Tag:
beletrystyka
Jakbym powiedziała na melodię niegdysiejszego kabaretu, że "Momenty były? No masz!", to bym skłamała. Ta książka głównie składa się z detalicznych opisów pożycia intymnego bohatera, Jonathana z kochanką, czasem przerywanych dygresyjną historią życia, rodziny i emigrancką rzeczywistością Brukseli. Jonathan, właściwie Janusz, wychowujący się od czasów nastoletnich za granicą, jest pisarzem, mieszka aktualnie z żoną i dwójką dzieci w Brukseli. Z żoną się przyjaźni, ale nie stanowi to problemu, kiedy spotyka piękną Czeszkę wychowaną w Szwecji, Andreę, w której się zakochuje i przez kilka lat prowadzi niebezpieczną i karkołomną rozgrywkę, próbując utrzymać jednocześnie żonę i kochankę. I wyznam, że tu mi nieco siada przyjemność z lektury, bo Jonathan jest zwyczajnym palantem, a jego wielokrotnie werbalizowane dylematy o radościach z poligamii są dość miałkie. Na drugim planie jest żona Jonathana, Maggie (w zasadzie to Magda), która też przed laty miała romans, ale się z tego wyplątała, bo rodzina była ważniejsza. Nie wiem, może chodziło o stworzenie paraleli, że nie tylko mężczyźni zdradzają? Całość jest dość ciężkostrawna, w zasadzie tylko ratowana przez dość cyniczny opis zarówno emigrantów-karierowiczów, jak i typowych Polaków za granicą.
Książkę odsłuchiwałam w sposób mocno przerywany podczas jazdy samochodem. Niestety - zapewne lepiej bym ją odebrała, jakbym ją czytała sama, ponieważ lektorka (Olga Miłaszewska) ma głos absolutnie niepasujący zwłaszcza do męskiej narracji - skrzekliwy, afektowany, raczej targowisko niż literat w Brukseli.
A dla tych, co dotrwali - łacina na dziś:
Uwożej na kejtra, bło cie chapnie.
Inne tej autorki tu.
#59 / #2
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 14, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 4 komentarze
- Skomentuj
Epicka historia o życiu małego angielskiego miasteczka, zaczynająca się z rozmachem - od śmierci. Niespodziewanie umiera jeden z członków rady gminy, Barry Fairbrother, społecznik, dziennikarz, trener wioślarstwa w lokalnej szkole. Wiele osób - dorosłych i nastolatków - nagle odkrywa, jak ważną rolę pełnił dla homeostazy społecznej. Absurdalnie, to nie historia jego żony ani czwórki sierot (choć ich strata jest postrzegana), ale ludzi z którymi współpracował, których uczył i których był przyjacielem. Po jego śmierci pojawił się wakat w radzie gminy, który zapoczątkował spore zmiany polityczne - frakcja dążąca do odcięcia gminy od osiedla patologicznej biedoty (oczywiście na korzyść gminy, bez względu na koszt "tamtych") mogła wreszcie przerwać impas.
To książka spora objętościowo, wielowątkowa. O konflikcie między rodzicami a dziećmi, o wychowaniu, o wyjściu z patologii, o rasizmie, związkach, zdradzie i depresji. Przypomina mi nieco prozę Doyle'a, choć zdecydowanie jest mniej humorystyczna i pogodna. Mam kilka uwag do tłumaczenia - brakuje objaśnień niektórych fraz (ot, domyśliłam się, czemu Krystal Weedon przezywali, że się posikała, ale to dlatego, że ogólnie jestem ogarnięta), czasem zdania wydają się wyrwane z kontekstu. Bez względu na to, czyta się intensywnie i trudno się oderwać.
Inne tej autorki. I, oraz - czy chcę przeczytać Harry'ego Pottera? Tylko poważne odpowiedzi.
#58
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 5, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 17 komentarzy
- Skomentuj
Wyobraźcie sobie Warszawę. Z wyraźnie zarysowanymi dzielnicami, z siatką ulic. Po tych ulicach chodzą one - cwaniary: Halina, młoda wdowa w 8. miesiącu ciąży, Bronka, prawniczka chora na nowotwór, Celina, której chłopak zginął w wypadku, Stefa, którą mąż katuje w zaciszu domowym. Chodzą i się mszczą za swoje krzywdy - za chorobę i niespodziewaną śmierć, za brutalność mężczyzn, za śmiecenie, rasizm, za głupotę, szowinizm i chamstwo, za niszczenie miasta. To ballada o spektakularnej zemście, o szlachetnym porywie oczyszczenia świata, w czynie społecznym; taki Grzesiuk współcześnie à rebours. Kapować nie warto, odegrać się warto. Razem z szemranymi chłopakami z Bródna i Mokotowa - Mietkiem, który się wysadzał w warzywniaku, sprzedawcą zniczy z cmentarza czy właścicielem siłowni i miejskim zielarzem chcą zemścić się na przedsiębiorcy, który przemocą i zbrodnią pozyskuje stare domy, burzy je i na ich miejsce stawia apartamentowce. To walka o odzyskanie takiego miasta, jakie było odbudowane po wojnie. Jest i akcja w kanałach z babcią - łączniczką z Powstania, i - bo do tego cała akcja prowadzi - poród.
Nie byłam w stanie przeczytać "Kieszonkowego atlasu kobiet" ze względu na jego psychodeliczną oniryczność, prawie jak z Schultza. Tutaj natomiast, poza szeroko nakreśloną groteską, jest sam realizm. Matka Polka balkonowa, wekowanie świata, nieustająca międzypokoleniowa troska za pomocą miski ciepłej zupy.
PS Maria Seweryn czyta "Cwaniary" obłędnie. Tak, wiem, słuchałam, a nie czytałam, who cares.
Inne tej autorki:
#56 / #1
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 28, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wszyscy nową Bridget zjechali, a ja wręcz przeciwnie - uważam, że autorce mimo upływu nastu lat udało się świetnie zachować osobowość bohaterki. Jones, lat 51 (aktualnie pani Darcy), wraca na "rynek" randkowania jako wdowa, 4 lata po śmierci męża; nie powiem, co pcha mi się na usta na określenie Marka Darcy, który chwilę po tym, jak urodziło mu się młodsze dziecko, pojechał do Darfuru, gdzie w ramach walki o prawa człowieka dał się wysadzić w powietrze. Nic się nie zmieniło - każdy dzień życia Bridget to liczenie kalorii, usiłowanie zrobienia czegoś innego niż twittowanie (w końcu łatwo się uzależnia od wszystkiego) lub myślenie o mężczyznach, chociaż w dalszym ciągu walory intelektualne jej się nie poprawiły. Usiłuje robić karierę jako scenarzystka, z podobnym rezultatem co wcześniej w roli dziennikarki. Twitter pozwala jej na zdobycie większej publiczności oraz WTEM! 30-letniego faceta. Ale co innego faceta zdobyć, a co innego utrzymać, zwłaszcza z dwójką absorbujących dzieci.
Owszem, sporo jest o pierdzeniu, ale i poprzednie tomy były dość fizjologiczne, a poza tym uczciwie - z wiekiem perystaltyka zaczyna odgrywać coraz większą rolę w życiu człowieka. Nie dziwię się też, że przez lata z Markiem Bridget nie zmądrzała, przecież nie było takiej potrzeby - Mark się martwił o wszystko i rozwiązywał nawet najidiotyczniejsze problemy. W drugim planie to książka o wdowieństwie i utracie, w lekkim tonie, bo to w końcu typowa chic-lit bez pretensji (owdowiała matka mieszka z owdowiałą przyjaciółką w luksusowym domu dla starszych, wyprawy statkiem i zumba). Kwestie szkolne z wyścigiem matek i działaniami "społecznymi" bardzo przypominają "Może zawierać orzeszki".
Inne tej autorki:
#55
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 26, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 5 komentarzy
- Skomentuj
To już ostatnia z sióstr Walsh - Helen. Jest prywatnym detektywem, chociaż aktualnie bez zleceń, z powodu utraty płynności finansowej musi wyprowadzić się z mieszkania i wprowadzić do rodziców. U rodziców wiadomo - nie ma w domu nic do jedzenia, ciągle narzekają (zwłaszcza matka, bo przygłuchy ojciec jest niespecjalnie obecny), ale i tak jest lepiej niż w pustym domu, z którego komornik wyniósł nawet zabytkowe łóżko. Helen czuje powrót depresji, z którą walczy już od kilku lat, raczej bez większego efektu. Nagle pojawia się jej eks-chłopak sprzed lat, którego wprawdzie nie chce znać, ale proponuje jej pracę - trzeba znaleźć czwartego członka podstarzałego boysbandu, który planuje reaktywację. Helen wchodzi w wielki świat showbiznesu, ale niespecjalnie odczuwa z tego powodu przyjemność (w przeciwieństwie do mamy Walsh), bardziej interesuje ją, jak popełnić skutecznie samobójstwo (mimo że ma fajnego chłopaka, policjanta).
Keyes często wkłada w powieści wątki autobiograficzne - sama przeszła przez depresję, jak donosi Barb, wyleczyła się pieczeniem ciast. Jak to zwykle u autorki, mimo niełatwego tematu bywa zabawnie, nawet jeśli w grę wchodzi opis samobójstwa przez utonięcie w płytkich wodach przy molo w Dun Laoghaire
z obciążeniem za pomocą truskawek w puszce. Uwielbiam ciągle przetasowywaną listę łopatową Helen, na której zapisuje obciachowe frazy i zachowania, po których ma ochotę walnąć ich autora łopatą w twarz. Zakończenie, powoli uwalniane przez coraz więcej szczegółów, jest nie tyle rozczarowujące, co dość płytkie. Nie jest źle, ale to nie najlepszy tom.
PS Jest obowiązkowy żart z Bono.
Inne tej autorki.
#53
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 21, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tytuł w zasadzie opisuje treść - to luźna, dygresyjna historia o tym, czemu babcia autora, Tonia, nie używała wielkiego, pięknego odkurzacza firmy General Electric. W trakcie powolnie rozsnuwanej historii poznajemy całą sporą rodzinę małego Meira, w której nie tylko babcia Tonia - porządkowa terrorystka - jest nietypowa. Świat dzieciństwa, sielankowe wspomnienia wakacji, obiadów na tarasie (bo babcia nie pozwalała jeść w domu), kąpieli pod oborą (bo babcia nie wpuszczała do łazienki), zdjęcia wujów i cioć; co ciekawe, pełnoprawnymi członkami rodziny są opowieści, które każdy w rodzinie przekazuje na swój sposób, kłócąc się o to, czyja wersja jest właściwa. W tle Izrael, Ziemia Obiecana, którą w kurzu i upale budują imigranci z całego świata (poza tym, co zdradzili i wyjechali do Ameryki).
Wada - brakuje jakichkolwiek przypisów. Owszem, nic tak nie irytuje, jak wyjaśnianie rzeczy oczywistych, ale jakkolwiek wiem, co to kibuc albo kim był Ben Gurion, tak musiałam sprawdzać jak zwierzę, co to moszaw, kolejne alije czy afikoman.
#50
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 13, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Budowę dwutomowej historii Dominiki Chmury, chudej, kudłatej dziewczyny o bardzo skomplikowanym drzewie genealogicznym wyobrażałam sobie jako nitki - przychodzące z różnych miejsc i rozchodzące się w inne miejsca, czasem przez jakiś czas splątane razem, potem rozwijające się, żeby - w finale - się ze sobą spotkać. W zasadzie to nawet nie jest historia Dominiki, chociaż jest spiritus movens połowy akcji, to raczej bujna, choć z oczywistych powodów bardzo statyczna, narracja, która dzieje się na Piaskowej Górze w Wałbrzychu wokół Jadzi Chmury de domo Maślak. Historie sprzed drugiej wojny światowej, a czasem i wcześniej (nocnik Napoleona!) wpływają na współczesność, najpierw PRL-owską, potem już tą europejską. To panoramiczna opowieść o świecie kobiet, silnych i sprawnych; gdzieś w tle kręcą się epizodycznie mężczyźni, ale nikną przez alkoholizm, choroby i brak poczucia sensu w życiu.
Nie wiem, czy jest po co streszczać wszystkie historie, które się przydarzyły - czy to Sarze z Harlemu, czy Ciotkom Herbatkom. Co mnie zachwyciło, to dynamika - każda dama jest sportretowana pieczołowicie, unikalnie i realnie, nawet na poziomie języka. Nazwiska to odrębna historia - Maślak, Chmura, Rozpuch, Demon. Scenki znane z życia każdego - nielubiana teściowa, która okazuje się nie-taka-zła, nieustający konkurs z sąsiadkami na zazdrość, potrzeba niewystawania poza przeciętność przy jednoczesnej ciągocie do "niech o mnie mówią".
Ostatni, sielankowo-utopijny rozdział na greckiej wysepce, kiedy Jadzia Chmura de domo Maślak stoi w morzu Śródziemnym po bujną pierś w wodzie, z innymi matkami i babkami, które wprawdzie jej nie rozumieją, ale są - mimo innego kraju - takie same jak ona, oczarował mnie niezmiernie, mimo że - jak w życiu - nie było właściwej pointy.
Inne tej autorki.
#48/49
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 9, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Na kartkach papieru Marta zapisuje kawałki swojego życia. Małe miasteczko, ekscentryczna babcia, wyrozumiała matka i siostra z sześciorgiem dzieci; w przeciwieństwie do nich Marta robi karierę w Warszawie. Niekoniecznie z własnej woli, przepycha ją przez życie pęd przyjaciółki, Aleksandry. Nagle, w przededniu nowej pracy, zachodzi w ciążę i to z przyszłym szefem. Ale naprawdę przypadkiem. Notuje więc te kawałki, nad którymi jakoś panuje, bo robi wrażenie, jakby nie wiedziała, czego chce i dokąd idzie. Świat, który za plecami komentuje jej postępowanie, za to lepiej wie, co powinna robić - jak urodzić, jak wychować, wrócić do pracy, zostać z dzieckiem. To tytułowe pudełko ze szpilkami - każda akcja powoduje, że ktoś z offu wciska szpilkę - teściowa, eks-narzeczony, współpracownicy, siostra. Bardzo mnie ta Martowa bierność irytuje, ale to jakiś wycinek książki, bo to zbiór tych wszystkich sytuacji, które trafiają znienacka, a na które kobieta nie jest przygotowana. Ten cały zbiór sloganów - da się połączyć bycie matką i karierę, można mieć idealny dom i idealnie wyglądać, a jeśli nie, to coś z tobą, kochaniutka, nie tak - okazuje się być bardziej szkodliwy niż można przypuszczać.
Co mnie bardzo miło zaskoczyło, to to, że jednak nie jest to tylko tzw. proza zaangażowana feministycznie, kolejny artykuł o tym, że kobieta kobiecie wilkiem, tylko o tym, że jednak się w życiu wszystko układa. Mimo niedogadania i mimo że czasem we własnej historii trudno ująć kogoś, kto jest obok. Wpadłam w świat Plebanek i ciężko mi było z niego wyjść. Zdecydowanie chcę inne.
Inne tej autorki:
#47
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 4, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 3 komentarze
- Skomentuj
Kilkumiesięczny epizod z życia przyrodnich sióstr - dorosłej Zofii, nauczycielki licealnej i jej młodszej siostry, Joanny. Starsza zmaga się z jednej strony z opieką nad młodszą po śmierci matki, z drugiej - angażuje się w życie uczniów z kłopotami. Ponieważ to książka z tezą, kłopoty to głównie brak opieki rodzicielskiej, przeważnie z powodu emigracji finansowej, rzadziej osierocenia czy nieuwagi. Młodsza siostra ma typowe problemy gimnazjalne - kradzieże w szatni, niemiła koleżanka, pierwsza miłość, przyjaźń. I jakkolwiek miło się to czyta, to jednak dość prostej fabuły nie rekompensują smaczne szczegóły - opis ryneczku ze straganiarkami czy stary zakład fotograficzny z eks-żołnierzem za ladą. Dodatkowo zirytowała mnie łatwość, z jaką autorka wywikłała jednego z bohaterów (oczywiście sprzedającego trefny towar, bo trzeba na leki dla chorej babci) z gangu - wystarczyło, że fotograf uratował życie w wojsku lokalnemu mafioso, który po wojsku się stoczył, i szepnął słówko. Przykładam miarę klasy książek dla dorosłych - to nie jest zła książka, ale bardzo schematyczna i z wyraźnie pokolorowanymi bohaterami (zły jest niemiły, dobry miły, nie zwracaj uwagi na wygląd i ubiór, bo to nie świadczy o człowieku).
Inne tej autorki.
#45
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 26, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie bardzo umiem napisać, czemu "Obsoletki" mi się dobrze czytało. Mimo tematyki (śmierć, poronienie, strata), mimo chaotycznej historii, rozsianej po opowiadaniach (pcha mi się fraza "notkach", bo "Obsoletki" przypominają narracją dygresyjnego bloga), mimo tego, że autorka nie daje odpowiedzi, jak sobie radzić po stracie. W zasadzie wszystko wyjaśnia wywiad z autorką w Wysokich Obcasach. Spodziewałam się lektury bardziej drastycznej, mniej literackiej i oswajającej.
Inne tej autorki:
#42
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 20, 2014
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj