Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: sf-f

Terry Pratchett - Wolni Ciut Ludzie

Tom pierwszy cyklu o Akwili Dokuczliwej, dociekliwej 9-latce z małej wioski w krainie Kredy. Dziewczynka opiekuje się młodszym bratem, babcia nauczyła ją wszystkiego o owcach oraz o robieniu serów, ale naprawdę chciałaby się uczyć i zostać czarownicą, ale taką dobrą, jak jej babcia, a nie taką, której wściekły motłoch podpala dom i wyrzuca z miasta. Jako że zaczynają się dziać rzeczy dziwne - zniknął syn barona, a materia świata robi się miejscami zbyt cienka, na Kredę przybywa czarownica, Panna Tyk, która wyposaża Akwilę w zestaw porad oraz prawnika zamienionego w ropuchę. Okazuje się to bardzo przydatne, bo gdy znika również mały braciszek, tylko Akwila wie, że musi wyruszyć po niego do krainy Królowej Elfów, a jak wiadomo już z ”Panów i dam”, Elfy wcale nie są miłe, chociaż urocze. Zanim wyruszy zaopatrzona w patelnię, zostaje wodzą małych walecznych ludków i tylko dzięki sprytowi nie wychodzi za mąż.

Nie jest to szczyt formy autora, mam wrażenie, że jest to cykl dla nieco młodszych czytelników, mniej dwuznaczny, chociaż oczywiście z wieloma aluzjami; w finale Panna Tyk przylatuje na ratunek z Nianią Ogg i Babcią Weatherwax. Warto oczywiście przeczytać dla wiedźm, bo im dalej w cykl, tym ich więcej, a dodatkowo Wolni Ciut Ludzie (zwani również Nac Mac Feeglami) to jedni z moich ulubionych bohaterów zbiorowych w Świecie Dysku.

[1] Wiem, wiem, wyszła też tłumaczenie z Tiffany Obolałą, ale rzuciłam się na pierwsze wydanie jak dzik na żołędzie i zostałam z Akwilą[2].

[2] I jak zupełnie mi to nie przeszkadza, to zrobienie z małego Wentwortha “Bywarta” brzmi jak zgrzyt paznokci o szybę.

Inne tego autora.

#36

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 26, 2023

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 1 komentarz - Skomentuj


Ransom Riggs - Mapa dni

Po wydarzeniach na Diabelskim Poletku, Jakob z wielkim bólem zdecydował się - jak przed laty jego dziadek - wrócić do rodziców na Florydę. Niestety, oznaczało to konsekwencje - nierozumiejący sytuacji dorośli zdecydowali, że wpakują go do szpitala psychiatrycznego. Wtem wszystko zamiera, pojawia się pani Peregrine z wesołą ekipą Osobliwców, wymazuje rodzinie Jakoba pamięć i uznaje, że może z dzieciakami odpocząć poza pętlą, niech się nauczą współczesnego świata. Ciut mi już to zawiesiło poczucie sensu, ale rozchodziłam, niestety od tego momentu była już równia pochyła. Jakob z Emmą, która - przypominam - kilkadziesiąt lat wcześniej była ukochaną dziadka Jakoba, odkrywają tajemnice Abe’a: sekretne przejście do innego domu, archiwum osobliwych spraw, którymi się dziadek z kolegami skrycie zajmował oraz piękne, zabytkowe samochody. Jakob nawiązuje kontakt z niejakim H., współpracownikiem dziadka i podejmuje się szeregu misji, nie zwierzając się oczywiście pani Peregrine, co daje w efekcie powieść drogi przez osobliwe Stany Zjednoczone z dramatycznym finałem w Nowym Jorku, gdzie - jak się okazuje - działa przestępcza organizacja wykolejonych Osobliwców, którzy nie uznają nad sobą nadzoru ymbrynek. Jest zaskakująco brutalnie, mam wrażenie, że nawet bardziej niż w poprzednich tomach. Opowieść kończy się dość nagle, więc jakkolwiek nieco mi ochłodło do cyklu, tak pewnie sięgnę niebawem po kolejną część.

Inne tego autora.

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 13, 2023

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


Samanta Schweblin - Bezpieczna odległość

Amanda nie wie, gdzie jest, wszystko jest zamazane, ale rozmawia z nią David, jak się okazuje, syn jej znajomej, Carli. Prosi, żeby przypominała sobie rzeczy, które wydarzyły się pewnego letniego dnia. Wynajęty na tydzień dom na prowincji, basen, wizyta Carli, która opowiada bardzo niepokojącą historię o swoim małym synku, Davidzie i dziwnej chorobie, rosnące poczucie zagrożenia i konieczność kontroli odległości, w jakiej jest od Amandy jej córka, mała Nina. Dialog robi się coraz dziwniejszy i poszarpany, Amanda umiera, ale przed śmiercią usiłuje upewnić się, że jej córka jest bezpieczna oraz wyjaśnić, co się stało.

W zasadzie przeczytałam w jedno popołudnie, bo miałam ogromne ciśnienie, żeby wyjaśniła się zagmatwana formą fabuła. Problem w tym, że to - ponownie - metaforyczna opowieść o zagrożeniu argentyńskiej prowincji przez nadmiar pestycydów w rolnictwie, co prowadzi do chorób, również genetycznych. Trudno mi to traktować jak powieść, raczej eksperyment formalny. Oryginalny tytuł “Fever dream” chyba lepiej oddaje to, o czym jest książka.

Inne tej autorki.

#129

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 23, 2022

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


Ransom Riggs - Baśnie osobliwe

Książka, jak wskazuje tytuł, to antologia baśni, które w świecie osobliwców są po części legendami, po części podręcznikiem historii, który należy traktować ze szczyptą nieufności, wreszcie to przewodnik, w zawoalowany sposób pozwalający na namierzenie pętli czasowych. Zaczyna się od historii pierwszej ymbrynki, która za pomocą tworzenia pętli w pętli uratowała pierwszą grupę osobliwców przed zagrożeniami zewnętrznego świata, przechodzi przez opowieści o wojnie ludzi z gołębiami o Londyn, powstanie człowieka-wyspy, wioskę zasiedloną przez ludożerców i osobliwców, którym odrastały kończyny czy baśń o księżniczce z rozdwojonym językiem. Zwykle osobliwcy są prześladowani i biedni, ale rozumni i sprytni, oczywiście nie zawsze. Podobnie jak w historii o dzieciach pani Peregrine, język jest kpiarski, nieco ironiczny, z kiplingowskimi mrugnięciami w stronę czytelnika.

Inne tego autora.

#122

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 6, 2022

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


William Goldman - Narzeczona księcia

Historycznie, najpierw usłyszałam łagodną, klimatyczną płytę Marka Knopflera. Potem, zachwycona muzyką, obejrzałam film i do dziś pamiętam swoje rozczarowanie[1]. Potem okazało się, że film jest kultowy, chociaż dla mnie jedynym kultowym elementem jest ten mem. Wreszcie książka, w której autor wpuścił mnie na początku w maliny, po czym to te maliny okazały się być najciekawszą częścią opowieści.

Sama historia jest dość płaska. Brzydkim rodzicom rodzi się śliczna, choć niespecjalnie sympatyczna córka Buttercup (“Jaskier”, ale w tłumaczeniu jest oryginalne imię), zakochuje się w niej parobek Westley, kiedy dziewczyna wreszcie odwzajemnia, Westley stwierdza, że musi zasłużyć na jej miłość i oddala się po osiągnięcia, hajsy i gratisy, po czym wraca plotka, że zginął w starciu z piratami. Buttercup wpada w apatię, zgadza się wyjść za lokalnego władcę, który potrzebuje trophy wife, bo jest jej wszystko jedno (oraz książę daje jej do wyboru małżeństwo lub śmierć). Po czym zostaje porwana przez trójkę zawadiaków - Hiszpana, Turka i Sycylijczyka, którym w porwaniu dziewczyny przeszkadza zamaskowany bohater.

I to nie jest zła historia, ale sama w sobie byłaby dość przeciętna, tyle że autor obudował ją postmodernistycznymi aluzjami i notorycznym spoglądaniem przez czwartą ścianę (kartkę?), wyjaśniając w licznych przedmowach, śródsłowiach i posłowiach, historię pisania książki. I przez kilkanaście stron dałam się nabrać na to, że jest prawdziwym autorem był Floreńczyk, niejaki Morgenstern, a Goldman dokonał kreatywnego skrótu, bo oryginalna książka była przegadana i przeładowana historycznymi faktami o Florenie i odwiecznym konflikcie z Guldenem. Spoiler alert: Morgenstern, konflikt z jego prawnikami, wizyta we floreńskim muzeum, to wszystko jest tak sami fikcyjne jak Inigo Montoya, siłacz Fezzik i maszyna wysysająca życie. Waham się co do prawdziwości opisu spotkania autora ze Stephenem Kingiem.

EDIT [1] Wtem na HBO Max pojawił się film, taka sytuacja. Ostrożnie cofam słowa o rozczarowaniu, bo to jest naprawdę uroczy, bajkowy film z lekką dekonstrukcją i uśmiechem do widza (Peter Falk czytający tytułową baśń Fredowi Savage'owi). Oczywiście tych elementów dekonstrukcyjnych i postmodernistycznych jest w książce więcej, w filmie ograniczają się czasem do wszystkowiedzącego narratora, a wszystkie drastyczne rzeczy są dość wygładzone (poza sceną wciągnięcia Buttercup w ruchome piaski czy wysysaniem życia z Westleya za pomocą przyssawek na sutkach, tego się nie spodziewałam). Ale w warstwie dialogów to naprawdę zabawna rzecz, całkiem nieźle zagrana, z uroczą umownością plenerów i materiałem na memy.

#117

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 18, 2022

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 1 komentarz - Skomentuj


Terry Pratchett - Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury

W małym miasteczku pośrodku niczego pojawia się Keith, zwyczajny sierota, wychowany przy Gildii Muzyków; ma ze sobą flet i kiedy zagra, słuchają go szczury. Jest szansa, że - jako szczurołap - zarobi na oczyszczeniu miasteczka ze szczurów. Co ciekawe, szczury słuchają go też wtedy, kiedy mówi, bo z jakiegoś dziwnego powodu związanego z resztkami wyrzucanymi na śmietnisko przy Niewidocznym Uniwersytecie, rozumieją ludzką mowę, same mówią, a nawet potrafią zapisywać rzeczy. Maurycy, ostatni z wesołej grupy, jest kotem i wprawdzie rozumie ludzką i szczurzą mowę, ale niekoniecznie słucha kogokolwiek innego, wszak jest kotem. Problem w tym, że w miasteczku nie widać żadnego szczura, gorzej, jest już dwóch szczurołapów, czeszących od mieszkańców srogą kasę za kolejne szczurze ogony, dziwnie przypominające sznurówki, a dodatkowo nie ma jedzenia. W to wszystko wprowadza Keitha Malicia, nieletnia córka burmistrza, dobrze przygotowana czytelniczka bajek i legend.

Może to i bardziej literatura young adult, ale trzyma w napięciu niby rasowy thriller. Szczury i ich pączkująca cywilizacja, jaką zaczęły budować po tym, jak wbrew swojej woli zyskały świadomość, przedstawiona jest z typową dla autora łagodną pobłażliwością, wszak nie do końca o szczurach to historia. Pochichotałam nad imionami (Szynkawieprz, Najlepszyprzed), mocno zaszkliły mi się oczy, kiedy Maurycy spotkał Śmierć Szczurów i jego Zwierzchnika, ludzie i ich wady, przez które powstało w miasteczku Zło, nie zdziwiły mnie ani trochę, ale zasmuciły. Można odczytać książkę przez pryzmat pytania, czy powinniśmy zabijać i zjadać zwierzęta, można potraktować ją jako parafrazę książki o “Piotrusiu Króliku” z elementami baśni braci Grimm.

Inne tego autora.

#112

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 1, 2022

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


Terry Pratchett - Ruchome obrazki

Umiera ostatni strażnik Świętego Gaju, dawniej zwanego Holy Wood. Ponieważ braknie tajemniczych rytuałów, z pogrzebanego w piaskach pustyni miasta zaczyna przesączać się do świata Idea, trafia do Ankh Morpork i powoduje szereg wydarzeń, w wyniku których w Gildii Alchemików zostaje wynaleziona celuloidowa taśma. Trzeba uważać, bo łatwo się zapala, ale jak się nie zapali, to można zarejestrować na niej film, co daje początek kina w Świecie Dysku (powiedzmy, że początek, bo ze strażnika i rytuałów można wnioskować, że coś już się kiedyś takiego działo). Do Świętego Gaju zaczynają ciągnąć różne osoby - nieudany mag Victor, Ginger, która marzy o sławie, Gardło Sobie Podrzynam Dibbler, trolle, krasnoludy i mówiący pies Gaspode. Oraz tysiąc słoni.

Cokolwiek nie rozumiem, czemu ten tom nie trafił do cyklu o Magach; powód, że jakoby brakuje tam Rincewinda, odrzucam jako niezorganizowaną. Mnóstwo nawiązań do filmu - “Przeminęło z wiatrem”, “King Konga” (z gościnnym udziałem Bibliotekarza), “Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, “Deszczowej piosenki” i innych klasyków, oczywiście w dyskowym sztafażu. Magowie może nie grają pierwszych skrzypiec, ale z dużym udziałem Windle Poonsa pomagają przywrócić bazowy poziom rzeczywistości.

Inne tego autora.

#100

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 12, 2022

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 3 komentarze - Skomentuj


Audrey Niffeneger - Zaklęci w czasie

Ponieważ raczej nie ma szansy, że serial wróci na drugi sezon, pożyczyłam od ^dees książkę, o którą został oparty. I jak co do litery serial jest zgodny z literackim pierwowzorem[1] - narratorami na zmianę są Henry i Clare, opowiadający przedziwną historię o tym, jak to jest być w związku z Pciuchem - a przy tym zaskakujący i ciekawy, tak książka mnie zmęczyła. Fenomen podróży w czasie, spotykanie siebie, predestynacja, paradoksy - to wszystko jest wyjaśnione zbyt prostym "nie można zmienić przeszłości, bo już się wydarzyła, musi być tak, jak było, bo inaczej podróżnik by tego nie przeżył w swojej przeszłości". Zmęczyły mnie sceny pożycia intymnego, którymi książka napchana jest jak tani harlequin; autorka wyjaśnia ustami Henry'ego, że dzięki seksowi utrzymuje się dłużej w teraźniejszości, więc musi to się dziać często, czasem bez względu na chęci partnerki. I zasadniczo to bardzo smutna książka, bo o śmierci, licznych poronieniach, zdradzie i samotności. Od połowy już przestało mnie interesować śledzenie linii czasowej wydarzeń i szukanie niespójności (często załatwianych przez niedopowiedzenia Henry'ego, a czasem wręcz przeciwnie, wypaplanie, że coś się musi zdarzyć, bo widział to w przyszłości), tylko czekałam, jak bardzo dramatyczne i łzawe będzie zakończenie.

[1] Naprawdę z drobnymi zmianami. Gomez, który w serialu wygląda na swoją latynoską ksywę, w oryginale jest napakowanym blondynem (ewidentnie ktoś nie doczytał, normalnie jak ten las na horyzoncie w "Nic śmiesznego"), Polakiem noszącym koszulkę z napisem "Solidarność" i mówiący do innych per "towarzyszu", bo się wychował w komunizmie. W latach 90.

#90

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 13, 2022

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj


Madeline Miller - Kirke

Jeśli, tak jak ja, wielokrotnie czytaliście w dzieciństwie "Mitologię" Parandowskiego (albo, alternatywnie, Markowską) czy "Opowieści z Zaczarowanego Lasu" Hawthorne'a, to jest to książka dla Was. Autorce udało się zebrać mity o Kirke w nowoczesną, spójną powieść; powstała szczera spowiedź kobiety, wychowanej w toksycznym środowisku pozaolimpijskich bogów, obdarzonej mocami magicznymi, ale pogardzanej przez otoczenie. Fabularnie nie ma zaskoczeń - córka tytana Heliosa i nimfy Perseidy, najbrzydsza z rodzeństwa, zamieniła ukochanego rybaka Glaukosa w boga, a kiedy nią wzgardził i wybrał uroczą Scyllę, zamieniła ją w potwora, za co została wygnana na wyspę Ajaję, gdzie odwiedzał ją czasem szelma Hermes oraz przypadkowi podróżnicy. Z czasem zaczęto jej przysyłać krnąbrne nimfy i boginki, żeby odbyły u niej swoją karę. Z aresztu wypuszczono ją raz, by pomogła w trudnym, acz słynnym, porodzie swojej siostrze, Pazyfae; na Krecie poznała Dedala, w którym się zakochała. Po powrocie na wyspę miała równie słynną przygodę z Odyseuszem, bynajmniej nie zatrzymywała go siłą, w przeciwieństwie do nimfy Kalipso. Mimo wielu potyczek z olimpijskimi bogami, urodziła i wychowała syna Telegonosa, a w finale zaprzyjaźniła się z wdową po Odyseuszu, Penelopą oraz jej synem Telemachem, z którym weszła w harmonijny związek.

Jakby nie znane imiona, czyta się jak doskonałe fantasy - nieśmiertelni bogowie, znudzeni wiecznym życiem, wyzuci z norm moralnych i chętni do zabawy kosztem innych, również innych bogów, wpływają na życie śmiertelników, czy to zapładniając wybrane kobiety, czy to wpływając na losy wojen. Kirke jest trochę z boku, z wyglądu bogini, ale obdarzona ludzkim głosem oraz nie wyposażona w boskie moce, ale z umiejętnością warzenia czarodziejskich naparów i rzucania zaklęć, buntuje się przeciwko światowi, w którym żyje. Trochę girls power, trochę wyjście z traumy przez mozolne poznawanie siebie i nauczenie się życia ze sobą w zgodzie. Bardzo przyjemna lektura na wakacje. Oraz idę poszukać Hawthorne'a na półce.

#86

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 2, 2022

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 1 komentarz - Skomentuj


Terry Pratchett - Piramidy

Książę Pteppic ze Starego Państwa, Królestwa Słońca, następca tronu, zwany dalej Teppicem, decyduje się zostać Skrytobójcą (wbrew woli ciotki). Niestety, tuż po - spoiler alert - zdanym egzaminie, odkrywa, że chyba właśnie tron opustoszał; to, co daje mu do myślenia to fakt, że tam, gdzie stanie, wyrastają rośliny. I tak rzeczywiście jest - jego ojciec, całe życie oczekujący na rozkosze życia wiecznego, wreszcie doznał radości śmierci, tyle że niespecjalnie mu się to spodobało. Teppic wraca do domu, gdzie odkrywa, że funkcja króla-słońce jest taka bardziej tytularna, a faktyczną władzę sprawuje wielki kapłan Dios. Zadaniem następcy tronu jest wybudowanie zmarłemu ojcu najbardziej okazałej piramidy, żeby mógł w niej godnie żyć wiecznie. A, i jeszcze poślubienie ciotki. Jak się łatwo domyślić, Teppic - przyzwyczajony do pewnego poziomu życia (kanalizacja, materac, samostanowienie) - decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce, przy okazji zmieniając życie jednej z podręcznych swojego ojca, Ptracy.

Przyznam, że nie pamiętam, czemu ta książka mi się swego czasu nie podobała, poza oczywistymi, choć miałkimi powodami, że nie ma w niej magów, wiedźm ani Straży. Nie ma, owszem, ale jest Ankh Morpork, Gildia Skrytobójców i bardzo udatnie odmalowana kultura starożytnego Egiptu - budowniczowie piramid i księgowi, doskonali matematycy z kopytami, mały rzut oka na sąsiadujący z Djelibejbi Tsort z jego filozofami-empirykami (którzy odkrywają, że owszem, są sytuacje, kiedy strzała nie dogoni żółwia, ale częściej żółw staje się smutnym szaszłykiem), kult zmarłych i wreszcie literalne pojmowanie bogów.

Inne tego autora.

#82

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 21, 2022

Link bezpośredni - Tag: sf-f - 0 komentarzy - Skomentuj