Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Poznań - Monachium - Rzym - Buenos

Dwa lata temu wyzłośliwiłam się w kwestii tego, jak wygląda według WP (kto zna, ten wie) świat z samolotu. I złośliwość swoją podtrzymuję, albowiem lecąc w klasie biznes ma się zdecydowanie więcej powodów do radosnego zachwytu. Mimo że w małych samolotach b-klasa to te same siedzenia i miejsce, ale ma się nad głową stewardesę (a konkretnie turecko wyglądającego stewarda o bogatym owłosieniu, który co chwila coś proponuje - a to wodę, a to czasopismo, a to może torbę przełożyć, wina, czekoladkę czy co tam sobie pasażer winszuje). Dodatkowo zamiast plastikowych pojemników posiłek serwowany jest na porcelanie. Wzruszyło mnie bardzo zaangażowanie, z jakim są dobierane elementy brunczyku czy lanczyku: na trasie Poznań-Monachium serwowano przekąskę z kuchni heskiej, a między Monachium a Rzymem - cuda z winogron. Kuchnia heska mnie nie zachwyciła specjalnie, bo ani gruene soese, ani pasta z marynowanego sera (Schneegestoeber) za smaczna nie była, a przeraźliwie twarda bułeczka i średnia suszona szynka całości nie ratowała, najprzyzwoitszy był deser - Frankfurter Kranz (biszkopt z kremem maślanym, obsypany migdałami).

Przekąska winogronowa z kolei była przeurocza - pikantna sałatka z winogron, ziół, kaparów i czegoś ostrego ze stekami z tuńczyka (zanim nie przeczytałam w dołączanej do posiłku ulotce - czyż to, swoją drogą, nie słodkie? - co jem, byłam przekonana, że to jakiś lokalny analog wędzonej polędwicy), kozi i pleśniowy ser z winogronowym chutneyem (yummi!) i winogronową musztardą (yuck!) z wisienką na czubku w postaci galaretki winogronowej.

Ciekawa jestem, ile jeszcze regionów Lufthansa ma opracowanych (i czy w kuchni bawarskiej serwują takie tycie-tycie goloneczki?) i, oraz kiedy PLLot dorobią się czegoś tak uroczego?

Oczywiście że mnie kusiło, żeby skrzętnie zachomikować metalowe sztućce z logo Lufthansy, ale posiadam jednak na tyle przyzwoitości, żeby tego nie robić (tak, po części też dlatego, że nie wiedziałam, że do samego końca nie będę już przeczołgiwana przez bramki w celu obmacania mnie pod kątem posiadanych metali[1], a zwłaszcza elementów metalowych z ostrzem) - jak widać, dodatkowa kontrola już skontrolowanych pasażerów konieczna jest tylko w drodze do Krainy Wolności.

Zastanawiam się, czemu jeden z pierwszych zauważonych samolotów na rzymskim lotnisku miał oznaczenie D-ADHD. Przypadek? Nie wydaje mi się.

Poza tym zwiedziłam biegiem trzy lotniska, bo miałam raptem po 50 minut między samolotami. W Monachium bez zmian (szaro, śnieg, lód), w Rzymie mieli prześliczny wybór kolorowych skórzanych rękawiczek (mimo że tam wiosna, ciepło i zielono). Lot do Buenos w zasadzie przespałam z przerwami na forsowne karmienie, którego jednak unikałam. Uczę się na już hiszpańskiego, bo "habla inglese" bardzo słabo, ale bardzo się starają i na pokazywanego też się da dogadać (naranja - pomarańcza, leche - mleko, gracias - wiadomo, muchos - bardzo wiadomo). Nad Brazylią trochę trzęsło (z Rzymu samolot leciał przez Majorkę, Madryt, Maderę, Kanary, Cayenne, Sao Paolo, a przed samym Buenos nad Porta Allegre[2]). Jak widać - dopłynęłam, idę spać i wstaję po sjeście. Zdjęcia będą, jak znajdę w bagażu myszkę, bo bez myszki jak bez ręki. Hola!

GALERIA ZDJĘĆ

[1] Ależ oczywiście, że zapiszczałam na bramce mimo oddania mojej Gwiazdy Śmierci panu celnikowi do ręki, bo polar z na pierwszy rzut oka plastikowym suwakiem okazał się być źródłem generowania dźwięku, co wesoły celnik skwitował, że jakbym piszczała po zdjęciu polara, to wziąłby mnie na osobistą, bardzo zabawne.

[2] Zbieżność niezamierzona. TSD, czy Was też tak jak mnie bawi miejscowość San Hose con Majo? Święty Józefie na grzance (z majonezem). Fun!

EDIT: Dodałam zdjęcia.

.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 26, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Panic attack, jak zwykle

Horoskop na dziś:

Możesz pozwolić sobie na chwilę lenistwa. Odpoczywaj, ciesz się życiem.

Tak, bardzo lubię takie horoskopy dla ludzi, którzy jutro o 12 muszą zameldować się ze sprawnie spakowaną walizką (czy mam spakowaną? jasssne) na lotnisku w celu odbycia 20 godzinnego lotu w trzech kawałkach. Ja wiem, że wcale nie trzeba przed wyjazdem farbować włosów (no ale przecież nie polecę z odrostami), pozbywać się szczodrze rosnącego zimą owłosienia (5 dni z gołymi nogami, to do czegoś zobowiązuje) czy polakierować elegancko paznokcie (sandałki!), tylko wystarczy wrzucić do torby laptopa, aparat, dwie pary majtek, paszport i kartę Visa. Niestety, nie umiem. Może się nauczę, ale na razie mam pełne ręce roboty. To ciężka praca jest, taki wyjazd.

Jak kto wrażliwy i zmarznięty, to jednak proszę oszczędnie zaglądać w przyszłym tygodniu.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 24, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - Tagi: 2009, argentyna - 16 komentarzy - Skomentuj


Panic attack, jak zwykle

Horoskop na dziś:

Możesz pozwolić sobie na chwilę lenistwa. Odpoczywaj, ciesz się życiem.

Tak, bardzo lubię takie horoskopy dla ludzi, którzy jutro o 12 muszą zameldować się ze sprawnie spakowaną walizką (czy mam spakowaną? jasssne) na lotnisku w celu odbycia 20 godzinnego lotu w trzech kawałkach. Ja wiem, że wcale nie trzeba przed wyjazdem farbować włosów (no ale przecież nie polecę z odrostami), pozbywać się szczodrze rosnącego zimą owłosienia (5 dni z gołymi nogami, to do czegoś zobowiązuje) czy polakierować elegancko paznokcie (sandałki!), tylko wystarczy wrzucić do torby laptopa, aparat, dwie pary majtek, paszport i kartę Visa. Niestety, nie umiem. Może się nauczę, ale na razie mam pełne ręce roboty. To ciężka praca jest, taki wyjazd.

Jak kto wrażliwy i zmarznięty, to jednak proszę oszczędnie zaglądać w przyszłym tygodniu.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 24, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dla przyjaciół

Z przyczyn natury niezależnej muszę zablokować tylne drzwi. Zapraszam wszystkich, którzy korzystali z wejścia publicznego, do kontaktu mailowego, jabberowego bądź ircowego w sprawie przydziału osobistego klucza.

Uwaga! To, co się miało zmienić, to już się zmieniło. Jeśli widzisz, co widziałeś/widziałaś, to nie musisz o nic pytać ;-) No bardziej prosto już nie mogę.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 23, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 12 komentarzy - Skomentuj


Dla przyjaciół

Z przyczyn natury niezależnej muszę zablokować tylne drzwi. Zapraszam wszystkich, którzy korzystali z wejścia publicznego, do kontaktu mailowego, jabberowego bądź ircowego w sprawie przydziału osobistego klucza.

Uwaga! To, co się miało zmienić, to już się zmieniło. Jeśli widzisz, co widziałeś/widziałaś, to nie musisz o nic pytać ;-) No bardziej prosto już nie mogę.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 23, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Maciej Łuczak - Miś, czyli świat według Barei

Nastawiłam się na więcej niż dostałam, niestety. Spodziewałam się soczystych szczególików z planów filmów i seriali Barei, podanych w miarę strawnie i ciekawie. Owszem, książka zawiera wiele wcześniej nieznanych mi detali, sporo zdjęć, historię życia i twórczości pana Stanisława, ale całość jest mocno taka sobie - chaotyczna, ze skokami w historii w przód i w tył, skupiona głównie na filmach. "Zmiennicy" i najbardziej pocięte "Alternatywy" potraktowane są mocno po łebkach, a wszystko, co ciekawe, pojawiło się już kiedyś w artykule Wojciecha Staszewskiego [2020 - link nieaktualny]. Szkoda, bo potencjał był. Zmęczyłam się czytając, a zirytowałam dwiema rzeczami - część końcowa to głównie opisywanie absurdów współczesnych i wymyślanie, jakby na to Bareja zareagował (dziękuję, ale mamy już Internet) oraz zestaw peanów nad powstającym właśnie hołdem, czyli "Rysiem". Naprawdę naiwnie zakładam, że szanowny autor napisał to bez obejrzenia filmu, tylko na podstawie jakiejś wersji scenariusza, bo jeśli taki tekst powstał po filmie, to mi się nie skleja. Poziomem.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 19, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, biografia, 2008 - 0 komentarzy - Skomentuj


Maciej Łuczak - Miś, czyli świat według Barei

Nastawiłam się na więcej niż dostałam, niestety. Spodziewałam się soczystych szczególików z planów filmów i seriali Barei, podanych w miarę strawnie i ciekawie. Owszem, książka zawiera wiele wcześniej nieznanych mi detali, sporo zdjęć, historię życia i twórczości pana Stanisława, ale całość jest mocno taka sobie - chaotyczna, ze skokami w historii w przód i w tył, skupiona głównie na filmach. "Zmiennicy" i najbardziej pocięte "Alternatywy" potraktowane są mocno po łebkach, a wszystko, co ciekawe, pojawiło się już kiedyś w artykule Wojciecha Staszewskiego [2020 - link nieaktualny]. Szkoda, bo potencjał był. Zmęczyłam się czytając, a zirytowałam dwiema rzeczami - część końcowa to głównie opisywanie absurdów współczesnych i wymyślanie, jakby na to Bareja zareagował (dziękuję, ale mamy już Internet) oraz zestaw peanów nad powstającym właśnie hołdem, czyli "Rysiem". Naprawdę naiwnie zakładam, że szanowny autor napisał to bez obejrzenia filmu, tylko na podstawie jakiejś wersji scenariusza, bo jeśli taki tekst powstał po filmie, to mi się nie skleja. Poziomem.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 19, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Powozownia

Zdarzają się czasem okazje do świętowania, więc kilka dni temu[1] wracając z pracy wstąpiliśmy do Powozowni, bo po drodze (wracamy zwykle przez Poznań-Wolę, która jest znacznie bardziej przejezdna niż Niestachowska, knajpa jest w ramach hipodromu na Woli przy Lutyckiej). Bardzo fajne wnętrze, zwłaszcza pewnie latem - duże okna, taras, roślinki. Akurat trafiliśmy na pierwszy dzień po świąteczno-sylwestrowym okresie zamknięcia, nie było cielęciny i mleka (a w karcie mają grzane mleko z miodem), były za to steki. Bardzo dobre, lepsze niż w Rodeo Drive (chociaż nie takie jak w "Piano Barze", który chyba na rynku poznańskim najbardziej wymiata, niestety również ceną). Bardzo sympatyczny właściciel, miłe miejsce na większą rodzinną imprezę, ale raczej nie na cotygodniową kolację.

[1] Mam strasznego mentalnego delaya. Ze wszystkim. Te kilka dni temu nagle zrobiło się ponad tygodniem. Zapadam w sen zimowy ze wszystkim...

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 17, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 2 komentarze - Skomentuj


Powozownia

Zdarzają się czasem okazje do świętowania, więc kilka dni temu[1] wracając z pracy wstąpiliśmy do Powozowni, bo po drodze (wracamy zwykle przez Poznań-Wolę, która jest znacznie bardziej przejezdna niż Niestachowska, knajpa jest w ramach hipodromu na Woli przy Lutyckiej). Bardzo fajne wnętrze, zwłaszcza pewnie latem - duże okna, taras, roślinki. Akurat trafiliśmy na pierwszy dzień po świąteczno-sylwestrowym okresie zamknięcia, nie było cielęciny i mleka (a w karcie mają grzane mleko z miodem), były za to steki. Bardzo dobre, lepsze niż w Rodeo Drive (chociaż nie takie jak w "Piano Barze", który chyba na rynku poznańskim najbardziej wymiata, niestety również ceną). Bardzo sympatyczny właściciel, miłe miejsce na większą rodzinną imprezę, ale raczej nie na cotygodniową kolację.

[1] Mam strasznego mentalnego delaya. Ze wszystkim. Te kilka dni temu nagle zrobiło się ponad tygodniem. Zapadam w sen zimowy ze wszystkim...

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 17, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Znowu śniło mi się, że...

... wiem, tak rozpoczynające się teksty powinny być celnym kopem wrzucane do kosza. Ale jak raz moja podświadomość w sposób czytelny daje mi do zrozumienia, że aparat powinnam nosić i przy pogodzie, bo jak inaczej interpretować kolejny sen o tym, że jestem w przeraźliwie malowniczym miejscu (dzisiaj były to mieszane ruiny postindustrialne we włosko-nowoorleańskim mieście, za to z polskojęzyczną lodziarnią[1]) i NIE MAM APARATU (który to aparat mi zniszczyli wcześniej we śnie źli ludzie, bo uciekałam). I co? I już się sprawdziło. Wyszłam dziś z matecznika na obrzeżach miasta na spotkanie do drugiej siedziby firmy w sercu Jeżyc i szłam potem do samochodu H. przez tak piękne miejsca, dodatkowo oświetlone zimowym słońcem, że karta pamięci się sama w kieszeni łamała. Jeżyce to miejsce wielkiej urody i nie dam sobie wmówić, że jest inaczej.

Obiecuję, że za dwa tygodnie zacznę pakowanie od aparatu i nowej karty (oraz zapasowej).

PS Tylko w Poznaniu dobrze wychowane gołębie przechodzą przez pasy.

[1] Hańba temu, co sobie coś złego pomyślał.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 13, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 7 komentarzy - Skomentuj