Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: kryminal

Mariusz Czubaj - Kołysanka dla mordercy

Rudolf Heinz podleczył sobie reumatyzm, ale z kolei przestało mu się układać i z synem-studentem, i w pracy, z szefem-palantem. Oddala się więc szybko do Warszawy na prośbę swojego kolegi, żeby pomóc w sprawie tak na oko seryjnego zabójcy. Ofiarami są bezdomni menele, kręcący się po obrzeżach miasta, ale jeden z nich okazuje się być dawnym ochroniarzem w firmie bogatego biznesmena, który całkiem niedawno przeniósł się na łono Abrahama. Heinz dużo pije, słucha muzyki, oprócz śledztwa męczy się z faktem, że jego eks-współpracownica, Gotycka Jolka, umiera na nowotwór. W tle toczy się wątek osadzonego w psychiatryku mordercy-podpalacza, którego schwytał, prawie przy tym tracąc życie, Heinz. Epizodycznie pojawia się wnuk Zygi Maciejewskiego, również policjant.

Dużo wątków, ale lektura niespecjalnie wciąga. Irytowały mnie powtarzające się wstawki, że Heinz był już o krok od odkrycia, ale jednak nie tym razem. Już miał coś na końcu języka, ale jednak nie złapał.

Inne tego autora.

#125

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 11, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Richard Castle - Nagi żar

Otóż zdziwiłam się, jak przyzwoicie można zbeletryzować kawałek odcinka scenariusza serialu. Niespecjalnie jest to aż taki bestseller, jak zakłada serial, ale podkładając twarz Kate Becket pod Nikki Heat, a lekko kpiący głos Nathana Filliona pod Jamesona Rooka jest to zgrabny fanfic osadzony w świecie serialowym. Rook, po opisanej w poprzednim tomie współpracy z Nikki Heat (oraz płomiennym a tajnym romansie), publikuje plotkarski artykuł o niej, irytując wszystkich. Samą Heat, bo zrobił z niej celebrytkę, dodatkowo zdradzając jej sekrety, a resztę posterunku, bo pominął ich ciężką pracę. Teraz zostaje zamordowana dziennikarka, publikująca brudne kawałki o celebrytach, a na miejscu zbrodni ekipa zastaje właśnie Rooka, który - podobnie jak z Nikki Heat - obserwował jej pracę, żeby napisać artykuł o dziennikarce. Jako jej bliski współpracownik zaczyna uczestniczyć w śledztwie, popełniając wszystkie możliwe niedyskrecje i błędy (np. poszukiwane dokumenty zabiera na noc do domu, zamiast od razu na komisariat, bo chce je w spokoju przeczytać jako pierwszy).

Tłumaczenie jest, oględnie mówiąc, toporne ("przyjaciel z korzyścią"). Zniknęły wszystkie żarty słowne, brakuje nawet "nieprzetłumaczalnej gry słów" (jeden z detektywów nazywany jest Słodką Herbatką, zapewne w oryginale Sweet Tea, partner nazywa go Spoconą Herbatką, zapewne Sweat Tea). Partnerzy, Ochoa i Raley, są pieszczotliwie zwani Roachem, której to pieszczotliwości zapewne nieznający angielskiego czytelnik nie wychwyci. Tym bardziej znajduję podejrzanym, że tłumaczka umieściła szerokie podziękowania dla grona pomocników w tłumaczeniu, boję się myśleć, jak bez tego by to tłumaczenie wyglądało.

Najbardziej jednak nurtuje mnie, jak to jest być ghost writerem postaci z serialu.

#122

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 27, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 2 komentarze - Skomentuj


Wiktor Hagen - Dzień zwycięstwa

Tym razem zbliża się kolejny długi weekend - okolice 15 sierpnia. Nemhauser wraz z Mariem udają się służbowo na huczne obchody bitwy w jednej z podwarszawskich miejscowości, które to obchody okazują się nie dość że poletkiem bitwy politycznej o wpływy, to jeszcze na miejscu znajdują na plebanii martwego[1] weterana, pułkownika Gasztołda, bohatera frontu z II wojny światowej. Feeria bohaterów drugiego planu, jakich odwiedzają w trakcie śledztwa jest jeszcze bogatsza niż w tomie pierwszym: uboga baronowa, dziennikarz piszący w ultra-prawicowej gazecie o zalewie Polski przez Żydów i innych masonów, zarozumiały bezrobotny yuppie, artyści-performerzy (wieszający na krzyżu misia Paddingtona), ambitny i pozbawiony skrupułów menadżer z korporacji czy bogato odziany w kreszowy dres nowobogacki.

Strzelba zawieszona w poprzednim tomie wypala - Paula, żona Nemhausera, ma pracę w korporacji, zarabia na tyle nieźle, że chce kupić większe mieszkanie[2], ale jej szef, niejaki Kielonek, wyzywa ją od kretynek. Tego nie może ścierpieć komisarz i trywialnie trzepie buca w fizys, co ma niejaki wpływ na śledztwo potem. Z kolei pojawia się nie do końca wyjaśniony wątek Sylwii, opiekunki bliźniaków - Cyryla i Metodego, która jest niepunktualna, prowadza chłopców do czyjegoś mieszkania zamiast do parku, a do tego nosi ślady przemocy domowej (albo, oczywiście, często wpada na drzwi). Opiekunkę niby śledzi Mario, ale sprawę kwituje tym, że opiekunka zrezygnowała. Wątek restauracyjny nie jest tak bogaty jak w poprzednim tomie, wprawdzie Nemhauser obrywa w głowę za odmowę przejścia do konkurencji, ale sprawa się jednocześnie ze śledztwem wyjaśnia na korzyść "Czarnego Tadka".

[1] Co dodatkowo powoduje problemy, bo oprócz wielkiej polityki ścierają się pomniejsze frakcje kombatanckie, a ta z Gasztołdem na pokładzie właśnie straciła jedynego żywego weterana, przez co utraciła należny status.

[2] Kupno mieszkania wygląda tak, że najpierw dwa rozdziały Paula przekonuje Nemhausera, że ma rzucić dodatkową pracę w restauracji, bo nie widuje jej i dzieci, a kolejne kilka ciosa mu kołki na głowie, że praca się przyda, bo muszą wziąć kredyt na 400 tysięcy złotych polskich.

Inne tego autora.

#121

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 25, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Wiktor Hagen - Długi weekend

Ponieważ zbliża się długi weekend, ktoś musi zostać na dyżurze w warszawskiej policji, pada na Roberta Nemhausera. Okazuje się, że Robert ma dyżur potrójny - jego żona wyjeżdża na kilkudniową "rekrutację" w zagranicznej korporacji, więc musi się zająć kilkuletnimi synami-bliźniakami (obdarzonymi dźwięcznymi imionami Cyryl i Metody, naprawdę?) oraz - ponieważ z pensją policjanta szału nie ma - będzie pracował w znajomej restauracji z powodu problemów wizowych ukraińskich kucharek. Wszystkie trzy wątki - śledztwo w sprawie zabójstwa znanego medialnie ekologa i chwilę potem równie znanego profesora archeologii, opieka nad dwójką nieletnich oraz awaryjne gotowanie dla kilkudziesięciu klientów w restauracji - są świetne, ale w sumie wzajemnie się nieco wytłumiają, czasem ze stratą dla logiki (np. kiedy Robert odkrywa, że za pół godziny musi odebrać synów z przedszkola, po czym przesłuchuje jeszcze dwie osoby w różnych miejscach Warszawy, po czym zdąża po dzieci[1]). Co jest cenne, to odmitologizowanie śledztwa jako ciągu olśnień, które uzyskuje się siedząc z fajeczką w wygodnym fotelu - Nemhauser najpierw sam, potem ze ściągniętym w trybie pilnym z urlopu współpracownikiem Mariem, objeżdża mozolnie mnóstwo świadków[2], natyka się na problemy natury politycznej, bo w grę wchodzi sponsorowany przez ministra kontrakt na grube miliony (oraz los autostrady na Euro 2012). Jest nacjonalistyczna organizacja z niezbyt błyskotliwym przywódcą, przekręty w polskim szkolnictwie wyższym, naiwny właściciel warsztatu, któremu z poczucia czynienia dobra zgniły pieniądze w słoikach, kilkanaście pochodów paraliżujących Warszawę, a na samym końcu to mordercy trzeba współczuć.

W fabule zostało trochę niewystrzelonych strzelb - słabo rozwinął się wątek żony na dziwnym, prawie że maratonowym konkursie na stanowisko menadżerskie (Amsterdam, suknie wieczorowe, zawiązywanie sojuszów, dziwna, wiecznie skrzywiona sojuszniczka, brakuje tylko paintballu), nie wspominając o żadnej reakcji na sposób zajmowania się dziećmi - Robert się boi, że bliźniaki wypaplają o jajku niespodziance, ignorując temat braku czystej odzieży[3], dzieci niemytych przez kilka dni i podrzucanych babci, sąsiadce bądź koledze z pracy.

Suspensu pewnie nie zepsuję, jak powiem, że nazwisko na okładce to pseudonim, a autor jest znany skądinąd (ma również - jak główny bohater - dwójkę dzieci, choć nie bliźniaków).

[1] Sam wątek przedszkola z pasywno-agresywną Ciocią Jadzią, która terroryzuje policjanta na tyle, że z własnej woli rezygnuje z zostawienia dzieci w pracujący dzień 2. maja ("tylko pana synowie będą w przedszkolu", haha) jest przeuroczy.

[2] To nie te czasy, kiedy milicja wysyłała wezwania, a świadkowie karnie tłoczyli się w poczekalni komendy; sprawę utrudnia to, że podejrzana o jedną ze zbrodni jest jego studencka sympatia, żona zamordowanego archeologa.

[3] Nie mogąc znaleźć czystych koszulek, Robert zakłada synom odzież tyłem na przód, dzięki czemu nie widać plam z keczupu. Srsly?

Inne tego autora:

#119

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 17, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Miłoszewski - Gniew

Olsztyn, miasto 11 jezior. Poza tym jest zakorkowany, jesiennie zabłocony, brzydki tam, gdzie oryginalnie germańską architekturę zastąpiła ta z PRL-u i później. W tym mieście prokurator Szacki codziennie stoi w korkach i wymyśla, jak bardzo brutalnie skrzywdzi osobę odpowiedzialną za korki i złą organizację ruchu ulicznego. Stoi w korkach codziennie, mimo że do prokuratury ma przez ulicę, z domku aktualnej konkubentki, Żeni; stoi, bo kursuje po całym mieście - tu przemówienie w szkole, tu trup. Trup w pierwszej chwili zabytkowy, może i poniemiecki, ale szybko się okazuje, że świeżutki, taki niespełna dwutygodniowy, tylko sprytnie spreparowany. Szacki odrywa się więc od zachwytu swoją garniturową elegancją i irytacją tym, że 16-letnia córka znowu nie przygotowała obiadu, chociaż była jej kolej, zaczynając mozolną pielgrzymkę po świadkach, rodzinie, znajomych, prosektorium (gdzie pojawia się ekstrawagancki acz kompetentny doktor Frankenstein i piękna doktorantka, sugerująca strojem, że pod fartuszkiem ma tylko pończochy i może bieliznę). Po czym, jak już wie, jak bardzo brutalnie został uśmiercony denat, ginie (zostaje porwana?) jego córka, a on już się orientuje, że to ostateczna rozgrywka i wymierzona w niego broń.

Ten, zapowiadany przez autora jako ostatni tom[1], podobał mi się chyba najbardziej. Szacki dalej jest irytujący, chociaż mniej niezdarny niż w poprzednich tomach. Może to wpływ partnerującego mu asesora Falka, równie elegancko wygarniturowanego i jeszcze bardziej sztywnego, może to wpływ miasteczka z dziedzictwem i jeziorami. Rozwiązanie intrygi niestety siada fabularnie, dodatkowo - mimo że sprawnie przeprowadzone, bo i napięcie jest, i klimat, i dramat - jest tak niewiarygodne, że nie wiem.

[1] Jasne, wierzę, przecież nie można osadzić akcji tomu czwartego gdzieś pomiędzy.

Inne tego autora.

#113

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 30, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 10 komentarzy - Skomentuj


Henning Mankell - Ręka

Naprawdę, oprawianie tego opowiadanka w książkę to zbrodnia na portfelu czytelnika. Nie dość, że opowiadanie oparte jest na pretekstowości - Wallander szuka mordercy sprzed 50-70 lat - to w cenie pełnoprawnej książki czytelnik dostaje kwity z pralni i to dość podłego gatunku. Z przyjemnością przeczytałam streszczenia książek, listę głównych postaci i głównych miejsc występujących w powieściach Mankella, ale ponad połowa książki to indeks alfabetyczny osób oraz lista nazw ulic i miejscowości. Bardzo cenię książkę elektroniczną, bo jest spora szansa, że do opowiadania wrócę, a książka papierowa zdecydowanie nie miałaby szans zajmować miejsca na półce.

Inne książki tego autora.

#112

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 26, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 3 komentarze - Skomentuj


Alistair MacLean - Przełęcz złamanego serca

Na stacyjce na zapyziałym Zachodzie do wojskowego pociągu wsiadają żołnierze, oficerowie, lekarz, pastor, córka komendanta fortu na jeszcze bardziej zapyziałym Zachodzie, poszukiwany wieloma listami gończymi przestępca i szeryf. Wytrzymałym parowozem mają dotrzeć do wspomnianego fortu, w którym podobno panuje epidemia cholery (stąd w jednym z wagonów trumny). Szybko się okazuje, że - jak w "10 małych Murzynkach" - pasażerowie po kolei znikają bądź są mordowani, telegraf (jedyne połączenie ze światem) nie odpowiada, a niewinny jest tylko związany przestępca. Chyba że nie. Zgrabny, chociaż jak na współczesne sposoby prowadzenia narracji, dość klasyczny i przewidywalny kryminał. Zwały śniegu, opary burbona i whisky, atakujący Indianie i zdradliwe przełęcze i mosty, z których łatwo spaść w zabójczą otchłań. Na wieczór z kubkiem gorącej herbaty.

Inne tego autora tu.

#104 / #9

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 8, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 2 komentarze - Skomentuj


Urszula Milc-Ziembińska - Śmierć wśród chryzantem

Awansem na zbliżające się Wszystkich Świętych (bo to już za chwilę, jak w tym roku czas pędzi) kryminał z morderstwem na Powązkach. Niedaleko grobu swojej narzeczonej, zabitej w 1943 roku przez Gestapo, ginie Ludwik Zarzecki, majętny prawnik z Francji, który do Polski wrócił po latach w celu ożenku z Polką. Opuszczona jeszcze przed ślubem piękna Joanna jest cała roztrzęsiona, ale milicja nie wierzy, że miała z zabójstwem coś wspólnego mimo licznych sugestii ze strony przesłuchiwanych świadków. Podejrzanych w najbliższym otoczeniu jest wystarczająco - choćby wychowanek ciotki Joanny, zwany "Sierotką" czy opuszczony dla naturalizowanego Francuza poprzedni narzeczony-lekarz.

Autorka niespecjalnie lubi tzw. prywatną inicjatywę - kapitan Czerwiński, który wszak rozumiał, że lokalni złodziejaszkowie okradli zwłoki na Powązkach, kompletnie nie mógł darować sprytu państwu Majcherkom, którzy wynajęli Zarzeckiemu luksusowy pokój w zamian za obietnicę noclegu i goszczenia w Paryżu (według przelicznika: 2 dni w Polsce - 1 dzień we Francji). Uważał to za przeraźliwy dowód na matactwa prywatnej inicjatywy. Znacznie mniej zirytował go fakt, że gospodyni denata bez żadnego skrępowania okazywała przywiezioną przez niego dla swej wybranki ślubną suknię i dawała do przymierzenia córce sąsiadów, którą stręczyła Zarzeckiemu. Setnie też ubawił mnie fragment, w którym wywiadowca żali się, że w celu pozyskania informacji musiał postawić "butelkę ryzlinga i dwa żywce. - Co? - Dwa piwa". Dzisiaj trzeba by tłumaczyć, co to riesling, bo żywca zna nawet przedszkolak.

Atmosfera na komisariacie jest wyjątkowo frywolna - funkcjonariusze żartują z siebie wzajemnie, oczywiście nie przekraczając dobrego smaku ("- Zadajesz pytania mniej niż mądre. - Szefie. Pan Bóg[1] w momencie stworzenia Wojtka musiał mieć okropną migrenę"). Nieustająco wzrusza mnie, zwłaszcza po moich doświadczeniach z aktualnie działającą policją, że umawiają się - dla wygody świadka - zwłaszcza z paniami[2] w kawiarniach (tym razem modna "Telimena").

[1] Ateizm ateizmem, materializm dialektyczny materializmem, ale Pan Bóg to Pan Bóg.

[2] Niestety, nie zawsze trafiały się ładne:


Tak na oko: podlotek z lat pięćdziesiątych, uformowany przez naturę w kształcie gruszki, czyli niżej dookoła szeroko i okrągło, a im bardziej w górę, tym mniej, ale również okrągło. I wszystko to w postaci płynnej - dodał z niesmakiem. - A szyja jak pacha słonia. Zielone kropki na powiekach i ciut, ciut rozmazana pomadka w kolorze jasny cyklamen[3].
- Co ty znowu trujesz, stary?
- Nie truję, tylko zdaję rzeczową relację. Nie jest jeszcze ona nawet pełna, bo nie uwzględniłem ciuchów. Jeśli ci powiem, że wyplamioną spódnicę w kolorze brudnobrązowym z zepsutym suwakiem oraz szałowy sweterek w kolorze lila z dziurą pod prawą pachą uzupełniał naszyjnik - a jakże złoty - i rajstopy, w których puściły oczka, tworząc mało oryginalny wzór, będziesz miał pełny obraz owej osoby.
(...) Mógł tylko żywić nadzieję, że że nikt ze znajomych go w tym towarzystwie nie zobaczy i tym samym uniknie złośliwych dowcipów.

[3] Uhm, prawdziwy mężczyzna rozpoznaje trzy kolory: fajny, ciulowy i pedalski.

#102

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 5, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Georges Simenon - Wariatka Maigreta

Nobliwa starsza pani usiłuje dostać się do komisarza Maigreta, ponieważ ktoś jej w domu (8 bis, quai de la Megisserie) pod nieobecność przestawia rzeczy. Robi wrażenie spokojnej, ale wiadomo - może być wariatką (ale ma jasne szare oczy tchnące czystością i dobrocią, więc raczej jej komisarz uwierzył). Zanim Maigret zdąży zareagować, staruszka zostaje znaleziona uduszona. Mimo że w domu nie ma specjalnie wiele rzeczy (szafa staruszki nadaje nowe znaczenie słowom antykonsumpcjonizm i minimalizm - dwie zimowe sukienki, 3-4 letnich, dwa płaszcze i dwa kapelusze - zimowy i letni), a wszystkie pieniądze są przechowywane w banku, komisarz zaczyna obserwować otoczenie dwukrotnej wdowy. I po kilku dniach wykrywa, kto ją zabił.

Akcja się nieco ślimaczyła mimo zaangażowania wielu funkcjonariuszy, ale z zachwytem obserwowałam spożycie alkoholu podczas niecałego tygodnia śledztwa. W ulubionej piwiarni Maigreta Dauphine na stole ląduje karafka beaujolais i filety ze śledzia (obiad roboczy). Z żoną w kawiarni wypija kieliszek calvadosu, myśli o drugim, ale w obawie przed alkoholizmem powstrzymuje się. Wracając do domu, zatrzymuje się znowu w Dauphine, gdzie wypija już dwa kieliszki białego musującego wina, w końcu doktor się o tym nie dowie. Kolejne wypija w lokalu, gdzie pracuje muzyk, cioteczny wnuk denatki, więc prawie służbowo, bo przesłuchuje. Po pogrzebie wstępuje do bistro (pełnego stałych bywalców, na ladzie leżały jaja na twardo) na jeszcze jeden kieliszek białego wina. Kiedy śledztwo rzuca go do Tulonu, spotyka się ze swoim dawnym kolegą z pracy, komisarzem Marellą; dla uczczenia spotkania zaczynają od kawy (8 rano), przesłuchują podejrzanego i szybko udają się do baru na karafkę różowego prowansalskiego podczas kolejnego przesłuchania. W willi mafiosa zgadzają się skwapliwie na Toma Collinsa, który niebawem spłukują kolejną szklaneczką różowego wina. Wieczorem jeszcze jedno wino w barze, już na pożegnanie z przyjacielem, ale udaje im się jeszcze wpaść do domu Marelli na kolejne wino, tym razem z jego piwniczki. Przypominam, Maigret nie jest alkoholikiem, tylko Francuzem.

Inne tego autora.

#99

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 30, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Earl Derr Biggers - Za kurtyną/Charlie Chan prowadzi śledztwo

Za kurtyną

Podczas pobytu w San Francisco emerytowany detektyw Scotland Yardu zostaje zamordowany w trakcie uroczystej kolacji u lokalnego bogacza. Sir Frederick prowadził hobbystyczne śledztwo w sprawie zaginięcia młodej kobiety sprzed kilkunastu lat (oraz - pobocznie - sprawę zabójstwa z chińskimi pantoflami w roli głównej). Obecna na kolacji pani prokurator Morrow otrzymuje śledztwo, teoretycznie ze sceptycznym i gwałtownym (nie wspominając o tym, że zarozumiałym) inspektorem Flannerym. Prosi jednak o pomoc Charliego Chana, któremu wprawdzie właśnie urodziło się jedenaste (pogratulować?) dziecko, ale - po poruszeniu nuty chińskiego honoru - nie wraca do żony do Honolulu, tylko zostaje i śledzi. Pobocznie to dość szowinistyczna historyjka o tym, że ładne kobiety powinny się zająć macierzyństwem, a nie robotą prokuratora; cała intryga zmierza do tego, żeby młody bogacz oświadczył się pani prokurator (i żeby szybko urodziła mu śliczne dzieci). Gdzieś tam przy okazji Chan wyjaśnia oczywiście tajemnicę morderstwa w penthousie i wraca do żony. Dodatkowo też pojawia się poboczny wątek - czy kamerdyner z tajemnicą jest dobrym kamerdynerem.

Charlie Chan prowadzi śledztwo

Podczas wycieczki objazdowej dookoła świata w londyńskim hotelu z tradycją zostaje zamordowany Amerykanin. Inspektor Scotland Yardu, Duff, ma o tyle problem, że - poza silnym przeczuciem, że odpowiedzialny jest ktoś z wycieczki - nie może Amerykanów zatrzymać. Nawiązuje więc porozumienie z wnuczką zamordowanego, że będzie śledzić wszystkich panów i donosić, jak zobaczy coś niespodziewanego. Jak pokazuje akcja, Scotland Yard ma niesamowity wprost budżet, pozwalający na gonienie za przestępcą dookoła świata. Inspektor udaje się do Nicei, gdzie natrafia na kolejne zwłoki, wysyła swojego podwładnego incognito na statku, niestety podwładny umiera w Yokohamie, a sam udaje się do Honolulu, gdzie zostaje ranny; śledztwo przejmuje Charlie Chan. W dokach San Francisco odbywa się zaskakujący finał.

Inne tego autora.

#95-96

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 25, 2014

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj