Deszcz popsuł mi niedzielne plany, bo miałam takie, że deszczu nie będzie. Idea była, że rozpali się pod grillem, podymi, upiecze i zje. Życie pokazało, że jak pada, to się słabo pali i ostatecznie zamarynowana karkówka skończyła na patelni. Ale ja nie o tym. Została podjęta heroiczna próba rozpalenia ognia, TŻ szuka tzw. rozpałki, która zwykle występuje w postaci brązowej tafli, podzielonej na kostki. Brązowe kostki się znajdują, opakowane w folię aluminiową, niestety - czekolada z orzechami się słabo pali.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 14, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Książki typu "fusion", które łączą w sobie jakieś dwa elementy, rzadko są udane. I tak w "CK Kuchni" Makłowicza czy książkach Herve Thisa przepisy mają zwykle rolę drugorzędną, a właściwym mięskiem książki są opowieści obok przepisów, natomiast w "Przepisach z Zielonego Wzgórza" połączenie jest harmonijne. Kawałki biografii autorki cyklu o rudej dziewczynce z nadczynnością wyobraźni są przeplatane zestawami klasycznych kanadyjsko-wyspiarskich przepisów na tzw. domową kuchnię. Nie rzuciłam wszystkiego, żeby - jak w przypadku kolorowych książek z obrazkami - piec i gotować, ale głównie z tego powodu, że to kuchnia na dużą skalę. Obiad na 6 osób, deser na piknik, pieczona gęś czy nastawianie nalewek na kilka tygodni. Ja jestem w skali mikro i kuchenna godzina to dla mnie górny limit, na więcej jestem za leniwa.
#30
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 13, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2008, kulinarne
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Książki typu "fusion", które łączą w sobie jakieś dwa elementy, rzadko są udane. I tak w "CK Kuchni" Makłowicza czy książkach Herve Thisa przepisy mają zwykle rolę drugorzędną, a właściwym mięskiem książki są opowieści obok przepisów, natomiast w "Przepisach z Zielonego Wzgórza" połączenie jest harmonijne. Kawałki biografii autorki cyklu o rudej dziewczynce z nadczynnością wyobraźni są przeplatane zestawami klasycznych kanadyjsko-wyspiarskich przepisów na tzw. domową kuchnię. Nie rzuciłam wszystkiego, żeby - jak w przypadku kolorowych książek z obrazkami - piec i gotować, ale głównie z tego powodu, że to kuchnia na dużą skalę. Obiad na 6 osób, deser na piknik, pieczona gęś czy nastawianie nalewek na kilka tygodni. Ja jestem w skali mikro i kuchenna godzina to dla mnie górny limit, na więcej jestem za leniwa.
#30
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 13, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
A żeby polatać, to trzeba bilet na samolot kupić. Wydawałoby się, że kupić bilet to jak ogórków nakisić, ale po pierwsze jeden bilet musiał być na fakturę, bo to dla TŻ służbowo na statek, a drugi niekoniecznie kosztować majątek. Szybko okazało się, że ubiegłoroczne stawki za przelot skoczyły o 1/4, a mało pomocna pani z biura podróży dodaje następne 20% narzutu tylko za to, że kliknie w wybrane przeze mnie loty i wydrukuje mi kilka kartek (podobno to "różnica kursów", bo ceny biletów w dolarach, a oni - niech zgadnę - mają rozliczenia w euro). Ostatecznie przeklikałam się przez stronę Lufthansy, gdzie mimo kolejnych komunikatów o awarii głównej bazy i licznych błędów ortograficznych[3] (i chwilowego mojego zawieszenia się w momencie wyboru daty 9/11 na powrót[1]) udało mi się wypluć dwa numery rezerwacji. To polecę, nie? Muszę zjeść kraba w Crab Shack, zrobić sobie dobre turystyczne zdjęcie pod Golden Gate i zobaczyć, jak wygląda Dolina Napa pod koniec lata.
[1] Może i jestem przesądna, ale kiedy przesuwając daty w jedną i drugą trafiłam w okienku na 9/11[2], to poczułam dreszczyk i szybko przeklikałam się w innym kierunku - ostatecznie proszę do mnie machać 2 września o 12:35 oraz w okolicach 17:50 18, pewnie będę przelatywać przez miasto.
[2] Jako osoba z małą wyobraźnią nie odczułam jakoś specjalnie zagrożenia związanego z atakiem na WTC. Znajomi mocno panikowali, mimo że nikt z ich bliskich nie był akurat w okolicach Nowego Jorku, wieszczyli, że "it's the end of the world as we know it" i że jutro już będzie zupełnie inaczej. Ta ostatnia opcja spodobała mi się o tyle, że przestałam wykonywać obowiązki służbowe, stwierdzając leniwie, że skoro świat się kończy, to nie ma sensu, żebym pisała ten kawałek skryptu, jedynie w ramach troski ogólnoludzkiej wysłałam e-maila do kołorkerów aktualnie przebywających w Nowosybirsku, żeby wracali w miarę szybko, bo potem może już nie być jak.
[3] No jak rany, nie wiem, kto germańskim oprawcom z lufthansy tłumaczył komunikaty na polski, ale zrobił im kawał niedobrej roboty. Zaatakowało mnie najpierw, że "Nie należy stosować polskiej trzcionki", a potem zostałam dobita potwierdzeniem przy checkboksie: "Rozumię, iż w każdej chwili mogę wycofać swoją zgodę przez swój osobisty profil użytkownika na stronie programu Miles & More". Poczułam się jak podczas podpisywania zeznań na komisariacie przy okazji zgłaszania kradzieży telefonu, kiedy to pani w mundurze dała mi do złożenia autografu kartkę, na której niegramatycznie i z błędami stało zapisane, że był telefon i nie ma. Czy to jest poświadczanie nieprawdy?
EDIT: Przeklikałam się przez notkę jeszcze raz, bo koślawa wyszła.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 11, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
Tag:
usa
- 1 komentarz
- Skomentuj
A żeby polatać, to trzeba bilet na samolot kupić. Wydawałoby się, że kupić bilet to jak ogórków nakisić, ale po pierwsze jeden bilet musiał być na fakturę, bo to dla TŻ służbowo na statek, a drugi niekoniecznie kosztować majątek. Szybko okazało się, że ubiegłoroczne stawki za przelot skoczyły o 1/4, a mało pomocna pani z biura podróży dodaje następne 20% narzutu tylko za to, że kliknie w wybrane przeze mnie loty i wydrukuje mi kilka kartek (podobno to "różnica kursów", bo ceny biletów w dolarach, a oni - niech zgadnę - mają rozliczenia w euro). Ostatecznie przeklikałam się przez stronę Lufthansy, gdzie mimo kolejnych komunikatów o awarii głównej bazy i licznych błędów ortograficznych[3] (i chwilowego mojego zawieszenia się w momencie wyboru daty 9/11 na powrót[1]) udało mi się wypluć dwa numery rezerwacji. To polecę, nie? Muszę zjeść kraba w Crab Shack, zrobić sobie dobre turystyczne zdjęcie pod Golden Gate i zobaczyć, jak wygląda Dolina Napa pod koniec lata.
[1] Może i jestem przesądna, ale kiedy przesuwając daty w jedną i drugą trafiłam w okienku na 9/11[2], to poczułam dreszczyk i szybko przeklikałam się w innym kierunku - ostatecznie proszę do mnie machać 2 września o 12:35 oraz w okolicach 17:50 18, pewnie będę przelatywać przez miasto.
[2] Jako osoba z małą wyobraźnią nie odczułam jakoś specjalnie zagrożenia związanego z atakiem na WTC. Znajomi mocno panikowali, mimo że nikt z ich bliskich nie był akurat w okolicach Nowego Jorku, wieszczyli, że "it's the end of the world as we know it" i że jutro już będzie zupełnie inaczej. Ta ostatnia opcja spodobała mi się o tyle, że przestałam wykonywać obowiązki służbowe, stwierdzając leniwie, że skoro świat się kończy, to nie ma sensu, żebym pisała ten kawałek skryptu, jedynie w ramach troski ogólnoludzkiej wysłałam e-maila do kołorkerów aktualnie przebywających w Nowosybirsku, żeby wracali w miarę szybko, bo potem może już nie być jak.
[3] No jak rany, nie wiem, kto germańskim oprawcom z lufthansy tłumaczył komunikaty na polski, ale zrobił im kawał niedobrej roboty. Zaatakowało mnie najpierw, że "Nie należy stosować polskiej trzcionki", a potem zostałam dobita potwierdzeniem przy checkboksie: "Rozumię, iż w każdej chwili mogę wycofać swoją zgodę przez swój osobisty profil użytkownika na stronie programu Miles & More". Poczułam się jak podczas podpisywania zeznań na komisariacie przy okazji zgłaszania kradzieży telefonu, kiedy to pani w mundurze dała mi do złożenia autografu kartkę, na której niegramatycznie i z błędami stało zapisane, że był telefon i nie ma. Czy to jest poświadczanie nieprawdy?
EDIT: Przeklikałam się przez notkę jeszcze raz, bo koślawa wyszła.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 11, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
książki + schody
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 10, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Przydasie -
- 3 komentarze
- Skomentuj
książki + schody
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 10, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ponieważ jest ciepło, poszłam w niedzielę do Palmiarni, po tam cieplej. Seriej, to dlatego, że była wystawa roślin mięsożernych. Wystawy już jako takiej nie było, był stragan z potworkami na sprzedaż i mnóstwo rozemocjonowanych dzieci, które koniecznie chciały nakarmić roślinkę muchą. I żółwie ryćkające się pod czerwoną lampą (no, jeden był bardziej czynny, drugi tylko leżał; mam nadzieję, że nie był martfy).
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 9, 2008
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
palmiarnia, ogrod-botaniczny
- 2 komentarze
- Skomentuj
Ponieważ jest ciepło, poszłam w niedzielę do Palmiarni, po tam cieplej. Seriej, to dlatego, że była wystawa roślin mięsożernych. Wystawy już jako takiej nie było, był stragan z potworkami na sprzedaż i mnóstwo rozemocjonowanych dzieci, które koniecznie chciały nakarmić roślinkę muchą. I żółwie ryćkające się pod czerwoną lampą (no, jeden był bardziej czynny, drugi tylko leżał; mam nadzieję, że nie był martfy).
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 9, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie umiem przejść obok staruszek sprzedających kwiaty (jasne, czasem przechodzę obok, ale zawsze mam wyrzuty sumienia). Kupuję, choćby bukiecik był taki sobie i choćbym chciała inne kwiaty kupić. Wczorajszy pachnący groszek odżył po kąpieli w zimnej wodzie, ale kiedy jechałam z marniejącymi kwiatkami autobusem, zastanawiałam się już tylko, czy nie lepiej zostawić po drodze. I zastanawiałam się, czemu to robię. Bo mi szkoda, że siedzą w upale na składanym krzesełku, półlegalnie (bo w każdej chwili może podejść straż miejsca i ukarać za sprzedaż bez pozwolenia)? Bo te kwiaty związane są nitką? Bo pochodzą z ich ogródków? Bo może moje 10 zł wystarczy, żeby przeżyły do następnego dnia? Bo jak sprzedadzą, to wrócą do ogródka z zakurzonej ulicy?
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 8, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 2 komentarze
- Skomentuj