Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: panie

Tana French - Z dala od świateł

Emerytowany policjant z Chicago, Cal Hopper, osiedla się na irlandzkiej prowincji. Chce wyremontować zrujnowany dom, który kupił i chce spokoju. Problem w tym, że na jego progu pojawia się nastoletni dzieciak i od słowa do słowa okazuje się, że starszy brat zaginął kilka miesięcy wcześniej, matka twierdzi, że wyjechał, ale to nie możliwe, żeby tak bez pożegnania. Oczywiście Cal się ogania, już nie jest policjantem, nie ma żadnego umocowania prawnego, chce tynkować, heblować, łowić ryby i strzelać do królików (brr, w ogóle temat przemocy wobec zwierząt nie jest tu absolutnie niezbędny), a do tego ma wścibskiego sąsiada i jest swatany z siostrą właścicielki sklepu. I jak się łatwo domyślić, sielska okolica wcale taka sielska nie jest.

Miałam się wstrzymać, aż całość cyklu będzie dostępna po polsku, ale A. mi pożyczyła (dziękuję!) i kimże jestem, żeby się opierać. Tom 2 ma się pojawić już w październiku, nie mogę się doczekać. Nie wiem, jak autorka to robi, ale od żadnej z jej książek nie mogę się oderwać. Nawet jeśli bohater jest antypatyczny, a Cal tak naprawdę nie budzi specjalnej sympatii, to cały drugi i trzeci plan są pełne życia.

Inne tej autorki.

#62

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 15, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Ariana Harwicz - Zgiń, kochanie

Narratorka niedawno urodziła dziecko, ma wspierającego męża, dom w lesie, niczego nie brakuje jej do szczęścia. Oprócz siebie. Stylizowana, oniryczno-koszmarna narracja opisuje kompulsje, jakim podlega młoda matka - konieczność ucieczki, zjednoczenia z przyrodą, nieopanowanym zwierzęcym popędem seksualnym, który realizuje poza domem. Jej imperatywem nie jest chronienie dziecka, mogłaby oddać je w ofierze, jeśli tylko odzyskałaby siebie. Jak się łatwo domyślić, jest to - oględnie mówiąc - niepokojące dla męża i ojca dziecka, który w pewnym momencie decyduje się jej pomóc przez umieszczenie w specjalistycznej placówce.

Od razu przyznam się, że nie wiem, co we mnie wstąpiło, żeby hurtowo kupować książki z wydawnictwa Pauza. Tak, są stosunkowo tanie i krótkie, ale są… dziwne. Tak jak ta. Pomieszanie “Wegetarianki” i schizoidalnych opowiadań Sarah Hall, gdzie sednem jest pytanie - co to jest normalność i kto o tym decyduje. Czy mąż próbujący ratować żonę i uchronić swoje dziecko przed pozostawieniem w lesie jest normalny, czy wręcz przeciwnie. Ja swoje odpowiedzi mam, niekoniecznie zbieżne z autorką.

#61

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 14, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Jeanette Winterson - Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?

Początek lat 60 XX wieku, Wielka Brytania. Jeanette pojawiła się w domu Wintersonów, kiedy miała kilka tygodni albo kilka miesięcy, nie wiadomo. Wiadomo było jednak, że jej matka ją oddała i pani Winterson ofiarnie zgodziła się cudze dziecko wychować. O czym przypominała adoptowanej córce na każdym kroku, zwłaszcza gdy ta była krnąbrna lub nieposłuszna. A posłuszeństwo było w domu Wintersonów egzekwowane, posłuszeństwo i bojaźń boża, bo pani W. była gorliwą służką pana w niszowym kościele. I wtedy przychodzi dojrzewanie, a Jeanette informuje matkę, że i owszem, nie pozwala się chłopakom dotykać “tam na dole”, bo jest zakochana w dziewczynie. To skutkuje wyrzuceniem z domu. Wbrew przewidywaniom matki, córka nie idzie do piekła, chyba że epokę thatcheryzmu można tak nazwać, ale dzięki wsparciu dobrych ludzi uczy się i zostaje pisarką.

Dees mi dała, bardzo mi się podobało. I tak, to smutna historia, chociaż z happy endem, ale napisana jest w tak uroczy i lekki sposób, że nie ma czasu na to, żeby się litować nad narratorką, która doskonale umie wychwycić komizm nawet w trudnej sytuacji (zabawa w chowanego w lodówce, demony w lampach, Gertruda Stein w dziale “Humor”, plan spania w samochodzie czy bałwochwalcze acz zabytkowe obrazy powieszone przodem do ściany). Dojrzewanie jest ciężkie, a ograniczona i nie do końca zdrowa na umyśle opiekunka w tym wybitnie nie pomaga, na szczęście jest literatura, w której Jeanette odnajduje sens.

Inne tej autorki:

#57

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 10, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Joanna Chmielewska - Upiorny legat

Joanna usiłuje napisać książkę s-f i w tym celu potrzebuje fizyka, który jej podpowie, jak może złapać promienie kosmiczne w takie małe coś, ale żeby w nim zostały, więc musi mieć dno. W celu znalezienia fizyka, a zaskakująco wielu z nich nie bardzo chce kontynuować rozmowę, kręci się po Warszawie i peryferiach, niespecjalnie zwracając uwagę na otoczenie. W celu napisania książki ignoruje potrzeby znajomych i przestaje organizować brydża, więc znajomi muszą się ogarnąć sami, jak chcą rozrywek. To wszystko buduje wstęp do kilku afer - kradzieży bezcennej (no, wycenialnej, ale drogo i w walucie wymienialnej) kolekcji znaczków, napadów na cinkciarzy, które jednak nie są zgłaszane na milicję, dwóch morderstw, bezczelnego przemytu, który jednak w finale okazuje się być na korzyść Skarbu Państwa. A wszystko kręci się wokół zaabsorbowanej książką autorki.

To typowa historia, gdzie każdy wie coś, ale nie ma szans, żeby zainteresowani ze sobą porozmawiali, bo się nie znają, trzeba katalizatora w postaci Joanny i jej miłości do milicji (wielokrotnie emitowanej, po którymś razie już gimnastykowałam oczy), żeby wszystko ze sobą powiązać. Ale nie będę się czepiała samej intrygi, bo jest ciekawa, nawet jeśli nieco chaotyczna, a żarty czasem powtarzalne, natomiast zaczęły tu wychodzić pewne wady w obserwacji świata autorki. Jest mnóstwo natrząsania się z wyglądu osób nielubianych, których jedyną wadą jest to, że ich Joanna nie lubi. Zwyczaj wydzwaniania do ludzi w środku nocy (nie, nie o 23, ale o 4 rano) jest okropny i absolutnie nic tego nie usprawiedliwia. Wciągnięcie wielbiciela jednej z postaci do nieświadomego udziału w przestępstwie, a potem doprowadzenie do tragicznego końca - no cóż, zdarza się, nie ma co deliberować, bo był głupi. Milicja to grupa cudownie puchatych miśków, co to wczuwają się w duszę przestępcy (chyba że akurat jest pijany, to im trudno), odciski palców pozyskują metodą na szklankę, a do tego wszyscy uwielbiają Chmielewską i pozwalają jej fantazjować do woli. Autorka i lubiani przez nią ludzie są nagradzani, reszta świata brzydka i ich nie szkoda. No nie wiem.

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#56/#8

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 6, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Majgull Axelsson - Kwietniowa czarownica

Tytułowa “kwietniowa czarownica” według skandynawskich wierzeń potrafi przejmować ciała innych istot i za ich pośrednictwem wpływać na ich życie (takie pratchettowskie pożyczanie). Taką moc udało się posiąść Desiree, sparaliżowanej kobiecie, przez długi czas uważanej za niepełnosprawną intelektualnie. Została opuszczona tuż po urodzeniu przez matkę, Ellen, jako niemowlę nie rokujące, ale mimo ograniczeń coraz bardziej degenerującego się ciała, jej umysł się rozwijał. Pod koniec życia usiłuje nawiązać kontakt z “przyrodnimi” siostrami - trzema kobietami, które adoptowała i wychowała jej matka, zwana ciocią Ellen, i zmienić ich życie. Pomijając element magiczny, to historia o rodzinie i wychowaniu, gdzie każdy czegoś oczekuje, ale ostatecznie nie dostaje tego, czego chciał. Trzy dziewczęta, odebrane patologicznym matkom (wiadomo, ojców nigdy nie ma), Christina, niepozorna prymuska, zostaje lekarką, ale do końca ma poczucie, że nie jest wystarczająco dobra; druga - Margareta - ładna i mądra, zostaje naukowczynią; Birgitte - śliczna, ale kłopotliwa, wpada w nałóg. I znający całą piątkę - dziewczęta i ich matkę - doktor, który staje się opiekunem Desiree.

To wciągająca historia o tym, jak przypadek decyduje o czyimś życiu. Jedną matkę oczekiwanie społeczne zmusza do oddania dziecka, druga decyduje się na to sama, bo nie chce kłopotu. Jedna córka ucieka od biologicznej matki, druga o niej marzy. Zmiany obyczajowe - rzecz się dzieje od lat 50. do 90. XX wieku, sieroctwo, adopcja, wychowanie kontra natura, oczekiwania społeczne, poczucie misji i egoizm, dużo wątków; dla mnie historia zyskałaby bez elementu magicznego, jest tu wystarczająco materiału, żeby ulepić fabułę.

#55

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 5, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 2 komentarze - Skomentuj


Kristin Hannah - Prawdziwe kolory

Ranczo na amerykańskiej prowincji, owdowiały, toksyczny ojciec i trzy dorosłe córki, które - mimo upływu lat - ciągle tęsknią za matką. Najstarsza, Winona, jest prawniczką, nie udało jej się ułożyć życia, winę zwala na nadwagę; boli ją też brak docenienia ze strony ojca. Średnia, Aurora, ma męża, dom i dzieci, jest rodzinną rozjemczynią. Najmłodsza, śliczna Vivi Ann, została na ranczu, gdzie całkiem dobrze sobie radzi z końmi i powoli rozkręca turniejowy biznes, czasem wbrew zaciętym protestom ojca, który ją jedną z córek chyba naprawdę kocha, a przynajmniej chwali. Vivi Ann wszystko przychodzi łatwo, dlatego nikogo nie dziwi, że zakochuje się w niej Luke, obiekt westchnień Winony, co wprowadza rozłam między siostrami. Rozłam się pogłębia, kiedy okazuje się, że najmłodsza niespodziewanie również dla samej siebie zakochuje się w Dallasie, najemnym pracowniku o dwuznacznej przeszłości, do tego półkrwi rdzennym Amerykaninie. I nie, odrzucony Luke wcale nie zwraca się do kochającej go Winony, tylko wyjeżdża. Wbrew woli ojca młodzi się pobierają, mają dziecko, oboje ciężko pracują na ranczu, wydawałoby się, że idzie ku szczęśliwemu finałowi, kiedy miasteczkiem wstrząsa informacja o zbrodni - ktoś zamordował dawną przyjaciółkę Dallasa. Oczywiście jako element napływowy i mieszaniec jest najpierw podejrzany, a potem - mimo mikrych dowodów - oskarżony i skazany na dożywocie.

Jeśli potrzebujecie romansidełka z twistem, to to jest książka dla Was. Nie jest to typowy harlequin, chociaż autorka przemyca nieco treści erotycznych, ale przez to, że historia ma trzy odsłony, każdą oddziela kilkanaście lat, większe skupienie jest na dojrzewaniu bohaterów i ich przemianach. Na to nakłada się duszny, plotkarski klimat małego amerykańskiego miasteczka i gęsto splątane więzy rodzinne.

PS I ten tytuł!

Inne tej autorki.

#51

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 23, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Artur Andrus, Maria Czubaszek, Wojciech Karolak - Boks na Ptaku

Kontynuacja wywiadu rzeki z Marią Czubaszek, zaczętym w Każdy szczyt ma swój Czubaszek, tym razem ze znacznie większym udziałem Wojciecha Karolaka. Andrus zadaje pytania, Karolak barwnie i elokwentnie opowiada o muzyce, rozwoju artystycznym, podróżach, ludziach, z którymi pracował, chorobie alkoholowej i innych ekscesach w PRL-u, zaś Czubaszek komentuje. Dodatkowo w środku kilka humoresek Czubaszek i sporo rysunków Karolaka. Przemiło się czyta, po kilku dniach już nic nie pamiętam, ale mam sympatyczne poczucie spędzenia czasu z inteligentnymi ludźmi.

Inne tej autorki.

#50

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 21, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Marie Aubert - Dorośli

Ida jedzie do domku letniego, gdzie wraz z siostrą Marthe, jej mężem Kristoffem i jego 6-letnią córką będzie świętować 65. urodziny matki. Bardzo się cieszy, bo z domkiem ma same miłe wspomnienia, a dodatkowo chce się pochwalić siostrze, że podjęła decyzję umożliwiającą jej potencjalnie zostanie matką, o czym marzy. I świetnie się dogaduje ze szwagrem i jego córką. Tyle że im bliżej innych, tym bardziej wychodzą na jaw zadawnione pretensje, lęki i rozczarowania: Ida, starsza, zawsze czuła się mniej kłopotliwa i bardziej wartościowa niż młodsza siostra, a mimo to cała uwaga rodziny skupiała się i skupia w dalszym ciągu na Marthe. To Marthe boli brzuch, to Marthe jest wreszcie w upragnionej ciąży, to Marthe pomalowała domek na wybrany przez siebie kolor bez konsultacji z Idą, to Marthe zaplanowała imprezę matki, to Marthe matka bardziej kocha. Frustracja narasta i Ida zaczyna odrzucać swoją latami pielęgnowaną łagodność w stosunku do reszty rodziny. Może zwyczajnie nie szanuje matki i wini ją za rozwód przed laty, a swojej siostrze zazdrości nieuzasadnionej atencji otoczenia, męża i ciąży; może jest zwyczajnie rozczarowana samą sobą?

To kompaktowa, ale pełna emocji historia o nieprzepracowanych problemach w rodzinie, o nierównym rozdzieleniu uczuć i odczuwanej niesprawiedliwości. Wali w miękkie, bo oczywiście możemy traktować Idę jako emanację zła, ale z drugiej strony ile w każdej z nas siedzi takich zadr, które kiedyś wreszcie chciałybyśmy wyjąć, żeby się dookoła nich przestało jątrzyć. Klimatycznie pokrewne do prozy Soukupovej, chociaż autorka jest Norweżką; jak widać, gęsto skłębiona rodzina nie zależy od geografii.

#46

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 14, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Magdalena Samozwaniec - Młodość nie radość

Jak się poniewczasie zorientowałam, ten tomik poprzedza czytane wcześniej "Komu dziecko, komu?"; jak już musicie, to zacznijcie od tego. Autorka wprowadza tu rodzinę Hanki, która mieszka z dwiema dorosłymi córkami - artystką Basią i polonistką Moniką; trzecia, Jagna, wyszła za mąż i mieszka z mężem i 4-letnim upiornym Maciusiem; do tego dochodzi sklerotyczna i przygłucha babcia, stanowiąca w tej grotesce element komiczny. Każda z pań ma swoje problemy - Hankę zostawia wprawdzie pogardzany, ale wieloletni kochanek, do tego dla młodszej, więc mimo że jeszcze nie jest taka stara, irytują ją młodzi. Jagna nie może się dogadać z mężem, bo ten bardziej niż żony potrzebuje mamusi, a dodatkowo oboje nie są wielkimi fanami bycia rodzicami. Monika dowiaduje się, że jej śliczny i grzeczny narzeczony jest taki kulturalny, bo woli panów. Na szczęście poznaje równie przystojnego, choć nieco nieokrzesanego piłkarza. Barbara, po próbie odbicia Monice chłopaka, poznaje swojego kuzyna z Ameryki i znęcona wizją dolarów wyjeżdża z nim za granicę.

Jaka to jest przykra książka, jak wszyscy w niej się serdecznie nie cierpią. I tak, wiem, to w założeniu taki humor, ale absolutnie do mnie trafia. Wszyscy wszystkich zdradzają, głównym sposobem komunikacji jest złośliwość i szydera, zwłaszcza jeśli drugiej osobie zbywa na błyskotliwości[1]. Pełno szowinizmu (“ Inny człowiek! — zachwycał się pan domu. — O ile, oczywiście, kobieta może uchodzić za człowieka, he-he-he!”), wyższości i pogardy dla innych, do tego dochodzą żarciki z gwałtu, zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu. Możliwe, że autorka się świetnie bawiła, ale ja już zdecydowanie mniej.

Się je: indyka w galarecie, pierożki z wiśniami, cytryny, jałowcową kiełbasę, chleb, schabowe popijane piwem, pomidory z solą, czekoladki Wedla, owoce, bułkę z szynką, parówki z kwaśnym mlekiem, kaszankę z ogórkiem; kakao, bułki z masłem, salami, pomarańcze (na śniadanie we Włoszech); mleczną kawę, jajka, bułki, banany i mandarynki (śniadanie w Egipcie); amerykańską sałatkę - małe raczki, kawałki ananasa z puszki, pokrajane w plasterki banany, zieloną sałatę, groszek i kawałki szynki; befsztyk tatarski, i śledzika w śmietanie, śliwki w occie i sałatkę z sosem majonezowym, i rybę w galarecie, karpia po żydowsku, kiszone ogórki i sałatkę z mrożonych pomidorów, zimne mięsa (na weselu).

Się pije: francuski koniak, kawę ze szczyptą czekolady, wanilii i sproszkowanej gałki muszkatołowej, prawdziwą whisky z wodą sodową „White Horse“ (sic!), dobre wino, herbatę z termosu, cytrynówkę, czystą, jarzębiak, eksportową, herbatę z cytryną, wino jugosłowiańskie, słodką wiśniówkę.

Się pali: amerykańskie Chesterfieldy i polskie Giewonty.

[1] Miss Czegośtam, tak piękna, jak głupia:

- To futro z etoli... - odparła Danusia, ale widząc ironiczny uśmieszek wuja i obu młodzieńców, zarumieniła się lekko i zmieszana dodała. - Nie wiem zresztą dokładnie, jak się nazywają.
- No, nareszcie jakieś ludzkie słowo z pani ust. Czy maleńka pozwoli, żebym się stał jej cicisbeo?
- Tylko proszę: niech pan się nie wyraża! Nie znoszę tego.
- Oh! - zaśmiał się radośnie. - Ta cudna ignorancja! Ten uroczy brak erudycji! Widzisz, maleńka, cicisbeo znaczy po włosku tyle co opiekun, przewodnik...

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 12, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Barbara Gordon - Czy pan istnieje, mecenasie?

To zaskakująca książka, bo nie jest typowym kryminałem, tylko gawędami, jakie ciężko chorująca redaktorka Barbara uprawia z mecenasem Zamorskim, bohaterem jej kilku innych książek. Wspomina pobyt w szpitalu, depresję, wreszcie rekonwalescencję w ukochanej Brzozowej (Podkowie Leśnej). Jest słuchaczką elokwentnego mecenasa, który dzieli się historiami z przeszłości, niektóre z nich są osobiste, w innych występował jako widz, a głównym motywem jest kwestia ukarania winnego, zwłaszcza w sytuacji, kiedy prawo zawodzi. Czy powinno się karać mordercę osoby, która niszczyła go przez kilkadziesiąt lat, zostawiając wrak człowieka? Czy karma istnieje? Do czego może doprowadzić zazdrość i zawiść? I na końcu finał, który jest zasugerowany tytułem: czy mecenas Zamorski jest postacią realną?

Się je: konfitury truskawkowe, lody, czekoladę z pączkiem (?), domowe ciasto; kanapki, sałatki, galaretki, bulion z francuskimi pasztecikami, indyka z najlepszym nadzieniem, owocową surówkę, torty z kremem jak puch (na weselu); czereśnie, bułeczki z masłem, tort mocca albo fedora, kartoflankę z zacierkami, słone patyczki do pogryzania (sic!), bigos, żółty ser i kiszone ogórki (pod wódkę).

Się pije: mocną herbatę, włoski biały wermut “Cora”, kawę z różanym likierem, whisky (chociaż to świństwo).

Się czyta: Agathę Christie, “Zapałkę na zakręcie” Siesickiej.

Się ogląda: “Czterdziestolatka”, serial o “angielskiej kapitalistycznej rodzinie Forsythe’ów”.

Się słucha: “Matysiaków” w radio.

Się przerabia: musztardówki na znicze w okresie Zaduszek.

E-book kupiłam w legalnej księgarni, ale to ewidentnie samoróbka, pełna literówek i błędów formatowania. Szkoda.

Inne tej autorki.

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 10, 2026

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj