Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: panie

Monica Ali - Brick Lane

Nazneen, nastolatka z bengalskiej wioski, zostaje przez ojca wydana za mąż za starszego o dwadzieścia lat mężczyznę, żyjącego w Londynie. Mimo że nie zna angielskiego, jedzie do Londynu i w zasadzie zostaje zamknięta w domu, bo to mąż zarabia, a jej nie wypada samej wychodzić. Tęskni za Hasiną, siostrą, która wybrała ucieczkę i wyjście za mąż z miłości, narażając się na rodzinny ostracyzm. Narracja nieszczęśliwego londyńskiego życia Nazneen i jej stopniowego dojrzewania przeplatana jest niegramatycznymi listami od Hasiny, w których ta druga odbija w lustrze optymistyczne opowieści siostry (“żeby się nie martwiła”) oraz opowiada o życiu “wolnej kobiety” w Bangladeszu. Chani, mąż Nazneen, jest dość niechlujnym grubasem, z wyższym wykształceniem, na każdym kroku wygłasza pouczające przemowy i czuje się poniżany koniecznością pracy z ludźmi gorszymi od siebie. Całe życie podporządkowuje powrotowi do Bangladeszu, który jest w jego wspomnieniach krainą o wiele piękniejszą od Anglii i miejscem, gdzie byłby o wiele bardziej doceniony. Mimo początkowej niechęci Nazneen, która szczerze mężem pogardza za jego niezdarność i pyszałkowatość, związek między nimi trwa przez lata mimo tragedii, która ich spotyka i wielu przeszkód (również spowodowanych przez samą Nazneen).

Historia jest dwupłaszczyznowa - współczesne (lata 90.) życie emigrantów w Londynie kontrastowane jest ze światem bengalskiej prowincji ze wspomnień Nazneen. Początkowy różnica między strasznym, nieprzyjaznym, nieznanym światem zimnych londyńskich ulic (ograniczonych do dzielnicy muzułmańskich ekspatów), szarych i niebezpiecznych a zielonymi, bezpiecznymi żyznymi ziemiami dookoła wioski, z czasem zaczyna być coraz mniejsza. W redukcji kontrastu pomagają listy od siostry, która zwierza się z biedy, trudności niskopłatnej pracy szwaczki, doświadczanej przemocy (również seksualnej) czy wreszcie rzuca światło na trudne losy matki obu kobiet. Na doświadczenia wyrwanej i przesiedlonej Nazneen nakładają się już całkiem przeciwne odczucia jej córek, zmuszanych przez ojca do kultywowania obcych im zwyczajów i w pewnym momencie stających przed koniecznością “powrotu” do rodzinnego kraju.

#43 + ponownie przeczytane #44 Piąty elefant i #45 Straż nocna.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 1, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Donna Tartt - Szczygieł

13-letni Theo zostaje zawieszony w szkole, bo złapano go w towarzystwie chłopca palącego papierosy. Zirytowana matka musi udać się do szkoły, ale wcześniej, skoro i tak już zwolniła się z pracy, idzie z synem do parku i - ponieważ łapie ich deszcz - do uwielbianego muzeum, gdzie pokazuje mu swój ukochany obraz - Szczygła Carela Fabritiusa.

Theo bardziej niż obrazem jest zainteresowany rudowłosą dziewczynką, która odwiedza muzeum ze starszym mężczyzną, dlatego zostaje przy sklepie z pamiątkami, kiedy jego matka biegnie jeszcze raz rzucić okiem na inny z ulubionych obrazów. Wybucha bomba. Kiedy Theo odzyskuje przytomność, widzi umierającego towarzysza rudowłosej, który kona przy nim, ale wcześniej każe mu wziąć swój sygnet i zanieść go pod taki a taki adres. Przerażony i spanikowany chłopiec, nie mogąc znaleźć matki ani nikogo żywego, ściąga ze ściany obraz Fabritiusa i wychodzi zupełnym przypadkiem nie zauważony z muzeum. Kiedy dowiaduje się od policji i opieki społecznej, że jego matka nie żyje, rozpoczyna sierocą wędrówkę. Ponieważ ojciec opuścił rodzinę, a dziadkowie nie chcą się nim opiekować, przygarnia go tymczasowo bogata rodzina kolegi, Balfourowie. Borykając się z poczuciem tymczasowości i nieusuwalnym przez leki i terapię strachem, Theo trafia do antykwariatu Hobbiego, wspólnika mężczyzny z sygnetem i dowiaduje się, że rudowłosa Pippa przeżyła. Mimo że wtem odnajduje się jego wyrodny ojciec (były alkoholik, lekoman i hazardzista) i zabiera go do Las Vegas, losy chłopca na trwale związują się z antykwariatem.

To byłaby świetna książka o dorastaniu i wychodzeniu z ciężkiej sytuacji życiowej, tyle że autorka na ponad 800 (kindlowych) stronach uparcie wrzuca Theo w coraz to gorsze życiowe historie, z których wychodzi nieodwracalnie zniszczony. W wieku 15 lat ma wprawdzie najlepszego przyjaciela na całe życie - Borisa, ale jest już narkomanem. Kiedy w wypadku ginie jego ojciec, chłopiec ma poczucie, że się do tego przyczynił, co nie poprawia jego stanu psychicznego. Mimo pozorów normalności w antykwariacie Hobiego, gdzie Theo ucieka po rozpadzie rodziny, wisi nad nim ciągłe niebezpieczeństwo odkrycia jego skradzionego skarbu i konsekwencje prawne. Późniejsze niezbyt uczciwe machinacje handlowe ściągają mu na głowę świat przestępczy, aż wreszcie wszystkie wątki jego życia doprowadzają do dramatu w Amsterdamie.

I jeszcze byłabym to w stanie łyknąć, wszak nie po cukierkowość i romantycznie pudrowane historie sięgam, ale książka jest absurdalnie rozdmuchana szczegółową analizą psychiki bohatera. Opisane są narkotykowe odloty, wielokrotnie powtarzające się koszmary, nie dające zapomnieć, jaki poszkodowany przez życie jest Theo, czy - co chyba najgorsze - prawie że tołstojowskie przemyślenia o konsekwencjach (zamierzonych i niezamierzonych) ludzkich akcji. Ze spokojem można by książkę dobrą redakcją odchudzić o połowę, bo fabuła na tym cierpi. Oraz główna zmyłka była tak przewidywalna (boenm mbfgnł fxenqmvbal cemrm Obelfn, n Gurb cemrm cenjvr 10 yng avr jcnqł an gb, żrol mnwemrć qb cnpmxv, cemrpubjljnarw btebzalz xbfmgrz), że autentycznie zaskoczyło mnie, ile autorce zajęło jej wskazanie.

Inne tej autorki:

#37

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 7, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 3 komentarze - Skomentuj


Margaret Atwood - Oryks i Derkacz / Rok potopu / MaddAddam

Świat, który znamy, się skończył. Ludzkość zginęła podczas nagłej epidemii, ocalał tylko Jimmy (nazywający się aktualnie Yetim), młody naukowiec, prowadzący ze swoim przyjacielem Glennem (używającym pseudonimu Derkacz) projekt stworzenia nowych ludzi, zmodyfikowanych genetycznie[1], aby wyeliminować to, co doprowadziło świat na skraj wyniszczenia. Derkaczanie kolorem sygnalizują gotowość do prokreacji (co eliminuje złamane serca), żywią się tylko roślinami i koprofitami, nie modyfikując swojego ekosystemu, nie mają potrzeby zorganizowania się w społeczność, mają mentalność autystycznych 6-latków, a dodatkowo po 30 latach umierają. Jimmy, jako jedyny ocalały, opiekuje się nimi, opowiada im o ich stworzycielu Derkaczu i Oryks, Tej, Która Opiekuje się Zwierzętami oraz - retrospektywnie - zdradza, w jaki sposób doszło do katastrofy.

Jimmy dorastał w świecie, powoli dochodzącym do krawędzi zagłady ekologicznej, podzielonym i drastycznie eksploatowanym przez wielkie korporacje. Codziennie ginął jakiś gatunek zwierząt, albo kilka. Korporacje radziły sobie z tym, wytwarzając w laboratoriach nowe gatunki, krzyżując i ulepszając; skądś trzeba brać jedzenie, paliwo, zastępować to, co wyginęło z powodu zanieczyszczeń, globalnego ocieplenia i rabunkowej gospodarki. Ludzie dzielili się na tych lepszych - bogatych lub z potencjałem rozwojowym - żyjących w odizolowanych enklawach oraz resztę, mieszkającą w tzw. plebsopoliach z duża przestępczością, niską przeżywalnością i ogromną inwigilacją. Nawet ci lepsi, pracujących dla korporacji, degenerowali się, czerpiąc rozrywkę z oglądania egzekucji, snuff porno (również dziecięcego), bogato produkowanego w mniej zamożnych częściach globu. Jimmy’ego i Glenna połączył przypadek i pewne podobieństwo ich losów - matka Jimmy’ego zniknęła wraz z wynikami tajnych badań, ojciec Glenna uległ tajemniczemu wypadkowi. Po studiach Glenn wciąga Jimmy’ego do pracy we wspomnianym laboratorium genetycznym, nie wyjaśniając mu jednak celu pracy. Kiedy pojawia się Oryks, absurdalnie obecna w życiu obu mężczyzn od dawna, tworzą skomplikowany trójkąt.

Tom drugi, “Rok potopu”, dzieje się równolegle do “Oryksa i Derkacza”. Toby i Ren przeżyły epidemię, ich relacja z życia w świecie postapokaliptycznym przeplata się z historią ultra-ekologicznego ruchu Bożych Ogrodników, w którym spędziły część życia w “starym” świecie. Ogrodnicy byli weganami, żyli zgodnie z naturą (a przynajmniej na tyle, na ile zniszczony świat pozwalał), prowadzili zieloną partyzantkę, rozprowadzając te genetyczne wynalazki, które reindukowały rośliny i zwierzęta kosztem wytworów cywilizacji. Autorka nie wprowadza tu zbyt wielu nowych tropów, ale wplata w historię Jimmy’ego i Glenna ruch Ogrodników, wyjaśniając ich rolę w rozpropagowaniu epidemii. Tekst przerywany jest inwokacjami i pieśniami z bogatego kalendarza ogrodniczych świętych, co raczej stanowi element folklorystyczny niż fabularny.

Część trzecia, “MaddAddam”, dzieje się już spójnie po apokalipsie. Jimmy-Yeti, Derkaczanie, Tobi i Ren oraz ocalali Ogrodnicy budują na zgliszczach starego świata nowy porządek. Gdzieś na obrzeżach kłębią się demoniczni Paintbólowcy, zdegenerowani i pozbawieni empatii mordercy-kanibale, zagrażający pokojowo nastawionym ludziom. Opowieść Zeba, brata Adama Pierwszego, rzuca nowe światło na udział Ogrodników w epidemii. Opowieść Tobi, spisywana na papierze i w oględnej wersji przekazywana Derkaczanom jako legenda to przyczynek do stworzenia nowej kultury, sklejanej przez naiwnych post-ludzi[2].

Największą siłę rażenia ma oczywiście tom pierwszy, ale nie powiedziałabym, że pozostałe można pominąć jako zaniedbywalne. Czy człowiek rzeczywiście jest koroną stworzenia? Czy da się zacząć ludzkość od nowa, eliminując to, co ewolucyjnie było niezbędne do ekspansji? I czy warto tęsknić za światem, opartym na przemocy i krzywdzie? Na niższym poziomie jako temat maturalny można rozważyć rolę Derkacza - zbawiciela lub zbrodniarza. Oraz jak daleko, jako społeczeństwo, jesteśmy od antyutopii Atwood.

[1] Derkacz latami pracował nad mruczeniem (...) Sztuczka polegała na takim operacyjnym zmodyfikowaniu kości gnykowej i dostosowaniu unerwienia, a także adaptacji układów korowych, by nie spowodować upośledzenia mowy i artykulacji. O ile Yeti pamiętał, przeprowadzono kilka spartaczonych eksperymentów. Pewne dziecko w grupie próbnej wykazywało tendencję do porastania długimi wąsami i darcia zasłon.

[2] – Wystarczy wyeliminować jedno pokolenie – ciągnął Derkacz. – Jedno pokolenie czegokolwiek. Pszczół, drzew, mikrobów, naukowców, ludzi ze znajomością francuskiego, obojętnie. Przerwać łączność między jedną generacją a następną, i gra dobiega końca.

Inne tej autorki tutaj.

#34-36

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 4, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Andrea Maria Schenkel - Dom na pustkowiu

Dziennikarka, która na bawarskiej wsi spędziła pierwsze powojenne wakacje, kilka lat później przyjeżdża, żeby napisać reportaż o drastycznym morderstwie w odosobnionym gospodarstwie Dannerów. Zbrodniarz zatłukł siekierą małżeństwo rolników, ich dorosłą córkę Barbarę, dwójkę jej dzieci (siedmiolatkę i dwulatka) oraz służącą, która tego dnia rozpoczęła pracę u rodziny. Opowieść jest zlepkiem wywiadów z mieszkańcami wsi (sąsiadami, którzy zbrodnię odkryli, wójtem, proboszczem, koleżanką małej Marianny, siostrą służącej), przeplatanych modlitwami oraz pierwszo- i trzecioosobową narracją, opisującą przygotowania do zbrodni i samo zabójstwo. Ludzie wprawdzie odżegnują się od plotek, ale chętnie opowiadają o podobno kazirodczych stosunkach starego Dannera z córką i podejrzeniach, że młodsze dziecko może być owocem takiego związku, skąpstwie starego, dewocji starej Dannerowej czy wreszcie wspominają starą sytuację z czasów wojennych, kiedy w gospodarstwie samobójstwo popełniła Polka, podobno wykorzystywana i bita przez gospodarza, o czym wiedziała cała wieść.

Książka w nieco zawoalowany sposób wyjaśnia, kto i dlaczego zabił, ale to chyba inwencja własna autorki, ponieważ kanwą dla opisanych wydarzeń jest rzeczywista historia, która wydarzyła się tuż po pierwszej wojnie światowej w miejscowości Hinterkaifeck, gdzie przestępca nie został nigdy ujawniony. Książka mnie specjalnie nie zachwyciła, nietypowa forma nie poprawia brutalności opisu i raczej reportażowego, niż powieściowego ujęcia. Zabieg stopniowego ujawniania ciemnych stron rodziny Dannerów, który miał chyba w pewnym stopniu usprawiedliwić ich śmierć (oczywiście poza dziećmi), nie trafił do mnie zupełnie.

#33/#5

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 29, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Marta Rysa - Upiór w bloku. Kryminałki mieszkaniowe

Nie mam dużego doświadczenia w wynajmowaniu mieszkań, ale sprzed lat pamiętam to traumatyczne popołudnie, kiedy po wizycie w biurze wynajmu udałam się z TŻ na poznański Górczyn, żeby obejrzeć “duży, samodzielny pokój w willi z ogrodem”, w którym chcieliśmy przemieszkać pół roku między wyprowadzką z akademika a wprowadzeniem się do zakupionego mieszkania. Ostatecznie było to ponad 9 miesięcy, doliczając czas na wyjście ze stanu deweloperskiego, ale to inna historia. Wracając do wspomnianego popołudnia, willa była, ogród był, właścicielka jednak zamiast wejść do głównego budynku, zaprowadziła nas do betonowej szopy w ogrodzie, połączonej korytarzem z budynkiem właściwym. Szopa składała się z korytarzyka, z którego można było wejść do dwóch pokoi. Jeden z pokojów był już zarezerwowany, mogliśmy wybrać drugi, w którym mieściły się dwa łóżka i stół oraz okno, wychodzące na ciemnawy korytarzyk. Kuchnia i łazienka mieściła się w piwnicy willi, do której można było dojść zimnym, nieogrzewanym korytarzem, współdzielona z mieszkańcami drugiego pokoju. Zdziwienie właścicielki, że nie rzucamy się podpisywać umowy, bo to świetna okazja i ma już innych chętnych, było autentyczne, podobnie jak moje zdziwienie, jak bardzo opis pośrednika różni się od stanu zastanego. Przemieszkaliśmy gdzie indziej.

I o tym mniej więcej jest “Upiór”. Marta szuka cichego mieszkania w Warszawie lub okolicach, marnując mnóstwo czasu na odkrywanie rozjazdu między opisem a rzeczywistością oglądanych lokali. Liczenie powierzchni podłogi przy skosach rozpoczynających od wysokości metra, pleśń i grzyb zamaskowane opisem “do lekkiego odświeżenia”, meble, których lokator nie może ruszyć, egzotyczne rozwiązania estetyczne czy wreszcie nieoczekiwane sąsiedztwo. Ważniejszą jednak grupą obserwacji są te dotyczące ludzi - właścicieli i ich rodzin, pośredników czy sąsiadów. I jakkolwiek socjologiczne obserwacje narratorki są fascynujące, tak jednak nie zawsze są merytoryczne (gadatliwy pośrednik, narzekający na to, że klient wyjechał za granicę i zapłacił za rozmowę międzynarodową, kolejny, którego zsunięta skarpetka była clou historyjki, ocena egzotycznego wyglądu tej i innej osoby). Niekoniecznie.

#32

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 27, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Alice Sebold - Córeczka

Helen, 49-letnia rozwódka i matka dwóch córek, opiekuje się swoją niedołężniejącą matką. Matka odmawia wychodzenia z domu, jest złośliwa, ma demencję i sklerozę, w pewnym momencie zmęczonej Helen puszczają nerwy i dusi staruszkę. Dalsza część książki to przemieszanie wspomnień Helen o swoim dzieciństwie, wywoływanych jakąś rzeczą z domu matki lub rozmową podczas nieudolnych prób zatuszowania morderstwa i późniejszej ucieczki. Z ułamków scen z przeszłości, fragmentów rozmów wyłania się powoli pełniejszy obraz dorastania z psychicznie chorą, toksyczną matką, która nie poradziła sobie nigdy z utratą urody i pozycji społecznej, ojcem uciekającym najpierw w pracę, potem w ułudę, wreszcie popełniającym samobójstwo. Były mąż Helen, przybywający na ratunek mimo rozwodu 20 lat wcześniej, dodaje swoją perspektywę na kontakty z teściami i ich konsekwencje.

To trudna książka, miejscami brutalna, a dodatkowo autorka ledwie zarysowuje wszystko, nie odpowiadając na wiele pytań i zostawiając otwarte zakończenie. Zdecydowanie nie jest to proza do wielokrotnego czytania.

Inne tej autorki tutaj.

#29

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 7, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Ewa wzywa 07

Nie wiem, jak Wy, ale ja pasjami uwielbiam kryminały, w których na wstępie autor prezentuje listę osób. Ponieważ nie jest to praktyka powszechna, przygotowałam spis bohaterów samodzielnie.

Danuta Frey-Majewska - Maska śmierci #37

Lista osób:

  • prowadzący śledztwo - kończy zaocznie prawo, oczekuje na awans, żona i 6-letnia córka (nieistotne dla fabuły).
  • Janusz Rogosz - kierownik sklepu z obuwiem, denat.
  • Paweł Szulc - właściciel sklepu z pamiątkami w Kamieniu.
  • Wanda Szulc - żona, siwa i zniszczona, ale bogata z domu.
  • Maria Karasek - kierowniczka Domu Kultury.
  • Lucjan Karasek - mąż Marii, zaopatrzeniowiec z Zakładów Skórzanych „Jedność” w Kamieniu.
  • Kazimierz Kwiatek - przewodniczący kamieńskiej rady narodowej.
  • Andrzej Marzec - sekretarz partii, naczelny dyrektor Jedności”.
  • Irmina Marzec - przy mężu, nie pracuje, bo ma rodzinę we Francji.
  • Wiesław Cuper - zastępca Marca.
  • Krystyna Cuprowa - rudowłosa, atrakcyjna żona Wiesława.
  • Krzysztof Makarewicz - sekretarz partii w Kamieniu.
  • Bogdan Chmielnik - komendant straży pożarnej.
  • Michał Krawczyk - sierżant milicji.
  • Justyna Krawczyk - żona sierżanta, była żona Rogosza.
  • Anatol Najda - producent galanterii skórzanej.

Na sylwestrowym balu w Kamieniu bawili się notable i cała towarzyska “śmietanka”. Impreza zakończyła się odkryciem denata w masce śmierci, Rogosza. W trakcie śledztwa okazało się, że w mętne interesy w sklepie Rogosza (sprzedaż wyrobów prywatnych, a nie tylko państwowych, zgroza) umoczona jest połowa miasteczka. Jako że rzecz się dzieje zimą, a miasteczko jest tuż przy granicy z Czechosłowacją, w trakcie śledztwa odbywa się dramatyczny pościg za uciekającym za granicę przestępcą, co prowadzący śledztwo przypłaca chorobą (którą ignoruje, bo pracować trzeba).

Po walutę się jeździ do Warszawy. “Spotkanie (...) z waluciarzami zostało uzgodnione wcześniej, tak jak i wcześniej uzgodniono sygnał rozpoznawczy - bukiecik sztucznych fiołków w klapie płaszcza. Wymiany dewiz na złote polskie dokonano w ubikacji Pałacu Kultury”.

Inne tej autorki tutaj.

Władysław Krupiński - Tajemnica gotyckiej komnaty #38

Lista osób:

  • "Stary" - naczelnik z autorytetem.
  • prowadzący śledztwo - lubi ładne panny.
  • Kazimierz Groński - lat 28, kustosz zamku w Waśniewicach, denat.
  • Zawierciński - poprzedni kustosz, również denat.
  • Iwona - kierowniczka muzeum w Waśniewicach, ładna i budzi zaufanie, niestety ma narzeczonego.
  • barmanka - fertyczna i dobrze zbudowana, do tego rozsądna i rozgarnięta oraz dyskretna.
  • robotnicy - czyszczą pałacowe piwnice, ale chlapią ozorami na lewo i prawo.
  • rybak - mieszka w okolicy od dawna, ma dobry słuch.
  • Bruno “Czarny Smok” - oficer SS, właściciel białego mercedesa.

Pracowników zamku w Waśniewicach prześladuje pech - jeden z kustoszy ginie potrącony przez samochód, drugi zostaje wyrzucony z promu Gdynia-Kopenhaga, którym udawał się na prestiżową konferencję historyków sztuki. Obrotny funkcjonariusz udaje się do Waśniewic, gdzie z atrakcyjną panną Iwoną odkrywa tajną komnatę pod piwnicą, w której - oprócz zaminowania (na szczęście nasz bohater był przypadkiem saperem) znajdują szkatułkę ze zrabowanym przez hitlerowców precjozami i dokumentami niemieckich oficerów. Jak się łatwo domyślić, za morderstwami kustoszów stali zbrodniarze wojenni, napływowi i mieszkający w okolicy. Co mnie zastanawia, to że według opowieści jednego z przestępców, którego milicjant sprytnie podszedł, udając kogoś z RFN, kustosz Groński był zabijany dwukrotnie - raz utopiony w jeziorze za pomocą lasso, ale ponieważ następnego dnia był z powrotem w zamku, wytoczono ciężką artylerię i wysłano go na pechowy rejs.

Inne tego autora tutaj.

Jerzy Siewierski - Zaproszenie do podróży #39

Lista osób:

  • kapitan Filip - milicjant po przejściach, jest winny zabitemu koledze przysługę.
  • Beatka - studentka anglistyki z Krakowa.
  • mama Beatki - wdowa po koledze kapitana Filipa.
  • Prorok Józio - niby hipis, a hochsztapler, nie pije alkoholu.
  • Wanda - czarnooka atrakcyjna bibliotekarka z Koszykowej.
  • Domicela Kwaśniewska - hipiska z sinymi ustami, z bogatego domu.
  • Wilfried Stafford - rudy Anglik, poeta, lubi żubry.
  • Jerzy Żaklicki - student, drągal i cinkciarz.
  • Marek Rozbicki - hipis, ćpa witaminę B complex.
  • sierżant Walczak - spec od psów policyjnych.
  • Porucznik Stanisław Watucki - śmiertelnie znużony funkcjonariusz, ale specjalista od podrywu.
  • doktor - nie taki prawdziwy, co leczy, ale dyplomowany socjolog.
  • Halinka - atrakcyjna protokolantka, niestety prowadza się z jakimś piegusem.

Kapitan Filip miał jechać na urlop, ale zamiast urlopu rozpoczyna prywatne śledztwo na prośbę żony zabitego na służbie kolegi: szuka jej córki, studentki Beaty, która oświadczyła, że wybiera bycie hipiską. Rozpoczyna inwigilację tzw. środowiska, dzięki kontaktom z Prorokiem Józiem (znanym organom) trafia do hipisowskiej komuny, gdzie dostaje propozycję obejrzenia seksu grupowego albo wąchania rozpuszczalnika tri. Nie jest zainteresowany, tym bardziej że znajduje zwłoki Beatki, co nadaje sprawie statusu oficjalnego. W śledztwie pomaga doktor socjologii, analizujący subkulturę polskich hipisów (“hippiesów”) i wyjaśniający, że to nie są hipisi prawdziwi, bo w PRL-u a) nie ma konsumpcjonizmu, więc automatycznie nie ma przeciwko czemu protestować, b) w Polsce nie ma marihuany ani haszyszu.

Się pije: koniak (Napoleon u doktora, a prywatnie to soplicę, jarzębiak, a jak premia to Budafok).
Się pali: wiadomo, dym wisi w powietrzu, szef pali fajkę, bo “zdrowa”. Hipisi palą papierosy na astmę, sprzedawane przez przedsiębiorczego Proroka Józia.

Inne tego autora:

Inne z tego cyklu tutaj.

#27

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 28, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Elizabeth Strout - Olive Kitteridge

Olive jest dziwna. Ma kochającego męża, syna, pracę, którą lubi - jest nauczycielką matematyki w małym miasteczku, mimo to w prawie każdej, czasem zupełnie neutralnej, sytuacji czuje do otoczenia niechęć. Nie umie w small talk, nigdy nie przeprasza, jest silna, oschła i wymagająca. Mimo to, jest osobą wrażliwą, uczciwą, pełną współczucia, wspierającą (na swój sposób, bez tkliwości). Opowiadania, bardziej nawet niż serial, sklejają z okruszków scen wielostronny obraz małomiasteczkowej, starzejącej się kobiety o bogatym życiu wewnętrznym, pozbawionej lukru ogłady i prostolinijnej. Jest opowieść o gwałtownie zakończonej miłości do kolegi ze szkoły, nauczyciela. O trudnym dla obu zupełnie innych osobowości wieloletnim związku małżeńskim, zakończonym najtrudniejszym czasem, kiedy mąż po udarze przeszedł w stan wegetacji. O kontaktach między matką a synem, najpierw nastolatkiem zazdroszczącym tzw. trudnym dzieciom, że mają więcej uwagi i troski jego matki niż on, potem już dorosłym, chcącym respektowania dla swoich wyborów życiowych, innych niż oczekiwane przez matkę. I o samotności, nawet jeśli są ludzie dookoła; na ile im pozwolić w kontakcie ze sobą, jak uniknąć uzależnienia od innych, którzy mogą zniknąć z życia i zostawić pustkę, jakim kosztem to się dzieje.

W serialu inni dookoła Olive byli tłem. Tutaj niektóre opowiadania pokazują perspektywę życia innych mieszkańców miasteczka, Olive przemyka się tam epizodycznie. Pianistka grająca w restauracji myśli o swoim związku z żonatym, toksycznym mężczyzną. Bogata rodzina po tym, jak ich syn zabił narzeczoną, zamyka się w czterech ścianach, żeby nie słyszeć, co ludzie mówią za ich plecami, a mimo to w dalszym ciągu są pełni pogardy dla innych. Powracający po latach złamany młody człowiek chce popełnić samobójstwo, ale rozmowa z Olive i uratowanie życia przypadkowo topiącej się dziewczynie wszystko zmienia. Sielankowa prowincja pełna jest różnych ludzi, ale na najniższym poziomie wszyscy z nich i tak potrzebują kogoś obok.

#26

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 22, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Natalia Osińska - Fluff

Uwielbiam, jak za pomocą sprytnego manewru autorka skupiła się na zupełnie nowych bohater(k)ach pierwszoplanowych, absolutnie nie zaniedbując dotychczas poznanych. Matylda, epizodycznie przewijająca się przez poprzednie tomy, jest zakochana w Tośku (od niedawna - Danielu). Naukę do matury przerywa tylko na kreację siebie w sieci, czekając na ten jeden lajk, a może i komentarz. Zamiast Daniela komentuje jednak Victory, cosplayerka i - jak się okazuje - celebrytka. Dziewczęta spotykają się na Pyrkonie; Matylda oczywiście jest niepewna, bo zdarzało się jej nazmyślać w sieciowych rozmowach, tymczasem okazuje się, że Wika wprawdzie nie zmyślała, ale poza Internetem jest... dziwna. Wycofana, nijaka (koloru dodają jej tylko przebrania, w które inwestuje całą siebie) i bardzo ostrożna. Fascynuje Matyldę, która rzuca się w przyjaźń całą sobą, motywując Wikę do pojawienia się na maturach i próbując rozkręcić jej sklep internetowy. Matka Matyldy obserwuje to z ciekawością entomologa, ale i niepokojem, kompletnie nie jest w stanie zrozumieć, co się dzieje z jej córką. Po maturach i wielkim kryzysie w kinie, wszyscy bohaterowie spotykają się na weselu Sandry, siostry Leona (Wika z bratem grają na weselu, Matylda ma robić zdjęcia, a Daniel... jest sobą). Gdzieś za Gnieznem Leon usiłuje poukładać sobie życie z rodziną i Danielem, a Matylda próbuje zrozumieć Wikę.

To, co jest chyba dla mnie najbardziej zachwycające w książkach o tęczowym Poznaniu, to że tak naprawdę to wszystko jedno, czy to historia o dziewczętach, chłopcach, transseksualistach czy wreszcie parach hetero. Zakochanie jest takie samo - niepewność na początku, motyle w brzuchu w fazie, kiedy już wiadomo, że obie osoby TAK, czy wreszcie umiejętność radzenia sobie z przeszkodami, bo nie zawsze jest sam fluff. Oczywiście, pary nieheteronormatywne mają trudniej, bo nie mają pisanych setkami lat ewoluujących skryptów; z jednej strony sytuacja, kiedy starszy brat Wiki jest skonsternowany, bo kazał siostrze uciekać, jeśli sytuacja na randce jest według niej niebezpieczna, a tymczasem Wiki poczuła się zagrożona przy Matyldzie, budzi lekki śmiech, z drugiej strony wcale nie trzeba mieć innego zestawu genitaliów, żeby potencjalnie drugą osobę skrzywdzić.

Nie jest zaniedbane też starsze pokolenie. Nie ma wprawdzie za dużo Idalii, ale jest Marcin i jego łagodna rezygnacja oraz Joanna, mama Matyldy, która usiłuje zarządzać zmianą za pomocą profesjonalnych poradników, z różnym skutkiem. Poznajemy też rodziców Leona, co rzuca światło na historie opisane w Slashu i Fanfiku. Moim nowym idolem został nowy mąż Sandry (pokolenie 1,5), liczę na jego większą obecność w tomie czwartym. Bo będzie tom czwarty?

Inne tej autorki tutaj.

#25

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 20, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Marta Obuch - Francuski piesek

Drugi tom przygód jakże zabawnych dam - Misi, Zuzy i Ryszardy (i towarzyszących im panów o dźwięcznych nazwiskach Igła i Marchewka, związanych ze służbami) - niestety jeszcze dotkliwiej pokazuje ubóstwo fabuły i konstrukcji bohaterów. Były mąż Misi i kochanek Ryszardy, Henryk zwany Hardym, odsiaduje wyrok, a Ryszarda zostaje wyrzucona z ich wspólnego mieszkania i - ponieważ jej ojciec był figurantem w firmie Hardego - ma do zapłacenia 300 tys. złotych zaległego ZUS-u. Gdzie ląduje więc biedna Rysia? Oczywiście w nowym domu Misi, stanowiącym kość niezgody między Misią a Igłą, który jest wkurzony, że jego kobieta (wzdech) kupiła dom sama, więc na wszelki wypadek odmawia wspólnego mieszkania. Marchewka też ma problemy z Zuzą, którą podejrzewa o kontakty intymne z każdym napotkanym mężczyzną (sąsiad restaurator pochodzenia francuskiego czy bogaty sąsiad, właściciel firmy "Excel"[1]), więc na wszelki wypadek się na nią wścieka i do niej nie odzywa. Dzięki temu panie wplątują się w intrygę z kupowaniem egzaminu na prawo jazdy i trupem, dodatkowo ktoś usiłuje je wypłoszyć z posesji, a policja obserwuje je z daleka i cieszy się, że ktoś za nich wykonuje głupią robotę (nie, nie jestem przekonana, że ktokolwiek pozwoliłby nawet niewinnym cywilom na kradzież zwłok, rewizję w domu denata, wożenie ciała w chłodziarce czy wreszcie dokonywanie na zwłokach bezczeszczenia za pomocą cynamonu). Akcję posuwa do przodu zakładanie przez Ryszardę pończoch uciskowych, usuwanie śladów aktywności z laptopa przez smyranie go piersiami (podczas której to aktywności jeden z panów zaspokaja się intymnie i zakochuje w smyrającej laptopa pani) oraz przemiana Ryszardy z lafiryndy w damę (ech)[2].

Niestety, coraz bardziej gryzą mnie podczas lektury powtarzalne, dowcipne sformułowania, używane tylko po to, żeby wywołać chichocik u czytającego (u mnie jakoś frazy typu "Co w ten sposób inseminujesz", "matko, córko i szwagierko" czy przynoszenie pompy, żeby się oświadczyć z pompą (?!) budzą zgrzytanie zębów, a nie radość), klimat się robi raczej jak w Familiadzie. Bohaterowie (zwłaszcza bohaterki) nie mają życia wewnętrznego, są za to śliczne (nie muszą znać Sokratesa ani rymów parzystych), noszą meliski[3] i suknie od Zienia, dzielą się przepisami na potrawy i domowe usprawnienia (smażą dżem morelowy, podają przepis na tonik z glistnika, a z puszek zebranych przez sklepikarkę konstruują alarm, o którym wszyscy wiedzą, bo robią to w biały dzień). Panowie Igła i Marchewka nad wyraz chętnie dzielą się szowinistycznymi żartami ("Umysł kobiety. Setka zakładek w Google, jednocześnie otwartych. A w każdej działa dźwięk. Znasz to? Igła zarechotał, atmosfera wytworzyła się przyjemna"). W trakcie wydarzeń pojawiają się cztery koty (w tym jeden bestialsko zamordowany, nie polecam). Podsumowując - ja przeczytałam, żebyście Wy nie musieli.

[1] Aaa, jakież to toporne rozwiązanie fabularne. Sklepikarka myli Excela z Wordem (a w zasadzie z WORD-em, w którym pracuje Zieliński), co - podejrzewam - i tak nie miałoby żadnego znaczenia dla rozsypanych jak paczka draży panien.

[2] Ryszarda jest, oględnie mówiąc, zwolenniczką połączenia stylu Dody i Majki Jeżowskiej oraz intelektualnie nie błyska. Kiedy spotyka się z dystyngowaną pół-Polką, pół-Francuzką, ta ostatnia - w trosce o dobre imię swojego syna - postanawia zrobić z niej damę za pomocą usunięcia różowości z garderoby i nauki nie odzywania się, żeby braki intelektu nie waliły po oczach.

[3] Brakuje tylko linków afiliacyjnych do sklepów. Bo nawet źródła artykułów z prasy kobiecej (o uważności) są podane.

Inne tej autorki tu.

#22

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 2, 2019

Link bezpośredni - Tag: panie - 3 komentarze - Skomentuj