Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: 2007

Robert Makłowicz - Podróże kulinarne Roberta Makłowicza. Smak Węgier

Podobała mi się bardzo-bardzo, ale ostrzegam, że ja mam delikatnego hopla na punkcie Węgier i węgierskiego żarcia. Jeśli ktoś oglądał wszystkie programy w ramach Podróży Kulinarnych (lub kupił DVD), to wiele wartości dodanej tutaj nie znajdzie. Historyjki i przepisy są dokładnie takie, jak w programach, do tego fajne fotki i oczywiście miło, że ma się jakby co pod ręką. Uwielbiam Makłowicza, bo ślicznie umie mówić o jedzeniu, wyszukuje drobiazgi, które sprawiają, że warto jechać i poszukać tego "na żywo". Dla mnie to taki trochę pamiętnik z Węgier, bo w niektórych opisanych miejscach byłam.

Inne tego autora:

#3

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 21, 2007

Link bezpośredni - Tag: 2007 - 1 komentarz - Skomentuj


Robert McLiam Wilson - Ulica marzycieli

Uprzejmie dziękuję A. za opinię sprzed kilku lat, że to "ponura książka". Żeby Cię mrówki oblazły. Przez to miałam Wilsona w rozumie, ale nie wykonywałam żadnych gwałtownych ruchów, żeby przeczytać. Wbrew tej opinii bynajmniej nie jest ponuro. Bywa poważnie, owszem (aczkolwiek nie do końca - ciężko się śpi w pociągu na TŻ, który czyta o przemalowywaniu zdjęcia z papieżem i rechocze, porusząjąc brzuchem). Raczej bym powiedziała, że jest to męska odmiana książek Marian Keyes - o przyjaźni, ryćkaniu i Irlandii. Irlandia jest bardzo obecna w życiu bohaterów - trudno zignorować wybuchy, sprejowane na murach hasła, zamieszki z policjantami pałującymi obie strony konfliktu i krew na chodnikach. Jednocześnie Belfast jest miastem, w którym się żyje. Kocha, pracuje, robi fortunę za pomocą durnego pomysłu, pije piwo, dyskutuje o życiu i polityce, ma rodzinę i przyjaciół.

Książka jest wielowątkowa. Generalnie skupia się na grupce przyjaciół ze szkoły, którzy dorastali razem i mimo tego, że każdy w życiu robi co innego, spotykają się na cotygodniowym pijaństwie. Jake, protestant, który nie umie pozbierać się po tym, jak dwa lata wcześniej rzuciła go dziewczyna, Angielka. Misiek, katolik, który z biedy wymyśla deal stulecia i nagle się okazuje świetnym biznesmenem. Mutant, który w nastolactwie w ramach zaawansowanych eksperymentów z onanizmem użył kremu depilującego i potem miał nieco ekstraordynaryjnie wyglądający organ. Włóczędzy, pijacy, działacze polityczni, kelnerki z barów, dzieciak uliczny bity przez ojca.

Walczę teraz z przenudnym Revertem (o czym później), więc naprawdę doceniam - Wilsona czyta się zarąbiście szybko, gładko i bez wysiłku. Mnie się bardzo, więc szybko wyklikałam drugą część - "Zaułek łgarza". Już do mnie idzie.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 21, 2007

Link bezpośredni - Tag: 2007 - 3 komentarze - Skomentuj


Sue Townsend - Adrian Mole i broń masowego rażenia

Znowu mam okres, że czytam kilka książek naraz. Ta się wyłamała i udało mi się ją skończyć w czasie rzeczywistym.

To już nie te czasy, kiedy Adrian Mole odmierzał swojego wacka za pomocą linijki, a uzyskane wyniki nanosił na arkusz papieru milimetrowego, zawieszony na ścianie (teraz - jak donosi koleżanka siwa - rezolutna młodzież wykres zmian długości wacka wykonałaby w Excelu). W dalszym ciągu kocha się platonicznie w Pandorze Braithwaite, która aktualnie jest ważną fiszą w labourzystowskiej partii, ale w ramach kolejnych prób układania sobie życia zakochuje się najpierw z straszliwie dziwnej Merigold z rodziny o tradycjach psychiczno-hippisowskich, a potem w jej bardziej wyzwolonej, acz równie ekscentrycznej siostrze Daisy.

Ale w zasadzie wszelkie perypetie łóżkowo-sercowe, nawet biorąc pod uwagę błyskotliwość Adriana w kwestiach damsko-męskich, są niczym wobec nemesis każdego pracującego człowieka, czyli urzędu skarbowego i wpadania w spiralę kredytową. Wątpię, żeby autorka miała własne doświadczenia, ale to naprawdę bardzo bolesne. I z książki na książkę jest coraz lepiej - tutaj miałam ochotę 3/4 bohaterów kopać nóżką obutą w subtelną szpileczkę rozmiar 37 (36 już ciut przyciasne, czy tycie wpływa na długość stopy?) w dupę. No jak rany, albo mam za dużo empatii, albo zachowują się tak idiotycznie, że nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

Jak widać - czyta się świetnie, a dla tych, co się boją - jest happy-end.

Inne tej autorki tu.

#1

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 1, 2007

Link bezpośredni - Tag: 2007 - 4 komentarze - Skomentuj