Prezentowo
Znalazłam na Amazonie kilka śmiesznych drobiazgów:
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Znalazłam na Amazonie kilka śmiesznych drobiazgów:
Marazm mam. Wreszcie udało mi się zapełnić ceramiczne pojemniczki po jogurtach (Lia mi dała :->) ziemią i nasionami bratków, ale psie syny nie chcą rosnąć. Od wczoraj powinny już przynajmniej wykiełkować, a tu nic. Mam żal. Trochę mnie marazmu wyciągnęła seria czekolad Gubor, znaleziona za straszliwe pieniądze w Realu. Ale dobre som. I w zasadzie tyle. Trochę mam poczucie, że wegetuję i bynajmniej nie chodzi mi o wsypywanie żółtych farfocli do garnka. Muszę odespać stracony dzień z weekendu.
Marazm mam. Wreszcie udało mi się zapełnić ceramiczne pojemniczki po jogurtach (Lia mi dała :->) ziemią i nasionami bratków, ale psie syny nie chcą rosnąć. Od wczoraj powinny już przynajmniej wykiełkować, a tu nic. Mam żal. Trochę mnie marazmu wyciągnęła seria czekolad Gubor, znaleziona za straszliwe pieniądze w Realu. Ale dobre som. I w zasadzie tyle. Trochę mam poczucie, że wegetuję i bynajmniej nie chodzi mi o wsypywanie żółtych farfocli do garnka. Muszę odespać stracony dzień z weekendu.
Ma na imię "Sól i pieprz" [2020 - link nieaktualny]. Mieszka na ul. Garncarskiej, w bok od Św. Marcina. Jeśli ktoś czytał "Pocałunki na Manhattanie", to tak właśnie wyobrażam sobie knajpę, w której podawano Cielęcinę, Kanapkę czy Kluski. Klimatyczne wnętrze, koronkowe obrusy, dwie sale na pięterku, z tyłu w bramie ogródek, na dole cztery stoliki. Jedzenie mnie się bardzo. Obsługa - przemiła. A po jedzeniu pan właściciel przyszedł zapytać, czy smakowało i czy wszystko w porządku. Na ból głowy nie wpłynął, ale na całokształt i owszem. Miejsce nie dla tych, którym się spieszy. To uczciwy slow food, nie warto poganiać, warto poczekać.
Ma na imię "Sól i pieprz" [2020 - link nieaktualny]. Mieszka na ul. Garncarskiej, w bok od Św. Marcina. Jeśli ktoś czytał "Pocałunki na Manhattanie", to tak właśnie wyobrażam sobie knajpę, w której podawano Cielęcinę, Kanapkę czy Kluski. Klimatyczne wnętrze, koronkowe obrusy, dwie sale na pięterku, z tyłu w bramie ogródek, na dole cztery stoliki. Jedzenie mnie się bardzo. Obsługa - przemiła. A po jedzeniu pan właściciel przyszedł zapytać, czy smakowało i czy wszystko w porządku. Na ból głowy nie wpłynął, ale na całokształt i owszem. Miejsce nie dla tych, którym się spieszy. To uczciwy slow food, nie warto poganiać, warto poczekać.
Warsaw to Taipei Flight 1 Monday, July 30, 2007 Departure: 12:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1 Arrival: 14:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1364 Aircraft: Boeing 737-400 Flight 2 Monday, July 30, 2007 Departure: 15:20 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Arrival: 08:30 +1 day(s) Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL887 Aircraft: Boeing 747-400 Flight 3 Tuesday, July 31, 2007 Departure: 12:20 Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International , terminal 1 Arrival: 14:00 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2 Airline: Dragonair KA480 Aircraft: Airbus Industrie A330
Taipei to Warsaw Flight 1 Tuesday, August 14, 2007 Departure: 19:30 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2 Arrival: 05:45 +1 day(s) Amsterdam, Netherlands - Schiphol Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL878 Aircraft: Boeing 747-400 Mixed Configuration Flight 2 Wednesday, August 15, 2007 Departure: 09:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Arrival: 11:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1 Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1363 Aircraft: Boeing 737-400
Warsaw to Taipei Flight 1 Monday, July 30, 2007 Departure: 12:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1 Arrival: 14:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1364 Aircraft: Boeing 737-400 Flight 2 Monday, July 30, 2007 Departure: 15:20 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Arrival: 08:30 +1 day(s) Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL887 Aircraft: Boeing 747-400 Flight 3 Tuesday, July 31, 2007 Departure: 12:20 Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International , terminal 1 Arrival: 14:00 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2 Airline: Dragonair KA480 Aircraft: Airbus Industrie A330
Taipei to Warsaw Flight 1 Tuesday, August 14, 2007 Departure: 19:30 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2 Arrival: 05:45 +1 day(s) Amsterdam, Netherlands - Schiphol Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL878 Aircraft: Boeing 747-400 Mixed Configuration Flight 2 Wednesday, August 15, 2007 Departure: 09:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Arrival: 11:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1 Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1363 Aircraft: Boeing 737-400
Gdy się ma lat naście i przeżywa się pierwsze fascynacje światem damsko-męskim, dość powszechną zabawą jest dopisywanie dodatkowych dymków w komiksach czy dorysowanie narządów drugorzędowych i trzeciorzędowych na obrazkach. Mniej więcej na tym poziomie zatrzymali się twórcy Kung Pow. Wzięli mnóstwo klasycznych, pompatycznych i zapewne kultowych karateckich filmów, po czym podomalowali cycki, siusiaki oraz dołożyli chamskie dopiski (czytaj: zmontowali z kawałków idiotyczną parodię, mniej więcej na poziomie filmów z Leslie Nielsenem). Film jest straszliwy, gorszy od Pieska Leszka (jeśli nie znacie, jesteście ludźmi szczęśliwymi). Jest krowa-karateka, tryskająca mlekiem z wymion, mistrz Betty, posiadający siłę w oparciu o guziczki na biuście i tytułowy Kung Pow z twarzą na języku. Coś w sam raz dla 12-latków.
Gdy się ma lat naście i przeżywa się pierwsze fascynacje światem damsko-męskim, dość powszechną zabawą jest dopisywanie dodatkowych dymków w komiksach czy dorysowanie narządów drugorzędowych i trzeciorzędowych na obrazkach. Mniej więcej na tym poziomie zatrzymali się twórcy Kung Pow. Wzięli mnóstwo klasycznych, pompatycznych i zapewne kultowych karateckich filmów, po czym podomalowali cycki, siusiaki oraz dołożyli chamskie dopiski (czytaj: zmontowali z kawałków idiotyczną parodię, mniej więcej na poziomie filmów z Leslie Nielsenem). Film jest straszliwy, gorszy od Pieska Leszka (jeśli nie znacie, jesteście ludźmi szczęśliwymi). Jest krowa-karateka, tryskająca mlekiem z wymion, mistrz Betty, posiadający siłę w oparciu o guziczki na biuście i tytułowy Kung Pow z twarzą na języku. Coś w sam raz dla 12-latków.
Z polecanek Kizi [blog nie istnieje - 2019]. Zbiór opowiadań, w których losy bohaterów stykają się w magicznej nowojorskiej kamienicy Preemption. Mam duży sentyment do nowojorskich kamienic, głównie za sprawą magicznego monumentu w Ghost Busters (proszę nie pytać, co ja mogę) i aury niesamowitości w Dziecku Rosemary. Tutaj w kamienicy mieści się biuro nieruchomości, w którym pracuje Donna. Mieszkają rodzice z utalentowaną literacko córką kończącą high-school. Ekscentryczny milioner współwynajmuje apartament z nieśmiałym księgowym, który rozmawia z windą firmy Otis. Asystentka w firmie adwokackiej przyprowadza swoich facetów na nocne igraszki. Jąkający się księgowy znajduje na Manhattanie za s.e.k.s-shopem warsztat jubilera-magika. Młody aktor chce zostać komikiem, jak jego dziadek, ale ostatecznie zostaje Myszą. Ksiądz wygłasza co dzień kazania aż do dnia, kiedy do kościoła przychodzi tajemniczy mężczyzna z pistoletem. Życie tych wszystkich ludzi przeplata się - niektórzy się znają, niektórzy się poznają dzięki wspólnym znajomościom, niektórzy bywają w nietypowej knajpie, gdzie podaje się Jajko, Baraninę czy Deser (marzenie człowieka niezdecydowanego).
Historie opowiadają o uczuciach. O ludziach, którzy nie czuli i nagle zaczęli coś czuć. O tym, że zdarzają się okazje, których nie warto odrzucić, mimo że na pierwszy rzut oka wydają się być co najmniej dziwne. I o przecinaniu się ludzkich ścieżek. Ładne, ciepłe, czasem erotyczne historie, które w ostatnich epizodach splatają się w węzeł.
Ostatnio dość rzadko mi się zdarza, żebym wsiąkła w książkę na tyle, by zapomnieć o całym świecie. Udało mi się na tylnym siedzeniu samochodu chyba podczas przedostatniej historii przegapić granicę, dopiero natrętnie gapiący się na mnie celnik sprawił, że oderwałam wzrok od książki. Zgadzam się też z Jonathanem Carrolem, który napisał przedmowę - jeśli ktoś tę książkę przeczytał i mu się nie podobała, to jest z nim coś nie tak. Uprzejmie donoszę, że ze mną jest wszystko w porządku.
#33