Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Accidentally on Purpose

Ona - Billie (Jenna Elfman, dawniej Dharma z "Dharmy i Grega"), lat 37, krytyk filmowy. On - Zach, lat 22, początkujący kucharz. Spotykają się przypadkiem w barze i z romansu na jedną noc zostają z pozytywnym testem ciążowym. Ale jest nietrywialnie, bo Zach mimo młodego wieku jest odpowiedzialny i zamierza przypadkowo spłodzone potomstwo wspomagać. Przez pierwszy sezon ustalają między sobą, czy chcą ze sobą być i co dalej. Ponieważ zaplanowany już jest drugi, to łatwo się domyślić, że ustalili.

W tle przede wszystkim San Francisco (chociaż takie szczątkowe i domyślne, bo rzecz dzieje się we wnętrzach, a kręcone jest pewnie w Kanadzie) oraz gama postaci drugoplanowych. Z jednej strony przyjaciele Zacha - wiecznie upalony Davis i epizodycznie pojawiający się czarnoskóry Ryan[1], z drugiej - nieśmiała i niezorganizowana siostra Abby z mężem Nickiem o wielu problemach ze sobą, były chłopak i jednocześnie szef Billie i jej przyjaciółka z redakcji, Szkotka-nimfomanka Olivia.

Na trzecim planie śmiech z puszki, ale niespecjalnie psuje odbiór. Sympatyczne gagi, tekściarskie dialogi i niespecjalnie trywialne pointy. Czekam na obiecany drugi sezon.

[1] Pojawia się czasem w trakcie serialu, ale najzabawniejsza jest pomyłka scenarzystów z powtórzeniem tej samej sceny w pilocie i drugim odcinku. Billie wychodzi z sypialni Zacha i wpada w pilocie na jego trzech przyjaciół, zaś w drugim odcinku - już tylko na dwóch, bo Ryana zabrakło.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 4, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zieleń i stare złoto

Co roku ktoś ważny (musi być ważny, bo inaczej by tego nie robił, a ludzie by niewolniczo nie słuchali) ogłasza, jaki kolor w tym roku jest nową czernią. Nie chce mi się sprawdzać, czy w tym roku to pomarańcz, fuksja czy inny szary, więc wymyśliłam sobie własne kolory na lato.

Na lipiec zgaszona zieleń we wszystkich odcieniach.

Na sierpień stare złoto (jak te dzieci szybko rosną).

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 2, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zieleń i stare złoto

Co roku ktoś ważny (musi być ważny, bo inaczej by tego nie robił, a ludzie by niewolniczo nie słuchali) ogłasza, jaki kolor w tym roku jest nową czernią. Nie chce mi się sprawdzać, czy w tym roku to pomarańcz, fuksja czy inny szary, więc wymyśliłam sobie własne kolory na lato.

Na lipiec zgaszona zieleń we wszystkich odcieniach.

Na sierpień stare złoto (jak te dzieci szybko rosną).

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 2, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Riders of the Storm

Pierwsza letnia burza w pełnym słońcu. Dalekie grzmoty. A zupełnie blisko strumienie ciepłego deszczu, gdzieś tam za plecami tęcza, niestety schowana za blokami. Małe łapki przy barierce, wyciągające się, żeby złapać trochę kropel. Woda na małym nosku, na blond czuprynce i na rzęsach, szybko strząśnięta.

I bez obciachu można zanucić do małego uszka ulubioną piosenkę (no, jedną z ulubionych) o burzy i mieć poczucie, że wprowadza się czymś sprzed kilkudziesięciu lat nową jakość w głowie małego człowieka. Nawet bez umiejętności wokalnych.

Riders on the storm.
Riders on the storm.
Into this house we're born.
Into this world we're thrown.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 1, 2010

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Maja - - 0 komentarzy - Skomentuj


Riders of the Storm

Pierwsza letnia burza w pełnym słońcu. Dalekie grzmoty. A zupełnie blisko strumienie ciepłego deszczu, gdzieś tam za plecami tęcza, niestety schowana za blokami. Małe łapki przy barierce, wyciągające się, żeby złapać trochę kropel. Woda na małym nosku, na blond czuprynce i na rzęsach, szybko strząśnięta.

I bez obciachu można zanucić do małego uszka ulubioną piosenkę (no, jedną z ulubionych) o burzy i mieć poczucie, że wprowadza się czymś sprzed kilkudziesięciu lat nową jakość w głowie małego człowieka. Nawet bez umiejętności wokalnych.

Riders on the storm.
Riders on the storm.
Into this house we're born.
Into this world we're thrown.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 1, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Definitely. Maybe.

Bardzo przyjemna komedia romantyczna. Ojciec na progu podpisania dokumentów rozwodowych tłumaczy nastoletniej córce, jak poznał i pokochał jej matkę. Przy okazji wprowadza ją w świat swoich byłych dziewczyn. Byłe fajne, bo Isla Fisher, Rachel Weisz i Elizabeth Banks. Tatuś celowo zmienia imiona, żeby córka sama zdecydowała, która z pań jest jej matką. Dowcipne, stonowane dla nieco młodszego widza, sympatyczne na wieczór. Ładne wnętrza i pejzażyki nowojorskie. Trochę aluzji do amerykańskiej polityki (Clinton i afera rozporkowa).

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 1, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Definitely. Maybe.

Bardzo przyjemna komedia romantyczna. Ojciec na progu podpisania dokumentów rozwodowych tłumaczy nastoletniej córce, jak poznał i pokochał jej matkę. Przy okazji wprowadza ją w świat swoich byłych dziewczyn. Byłe fajne, bo Isla Fisher, Rachel Weisz i Elizabeth Banks. Tatuś celowo zmienia imiona, żeby córka sama zdecydowała, która z pań jest jej matką. Dowcipne, stonowane dla nieco młodszego widza, sympatyczne na wieczór. Ładne wnętrza i pejzażyki nowojorskie. Trochę aluzji do amerykańskiej polityki (Clinton i afera rozporkowa).

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 1, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Ręczna robota

W tym tomie mało polityki, bo w roku 1985 ważniejsza była gospodarka. Najpierw na Śląsku zostaje znaleziony kolejarz, któremu odcięto rękę. Po jakimś czasie tak samo okaleczonego pracownika PKP znajdują w pociągu berlińskim na dworcu w Poznaniu. Pechowo zwłoki znaleziono 8. marca, kiedy wszyscy, również milicja, świętują za pomocą goździków i kolejnych setek, więc padło na Teosia Olkiewicza, który w zasadzie nie prowadził jeszcze samodzielnie śledztwa i zupełnym przypadkiem, idąc do melino-zamtuzu, trafił na podejrzanego w mundurze i rudowłosą melę. Po trochę słabszym drugim tomie ten jest równie ładny co pierwszy. Dodatkowy smaczek dla Ślązaków - część akcji dzieje się w Katowicach.

Uwielbiam Ćwirleja za język, bogato przetykany zarówno gwarą poznańską (i śląską), jak i słownictwem ogólnie uznawanym za emocjonalne. Za żywe dialogi realnych ludzi, a nie drętwe i gładkie zdania typu "Umyj ręce, bo obiad stygnie". Za dokładną mapę poznańskich wyszynków, domów pań negocjowalnego afektu i miejsc czy ulic, których już nie ma. Za celne (chociaż oczywiście metodą ze "Zmienników" antycypowane) obserwacje PRL-owskiej rzeczywistości. I za to, czego i mnie żal:

Rynek Łazarski to osobliwe miejsce. Gdyby ten otoczony z trzech stron secesyjnymi kamienicami plac, którego południowo-zachodnia część otwiera się szerokim wyjściem na ulicę Głogowską, znajdował się na przykład w Antwerpii czy nawet bliżej, w Kolonii, mógłby z powodzeniem stanowić centrum ekskluzywnej dzielnicy. Niestety... Był to Poznań.

Inne tego autora tutaj.

#23

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 30, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, prl, 2010, kryminal - 10 komentarzy - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Ręczna robota

W tym tomie mało polityki, bo w roku 1985 ważniejsza była gospodarka. Najpierw na Śląsku zostaje znaleziony kolejarz, któremu odcięto rękę. Po jakimś czasie tak samo okaleczonego pracownika PKP znajdują w pociągu berlińskim na dworcu w Poznaniu. Pechowo zwłoki znaleziono 8. marca, kiedy wszyscy, również milicja, świętują za pomocą goździków i kolejnych setek, więc padło na Teosia Olkiewicza, który w zasadzie nie prowadził jeszcze samodzielnie śledztwa i zupełnym przypadkiem, idąc do melino-zamtuzu, trafił na podejrzanego w mundurze i rudowłosą melę. Po trochę słabszym drugim tomie ten jest równie ładny co pierwszy. Dodatkowy smaczek dla Ślązaków - część akcji dzieje się w Katowicach.

Uwielbiam Ćwirleja za język, bogato przetykany zarówno gwarą poznańską (i śląską), jak i słownictwem ogólnie uznawanym za emocjonalne. Za żywe dialogi realnych ludzi, a nie drętwe i gładkie zdania typu "Umyj ręce, bo obiad stygnie". Za dokładną mapę poznańskich wyszynków, domów pań negocjowalnego afektu i miejsc czy ulic, których już nie ma. Za celne (chociaż oczywiście metodą ze "Zmienników" antycypowane) obserwacje PRL-owskiej rzeczywistości. I za to, czego i mnie żal:

Rynek Łazarski to osobliwe miejsce. Gdyby ten otoczony z trzech stron secesyjnymi kamienicami plac, którego południowo-zachodnia część otwiera się szerokim wyjściem na ulicę Głogowską, znajdował się na przykład w Antwerpii czy nawet bliżej, w Kolonii, mógłby z powodzeniem stanowić centrum ekskluzywnej dzielnicy. Niestety... Był to Poznań.

Inne tego autora tutaj.

#23

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 30, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Odrobina ciszy w głowie

Kiedy jadę tramwajem, nie kusi mnie, żeby przeładować zmywarkę, wstawić kolejne pranie, napisać notkę, sprawdzić pocztę czy zobaczyć, ile da się pyknąć kamyczków w Venice Deluxe. Patrzę paniom na buty. Patrzę za okno (woda na Cybinie wróciła już do dawnego koryta). I wreszcie mam czas, żeby moje myśli, stłamszone przez cały czas pod natłokiem listy TODO (a przecież nie pracuję!) wyszły na wierzch. Żebym była sama ze światem, mimo że wśród ludzi.

Dzisiaj odkryłam, że tęskniłam za tramwajami.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 29, 2010

Link bezpośredni - Kategorie: Różne, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj