Tag:
panie
Niestety, potwierdziły się moje przypuszczenia - "W" to tom drugi cyklu ("B is for burglar"), tom pierwszy nie został przetłumaczony w Polsce (mimo że w kwestii tytułu najlogiczniejszy i najłatwiejszy do przetłumaczenia, bo "A is for alibi"; inna rzecz, że mam za swoje, bo nie czytam chronologicznie i to z lenistwa) i już na samym początku dowiadujemy się, jakież to traumatyczne zakończenie miała poprzednia sprawa. Psuć lektury nie psuje, ale taki trochę niesmak. Inna rzecz, że w każdym z tomów Kinsey obrywa od wykrytego właśnie zbrodniarza, ponieważ mimo tego, że jest tylko prywatnym detektywem, biega po Santa Teresa i okolicach z pistoletem, łomem i zestawem notesów, więc to, że poprzednie śledztwo spowodowało traumusię, to żadna nowość.
Kinsey szuka zaginionej siostry klientki w celu uzyskania podpisu pod dokumentem spadkowym. W trakcie poszukiwań wychodzi, że zaginiona może niekoniecznie być żywa, ale próba zgłoszenia tego faktu na policję budzi niepokój klientki, która się wycofuje z dalszego śledztwa. Nieczyste sumienie ma nie tylko najbliższa rodzina zaginionej, po kolei także okazuje się, że takich nietypowych zachowań w okolicy jest więcej. Oczywiście, na końcu Kinsey w poszukiwaniu śladów zjawia się na miejscu zbrodni jednocześnie z mordercą i znowu zostaje poszkodowana zarówno cieleśnie, jak i psychicznie.
Inne tej autorki tutaj.
#15
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 4, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zdecydowanie nie polecam czytania przed lekturą "Wróbla", przede wszystkim dlatego, że pierwszy rozdział polega na zgrabnym streszczeniu tego, do czego przez kilkaset stron dochodził zarówno czytelnik, jak i ojciec Sandoz. Natomiast jak najbardziej warto czytać po pierwszym tomie, mimo że książka jest słabsza, mniej zaskakująca i bardziej antropologiczno-historyczna niż odkrywcza. Niespecjalnie przeszkadzało mi, że zupełnie deus ex machina została wskrzeszona jedna z osób, które w poprzednim tomie zginęły na planecie Rakhat, natomiast całość jest trochę chaotyczna i nie bardzo wiadomo, na ile ważne jest wysłanie kolejnej, tym razem komercyjnej, wyprawy. Mimo to czyta się gładko i sporo wnosi do pełniejszego obrazu całości.
Inne tej autorki tutaj.
#9
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 19, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bardzo mocna, zgrabnie napisana książka o tym, że ciągle nie jesteśmy przygotowani na kontakt z inną cywilizacją, nawet zakładając, że jest oparta na białku, mówi (a nawet śpiewa) używając strun głosowych i oddycha powietrzem o podobnym składzie. W 2019 roku na planetę odległą o kilka lat świetlnych leci wyprawa, dowodzona przez Jezuitów, żeby odkryć inteligentne istoty, na których ślad trafił przypadkiem jeden z astronomów. Po 20 latach wraca asteroid, którym poleciała wyprawa, ale na pokładzie ma tylko jednego z członków oryginalnej wyprawy - ojca Emilio Sandoza, błyskotliwego lingwistę, dodatkowo straszliwie zmasakrowanego i ledwo żywego. Podczas jego podróży na ziemię docierały tylko coraz bardziej drastyczne raporty na temat tego, co pierwsza wyprawa, a potem kolejna, wysłana w celu wyjaśnienia losów pierwszej, znalazła na planecie. Akcja pokazywana jest dwutorowo - Jezuici w celu ratowania dobrego imienia swojego zakonu usiłują przesłuchać ojca Sandoza po jego powrocie w 2060 roku, a jednocześnie w kolejnych odsłonach pokazana jest geneza wyprawy i cała jej historia. Obie spotykają się w środku, kiedy Sandoz ujawnia, również przed sobą, co zaszło na planecie.
Trochę thriller, trochę horror, stosunkowo mało sf, ale dużo rozważań o etyce, nauce i poznawaniu mechanizmów uczenia się. Przypomniał mi bardzo "Mówcę umarłych" O. S. Carda.
Inne tej autorki:
#8
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 2, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 7 komentarzy
- Skomentuj
To taka najjaśniejsza i najpozytywniejsza ze wszystkich książek o Dolinie. Nie ma prawdziwych niebezpieczeństw - czarodziejski kapelusz, działający wprawdzie niespodziewanie, ma działanie odwracalne i przydaje się do przekupienia Buki. Buka nie jest straszna (jak w "Tatusiu Muminka i morzu"), tylko samotna i zziębnięta, a do tego bardzo rozsądna i dająca się przekupić. Przerażający czarnoksiężnik z czarną panterą wygląda na złego, ale mimo posiadania wielkiej mocy nie używa jej do szkodzenia nikomu, a wręcz przeciwnie. W dzieciństwie to właśnie była moja ulubiona książka o lecie - dom z drabinką sznurową, hamak w ogrodzie, gąszcz egzotycznych roślin, wyprawa łódką na wyspę, szukanie skarbów i leniwe leżenie na pomoście, a na końcu wielki całonocny festyn z fajerwerkami i naleśnikami. Teraz wprawdzie czuję się bardziej jak Mama Muminka z torebką i nieustającą chętką na drzemkę popołudniową, ale mam cały czas w środku to poczucie, że jeszcze przede mną trochę takich letnich dni.
Inne tej autorki:
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 5, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 4 komentarze
- Skomentuj
Mózg zamarza mi w okolicy -10 stopni i musiałam przeczytać coś, co będzie ciepłe. "Lato" to zestaw króciutkich opowiadań o Sophii, mieszkającej na jednej z maleńkich fińskich wysepek z babką. Babka jest mądra, dużo wie o świecie, pozwala Sophii poznawać świat, nawet jeśli to nie jest bezpieczne, ale obserwuje wszystko, mimo że sama nie najlepiej się już czuje. Epizodycznie pojawia się ojciec, który głównie zajmuje się tajemniczą pracą w gabinecie, pali fajkę i nosi wielki, ciepły szlafrok. Wyspa jest dzika, ale piękna i można ją oswoić. Widać bardzo dużo pomysłów, które potem rozwinęły się w historie z Doliny Muminków - opuszczanie domu na wyspie przed zimą, które przypomina porządki przez snem zimowym, ustawianie figurek wyrzeźbionych z kory w lesie jak w "Tatusiu Muminka i morzu" czy przygotowania przed sztormem jak w "Komecie".
Nie jest to lekka i beztroska historia o lecie, ale podszyta melancholią historia przemijania i nabierania doświadczenia. Innego, kiedy się ma 10 lat i pierwsze próby pływania w głębokiej wodzie to coś, co zmienia dzień, innego, kiedy się ma lat 70 i zaczyna się zapominać, jak to jest, kiedy się nocuje latem pod namiotem. Do tego piękne i ażurowe rysunki Tove, która drobnymi kreskami pokazuje wyspę.
Inne tej autorki tutaj.
#1
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 11, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Tom 11. Kot, który mieszkał wysoko.
Qwilleran jedzie do Chicago ratować od zburzenia zabytkowy budynek. Na budynek zasadza się paru biznesmenów, a w apartamencie, w którym mieszka, popełniono tajemniczą zbrodnię.
Tom 12. Kot, który znał kardynała.
Kardynał to mały ptaszek z czerwonym brzuszkiem, którego uwielbia kot Koko. Szczęśliwie platonicznie, bo przez okno składu na jabłka, który Qwilleran kazał sobie wyremontować na mieszkanie. I to w zasadzie jest duża zaleta tego tomiku, bo opisy wielkiego składu z antresolą i ścieżkami dla kotów są bardzo smaczne. Oprócz tego zaraz po premierze sztuki wystawianej w Pickax ginie nielubiany i kontrowersyjny dyrektor szkoły.
Tom 13. Kot, który poruszył górę.
Qwilleran wyjeżdża na kilka miesięcy w góry, żeby się zastanowić, co chciałby dalej robić w życiu. Wynajmuje opuszczony pensjonat, bo w żadnym hotelu nie chcieli go przyjąć z kotami, po czym odkrywa tragedię, która zdarzyła się w pensjonacie. Koko pomaga rozwiązać zagadkę, przesuwając przedmioty, w tym obraz z górą.
Te koty sponsoruje Havvah [2019 - link nieaktywny].
Inne tej autorki tutaj.
#47-49
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 7, 2008
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Próbowałam z tym walczyć, ale po lekturze każdej (no, poza "Widmowymi dziećmi") książki Sue Townsend nasuwa mi się sformułowanie "typowo brytyjska zjadliwa ironia". Jakby ktoś się zastanawiał, co by było, gdyby upadła angielska monarchia, a rodzina królewska zostałaby odarta z przywilejów, majątku, a do tego uznana za wrogów narodu i osadzona w strefie szczególnego nadzoru, to autorka odpowiada na to pytanie. Rok 1984 w schludnym współczesnym wydaniu, oblany dodatkowo sosikiem absurdu.
Królowa Elżbieta II cierpi na ból zęba, bo nie ma opieki dentystycznej (uspokajam, że w końcu lituje się nad nią lokalna specjalistka i wyrywa ząb obcęgami), małżonek królewski umiera w bardzo kiepskich warunkach w domu opieki, Karol i Camilla żyją z psami i kurami (kury, dodam, nie chcą się nieść, mimo że Karol dba o nie bardziej niż o Camillę), a cały świat jest uczony nienawiści do nich. To dość kiepski moment na odkrycie, że jest się nieślubnym dzieckiem Karola i Camilli, jednak dla Grahama to zdecydowana zmiana w jego życiu. Ku rozczarowaniu rodziców, Graham ma w sobie najgorsze możliwe angielskie cechy (mam wrażenie, że dużo z jego postaci zbudowane zostało na podstawie wyrobionego przez kilka tomów Adriana Mole'a) i nie nadaje się na osobę, której można przekazać tron (zakładając, że ekscentryczny polityk wygra wybory i przywróci prawa rodziny królewskiej). W tle występuje sporo drugoplanowych psów, które komentują wydarzenia życia codziennego i politycznego.
Czy tylko mi się wydaje, że Sue Townsend nie lubi klasy rządzącej?
Inne tej autorki tu.
#43
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 15, 2008
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 3 komentarze
- Skomentuj
Drogi pamiętniczku. Nie pisałam ostatnio, bo czytałam. A że cykl o błyskotliwym kocim detektywie to wielotomowa przyjemność (30 książek), to trochę potrwało. Coś sympatycznego zwłaszcza dla ludzi, którzy lubią koty. Nie twierdzę, że to literatura wybitna, bo nie jest - czytadełka do autobusu czy na ławkę w parku. Ma natomiast duży fun factor dla ludzi lubiących koty. Wprawdzie bohaterem książki jest Jim Qwilleran, rozwiedziony były alkoholik, dziennikarz kryminalny obdarzony sumiastym wąsem i smutnymi oczami, ale tak naprawdę wszystkie zagadki kryminalne rozwiązuje syjamski kot Koko. Oczywiście nie dosłownie, bo jakby nie był kot elokwentny, to jednak ciężko zrozumieć to, co mówi poza czytelnymi "ptaszek, ptaszek" bądź "jeść! daj jeść!". Natomiast doskonale przykuwa uwagę Qwilla do rzeczy, które pozwalają mu rozwiązać tajemnicę. A przy tym jest miękkim, uroczym kotem syjamskim, który lubi jeść, być szczotkowanym i czasem wygląda jak ćwierćgłówek, drapiąc się tylną łapą za uchem.
Co jest dość niefajne, to tłumaczenie. Wprawdzie tłumacze (jak na razie prawie każdy tom tłumaczył kto inny) trzymają się konwencji, ale zdarza się sporo kwiatów typu "porcelana z Meisen" czy przepuszczone kawałki po angielsku. Smętnieje także wątek kontaktów Qwilla z płcią przeciwną. W każdym tomie dziennikarz natyka się na jakąś kobietę, zafascynowaną to jego osobowością, to wąsami, to oczytaniem i elokwencją, nie wspominając o paniach zainteresowanych ze względu na kwestie finansowe, czy chociażby chcących go nakarmić. Panie są albo szykanowane przez koty - Koko i Yumyum, albo okazuje się, że miały jakiś związek z przestępcą bądź wychodzi, że jednak mimo powierzchownej atrakcyjności mają wady (i rozstają się w przyjaźni między tomami). Nawet kiedy Qwill przez dłuższy czas spotyka się z jedną kobietą, zaczyna przeszkadzać mu jej infantylny zachwyt małym kotkiem. Widać, że autorka szykuje miejsce na nową kobietę w następnym tomie.
Wszystkie tomy jeszcze nie ukazały.
- 1: Kot, który czytał wspak - po dłuższym okresie bezrobocia, spowodowanym rozwodem i problemami z alkoholem, Qwilleran dostaje pracę w chicagowskim dzienniku Daily Fluxion. Dostaje posadę w dziale recenzji sztuki. Zamieszkuje w domu ekscentrycznego i znienawidzonego w świecie lokalnej bohemy krytyka, który wprawdzie jest nieprzyjemny i wymaga od niego opieki nad swoim kotem, Koko, ale jednocześnie doskonale gotuje i Qwilla karmi. Dziennikarz czuje wiatr w skrzydłach, kiedy w jednej z galerii zostaje popełnione morderstwo.
- 1: Kot, który jadł wełnę - Qwilleran zaczyna prowadzić rubrykę wnętrzarską, niestety pechowo każdy dom, który opisuje w rubryce, dotyka jakieś nieszczęście. Koko zaczyna zjadać wełniane krawaty, a z okradzionej posesji z kolekcją jadeitów udaje się uratować śliczną syjamską koteczkę Yum-Yum.
- 3: Kot, który się włączał i wyłączał - Qwilleran cierpi na braki finansowe, usiłuje więc wygrać gwiazdkowy konkurs na najlepszy reportaż. Zamieszkuje nad jednym z antykwariatów w zaniedbanej dzielnicy ze starociami. Gospodyni jest bardzo towarzyska i dobrze gotuje, natomiast jej mąż jest gburem, zaś po domu chodzi złośliwy duch. Dziennikarz zaprzyjaźnia się z mieszkańcami i od razu też zaczyna podejrzewać, że niedawna śmierć jednego z antykwariuszy nie jest dziełem przypadku.
- 4: Kot, który nie polubił czerwieni - Qwill rozpoczyna pracę w dodatku kulinarnym i przeprowadza się do domu znanego kucharza i smakosza, gdzie niespodziewanie trafia na swoją dawną dziewczynę. Dom jest stary, obszerny i dzieją się w nim dziwne rzeczy, które przykuwają uwagę kota Koko. Kiedy następuje seria zaginięć, Qwill zaczyna węszyć kolejną zbrodnię.
- 5: Kot, który lubił Brahmsa. Qwill wyjeżdża na prowincję na wakacje do domku swojej starej znajomej, wiekowej ciotki Franny. Zaprzyjaźnia się z lokalnymi dziennikarzami i odkrywa, że w domku na plaży, w którym mieszka, pojawiają się i giną przedmioty. A na końcu dziedziczy majątek.
- 6: Kot, który bawił się w listonosza - Qwill ze zwierzyną przeprowadza się do odziedziczonej rezydencji, w której chce otworzyć muzeum. Kotom się podoba, zwłaszcza codzienna dostawa dużej porcji poczty, z których Koko bezbłędnie wyszukuje ważne listy. W pomieszczeniach dla służby znajduje na ścianie fresk namalowany przez jedną ze służących, która jakiś czas później zaginęła. Qwill zaczyna śledztwo.
- 7: Kot, który znał Szekspira - w tajemniczym wypadku ginie właściciel gazety w miasteczku, po czym ktoś podpala siedzibę gazety (tych, którzy już wiedzą, że na stanie gazety był kot redakcyjny, uspokajam, że przeżył). Qwill wspiera syna właściciela w stworzeniu nowego dziennika. Kot Koko podsuwa pomysły, zrzucając z półki zabytkowe tomy Szekspira, w których znajdują się odpowiednie sytuacje.
- 8: Kot, który wąchał klej - Qwill uczestniczy w próbach do amatorskiego spektaklu i jednocześnie - jako ojciec chrzestny - czeka na pierwszy numer nowej gazety. "Moose County Something" do pierwszego numeru dostaje sensacyjną wiadomość o śmierci jednego z aktorów i jego żony, którzy nie dotarli na próbę. Kot Koko jest podejrzewany o narkotyzowanie się klejem z kopert, ale tak naprawdę wszystko, co robi, ma sens.
- 9: Kot, który zszedł pod podłogę - na upalne lato Qwill przenosi się z pokoju nad garażami do domku na wsi. Domek okazuje się mieć tę wadę, że po kolei coś w nim wysiada, przez co odwiedzany jest przez kolejnych hydraulików i elektryków. Jako że domek nie jest duży, Qwill planuje powiększyć go, ale kolejni majstrowie zatrudnieni do prac budowlanych, znikają bez śladu. A kot Koko nieustająco siedzi przy klapie zamykającej dziurę w podłodze.
- 10: Kot, który rozmawiał z duchami - Qwill znajduje swoją starą znajomą martwą chwilę po tym, jak dzwoniła do niego, skarżąc się, że słyszy duchy. Wprowadza się do domu obok muzeum do czasu znalezienia nowego opiekuna. Kot Koko pokazuje mu różne przedmioty, dowodzące, że śmierć nie miała przyczyn naturalnych, a przy okazji dzięki rozmowom ze staruszkami poznaje tajemnicę z przeszłości.
Ciąg dalszy nastąpi.
Inne tej autorki
#32-42
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 23, 2008
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Bo nie ma. Wojna była, ludzie ginęli, a potem był biurokratyczny i często nieprzewidywalnie kapryśny PRL. Mimo to Stefania Grodzieńska znajdowała powody, żeby się śmiać. Często również z siebie, co jest naprawdę pozazdroszczenia godną cechą u kogoś, kto na 94 lata. Mimo że czytałam już kilka jej książek semi- lub całkiem biograficznych, jest sporo elementów nowych, które - zwłaszcza z przedwojennej i wojennej historii - dają trochę więcej światła na to, jaka pani Stefania jest. Trochę autoplagiatu jest, nawet nie ukrywanego, ale nie nie gryzie i nie jest tego aż tyle, żeby powstał autorski autokanibalizm.
Poważniej, niż w innych książkach. W wieku 94 lat o większości przyjaciół, rodziny i bliskich pisze się już w czasie przeszłym, zwłaszcza w związku z wojną i Powstaniem Warszawskim. Dużo o Jurandocie, mało o Jarossym (bo o nim była oddzielna książka). Sporo o córce i współcześnie otaczających autorkę ludziach. I dość znamienny brak jadu - to książka o miłych ludziach, a nie rozliczenie przeszłości i grzebanie po teczkach. Jak to się teraz mówi - rispekt, mon.
#31
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 25, 2008
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Książki typu "fusion", które łączą w sobie jakieś dwa elementy, rzadko są udane. I tak w "CK Kuchni" Makłowicza czy książkach Herve Thisa przepisy mają zwykle rolę drugorzędną, a właściwym mięskiem książki są opowieści obok przepisów, natomiast w "Przepisach z Zielonego Wzgórza" połączenie jest harmonijne. Kawałki biografii autorki cyklu o rudej dziewczynce z nadczynnością wyobraźni są przeplatane zestawami klasycznych kanadyjsko-wyspiarskich przepisów na tzw. domową kuchnię. Nie rzuciłam wszystkiego, żeby - jak w przypadku kolorowych książek z obrazkami - piec i gotować, ale głównie z tego powodu, że to kuchnia na dużą skalę. Obiad na 6 osób, deser na piknik, pieczona gęś czy nastawianie nalewek na kilka tygodni. Ja jestem w skali mikro i kuchenna godzina to dla mnie górny limit, na więcej jestem za leniwa.
#30
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 13, 2008
Link bezpośredni -
Tag:
panie
- 0 komentarzy
- Skomentuj