Kategoria:
czytam
Kudowa-Zdrój. Po weekendowych baletach kierowca taksówki, zamówiony na rano, znajduje fryzjerkę, zwaną Księżniczką, zamordowaną, a jej mieszkanie splądrowane. Na ścianie napisy, sugerujące dawne porachunki. Milicja ochoczo wchodzi na miejsce zbrodni, mikroślady, zapach, przepytywanie mieszkańców, lokalizowanie skrytek oraz badanie przeszłości, bo nie dość, że Księżniczka rozprowadzała lokalnie walutę, również fałszywe dolary, to jeszcze miała bujne życie uczuciowe, również z obywatelami NRD. Wieje halny, wszyscy są niespokojni, więc przy okazji tego morderstwa służby są wzywane do samobójstwa osoby z problemem alkoholowym, gwałcicielowi[1] udaje się przypiąć umorzone z braku dowodów sprawy, przemytnicy walut i dzieł sztuki trafiają za kratki, udaje się się wykryć fałszowanie dokumentów oraz kradzież przemysłową i bimbrownię. Morderca jest osobą z traumą - wychowywany w patologicznej rodzinie z ojcem alkoholikiem i przemocowcem, prześladowany przez rówieśników, straumatyzowany, zaczął nienawidzić ludzi, kiedy miał 10 lat; nienawidził wszystkich, którym się w życiu powodziło, a kiedy odkrył, że Księżniczka ma skitrane walory, nie wahał się długo.
Pół książki to laurka wystawiona wałbrzyskiej i wrocławskiej milicji. Wybitni fachowcy, dyspozycyjni, rzucają się na robotę jak Reksio na szynkę: “w takim gronie czuł się doskonale. Nie trzeba było zbędnych słów. Rutyniarze. Zawodowcy. Amioła pomyślał, że takich facetów dobrze mieć wokół siebie i w robocie, i na dansingu, i w ciemnej ulicy”. Jeden z funkcjonariuszy ma prześliczne zęby i oszałamiający uśmiech. Jeden z milicjantów “zawsze silił się na obiektywizm, ale dwóch kategorii
ludzi nie znosił żywiołowo: aktorek i w ogóle artystek, którym się nie udało, i dziennikarzy, którym się powiodło w życiu. Straszni ludzie. W niektórych sytuacjach nieobliczalni, czasem wręcz niebezpieczni”. Nie lubi się też rudych (“ale gdyby pan go zobaczył: cały w plamkach i ryżych
włoskach, a do tego chamska pazerność na pieniądze i ta głupia morda”) i brzydkich, starych bab (“szczególnie wredna baba, Harpagon - widziałem ją kiedyś. Buzia długa i gładka jak u grenadiera po czarnej ospie, w ramionkach szeroka jak ja. Niech skonam - „Koń, Który Mówi””). Wyjaśnione też jest, czy trzeba się bać milicji: “Od razu przypomniał sobie wszystkie amerykańskie filmy i przesłuchania. Jak policjanci bili, kopali facetów. Ale milicja chyba nie bije? Zawsze pytał o to kumpli, którzy już siedzieli.
Właściwie z opowiadań kumpli interesowało go tylko to, czy milicja bije. Tamci mówili, że nie. Że czasem parę pałek dla otrzeźwienia, jak kto był zalany i podskakiwał, albo jak się sam rzucał do bicia. To przylali. Ale żeby na przesłuchaniu, to nie. Więc luzik. Tytuł wyjaśnia się w trakcie śledztwa - morderca, żeby uniknąć wykrycia, jedzie do i z domu ofiary na stopa, co zabawne, podwożą go nieświadomi funkcjonariusze w cywilu.
Się pije: Krwawą Mańkę, koniak Biały Bocian, żytniówkę na uspokojenie, jarzębiak do obiadu, soplicę i stocka do przesłuchania, gin, bardzo mocną herbatę yunan, oryginalną śliwowicy (lepsza od koniaków), luksusowy winiak.
Się pochyla nad dłońmi przesłuchiwanych pań: wiadomka.
Się żuje: natkę pietruszki dla zabicia odoru wódki.
Się kupuje w Pewexie: żytniówkę, gin i carmeny.
Się pali: sporty, klubowe, carmeny.
Mizoginia: “(...) - Nie, to nie ja, to Nona Gaprindaszwili - mistrzyni świata. Znalazłem w „Trybunie" jedną z jej finałowych partii z ostatnich mistrzostw i chciałem obejrzeć dokładnie. Wie pan, znałem parę dziewczyn, które grały, ale były to tresowane niedźwiadki. Bardzo ciekaw jestem tej Gruzinki. I czy w ogóle kobieta może mieć pojęcie o szachach?”
[1] ”Naczelnik nie powiedział tego głośno, ale (...) sprawy zgwałcenia rozegrano fatalnie”. Jedną kobietę przestępca “pobił, bo głupia nie chciała. A kiedy podrapała go po twarzy, to wypchnął z szoferki”, nagą zimą na drogę. Sprawy nie rozwiązano, bo nie udało się sensownie przesłuchać straumatyzowanej kobiety z zapaleniem płuc. Druga podpisała oświadczenie, że pożycie intymne było za zgodą, bo bardziej bała się reakcji męża i chciała, żeby gwałciciel “się śpieszył, bo staremu nie zdąży dać kolacji”. Trzecia “narobiła takiego rabanu, że pół wsi się później śmiało. I w ten sposób dowiedział się o wszystkim jej mąż. Sprał babę i kazał meldować na milicji. To poszła. Im dłużej ją przesłuchiwali, tym bardziej wszystko jej się plątało. To już komentowali milicjanci. W końcu nie ustalili, jak
to z tym gwałtem - nie gwałtem było. Kobieta sama doszła do wniosku, że lepiej nie robić wokół tego szumu. Chłop na pewno już dostał za to od swojej baby…”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#2
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 9, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zdecydowanie nie jest to książka dla młodych rodziców.
Niby od pierwszego, krótkiego rozdziału wszystko wiadomo oraz czytelniczka myśli, że straszniej nie będzie - niania zamordowała dwójkę dzieci, którymi się miała opiekować i próbowała zabić też siebie - ale im dalej w opowieść o najlepszej opiekunce, tym straszniej. Myriam, Arabka z pochodzenia, urodziła pierwsze dziecko na studiach, drugie niedługo potem, w międzyczasie ogromnym wysiłkiem udało się jej te studia skończyć, ale nie ma opcji na pracę w takich warunkach, nie mówiąc też o powrocie do beztroskiego życia z mężem, Paulem. Zaczynają więc szukać, wymagania mają wysokie - nie emigrantka, bo kłopot i trudno kontrolować, czysta, bez zobowiązań rodzinnych, żeby w razie czego mogła być dyspozycyjna poza godzinami pracy. Kiedy znajdują Louise, są zachwyceni - spokojna, skromna 40-latka uwielbia dzieci, bawi się z nimi, dba o nie, doskonale gotuje dla wszystkich, prasuje, sprząta, jakby co, zostanie do późna, a nawet na noc, a przy tym zna swoje miejsce, nie próbuje się zaprzyjaźniać z pracodawcami. I do pewnego momentu dla Myriam i Paula to sielanka. Zabierają Louise na wakacje w Grecji, jak się okazuje, to pierwsze w ogóle wakacje w życiu opiekunki, wygląda na to, że jest z nimi szczęśliwa. W pewnym momencie zaczynają dostrzegać drobne, niepokojące sygnały - przeraźliwe skąpstwo Louise, jej skrywaną złośliwość i nieskrywaną zaborczość w stosunku do ich dzieci i domu, pojawia się problem z komornikiem, który odkrywa ogromne zadłużenie niani, m.in. w Urzędzie Skarbowym. Nic jednak nie zwiastuje dramatu, bo nikt poza narratorem nie wie, co się dzieje w głowie Louise i jaka jest jej dramatyczna przeszłość.
Bardzo wieloznaczna historia, podobno na faktach. Mimo tego, że Myriam miała poczucie dobrego wyboru, wybrała najgorzej jak mogła, mimo że zatrudniła jako nianię Francuzkę i to z referencjami. Mocno zarysowany jest problem bycia matką, kosztem wyboru - albo rezygnacja z siebie i poświęcenie, albo trudna decyzja zostawienia dzieci z kimś obcym; Myriam zapłaciła tutaj dramatycznie wysoką cenę za próbę utrzymania i rodziny, i kariery. Pada w pewnym momencie pytanie, czy można to było wychwycić, zapobiec, pomóc Louise, zanim zdecydowała się na ten krok, absurdalnie, zostaje to wyśmiane przez policję.
Inne tej autorki:
#1
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 8, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dwie przeplatające się historie z różnych linii czasowych. Pierwsza - 1985 - to czas, kiedy AIDS zbiera w Chicago, w kręgu zwanym Boystown, największe żniwa. Na pogrzebie Nico, 24-latka, zbierają się znajomi, przerażeni faktem, że odeszła kolejna osoba z ich kręgu, przyglądają się sobie, kto następny. Narratorem jest Yale, pracujący w galerii sztuki, w długotrwałym związku ze swoim chłopakiem, Charliem. Analizuje powiązania między homoseksualistami i heteroseksualnymi, politykę milczenia rządu, grozę testowania lub unikania testów, jednocześnie próbując uzyskać kolekcję szkiców paryskich artystów z lat 1910-1925, które przechowuje umierająca ciotka Nica. Wątkiem wspólnym jest motyw straconego pokolenia - malarzy i artystów, których zniszczyła pierwsza wojna światowa oraz gejów, brutalnie wydartych z życia przez AIDS. Druga linia - 2015 - to historia Fiony, siostry Nica, znanej opiekunki i podpory środowiska gejowskiego, która leci do przyjaciół w Paryżu, żeby odnaleźć swoją dorosłą córkę, która uciekła od rodziny i unika kontaktów. Oba wątki splatają się przez osoby, którym udało się przeżyć bez lub z wirusem HIV.
Jakbym miała to do czegoś porównać, to wątek 1985-1986 przypomina serial "It’s a sin". Wzruszająca, czasem trudna i niejednoznaczna historia znajomych, przyjaciół, kochanków i wspierających ich osób, wybierających różne drogi - monogamię lub poligamię, życie w ukryciu lub w pełnym świetle, testujących się lub nie, żyje już tylko we wspomnieniach ocalałych osób - Fiony, Richarda, cudownie odnalezionego po latach Juliana. Wątek bardziej współczesny dość odstaje - Fiona po latach odrzucenia przez córkę usiłuje zrozumieć, czemu jej macierzyńskie wysiłki zawiodły i czy może jeszcze coś naprawić w ich kontaktach, zwłaszcza że nie wiedząc o tym, została babcią. Tutaj już mniej wzruszeń, ale więcej turystyki w Paryżu i zamykania wątków.
Inne tej autorki:
#134
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 5, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
We wstępie do książki Kester Brent informuje swojego stryja, znanego detektywa i autora powieści kryminalnych Jamesa Brenta, że wraz z małżonką napisali o nim fanfiction w prezencie urodzinowym. Ten zabieg okazuje się żartem w żarcie, bo Jocelyn i Kester Brentowie to pseudonim Jerzyny i Kazimierza Słomczyńskich, a książka jest rzeczywistym prezentem dla stryja, Macieja Słomczyńskiego, autora powieści o Joe Alexie.
Akcja książki dzieje się - podobnie jak u Alexa - w powojennej Wielkiej Brytanii. James Brent jest w 1958 roku świadkiem śmierci znanego rajdowca na niebezpiecznym torze. Dziesięć lat później pełnoletnia pasierbica zmarłego. Maureen, wraca z Australii, żeby objąć majątek po ojczymie, a spokrewniona z nią żona Brenta, Anna, zaofiarowuje się z pomocą. Okazuje się, że krąży plotka o tym, jako ojczym Maureen przyłożył rękę do przedwczesnej śmierci jej ciężko chorej matki, a plotkę kolportuje niejaki inżynier Andrews, dawniej przyjaciel zmarłego rajdowca. Brent odkrywa, że z 6-osobowego oddziału bohaterów II wojny światowej został tylko Andrews, a pozostali zginęli w różnych wypadkach, przed śmiercią ubezpieczając się na korzyść kolejnej osoby na sporą kwotę. Rusza więc na pomoc Maureen, bo spodziewa się, że Andrews chce ją z jakiejś przyczyny zgładzić, ratuje dziewczynę przed wejściem w śmiertelną pułapkę, ale wtem odkrywa, że Andrews został zabity. Podobnie jak u Alexa, detektyw rozpykuje sprawę za pomocą wnikliwej dedukcji.
To nie tak, że to jest zła książka, zwłaszcza jeśli ktoś lubi kryminały w starym stylu. Mnie przeszkadzała maniera, w jakiej została napisana - dialogi brzmią, jakby ktoś bardzo nieudolnie przetłumaczył powieść z brytyjskich wyższych sfer; może to był celowy zabieg w zestawieniu z genezą, nie wiem.
Inne z tej serii.
#133
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 2, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Miałam na dobry początek wrzucić trochę zdjęć, ale ponieważ spędziłam pół dnia czytając w łóżku, to pogawędźmy sobie o minionym roku i książkach.
Zbiorczo, przeczytałam 45 pozycji polskich, 35 z Wielkiej Brytanii, 32 amerykańskie, po 4 włoskie i szwedzkie, po 3 kanadyjskie i czeskie, po 2 argentyńskie i radzieckie oraz po 1 australijskiej, niemieckiej, irlandzkiej i japońskiej (13 krajów). Nic po angielsku, chociaż dwie zaczęłam. Po raz pierwszy od lat autorki wygrywają z autorami (78:57, bo jedna książka powstała w duecie mieszanym). Zasłonę milczenia spuszczę na wszystkie rozpoczęte, pożegnam tylko dwie szczególnie oporne, których nie chcę kończyć: Mary Roach “Bzyk” (źle napisana/przetłumaczona książka o historii odkryć naukowych w kwestiach seksu i prokreacji) oraz Doroty Masłowskiej “Paw królowej” (dla odmiany świetnie napisana książka bez fabuły i treści, tylko fraza). Mniej niż w ubiegłym roku, pewnie dlatego, że nieco czasu zainwestowałam w vinted i odgracanie.
Best of the best of the best:
- Bill Bryson “Zapiski z wielkiego kraju” - Amerykanin po 20 latach w Wielkiej Brytanii wraca do ojczyzny i wszystko go dziwi
- Dominika Słowik “Atlas: Doppelganger” i “Zimowla” - wspomnienia z czasów transformacji, obie podobne, ale każda inna; jeśli się wahasz, zacznij od “Zimowli”
- AJ Dungo “Fale” - jedyny komiks, o surfingu, miłości i żałobie
- Terry Pratchett “Złodziej czasu” - chyba moja ulubiona powieść spoza cyklu o Straży
- Łukasz Orbitowski “Chodź ze mną” i “Kult” - PRL i transformacja we wspominkach z lekkim elementem nadnaturalnym; jeśli się wahasz, zacznij od “Kultu”
- Connie Willis “Przewodnik stada” - słabiutka recenzja, ale książka doskonała i zaskakująco współczesna: korporacje i trendy.
- Magdalena Mikołajczyk “Jestem dość” - jak nie robić sobie samej krzywdy.
Lista z gwiazdką. Żeby było jasne, to nie jest tak, że poniższa lista jest obiektywnie gorsza. Raczej mniej mi pasuje stylistycznie (np. niespecjalnie mi wchodzą rzeczy reportażowe, wolę fikcję) albo autor/ka ma lepsze pozycje w dorobku.
Podsumowania poprzednich lat: 2020 i 2021.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 1, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Narratorka powoli, dygresyjnie - ale tak fantastycznie w dygresje, że w ogóle nie miałam ochoty jej popędzać, żeby przeszła do konkretu - opowiada o tajemniczych wydarzeniach, które miały miejsce w sierpniu 2005 roku w jej rodzinnym miasteczku o dźwięcznej nazwie Cukrówka. Zaczęło się od tego, że Magdę, córka lokalnego przedsiębiorcy, ktoś zobaczył zimową nocą na dachu domu, nagą i śpiewającą coś w dziwnym języku. A może wcześniej, od budowy Fabryki Ceramiki przez towarzyszkę Sarecką, babkę narratorki? Albo od lat 60., kiedy to wykopano skarb i staraniami ówczesnego dyrektora założono muzeum, dokumentujące życie Cukrówki? Albo może od jednego z cudów, kiedy to obraz w lokalnym kościele - nazwany potem Maryją Stanowojenną - zaczął płakać prawdziwymi łzami o cudownym działaniu? W każdym razie, główną osią wydarzeń z 2005 roku jest leczenie Magdy, przez psychiatrów, lekarzy, egzorcystów czy wreszcie hochsztaplerów, do których niestety zaliczał się ojciec narratorki, księgowy, przekwalifikowany na wróża i radiestetę. Narratorka kręci się ze swoimi kumplami - Hansem, który ma ojca w Niemczech i Miszą, dla odmiany z bratem w policji - po okolicy, śledzi tajemniczego Pszczelarza, który coś zakopuje w lesie, z wykrywaczem metalu poszukuje skarbu na prośbę niejakiego Kablarza, który coś wie, wreszcie odkrywają zwłoki jakoś związane z muzeum, w którym pracuje matka narratorki. Część rzeczy wyjaśnia się pamiętnej sierpniowej nocy, resztę narratorka, już jako dorosła, odkrywa badając dokumenty. Od razu powiem, że tak jak nieco narzekałam przy skądinąd świetnym “Atlasie”, tak tutaj wszystkie wątki są ze sobą związane i wyjaśnione satysfakcjonująco.
Jaka to jest pyszna książka, ironiczna, a jednocześnie ciepła, chociaż zza dojrzałej pobłażliwości czuć rozpacz nastolatki dojrzewającej w dysfunkcyjnym domu bez miłości, z matką skupioną na swojej pracy, z ojcem wkładającym energię w coraz to nowe i bardziej idiotyczne przedsięwzięcie, z babką skupioną na interesach i Partii, od pewnego momentu wielkiej nieobecnej. Chyba w żadnej opisanej cukrowieckiej rodzinie nie było inaczej, ale jednocześnie jest tu czułość i umiejętność znajdowania absurdów w nawet z pozoru tragicznych wydarzeniach. Niespodziewanie to dla mnie książka roku, jeśli macie przeczytać tylko jedną, to weźcie tę.
Inne tej autorki.
#132
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 28, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jola pracuje w Domu Aukcyjnym, prowadzonym przez niejakiego Wąsa, cwaniaczka i prawdopodobnie hochsztaplera. Kiedy do wyceny trafia obraz Pracza “Piękni 1981”, zaczynają dziać się dziwne rzeczy; jednocześnie w sklepie pojawia się interesujący długowłosy Jacek, podobno wcześniej pracujący w muzeum i obeznany z historią sztuki. Jola i Jacek nawiązują sojusz w kwestii rozpoznania, co się w firmie dzieje, dodatkowo pojawia się oczywiście podtekst erotyczny, bo oboje są atrakcyjni i - jak się okazuje - od pewnego momentu wolni. W sprawę wplątuje się mąż przyjaciółki Joli, Filip; malarz dostaje intratną fuchę namalowania kopii pewnego obrazu. Jednocześnie Jola emancypuje zaniedbaną żonę Filipa, Alutkę, z której za pomocą zmuszenia do depilacji, codziennych przebieżek w celu schudnięcia i makijażu robi seksbombę. Oczywiście jest to powieść humorystyczna, więc pomyłki, nieporozumienia, przemilczenia i wtem nagłe objawienia następują w losowych momentach aż do finału, w którym pojawia się już oficjalnie miłość i radosna nowina.
Od razu zaznaczę, że jest to raczej literatura na leżaczek przy basenie, nic wyrafinowanego. Ale z tym założeniem, to nie jest aż tak złe jak inne tej autorki (por. Łopatą do serca), da się przeczytać, jeśli już nic innego nie ma. Panie, mimo że pierwszoplanowe, są oględnie mówiąc, nieskomplikowane, skupione na ładnym wyglądzie i przerzucają się nowinkami z prasy kobiecej (Alutka robi ciasteczka z książki Marshy Mehran), a szczytem wyrafinowania jest zakładanie gorseciku i pończoszek. Mniej więcej od połowy książki przewracałam oczami, bo intryga była tak toporna i złożona na kolanie, że wszystko mogło się sypnąć w każdej chwili, ale się cudem nie sypało (np. tożsamość tajemniczego szefa Wąsa, który zupełnym przypadkiem był też szefem Nyv).
Inne tej autorki.
#131
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 26, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zaczynałam dwa razy, bo jak zapamiętać króciaki takie, na kilka stron, czasem kilkanaście. Które przeczytałam, a które nie, chociaż na kindlu nie trzeba zakładki. Nie żałuję, bo to bardzo ładne opowiadania, z uroczym językiem, czasem bez pointy, która zawisa w tej pustej przestrzeni, w tym pół strony przed następną historią. Zapyziały bar, gdzie mimo zakazu można palić, a nobliwy profesor z uszanowaniem uszu opowiada, że czasem trzeba pierdolnąć. Czasem ktoś umiera. Czasem odwożą do szpitala i pozostaje puste mieszkanie, pajęczyny i głos zaklęty w drżeniu szyb. Świat który był, ale już go nie ma, a mimo to pozostaje zawsze żywy w pamięci autora, a teraz i w książce. Bardzo łagodna, nienerwowa proza.
#130
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 24, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Amanda nie wie, gdzie jest, wszystko jest zamazane, ale rozmawia z nią David, jak się okazuje, syn jej znajomej, Carli. Prosi, żeby przypominała sobie rzeczy, które wydarzyły się pewnego letniego dnia. Wynajęty na tydzień dom na prowincji, basen, wizyta Carli, która opowiada bardzo niepokojącą historię o swoim małym synku, Davidzie i dziwnej chorobie, rosnące poczucie zagrożenia i konieczność kontroli odległości, w jakiej jest od Amandy jej córka, mała Nina. Dialog robi się coraz dziwniejszy i poszarpany, Amanda umiera, ale przed śmiercią usiłuje upewnić się, że jej córka jest bezpieczna oraz wyjaśnić, co się stało.
W zasadzie przeczytałam w jedno popołudnie, bo miałam ogromne ciśnienie, żeby wyjaśniła się zagmatwana formą fabuła. Problem w tym, że to - ponownie - metaforyczna opowieść o zagrożeniu argentyńskiej prowincji przez nadmiar pestycydów w rolnictwie, co prowadzi do chorób, również genetycznych. Trudno mi to traktować jak powieść, raczej eksperyment formalny. Oryginalny tytuł “Fever dream” chyba lepiej oddaje to, o czym jest książka.
Inne tej autorki.
#129
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 23, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Rok 2000. Narratorka ma dwadzieścia parę lat, skończyła studia prestiżowej uczelni, pracuje w galerii sztuki, ale nie musi pracować, bo odziedziczone po rodzicach pieniądze dają jej wystarczająco środków, żeby nic nie robić. A czego nie wie lub nie ma, to dowygląda - jest klasycznie śliczną blondynką, nosi rozmiar 34 bez żadnego wysiłku, w szafie ma designerską odzież i buty. Ma tylko jedno marzenie - zasnąć i przespać rok, żeby obudzić się bez traumy po śmierci ojca (rak) i matki (samobójstwo lub nieszczęśliwy wypadek zmieszania alko z dragami) oraz nieudanym, jednostronnym związku z niejakim Trevorem; nie znajduje radości w niczym - w pracy, w przyjaźni, zabawie czy seksie. Mimo sprzeciwu najlepszej/jedynej przyjaciółki Revy, której narratorka nawet nie lubi i w głębi duszy nią pogardza, gromadzi podstępem zapas środków psychoaktywnych i próbuje odciąć się od świata, przespać całe zło, które jej się w życiu przytrafiło. Niespecjalnie dobrze jej to idzie, środki uspokajające, nasenne i przeciwbólowe nie działają na nią tak, jakby chciała, uodparnia się na niektóre, włączają się efekty uboczne typu halucynacje czy zaniki świadomości, po których budzi się bez wiedzy, co właśnie zrobiła. Zostawię Was bez pointy, która jest zaskakująco świeża i dość niespodziewana, idźcie czytać, bo to książka, od której nie można się oderwać, ironiczna, czasem obrazoburcza, dekonstruująca mit amerykańskiego sukcesu i aspirowania do niego czy obrazu szczęśliwej rodziny.
Inne tej autorki:
#128
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 20, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj