Tag:
panie
Uprzedzając ekscytację, niestety nie ma nic nowego na rynku wydawniczym w Polsce, w oryginale oczywiście kilka tytułów się pojawiło, ale chyba nie ma popytu na non-fiction tej autorki. Czemu więc wspominam? Po niedawnej lekturze Żulczyka przypomniałam sobie dramatycznie dawno nie czytane "Wakacje Rachel" i stwierdziłam, że należy mi się coś łatwego i przyjemnego na rozpoczęcie wakacji (kto ma, ten ma, niektórzy chodzą do pracy i kończą wreszcie wymianę okien). Otóż, jak się łatwo domyślić, Keyes o uzależnieniach oraz - w innych tomach o depresji, zdradzie małżeńskiej i porzuceniu czy wreszcie o śmierci współmałżonka - wcale lekko nie pisała. Rachel dramatycznie przechodzi przez odstawienie, wyparcie, boleśnie odkrywa prawdę o swoim nałogu, zalicza nawrót i upadek; nie jest to oczywiście drama i proza na skalę Żulczykową, ale widać doświadczenie i solidny wywiad autorki, nawet jeśli się weźmie pod uwagę, że to oficjalnie chick lit (co autorka obśmiewa, zadając pytanie, czemu lekka literatura dla panów nie jest nazywana "dick lit").
A jak już wyjęłam z półki "Wakacje", to stwierdziłam, że przeczytam sobie wszystkie tomy. O Claire ("Arbuz"), którą mąż rzucił w dniu porodu, a potem łaskawie zgodził się, żeby wróciła, ale pod pewnymi warunkami. O Margaret, uciekającej do tytułowych Los Angeles ("Anioły"), bo odkryła zdradę męża. Najsmutniejszą o Annie ("Jest tam kto?"), gdzie bohaterka łapie się nawet najbardziej absurdalnych sposobów, żeby porozmawiać z mężem, który mtvaął j jlcnqxh, a dodatkowo autorka świetnie opisuje toksyczne środowisko pracy w agencji reklamowej. Wreszcie Helen, najmniej sympatyczna z sióstr Walsh ("Tajemnica Mercy Close"), prywatna detektyw z depresją. Dużo stron, niektóre z nich czytałam 15 lat temu.
PS Gdzie się kupuje anglojęzyczne ebooki w przystępnych cenach?
#68-72
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 4, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 2 komentarze
- Skomentuj
Wyjątkowo ciepły czerwiec. Ktoś bezczelnie napada na sklep jubilerski na Hożej, zostawia karteczkę sugerującą akcję polityczną i - uciekając - strzela do milicjanta. Kapitan Korda cieszy się, bo wreszcie “trafił na przeciwnika, który pozwala ocenić rangę własnego zawodu, wysiłku, inteligencji, przenikliwości”. Na podstawie mizernych śladów i enigmatycznych zeznań świadków, Korda ogromną pracą[1] całego aparatu buduje portret pamięciowy (przydają się charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne, wyprodukowane tylko w jednym rozmiarze) i powoli odkrywa, kim jest przestępca. W drugim wątku Andrzej, obiecujący student 3. roku Politechniki Warszawskiej, zakochuje się od pierwszego wejrzenia w maturzystce Katarzynie, a ponieważ “ma klasę”, obiecuje dziewczynie, że dotknie ją dopiero wtedy, gdy zabierze ją do Paryża. I nie próbuje nawet jej dotknąć, gdy się spotykają, tylko planuje zdobycie funduszy na wyjazd; rozważa okradzenie ciotki, która “sprzed wojny” ma trochę sreber, ale w końcu wymyśla inny plan - napad na sklep jubilerski za pomocą skradzionej w tramwaju broni. Podczas ucieczki zawodzi go jednak osławiona inżynierska logika i strzela do przypadkowego milicjanta, od tej pory jest zbiegiem (i, ależ to zabawne, nie spotka już nigdy Katarzyny, z którą chciał od pierwszego wejrzenia pod paryskim niebem). Ten wątek to wgląd w głowę Raskolnikowa bez wyrzutów sumienia, psychopaty, który z każdej sytuacji wyciąga dla siebie korzyść (ba, nawet spowiada się z przestępstwa, żeby uzyskać psychiczną ulgę[2]). Jako że w Polsce nie udaje mu się sprzedać skradzionych precjozów, usiłuje uciec do NRD albo Danii, w tym celu rozkochuje w sobie przypadkiem poznaną w pociągu Agnieszkę, naiwną córkę rolnika, która widzi w nim szansę na lepsze życie dla siebie.
Się pali: na zabawie, ale potem głowa boli (no bo przecież nie od wódki), fajkę.
Się je: rzodkiewki, jajka na miękko i bułki.
Szowinizm powszechny: “rzucała głową jak pensjonarka”, “ślepa kobieca satysfakcja”, kiedy kobieta widzi, że zrobiła wrażenie na mężczyźnie, irytacja kobiety z powodu spóźnienia i odrzucającego zachowania to “humory” i “miłosne gierki”. Korda obiecuje żonie popołudnie w domu, ale praca wygrywa (“A nawet gdybym został ― pomyślał ― kobieta tkwi z dziećmi przed telewizorem, potem zajmie się kolacją. Na kolację wrócę”). O zachowaniu Andrzeja w stosunku do Agnieszki (“nieznaczna tępota rysów dowodziła, że dziewczyna nie uczyła się długo, nie spędzała czasu na czytaniu” czy w scenie z aparatem[3]) nawet nie wspominam.
Się pije: cytrynówkę, bo od wina boli głowa, pomarańczówkę (żeby przetrwać do rana w marynarskiej knajpie).
Się podróżuje: latami zbiera się 20 tysięcy i z Orbisem płynie “Batorym” na Wyspy Kanaryjskie przez trzy tygodnie.
[1] Milicja rozsyła funkcjonariuszy do wszystkich miejscowości skomunikowanych kolejowo z Gdańskiem, a dodatkowo zawozi znajomych Andrzeja z Warszawy do Szczecina w celu rozpoznania zwłok, na co studenci się cieszą, bo…
― Przepraszam panów za tę nieoczekiwaną podróż ― powiedział głośno ― ale to obywatelski obowiązek, którego mamy prawo wymagać od każdego.
― Oczywiście, oczywiście ― rzucił prędko Laskowski. ― Nie byłem jeszcze w Szczecinie. Całkiem ładna podróż nad morze za państwowe pieniądze. Do tego w lecie. Kto by się krzywił na taką propozycję!
[2]
Andrzej szedł wzdłuż konfesjonałów, starając się tłumić odgłos kroków. Potrzebował ciszy, skupienia. Zatrzymał się przed jednym z konfesjonałów.
― Chciałbym się wyspowiadać ― powiedział wyraźnie. Jego słowa zabrzmiały na tyle głośno, aby mógł utwierdzić się w swojej odwadze.
Od ołtarza rozległ się delikatny dźwięk dzwonka. Zaczęła się msza. Andrzej wstał z klęcznika i przeszedł do bariery dzielącej wiernych i kapłana. Wstąpił uroczyście na schodek. Był pewny, że coś przełomowego dzieje się w jego życiu. Nie miał podobnego wrażenia nigdy dotąd ― ani po maturze, ani po zdaniu egzaminu na pierwszy rok studiów. Uczucie lekkości, spowodowane postem, wzmogło się. Przyjął komunię i stanął znów na placu. Chciało mu się fruwać, jakby miał skrzydła u ramion. Obrzucił spojrzeniem krzyżujące się ulice, obejmując nim cały świat. Naprzeciw kościoła mieścił się bar samoobsługowy.
Andrzej zażądał setki i wypił ją jednym haustem.
[3] Nie załadował kasety aparatu i teraz dostrzegał cały komizm sytuacji ― biegającą, podnieconą Agnieszkę, przekręcającą nie istniejący film. Wszystko jedno ― myślał. ― Robimy zdjęcia. Przyszliśmy tu robić zdjęcia.
Inne z tego cyklu, inne tej autorki.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 1, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Spis osób:
- Aldona Godlewska - nie jest brzydka, blada cera, drobne piegi i rude włosy skręcone na punka
- Łukasz Chmielewski - radca prawny, przystojny mężczyzna w pewnym wieku
- Mikołaj - sprawy organizacyjno-finansowe, brzydki i kaleki z kompleksami na punkcie kobiet
- Lidia Fabisiak - ubrana drogo i w złym guście, na blond włosach nosi pretensjonalny toczek
- Ewa Hanke - historyk sztuki, enfant terrible polskiej żurnalistyki, z wyglądu podstarzała hipiska
- Maria Partesa, ps. Mariola - striptizerka, o ładnej, choć pospolitej, wymalowanej twarzy
- Jan Fabisiak - mąż Lidii, grubo ciosana twarz człowieka z marmuru, który zszedł z mobilizujących plakatów
- Filip Hanke - mąż Ewy, również historyk sztuki, przypominał podobno kiedyś prezydenta Kennedy’ego
- Mieczysław Charamuszko - nienagannie ubrany, jak gdyby dopiero co opuścił jedną z kart
żurnala mody męskiej
- major Wanacki - szary garnitur z niebieską koszulą, w czym wygląda jak urzędnik tuż po opuszczeniu biura
- Sylwek - młody funkcjonariusz o śniadej twarzy i wyglądzie Włocha
- docent Oskierko - patolog z charakterystycznym kresowym akcentem
- Kamila - żona Wanackiego, śpi w nocy w przeciwieństwie do męża
- Anna - młoda asystentka Hankego
Aldona, dziennikarka, która nie przeszła weryfikacji, założyła ze znajomymi Zespół Porad Społeczno-Prawnych. Któregoś dnia pojawia się pani Fabisiak, która chce uzyskać dowód na to, że mąż - zamożny jubiler - zdradza ją ze striptizerką. Aldona odrzuca zlecenie, wszak nie jest to firma detektywistyczna, ale jej znajoma - dziennikarka Ewa - włącza się w akcję. Wizyta w nocnym klubie z Chmielewskim w roli przyzwoitki, kłótnia z Fabisiakiem, planowany wywiad ze striptizerką, impreza kończy się zniknięciem Ewy. Jej zwłoki zostają znalezione niebawem, a sytuację komplikuje to, że Ewa miała ze sobą zabytkowy medalion, skradziony z wystawy w galerii męża, a teraz medalion zniknął. Aldona rozpoczyna śledztwo, które kończy się również dramatycznie.
To już taki bardziej nowoczesny klimat - wszyscy mają samochody, chodzi się na striptiz w “Kongresowej”, a podmiejskiej willi mieści się nielegalne kasyno[1]. Trochę przypomina książki późnej Chmielewskiej, chociaż bez żarcików.
Się pali: jugosłowiańskie.
Się pije: wódkę w Kongresowej.
Się jeździ: fiatem uno oraz do Jugosławii na wakacje.
[1]
- A wie pan - rzekłam - skoro już o tym mówimy, nie bardzo rozumiem, dlaczego obywatelowi PRL, którego na to stać, nie wolno grać w ruletkę. Za to wolno mu całą forsę przepić albo przegrać co tydzień w Toto-Lotka?
- Co pani chce ode mnie usłyszeć? - zapytał. - Milicja nie układa przepisów, jest tylko od ich egzekwowania.
Inne tej autorki, inne z tego cyklu tutaj.
#63
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 24, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bloga Agnieszki - tylkospokojnie.com [2022 - link nieaktualny] - czytałam od dawna, uwielbiałam nieco rozedrganą frazę, świat oczami osoby o ogromnej wrażliwości. Książka wyjaśniła mi drugie dno niektórych opowieści z bloga, bo to książka o życiu z atakami paniki. Ale nie takimi, co to ja jej mam i ty je masz, że obracasz w głowie bezsenną nocą plan dnia na następny dzień, co może się zepsuć i czy jestem w stanie to przewidzieć, tylko takimi, że paraliżują i odbierają siłę na życie. Alicja ma męża, dobrą pracę, mieszkanie, perspektywy, wakacje zagraniczne, planuje dziecko, ale w środku tykającą bombę, która uaktywnia się nawet w na pozór zwykłych sytuacjach - w sklepie, na plaży, na ulicy, w kinie. Mąż ją wspiera, ale w pewnym momencie wsparcie zamienia się w zniecierpliwienie, zwłaszcza przy przedłużających się problemach z poczęciem dziecka, poronieniu i - mimo terapii, leków i szukania wsparcia w metodach niemedycznych - potencjalnej próbie samobójczej.
To krótka pozycja, nieco ponad 100 stron, można przeczytać ją w jedno popołudnie, ale mnie zajęło więcej, bo musiałam robić sobie odpoczynek od zdań na jej stronach ze względu na ładunek emocjonalny. Oczywiście czekam na następną książkę, jak i na kolejne notki na blogu.
#62
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 21, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 2 komentarze
- Skomentuj
Wanda nie może sobie poradzić ze stratą - jej mąż zginął w wypadku. Jest załamana, bo bezskutecznie starali się o dziecko, a dodatkowo dowiaduje się na pogrzebie, że mąż miał kochankę i w feralną trasę jechał właśnie z nią. Kochanka, młodsza od niej Marianna, przeżyła, ale po długim pobycie w szpitalu zniknęła, Wanda dowiaduje się, że jej oficjalny narzeczony wywiózł ją do rodziny nad morze. Wdowa wprowadza się więc do pensjonatu opodal i zaczyna śledzić rywalkę. Czytelnik z drugiego wątku wie, że Marianna cierpi na amnezję - nie pamięta niczego sprzed wypadku, opiera się głównie na słowach narzeczonego, prawnika, który wyjaśnił jej, że była studentką, pracowała dorywczo jako recepcjonistka w jego kancelarii i teraz - w pensjonacie prowadzonym przez jego ciotki - ma się w bezpiecznej atmosferze nauczyć wszystkiego od nowa: prowadzić dom, gotować, robić zakupy, bo po ślubie nie będzie już pracować. Pilna Marianna usiłuje się dostosować, ale nic jej nie pasuje - ani zdawkowe odpowiedzi narzeczonego, ani srogie ciotki, ani świat polskich seriali, z których próbuje się dowiedzieć czegoś o miłości, seksie czy społeczeństwie (sic!). Sytuacja się zagęszcza, kiedy najpierw znika, a potem zostaje znaleziony martwy narzeczony Marianny.
Thriller jest świetnie napisany, napięcie można kroić nożem. Bardzo dobrze oddane są uczucia bohaterek - przejmujący smutek Wandy i zagubienie Marianny, która nie pamięta nic ze swojego życia, również fizycznie (np. jak to jest uprawiać seks, chociaż ma wrażenie, że to robiła), dodatkowo cierpi na prozopagnozję i nie rozpoznaje ludzi. Z drugiej strony trudno mi uwierzyć w taki wybiórczy reset, kiedy Marianna nagle traci świadomość, co to Internet i do czego służy, przy jednoczesnym rozumieniu zasady działania różnych urządzeń (dyktafon, aparat fotograficzny, telewizor - tutaj jakoś się nie dziwi, co to jest). Ale wybaczam - intryga jest należycie zagmatwana, gęsty i posępny klimat kurortu po sezonie z jego mrocznymi sekretami to coś świeżego.
#60
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 17, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dom to popularna nazwa miejsca, w którym ludzie przebywają, gdy pada deszcz i gdy chcą zademonstrować, że mogą ze sobą wytrzymać, chociaż nie mogą ze sobą wytrzymać.
We większości wspomnień z sielskiego dzieciństwa z PRL-u powtarza się motyw “a wakacje spędzaliśmy u rodziny na wsi, bez komputerów i telefonów, tylko pole, łąka, jedzenie z krzaka, kąpiele w jeziorze, cudowne dwa miesiące!” (nikt nie narzekał). Papużanka narracją swojej bohaterki, 12-latki, opisuje bardziej wiarygodną wersję przeszłości. Rodzice z trójką dzieci - narratorką i młodszymi Trutniami - co roku przyjeżdżają na wieś, bo rodzina ojca ma tu Dom Letni. Problem w tym, że Dom jest ciągle w stanie budowy (otwarta toaleta w piwnicy, łazienka w balii na podwórku, schody na piętro pojawiły się całkiem niedawno, wcześniej była drabina), a wakacje spędza w nim - oprócz rodziny narratorki - w porywach do 10 osób, które siedzą sobie wzajemnie na głowie i, nie ma co ukrywać, raczej się wzajemnie nienawidzą. Dziadek Antoni, mistrz pasywnej agresji, nienawidzi wszystkich, a zwłaszcza żony syna, która jest jego zdaniem źródłem degradacji rodziny. Babcia zajmuje się głównie gotowaniem wiecznie stygnącego obiadu[1], ignorując wszystkich. Szwagra nie cierpią wszyscy, bo jest nieudacznikiem, a jego syn Dziubasek jest izolowany przez Irminę od innych dzieci, nie tylko “wsiowych”, żeby się czymś nie zaraził. Ciotka Aurelia głównie pije i mówi dużo słów z “rr”. Alkohol w ogóle jest znaczącym wkładem w rozwój lokalny - i wiejscy gospodarze, skłóceni między sobą, i lokalna żulia, są w stanie egzystować tylko gasząc wewnętrzne pożary płynem z procentami. Dziećmi nie zajmuje się nikt, chyba że można już wykorzystać je do pracy w gospodarstwie; przyklejają się do matki, traktując ją jak kwokę przewodniczkę w jej codziennych ucieczkach z Domu.
Przewrotnie naiwna narracja głównie skupia się na tym, co w Letnim Domu - wzajemnej niechęci, niewygodzie, ignorowaniu przez ojca jakichkolwiek potrzeb poza swoimi, wypływającej czasem historii konfliktów czy zamiatanej pod dywan historii (ze smutnym epizodem z wujaszkiem Wanią); jest jednak i dziecięca przyjaźń, wzruszenia i wspomnienia wydarzeń, które pozwalały mieć nadzieję, że nie zawsze jest tak, jak w Domu. Wakacje wcale nie są okresem radości, tylko ciągłym uchylaniem się od domowej przemocy, krzywych spojrzeń nie tylko dla narratorki, ale też dla matki, która wcale nie chce przyjeżdżać do niechętnego jej środowiska. Papużanka fantastycznie opisuje duszną atmosferę ledwie hamowanej nienawiści, przykrywaną ceratą ogłady i przyzwyczajenia, traumy sprzed lat i tych, którzy “odstają”, chociaż tak naprawdę każdy tutaj jest w jakiś sposób skrzywdzony.
[1] Ta książka jest gęsta od takich passusów, uwielbiam. I ta okładka, niestety ja w ebooku.
Babcia zaczynała wołać chwilę po trzynastej; wołała arystokratycznie, pięknie, z godnością. Wcale nie jest łatwym zadaniem tak pięknie i z godnością zawołać kogoś, kto nie zamierza przyjść.
– Antosiu, obiad!
(...) Kotlety nabierały kolorów. Antosiu, Antosiu, chlupotały ziemniaki, obiad.
– Obiad!
Antoś nie podnosił się już nawet. Lekceważąco machał ręką gdzieś poza siebie, odganiając te obiady, ziemniaki, te obowiązki jak wściekłe psy, co się dorwały do nogawek. Po pięciu minutach babcia wychodziła z garnkiem na ganek i odcedzała ziemniaki, wrzeszcząc wrzątkiem z wysoka w puste wiadro albo parząc trawę, jakby obwieszczała całemu światu, że odcedza właśnie ziemniaki na świeżo skoszony trawnik i paruje srebrną chmurą prosto w niebo. Podrzucane ziemniaki stukały o pokrywkę.
Babcia wyjmowała z kredensu dwa talerze, nakładała na nie gorące ziemniaki, siadała. Choćby nie wiem jak się przyglądać, to są ziemniaki i kotlet na talerzu. Choćby nie wiem jak. Siadała i siedziała. Pozmywam i potem sobie włączę Teleexpress, myślała. Siedziała i pilnowała ziemniaków. Żaden nie śmiał się poruszyć. Czasem wychodziła raz jeszcze zawołać.
– Idę! – odburkiwał dziadek. Nie ruszał się z miejsca.
Przychodził po trzeciej, o wpół do czwartej, przychodził, kiedy przychodził, kiedy uznawał, że nadszedł czas przyjścia. Układał ręce po obu stronach talerza. Nigdy, przenigdy nie położyłby na stole łokci. Pierwsze, nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Drugie, powiedz dzień dobry. Trzecie, nie trzyma się łokci na stole. Babcia stała nad nim, czekając cierpliwie na wyrok. Brał widelec do ręki i z wyrzutem grzebał w ziemniakach.
– Dlaczego jest zimne? – pytał.
Babcia Marysia wchodziła między kredens a blat kuchenny, odwracała się tyłem do dziadka Antoniego i zaklinała świat spokojnym, arystokratycznym, równym rytmem. Dupa, dupa, mówiła do siebie. Dupa, dupa, dupa.
Inne tej autorki.
#57
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 13, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ewa wzywa 07, zeszyt 135
Spis osób:
- Stefan Karkowiak - prezes Spółdzielni Pracy „Szlachetny Szlif”, do przesady uczciwy
- Wira Karkowiakowa - zjawiskowo piękna[1], a po rozwodzie wyszła za tłustawego 50-latka
- Olgierd Ledzica - znany reżyser filmowy, były mąż Wiry, obiekt wielu westchnień
- Barbara Matycka - główna księgowa, w latach, ale ciągle zadbana i modnie uczesana[2]
- Józef Staszak - dozorca, wyglądał na człowieka, z którym życie nie obchodziło się łaskawie
- Zenon Wilczek - wysoki, przystojny blondyn, świetny pracownik, ale bezczelny i arogancki
- Piotr Kazjer (Pierre Casier) - ciężki w ruchach, powolny i mrukliwy, pochodzi z Francji
- Podkowa - cierpi na pewien niedorozwój psychiczny[3] i ślepo spełnia polecenia swoich bezpośrednich zwierzchników
- Teresa Molnicka - adwokatka Ledzicy w sprawie rozwodowej, koleżanka szkolna Wiry
- Danka Karkowiakówna - nieudana[4] córka Stefana z pierwszego małżeństwa
- Lena - personalna, osoba o obfitych kształtach, we wzorzystej sukni o tonacji pomarańczowej
- Kazia - socjalna z misterną, wysoko stojącą koafiurą zdobiącą jej głowę
- Bogdan (Bohdan) Jemiela - kierownik techniczny, wysoki i tęgi
- Wojciech Bielski - zaopatrzeniowiec znany z elegancji i galanterii wobec płci pięknej
- Wiesia Daczkówna - młodziutka sekretarka, eksponująca wcale ładne, szafirowe oczy mocnymi pociągnięciami tuszu
- Genio - technolog, nigdy nie rozstający się ze skórzaną, czarną marynarką
- Krystyna Kazjer - wdowa, wysoka, smukła i doskonale ubrana, choć wygląda młodziej niż na 20 lat
- Wrzawa-Sielicki - adwokat paryski, Polak z pochodzenia
- porucznik Leszek Warowski[5] - odruchowo targa swoją bujną czuprynę w przypadkach kiedy praca jego nie daje pozytywnych rezultatów
- Brzęczek - prowadzi wytwórnię długopisów, zdarza mu się zejść z drogi cnoty małżeńskiej
- kapitan Jerzy Broński
- starszy sierżant Kazik Chwałek - znany ze swej gorliwości w wypełnianiu poleceń przełożonych
- Podkowina - wysoka, zgarbiona kobieta, bije od niej odór wódki, ciężki, charakterystyczny dla nałogowców
Prezes Karkowiak znany jest z uczciwości i z zasadniczego podejścia do zachowania w pracy - nie ma kawek, świętowania, alkoholu i robienia fuch. Wściekły więc jest, kiedy stróż zgłasza mu, że pracownicy zostają po godzinach bez pozwolenia; przyłapani dodatkowo kłamią w żywe oczy. Dodatkowo po latach odzywa się córka prezesa, która zeszła na złą drogę; mimo początkowej chęci zignorowania jej (wszak wstyd i dziewczyna żąda pieniędzy), Karkowiak decyduje się z nią spotkać. Niestety, ze spotkania nie wraca, pozostawiając w żałobie piękną panią Wirę. Ginie też w wypadku jeden z pracujących po godzinach szlifierzy, pozostawiając młodą wdowę. Wdowa zgłasza się do prawniczki, która przed laty rozwiodła Wirę z miłością jej życia - reżyserem Ledzicą, z nietypową prośbą o wsparcie w sprawie spadkowej w Paryżu.
Się pije: żytniówkę.
Się pali: nałogowo.
Się je: tort czekoladowy z kremem z bitej śmietany i serniczek z rodzynkami (na imieniny dyrektora), befsztyki i frytki bądź flaki i szarlotkę (w domu).
[1] Złote włosy, upięte w gruby węzeł niedbale, jakby od niechcenia, ale w sposób zwracający uwagę, delikatnie zarysowane nozdrza, cera figurki z sewrskiej porcelany, lekko zamglone oczy z topazu... Ta sama wysublimowana uroda, narzucająca poetom romantyczne skojarzenia z różanym świtem, opalizującą perłą albo płatkiem róży, skąpanym w rosie - Catherine Deneuve w polskim wydaniu, wspaniały, ale nie wykorzystany materiał dla Bunuela.
[2]
Mimo wykwintnego ubioru i dobrze wypielęgnowanej cery widać było. że nie jest już młoda. Cienka sieć zmarszczek rysowała się na jej skroniach, obejmując swym zasięgiem podbródek i szyję.
- Tak, przyjaźnię się z Zenonem Wilczkiem od około dwóch lat - powiedziała obojętnym, swobodnym tonem, bez cienia zażenowania, jakby utrzymywanie intymnych stosunków przez osobę w jej wieku, na tak poważnym stanowisku z szeregowym pracownikiem, prawdopodobnie młodszym o kilkanaście lat, było najzupełniej normalnym zjawiskiem.
(...)
- Ileż ona ma lat?
- Czterdzieści dziewięć.
- A Wilczek?
- Trzydzieści cztery.
[3] Teraz były zapewne zdiagnozowany jako w spektrum autyzmu.
[4] Nie każcie mi nawet zaczynać, co tu poszło źle.
Kiedyś, w młodości, był przez pewien czas żonaty z nałogową alkoholiczką, która po latach męczarni zmarła w zakładzie dla nerwowo chorych w Tworkach. Urodziła mu córkę, którą starał się wychować najlepiej jak tylko umiał. Ale nie powiodło mu się. Były zresztą przez pewien czas obiektywne przeszkody, które nie pozwoliły mu na bezpośrednią opiekę nad córką. Być może to, albo też odziedziczone po matce skłonności, a nawet dewiacja psychiczna sprawiły, że dziewczynka od najwcześniejszego dzieciństwa przysparzała mu samych zmartwień, nie chciała się uczyć, wywoływała stale konflikty z otoczeniem, a kiedy dojrzała - po prostu uciekła z domu. Nie było jej przecież źle z ojcem, dbał o nią po swojemu, ubierał, żywił, przez długie lata ze względu na nią nie myślał o żadnej kobiecie, choć może nie otaczał jej takim ciepłem, jak by to potrafiła robić matka, oczywiście normalna matka, a nie ten szczątek ludzki w białym kitlu, który widywał
za kratami szpitala. A jednak uciekła. Znalazł ją, przeprowadzał z nią długie rozmowy, prowadził do poradni, do psychologa, do lekarza. Nic nie pomagało. Uciekała ciągle. Wiele razy odnajdywał ją złachmanioną, wyniszczoną, zabiedzoną, odżywiał, karmił, usiłował nakłonić do nauki albo do pracy. Bez rezultatu.
Kiedy podgoiła rany, jak kotka znikała bez uprzedzenia, bez słowa pożegnania. Wreszcie dopuściła się kradzieży.
Stanęła przed sądem dla nieletnich, a potem przed sądem powszechnym. Wtedy zdawało mu się. że stracił dla niej serce. Kiedy osiągnęła pełnoletniość, przestał się nią interesować. Nie chciał, żeby ta dorosła wyrodna córka kompromitowała go przed ludźmi, zniesławiała jego dobre imię.
[5] Milicja ma ludzkie oblicze. A to szarpią włosy w stresie, a to mają nieprzespane nocki, bo: ”cierpiał przez dwie noce na ból zęba, którego wyrwanie odkładał od paru lat ze względu na osobisty negatywny stosunek do tego rodzaju zabiegów".
Inne tej autorki, a inne z tego cyklu tutaj.
#56
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 11, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Cormoran wraca do rodzinnego miasteczka w Kornwalii, jedynego miejsca, które mógł nazwać domem, zważywszy na koczowniczy tryb życia jego matki, spędzić trochę czasu ze swoją ciotką Joan, która w zasadzie zastępowała mu matkę. Joan jest w terminalnej fazie raka, kanapa w salonie jest niewygodna, a dwóch z trzech siostrzeńców go dramatycznie wkurza. Tuż przed powrotem do Londynu zaczepia go w pubie kobieta, prosząc o wznowienie śledztwa sprzed 40 lat, kiedy to bez śladu zaginęła jej matka, albowiem wróżka jej przepowiedziała, że dostanie znak (a przypadkowe spotkanie znanego detektywa to ewidentnie znak). Cormoran rzuca się na to jak na świeże frytki, mimo że pracy w agencji jest na tyle dużo, że wszyscy, zwłaszcza Robin, która została w którymś tomie wspólniczką, pracują zdecydowanie za dużo.
I tu pojawia się ogromna ambiwalencja, ponieważ z jednej strony tę książkę mimo sporej objętości czyta się doskonale - mnóstwo dobrej, detektywistycznej roboty i stosunkowo mało merytorycznych idiotyzmów (oraz nie, Rowling nie napisała tu nic transfobicznego, wbrew temu, co twierdził twitter) czy bogaty drugi plan - ruchy wyzwoleńcze mniejszości, erotyczna praca kobiet (i nie, nie są to przyjemne historie), rasizm i klasizm, radzenie sobie z terminalną chorobą i stratą oraz rozwodem, seksizm i wszechobecny szowinizm, wreszcie “will they, won’t they” między Robin a Cormoranem. Z drugiej strony jest to dla mnie absolutnie niewiarygodna książka w dwóch aspektach: współwłaściciele agencji ze sobą nie rozmawiają nie dość, że o życiu prywatnym - Cormoran milczy o traumie związanej z odchodzeniem ciotki oraz przykrościach związanych z presją ze strony znanego ojca i przyrodniego rodzeństwa, Robin unika tematu trudnego rozwodu, ostracyzmu w rodzinie, przepracowania czy niechcianych awansów ze strony jednego ze współpracowników (jest świetnie opisane zajście z dicpickiem!) czy traumy gwałtu sprzed lat - to jeszcze w kwestii prowadzonej sprawy bynajmniej nie są partnerami, tylko pozostają w stosunku podwładna-zwierzchnik, co Robin wkurza, a czego Cormoran nawet nie zauważa. Wreszcie samo śledztwo. Chciałabym wierzyć, że są ludzie, którzy po 40 latach pamiętają najdrobniejsze szczegóły (tutaj wsparciem dla tego faktu jest znaczące wydarzenie polityczne dzień przed zaginięciem matki klientki), ale jest to dla mnie piramidalna bzdura; nie byłabym w stanie odpowiedzieć wiarygodnie na pytanie, gdzie byłam i co robiłam nawet 5 lat temu (oczywiście mam bloga, zdjęcia i inne życiowe notatki, ale nie miał tego żaden z przesłuchiwanych). Spora część uczestników wydarzeń sprzed 40 lat nie żyje, detektywi odpytują ich dzieci (sic!), mają do dyspozycji dokumenty śledztwa, w tym schowane na strychu materiały zgromadzone przez pierwszego śledczego, który był chory psychicznie, więc większość jego - jak się po latach okazało - sensownych wniosków zostało zignorowanych przez następcę. Oczywiście nadludzkim wysiłkiem wyjaśniają nie jedną, a trzy tajemnice sprzed lat, fanfary i cukierkowo słodkie zakończenie.
Inne tej autorki tutaj.
#55
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 4, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Dellarobia Turnbow, pechowo obdarzona przez matkę dziwnym imieniem, została dość wcześnie osierocona i dość wcześnie założyła własną rodzinę, zachodząc przypadkiem w ciążę pod koniec liceum. Mieszka w domu wybudowanym przez teściów przy ich owczej farmie u podnóża Appalachów, zajmuje się dwójką dzieci i pomaganiem w gospodarstwie teściów, beznadziejna sprawa, znudzona szuka więc okazji do rozrywki, gdzie może. Umawia się z przypadkowo poznanym technikiem od telefonów w opuszczonej chatce w pobliskim lesie, żeby - mimo wahania - zdradzić męża i poczuć się tą śliczną dziewczyną, jaką chwilę temu była[1]. Nie dociera na miejsce, bo zmienia zdanie, gdy widzi zalew pomarańczowego blasku na zwykle szarozielonym wzgórzu. Kolor okazuje się być efektem niespodziewanej migracji monarchów, które zwykle spędzały zimę w Meksyku, ale, prawdopodobnie w wyniku klęsk żywiołowych - lawin błotnych, które zniszczyły wiele obszarów, zmieniły obszar zimowania. Na miejsce przybywa telewizja, nagle wyciągająca Dellarobię na podium i robiąca z niej lokalną bohaterkę 5-minutowej sensacji, przybywają entuzjaści, chcący uratować motyle np. dzierganiem włóczkowych motylków mających podnieść “świadomość” świata, wreszcie docierają naukowcy, którzy próbują dowiedzieć się, co jest przyczyną takiego zachowania, ale - ku zaskoczeniu Dellarobii - wcale nie zamierzają motyli ratować! Przybycie naukowców destabilizuje też pozorny ład w rodzinie Turnbowów - zadłużony teść chce wyciąć las, w którym osiadły motyle, teściowa jest wściekła z powodu zamieszania wokół synowej, a mąż zirytowany, że jego żona angażuje się w badania naukowe. Mieszkańcy miasta dzielą się na tych, którzy Turnbowom zazdroszczą, na tych, którzy są źli za zainteresowanie mediów czy na tych, którzy i dla siebie chcą na tym coś ugrać.
To książka o tym, że zmiany klimatu nie są już niepotwierdzoną hipotezą gdzieś w środowisku akademickim, tylko realnie dotykają mieszkańców niektórych okolic, powodując znaczące ruchy - migracje, ubożenie, konieczność zmiany dotychczasowego sposobu życia. Autorka świetnie wygrywa kontrast między mieszkańcami miasteczka, typowymi redneckami, a turystami, slacktywistami i naukowcami z zewnątrz. Dellarobia z zazdrością obserwuje drogie wyposażenie laboratorium i kosztowne ubrania czy osprzęt turystów, noszony przez nich z nonszalancją, jej nie stać na nowe kurtki dla dzieci, mimo że wyrosły ze starych. Zamiast szydełkować motyle z ruchem ekologicznym wielkomiejskich kobiet, spędza długie godziny na czyszczeniu i sortowaniu wełny z hodowanych owiec, żeby za pieniądze ze sprzedaży przeżyć do następnego sezonu i mieć na spłatę rat za zakupione maszyny. Przewrotna jest scena, kiedy aktywista, który przebył pół kraju, rozdaje mieszkańcom ulotki o niskoemisyjnym trybie życia, z których można dowiedzieć się, że latanie samolotami, jedzenie czerwonego mięsa i kupowanie nieetycznie produkowanych ubrań szkodzi środowisku. Dellarobia nigdy nie leciała samolotem, nie kupi nowego, oszczędniejszego samochodu, bo jej stary samochód jest sprawny, nie musi ograniczać mięsa, bo jada je głównie podczas uboju zwierząt na farmie, ubrania kupuje tylko z drugiej ręki. Sporo scen - przedświąteczne zakupy w sklepie “Wszystko za dolara”, kończące się kłótnią Dellarobii z mężem o sens wydawania ciężko zarobionych pieniędzy na byle jak wykonane badziewie czy wspomnienie o matce-krawcowej i ojcu-stolarzu, których wyroby widuje w second-handzie, bo mimo użytkowania dalej nadają się na sprzedaż w przeciwieństwie do tanich produktów z azjatyckich sweatshopów. Jednym z ważniejszych chyba wątków jest determinizm w życiu bohaterki - śmierć jej matki i gwałtowne zubożenie pozbawiło ją szans na edukację, którą chciała kontynuować, nieplanowana ciąża związała ją na stałe z rodziną męża i ich farmą; kontakt z naukowcami, w tym młodszymi od niej studentami, którzy nie musieli borykać się z trudnościami w dostępie do edukacji, boleśnie pokazał jej, jak wiele ścieżek w życiu było przed nią zamknięte z powodu miejsca urodzenia.
[1] Nie patrzcie na okładkę, to nie jest słodkie romansidełko. To kobieca powieść o codziennym brnięciu przez życie w patriarchalnym społeczeństwie, o obawach, utrzymaniu rodziny, nadziejach, oczekiwaniach i rozczarowaniu.
Inne tej autorki:
#54
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 30, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ewa wzywa 07, zeszyt 130
Spis osób:
- Kamila Wanacka - żona majora, mimo tureckiego kożucha łapie zimą grypę
- major Marek Wanacki - mimo 35 lat udaje 20-latka z gołą głową na mrozie, jeździ żółtą ładą (z przydziału)
- Zbigniew Bednarek (17 l.) - krótko ostrzyżony o pospolitej twarzy, po szczeniacku zaciąga się papierosem
- Janusz Kamiński, ps. “Cygan” - zabójczy wąs i śniada cera, w spojrzeniu cwaniacki spryt kogoś, kto wierzy, że wszystkich przechytrzy
- Jerzy Tomczyk - właściciel białego fiata, denat, śniada twarz z dużą, jasną blizną na czole, ciemne kędzierzawe włosy
- Ilona Tomczyk - była żona Jerzego, ekspedientka w DT Centrum, ładna, lecz despotyczna twarz o wąskich, zaciętych ustach
- Leśniewski - dyrektor Tomczyka, “na szczupłej, emanującej zdecydowaniem twarzy malował się wyraz pewności siebie, jaki daje władza”
- Agnieszka Bartczak - personalna, zadbana brunetka w wieku balzakowskim, pulchne upierścienione ręce i obfity biust
- dyrektor banku - opanowany, starszy pan o wyważonych ruchach
- urzędniczka - z twarzą ”obojętną obojętnością kobiety zmęczonej pracą zawodową i zajęciami domowymi”
- inżynier Jedliński - niemłody, szpakowaty o wyglądzie przedwojennego rotmistrza, który zamienił mundur na płaszcz burberry
- Piotr Zakrzewski - naczelnik wydziału kryminalnego, o wyglądzie wojskowego zakochanego w dyscyplinie i musztrze
- Henryk Siwek - właściciel warsztatu w Międzylesiu, smukła sylwetka wydawaje się należeć do kogoś młodszego niż twarz
- Olczak - taksówkarz, młody, dość przystojny blondyn o przylizanych włosach i płaskiej twarzy, kark masywny jak u przedwojennego rzeźnika
- prokurator Orłowski - Komenda Stołeczna, nadzoruje śledztwo ws. Tomczyka
- pułkownik Kołodziej - szef Wanackiego, wyraża zgodę na plan śledztwa
Zima, kiepskie warunki drogowe. W wypadku zostaje uszkodzony biały fiat, kierowca i pasażer lądują w szpitalu. Nie jest to jednak zwykła stłuczka, bo w bagażniku auta zostają znalezione zwłoki mężczyzny. Zamordowany, magister inżynier Tomczyk, pracował ostatnie trzy lata na kontrakcie na eksportowej budowie (jego szef enigmatycznie “wymienił nazwę kraju”) , dzięki czemu mógł pozwolić sobie na konto dewizowe, kupno mieszkania i zakupy w “Pewexie”. Właśnie rozwodził się z żoną i specjalnie dla niej planował zakup nowego auta, żeby podzielić w ten sposób majątek. Śledztwo idzie w kilku kierunkach - zemsta za donos na poprzedniego kierownika zagranicznej budowy, mord rabunkowy przy okazji zakupu samochodu na giełdzie (denat właśnie wypłacił dolary i bony), kradzież, która poszła w złym kierunku, wreszcie klasyczny motyw małżeński.
Się je: chleb z serem (bialym albo żółtym), dżem, jajecznica, miód, sadzone na kolację (chociaż na ser major nie może już patrzeć, a o wędlinie nie ma mowy), pomidorową z ryżem, mielony z marchewką i kompot z jabłek (luksusy na milicyjnej stołówce).
Się pali: papierosy oraz cygaretki (przyjemny, aromatyczny zapach).
Bawiąc-uczyć: inżynier Jedliński wygłasza perorę o tym, jak źle i trudno jest Polakom za granicą, zwłaszcza w krajach o “przedziwnym cocktailu nowoczesności ze skrajnym zacofaniem i fanatyzmem, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć, ponieważ po prostu nie mieści się w naszej mentalności”.
Obyczajowo: żona Wanackiego jest chora, teściowa niechętnie pomaga przy dziecku (odbiera z przedszkola) i wraz z żoną “nabuntowują” dziewczynkę, że ojciec za długo pracuje.
Inne tej autorki tu, a inne z tego cyklu tutaj.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 26, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj