Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: panie

Heidi Sopinka - Słownik języków zwierzęcych

Ivory ma prawie 90 lat, ale ciągle pracuje - jej życiową misją jest zebranie tytułowego słownika języków zwierząt, przy czym, nie tylko o dźwięki chodzi, ale o kształt, kolor, formę, ruch. Zależy jej na tym, bo czasem może to być ostatnia szansa na uchwycenie czegoś zanim zniknie na zawsze. Jednocześnie dowiaduje się dwóch rzeczy - uczelnia cofa jej grant i nalega, żeby przeszła wreszcie na emeryturę, przy czym nie gwarantują kontynuacji badań oraz została odnaleziona jej wnuczka. Problem w tym, że Ivory nie miała dziecka. Z mnóstwa dygresji, oszczędnie dawkowanych przez narratorkę, wyłania się nietypowy życiorys - zakała bogatej rodziny oddana do klasztoru, studia w Paryżu tuż przed drugą wojną światową, surrealistyczna bohema, poznanie Lwa - rosyjskiego dysydenta, wielka, niszcząca miłość, wojna, aresztowania, ucieczka, śmierć przyjaciółki, rozstanie, zastąpienie pędzla notesem. Współczesność przeplata się z przeszłością, kariera naukowa zastępuje miłość i rodzinę, czy upór jest normalny, czy jednak dowodzi początków demencji?

Dziwna książka, nadmiernie skomplikowana i dygresyjna, bardzo trudno mi było się na niej skupić, nie wspominając o śledzeniu fabuły. Zmęczyłam się czytając, to chyba nie jest taki typ pisania, jaki lubię. I nie wiem czemu, podobały mi się tego typu książki, gdzie z kolejnych epizodów czytelniczka sobie konstruuje historię. Jest napisana ładnym językiem, miewa celne frazy i przemyślenia na temat codzienności, aktualne i dziś. Do tego jest książką o miłości, zatracaniu się w związku, oddawaniu kawałka siebie i rezygnacji, bardzo to ładnie opowiedziane. Ale w całości czegoś zabrakło albo było za dużo. Nie mówię, że to zła książka, ale dziwna.

#67

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 14, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Izabela Tadra - Hotel ZNP

Narratorka, czasem zwana przez wiarołomnego męża Wilhelma Belcią, snuje monolog. O swojej matce, włosach jako znaku rozpoznawczym, które jednak goli na zapałkę, bo jej mąż wtedy się nią zachwyca, o tym, że mąż kupił jej pieska po tym, jak urodziła martwe dziecko, a potem zatrudnił do opieki nad pieskiem Niańkę, z którą miał romans. O wcześniejszych związkach, o historii romansu, który Niańka w tym rzadkim momencie, kiedy zawarły sojusz przeciw Wilhelmowi, opowiadała przy papierosach w łazience, a który to romans miał miejsce w tytułowym hotelu. W tym samym hotelu, w którym narratorka spotyka się z panem, któremu tę opowieść snuje.

Wierzę, że jest to głos pokolenia, głos kobiet, które godzą się na kompromisy w imię tradycji, mąż, dziecko, a potem pozostałą z pustką i niespełnieniem, wypełniając niewygodną rolę, narzuconą przez nie wiadomo co - poczucie obowiązku, lojalność, posłuszeństwo. Ale jednocześnie to bardzo męczący utwór, zapewne bardziej sceniczny niż powieściowy, nie ma fabuły, nie ma rozwiązania i finału, jest tylko opowieść w opowieści, która zawiera kolejne opowieści. Przeczytałam, Wy nie musicie.

#65

Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 10, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Holly Gramazio - Mężowie

Lauren widzi, jak z drabiny na strych w domu, który współodziedziczyła z siostrą po babci, schodzi jej mąż. Tyle że nigdy nie miała męża! Mężczyzna nie jest obrzydliwy, decyduje się więc zrobić dobrą minę i udaje żonę, a w międzyczasie dyskretnie - posługując się telefonem - orientuje się, że żyje w innej rzeczywistości niż zapamiętana. Szybko odkrywa się, że kiedy mąż wchodzi na strych, następuje dziwne wyładowanie i ze strychu wraca ktoś inny, kolejny mąż, a świat dookoła niej ulega resetowi i zmianie. W pracy - często innej niż wcześniej - może wziąć dzień wolny, stan konta nie zależy od poprzednich zakupów, jej siostra ma dzieci albo nie, jej przyjaciele są w związkach, a mężowie są albo w porządku, albo zupełnie nie, meble i mieszkanie się zmienia, jedyną stałą jest to, że ona pamięta. Na początku zmienia więc ich jak rękawiczki, czasem z dość trywialnych powodów, potem z tymi, którzy są fajniejsi, zostaje na dłużej. Bardzo lubi Cartera, ale Carter niespodziewanie znika, zostawiając ją z rozdartym sercem. Spędza stosunkowo dużo czasu z super zamożnym Feliksem, ale luksus przestaje jej przesłaniać to, że jej mąż to hochsztapler i palant. Czasem bywa dramatycznie, czasem brutalnie, ale Lauren planuje kontynuować bez poczucia celu do momentu, kiedy ze strychu nie schodzi Bohai, który - tak jak ona - skacze między światami. Miłości między nimi nie ma, ale dogadują się, że po kolejnych przeskokach będą się ze sobą spotykać. Po prawie 200 mężach Lauren zaczyna myśleć o tym, czy podoba jej się takie życie i w którym momencie będzie wreszcie idealnie.

Arcyciekawy pomysł, zupełnie mnie nie dziwi, że już robi się ekranizacja. Nieco podobny klimat do ”The Time Traveler’s Wife”, tyle że zamiast zabawy z czasem jest multiverse. Lauren każdorazowo analizuje, w jaki sposób się z nowym mężem spotkała, co się dzieje z jej przyjaciółmi i rodziną, ale niespecjalnie się zastanawia, co się stanie, kiedy mąż “wróci na strych”, wyskakuje z kolejnych światów bez konsekwencji. Nieco bardziej świadomym “podróżnikiem” jest Bohai, który ucieka od razu, kiedy widzi dzieci lub zobowiązania, bo obawia się, że pozostawienie tego będzie trudniejsze niż tylko ucieczka od kolejnych partnerów. Dramatyczna jest historia związku Lauren, który zaczyna się od tego, że mąż schodząc ze strychu spada i łamie kręgosłup - tak, technicznie trudno jest połamanego człowieka zmusić do ponownego wejścia na strych, nawet jak się okazuje, że wymaga opieki (butelki z moczem!) i jest… zwyczajnie nudny. Czy to sprawia, że Lauren jest złym człowiekiem i bez skakania między światami również by bez wahania odeszła od męża, bo głośno żuje jedzenie, ma duże stopy czy dlatego, że w domu jest za czysto? Niekoniecznie. Ale tu ma wybór, chociaż czasem to wybór kosztowny. Finał jest całkiem zgrabny, aczkolwiek nie wiem, czy optymalny.

#63

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 5, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 1 komentarz - Skomentuj


Ursula Le Guin - Ziemiomorze 3-4

Mam wrażenie, że “Najdalszy brzeg” jeszcze czytałam, dawno temu. Magia zanika, pozostawiając nie tylko czarnoksiężników, ale też zwykłych ludzi bez poczucia sensu. Młody następca tronu w Havnorze, Arren, dociera do szkoły na Roke, gdzie alarmuje arcymaga Geda, że świat się degeneruje wszędzie. Razem ruszają w stronę zachodzącego słońca, do końca nie wiedząc, gdzie. Młodzieniec jest nieco zaskoczony zwyczajnością Geda, który najlepiej wspomina pasanie kóz, a nie rozmowy ze smokami czy wyprawy, o których opowiadane były legendy. Wędrują, wędrują, przeżywają chwile załamania, spotykają się z coraz drastyczniejszymi sytuacjami, gdzie realność nie daje żadnej nadziei, wreszcie docierają do tytułowej najdalszej krainy i Ged stacza ostateczną walkę z Cobem, zarozumialcem z pierwszego tomu, który doprowadził do wycieku magii. I to nie jest zły tom, ale jest dość statyczny, taki quest, przegląd przez krainy i pomost do ostatniego tomu.

Znacznie bardziej podobała mi się nieczytana wcześniej ”Tehanu”. Tenar, aktualnie zwana Gohą (sic!), wdowa po gospodarzu Krzemieniu - bo zamiast wielkiego świata i zaszczytów, które mogła mieć po odzyskaniu pierścienia Erretha-Akbe - wolała spokojne, wiejskie życie żony i matki na wyspie Gont, udaje się na wezwanie umierającego maga Ogiona. Zabiera ze sobą Therru, cudem uratowaną od śmierci poparzoną dziewczynkę, skrzywdzoną przez rodziców. Mała prawie nie mówi, boi się wszystkich oprócz Tenar; gorzej, nawet zwykle łagodni mieszkańcy wsi unikają jej i uważają za przeklętą. Ogion umiera, nie doczekawszy Geda, po którego posłał. Ged się pojawia na plecach smoka Kalessina, ale to cień człowieka - utracił swoją magię, odzyskując jej zasoby dla świata, do tego utracił nadzieję i siły. Wtem się dzieje - pojawiają się posłańcy młodego króla, zarozumiały mag Osika i szemrany mężczyzna, dawny towarzysz opiekunów Therru. Ci pierwsi szukają Geda, pozostali krzywo patrzą na przeklętą babę Gohę i jej paskudnego bękarta. Na tym dramatycznym gruncie rozwija się zajawiana dwa tomy wcześniej miłość Tenar i Geda, Therru odkrywa swoje pochodzenie (spodziewałam się od pierwszej opowieści o ludziach i smokach), a źli zostają ukarani. To zdecydowanie bogatsza i bardziej dojrzała historia o przemijaniu, życiowych decyzjach, miłości i zaufaniu. Tyle że według mnie jest za krótka - po brutalnym finale w zasadzie kończy się wielkim odkryciem i żyli-długo-i-szczęśliwie stronę przed końcem.

Inne tej autorki.

#61-62

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 2, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 3 komentarze - Skomentuj


Kristin Hannah - Zdarzyło się nad jeziorem Mystic

Annie odprowadza 17-letnią córkę na samolot do Londynu, dziewczyna spędzi tam trzy miesiące przed studiami. Wraca do pięknego domu w Malibu, zastanawiając się, czym zapełni pustkę po byciu przede wszystkim matką, wtem dostaje od ukochanego, choć zapracowanego męża prosty komunikat: kocha inną, zostawia ją, ma nie robić scen. Po początkowym szoku Annie wraca do rodzinnego miasteczka w stanie Waszyngton, do swojego owdowiałego od lat ojca. Ojciec wysyła ją do psychiatry, wjeżdża prozak, Annie zaczyna zmiany od obcięcia włosów na krótko. W salonie dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka z liceum umarła, pozostawiając małą córeczkę i męża Nicka, który przed ślubem był pierwszym chłopakiem Annie. To wystarczy, żeby kobieta odzyskała poczucie sensu, bo kto jak nie ona naprawi 6-latkę i alkoholika z nieprzepracowaną żałobą. Tyle że w pewnym momencie nie dość, że jej wiarołomny mąż przegląda na oczy i chce ją z powrotem, to jeszcze okazuje się, że tuż przed rozstaniem zaszła z nim w ciążę.

Mam takie mieszane uczucia w związku z książkami tej autorki. Są sprawnie napisane, postaci barwne, historie ciekawe, ale nie każda książka przynosi coś wartościowego. Podobały mi się ”Firefly Lane” i “Słowik”, inne mniej; ta należy do tych, co mniej. Fabuła jest dość łopatologiczna, trochę na coelhowskiej zasadzie “wszechświat sprzyja dobrym, a złych karze”, osoba dobra wyjdzie obronnie z każdej opresji, nawet jeśli jest to tak sobie wiarygodne psychologicznie. Niekoniecznie do ponownego czytania.

Inne tej autorki.

#60

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 1, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Louisa May Alcott - Małe kobietki

Po ogromnym zmęczeniu materiału ze słuchaniem Dostojewskiego, stwierdziłam, że na odtrutkę wezmę sobie ukochaną książkę amerykańskich dziewcząt, niedawno odświeżoną chwaloną ekranizacją Grety Gerwig z bombową obsadą. Little did I know. Słuchałam i oczy robiły mi się coraz większe, bo absolutnie nie dociera do mnie, jak z tego szkodliwego paszkwilu specjalnej troski można czerpać współcześnie wzruszenie i określać to jako ukochaną książkę feel good, do której się regularnie wraca.

Tytułowe małe kobietki to cztery siostry March - 16-letnia Małgosia (w oryginale Meg, ale słuchałam w wersji polskiej), 15-letnia Ludka, 13-letnia Elżunia i 12-letnia Amelka; mieszkają razem z matką w zubożałym domu, ojca-kapelana nie ma, bo wyjechał służyć krajowi w wojnie secesyjnej. W skrócie - tęsknią za ojcem oraz za dawną zamożnością, z zazdrością patrzą na bogate otoczenie, matka je nieustająco napomina, że inni mają gorzej, bo Marchowie nie dość, że mają siebie, to jeszcze mają możnych protektorów - zgryźliwą ciotkę i sąsiada - którzy je wspomagają w kryzysie. Ojciec chory, matka wyjeżdża, ciężko choruje Elżbieta, ale wszystko się dobrze kończy. I nie czepiałabym się, takie czasy, ale jakim cudem jest to książka określana jako feministyczna, kiedy normalne, żywe dziewczęta są na siłę wtłaczane do zaszczytnej roli żony i matki, ich “rewolucyjne” ciągoty - muzyka, literatura, podróże, chęć zabawy, czy nawet bardzo specyficznie postrzegana “próżność” - są powodem do ciągłego łajania. W prezencie dostają pobożne broszurki, pochwalana zabawa to pielgrzymowanie z pokutnymi workami, chwalebna jest pomoc ubogim, czyli ich celem w życiu ma być poświęcenie i zapomnienie o sobie. Z miłości do matki uprawiają samobiczowanie przy każdej okazji, a już finał, kiedy wraca ojciec i z wysokiego konia chwali ich samoudręczenie, wzbudził mój niesmak. Rozumiem, że to klasyka, rozumiem, że mogła się postarzeć dramatycznie, ale nie rozumiem, czemu dalej jest wyciągana z lamusa.

#59/#13

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 27, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 1 komentarz - Skomentuj


Zofia Kaczorowska - Zbrodnia wśród róż

Ewa Gajska, 36-letnia atrakcyjna wdowa z trójką prawie dorosłych dzieci, ale zupełnie nie wygląda na to, nagle dziedziczy po swojej ukochanej ciotce dworek pod Warszawą. Problem w tym, że ktoś starszą panią otruł w szpitalu, w którym pracuje Ewa, a reszta rodziny otwarcie kwestionuje jej prawo do spadku. Bohaterce na spadku nie zależy, kochała za to szczerze ciotkę, bohaterkę z okresu wojennego, odznaczoną orderem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata za swoją ryzykowną działalność na rzecz Żydów. Ponieważ w wyniku zdrady organizacja wpadła, a ciotka cudem przeżyła Pawiak, łatwo się domyślić, że ślad prowadzi w przeszłość.

Och, jakże panowie prężą muskuły przed piękną panią Ewą, zarówno milicja, która docenia jej urok i szlachetną urodę, jak i lekarze ze szpitala, gdzie Ewa pracuje i gdzie dochodzi do morderstwa. Mimo że spadkobierczyni jest naturalnie podejrzana, nikt nie bierze tego na poważnie, bo przecież taka ładna i z klasą. Zabawny jest szkic rodziny - kuzynka prywaciara, gromadząca majątek, kuzyn obibok, a jeszcze zabawniejsze są opisy dzieci bohaterki - jedna córka jest śliczna, ale z czołem nieskalanym myślą, druga jest strasznie brzydka, ale inteligentna, a syn się interesuje komputerami i chce wymyślić sposób, jak za pomocą komputera wyplewić ogródek. Kończy się ślubem, a nawet dwoma.

Się je: kurczaki z nadzieniem i świeżą sałatą, chleb i kiełbasę, szynkę na kanapki.

Się pije: wino domowej roboty, gorące mleko, kawę i martini.

Się pali: tak.

Się kojarzy: małżeństwa komputerowo.

Odwołania kulturowe: Szpital na peryferiach[1], Powrót do Edenu.

Seksizm codzienny: panie się ocenia po wyglądzie i stopniu zadbania. Naturalna jest uczciwa, wymalowana - oszustka i łajdaczka.

[1] No ej - na YT znalazłam pierwszy odcinek, a potem długo nic! A już się zainteresowałam.

Inne tej autorki.

#57

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 21, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Liane Moriarty - Niedaleko pada jabłko

Joy i Stan Delaney przez wiele lat prowadzili znaną w Sydney szkółkę tenisową i wychowali czwórkę utalentowanych sportowo dzieci. Wprawdzie żaden z podopiecznych, ani żadne z dzieci Delaneyów nie trafił do turnieju wielkoszlemowego, chociaż byli blisko, ale do czasu przejścia na emeryturę byli dość sławni. Teraz, kiedy wszystkie dorosłe dzieci są “na swoim”, Joy nie cieszy się, bo brakuje jej celu w życiu, nie zapowiada się, że zostanie babcią, a emerytowany mąż czasem działa jej na nerwy. I nagle Joy znika, zostawiając enigmatyczny sms, który brzmi jak nie ona. Policja zaczyna rozpytywać, bo rodzina zachowuje się dziwnie i ewidentnie coś ukrywa. Podejrzany oczywiście jest Stan (“it’s always the husband”), dzieci albo się odcinają, albo ojca wspierają. Śledztwo i retrospekcje przeskakujące między wydarzeniami sprzed roku, kiedy w domu pary pojawiła się niejaka Savannah, i współczesnością, ujawnia wiele rodzinnych tajemnic, które w zupełnie innym świetle stawiają idealny obraz małżeństwa i rodzicielstwa Delaneyów.

Trochę chyba jestem już znudzona formatem, bo mimo wartkiej akcji to książka z tezą albo poddająca tematy do zastanowienia się (tu nawet wyjątkowo bez listy pytań do czytelniczki, w innych tej autorki były). Każdy z bohaterów ma specyficzne cechy i doświadczenia - anoreksja, bo matka głodziła; wypalenie, bo nadambitny rodzic cisnął za mocno; kłamstwo; przemoc w związku; zdrada; autosabotaż; zaniedbywane migreny u dziecka (“mała chce uwagi”); niezdiagnozowane ADHD; przełożenie własnym ambicji na dzieci… Przyzwoita książka na leżaczek, ale niekoniecznie.

Inne tej autorki.

#56

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 11, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Sigrid Nunez - Dla Rouenny

Dziwna opowieść, ale czy wszystkie powieści Nunez nie są trochę dziwne? Autorka opowiada o swojej nietypowej przyjaźni z Rouenną Zycinski[1], kobietą w jej wieku, która niespodziewanie napisała do niej po tym, jak Nunez wydała pierwszą książkę. Powoływała się na wspólne doświadczenia - obie w dzieciństwie mieszkały na Staten Island, na kiepskim i mało bezpiecznym osiedlu, obie rodziny stamtąd uciekły po jakimś czasie, ale nawet podczas wspólnego okresu kobiety, wtedy dziewczynki, się nie znały, chociaż o sobie wiedziały. Nunez nie była początkowo chętna, węszyła kłopoty, ale coś ją przyciągało do Rouenny. Dużo rozmawiały, wreszcie wyszło, że nowa znajoma chciała, żeby autorka opisała jej doświadczenia z wojny Wietnamie, jedyny wart zapamiętania moment w życiu, który jednak coraz bardziej w jej pamięci znika i się zaciera. To jeden z wątków książki - pamięć i zapominanie, bycie w przeszłości kontra tu i teraz, wyparcie i ruminacje, ludzie - jak Nunez - obdarzeni doskonałą, wręcz fotograficzną pamięcią i inny, dla których to, co było, nie jest już istotne i nie przywiązują wagi do tego, żeby pamiętać[2]. Wtem Rouenna podczas wizytu o swojej matki łyka za dużo tabletek i odchodzi, nie wiadomo, dlaczego. To wydarzenie wpędza Nunez w niespodziewane poczucie winy i tym bardziej próbuje poskładać to, czego dowiedziała się w czasie wspólnego czasu z Rouenną.

To rozrachunek z wojną w Wietnamie, która była punktem zwrotnym dla pokolenia Nunez i Zycinski, bez względu na to, czy w niej uczestniczyły, czy nie. Szok po wylądowaniu w takim Da Nang, kiedy ideały zderzały się z przerażającą rzeczywistością; szok po powrocie, kiedy okazywało się, że świat żył niezależnie i wcale nie chce słuchać o traumatycznych doświadczeniach. Rządowa polityka zatajania, czy to szczegółów operacji wojskowych, czy skutków przebywania w obrębie działania szkodliwych chemikaliów (Agent Orange) pozostawiła bez wsparcia weteranów, udzielając im szczątkowej pomocy i dezinformując. I tu wchodzi Nunez, która nie tylko na podstawie jednostkowego przypadku Rouenny chce zrozumieć, jaki wpływ Wietnam miał na USA; jest w jej otoczeniu więcej takich osób, nie wszyscy chcą mówić, niektórzy blagują i przypisują sobie doświadczenia (jako przykład pojawia się “Spokojny Amerykanin” Greena). Jak wspomniałam, to dziwna opowieść, w której nie wiadomo, czy Rouenna to prawdziwa osoba, ale czy to istotne? Nunez fantastycznie i żywo umie między wierszami pisać o codzienności, bo przecież nie tylko rozmawiała ze znajomą, ale podróżowała, pracowała, pisała, była w związku i po związku, jadła i mieszkała. Lubię.

[1] Sporo poloniców - polscy sklepikarze na Greenpoincie, którzy mówią tylko “angielski nie”, ludzie, którzy się po polsku kłócą, grają w hacele i uprawiają polską miłość; placki ziemniaczane w polskiej knajpce.

[2] “Jak bardzo liczy się to, co pamiętasz, co zapominasz? Czasami myślę, że chciałabym być jak ci ludzie, dla których to ma niewielkie znaczenie. Oni po prostu żyją, nigdy nie oglądając się za siebie - dla nich przeszłość jest jak wielki dywan, który równo zawija się za tobą, gdy po nim idziesz”.

Inne tej autorki tutaj.

#54

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 2, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj


Emily Henry - Ludzie, których spotykamy na wakacjach

O autorce słyszałam, że to “nowa jakość” literatury leżaczkowej, że głębia i świetnie napisane. Więc już na wstępie powiem, że tak, da się przeczytać i nie wywraca się oczami podczas lektury, ale w dalszym ciągu to jest rozrywka niewyrafinowana, napisana bez błędów i idiotyzmów, ale to nie czyni z powieści literatury nawet średniej półki.

Poppy pracuje w magazynie podróżniczym, co było spełnieniem jej marzenia - chciała wyrwać się z rodzinnego miasteczka i jeździć po świecie. I jeździ w niesamowite miejsca, z profesjonalnym fotografem, a jej artykuły są cenione. Tyle że w pewnym momencie odkrywa, że jej czegoś brakuje - (pół)prywatnych dorocznych wyjazdów z przyjacielem ze studiów, Alexem. Dwa lata temu coś się między nimi zepsuło, ożywioną przyjaźń zastąpiła zdawkowa komunikacja i to się kładzie cieniem na satysfakcję z życia u Poppy. Decyduje się na trudny krok - proponuje Alexowi powrót do rutyny i wznowienie tradycji wspólnego podróżowania. Relacja z aktualnego wyjazdu przeplata się z kolejnymi odsłonami historii przyjaciół - poznania na studiach, przyjaźni mimo ogromnych różnic i kolejnych wyjazdów. I tu się zaczyna moje rozczarowanie - tak, cała książka jest o tym, że Poppy od zawsze kocha Alexa, ale jak mu o tym powie, to im to zepsuje przyjaźń, poza tym a to ona ma chłopaka, a to on ma dziewczynę. Spoiler alert: bpmljvśpvr Nyrk grż pnłl pmnf xbpunł Cbccl, jvęp xvrql jerfmpvr jpubqmą j vaglzaą erynpwę, fą snwrejrexv v - cb qeboalpu cemrfmxbqnpu - mbfgnwą cneą. Whż cb qmvrfvępvh yngnpu, ob bobwr zhfvryv qb grtb qbwemrć.

Ale i tak sensowniejsze niż Dostojewski.

#53

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 28, 2025

Link bezpośredni - Tag: panie - 0 komentarzy - Skomentuj