”Inny wiatr” to koda cyklu. Olcha, drobny czarodziej ze specjalizacją naprawianie, przybywa na Gont do Geda, żeby ten pomógł mu zrozumieć nawracający sen, w którym jego nieżyjąca żona i inni zmarli chcą z nim kontaktu przez mur z kamieni, oddzielający krainę żywych od umarłych. Chcą, żeby ich uwolnił. Ged, pozbawiony mocy dramatycznej akcji załatania wycieku magii ze świata, odsyła go do Havnoru, gdzie wraz z królem Lebannenem przebywają Tenar i Thierru. Dla zakotwiczenia w rzeczywistości daje mu małego kociaka, który odpędza od niego złe sny. W Havnorze Olcha wpada w wir zamieszania politycznego - planowanego małżeństwa króla z kargijską księżniczką i próby powstrzymania “dzikich” smoków od pustoszenia wysp. Rozwiązanie odbywa się w krainie umarłych, gdzie po porównaniu mitów ludzi i smoków udaje się rozbić mur i uwolnić uwięzione dusze. Następuje też finał dla Tehanu, która przyłącza się do innych smoków. Bardzo ładne zakończenie.
Inne tej autorki.
#86-#87 (przeczytałam też Wyspę skazańców Lehane’a).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 28, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, sf-f, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
”Inny wiatr” to koda cyklu. Olcha, drobny czarodziej ze specjalizacją naprawianie, przybywa na Gont do Geda, żeby ten pomógł mu zrozumieć nawracający sen, w którym jego nieżyjąca żona i inni zmarli chcą z nim kontaktu przez mur z kamieni, oddzielający krainę żywych od umarłych. Chcą, żeby ich uwolnił. Ged, pozbawiony mocy dramatycznej akcji załatania wycieku magii ze świata, odsyła go do Havnoru, gdzie wraz z królem Lebannenem przebywają Tenar i Thierru. Dla zakotwiczenia w rzeczywistości daje mu małego kociaka, który odpędza od niego złe sny. W Havnorze Olcha wpada w wir zamieszania politycznego - planowanego małżeństwa króla z kargijską księżniczką i próby powstrzymania “dzikich” smoków od pustoszenia wysp. Rozwiązanie odbywa się w krainie umarłych, gdzie po porównaniu mitów ludzi i smoków udaje się rozbić mur i uwolnić uwięzione dusze. Następuje też finał dla Tehanu, która przyłącza się do innych smoków. Bardzo ładne zakończenie.
Inne tej autorki.
#86-#87 (przeczytałam też Wyspę skazańców Lehane’a).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 28, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, sf-f, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ustaliłam sobie pewien rytm - w poniedziałek do biura i do restauracji, a młodzieży nawynos. We wtorek, czwartek i sobotę gotuję w domu, ale w sobotę rano śniadanie. W środę i piątek co się nawinie, ale zwykle też z dostawą do domu. Mam zestaw pewniaków, o których już pisałam (kolejność dowolna): Yetztu, Brzask, Południe, Taj India, Niezły Meksyk, Mykonos, Ratajska, Bankcook, Why Tai, Do Środka, Tapasta, Pyra Bar… A poniżej lista nowych miejsc, które odwiedziłam w tym roku, wszystko za swoje, niesponsorowane, ale oczywiście chętnie będę reklamować za posiłek!
- Niebiańska - Tarasy Cytadeli, świetne miejsce na kawku i ciastko po spacerze.
- Start - Różana/Spadzista, kuchnia autorska, niestety rozczarowanie - drogo, bardzo długo się czeka na jedzenie przy prawie pustym lokalu, a dodatkowo bez efektu wow
- Kaprys na Smak - Taczaka 22, krótkie menu, pyszne i mam poczucie zaopiekowania
- Kawiarnia Kociak - Święty Marcin 28, zabytek PRL-u, galaretka z bitą śmietaną jak za dawnych lat
- Sisi - Szamarzewskiego 1, miejsce z potencjałem, niestety nie radzą sobie z ruchem - niepełne zamówienie, a robiony na chybcika Croque Madame był z jednej strony przypalony, z drugiej zimny, rozczarowanie
- Rex - rynek Łazarski 4, bardzo przyjemne śniadania i ciasta, krótkie menu
- Coś Breakfast & Prosecco - Żydowska 33, cudowne, jedno z niewielu miejsc, gdzie zjadłam jajka po turecku
- Bistro Charlotte - ul. Krysiewicza 3a/27, przyznam, że przylepiłam łatkę hipsteriady, ale jest pysznie i niedrogo, wbijam po poranną kanapkę z kozim serem, kiedy pracuję z biura
- Betonhaus - Śniadeckich 12B, tak, byłam obrażona na Petit Paris w Starym Browarze, bo obsługa przekiepska, ale absolutnie się przeprosiłam w lokalu w parku Wilsona, nie dość, że otoczenie, to jeszcze świetne śniadania i pieczywo
- TARG - Dolna Wilda 87, wprawdzie nie restauracja, ale co sobota targ rzemieślniczy - sery, oliwki, wędliny, pieczywo, warzywa od rolnika
Coś
Coś
Coś
Niebiańska / Brzask
Do Środka / Niebiańska
Yetztu
Yetztu / Południe
Kaprys na Smak
Kaprys na Smak / Kociak
Sisi
Sisi
Bistro Charlotte
Bistro Charlotte
Bistro Charlotte
Petit Paris - Betonhaus
Rex
Rex
Start
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 26, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Ustaliłam sobie pewien rytm - w poniedziałek do biura i do restauracji, a młodzieży nawynos. We wtorek, czwartek i sobotę gotuję w domu, ale w sobotę rano śniadanie. W środę i piątek co się nawinie, ale zwykle też z dostawą do domu. Mam zestaw pewniaków, o których już pisałam (kolejność dowolna): Yetztu, Brzask, Południe, Taj India, Niezły Meksyk, Mykonos, Ratajska, Bankcook, Why Tai, Do Środka, Tapasta, Pyra Bar… A poniżej lista nowych miejsc, które odwiedziłam w tym roku, wszystko za swoje, niesponsorowane, ale oczywiście chętnie będę reklamować za posiłek!
- Niebiańska - Tarasy Cytadeli, świetne miejsce na kawku i ciastko po spacerze.
- Start - Różana/Spadzista, kuchnia autorska, niestety rozczarowanie - drogo, bardzo długo się czeka na jedzenie przy prawie pustym lokalu, a dodatkowo bez efektu wow
- Kaprys na Smak - Taczaka 22, krótkie menu, pyszne i mam poczucie zaopiekowania
- Kawiarnia Kociak - Święty Marcin 28, zabytek PRL-u, galaretka z bitą śmietaną jak za dawnych lat
- Sisi - Szamarzewskiego 1, miejsce z potencjałem, niestety nie radzą sobie z ruchem - niepełne zamówienie, a robiony na chybcika Croque Madame był z jednej strony przypalony, z drugiej zimny, rozczarowanie
- Rex - rynek Łazarski 4, bardzo przyjemne śniadania i ciasta, krótkie menu
- Coś Breakfast & Prosecco - Żydowska 33, cudowne, jedno z niewielu miejsc, gdzie zjadłam jajka po turecku
- Bistro Charlotte - ul. Krysiewicza 3a/27, przyznam, że przylepiłam łatkę hipsteriady, ale jest pysznie i niedrogo, wbijam po poranną kanapkę z kozim serem, kiedy pracuję z biura
- Betonhaus - Śniadeckich 12B, tak, byłam obrażona na Petit Paris w Starym Browarze, bo obsługa przekiepska, ale absolutnie się przeprosiłam w lokalu w parku Wilsona, nie dość, że otoczenie, to jeszcze świetne śniadania i pieczywo
- TARG - Dolna Wilda 87, wprawdzie nie restauracja, ale co sobota targ rzemieślniczy - sery, oliwki, wędliny, pieczywo, warzywa od rolnika
Coś
Coś
Coś
Niebiańska / Brzask
Do Środka / Niebiańska
Yetztu
Yetztu / Południe
Kaprys na Smak
Kaprys na Smak / Kociak
Sisi
Sisi
Bistro Charlotte
Bistro Charlotte
Bistro Charlotte
Petit Paris - Betonhaus
Rex
Rex
Start
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 26, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Ten tom jest o tyle nietypowy, że dzieje się na przełomie 2019 i 2020, przez co pandemia jest obecna jako tło - praca z domu, nawet w policji, zamknięte restauracje, puste hotele, blokady na nawet tak luźnych granicach jak między Norwegią, Danią a Szwecją, dyskusja skuteczności social distancing i rozwiązań, jakie wybrały poszczególne kraje. Strasznie łatwo zapominamy, życie wróciło do normy, a to była dramatyczna zmiana wszędzie.
Barbarotti dostaje do rozpoznania sprawę zaginięcia pisarza, który wyszedł ze spotkania autorskiego, wrócił do hotelu i od tej pory ślad po nim zaginął, nie licząc spalonego pustego samochodu. Niebawem znika poetka, w podobnych okolicznościach. Oboje wspominają tajemniczego stalkera (stalkerkę?), który wypomina im coś z przeszłości. Kiedy znika dziennikarz, również obserwowany przez kogoś, kto mu źle życzy, jest już troje zaginionych. Mimo utrudnień związanych z pandemią, Barbarotti wraz ze swoją partnerką w pracy i w życiu, Evą Backman, mozolnie rozplątuje sieć powiązań, w międzyczasie smacznie jedząc i ciesząc się wzajemnie ze swojego towarzystwa, mimo początkowych trudności, kiedy Eva zniknęła na kilka tygodni w Australii, żeby przemyśleć różne rzeczy.
Inne tego autora.
#84
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 25, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ten tom jest o tyle nietypowy, że dzieje się na przełomie 2019 i 2020, przez co pandemia jest obecna jako tło - praca z domu, nawet w policji, zamknięte restauracje, puste hotele, blokady na nawet tak luźnych granicach jak między Norwegią, Danią a Szwecją, dyskusja skuteczności social distancing i rozwiązań, jakie wybrały poszczególne kraje. Strasznie łatwo zapominamy, życie wróciło do normy, a to była dramatyczna zmiana wszędzie.
Barbarotti dostaje do rozpoznania sprawę zaginięcia pisarza, który wyszedł ze spotkania autorskiego, wrócił do hotelu i od tej pory ślad po nim zaginął, nie licząc spalonego pustego samochodu. Niebawem znika poetka, w podobnych okolicznościach. Oboje wspominają tajemniczego stalkera (stalkerkę?), który wypomina im coś z przeszłości. Kiedy znika dziennikarz, również obserwowany przez kogoś, kto mu źle życzy, jest już troje zaginionych. Mimo utrudnień związanych z pandemią, Barbarotti wraz ze swoją partnerką w pracy i w życiu, Evą Backman, mozolnie rozplątuje sieć powiązań, w międzyczasie smacznie jedząc i ciesząc się wzajemnie ze swojego towarzystwa, mimo początkowych trudności, kiedy Eva zniknęła na kilka tygodni w Australii, żeby przemyśleć różne rzeczy.
Inne tego autora.
#84
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 25, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[27-30.08.2025]
Nasłuchałam się o Wiedniu, że oszałamia, najpiękniejsza europejska stolica, a secesją można się pocierać na każdym rogu. Nie mówię, że się z tym nie zgadzam, ale. Poznań, w którym mieszkam, jakby dostał trochę dofinansowania na sensowne remonty budynków, absolutnie nie ma się czego wstydzić w kwestii jakości tkanki miejskiej; wiadomo, z zachowaniem proporcji, bo takiego Hofburgu na ponad 2000 pokoi nigdy nie było. Druga obserwacja - nie widziałam w zasadzie większej różnicy między Wiedniem a Berlinem, Wiedeń to Berlin, którego nie zdemolowano w 1945 roku i nie podzielono na kawałki, przez co się nie rozwarstwił. Podsumowując - piękne miasto, ale żeby zwaliło z nóg to nie. Mieszkałam w dzielnicy 2 - Leopoldstadt, tuż przy Praterze, który dla odmiany mnie nieco rozczarował, bo to ogromne, ale całkiem współczesne, hałaśliwe i tandetne wesołe miasteczko; nie byłam w muzeum, może tam było bardziej klimatycznie. Zaleta - z diabelskiego młyna ładny widok na miasto. Leopoldstadt to mieszanina biurowców, arterii i klimatycznych secesyjnych kamienic z okazjonalnymi plombami, takie normalne miejsce do życia - szkoły, parki, restauracje. Bardzo spodobał mi się zupełnie nieturystyczny Karmelitermarkt, z warzywami, rzemieślniczymi serami, piekarniami i kawiarenkami; najlepsze śniadanie w Wiedniu.
Wynajęłam uroczy, cichy - bo z widokiem na zieleń i podwórko, choć kompaktowy apartament w starej, właśnie remontowanej kamienicy. Młodzież dostała swój oddzielny pokój, chociaż była to tzw. służbówka, w której mieściło się łóżko i nic więcej, ale było okno i można było zamknąć drzwi. Jedyna wada - szukałam miejsca z parkingiem, wynajmujący potwierdził, że parking jest, nie trzeba rezerwować, po czym tuż przed przyjazdem się okazało, że parking owszem jest, ale publiczny i płatny, 800 metrów dalej. Nie była to ostatecznie wada, ale zirytowało mnie wprowadzanie w błąd, bo w takim ujęciu każdy lokal ma parking.
Adresy:
- Heidi Horten Collection - Hanuschgasse 3.
- Schmetterlinkhaus - Burggarten Hofburg.
- Österreichische Nationalbibliothek - Josefsplatz 1.
- Naturhistorisches Museum - Maria-Theresien-Platz.
- Hundertwasser Village - Kegelgasse 34-38
- Café am Park - Max-Winter-Platz 8, śniadania (zestawy z napojami, dość proste, ale smaczne).
- Gasthaus Reinthaler im 2. Bezirk - Stuwerstraße 5, austriacka; sznycle, gulasze, ziemniaki i Kaiserschmarrn z powidłami śliwkowymi.
- Joseph Brot • Wien Bio Bäckerei -
Führichgasse 6, piekarnia i śniadaniownia, pyszne pieczywo, ale jajka na miękko były półsurowe.
- Mesze_Vienna - Ausstellungsstraße 39/2, restauracja grecka.
- Cafemima - Karmelitermarkt 21, doskonałe śniadanie.
Café am Park / Cafemima / Joseph Brot
Gasthaus Reinthaler / Mesze_Vienna
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 23, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
austria, wieden
- 2 komentarze
- Skomentuj
[27-30.08.2025]
Nasłuchałam się o Wiedniu, że oszałamia, najpiękniejsza europejska stolica, a secesją można się pocierać na każdym rogu. Nie mówię, że się z tym nie zgadzam, ale. Poznań, w którym mieszkam, jakby dostał trochę dofinansowania na sensowne remonty budynków, absolutnie nie ma się czego wstydzić w kwestii jakości tkanki miejskiej; wiadomo, z zachowaniem proporcji, bo takiego Hofburgu na ponad 2000 pokoi nigdy nie było. Druga obserwacja - nie widziałam w zasadzie większej różnicy między Wiedniem a Berlinem, Wiedeń to Berlin, którego nie zdemolowano w 1945 roku i nie podzielono na kawałki, przez co się nie rozwarstwił. Podsumowując - piękne miasto, ale żeby zwaliło z nóg to nie. Mieszkałam w dzielnicy 2 - Leopoldstadt, tuż przy Praterze, który dla odmiany mnie nieco rozczarował, bo to ogromne, ale całkiem współczesne, hałaśliwe i tandetne wesołe miasteczko; nie byłam w muzeum, może tam było bardziej klimatycznie. Zaleta - z diabelskiego młyna ładny widok na miasto. Leopoldstadt to mieszanina biurowców, arterii i klimatycznych secesyjnych kamienic z okazjonalnymi plombami, takie normalne miejsce do życia - szkoły, parki, restauracje. Bardzo spodobał mi się zupełnie nieturystyczny Karmelitermarkt, z warzywami, rzemieślniczymi serami, piekarniami i kawiarenkami; najlepsze śniadanie w Wiedniu.
Wynajęłam uroczy, cichy - bo z widokiem na zieleń i podwórko, choć kompaktowy apartament w starej, właśnie remontowanej kamienicy. Młodzież dostała swój oddzielny pokój, chociaż była to tzw. służbówka, w której mieściło się łóżko i nic więcej, ale było okno i można było zamknąć drzwi. Jedyna wada - szukałam miejsca z parkingiem, wynajmujący potwierdził, że parking jest, nie trzeba rezerwować, po czym tuż przed przyjazdem się okazało, że parking owszem jest, ale publiczny i płatny, 800 metrów dalej. Nie była to ostatecznie wada, ale zirytowało mnie wprowadzanie w błąd, bo w takim ujęciu każdy lokal ma parking.
Adresy:
- Heidi Horten Collection - Hanuschgasse 3.
- Schmetterlinkhaus - Burggarten Hofburg.
- Österreichische Nationalbibliothek - Josefsplatz 1.
- Naturhistorisches Museum - Maria-Theresien-Platz.
- Hundertwasser Village - Kegelgasse 34-38
- Café am Park - Max-Winter-Platz 8, śniadania (zestawy z napojami, dość proste, ale smaczne).
- Gasthaus Reinthaler im 2. Bezirk - Stuwerstraße 5, austriacka; sznycle, gulasze, ziemniaki i Kaiserschmarrn z powidłami śliwkowymi.
- Joseph Brot • Wien Bio Bäckerei -
Führichgasse 6, piekarnia i śniadaniownia, pyszne pieczywo, ale jajka na miękko były półsurowe.
- Mesze_Vienna - Ausstellungsstraße 39/2, restauracja grecka.
- Cafemima - Karmelitermarkt 21, doskonałe śniadanie.
Café am Park / Cafemima / Joseph Brot
Gasthaus Reinthaler / Mesze_Vienna
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 23, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
austria, wieden
- 2 komentarze
- Skomentuj
W cyklu o Wiedźminie nie ma złych książek, ale ostatni tom oryginalnego cyklu to mistrzostwo samo w sobie. Nie że wcześniejsze cztery tomy czy opowiadania są słabe, bo nie są, ale rozwiązanie tej całej zabawy z przeznaczeniem, zemstą, koniunkcją światów, jest doskonałe. I za kolejne 20 lat wrócę do cyklu jeszcze raz, nie tylko dla fraz typu “Trefniś usiłował rozśmieszać, ale gdzie mu tam było do Angouleme. Potem zjawił się niedźwiednik z niedźwiedziem, a niedźwiedź ku ogólnej uciesze zrobił kupę na podłogę. Angouleme posmutniała i przygasła - z czymś takim trudno było konkurować”.
Po brawurowej ucieczce przez Wieżę Jaskółki, Ciri przechodzi przez cały szereg światów, próbując wrócić do swojego miejsca i czasu. Yennefer jest przetrzymywana przemocą przez Vilgefortza, zaś wesoła, choć nieco błędna ekipa przy Geralcie już całkiem dobrowolnie przeczekuje zimę u szlachetnie urodzonej kochanki Jaskra. Dwie czarodziejki lata później mozolnie próbują rozszyfrować, co z legend i artefaktów, jakie pozostały po tajemniczych wydarzeniach finalizujących II Wojny Nilfgaardu z Nordlingami, jest prawdą, a co zmyśleniem. Zmieniająca się narracja pokazuje wydarzenia z wielkiej bitwy pod Brenną (lub, według niektórych źródeł, pod Starymi Pupami), czasem epickie, czasem zupełnie przyziemne, bo z perspektywy piechoty czy sprawnie działającego lazaretu. Wreszcie finał - Ciri, Yen i Geralt spotykają się w ostatniej podróży razem i to od czytelnika zależy, którą wersję legendy wybierze na zakończenie.
Absolutnie nie mam żadnych zastrzeżeń, niczego nie brak, nic nie zostało zamiecione pod dywan. Nie wiem, ile fabuły powstało w głowie autora na początku, ile uszył po drodze, ale chapeau bas. 5/5.
Inne tego autora tutaj.
#83
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 22, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2025
- 3 komentarze
- Skomentuj
W cyklu o Wiedźminie nie ma złych książek, ale ostatni tom oryginalnego cyklu to mistrzostwo samo w sobie. Nie że wcześniejsze cztery tomy czy opowiadania są słabe, bo nie są, ale rozwiązanie tej całej zabawy z przeznaczeniem, zemstą, koniunkcją światów, jest doskonałe. I za kolejne 20 lat wrócę do cyklu jeszcze raz, nie tylko dla fraz typu “Trefniś usiłował rozśmieszać, ale gdzie mu tam było do Angouleme. Potem zjawił się niedźwiednik z niedźwiedziem, a niedźwiedź ku ogólnej uciesze zrobił kupę na podłogę. Angouleme posmutniała i przygasła - z czymś takim trudno było konkurować”.
Po brawurowej ucieczce przez Wieżę Jaskółki, Ciri przechodzi przez cały szereg światów, próbując wrócić do swojego miejsca i czasu. Yennefer jest przetrzymywana przemocą przez Vilgefortza, zaś wesoła, choć nieco błędna ekipa przy Geralcie już całkiem dobrowolnie przeczekuje zimę u szlachetnie urodzonej kochanki Jaskra. Dwie czarodziejki lata później mozolnie próbują rozszyfrować, co z legend i artefaktów, jakie pozostały po tajemniczych wydarzeniach finalizujących II Wojny Nilfgaardu z Nordlingami, jest prawdą, a co zmyśleniem. Zmieniająca się narracja pokazuje wydarzenia z wielkiej bitwy pod Brenną (lub, według niektórych źródeł, pod Starymi Pupami), czasem epickie, czasem zupełnie przyziemne, bo z perspektywy piechoty czy sprawnie działającego lazaretu. Wreszcie finał - Ciri, Yen i Geralt spotykają się w ostatniej podróży razem i to od czytelnika zależy, którą wersję legendy wybierze na zakończenie.
Absolutnie nie mam żadnych zastrzeżeń, niczego nie brak, nic nie zostało zamiecione pod dywan. Nie wiem, ile fabuły powstało w głowie autora na początku, ile uszył po drodze, ale chapeau bas. 5/5.
Inne tego autora tutaj.
#83
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 22, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2025
- 3 komentarze
- Skomentuj