Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: 2024

Monika Szwaja - Gosposia prawie do wszystkiego

Maria, ku radości rodziców, rozczarowanych drugą córką, co to zadała się z czarnym Amerykaninem i wyemigrowała do Stanów, wyszła za mąż za atrakcyjnego adwokata. Zamieszkała na prestiżowym osiedlu w Żyrardowie i nie musiała już pracować, bo mąż nie życzył sobie pracowników najemnych w domu, a ktoś musiał te setki metrów kwadratowych ogarniać. I pewnie by ogarniała jeszcze długo, gdyby nie przypadkowe spotkanie ze swoim dawnym promotorem, u którego planowała bronić doktorat z komparatystyki - zachęcił ją do powrotu na uczelnię. Pomysł się Marii podoba, ale nie podoba się mężulkowi, który rzuca nią o meble, jednoznacznie wyjaśniając, jaka jest jej rola. Wstrząśnienie mózgu, jakie jej funduje, tłumaczy sąsiadowi-lekarzowi faktem, że Maria jest alkoholiczką i sama się tak załatwiła, taki wstyd. Problem w tym, że z wyników badań to nijak nie wynika i potulna do tej pory Maria decyduje, że to koniec. Zwiewa od męża, wypłacając sobie “wypłatę” za lata służby, dzięki wsparciu teściowej, która z mężem przemocowcem przemęczyła się 30 lat (niedaleko pada jabłko), trafia do Szczecina do znanej już z poprzednich książek pani Lili i ekipy wesołych staruszków. Żeby uniknąć oczywistej dekonspiry, nie zgłasza się do pracy w edukacji, tylko rozpoczyna pracę w roli ekskluzywnej gospodyni domowej (wszystko oprócz usług erotycznych). Najpierw z polecenia trafia do zamożnego choć plebejskiego domu państwa Pultoków, potem do sympatycznego 80-latka, pana Stefana. W międzyczasie zaprzyjaźnia się z najpierw z rosyjskim bardem Saszą, a potem z jego przyjacielem, Pawłem, co oczywiście oznacza dylematy miłosne. W finale drogi wszystkich - ekipy z karaibskiej wyprawy, Pultoków, Saszy, Pawła i pana Stefana - się ze sobą splatają w pełnym szczęścia happy-endzie.

Tak jak już pisałam kiedyś, to truskawkowy typ literatury - historia o kobiecie, która naprawia swoje życie z pomocą przyjaciół - ale te truskawki niemyte i piasek zgrzyta. Dobrzy są cudowni - piękni, doskonale się starzeją, szczupli, zadbani, źli - tłuści, niechlujni (nawet bogacze), a nieliczne godne pochwały cechy (erudycja Korka, uroda Roksany) są równoważone rasizmem i - literalnie - prostytucją. Autorka do tego obkłada dość prostą akcję książki mnóstwem “bawiąc-uczyć” - cytuje łacińskie nazwy roślin, opisuje dzieła literatury i kina, wprowadza realne postaci muzyków, których lubi, wyjaśnia, jak powstaje tokaj, opowiada o obronie Lwowa w 1939 roku, cytuje Jurandota i Lopka (wszyscy wzdychają, bo och, jesteśmy tacy elytarni, nikt poza nami tak nie cytuje), każe Marii tłumaczyć dzieła rosyjskich pisarzy, opisując szczegółowo proces twórczy, po czym wszyscy płaczą ze wzruszenia; rosyjska kultura o wiele lepsza od polskiej przecież. Szpikuje wypowiedzi bohaterów etosem, jak to rolą kobiety jest czekać, a mężczyzny walczyć i za pomocą pana Stefana pacyfikuje początkowo niechętną mitowi romantycznemu Marię, która milknie przytłoczona argumentami, że TRZEBA. Jednocześnie z erudycją i oczytaniem, pozbawia raptem 32-letnią Marię umiejętności korzystania z Internetu (“no dobrze, jak muszę, to się zaloguję do komputera i sprawdzę”) czy wiedzy o tym, co oznacza ogolona głowa i tatuaż WHITE POWER u 16-latka. Nawet nie tyle że przeczytałam, bo przesłuchałam, żebyście Wy nie musiały, na swoje usprawiedliwienie mam, że potrzebowałam czegoś nie angażującego wzroku podczas obróbki zdjęć.

Audiobook czytany przez Anetę Todorczuk dostarcza dodatkowej uciechy - mamy psy ras retrajwer i jorkszajer oraz sporo innych kwiatków, aczkolwiek dobrze sobie radzi z licznymi wstawkami z łaciny czy rosyjskiego.

Inne tej autorki.

#39/#2

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 2, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 2 komentarze - Skomentuj


Jesmyn Ward - Linie krwi

Małe miasteczko Bois Sauvage na wybrzeżu zatoki Missisipi, pod Nowym Orleanem. Joshua i Christophe to bliźnięta wychowane przez niewidomą babkę, ich matka wyjechała za lepszym życiem, a ojciec - narkoman zwany Piaskowym - właśnie wrócił po kolejnym nieudanych odwyku. Chłopcy właśnie skończyli szkołę, rozglądają się za pracą; wiadomo, że nie będzie prestiżowa, bo brak perspektyw, ale przynajmniej dołożą do pieniędzy przysyłanych przez matkę na ich wychowanie. Joshua szybko znajduje pracę w dokach, niestety Christophe nie, mimo że zostawił tyle samo podań w tych samych miejscach. Chris decyduje się więc na wejście w świat sprzedaży narkotyków - zaczyna od marihuany, ale kolega kuzyna wkręca go w sprzedaż cracku. Wszystko próbuje robić oczywiście w ukryciu przed rodziną, ale jego brat się szybko orientuje, co się dzieje. Sytuacja się zaognia, kiedy na dłużej przyjeżdża ich matka, a ojciec zaczyna się koło niej kręcić.

Akcja tutaj jest pretekstowa, tak naprawdę to kilka miesięcy z życia ubogiej czarnej rodziny, żyjącej w okolicy, gdzie nie ma innej pracy niż dorywcza lub fizyczna. Proste marzenia - jezdny samochód, dołożenie się “na życie”, lepsze buty, w perspektywie odkładanie z ciężkiej pracy na własny kawałek ziemi, żeby wybudować tam dom “gospodarskim” sposobem (liczna rodzina pomoże) - dałoby się zrealizować, gdyby nie przypadek, a tak naprawdę problem społeczny, który się zamiata pod dywan. Jeśli nie wyjedziesz i nie znajdziesz pracy, która zajmie ci większość życia, pozostaje półswiatek i prosta droga za kratki. To nie jest jednak posępna historia, akcentowana jest rodzina jako źródło siły i wsparcia.

Świetne tłumaczenie - zwykle wyśmiewam się z jakichś ewidentnych kwiatków, tutaj, mimo że po polsku, słychać melodię slangowej angielszczyzny Czarnych z Południa.

Inne tej autorki:

#38

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 29, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Sigrid Nunez - Pełnia miłości

Narratorka obserwuje swoją dawną przyjaciółkę, u której zostaje zdiagnozowana choroba nowotworowa. Początkowo rokowania są dobre, przyjaciółka poddaje się wyczerpującemu leczeniu, ale gdy okazuje się, że nowotwór dalej się rozwija i szanse drastycznie maleją, prosi narratorkę o pomoc. Ale nie w leczeniu, tylko o towarzystwo, kiedy zdecyduje się odejść na własnych warunkach. Obie panie ustalają zasady - chora nie będzie informować o swojej decyzji, żeby każdy dzień traktować jak potencjalnie ostatni; narratorka dowie się, kiedy zobaczy zamknięte drzwi, co oczywiście prowadzi w pewnym momencie do dramatycznego falstartu, który w innej sytuacji byłby nawet zabawny. Żeby nie trzymać Was w niepewności - książka urywa się, zanim dojdzie do momentu samodzielnej eutanazji, bo też i nie o to konkretne wydarzenie chodzi. Autorka historię traktuje jako kanwę do mnóstwa erudycyjnych dygresji o życiu, śmierci, chorobie i oczekiwaniach co do zachowania się ludzi chorych (“bohaterska walka”), zmianach klimatycznych, starzeniu się, potrzebie kontaktu. Tak jak w poprzednich książkach, czytelniczka może podjąć grę i uwierzyć w prawdziwość opisanych wydarzeń, albo nie. Nie ma to znaczenia.

Inne tej autorki tutaj.

#37

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 28, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Arnaldur Indriðason - Plaże cudów

Bardzo schyłkowa historia urlopu detektywa Erlendura - jak zawsze spędza czas wolny w rodzinnej okolicy, gdzie od lat szuka śladu po bracie, który zaginął w wichurze kilkadziesiąt lat wcześniej. Tym razem przy okazji rozmów z myśliwymi, którzy potencjalnie mogli znaleźć dziecięce kości, odkrywa, że podczas podobnej śnieżycy w latach 40. miały miejsce dwa wypadki. Oddział żołnierzy amerykańskich i Matthildur, młoda żona rybaka, wyszli z domu, zaskoczyła ich nagła zmiana pogody i jak wszystkich żołnierzy - a przynajmniej ich ciała - odnaleziono, tak kobiety nie. Erlendur zaczyna drążyć, odpytując kolejnych staruszków o wydarzenia z przeszłości. I sprawę śmierci kobiety wyjaśnia, rozkopując dwa groby, zaś dla uzyskania spokoju zakopuje na grobie matki jakieś przypadkowe kości dziecka, znalezione lata temu w lisiej norze. Może należały do jego brata, może nie. Historia poszukiwań przeplata się z jakimiś wyimaginowanymi (?) dialogami z wędrowcem, a scena sugeruje, że bohater jest w malignie albo zamarza. Tyle że akcja na to nie wskazuje. Nie ma też żadnej dramy, sugerowanej w dwóch poprzednich tomach, że Erlendur jest niedostępny, zwyczajnie odcina się od świata na prowincji. A, wspomniane plaże też się nie pojawiają.

Polski akcent: wyziębiona kobieta z Polski była uznana za zmarłą, ale ocknęła się w momencie przywiezienia do szpitala.

Inne tego autora.

#36

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 16, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Daniel Magariel - Nasz chłopak

Ojciec ratuje synów spod opieki zaburzonej matki dzięki zeznaniu młodszego syna, który trochę naciaga prawdę, bo wprawdzie się z matką nieco szarpał, ale większość śladów zrobił sobie sam. Nie szkodzi, z ojcem będzie lepiej. Wyjeżdżają do Nowego Meksyku, nowy dom, każdy ma swój pokój, ale tylko do pokoju ojca nie można wchodzić. Chwilowa stabilizacja szybko się rozsypuje, bo chłopcy wiedzą, że ojciec znowu bierze. Czasem każe im obserwować otoczenie, ukrywać przed policją, zaczyna wysyłać ich do dilera, a niedługo później pojawia się eskalująca przemoc. Dzieci to racjonalizują, ale coraz bardziej do nich dociera, że nie zostali przez ojca “uratowani”. Próbują uzyskać pomoc matki, licząc na to, że wybaczy im ich zdradę. Finał jest mocno niejednoznaczny, nie wiem, czy rozumieć go w kategorii kolejnej iteracji koszmaru czy jednak to marzenie, co by było gdyby ojciec nie był narkomanem.

Bardzo trudna, przykra opowieść; mogę sobie racjonalizować, że to USA, white trash, brak rozwiązań systemowych, niewydolna policja, którą łatwo okpić, ale to w dalszym ciągu koszmar dzieci, których opoka - rodzice - zawodzą.

#35

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 15, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ocean Vuong - Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę

Wnuk i syn Koreanek, które uciekły do USA po wojnie w Wietnamie, opisuje w listach do starzejącej się matki, jak bardzo ją kocha i jej wdzięczny, chociaż jego życie jest zupełnie inne i matka prawdopodobnie go nie rozumie. Jest obcym w obcym kraju, pierwszym łącznikiem między Koreankami, które nigdy do końca nie nauczyły się mówić po angielsku ani rozumieć kraju, w którym osiadły. Do tego jest poetą i gejem. Wspomina swoje dzieciństwo, czasem trudne, poczucie inności, dojrzewanie, pierwsze uczucia, wreszcie powrót po latach i doświadczanie śmierci babci. I możliwe, że w warstwie fabularnej dzieje się tu więcej, ale jest to tak zagmatwane poetyckimi frazami, że nie dałam rady tego już wyciągnąć poza nieosiągalnym archetypem męskości i brakiem wzorca, również kulturowego.

To krótka książka, ale dość męcząca w lekturze. Symbole, nawiązania, list o prozie życia obudowany jest Barthesem, Freudem i innymi klasykami, trauma przeplatana poezją. Współczesna Ameryka konkuruje z mikroświatem emigranckiej rodziny, gdzie babka kocha przez koreańskie gotowanie, a matka opanowała głównie frazę “I’m sorry”, bo to wystarczy, kiedy latami zajmowała się paznokciami Amerykanek. Wtręty społeczne - narkotyki, przemoc, wojna, epatowanie obrzydliwością - są w kontrze do koreańskiej enklawy w domu narratora. Znużyło mnie czytanie, zabrakło płaszczyzny zrozumienia, a zabawa formą dodatkowo mnie zniechęciła. Wierzę, że to ważna książka i że zaznaczone jest wiele rubryczek różnorodności - emigrant, gej, Azjata, półsierota, poeta, ale niekoniecznie nadaje się to do czytania.

#34

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 14, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ottessa Moshfegh - Eileen

Lata 60. Małe amerykańskie miasteczko. Eileen ma 24 lata, przerwała studia, żeby opiekować się umierającą matką, w efekcie wylądowała jako sekretarka w poprawczaku dla “trudnych” chłopców i jako opiekunka starzejącego się ojca. I jak do tej pory wygląda, że nie jest to wymarzona egzystencja, tak im głębiej wchodzi się we wspomnienia 70-letniej Eileen, tym bardziej dramatyczna staje się sytuacja. Ojciec dziewczyny, były policjant, jest alkoholikiem i przemocowcem, wspieranym przez byłych kolegów. Córka służy do przywożenia alkoholu i reagowania w sytuacjach, kiedy ojciec jest niebezpieczny. Oboje żyją w skrajnym ubóstwie i brudzie, bo nikt nie sprząta ani nie naprawia niczego. Eileen uważa się za brzydką, więc na wszelkie sposoby karze się, niszcząc i zaniedbując swoje ciało; tak ją ukształtowała równie przemocowa i toksyczna matka. W pracy, która raczej nie jest placówką oświatową, a zwyczajnym brutalnym więzieniem, narratorka raczej odwraca wzrok, skupiając się na symulowaniu pracy. Platonicznie marzy o swoim koledze z pracy i że ucieknie z domu, ale na marzeniach się wszystko kończy. Aż do momentu, kiedy w placówce pojawia się Rebecca, piękna i elegancka, i - ku zdziwieniu Eileen - chce się z nią zaprzyjaźnić. I już wiadomo, że to Rebecca jest katalizatorem zmian w życiu Eileen, chociaż do ostatniej chwili nie da się przewidzieć, jakiego typu będą to zmiany.

Jaka to przerażająca i smutna opowieść. Miasteczko, w którym pod pozornie uładzoną powierzchnią buzuje nienawiść, gdzie “swoi” - w tym przypadku policjanci - są kryci, bez względu na to, co zrobią, tak samo funkcjonariusze więzienia. Eileen kradnie, oszukuje, głodzi się na zmianę z objadaniem i łykaniem środków przeczyszczających, unika mycia, ale to nie broni jej patrzenia na wszystkich innych z pogardą. Stwierdza nawet w pewnym momencie, że większość ludzi w miasteczku, w tym ona sama, mogłaby wylądować w placówce korekcyjnej, gdyby wyszło na jaw, jacy są. Wreszcie zmieniająca życie bohaterki przyjaźń jest równie dziwna i zaburzona, idąca w stronę silnego współuzależnienia, podobnie jak wcześniejsze zauroczenie współpracownikiem, dochodzącego aż do stalkingu. Nie wiem, czy chcecie czytać.

Inne tej autorki.

#33

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 9, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Dominika Kotas - Cukry

Zacznijmy od tego, że autorka/narratorka jest w spektrum autyzmu, a do tego wyrasta na osobę homoseksualną i wegetariankę. Od dziecka nie umie albo nie chce mówić, chce pisać, ale zrozumienie tego przychodzi później, bo najpierw musi przejść przez to dzieciństwo. Tak trudne, aż do nie uwierzenia, że takie rzeczy działy się jeszcze w latach 90. To jest trzon dygresyjnych, czasem niezwiązanych ze sobą historii, opowiadanych przez osobę, którą wiele rzeczy dziwi, która nie rozumie sygnałów, aluzji i ludzi w ogóle. Przerażająca jest opowieść o matce, która jej nienawidzi, również za to, że jest dziwna, dzika, jakaś głupawa i wstyd przed znajomymi i sąsiadami. Równie straszne są stosunki z ojcem - myśliwym, który wystawia nadwrażliwe dziecko na przemoc wobec zwierząt; liczne opowieści o zwierzętach “oddanych” czy “uciekających” z domu rodzinnego są ciężkie do zrozumienia. Babcia-dewotka, modląca się za grzeszącą wnuczkę już jest wisienką na czubku tego zepsutego tortu. Opowieści dookoła tego - liczne wynajmowane mieszkania, w tym u bardzo starej osoby z wyższych sfer, specyficzne zwyczaje jedzeniowe, stimy, mieszanina infantylności, oversharingu czy 53 losowych faktów, które kojarzą się autorce z - są interesujące, pozwalają na pewien wgląd w to, co dzieje się w głowie osoby w spektrum, ale też pokazują, jak trudno jest z taką osobą żyć. Czyta się świetnie, ale między wierszami czuć, że taka koegzystencja to stąpanie po lawie, ciągłe zagrożenie histerią, ciągle zażegnywanie i uprzedzanie konfliktów czy awantur czy przewidywanie problemów, żeby uniknąć za kogoś konsekwencji. A to już jest kawałek, który uderza mi dość blisko domu. Oczywiście będę szukać kolejnych książek tej autorki.

#32

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 7, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ian McEwan - Maszyny takie jak ja

Lata 80. Alternatywna rzeczywistość, w której Alan Turing nie poddał się chemicznej kastracji, a w efekcie wrócił do pracy, rozwiązując problem P=NP, dzięki czemu Internet i sztuczna inteligencja rozwinęły się znacznie wcześniej, a - już nie bezpośrednio - Wielka Brytania przegrała wojnę o Falklandy. Charlie, młody utracjusz, poznaje piękną sąsiadkę Mirandę i planuje z nią związek. Dla kaprysu kupuje kosztowny model androida, Adama, jeden z niewielu na rynku i razem z dziewczyną konfigurują go, żeby był dopełnieniem ich osobowości. I tu się pojawia problem, bo nie dość, że Adam zakochuje się w Mirandzie, to jeszcze przebąkuje, że dziewczyna nie jest do końca szczera z Charliem. Ale nie ten romans jest sednem historii, a próba zrozumienia, w jaki sposób tabula rasa sztucznej inteligencji, z nieznaną konfiguracją, wypełni się wiedzą i czy AI zrozumie skomplikowaną i wieloznaczną ludzką moralność z miłością, kłamstwem, zemstą, tęsknotą czy nadzieją. TL;DR: nie zrozumie, bo ludzie sami siebie i swojego postępowania nie rozumieją.

I jak ta warstwa z dobrze odrobioną matematyką, próbą zrozumienia uczenia się przez AI i algorytmów pozwalających na symulację zachowania ludzkiego na podstawie obserwacji świata i naśladownictwa jest bardzo ciekawa, tak warstwa obyczajowa mnie znudziła, a nawet lekko zbrzydziła. Książka jest stosunkowo świeża (2019), a dalej pokutuje to idiotyczne podejście “android siada przed komputerem i pieczołowicie wklepuje swoje obserwacje”. Dalej, jaki ma sens symulowanie 1:1 ludzkiej fizjologii, włącznie z erekcją i ejakulacją (za pomocą ciepłej wody, sic!), skoro nie idzie za tym reszta tej fizjologii jak hormony, pozwalające na odczuwanie np. miłości czy podniecenia; scena, w której Adam wyznaje, że chce fvę znfgheobjnć przed Mirandą… dlaczego.

Inne tego autora.

#31

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 6, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Michal Viewegh - Ekomąż

Po rozczarowaniu ”Ekożoną” złe mnie podkusiło, żeby przeczytać kontynuację. Tak jak lubiłam Viewegha za jego obserwacje życia codziennego, tak tutaj kompletnie nie rozumiałam, po co ta książka powstała. W poprzedniej części narratorka - 50-letnia doula/coachini osobista weszła między Hedvikę, młodą żonę i Mojmira, starszego od niej rozpustnika, żeby tę pierwszą nauczyć samodzielności, ekologii i życia zgodnego ze sobą, a tak naprawdę żeby Hedvika rozstała się ze starym dziadem i żyła z narratorką. Nie wyszło. Część druga rozpoczyna się od tego, że w ramach kryzysu wieku średniego Mojmir podejmuje się przebiegnięcia maratonu, a tuż za metą pęka mu aorta, śmierć kliniczna i niedotlenienie, więc w efekcie ze zdrowego, zarozumiałego supersamca staje się nagle schorowanym staruszkiem ze szwankującym mózgiem, nie rozumiejącym świata. Narratorka cynicznie wyśmiewa jego próby rehabilitacji, walki z własnymi ograniczeniami, nieudanymi powrotami do pisania, przejście z pozycji racjonalisty do gnostyka, usiłującego zrozumieć zamiary boskie, a gdy Mojmir niechcący wyklepuje się przed Hedviką, że ją zdradzał, radośnie przyjmuje tę sytuację. Po czym… stwierdza, że takiego nieco uszkodzonego Mojmira polubiła i przestanie go zwalczać, pal diabli jej plany na życie z Hedviką. Koniec. Serio, nie wiem, nie rozumiem, nie śmieszy, a nawet jest zwyczajnie przykre, nie wezmę już Viewegha do ręki.

Inne tego autora.

#30

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 30, 2024

Link bezpośredni - Tag: 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj