Bardzo wiernie zekranizowana, o czym wspominałam. Książka jest może ciut bardziej dosadna, więcej trupów, flaków i krrrwi. Dla wielbicieli gore - pozycja obowiązkowa. W zasadzie chyba tylko wzbogacona jest o panią, która uprawia seks tantryczny i ma największy orgazm ever (tylko szkoda, że ostatni ;-)).
Inne tego autora:
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 31, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Królowa była zachwycona. Wprawdzie nie jest to wielowątkowa etiuda jak Clerks, ale całość jest zupełnie zgrabną historyjką o miłości i przyjaźni. Przeplataną licznymi wulgaryzmami, masturbacją, konfliktem między starwarsowcami a tolkienistami, odrobiną seksu międzygatunkowego. no, o życiu takie. Pojawiają się bohaterowie poprzednich filmów Smitha - Earl z bratem Randym (tutaj jako kolega z high-schoola, aktualnie milioner i klient podsklepowych dealerów), Jay & Silent Bob (jak zwykle stoją przed sklepem, handlują stuffem i rzucają mięsem) czy Ben Affleck (w zwyczajowej roli frajera).
Mimo że film jest od 15 lat, radzę poczekać z młodzieżą. Nie bez powodu jest.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 31, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Królowa była zachwycona. Wprawdzie nie jest to wielowątkowa etiuda jak Clerks, ale całość jest zupełnie zgrabną historyjką o miłości i przyjaźni. Przeplataną licznymi wulgaryzmami, masturbacją, konfliktem między starwarsowcami a tolkienistami, odrobiną seksu międzygatunkowego. no, o życiu takie. Pojawiają się bohaterowie poprzednich filmów Smitha - Earl z bratem Randym (tutaj jako kolega z high-schoola, aktualnie milioner i klient podsklepowych dealerów), Jay & Silent Bob (jak zwykle stoją przed sklepem, handlują stuffem i rzucają mięsem) czy Ben Affleck (w zwyczajowej roli frajera).
Mimo że film jest od 15 lat, radzę poczekać z młodzieżą. Nie bez powodu jest.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 31, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Kot rozpruł sobie całość. Aktualnie jest ponownie zszywany :-/
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 30, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kot rozpruł sobie całość. Aktualnie jest ponownie zszywany :-/
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 30, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zbiór felietonów o tym, że warto być bogatym. Ogólnie wiadomo, że najlepiej być młodym, bogatym i zdrowym, ale tutaj autor skupia się na tym, co fajnego można mieć za ciężko zarobione pieniądze. I nawet nie chodzi o to, żeby pieniądze lokować w biżuterii, obrazach czy funduszach i patrzeć, jak rosną. Najfajniej jest, gdy ma się z tego przyjemność. Dobre wina, szampan, kawior, luksusowe restauracje, letni dom w atrakcyjnej okolicy turystycznej, ekskluzywny hotel, ręcznie szyte koszule, prywatny odrzutowiec - to wszystko się składa na podejście - "warto żyć".
Wyjątkowo się zgodzę - żyje się nie po to, żeby pracować, tylko po to, żeby po pracy mieć kiedy i na co wydawać to, co się zarobiło. Niestety to, co jest najcenniejsze - czas na ogólnie pojęte pożywianie się tym wszystkim, co przyjemne - jest nie do kupienia (chociaż... zapłacenie komuś, żeby pracował, gdy ja w tym czasie piszę i czytam - Albercik, to działa ;-)).
Inne tego autora tu.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 28, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zbiór felietonów o tym, że warto być bogatym. Ogólnie wiadomo, że najlepiej być młodym, bogatym i zdrowym, ale tutaj autor skupia się na tym, co fajnego można mieć za ciężko zarobione pieniądze. I nawet nie chodzi o to, żeby pieniądze lokować w biżuterii, obrazach czy funduszach i patrzeć, jak rosną. Najfajniej jest, gdy ma się z tego przyjemność. Dobre wina, szampan, kawior, luksusowe restauracje, letni dom w atrakcyjnej okolicy turystycznej, ekskluzywny hotel, ręcznie szyte koszule, prywatny odrzutowiec - to wszystko się składa na podejście - "warto żyć".
Wyjątkowo się zgodzę - żyje się nie po to, żeby pracować, tylko po to, żeby po pracy mieć kiedy i na co wydawać to, co się zarobiło. Niestety to, co jest najcenniejsze - czas na ogólnie pojęte pożywianie się tym wszystkim, co przyjemne - jest nie do kupienia (chociaż... zapłacenie komuś, żeby pracował, gdy ja w tym czasie piszę i czytam - Albercik, to działa ;-)).
Inne tego autora tu.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 28, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, felietony, 2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kotek został dzisiaj odszwiony (na żywca, bez problemu, nawet nie pisnął), nie rozpruł się i, pomijając dziurkę po drenie, jest w stanie bardzo dobrym. Dziurka ma okazję się zarosnąć w ciągu następnego tygodnia. Jeśli nie - w razie czego jeszcze jeden szew.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 27, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kotek został dzisiaj odszwiony (na żywca, bez problemu, nawet nie pisnął), nie rozpruł się i, pomijając dziurkę po drenie, jest w stanie bardzo dobrym. Dziurka ma okazję się zarosnąć w ciągu następnego tygodnia. Jeśli nie - w razie czego jeszcze jeden szew.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 27, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 4 komentarze
- Skomentuj
"Biuro" występuje w dwóch wersjach - oryginalnej brytyjskiej i remake'u amerykańskiego. Mnie się podoba amerykański, TŻ - angielski. A serial się spodoba każdemu, kto pracował w jakimkolwiek szeroko pojmowanym biurze. Szef - bucowaty wieśniak (tak typowy, że a), przydupas szefa, ładna sekretarka, w której się kocha naczelny handlowiec (w biurze chwilowo, zamierza wrócić na studia na psychologię), ale nie ma szans, bo sekretarka ma narzeczonego-nagazyniera (też trochę buca). Dodatkowo fajny jest kontrast między wersjami - w angielskiej nie ma problemu z wysyłaniem obrazków z dwoma panami posuwającymi kobietę z doprawioną głową szefa, co jest nie do pomyślenia w amerykańskiej (tam odbywa się szkolenie z koegzystowania z ludźmi innych ras). W angielskiej po pracy cały zespół idzie na wódkę do knajpy (również z szefem), gdzie głuszą panienki. W amerykańskiej - organizują mecz w kosza. W angielskiej przychodzi praktykantka, która się migdali z pracownikiem tymczasowym. A amerykańskiej - przychodzi komiwojażerka i z wielkimi szykanami odwozi ją do domu handlowiec (nawet nie ma czajnika z gotującą się wodą). Do tego uwielbiam formułę tego serialu. Realizowany jest - jak początkowo Sex in the City - w formie dokumentu. Aktorzy mówią tak trochę do kamery, a jak nie mówią, to zerkają oczkiem, czy są kręceni.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 27, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj