Tag:
panie
I pani ręce opadły. Naiwnie pomyślałam, że skoro ktoś (Fabryka Kryminału) ma w planie wydanie _całej_ serii "Alfabetu zbrodni", to zrobi to porządnie, alfabetycznie i chronologicznie. Jakże się myliłam. Po "A jak alibi" pojawiło się "B jak bezwzględność"[1], które jest tłumaczeniem tomu, uwaga, dwunastego (12!) i w oryginale nazywa się "L is for Lawless", przy czym to ostatnie jest nazwiskiem. Nie rozumiem zupełnie, może dlatego, że mam dwa oczy.
Po raz drugi ręce mi opadły już przy samej lekturze, ale to zawdzięczam autorce. Kinsey, detektyw z policyjnego odzysku, robi rzeczy tak idiotyczne, że zastanawiam się, w jaki sposób we względnej całości dotrwała do dwudziestego któregoś tomu. Brat Henry'ego Pittsa, jej gospodarza, żeni się z Rose, węgierską właścicielką restauracji, w której Kinsey jada. Przy okazji przygotowań prosi ją o pomoc dla znajomego, którego ojciec - Johhny Lee - umarł i wojsko odmawia mu wojskowego pochówku. Krótkie śledztwo pokazuje, że senior Lee bynajmniej nie zaliczył służby wojskowej, a zakład penitencjarny, do którego dostał się po napadzie na bank. Znajomy nie jest pracą Kinsey zachwycony, ma w zasadzie same pretensje. Kinsey to nie przeszkadza, ani nie podpisuje żadnej umowy, a do tego za własne pieniądze leci do Dallas za podejrzanym włamywaczem, który wynosi coś z domu niesympatycznego syna pana Lee. Nietrudno się domyślić, że mimo ryzykowania kilkukrotnie życiem nie dostaje nie tylko wynagrodzenia, ale i zwrotu kosztów. Kończy za to z guzem na głowie i poczuciem krzywdy. Siedzę na rękach, żeby nie napisać "aniemówiłam".
W tle jak zwykle jedzenie - osierocona w wieku 5 lat Kinsey marzy i amerykańskiej kuchni domowej. Wprawdzie ukochane danie to cheeseburger z McDonalda, ale najszczęśliwsza jest, kiedy dostaje kotlety wieprzowe z sosem beszamelowym, słodkie ziemniaki z duszonymi jabłkami i cebulką, chleb kukurydziany.
[1] Oryginalnie tom drugi to "B is for Burglar", u nas "W jak włamywacz", tom trzeci "C is for Corpse", u nas pewnie pojawi się jako ostatnie, bo "Z jak zwłoki". Nic to, jako trzeci tom po polsku wyjdzie "C jak cisza", czyli angielski tom 19, "S is for Silence". Ręce dalej zwisają, cisza zapadła.
Inne tej autorki tutaj.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 15, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Polski tytuł nie powiem z czego, bo oryginalny brzmi "A Shilling for Candles" i jakby całkiem sensownie sugeruje jeden z tropów. Na prowincji ginie bliżej nieznana dama, która okazuje się znaną aktorką. Inspektor Grant, jako że ma znajomości w środowisku, prowadzi śledztwo. Niespecjalnie mu idzie, tropów dużo (były mąż, brat-szwindlarz, poznany kilka dni temu zbankrutowany salonowiec), a ślad w zasadzie jeden - guzik od męskiego płaszcza w ręku utopionej. I chociaż to Grant w końcu znajduje mordercę, to najbardziej do śledztwa (a głównie do znalezienia alibi dla tytułowego młodego i niewinnego) przykłada się Erica, 17-letnia córka komendanta lokalnej policji, która swoim starym samochodem wyładowanym smacznym jedzeniem, jeździ i szuka płaszcza.
Inne tej autorki.
#62
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 9, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 2 komentarze
- Skomentuj
Alfabetyczny przegląd bujnych kulturalnie lat 50. i późniejszych. Wspomnienia o sławach, o tym, jak i gdzie się piło, do kogo się chodziło z wizytą, kto się kim inspirował, jak się walczyło albo wręcz przeciwnie z systemem. Trochę nutek osobistych ("chłopiec, na którym mi zależało"; skądinąd już wiem, że chodziło o Hłaskę, bo tu - w przeciwieństwie do "Listów" brak przypisów post factum, tylko odautorskie), trochę uroczego poczucia humoru ("podpisy Seweryna Krajewskiego i Adama Sławińskiego znam na pamięć. Muszę to kiedyś poćwiczyć na czeku, kiedy znów będą robili prawdziwe pieniądze"), odrobina pikantności, bo jest i o pożyciu intymnym. Mimo to, po latach już niespecjalnie szokuje; kawałek subiektywnej historii oczami Osieckiej.
Inne tego autora:
#60
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 3, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nastia, żeby wynagrodzić Loszce trudy przebywania z nią, wbija się w szpilki i małą czarną, żeby mógł się pochwalić nią na bankiecie (mimo że od zielonych szkieł kontaktowych bolą ją oczy, a od wąskich pantofli stopy i kręgosłup). Oraz proponuje pożycie, żeby mu poprawić humor. Ale tak naprawdę akcja kręci się wokół dziewczyny brata przyrodniego Kamieńskiej, Aleksandra, który nagle się pojawił. Wprawdzie jest żonaty i ma dziecko[1], ale pozyskał sobie uroczą panienkę, 19-letnią Daszę. Do Nastii zwrócił się, bo po wizytach u przyjaciół (wiadomo, gdzieś trzeba się z panną spotykać bliżej, skoro w domu żona i dziecko), przyjaciołom giną dokumenty. Nastia zaprzyjaźnia się z dziewczyną, która okazuje się mądra, inteligentna i do tego kochająca, tyle że miała pecha znaleźć się w metrze obok grupy przestępczej, która robi wokół niej zamieszanie. Dla odmiany wokół przestępców krąży wojskowy, któremu przed laty jeden z rzezimieszków zabił syna (reszta już zginęła). Kamieńska prosi o pomoc w tej półprywatnej sprawie Eduarda Pietrowicza Denisowa, znajomego mafioza-dobroczyńcę. Denisow oddaje jej do dyspozycji oddział wywiadowców z błyskotliwym Bokrem, który pomaga w śledztwie i trochę fascynuje Nastię.
To tak naprawdę książka o zbrodni i nieumiejętności przebaczenia. O tym, że śmierć nie zawsze rozwiązuje wszystkie problemy. I o przypadkowej śmierci, którą lubi kończyć Marinina tom (ot, rosyjski cliffhanger), po której tym razem się Nastia nie może pozbierać.
[1] Niby jest z żoną dla tego dziecka, bo dziecko największą wartością, ale kiedy się dowiaduje od Kamieńskiej, że jego Dasza jest w ciąży, radośnie sugeruje skrobankę. Bo w końcu co za problem.
Inne tego autora.
#59
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 1, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Intryga, na której opiera się ten tom, jest idiotyczna nawet jak na Marininę. Snajper chce rozpocząć karierę w biznesie, ale - ponieważ nikt nie traktuje go poważnie - w ramach okresu próbnego zaczyna losowo zabijać co tydzień jedną osobę. Kamieńska analizuje zachowanie snajpera i jednocześnie prowadzi śledztwo w sprawie Płatonowa, funkcjonariusza wydziału gospodarczego, oskarżonego o matactwa w kontrolowanej fabryce oraz o zabójstwo agenta. Na początku niechętnie, ale w pewnym momencie - kiedy poznaje generała Zatocznego - chętniej, bo się w 50-latku o złotych oczach zakochuje. Platonicznie, na szczęście dla odwiecznego narzeczonego, Loszki. Sprawa funkcjonariusza jest o tyle ciekawa, że Płatonow nie ucieka daleko, ale szybko wyrywa w metrze sympatyczną panią bibliotekarkę Kirę, opowiada jej całe swoje życie i prosi o użyczenie mieszkania oraz pośredniczenie w kontaktach z milicją w zamian za dozgonne uczucie oraz wyremontowanie mieszkania. Kira sprzedaje po kawałku informacje każdemu z zespołu śledczego, również przyjacielowi Płatonowa, bratu jego kochanki, Rusanowowi oraz generałowi Zatocznemu, bo funkcjonariusz korzysta ze sprawdzonej w X-files zasady Trust No One, co nie jest takie głupie, bo ktoś z aparatu kopie pod nim dołki.
Mało w tym tomie dylematów moralnych niepewnej siebie Nastii (poza tym, że zima w Moskwie ciężka i zmarznięte błoto regularnie przemacza jej buty i dżinsy), za to po raz kolejny pojawiają się obserwacje życia małżeńskiego i pozamałżeńskiego Rosjan. Zwykle każdy pan ma - oprócz prawowitej małżonki oraz dziecka w niedużym M - kochankę albo kilka. Nawet niekoniecznie w celu opanowania kryzysu wieku średniego, ale również po to, żeby sobie pogadać, bo żona tylko marudzi i domaga się wypłaty oraz wynoszenia śmieci.
Inne tej autorki tutaj.
#58
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 21, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Czytając tę książkę, miałam cały czas w pamięci poszukiwania "małego z dnem", które uprawiała swego czasu Joanna Chmielewska w celu napisania powieści sf. Marinina zgłębiła trudny temat pętli sprzężenia zwrotnego, która to - przy odpowiedniej aparaturze - budzi w ludziach mordercze instynkty. Wojsko takie rzeczy docenia, ale na aparaturę ostrzy sobie zęby też i prywatna inicjatywa. Projekt idzie dobrze, każdy czeka na znaczne pieniądze - wysoko postawiony pracownik naukowy chce kupić sobie odludną chatkę, brzydka lesbijka może zatrzymać przy sobie śliczną Julę. Wszystko psuje niespodziewane morderstwo jednego z pracowników naukowych, Gałaktionowa, który - jak wyszło potem - był niezłym cwaniaczkiem, parał się szantażem i usiłował storpedować cały projekt i nikt - poza nim - by się nie obłowił. Major Kamieńska ma przy tej sprawie wzloty i upadki, bo dość osobiście odbiera to, że minister postponuje jej wiedzę o fizyce (twierdząc, że nie ma czegoś takiego, jak sprzężenie zwrotne) oraz że zostaje odwołana od tej sprawy, bo jest potrzebna do wyjaśnienia morderstwa dziennikarza. Chociaż i tak clou tomu to prezent od wiecznego konkubenta Nastii, Loszki Czistiakowa, który kupuje swojej ukochanej komputer, dzięki któremu analityczka może wreszcie rozwinąć skrzydła i robić to, co lubi najbardziej, czyli analizować (excel, baza danych, pliki tekstowe z wyszukiwaniem). Z wdzięcznością za to pozwala się wreszcie Loszce sobie oświadczyć, chociaż obiecuje, że i tak nie zacznie gotować. Cała komenda jest zachwycona, a już najbardziej szef Kamieńskiej, Gordiejew, zwany Pączkiem:
(...) Co wam przeszkadza, że nie jestem mężatką? Gorzej przez to pracuję, czy co?
- To nie tyle przeszkadza, co budzi zazdrość reszty kolegów. No wiesz, jakbyś mówiła: spójrzcie tylko, jak mi się dobrze powodzi bez rodziny i dzieci, a w dodatku pracuję najlepiej ze wszystkich. Więc oni patrzą na ciebie i myślą: nam jest tak ciężko, tyle kłopotów na głowie, stale brakuje forsy, nie mamy gdzie mieszkać, w pracy ciasnota (...) - może to my coś robimy nie tak? A pokaż mi człowieka, który chętnie by się przyznał do tego, że coś robi nie tak (...). Natomiast kiedy wyjdziesz za mąż, wszyscy wreszcie odetchną z ulgą: no, w porządku, postępowaliśmy jak należy, człowiek powinien mieć rodzinę, nawet nasza Kamieńska, chociaż tak się stawiała[1], tak zgrywała kobietę wyzwoloną[2] i feministkę[3], koniec końców się złamała i przyznała nam rację.
Pobocznym wątkiem w każdej powieści o major Kamieńskiej jest dodatkowy denat, wybrany wśród bohaterów drugoplanowych. Jest to manewr bardzo wredny, bo śmierć zwykle jest przypadkowa, nie fair i zupełnie nie wynika z akcji. Ot, taka rosyjska chęć zostawienia na koniec trochę melancholii i kogoś opłakującego na miejscu przypadkowej zbrodni.
[1] Stawianie się = niewychodzenie za mąż z braku poczucia, że jest to potrzebne.
[2] Kobieta wyzwolona = nie gotuje, nie maluje się, chodzi w burych ciuchach.
[3] Proszę, jest nas dwoje: ja i mój #facepalm.
Inne tej autorki tutaj.
#57
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 18, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W wydziale moskiewskiego wydziału pojawia się nowy zwierzchnik, ewidentnie z nadania; Zamiast Gordiejewa, zwanego poufale Pączkiem, któremu wszyscy - a zwłaszcza Nastazja Kamieńska - ufali. Nastia tym razem rozwiązuje sprawę seryjnego zabójcy, odpytując najpierw o pomoc naukowca, specjalistę od seryjnych morderców, który ją wyśmiewa, aczkolwiek zgadza się z teorią, że ofiary mogła zamordować wysoka, niestabilna psychicznie kobieta. Jeden z wywiadowców, atrakcyjny Misza Docenko, szybko wyrywa potencjalną morderczynię, eks-koszykarkę Annę; zdania są jednak podzielone, bo wprawdzie nowy zwierzchnik ciśnie na to, żeby zwalić na nią winę, ale analityczka wcale nie jest do końca przekonana (i dodatkowo nienawidzi zwierzchnika, przez co czuje niechęć do pracy). Tym bardziej, że giną następni zaangażowani w sprawę ludzie - dziennikarz, który napisał artykuł demaskujący milicję oraz sprawca zabójstwa wypuszczony przez Docenkę z braku dowodów. Jednocześnie do Nastii przybywa jej dawny sprzymierzeniec, mafiozo Denisow, i sugeruje, że to wszystko może mieć związek ze szkołą tajnych agentów. I wszystko byłoby fajnie, tylko że w sprawę okazuje się być wplątany ukochany ojczym Kamieńskiej.
Nijaka, myszowata Nastia tym razem przeistacza się w czarnowłosą kobietę-wampa w obcisłych spodniach, ponieważ ma problem z tym, że nie akceptuje nowego szefa i nikt nie chce za nią podjąć decyzji. Przefarbowanie się, makijaż i nowe ciuchy zajmują jej pół wieczoru, ale potem przynajmniej jest z niej pożytek na miejscu zbrodni.
Poza tym bez zmian - kobiety służą do podawania do stołu, w gościnie u generała Zatocznego Nastazja dostaje kapustę kiszoną, keczup, gorące kartofle i chleb[1] (i potencjalnie wódkę, ale nie pije, bo woli martini), przy wyjeździe z Rosji należy zadeklarować, że się wywozi metal szlachetny, konkretnie obrączkę, a remont mieszkania za pensję milicjanta to jest ciężka sprawa. Jeśli Marinina opisuje chociaż w procencie to, co się naprawdę działo w Moskwie pod koniec lat 90., to dziękuję, postoję.
Mam też problem z czytaniem - poza niesamowitą uciechą - bo nie jestem w stanie zapamiętać imion i patronimików i połączyć ich z nazwiskami, więc wystarczy, że Misza Docenko stanie się - na przykład - Michaiłem Siergiejewiczem, a już nie mam pojęcia, skąd się wziął.
[1] Bo Rosjanie wszystko z chlebem.
Inne tej autorki tutaj.
#56 (#57-59 też będzie Marinina, więc czujcie się ostrzeżeni).
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 15, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 3 komentarze
- Skomentuj
Podchodziłam z dużą nadzieją, bo miała być angielska prowincja, z klimatem i jakimś tam wąteczkiem miłosnym. Z tego wszystkiego dostałam klimat, prowincję, historię rodziny i monstrualną idiotkę, która mnie doprowadzała do chęci pyrgnięcia książką o ścianę, a wierzcie mi, wiele złych książek przeczytałam. Wiktoria ma 22 lata, 3 lata wcześniej została rzucona przez Olivera Dobbsa, ekscentrycznego acz rokującego pisarza, który nagle oznajmił, że było miło, ale się żeni, bo zrobił bogatej pannie dziecko. A Wiktorii nie, więc. I nagle wraca, wnosząc do mieszkanka Wiktorii dwuletniego chłopczyka; oznajmia, że jego matka zginęła w wypadku, a on zabrał malucha od teściów, bo nie życzył sobie, żeby się nim opiekowali. Wiktoria niewiele myśląc (bo chyba to nie jest jej mocna strona) idzie z Oliverem do łóżka, po czym wyjeżdża z nim do posiadłości opisanej w jednych z jej ulubionych książek. I wprawdzie posiadłość wygląda jak w książce, ale Oliver się niespecjalnie zmienił i dość szybko pokazuje, że nie zależy mu ani na Wiktorii, ani na synku. Na szczęście to historia pozytywna, więc w odwodzie jest sympatyczny dziedzic majątku, którego Wiktoria mimochodem poznała w Londynie, więc wiadomo, jak się skończy.
Inne tej autorki:
#54
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 9, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Vida Winter, znana i poczytna pisarka, opublikowała wiele wywiadów, opowiedziała wielokrotnie swoje życie, tyle że za każdym razem kłamała. Za każdym razem inaczej. Zaproponowała Margaret Lea, córce antykwariusza z Cambridge, że tym razem opowie prawdę. Po kolei, krok po kroku, odsłaniając zasłony, ale bez pytań i opowiadania o przyszłości. Margaret przyjeżdża do posiadłości Vidy w Yorkshire, sama z własnymi problemami, które do tej pory trzymała na dystans dzięki książkom w antykwariacie: odkryła, że miała bliźniaczkę, która zmarła podczas porodu. W historii Vidy, której życie skończyło się podczas pożaru (a potem została już fikcja), kiedy miała 16 lat, również pojawiają się bliźniaczki - dwie dziewczynki.
To książka o książkach, o przenoszeniu swojego życia w świat wymyślony, o odbiciach życia w szybach i kartkach. Przewija się wątek Jane Eyre i szalonej żony pana Rochestera, wiernych służących, przedziwnie kochającego się rodzeństwa, tajemniczego domu, w którym jest duch, pięknego ogrodu z tajemnicą i licznych zaginięć oraz - po latach - odnajdywań. Ładne, wciągające, z tajemnicą. ^Eri mi pożyczyła, dziękuję.
Inne tej autorki:
#53
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 6, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 4 komentarze
- Skomentuj
Lord Peter Wimsey żartuje sobie ze znajomym, Robertem Fentimanem, że klub dżentelmenów[1] Bellona to schronisko dla dinozaurów i może niektórzy staruszkowie już nie żyją, tylko nikt tego nie zauważył. Oczywiście chwilę potem zostaje odkryte ciało martwego lorda Fentimana, wuja Roberta. Śmierć starszego pana jest dodatkowo o tyle kłopotliwa, że jest spadkobiercą swojej siostry, lady Dormer, która umarła tego samego dnia i do czasu ustalenia, które z nich zmarło wcześniej, nie wiadomo, kto dziedziczy - dwóch młodych Fentimanów czy podopieczna lady, Ann Dorland. Wimsey, ze swoim nieodłącznym kamerdynerem Bunterem, robiącym za fotografa i pomocnika, zaczyna prowadzić śledztwo.
Lord Wimsey miał być obdarzonym poczuciem humoru błyskotliwym bon viveurem, ale jakoś nie rokuje; co jakiś czas rzucana uwaga o tym, że kobiety są jakieś inne, jest zabawna raz, nie kilkanaście. Rozwiązanie zagadki jest dziwne - w obecnym systemie prawnym detektyw podający podejrzanemu pistolet i sugerujący, że oszczędzi wszystkim kłopotów, jeśli... jest chyba niespecjalnie legalne. Nie wiem, czy chce mi się szukać kolejnych tomów, chociaż na polski nie było przetłumaczone wiele.
[1] Brytyjskie kluby dla panów, wbrew nazwie, nie zawierały półnagich dam. Ba, nie zawierały dam w ogóle, a przebywający tam panowie czytali, spali i jedli.
Inne tej autorki:
#52
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 2, 2012
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj