pod sporym kątem).

W dolinie Icod uprawia się winorośl i - jak widać - bananowce.

Plantacja bananów na wybrzeżu Zatoczka przy Garachico

Icod de los Vinos zaskoczyło mnie ulewnym deszczem - takim, że ulicami płynęła woda, a pod daszkiem kawiarni, pod którym się skryłam z resztą rodziny i przypadkowymi przechodniami, główną aktywnością właściciela było strącanie szczotką wody. Nie żeby to przeszkadzało radosnej atmosferze - ciepło, a jak pada, to przestanie, a buty wyschną. I tak sobie staliśmy aż się przejaśniło, żeby zobaczyć najstarszą na Teneryfie dracenę, El Drago (Drago Milenario) - Smocze Drzewo. Można bezpłatnie popatrzeć z tarasu obok Casa el Drago, można wejść do parku poniżej (wstęp kosztuje kilka euro). Nie weszliśmy do motylarni (Mariposario del Drago), bo nieco zmokliśmy i wszyscy domagali się kawy i/albo ciasteczka, co pozyskaliśmy w pobliskiej kawiarni, której - oczywiście - aktualnie nie mogę zlokalizować.

Drago millenialis Padało

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 6, 2017

Link bezpośredni - Tag: teneryfa - 0 komentarzy - Skomentuj


Teneryfa - Anaga

Jak obiecałam, z Las Teresitas można pojechać w te zachęcające górki drogą TF-12. Jak to na Kanarach, drogi są bardziej niż przyzwoite, z licznymi zatoczkami i punktami widokowymi, oddzielone betonowymi bloczkami od przepaści (co oczywiście nie oznacza, że nie mam wizji malowniczego upadku ze zbocza, znacie mnie). Ponieważ serpetynkami wjeżdża się całkiem wysoko, mgła ściele się po asfalcie, a widoczność bywa ograniczona; jeśli nie ma mgły, widoki są zjawiskowe.

Góry Anaga to trzeciorzędowy, unikalny w skali światowej (inne zachowały się na La Gomerze i El Hierro) las laurowy, zupełnie inny od europejskich lasów. Pachnący, wilgotny, ciemnozielony. Z punktu informacyjnego przy Cruz Del Carmen prowadzą w głąb lasu trzy trasy, zwane Sendero de Sentidos (Szlak Zmysłów) o różnym stopniu trudności: pierwszy ma długość 340 m i wyłożony jest drewnem, po którym można jechać wózkiem; drugi - nieco dłuższy (544 m) to przejście leśnymi drogami, z których kiedyś korzystali mieszkańcy); trzeci (1270 m) ma około 100 m różnicy wysokości (i to czuć, zwłaszcza że całość szlaku jest na sporej wysokości) prowadzi do punktu widokowego Mirador del Llano de Los Loros, z którego jednak niespecjalnie coś widać, bo jest zarośnięty oraz chmury. Na trasie są ustawione instrukcje, sugerujące, którym zmysłem (zapach, wzrok, słuch, dotyk) najlepiej las odbierać. Teoretycznie w punkcie informacyjnym są darmowe mapy, niestety poza sezonem punkt czynny jest do 16 (co oznacza też brak dostępu do toalety, na szczęście opodal jest mała restauracja).

Zdecydowanie warto na spokojny spacer z dzieckiem, zwłaszcza w upalny dzień - w lesie zwykle jest chłodno. Może nie był to najciekawszy punkt na Teneryfie, ale w połączeniu z Las Teresitas - jeden z przyjemniejszych dni.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 5, 2017

Link bezpośredni - Tag: teneryfa - 0 komentarzy - Skomentuj


Teneryfa - Anaga

Jak obiecałam, z Las Teresitas można pojechać w te zachęcające górki drogą TF-12. Jak to na Kanarach, drogi są bardziej niż przyzwoite, z licznymi zatoczkami i punktami widokowymi, oddzielone betonowymi bloczkami od przepaści (co oczywiście nie oznacza, że nie mam wizji malowniczego upadku ze zbocza, znacie mnie). Ponieważ serpetynkami wjeżdża się całkiem wysoko, mgła ściele się po asfalcie, a widoczność bywa ograniczona; jeśli nie ma mgły, widoki są zjawiskowe.

Góry Anaga to trzeciorzędowy, unikalny w skali światowej (inne zachowały się na La Gomerze i El Hierro) las laurowy, zupełnie inny od europejskich lasów. Pachnący, wilgotny, ciemnozielony. Z punktu informacyjnego przy Cruz Del Carmen prowadzą w głąb lasu trzy trasy, zwane Sendero de Sentidos (Szlak Zmysłów) o różnym stopniu trudności: pierwszy ma długość 340 m i wyłożony jest drewnem, po którym można jechać wózkiem; drugi - nieco dłuższy (544 m) to przejście leśnymi drogami, z których kiedyś korzystali mieszkańcy); trzeci (1270 m) ma około 100 m różnicy wysokości (i to czuć, zwłaszcza że całość szlaku jest na sporej wysokości) prowadzi do punktu widokowego Mirador del Llano de Los Loros, z którego jednak niespecjalnie coś widać, bo jest zarośnięty oraz chmury. Na trasie są ustawione instrukcje, sugerujące, którym zmysłem (zapach, wzrok, słuch, dotyk) najlepiej las odbierać. Teoretycznie w punkcie informacyjnym są darmowe mapy, niestety poza sezonem punkt czynny jest do 16 (co oznacza też brak dostępu do toalety, na szczęście opodal jest mała restauracja).

Zdecydowanie warto na spokojny spacer z dzieckiem, zwłaszcza w upalny dzień - w lesie zwykle jest chłodno. Może nie był to najciekawszy punkt na Teneryfie, ale w połączeniu z Las Teresitas - jeden z przyjemniejszych dni.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 5, 2017

Link bezpośredni - Tag: teneryfa - 0 komentarzy - Skomentuj


Teneryfa - Las Teresitas

Na Teneryfie przeważają czarne plaże wulkaniczne. Piasek nie brudzi (oraz, jak się okazało post factum, reaguje na magnes), ale mimo wszystko jest takie wzrokowe poczucie, że plaża jest "brudna". Więc jeśli nie chcecie na taką plażę, bo Was boli w estetykę, to warto pojechać na plażę Las Teresitas w miejscowości San Andrés (jakieś 7 km od centrum Santa Cruz). Plaża wprawdzie jest sztuczna, zasilona piaskiem przywiezionym w latach 70. z Sahary, ale nie bez powodu uważana jest za najładniejszą piaszczystą plażę Teneryfy. Pewnie w sezonie jest ciasno, w listopadzie - bardzo przyzwoicie, może ludzi odstraszały okazjonalne chmury, z których okazjonalnie kropił ciepły deszcz, mnie bynajmniej nie. I jakby to była sama plaża, to można by wzruszyć ramionami i pójść dalej, ale. Patrzysz w jedną stronę - turkusowa woda z pianką, a kawałek dalej platformy wiertnicze, wielce urokliwe (następnym razem poszukam biletów na platformę). Patrzysz w drugą stronę - najpierw palmy, chwilę dalej klify, na które się wjeżdża (o czym za moment). W trzecią stronę - marina z łódeczkami, tęczowy mostek i kolorowe miasteczko na skale.

Jak już się człowiek namoczy i przekąsi (o czym za kolejny moment), można podjechać pod stroną górkę w stronę miejscowości Igueste de San Andrés do punktu widokowego Mirador de Las Teresitas, skąd można zasilić instagram malowniczymi pocztówkami z podróży albo spojrzeć w drugą stronę na czarną plażę Las Gaviotas. Na górze są resztki budynków (nieudana inwestycja?), bogato ozdobione graffiti (polecam z zewnątrz) i niestety mocno woniejące uryną w środku (czego nie polecam). Dalej tą drogą jedzie się w cudowne doliny, przez które można dojechać w góry Anaga, o czym w kolejnej notce.

Plaża nie dość, że ma bezpłatny parking, toalety i prysznice, ma jakieś małe punkty gastronomiczne oraz bardzo przyjemny bar rybny, prowadzony przez lokalną Spółdzielnię Rybacką (Cofradía de Pescadores de San Andrés). Świeża ryba, pieczone ziemniaki (papas arrugadas) z lokalnymi sosami (mojo rojo, ulubiony TŻ i mojo verde, mój ulubiony), czysta cerata na stołach i - dla mniej wrażliwych - spotkanie ze swoim posiłkiem przed usmażeniem.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 5, 2017

Link bezpośredni - Tag: teneryfa - 0 komentarzy - Skomentuj


Teneryfa - Las Teresitas

Na Teneryfie przeważają czarne plaże wulkaniczne. Piasek nie brudzi (oraz, jak się okazało post factum, reaguje na magnes), ale mimo wszystko jest takie wzrokowe poczucie, że plaża jest "brudna". Więc jeśli nie chcecie na taką plażę, bo Was boli w estetykę, to warto pojechać na plażę Las Teresitas w miejscowości San Andrés (jakieś 7 km od centrum Santa Cruz). Plaża wprawdzie jest sztuczna, zasilona piaskiem przywiezionym w latach 70. z Sahary, ale nie bez powodu uważana jest za najładniejszą piaszczystą plażę Teneryfy. Pewnie w sezonie jest ciasno, w listopadzie - bardzo przyzwoicie, może ludzi odstraszały okazjonalne chmury, z których okazjonalnie kropił ciepły deszcz, mnie bynajmniej nie. I jakby to była sama plaża, to można by wzruszyć ramionami i pójść dalej, ale. Patrzysz w jedną stronę - turkusowa woda z pianką, a kawałek dalej platformy wiertnicze, wielce urokliwe (następnym razem poszukam biletów na platformę). Patrzysz w drugą stronę - najpierw palmy, chwilę dalej klify, na które się wjeżdża (o czym za moment). W trzecią stronę - marina z łódeczkami, tęczowy mostek i kolorowe miasteczko na skale.

Jak już się człowiek namoczy i przekąsi (o czym za kolejny moment), można podjechać pod stroną górkę w stronę miejscowości Igueste de San Andrés do punktu widokowego Mirador de Las Teresitas, skąd można zasilić instagram malowniczymi pocztówkami z podróży albo spojrzeć w drugą stronę na czarną plażę Las Gaviotas. Na górze są resztki budynków (nieudana inwestycja?), bogato ozdobione graffiti (polecam z zewnątrz) i niestety mocno woniejące uryną w środku (czego nie polecam). Dalej tą drogą jedzie się w cudowne doliny, przez które można dojechać w góry Anaga, o czym w kolejnej notce.

Plaża nie dość, że ma bezpłatny parking, toalety i prysznice, ma jakieś małe punkty gastronomiczne oraz bardzo przyjemny bar rybny, prowadzony przez lokalną Spółdzielnię Rybacką (Cofradía de Pescadores de San Andrés). Świeża ryba, pieczone ziemniaki (papas arrugadas) z lokalnymi sosami (mojo rojo, ulubiony TŻ i mojo verde, mój ulubiony), czysta cerata na stołach i - dla mniej wrażliwych - spotkanie ze swoim posiłkiem przed usmażeniem.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 5, 2017

Link bezpośredni - Tag: teneryfa - 0 komentarzy - Skomentuj