To była moja pierwsza wizyta w Wiedniu, nie wiedziałam, czego się spodziewać poza tym, że secesja, zabytków jak napluć i że jest metro. Więc w dużym skrócie - Wiedeń to taki Berlin, który nie został zdemolowany w 1945 roku. O samym Wiedniu i tym, co widziałam, opowiem niebawem, ale sztandarowym przykładem podobieństwa jest właśnie metro. Jeśli znacie metro w Berlinie, to wiedeńskie wygląda prawie tak samo, tylko jest ciut mniejsze. 6 linii oznaczonych kolorami i numerami U1-U6, znaczek U jak U-bahn, doskonałe do szybkiego dotarcia gdziekolwiek, bo parkowanie bywa upierdliwe i trzeba zrobić magisterkę, żeby wiedzieć gdzie i jak długo. Wybrałam apartament przy metrze, więc dodatkowo było wygodnie. Przejechałam się U1 z Vorgartenstrasse do Karlsplatz, a U2 z Praterstern do Volkstheater. Na następny raz zostawiam sobie polowanie na sztukę w metrze trafiłam tylko na geometryczną instalację Petera Koglera na stacji Karlsplatz.
Pratersterne
Dotychczas:
Berlin *
Budapeszt *
Buenos Aires *
Dublin *
Praga *
Lizbona *
Porto *
Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 5, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
metro, austria, wieden
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To była moja pierwsza wizyta w Wiedniu, nie wiedziałam, czego się spodziewać poza tym, że secesja, zabytków jak napluć i że jest metro. Więc w dużym skrócie - Wiedeń to taki Berlin, który nie został zdemolowany w 1945 roku. O samym Wiedniu i tym, co widziałam, opowiem niebawem, ale sztandarowym przykładem podobieństwa jest właśnie metro. Jeśli znacie metro w Berlinie, to wiedeńskie wygląda prawie tak samo, tylko jest ciut mniejsze. 6 linii oznaczonych kolorami i numerami U1-U6, znaczek U jak U-bahn, doskonałe do szybkiego dotarcia gdziekolwiek, bo parkowanie bywa upierdliwe i trzeba zrobić magisterkę, żeby wiedzieć gdzie i jak długo. Wybrałam apartament przy metrze, więc dodatkowo było wygodnie. Przejechałam się U1 z Vorgartenstrasse do Karlsplatz, a U2 z Praterstern do Volkstheater. Na następny raz zostawiam sobie polowanie na sztukę w metrze trafiłam tylko na geometryczną instalację Petera Koglera na stacji Karlsplatz.
Pratersterne
Dotychczas:
Berlin *
Budapeszt *
Buenos Aires *
Dublin *
Praga *
Lizbona *
Porto *
Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 5, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
metro, austria, wieden
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Podczas przyjęcia u znanego aktora, sir Cartwrighta, na którym przypadkiem znalazł się Hercules Poirot, wszyscy są świadkami niespodziewanej śmierci lokalnego pastora, starszego, spokojnego, nikomu nie szkodzącego człowieka. Pada podejrzenie o truciznę, ale szklanka pastora niczego nie zawiera. Goście się rozjeżdżają, gospodarz, który - bez związku - uznał, że obiekt jego uczuć, panna Hermione, zwana Egg, nie odwzajemnia, decyduje się sprzedać posiadłość i wyjechać za granicę. Mija jakiś czas, podobna grupa ludzi spotyka się na przyjęciu u przyjaciela Cartwrighta, doktora Strange’a; nie ma tu Poirota i aktora, którzy bawią na Lazurowym Wybrzeżu. I ponownie, nagła śmierć - umiera gospodarz, a sekcja zwłok wykazuje otrucie stężoną nikotyną, mimo że w szklance zamordowanego śladu również nie ma. Policja wraca do śmierci pastora, ekshumacja potwierdza podejrzenia - to jednak też było morderstwo. Dodatkowo znika świeżo zatrudniony kamerdyner Strange’a, niejaki Ellis. Sir Cartwright, Egg, przyjaciel aktora, pan Satterthwaite oraz Poirot zaczynają własne śledztwo.
To nie jest zły kryminał, ale nie róbcie tego, co ja - nie idźcie sprawdzać, jak się pisze Satterthwaite, bo na wiki jest wyjaśnione, kto jest mordercą. Nie domyśliłabym się, a to mi nieco zepsuło zagadkę. Elementem humorystycznym jest nazwisko pastora, uśmiechałam się każdym razem, kiedy słyszałam o wielebnym Babbingtonie. Poza tym, jak to u Christie, garść obserwacji społecznych - brzydka, acz oddana sekretarka sir Cartwrighta ma podobno starą matkę, ale to niemożliwe, takie stwory nie mają matek, kobiety obdarzone są niewyczerpanym instynktem macierzyńskim (te brzydkie też) i oczywiste jest, że młodym dziewczynom podobają się panowie w sile wieku (wzdech). Osoba zarozumiała kompensuje swoje ciężkie dzieciństwo, bo pochodzi z nieślubnego związku, co prawie że sprowadza go na złą drogę, a przynajmniej udaje mu się wywołać skandal, obrażając przy miłym pastorze Babbingtonie kościół, określając tę instytucję jako powód zła na świecie.
Inne tej autorki.
#76/#20
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 4, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, kryminal, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Podczas przyjęcia u znanego aktora, sir Cartwrighta, na którym przypadkiem znalazł się Hercules Poirot, wszyscy są świadkami niespodziewanej śmierci lokalnego pastora, starszego, spokojnego, nikomu nie szkodzącego człowieka. Pada podejrzenie o truciznę, ale szklanka pastora niczego nie zawiera. Goście się rozjeżdżają, gospodarz, który - bez związku - uznał, że obiekt jego uczuć, panna Hermione, zwana Egg, nie odwzajemnia, decyduje się sprzedać posiadłość i wyjechać za granicę. Mija jakiś czas, podobna grupa ludzi spotyka się na przyjęciu u przyjaciela Cartwrighta, doktora Strange’a; nie ma tu Poirota i aktora, którzy bawią na Lazurowym Wybrzeżu. I ponownie, nagła śmierć - umiera gospodarz, a sekcja zwłok wykazuje otrucie stężoną nikotyną, mimo że w szklance zamordowanego śladu również nie ma. Policja wraca do śmierci pastora, ekshumacja potwierdza podejrzenia - to jednak też było morderstwo. Dodatkowo znika świeżo zatrudniony kamerdyner Strange’a, niejaki Ellis. Sir Cartwright, Egg, przyjaciel aktora, pan Satterthwaite oraz Poirot zaczynają własne śledztwo.
To nie jest zły kryminał, ale nie róbcie tego, co ja - nie idźcie sprawdzać, jak się pisze Satterthwaite, bo na wiki jest wyjaśnione, kto jest mordercą. Nie domyśliłabym się, a to mi nieco zepsuło zagadkę. Elementem humorystycznym jest nazwisko pastora, uśmiechałam się każdym razem, kiedy słyszałam o wielebnym Babbingtonie. Poza tym, jak to u Christie, garść obserwacji społecznych - brzydka, acz oddana sekretarka sir Cartwrighta ma podobno starą matkę, ale to niemożliwe, takie stwory nie mają matek, kobiety obdarzone są niewyczerpanym instynktem macierzyńskim (te brzydkie też) i oczywiste jest, że młodym dziewczynom podobają się panowie w sile wieku (wzdech). Osoba zarozumiała kompensuje swoje ciężkie dzieciństwo, bo pochodzi z nieślubnego związku, co prawie że sprowadza go na złą drogę, a przynajmniej udaje mu się wywołać skandal, obrażając przy miłym pastorze Babbingtonie kościół, określając tę instytucję jako powód zła na świecie.
Inne tej autorki.
#76/#20
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 4, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, kryminal, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W ekskluzywnym domu spokojnej starości troje mieszkańców zajmuje się metodycznym rozpykiwaniem nierozwiązanych spraw, odłożonych lata temu ad acta. Aktualnie usiłują wyjaśnić, czy młoda dziewczyna została wypchnięta z okna przez włamywacza, a jej narzeczony, który zbrodnię odkrył, niedługo potem zniknął bez śladu. Do tego potrzebują fachowca od medycyny i wtedy pojawia się nowa lokatorka, dawniej pielęgniarka. Oprócz sprawy archiwalnej zaczynają prowadzić śledztwo w sprawie zamordowania jednego z fundatorów domu, tym bardziej, że drugi rozpoczyna starania o wysiedlenie wszystkich, a teren chce przeznaczyć pod intratną inwestycję. Starsi państwo, a zwłaszcza Elizabeth, kobieta z przeszłością, sprawnie manipulują policją i korzystają z dostępnych zasobów, żeby kierować dochodzenie na właściwe tory. Jak się łatwo domyślić, sprawa prowadzi w przeszłość i za jednym rzutem udaje się wyjaśnić obie tajemnice, ale - niestety - to zwycięstwo raczej gorzkie, bo sprawa przed lat doprowadziła do aresztowania kogoś, kogo dobrze znali. Niby komedia z ogromną ilością sarkastycznego humoru i błyskotliwych dialogów, ale koniec raczej minorowy.
Pomijając wszystko - obsada! Helen Mirren, Ben Kingsley, Pierce Brosnan, Jonathan Pryce, Tom Ellis (również półnago) czy David Tennant. Są też wady - niby rzecz się dzieje współcześnie, ale trochę w Nibylandii. Jednym z podejrzanych jest Polak, Bogdan, który nie może wrócić do chorej matki w Polsce, bo mu zabrano paszport. Serio? Brak dokumentów ogarnia się w pół dnia w ambasadzie, przerabiałam z sukcesem. Ale poza takimi drobnymi kiksami, to bardzo sympatyczny kryminał, z klimatem w stylu Agathy Christie.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 3, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W ekskluzywnym domu spokojnej starości troje mieszkańców zajmuje się metodycznym rozpykiwaniem nierozwiązanych spraw, odłożonych lata temu ad acta. Aktualnie usiłują wyjaśnić, czy młoda dziewczyna została wypchnięta z okna przez włamywacza, a jej narzeczony, który zbrodnię odkrył, niedługo potem zniknął bez śladu. Do tego potrzebują fachowca od medycyny i wtedy pojawia się nowa lokatorka, dawniej pielęgniarka. Oprócz sprawy archiwalnej zaczynają prowadzić śledztwo w sprawie zamordowania jednego z fundatorów domu, tym bardziej, że drugi rozpoczyna starania o wysiedlenie wszystkich, a teren chce przeznaczyć pod intratną inwestycję. Starsi państwo, a zwłaszcza Elizabeth, kobieta z przeszłością, sprawnie manipulują policją i korzystają z dostępnych zasobów, żeby kierować dochodzenie na właściwe tory. Jak się łatwo domyślić, sprawa prowadzi w przeszłość i za jednym rzutem udaje się wyjaśnić obie tajemnice, ale - niestety - to zwycięstwo raczej gorzkie, bo sprawa przed lat doprowadziła do aresztowania kogoś, kogo dobrze znali. Niby komedia z ogromną ilością sarkastycznego humoru i błyskotliwych dialogów, ale koniec raczej minorowy.
Pomijając wszystko - obsada! Helen Mirren, Ben Kingsley, Pierce Brosnan, Jonathan Pryce, Tom Ellis (również półnago) czy David Tennant. Są też wady - niby rzecz się dzieje współcześnie, ale trochę w Nibylandii. Jednym z podejrzanych jest Polak, Bogdan, który nie może wrócić do chorej matki w Polsce, bo mu zabrano paszport. Serio? Brak dokumentów ogarnia się w pół dnia w ambasadzie, przerabiałam z sukcesem. Ale poza takimi drobnymi kiksami, to bardzo sympatyczny kryminał, z klimatem w stylu Agathy Christie.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 3, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[27.08.2025]
W Brnie było upiornie gorąco, dla ochłody wybrałam spacer i spływ przez jedne z piękniejszych czeskich jaskiń, przytomnie zlokalizowanych niedaleko Brna, aczkolwiek w stronę przeciwną niż następny cel podróży, czyli Wiedeń (gdzie też było gorąco, ale nie uprzedzajmy opowieści). Istotne są dwie rzeczy - trzeba zarezerwować bilety, bo grupy są odliczone i nie ma opcji “na doczepkę”, a w sezonie są tłumy oraz trzeba przyjechać na czas, bo jak nie wejdzie się z grupą, to pozamiatane. I tu trzeba podejść z logistycznego punktu widzenia - z płatnych parkingów do jaskiń albo się idzie w dół (a potem w górę) jakieś 40 minut, albo się wyjmuje korony i jedzie takim śmiesznym elektrycznym pociągiem, albo zjeżdża kolejką wagonikową i wtedy jest zdecydowanie szybciej. Ja wybrałam ostatnią opcję, bo przecież to fun z kolejką, ale cała trasa zajmuje minut 3 i potem trzeba na miejscu przepękać tę godzinkę zapasu[1]. Można przepękiwać przy budce ze spożywką - frytki i parka w rochliku, z kofolą, co kto lubi, można w sklepikach z pamiątkami, można też ściągnąć appkę i przeczytać opis przewodnika w wybranym języku, bo przewodnik tylko po czesku (i opcjonalnie po angielsku, ale z jeszcze mocniej ograniczoną dostępnością). WC darmowe, jakby co.
A jaskinie są obłędnie ładne i wszystkomające - gładką taflę wody odbijającą wnętrze, formacje mineralne przypominające skrzydła anioła, grzyby czy inne elementy damskiej anatomii czy przepaść Macocha, gdzie na wszelki wypadek puszczana jest symfoniczna muzyka, żeby było wiadomo, że ładnie. Część trasy się idzie wężykiem z grupą, drugą część przepływa w barce. Ominęło mnie zwiedzanie podobno najpiękniejszej sali Masaryka, która była niedostępna z powodu, że zamknięte.
[1] Mądra Polka po, mogłam się zatrzymać na kawę na przykład w mijanym zameczku Kuřim.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 2, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, punkva
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[27.08.2025]
W Brnie było upiornie gorąco, dla ochłody wybrałam spacer i spływ przez jedne z piękniejszych czeskich jaskiń, przytomnie zlokalizowanych niedaleko Brna, aczkolwiek w stronę przeciwną niż następny cel podróży, czyli Wiedeń (gdzie też było gorąco, ale nie uprzedzajmy opowieści). Istotne są dwie rzeczy - trzeba zarezerwować bilety, bo grupy są odliczone i nie ma opcji “na doczepkę”, a w sezonie są tłumy oraz trzeba przyjechać na czas, bo jak nie wejdzie się z grupą, to pozamiatane. I tu trzeba podejść z logistycznego punktu widzenia - z płatnych parkingów do jaskiń albo się idzie w dół (a potem w górę) jakieś 40 minut, albo się wyjmuje korony i jedzie takim śmiesznym elektrycznym pociągiem, albo zjeżdża kolejką wagonikową i wtedy jest zdecydowanie szybciej. Ja wybrałam ostatnią opcję, bo przecież to fun z kolejką, ale cała trasa zajmuje minut 3 i potem trzeba na miejscu przepękać tę godzinkę zapasu[1]. Można przepękiwać przy budce ze spożywką - frytki i parka w rochliku, z kofolą, co kto lubi, można w sklepikach z pamiątkami, można też ściągnąć appkę i przeczytać opis przewodnika w wybranym języku, bo przewodnik tylko po czesku (i opcjonalnie po angielsku, ale z jeszcze mocniej ograniczoną dostępnością). WC darmowe, jakby co.
A jaskinie są obłędnie ładne i wszystkomające - gładką taflę wody odbijającą wnętrze, formacje mineralne przypominające skrzydła anioła, grzyby czy inne elementy damskiej anatomii czy przepaść Macocha, gdzie na wszelki wypadek puszczana jest symfoniczna muzyka, żeby było wiadomo, że ładnie. Część trasy się idzie wężykiem z grupą, drugą część przepływa w barce. Ominęło mnie zwiedzanie podobno najpiękniejszej sali Masaryka, która była niedostępna z powodu, że zamknięte.
[1] Mądra Polka po, mogłam się zatrzymać na kawę na przykład w mijanym zameczku Kuřim.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 2, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, punkva
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wbrew tytułowi, to nie książka piętnująca rozwydrzone madki, a solidne opracowanie na temat problemów z funkcjonowaniem osób zajmujących się pracą opiekuńczą, nie tylko nad nieletnimi. Poza tytułowym oddawaniem moczu, na który rzadko gdzie poza domem jest opcja, a brak toalet prowadzi do tzw. moczowej smyczy, czyli ograniczenia mobilności zwykle kobiet, które nie dość, że fizjologicznie są poszkodowane, to jeszcze często są w ciąży, w połogu, z maluchem na ręku i problemem z mobilnością i nie mogą oddalić się na większą odległość, nie ma usprawnień dla kobiet karmiących, celowej organizacji miasta pod kątem ruchu pieszego i wózków (wiadukty, krawężniki, hałaśliwe drogi szybkiego ruchu), kontroli hałasu czy zwyczajnie miejsca, gdzie jest bezpiecznie. Opisane zjawiska czasem regulują ruchy oddolne typu inicjatywy budżetu obywatelskiego, czasem można zgłaszać jako usprawnienia do urzędu miasta, ale ogólnie dobrostan osób “nieproduktywnych” - z niepełnosprawnością, starych, opiekunek dzieci, dzieci - jest na drugim albo trzecim planie.
Sama pamiętam koszmarną zimę AD 2009, kiedy pojawiła się od dawna niewidziana ilość śniegu, zamiast radości z bieli popłakałam się, próbując przepchnąć wózek z płaczącym dzieckiem przez zaspy na chodnikach, bo odśnieżono jezdnię, zrzucając pod nogi pieszych zwały śniegu. A popłakałam się, bo kiedy próbowałam iść ulicą, zostałam otrąbiona przez radiowóz, że mam nie zawadzać na drodze osiedlowej. Dziś pewnie wdałabym się w pyskówkę, wtedy grzecznie poszłam przenosić wózek z dzieckiem przez grudy. Czasów ciąży, kiedy na przystanku okazywało się, że nie ma gdzie usiąść, a stać nie mogłam czy pociążowego dzwonienia do ochrony, bo w centrum handlowym toaleta z przewijakiem była zamknięta na klucz, nawet nie chcę wspominać. Po lekturze został mi wkurw na organizację świata, który pozornie wspiera dzietność, ale ignoruje potrzeby, jakie za tym idą. Idźcie czytać o tym, gdzie sikają kobiety, potem machajcie wskaźnikami, dziadersi.
#75
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 1, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, felietony, 2025
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wbrew tytułowi, to nie książka piętnująca rozwydrzone madki, a solidne opracowanie na temat problemów z funkcjonowaniem osób zajmujących się pracą opiekuńczą, nie tylko nad nieletnimi. Poza tytułowym oddawaniem moczu, na który rzadko gdzie poza domem jest opcja, a brak toalet prowadzi do tzw. moczowej smyczy, czyli ograniczenia mobilności zwykle kobiet, które nie dość, że fizjologicznie są poszkodowane, to jeszcze często są w ciąży, w połogu, z maluchem na ręku i problemem z mobilnością i nie mogą oddalić się na większą odległość, nie ma usprawnień dla kobiet karmiących, celowej organizacji miasta pod kątem ruchu pieszego i wózków (wiadukty, krawężniki, hałaśliwe drogi szybkiego ruchu), kontroli hałasu czy zwyczajnie miejsca, gdzie jest bezpiecznie. Opisane zjawiska czasem regulują ruchy oddolne typu inicjatywy budżetu obywatelskiego, czasem można zgłaszać jako usprawnienia do urzędu miasta, ale ogólnie dobrostan osób “nieproduktywnych” - z niepełnosprawnością, starych, opiekunek dzieci, dzieci - jest na drugim albo trzecim planie.
Sama pamiętam koszmarną zimę AD 2009, kiedy pojawiła się od dawna niewidziana ilość śniegu, zamiast radości z bieli popłakałam się, próbując przepchnąć wózek z płaczącym dzieckiem przez zaspy na chodnikach, bo odśnieżono jezdnię, zrzucając pod nogi pieszych zwały śniegu. A popłakałam się, bo kiedy próbowałam iść ulicą, zostałam otrąbiona przez radiowóz, że mam nie zawadzać na drodze osiedlowej. Dziś pewnie wdałabym się w pyskówkę, wtedy grzecznie poszłam przenosić wózek z dzieckiem przez grudy. Czasów ciąży, kiedy na przystanku okazywało się, że nie ma gdzie usiąść, a stać nie mogłam czy pociążowego dzwonienia do ochrony, bo w centrum handlowym toaleta z przewijakiem była zamknięta na klucz, nawet nie chcę wspominać. Po lekturze został mi wkurw na organizację świata, który pozornie wspiera dzietność, ale ignoruje potrzeby, jakie za tym idą. Idźcie czytać o tym, gdzie sikają kobiety, potem machajcie wskaźnikami, dziadersi.
#75
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 1, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, felietony, 2025
- 1 komentarz
- Skomentuj