Okrutnie się wzruszyłam. Dzięki Siwej, która lat temu wiele pomogła mi dokonać niebagatelnego wysiłku subskrypcji gazetowego newslettera, co tydzień dostaję newsletter kulinarny. Co tydzień, a czasem częściej - dziś przyszło SPROSTOWANIE piątkowego maila:
"Bardzo przepraszamy za pomyłkę w naszym piątkowym newsletterze. Lekka zupa grzybowa musi się oczywiście składać z grzybów, nie tylko z papryki".
Cieszę się, że był to jedyny błąd. Mogli przecież zaproponować muchomorka zamiast prawdziwka albo szynkę do dania wege. Albo pomylić 10 gramów ze 100 gramami. Na przykład soli.
W pracy kolega E. się żalił, że w męskiej toalecie nie ma intymności i podczas gdy sikał do pisuaru, przyszedł kolega z firmy-siostry i nie krępując się niczym zaczął sikać do pisuaru obok, prawie że dotykając go łokciem. To gruby nietakt.
Kot dzisiaj został oficjalnie i całkowicie odszwiony. Wygląda na to, że jest całkowicie naprawiony - na środku blizny odpadł mu już kawałek strupa, a pod spodem jest gładka zrośnięta skóra. W ramach nagrody oba koty dostaną leżaczki nakaloryferowe. Dajcie znać, jeśli to już jest ten etap, na którym ludzie smętnie kiwają głową i mówią coś o staropanieństwie i przelewaniu uczuć macierzyńskich na zwierzęta.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 15, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Tym razem to naprawdę książka lekka, łatwa i przyjemna o tym, do czego prowadzi bycie nadgorliwym rodzicem. Alice chce, żeby każde z jej trójki dzieci były najlepsze. Najmłodszy czterolatek bierze udział w wyścigach na szelkach, a wygrywa ten, którego matka najszybciej przeniesie przez linię mety. Średniemu ośmiolatkowi ojciec wyszukuje materiały, żeby napisał jak najlepszą pracę o II wojnie światowej. Za najstarszą 11-latkę matka zdaje w przebraniu egzamin do szkoły. Książka jest zgrabną opowieścią o tym, czy warto i za jaką cenę.
Ile daje nadzór nad dzieckiem non-stop? Ile daje poprawianie tego, co zrobiło, nawet jeśli w dziecka wersji wojnę wygrali Niemcy i wkleiło zdjęcia wiwatujących SS-manów? Czy warto izolować dzieci od "prawdziwego" życia, ograniczając kontakty do ludzi z tej samej "klasy średniej", nie pozwalając na wyjście do sklepu bez opieki czy trochę wolnego w natłoku rozwijających zajęć dodatkowych? Ponieważ to humoreska, wychodzi, że nie warto. Warto mieć coś z życia i nie robić nic przeciw sobie. Mniej wrzodów, więcej radości. I sporo humoru sytuacyjno-charakterologicznego.
Inne tego autora tutaj.
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tym razem to naprawdę książka lekka, łatwa i przyjemna o tym, do czego prowadzi bycie nadgorliwym rodzicem. Alice chce, żeby każde z jej trójki dzieci były najlepsze. Najmłodszy czterolatek bierze udział w wyścigach na szelkach, a wygrywa ten, którego matka najszybciej przeniesie przez linię mety. Średniemu ośmiolatkowi ojciec wyszukuje materiały, żeby napisał jak najlepszą pracę o II wojnie światowej. Za najstarszą 11-latkę matka zdaje w przebraniu egzamin do szkoły. Książka jest zgrabną opowieścią o tym, czy warto i za jaką cenę.
Ile daje nadzór nad dzieckiem non-stop? Ile daje poprawianie tego, co zrobiło, nawet jeśli w dziecka wersji wojnę wygrali Niemcy i wkleiło zdjęcia wiwatujących SS-manów? Czy warto izolować dzieci od "prawdziwego" życia, ograniczając kontakty do ludzi z tej samej "klasy średniej", nie pozwalając na wyjście do sklepu bez opieki czy trochę wolnego w natłoku rozwijających zajęć dodatkowych? Ponieważ to humoreska, wychodzi, że nie warto. Warto mieć coś z życia i nie robić nic przeciw sobie. Mniej wrzodów, więcej radości. I sporo humoru sytuacyjno-charakterologicznego.
Inne tego autora tutaj.
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jakby akcję Dzieci z Bullerbyn przenieść do biednych Włoch tak w okolicach lat 70., dodać przemoc, bicie, krew, smród z gnijącego dołu i ran, to wyjdzie z tego książka o małym Michele, który w opuszczonym domu odkrywa zwłoki chłopca. A przynajmniej tak na pierwszy rzut oka wygląda, bo okazuje się, że choć chłopiec myśli, że jest trupem, to żyje przywiązany za kostkę łańcuchem. Dzieci w książce są tak samo brutalne i nieustępliwe jak dorośli. Nie mają tylko ciemnych interesów, za którymi stoi mafia, śmierć, kidnapping i gruba kasa.
Myślałam, że to humoreska, wyszło, że prawie drugi "Malowany ptak" Kosińskiego. Jak już wspominałam, oko mi lata. Nie lubię. Ale musiałam przeczytać do końca.
Inne tego autora tu.
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jakby akcję Dzieci z Bullerbyn przenieść do biednych Włoch tak w okolicach lat 70., dodać przemoc, bicie, krew, smród z gnijącego dołu i ran, to wyjdzie z tego książka o małym Michele, który w opuszczonym domu odkrywa zwłoki chłopca. A przynajmniej tak na pierwszy rzut oka wygląda, bo okazuje się, że choć chłopiec myśli, że jest trupem, to żyje przywiązany za kostkę łańcuchem. Dzieci w książce są tak samo brutalne i nieustępliwe jak dorośli. Nie mają tylko ciemnych interesów, za którymi stoi mafia, śmierć, kidnapping i gruba kasa.
Myślałam, że to humoreska, wyszło, że prawie drugi "Malowany ptak" Kosińskiego. Jak już wspominałam, oko mi lata. Nie lubię. Ale musiałam przeczytać do końca.
Inne tego autora tu.
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mam mieszane uczucia. Trailer zapowiadał świetną komedię. Jak się można było spodziewać, do trailera zostały wzięte wszystkie najlepsze momenty z filmu, bo film komedią tak do końca nie jest. W zasadzie to smutny i melancholijny film. Mimo to jest całkiem dobry, jak na polski film. Bo w klasyfikacji ogólnej - mizeria, niestety. Jest dobry, spójny scenariusz, są świetni aktorzy, ale na każdym kroku widać braki - w budżecie, w montażu, w kręceniu. Świetna Romantowska, doskonały Kiersznowski, dość byle jaka Kinga Preis i bardzo kiepski Bartosz Opania.
Co ciekawe - rzecz kręcona w Koninie. Nie tak sobie Konin wyobrażałam. W filmie to małe miasteczko ze ślicznym ryneczkiem, jak w większości miast Wielkopolski. Ładne i słoneczne, jak ze wspomnień z dzieciństwa.
Film ogólnie na plus, ale za normalne pieniądze w normalnym kinie trochę by mi było szkoda (akurat trafiłam na promocję, że dawali bilet za 10 zł za kartę Multikina).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 12, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mam mieszane uczucia. Trailer zapowiadał świetną komedię. Jak się można było spodziewać, do trailera zostały wzięte wszystkie najlepsze momenty z filmu, bo film komedią tak do końca nie jest. W zasadzie to smutny i melancholijny film. Mimo to jest całkiem dobry, jak na polski film. Bo w klasyfikacji ogólnej - mizeria, niestety. Jest dobry, spójny scenariusz, są świetni aktorzy, ale na każdym kroku widać braki - w budżecie, w montażu, w kręceniu. Świetna Romantowska, doskonały Kiersznowski, dość byle jaka Kinga Preis i bardzo kiepski Bartosz Opania.
Co ciekawe - rzecz kręcona w Koninie. Nie tak sobie Konin wyobrażałam. W filmie to małe miasteczko ze ślicznym ryneczkiem, jak w większości miast Wielkopolski. Ładne i słoneczne, jak ze wspomnień z dzieciństwa.
Film ogólnie na plus, ale za normalne pieniądze w normalnym kinie trochę by mi było szkoda (akurat trafiłam na promocję, że dawali bilet za 10 zł za kartę Multikina).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 12, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zbiór humoresek, trochę w stylu socjalistycznych opowieści o Tatce Jacka Sawaszkiewicza. O cudownym odnalezieniu dziedzica fortuny lokalnego cinkciarza, o królewnie, która chciała coś żółtego, o ciężkim losie brydżysty w socjalistycznym zakładzie pracy albo o rodzinie, która zakończyła żywot po spożyciu grzybków, które zebrali z atlasem bez erraty...
Doskonale się nadaje, żeby czytać podczas nudnych rodzinnych spotkań i w międzyczasie rzucać błyskotliwe bon-moty.
#71
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 12, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zbiór humoresek, trochę w stylu socjalistycznych opowieści o Tatce Jacka Sawaszkiewicza. O cudownym odnalezieniu dziedzica fortuny lokalnego cinkciarza, o królewnie, która chciała coś żółtego, o ciężkim losie brydżysty w socjalistycznym zakładzie pracy albo o rodzinie, która zakończyła żywot po spożyciu grzybków, które zebrali z atlasem bez erraty...
Doskonale się nadaje, żeby czytać podczas nudnych rodzinnych spotkań i w międzyczasie rzucać błyskotliwe bon-moty.
#71
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 12, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2006, humor
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ludzie, wojna będzie! Kładą chodnik z Podolanów do wsi. Przed wojną też kładli. Mieszkamy tutaj od 2001 roku. W 2003 posadzili latarnie wzdłuż drogi (mierząc odległości chyba centymetrem, bo jedna latarnia wypadła im jak raz na środku piaszczystej drogi wyjazdowej z osiedla, dołek już wykopali i chyba już przy samym montażu latarni ktoś zajarzył, że to może nie najszczęśliwsza lokalizacja). W 2006 pojawi się chodnik (do tej pory nie szło przejść suchą nogą przy deszczu, a latem nie zakurzyć się po kolana). Ciekawe, kiedy uda się przeciągnąć o 1 przystanek (jakieś 600-800 metrów) autobus miejski... Stawiam na 2012.
Kot czarno-biały został po części odszwiony, w piątek część druga. Trzymajcie kciuki, żeby się nie spruł, bo już nie ma na kocie skóry, żeby go zszyć...
Kot czarny w łazience uznał, że opakowane w folię gąbki do czyszczenia są łakomym kąskiem, zaczął obgryzać folię, po czym chyba trafił na coś, co mu nie smakowało, bo odsunął pychol z wyrazem ostatecznego zdegustowania i odsłoniętymi kłami. Wygląda mniej więcej jak ja - pękł mi kącik ust i wyglądam, jak permanentnie spływała mi strużka krwi.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 8, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj