Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: panowie

Zygmunt Zeydler-Zborowski - Major Downar przechodzi na emeryturę

Major Downar w sile wieku, jak to u służb, dochrapał się wreszcie upragnionej emerytury. Dla uczczenia zmiany życiowej wybrał się na długo oczekiwaną wycieczkę objazdową do Włoch. Niestety, zamiast zachować planowane incognito, został wciągnięty w dziwne sprawy współtowarzyszy podróży - niesnaski małżeńskie[1], przygody ekscentrycznej babci, listy z pogróżkami, szyfry i rewolwer, postrzelenie jednego z uczestników wycieczki oraz dziwne, niespójne zachowanie drugiego. Nawet okazjonalna podrywka, piękna pani Anna, nie rozproszyła napięcia, zwłaszcza że wprost podziękowała za awanse. I, jak się okazało po powrocie, jego przyjaciel z komendy, Walczak, poprosił go o wsparcie po tym, jak zginął jeden z uczestników wycieczki, a wiadomości o obserwacje Downara oczywiście pomogły wyjaśnić nie jedną, a dwie zbrodnie.

W zasadzie pierwsza połowa książki to raczej relacja z wycieczki do Włoch - zachwyty Wenecją, opisy zwiedzania, jedzenie i picie ze sporą porcją obserwacji społecznych pt. Polak na wakacjach; pojawiają się kąśliwe stwierdzenia, że Amerykanie i Zachodni Niemcy zepsuli Włochów i wszystko jest drogie. Dopiero druga część to właściwe śledztwo, w którym Downar pełni rolę konsultanta, takiego Herculesa Poirota zza kulis.

Się je: owocowe cukierki w samolocie (jak w “Misiu”!), makaron z sosem pomidorowym z małymi kawałkami wołowiny, posypany parmezanem; makaron, kawałek wysuszonego mięsa z sałatką i winogrona; bułeczki, serki, dżemy; ze szwedzkiego stołu[2]; faszerowane bakłażany w sosie pomidorowym; placki ziemniaczane - ze śmietaną i konfiturami (u Walczaka); grzyby w śmietanie (na ostatni posiłek); domową szarlotkę, drobne ciasteczka, słone paluszki.

Się bywa dowcipnym: Ta opalenizna to raczej od wina, a nie od słońca; Downar usilnie pracował intelektem, żeby powiedzieć coś dowcipnego, ale poległ i zaproponował zamiast tego, żeby się czegoś napili.

Się nabywa okazyjnie: foteliki z importu z Jugosławii.

Się ma terroryzm: bo we Włoszech nie ma kary śmierci. I biedni turyści z Polski nie mogą zwiedzać Palermo w obawie o bezpieczeństwo.

Się ignoruje: konflikty blisko i dalekowschodnie, afrykańskie, niech się biją, jak mają ochotę.

Się pije: białe i czerwone wino, herbatę (do śniadania), amaro z lodem, lemoniadę, coca colę; koniak na przeziębienie, domową kawę, ekspresową holenderską herbatę, Remy Martin; wodę (na przesłuchaniu).

Się konsumuje literaturę: Sienkiewicza (według Downara każdy, kto nie uważa, że to genialny pisarz, to idiota); Kotarbińskiego - Traktat o dobrej robocie (powinien być obowiązkową lekturą w szkołach).

Się czeka na turystów: piękne włoskie dziewczyny, takie że palce lizać (sic!).

[1] Żona zgłasza się do kierownika wycieczki, że boi się zostać sama z mężem, bo ją zamorduje. Downar: nie sądzi pan, że to histeria?

[2] Dotychczas szwedzki stół był dla Downara pustym, pozbawionym jakiejkolwiek treści dźwiękiem. (...) Wszelkiego rodzaju sałatki z krabów, z ośmiornic, z ananasów, z bakłażanów, rozmaite gatunki ryb w pikantnych sosach, warzywa, oliwki, pomidory, kucharze w białych kitlach kroili smakowite mięsiwa, a ogromne plastry rostbefów, cielęciny i pieczony drób… Samoobsługa. Każdy brał talerz, a nawet dwa talerze. (...) Przybysze z Polski byli tak oszołomieni tym zaopatrzeniem, że w pierwszej chwili nie wiedzieli, co brać. (...) I bez żadnych ograniczeń! Pieczywo i wino, białe i czerwone. Ale i szwedzki stół po kilku dniach powszednieje.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#95/#15

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 30, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Proszę nikogo nie winić

Milicja odkrywa podobieństwa między samobójstwami starszych panów, bo każdy z nich pozostawił prawie identyczny list z tytułową frazą, gdzie skądinąd sprawni i zadowoleni z życia emeryci zwierzali się, że nie chcą być ciężarem, chcą odejść przed całkowitą niepełnosprawnością i zależnością od innych. Drugim podobieństwem jest zamożność ofiar - są dobrze sytuowani, zwykle mają wspierającą rodzinę za granicą, a tuż przed śmiercią wypłacają walory, które potem znikają. Jeden z prowadzących śledztwo przypadkiem poznaje emigrantkę, która próbuje zabrać dziadka-emeryta do Kanady, ale ten narzeka na brak sensu i planuje rychłe odejście, co oczywiście budzi podejrzenia i pani Karolina zostaje uczestniczką ustawki w celu odkrycia, kim jest tajemniczy filozof, znajomy dziadka. W tle dzieją się pomniejsze afery - hazard, narkotyki, prywatny handel warzywami i owocami, wreszcie morderstwo, tym razem ofiara zostaje zastrzelona.

Się je: jajecznicę z 4 jaj, chleb, masło, kiełbasę, kartofle do schabu.

Się pije: mocną herbatę, nalewkę z czarnych porzeczek, żytniówkę, kanadyjskie wino.

Się podrywa na: imponujący schab, kupiony okazyjnie.

Się ma: Oczy niebieskie, jakby wypłowiałe od słońca, pozbawione źrenic. (sic!)

Się (złośliwie) komentuje Warszawę: port lotniczy “Okęcie” to zwykły barak, nie ma taksówek na postojach, przy okazji budowy metra unieruchomione jest całe miasto, jedzenie w Hotelu Forum jest fatalne, trzeba czekać latami na założenie telefonu.

Się (nie) wstydzi: Moja siostra wyszła za milicjanta, ale to miły i kulturalny człowiek.

Się nie nosi: specjalnych wkładek do butów na bolące kolano, bo się w nie nie wierzy.

Inne tego autora.

#90/#14

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 23, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 2 komentarze - Skomentuj


Jerzy Edigey - Trzy płaskie klucze

Powszechny Bank Rzemiosła, dzień jak co dzień, tyle że po otwarciu skarbca okazuje się, że zniknęło 10 mln rezerwy bankowej w nowych 500-tkach. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że do otwarcia skarbca potrzebne są tytułowe trzy przedwojenne angielskie klucze z rzadkiego stopu platyny i irydu, które podobno istnieją tylko w dwóch kompletach - jeden ma milicja w sejfie, drugi rozdzielony jest między trzech urzędników banku i wszyscy trzej są potrzebni do otwarcia. Kapitan Piotr Jarkowski z Komendy Stołecznej zaczyna rozpytywać, ale jak tylko trafia na cokolwiek, to jego współpracownik - porucznik Widera - chce każdego podejrzanego od razu aresztować. Ale u Edigeya jest milicja z misją, więc przede wszystkim nie wolno aresztować bez dowodów, a jak już są dowody, to warto grzecznie poprosić, żeby się sam zgłosił i zrehabilitował. Milicja zatrudnia swojego człowieka w banku, a w finale dokonuje eksperymentu psychologicznego i złodziej wpada.

Się pali: Wawele.

Się wierzy: Wierzę we wszystko, w co kościół święty wierzyć każe, w świętych obcowanie i ciała zmartwychwstanie (stary, przedwojenny woźny).

Się pije: wódkę jałowcówkę, starowin, wino jugosłowiańskie, meukow fine champagne (u starszej pani z pretensjami), pięciogwiazdkowy jubilejny (w Komendzie Stołecznej).

Się zagryza: bułką, pudełeczkiem korków (zgaduję, że chodzi o śledziowe), 10 deka szynki i słoikiem ogórków.

Się mieszka: w willi przy ulicy Dygasińskiego.

Się szabruje: biurko z byłej kwatery Goeringa na Mazurach.

Inne tego autora, inne z tej serii.

88/#13

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 19, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Karl Ove Knausgård - Lato

Ostatni tom z cyklu, jak tytuł wskazuje - migawki z letnich dni są przerywane pamiętnikiem autora, który większość czasu spędza na rozwożeniu czwórki dzieci, bo jak się mieszka na wsi, gdzie nic nie ma, to się robi za szofera. Z pamiętnika można zaobserwować rozpad związku z Lindą, chociaż ta część historii jest dość enigmatyczna. Opisy białych nocy płynnie przechodzą w zupełnie losowe opowiadanie o Norweżce, która w czasie drugiej wojny światowej zakochała się i uciekła od swojego męża i dzieci z Niemcem. Spodziewałam się jakiegoś podsumowania, ale nie.

Inne tego autora.

#84

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 10, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kańtoch - Samotnia

(Co, myśleliście, że skończyłam z tą autorką? Nie ma obaw, jeszcze mam na trochę; zalety późnego odkrycia pisarki, jak już dużo napisała).

Leon, pisarz powieści kryminalnych, na wakacjach we Włoszech poznaje Julię. Jest świeżo rozwiedziony, po kilku dniach znajomości oświadcza się i para bierze spontaniczny, cichy ślub w Bari. Nie dziwmy się jego dezorientacji, kiedy budzi się w szpitalu, ktoś w niego wjechał samochodem tuż pod jego domem, tytułową Samotnią, więc raczej nie był to przypadek, ale nic nie pamięta. Obrażenia Leona są poważne, a poza złamaniami doznał uszkodzeń głowy i stracił w zasadzie wzrok. Do tego jest pandemia, szpitale są odizolowane i w chaosie, więc jedyną osobą, którą - poza lekarzami - spotyka, jest jego świeżo poślubiona żona. Tyle że coś jest nie tak, Julia mówi niby właściwe rzeczy, ale coś się nie zgadza, to chyba nie jest ta osoba, z którą się ożenił. Leon wraca do domu, adaptacja do zmienionej rzeczywistości jest trudna, kiedy próbuje prowadzić samodzielnie śledztwo, otoczenie - była żona, znajomi i rodzina - patrzą na niego jak na wariata. Po czym zaczynają się dziać coraz bardziej niepokojące rzeczy - odnajduje zwłoki bliskiej osoby, a Julia Druga - już jest pewien, że to inna osoba, niż ta, którą poznał we Włoszech - znika.

Znowu, mnóstwo tropów i zmyłek, bohater, który ma bardzo ograniczone narzędzia do kontaktu ze światem, gęsta atmosfera narastającego zagrożenia, trust no one, a przede wszystkim poczucie postępującego obłędu. Czytałam, prawie że obgryzając paznokcie z napięcia (nie obgryzam, ale rozumiecie), zwłaszcza że utraty wzroku obawiam się chyba najbardziej, a autorka złośliwie wpędza bohatera w coraz większą kabałę. Po czym elegancko wszystko rozwiązuje.

Inne tej autorki.

#77

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 19, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Fredrik Backman - Moi przyjaciele

Louisa tuła się po domach tymczasowych, jedynym jasnym promyczkiem jest rysowanie i przyjaźń z Rybką. Niestety, Rybka wcześniej niż Luisa zostaje pełnoletnia i wsparcie systemowe już jej nie obejmuje, co dość szybko kończy się odejściem dziewczyny, która za bardzo lubiła narkotyki. Louisa zostaje z pękniętym sercem i decyduje się tuż przed swoimi 18. urodzinami na ucieczkę i wyprawę do galerii sztuki. Jedną z relikwii jest dla niej pocztówka z obrazem “Ten z morzem” niszowego, choć cenionego artysty C. Jata; nie może więc opuścić okazji, kiedy oryginał obrazu jest wystawiony na licytację. Na skutek zupełnego przypadku zderza się pod miejscem aukcji, skąd została wyrzucona, z niepozornie wyglądającym, ewidentnie chorym człowiekiem, który… oczywiście, jest samym C. Jatem. Gdy Artysta umiera, jego najlepszy przyjaciel, Ted, odnajduje cudem Louisę i oddaje jej - według ostatniego życzenia Artysty - obraz, co rozpoczyna szaloną podróż pociągiem i początek opowieści o dawnej i współczesnej przyjaźni.

Obiecywałam sobie, że będę twarda, nie rozpłaczę się bez względu na to, czym autor we mnie rzuci, to tylko historia, to się nie wydarzyło. Nie zdziwicie się zapewne, jak przyznam się do porażki, bo łezka mi pociekła, a od książki się nie mogłam przez dwa dni oderwać. Nie pisałam, bo czytałam. Nie wiem, skąd Backman bierze tę ogromną wrażliwość na niedostosowanych do świata ludzi, często w spektrum, często nie rozumianych i pogardzanych, ale jeśli potrzebujecie budującej opowieści o tym, że bycie innym może być trudne, ale nie zawsze źle się kończy, to to jest lektura dla Was. A, jest też dość zabawna.

Inne tego autora.

#76

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 18, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 1 komentarz - Skomentuj


Steve Erickson - Dni między stacjami

Paryż, tuż po 1. wojnie światowej, Adolphe Sarre, znajda wychowany ukradkiem w domu publicznym, zostaje reżyserem i chce stworzyć wiekopomne dzieło o śmierci Marata. Mimo że nie chce znanych nazwisk, a film kręci w zapyziałym miasteczku, zdobywa coraz większą sławę, kiedy pokazuje kawałki krytykom. Tyle że filmu nie kończy mimo największego poświęcenia - oddaje za środki na finalizację filmu swoją ukochaną. Mija kilkadziesiąt lat, pojawia się jego wnuk, który planuje rzecz dokończyć, ale znika. Pojawia się syn malarza, który wypłynął na dziele namalowanym jako ilustracja do filmu i to jemu udaje się zebrać wszystkie kawałki w całość. Ale że rzecz dzieje się w jakimś alternatywnym świecie, gdzie zaraza, świat w chaosie, trzeba oszczędzać prąd, a spalić wszystko, co niepotrzebne, na premierze wywiązują się zamieszki i syn malarza ginie, a niedługo po tym umiera wiekowy już reżyser. Na to nakłada się drugi wątek - Michel Sarasan, tak na oko wnuk Adolphe’a, wdaje się w romans z Lauren, piękną Amerykanką, która umie przywoływać koty i niedawno straciła w niewiadomych okolicznościach dziecko, a do tego mąż ją notorycznie zdradza. Jadą oboje do Paryża, żeby uprawiać intensywnie pożycie intymne i odkryć przeszłość Michela, bo ten nic nie pamięta, nawet własnego imienia nie jest pewien. W finale, po zagubieniu całego peletonu rowerzystów w Wenecji, Lauren musi zdecydować, czy wrócić do męża, czy zostać z Michelem. A Michel odkrywa swoją przeszłość po którejś mistycznej, wielotygodniowej podróży pociągiem, bo transport ciągle wraca do tego samego miejsca.

To nie jest książka dla mnie, albowiem usiłuję szukać logiki w realizmie magicznym, gdzie nie ma samolotów, świat jest pozbawiony rządów i ładu, w butelce po koniaku znajdują się oczy zmarłego dziecka, a spora część historii to opisywanie ruchów posuwisto-zwrotnych, przerywanych onirycznymi scenami, które może się zdarzyły, może nie. Wierzę, że lektura może wciągać i mieć urok, ale mnie straszliwie zmęczyła.

#72

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 8, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Jerzy Edigey - Mister MacAreck i jego business

Narrator, dziennikarz Jerzy E., zostaje oddelegowany do pięknego miasta Szczecin w celu uzyskania relacji z głośnego procesu poszlakowego (jak już ogarnia, że przestępstwa nie popełnił znany podróżnik Vasco da Gama). Na miejscu okazuje się, że jest spiętrzenie przyjezdnych i nie ma szans na żaden hotel. Wtem Edigey w przypadkowo spotkanym amerykańskim milionerze Henrym MacArecku rozpoznaje kolegę ze szkoły, Henia Makarka, dzięki czemu nie dość, że dostaje pokój, to jeszcze panowie się spotykają co wieczór i Makarek opowiada swoje życiowe przygody. A jest o czym opowiadać, bo jak się okazuje, do wszystkiego w życiu doszedł sprytem i kosztem ludzi, którzy chcieli go oszukać. Nie wiem, czy współcześnie można by nazwać McArecka grifterem, bo uczciwie o wszystkim mówił, a jego kontrahenci nabierali się na własne wyobrażenia, ale jest to fucha zupełnie nie do pomyślenia w czasach PRL. Oryginalny cel podróży dziennikarza - relacja z procesu[1] - jest potraktowany dość po łebkach, bo oskarżony nie przyznaje się do zamordowania żony, a twardych dowodów nie ma, więc sprawa kończy się i owszem, wyrokiem skazującym, ale nie oczekiwaną przez wszystkich karą śmierci. Za to historie opowiadane przez Henia - tu jest dużo zdziwienia, bo i ogromne kwoty, jakimi operował, i amerykańskie realia (czeki, luksusowe statki wycieczkowe, kopalnie złota, brylanty…) są dość niespotykane.

Pamiętam, że czytałam tę książkę ładne kilka razy z ogromną uciechą, teraz już raczej widziałam grube nici, jakimi była szyta. Autor w usta ekspata wkłada mnóstwo “obiektywnych” ocen kraju - piękna odrestaurowanego (nie zrekonstruowanego!) Szczecina, urody wioseczek i małych zabytkowych miast (gdzie absolutnie można byłoby powiesić bannery Coca-cola), zaś narrator wprawdzie widzi niedostatki PRL-u, ale oczywiście cieszy się, że pobyt w szpitalu darmo, w przeciwieństwie do zgniłego Zachodu.

Się zarabia na przemycie: z opium wytwarza morfinę, a następnie przerabia na heroinę (?!).

Się pije: kawę, Hennessy, starkę i inne polskie wódki, bo to luksus za granicą, oranżadę, winiaczek, kwaśne mleko.

Się je: słynne parówki na poznańskim lotnisku; wyrafinowane frykasy w restauracjach, acz bez szczegółów; domowy razowiec ze świeżym domowym masłem.

Się tańczy: “ukulele” (sic! Ukulele tańczone było przez piękne hawajskie dziewczęta).

Się zachwyca: asortymentem polskich monopolowych, bo czego jak czego, ale wódki to nie brakuje.

Bawiąc-uczyć: Hitler w Trzcińsku-Zdroju.

[1] I okazuje się, że proces rzeczywiście się toczył, bo odciętą głowę Walentyny M. (z pochodzenia Rosjanki) autentycznie znaleziono w Odrze w 1957 roku.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#70/#11

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 4, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


David Mitchell - Atlas chmur

Powieść to w zasadzie 6 mini-powieści, ułożonych w łańcuszek. XIX wiek; Ewing, amerykański notariusz, spisuje dziennik swojej podróży przez pacyficzne wyspy. Część tego dziennika w latach 30. XX wieku czyta muzyk Frobisher, który jest sekretarzem znanego, choć bardzo starego muzyka; opisuje wszystko swojemu ukochanemu, fizykowi Sixsmithowi. Kilkadziesiąt lat później, już w latach 80., Sixsmith próbuje zapobiec awarii źle skonstruowanej amerykańskiej elektrowni atomowej, ale zostaje zamordowany. Sprawę próbuje wyjaśnić dziennikarka, Rey, która oprócz dokumentów demaskujących zarząd elektrowni dostaje listy Frobishera. Mija kolejne kilkadziesiąt lat, wydawca Cavendish musi ukrywać się przed rodziną klienta-przestępcy, trafia niespodziewanie do domu spokojnej starości, skąd usiłuje uciec; pozbawiony pracy przegląda nieopublikowane manuskrypty i trafia na 1. część pamiętnika Rey. Daleko w przyszłości, sklonowana robotnica Sonmi-451 (ukłon w stronę Bradbury’ego?) jakimś sposobem zyskuje inteligencję i jej marzeniem staje się obejrzenie w całości filmu na podstawie losów Cavendisha. Wreszcie w ostatniej odsłonie, Zachariasz, cylwizowany członek jednego z plemion na Hawajach, które uchowały się po apokalipsie i nie zostały (jeszcze!) krwawo stłumione przez inne, pomaga Profetce Meronym, należącej do nielicznej grupy ocalałych naukowców, w dotarciu do teleskopu w opuszczonym obserwatorium; luźny związek z powoli zapomnianą przeszłością utrzymuje przez wiarę w boginię Sonmi. Każda historia, oprócz ostatniej, jest przerwana w połowie i dopiero teraz palindromicznie każda z nich dostaje zakończenie.

Nie wiem, co mi nie podeszło przy pierwszym i chyba drugim czytaniu, bo kilka prób podejmowałam. Jak już przeskoczyłam do drugiego epizodu, zaczęło mi się podobać, a jak dotarłam do przyszłości i historii “fabrykantki”, nie mogłam się oderwać. Nie upieram się, że związki między historiami są wyraźne, raczej absolutnie pretekstowe; pamiętam, że to było dla mnie problemem podczas oglądania ekranizacji, która składała się z tych samych aktorów obsadzonych w coraz dziwniejszych sztafażach. Książka jest bardziej składna i coraz bardziej wciągająca, im dalej w akcję. Czy zaliczyłabym ją do top 100 najlepszych książek sf? Niekoniecznie.

#67

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 27, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Patrick Quentin - Mój syn mordercą?

Wracają znajomi bohaterowie, chociaż drugoplanowo - pojawia się wyrozumiały, acz dociekliwy detektyw Trant oraz znani z innych książek Iris i Peter Duluthowie - ale narratorem jest Jake Duluth, brat Petera, skromny wydawca książek. Skromny, bo od lat żyje w cieniu przebojowego i zamożnego wspólnika, Ronny’ego. I wtem Ronny wraca ze swojej podróży po Europie, przywożąc młodziutką żonę, Jean, która mogłaby być jego córką, oraz jej rodzinę - egotystycznego pisarza Leightona, jego potulną żonę i opryskliwą muzę/kochankę. I wszystko poszłoby zgodnie z planem - wydawnictwo inwestuje w nowego genialnego literata, na rynku pojawiają się bestsellery, a młoda żona uszczęśliwia męża - tyle że Jean zakochuje się w synu Jake’a, Billu. I wtedy okazuje się, że Ronny - owszem, znany z gwałtowności i łatwego wpadania w gniew, ale też szybkiego powrotu do normalności - decyduje się podjąć zdecydowane kroki: zamknąć wydawnictwo, doprowadzając do ruiny Jake’a i przekreśli szansę debiutu Leightona. Tyle że zanim kontaktuje się ze swoim prawnikiem, ktoś go zabija, a jedyną osobą bez alibi jest Bill. Co gorsza, jego ojciec też nie jest na początku przekonany co do niewinności jedynaka, a mimo aresztowania w jego winę powątpiewa sam inspektor Trant.

Nie wiem, gdzie w tej książce znajduje się zapowiadany humor, to rzetelny thriller z twistem, zwłaszcza że rodzina Duluthów została kilka lat wcześniej dotknięta tragedią - żona Jake’a i matka Billa wypaliła ostatniego papierosa i skoczyła z parapetu okna ze skutkiem śmiertelnym. Teraz w dodatkowo trudne stosunki między mężem i synem, z których każdy obwinia się o śmierć żony i matki, weszła dodatkowa nieufność, najpierw na tle finansowym, potem - czy młody jednak nie jest winny. No chyba że zabawne są wstawki typu zaskakujący opis kobiety w spodniach, “nie wolno nosić serca na dłoni, szczególnie jeśli się ma szerokie biodra” czy “zauważyłem, że jest rudy, ale poza tym nie zainteresowałem się nim”.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#66

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 26, 2026

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj