Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu


Zmęcz

Marazm mam. Wreszcie udało mi się zapełnić ceramiczne pojemniczki po jogurtach (Lia mi dała :->) ziemią i nasionami bratków, ale psie syny nie chcą rosnąć. Od wczoraj powinny już przynajmniej wykiełkować, a tu nic. Mam żal. Trochę mnie marazmu wyciągnęła seria czekolad Gubor, znaleziona za straszliwe pieniądze w Realu. Ale dobre som. I w zasadzie tyle. Trochę mam poczucie, że wegetuję i bynajmniej nie chodzi mi o wsypywanie żółtych farfocli do garnka. Muszę odespać stracony dzień z weekendu.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 26, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zmęcz

Marazm mam. Wreszcie udało mi się zapełnić ceramiczne pojemniczki po jogurtach (Lia mi dała :->) ziemią i nasionami bratków, ale psie syny nie chcą rosnąć. Od wczoraj powinny już przynajmniej wykiełkować, a tu nic. Mam żal. Trochę mnie marazmu wyciągnęła seria czekolad Gubor, znaleziona za straszliwe pieniądze w Realu. Ale dobre som. I w zasadzie tyle. Trochę mam poczucie, że wegetuję i bynajmniej nie chodzi mi o wsypywanie żółtych farfocli do garnka. Muszę odespać stracony dzień z weekendu.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 26, 2007

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zakochałam się

Ma na imię "Sól i pieprz" [2020 - link nieaktualny]. Mieszka na ul. Garncarskiej, w bok od Św. Marcina. Jeśli ktoś czytał "Pocałunki na Manhattanie", to tak właśnie wyobrażam sobie knajpę, w której podawano Cielęcinę, Kanapkę czy Kluski. Klimatyczne wnętrze, koronkowe obrusy, dwie sale na pięterku, z tyłu w bramie ogródek, na dole cztery stoliki. Jedzenie mnie się bardzo. Obsługa - przemiła. A po jedzeniu pan właściciel przyszedł zapytać, czy smakowało i czy wszystko w porządku. Na ból głowy nie wpłynął, ale na całokształt i owszem. Miejsce nie dla tych, którym się spieszy. To uczciwy slow food, nie warto poganiać, warto poczekać.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 22, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zakochałam się

Ma na imię "Sól i pieprz" [2020 - link nieaktualny]. Mieszka na ul. Garncarskiej, w bok od Św. Marcina. Jeśli ktoś czytał "Pocałunki na Manhattanie", to tak właśnie wyobrażam sobie knajpę, w której podawano Cielęcinę, Kanapkę czy Kluski. Klimatyczne wnętrze, koronkowe obrusy, dwie sale na pięterku, z tyłu w bramie ogródek, na dole cztery stoliki. Jedzenie mnie się bardzo. Obsługa - przemiła. A po jedzeniu pan właściciel przyszedł zapytać, czy smakowało i czy wszystko w porządku. Na ból głowy nie wpłynął, ale na całokształt i owszem. Miejsce nie dla tych, którym się spieszy. To uczciwy slow food, nie warto poganiać, warto poczekać.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 22, 2007

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Fly away

Warsaw to Taipei
Flight 1 Monday, July 30, 2007

Departure: 12:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1
Arrival: 14:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol
Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1364
Aircraft: Boeing 737-400

Flight 2 Monday, July 30, 2007
Departure: 15:20 Amsterdam, Netherlands - Schiphol
Arrival: 08:30 +1 day(s) Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International
Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL887
Aircraft: Boeing 747-400

Flight 3 Tuesday, July 31, 2007
Departure: 12:20 Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International , terminal 1
Arrival: 14:00 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2
Airline: Dragonair KA480
Aircraft: Airbus Industrie A330

Taipei to Warsaw
Flight 1 Tuesday, August 14, 2007
Departure: 19:30 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2
Arrival: 05:45 +1 day(s) Amsterdam, Netherlands - Schiphol
Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL878
Aircraft: Boeing 747-400 Mixed Configuration

Flight 2 Wednesday, August 15, 2007
Departure: 09:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol
Arrival: 11:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1
Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1363
Aircraft: Boeing 737-400

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 21, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 5 komentarzy - Skomentuj


Fly away

Warsaw to Taipei
Flight 1 Monday, July 30, 2007

Departure: 12:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1
Arrival: 14:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol
Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1364
Aircraft: Boeing 737-400

Flight 2 Monday, July 30, 2007
Departure: 15:20 Amsterdam, Netherlands - Schiphol
Arrival: 08:30 +1 day(s) Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International
Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL887
Aircraft: Boeing 747-400

Flight 3 Tuesday, July 31, 2007
Departure: 12:20 Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International , terminal 1
Arrival: 14:00 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2
Airline: Dragonair KA480
Aircraft: Airbus Industrie A330

Taipei to Warsaw
Flight 1 Tuesday, August 14, 2007
Departure: 19:30 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2
Arrival: 05:45 +1 day(s) Amsterdam, Netherlands - Schiphol
Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL878
Aircraft: Boeing 747-400 Mixed Configuration

Flight 2 Wednesday, August 15, 2007
Departure: 09:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol
Arrival: 11:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1
Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1363
Aircraft: Boeing 737-400

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 21, 2007

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Kung Pow

Gdy się ma lat naście i przeżywa się pierwsze fascynacje światem damsko-męskim, dość powszechną zabawą jest dopisywanie dodatkowych dymków w komiksach czy dorysowanie narządów drugorzędowych i trzeciorzędowych na obrazkach. Mniej więcej na tym poziomie zatrzymali się twórcy Kung Pow. Wzięli mnóstwo klasycznych, pompatycznych i zapewne kultowych karateckich filmów, po czym podomalowali cycki, siusiaki oraz dołożyli chamskie dopiski (czytaj: zmontowali z kawałków idiotyczną parodię, mniej więcej na poziomie filmów z Leslie Nielsenem). Film jest straszliwy, gorszy od Pieska Leszka (jeśli nie znacie, jesteście ludźmi szczęśliwymi). Jest krowa-karateka, tryskająca mlekiem z wymion, mistrz Betty, posiadający siłę w oparciu o guziczki na biuście i tytułowy Kung Pow z twarzą na języku. Coś w sam raz dla 12-latków.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 18, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 9 komentarzy - Skomentuj


Kung Pow

Gdy się ma lat naście i przeżywa się pierwsze fascynacje światem damsko-męskim, dość powszechną zabawą jest dopisywanie dodatkowych dymków w komiksach czy dorysowanie narządów drugorzędowych i trzeciorzędowych na obrazkach. Mniej więcej na tym poziomie zatrzymali się twórcy Kung Pow. Wzięli mnóstwo klasycznych, pompatycznych i zapewne kultowych karateckich filmów, po czym podomalowali cycki, siusiaki oraz dołożyli chamskie dopiski (czytaj: zmontowali z kawałków idiotyczną parodię, mniej więcej na poziomie filmów z Leslie Nielsenem). Film jest straszliwy, gorszy od Pieska Leszka (jeśli nie znacie, jesteście ludźmi szczęśliwymi). Jest krowa-karateka, tryskająca mlekiem z wymion, mistrz Betty, posiadający siłę w oparciu o guziczki na biuście i tytułowy Kung Pow z twarzą na języku. Coś w sam raz dla 12-latków.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 18, 2007

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


David Schickler - Pocałunki na Manhattanie

Z polecanek Kizi [blog nie istnieje - 2019]. Zbiór opowiadań, w których losy bohaterów stykają się w magicznej nowojorskiej kamienicy Preemption. Mam duży sentyment do nowojorskich kamienic, głównie za sprawą magicznego monumentu w Ghost Busters (proszę nie pytać, co ja mogę) i aury niesamowitości w Dziecku Rosemary. Tutaj w kamienicy mieści się biuro nieruchomości, w którym pracuje Donna. Mieszkają rodzice z utalentowaną literacko córką kończącą high-school. Ekscentryczny milioner współwynajmuje apartament z nieśmiałym księgowym, który rozmawia z windą firmy Otis. Asystentka w firmie adwokackiej przyprowadza swoich facetów na nocne igraszki. Jąkający się księgowy znajduje na Manhattanie za s.e.k.s-shopem warsztat jubilera-magika. Młody aktor chce zostać komikiem, jak jego dziadek, ale ostatecznie zostaje Myszą. Ksiądz wygłasza co dzień kazania aż do dnia, kiedy do kościoła przychodzi tajemniczy mężczyzna z pistoletem. Życie tych wszystkich ludzi przeplata się - niektórzy się znają, niektórzy się poznają dzięki wspólnym znajomościom, niektórzy bywają w nietypowej knajpie, gdzie podaje się Jajko, Baraninę czy Deser (marzenie człowieka niezdecydowanego).

Historie opowiadają o uczuciach. O ludziach, którzy nie czuli i nagle zaczęli coś czuć. O tym, że zdarzają się okazje, których nie warto odrzucić, mimo że na pierwszy rzut oka wydają się być co najmniej dziwne. I o przecinaniu się ludzkich ścieżek. Ładne, ciepłe, czasem erotyczne historie, które w ostatnich epizodach splatają się w węzeł.

Ostatnio dość rzadko mi się zdarza, żebym wsiąkła w książkę na tyle, by zapomnieć o całym świecie. Udało mi się na tylnym siedzeniu samochodu chyba podczas przedostatniej historii przegapić granicę, dopiero natrętnie gapiący się na mnie celnik sprawił, że oderwałam wzrok od książki. Zgadzam się też z Jonathanem Carrolem, który napisał przedmowę - jeśli ktoś tę książkę przeczytał i mu się nie podobała, to jest z nim coś nie tak. Uprzejmie donoszę, że ze mną jest wszystko w porządku.

#33

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 18, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2007 - 4 komentarze - Skomentuj