Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: moje-miasto

Listopad w mieście

W tamtym roku nieco bokiem przeszliśmy obok stosunkowo krótkiego korowodu Świętego Marcina, bo remont ulicy, dlatego w tym roku doznałam zaskoczenia, widząc cały Poznań i przyległe województwa (a pewnie i z Warszawy przyjechali, bo u nich na 11.11 niezbyt miło) zgromadzone na Świętym Marcinie. Maj coś tam widział, bo stał na klombie, ja mogłam najwyżej w niebo popatrzeć. Szukam miejscówki na przyszły rok, żeby cokolwiek widzieć poza tłumem. Wcześniej: 2018, 2016, 2013 i 2011.

Ponieważ ostatni raz Muzeum Narodowe (a nie tylko wystawy czasowe) odwiedziłam w 2011 roku, myślałam, że będzie to świeże przeżycie dla młodzieży. Zapomniałam oczywiście, że moje dziecko odbywało półkolonie przez ostatnie kilka lat, w ramach których bywało w MN co najmniej raz na sezon. Innymi słowy - nuda. Mnie, wiadomo, się podobało, kilka obrazów bym chętnie widziała w domu.

Nowością miało być zwiedzanie krypty pod Farą. Zapisy na Facebooku z dużym wyprzedzeniem, bo impreza, mimo że cykliczna, jest oblegana. I jak kościół jest przepiękny, tak podziemia niespecjalnie. Kilka połączonych piwnic, kilkadziesiąt osób, przewodnik zafiksował się na szkodach poniesionych przez kościół podczas wojny i PRL-u, gdzie to nie szanowano zwłok trzymanych w krypcie, za to wstawiono wino, bo temperatura zawsze idealna. Z mojej perspektywy przywiązanie do starych kości nie jest czymś wartym kultywowania, lepiej trzymać wino. Młodzież się trochę znudziła, trochę pobała, raczej nie powtórzymy zwiedzania.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 11, 2019

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


Lato w mieście

[5.08.2019]

Lato w tym roku upalne, warto wchodzić w klimatyzowane wnętrza. Tym bardziej, że wystawa projektów i grafik Ryszarda Kai to coś, czego zdecydowanie nie chciałam przepuścić. Znałam przede wszystkim plakaty z serii Polska, jest ich cała sala i w masie robią ogromne wrażenie (nie, nie umiem wybrać na przykład trzech-czterech, bo tyle miejsca mam na przedpokoju na sztukę #problemypierwszegoswiata), nie znałam natomiast obrazów i grafik (świetna seria o Alojzym(?[1]) i wszystkiego, co związane z pracą Kai jako scenografa i kostiumografa. Szkice i rysunki pokazujące proces projektowania są niesamowite. Ale największe chyba wrażenie zrobiła na mnie Ta Szafa (zajrzyj do galerii, link poniżej). Wystawa jest dostępna w Starym Browarze do 30 września. Można z dzieckiem, aczkolwiek jest szansa, że trzeba będzie tłumaczyć, czemu ten pędzel wygląda jak okolice intymne (tu albo tam).

[1] Oczywiście pójdę jeszcze raz i sprawdzę, raz obejrzeć to za mało.

GALERIA ZDJĘĆ

Przy okazji tego, że dziecko wyjechane było do dziadków, mogłam wreszcie pójść do restauracji bez frytek i kotleta w panierze, czyli do Dymu na Wildzie. Krótkie menu - przystawki (dosko pyra z gzikiem), zupy, kilka dań głównych (raczej mięsne) i tapasy. Z tyłu ogródek, w którym czułam się jak w Berlinie. Fantastyczne miejsce na letni wieczór.

Adres: Górna Wilda 95, strona.

Z młodzieżą już wybraliśmy się do PaniStek (PaniSteku?). Pop-artowe wnętrze, idealne do portretów (mogę okazać na tzw. priv portret Majuta), w menu głównie wołowina i nieco dodatków. Fajnym wynalazkiem jest stek dla pań (filet mignon, z tego co wiem, nie jest tylko dla pań), z dodatków spodobały mi się frytki z batatów. Wada - czas oczekiwania, za każdym razem, kiedy restaurację odwiedzaliśmy. Przygotowanie steku to jedna z krótszych czynności w kuchni, absolutnie nie rozumiem oczekiwania prawie pełnej godziny od zamówienia (z czekadełkiem, ale i tak) w sytuacji, kiedy byliśmy jedynymi klientami (niedziela, 16:30).

Adres: Kwiatowa 2, strona.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 5, 2019

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


O chłodzie gotyckich kościołów

[20.07.2019]

W ramach akcji Zabytek Otwarty na Trakcie Królewsko-Cesarskim, w letnie sobotnie popołudnie można było obejrzeć z przewodnikiem wnętrza kościoła i klasztoru Jezuitów na Szewskiej. Będąc trollem sakralnym, wielokrotnie przewracałam oczami, słuchając dość koturnowej przemowy przewodnika, który streszczając obiektywnie imponującą, bo ponad 750-letnią obecność zakonu najpierw Dominikanów, potem Jezuitów w Poznaniu, całkiem poważnie mówił o wierze w rzeczy absurdalne typu rozścielanie płaszcza na wzburzonych wodach, żeby mogła suchą nogą przejść armia. Młodzież wprawdzie strzygła uszami, słysząc o paleniu książek przez Inkwizycję (a z tonu przewodnika można było wywnioskować, że tak wtedy było i było to dobre), ale ogólnie była raczej nastawiona na plac zabaw i lody, nie zostaliśmy więc na koncert organowy i zwiedzanie otoczenia kościoła. Nie musicie czekać na kolejną edycję akcji, kościół jest otwarty, można go zwiedzać i bez przewodnika, chociaż pewnie nie da się wejść w każdy zakamarek.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 20, 2019

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że czasem fajnie iść do szpitala

[19.07.2019]

Kiedy okazuje się, że zstępna jest sprawna, ale niekoniecznie symetryczna, co jakiś czas trzeba wykonać zdjęcie rentgenowskie. Lekarz tym razem wysłał nas do Ortopedyczno-Rehabilitacyjnego Szpitala Klinicznego im. Wiktora Degi (w XIX wieku zwanym Zakładem Sacré-Coeur), gdzie robią na tzw. długiej kliszy oraz 24h/7, więc odpada konieczność zrywania się z pracy w dziwnych godzinach. Ponieważ szpital składa się z wielu budynków, rozrzuconych na sporym terenie, nie ma w zasadzie żadnej nawigacji. W budynku D jest Centralna Gipsownia. Przy wejściu do innego budynku wisiała tabliczka “izba przyjęć”, więc było zamknięte i nie było śladu człowieka. Już myślałam, że cały personel zeżarły zombie, ale okazało się, że od samego początku trzeba było iść do pięknej neogotyckiej wieżyczki, do której ciągnęło mnie od lat. Po rejestracji odesłano nas na pięterko najpiękniejszą klatką schodową w Poznaniu, gdzie moja rodzina ze zdziwieniem stwierdziła, że chyba coś mi jest, skoro najpierw chcę znaleźć gabinet, a za aparat nie chwytam. Duh. Say no more, aparatu nie miałam, bo do takich wnętrz telefon lepiej.
modernistyczna rotundka z Centralną Gipsownią Wieżyczka / Klatka schodowa w wieżyczce Ja w dół patrzę Kolory i faktury Miejsce dla tych, co nie do końca wierzą w medycynę

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 19, 2019

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 2 komentarze - Skomentuj


Poznań Pride 2019

Podobno 13 tysięcy ludzi przeszło ulicami Poznania pod tęczową flagą, uśmiechając się i emitując dobry vibe. Cały przekrój - nastolatki, młodzi ludzie, rodzice z dziećmi, czasem ktoś z psem, starsi (szczególnie wzruszały mnie panie z transparentami “Chodź, mama przytuli”, absolutnie nie wyobrażam sobie, że można nie chcieć tulić własnego dziecka za to, co czuje i jakie jest). Przyszłam z mężem i dzieckiem, bez strachu, chociaż paradę otaczała policja, a raczej właśnie dlatego, bo to nie w kolorowym tłumie była agresja, a na zewnątrz, co policja swoją obecnością stopowała.

Poza pozytywnymi wrażeniami, wróciłam też z garścią obserwacji socjologicznych i pytań, a zdziwienie wzrosło mi jeszcze po krótkiej lekturze komentarzy pod kolorowymi zdjęciami, na których nie było genitaliów i obscenicznych gestów[1]. Kieruję je niejako w przestrzeń, bo nie spodziewam się, że czytają mnie odpowiedni odbiorcy. Panowie, bo wśród przeciwników marszu widziałam głownie panów 20-30, umundurowanych w granat (w tym barwy klubowe), czerń i szarość, czasem zamaskowanych, czy możecie mi wyjaśnić…

... skąd w Was taka agresja w stosunku do ludzi, z którymi w większości przypadków nie macie szans się zetknąć? Nie zabierają Wam najczęściej pracy, nie współzawodniczycie o kobiety, ba, nie wierzę też, że realnie macie poczucie zagrożenia, że ktoś się z Wami zbytnio spoufali erotycznie. Czemu drażni Was, co inni robią ze swoim życiem, skoro absolutnie to Was nie dotyczy[2]?

... skąd ten ton fałszywej troski (“trochę mi was żal”), fałszywej, bo nie wierzę w nią, widząc w Waszych rękach petardy, jajka i butelki lub zaciśnięte pięści? Nie nawrócicie nikogo biciem na jedyną słuszną drogę “Chłopak i dziewczyna normalna rodzina”. Nie wierzę w Waszą troskę o biedne dzieci, wystawione na #złygender, który - zapewne nie uwierzycie - daje im narzędzia pozwalające na zbudowanie silnej osobowości i ochronę przed przemocą, falą i prześladowaniem ze względu na potencjalną inność.

... kto Was tak srodze oszukał, wciskając bzdurne dane, którymi się podpieracie, zrównując homoseksualizm z pedofilią i inny parafiliami?

... czemu, jak dzielny ziomek już nie pracujący w Ikei, wybieracie z pism swoich proroków tylko te wyimki, które mówią o krwi, zemście i karze? Czemu nie wczytacie się w ewangelie, kochaj swego bliźniego i nastaw drugi policzek?

... naprawdę nie drży Wam serce, kiedy zamykacie drzwi przed swoim dzieckiem, bo zachowuje się inaczej niż przewiduje w zasadzie niezdefiniowany kanon? Bo sąsiedzi? Bo Watykan odległy o ponad 1000 kilometrów? Bo jak twardą miłością przywołacie do porządku, to ich będzie królestwo niebieskie?

Serio, nie znam odpowiedzi.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Tak, mogę być niemiarodajna, bo absolutnie nie boli mnie w estetykę mężczyzna w szpilkach (najwyżej współczuję, bo chodzenie po bruku to nie lada wyzwanie i buty się niszczą), w pełnym makijażu czy z włosami widocznymi na dekolcie sukienki. Jeśli ktoś ma traumę na widok kogoś tak ubranego (jak ta anegdotyczna kuzynka, co zobaczyła mężczyznę w rajstopach i od soboty się modli), to jednak świadczy o braku wewnątrzsterowności. A z tym ciężko się żyje.

[2] W drodze na Paradę minął mnie starszy pan na rowerze, jadący w przeciwną stronę niż kolorowy marsz, nagrzany wkurzeniem i krzyczący do przechodniów “Tam już się zaczynają gwałcić!”. Otóż nie. Ani nikt panu gwałtem nie groził, ani nie odbywały się żadne rzeczy, których ludzie hetero nie robią bez zgorszenia na mieście (całują się, trzymają za ręce, obejmują). Skłaniam się ku wnioskowi, że są ludzie z zaburzeniami postrzegania i tylko specjalista może tu pomóc.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 8, 2019

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 3 komentarze - Skomentuj


O patrzeniu z wysoka i przypadku

[22.06.2019]

Znalazłam na instagramie zdjęcie prześlicznego domeczku, takiego z książki Bechlerowej czy innej Szelburg-Zarembiny. Dopytałam uczynnych ludzi, jak trafić, powiedzieli (co nie jest takie oczywiste, bo jest pewna grupa fotografów, którzy ignorują uprzejme pytania o lokalizację czy wręcz odpowiadają, że chcą mieć unikalne zdjęcia, więc nie będą ułatwiać innym dotarcia w "ich" miejsca), zanotowałam sobie na zaś. Po czym przy okazji "a może pojedziemy na wieżę na Szachty na zachód słońca", pogubiłam drogę wracając i wtem trafiłam, gdzie chciałam.

GALERIA ZDJĘĆ i poprzednio na Szachtach (2018).

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 22, 2019

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 3 komentarze - Skomentuj


Poznań Dębiec #nofilter

[19.06.2019]

W upalne czerwcowe wieczory, kiedy można już było oddychać po całodniowej gorączce, szłam w Dębiec, wyrobić moje 10k kroków dziennie. Taki zwykły, codzienny Dębiec, nie insta-glam i z filtrami. Pachnące lipy, meble wystawione w oczekiwaniu na doroczny odbiór tzw. gabarytów, mieszczanie polerujący chodniki i trymujący żywopłoty przez procesją Bożego Ciała, koty w ogródkach. Gdzieniegdzie późna posiadówka w ogrodzie na plastikowych krzesłach, pogawędka sąsiadów przy płocie. Lokalny bezdomny z siwą brodą, kręcący się po dzielnicy w fazach nakładających się z moim spacerem; ja chodziłam po obrazy, nie wiem, czego szukał on, czasem mówił “dzień dobry”, czasem mruczał coś niezrozumiałego do siebie. Skomplikowana geometria ulic, zaułki, przejścia i ślepe uliczki. Pociągi przez stację Poznań Dębina, ostrzegawczy dzwonek rogatek, współfotografujący zachód słońca na wiadukcie opodal. I ogrody zza płotu.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 19, 2019

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 3 komentarze - Skomentuj


O intensywnych kolorach

Rzutem na taśmę, dzień przed końcem, obejrzałam wystawę Davida LaChapelle'a w Starym Browarze. Po części wychodziłam z założenia, że w zasadzie jego zdjęcia znam, ale jak już jest, to pójdę. Otóż srodze się myliłam, bo i owszem, sztandarowe fotografie celebrytów gdzieś tam mi się przesunęły przed oczami, uwielbiam teledysk do chyba 2. sezonu "Lost" (tak uwielbiam, jak ciągle jestem zła za zmarnowanie mojego ukochanego serialu zakończeniem tak złym, że nie wiem), ale dopiero teraz zobaczyłam świetną serię "Landscape" z niesamowicie oświetlonymi industrialnymi instalacjami ze śmieci (przykłady tutaj) czy stanowiącą kąśliwy komentarz do współczesnej kultury konsumpcjonizmu serię "Deluge" (2024 - link nieaktualny). Majutowi spodobały się przewrotne martwe natury z pięknymi - na pierwszy rzut oka - kwiatami (galeria tutaj). Tradycyjnie - zdjęcia nie oddają rzeczywistości oraz tym razem naprawdę jest mi przykro, że poszłam przedostatniego dnia i już nie można, przynajmniej w Poznaniu.

GALERIA ZDJĘĆ

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 9, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


11 listopada, Poznań

A. przyjechała i z pewną obawą zapytała, czy jestem pewna, że nie będzie niebezpiecznie, kiedy usłyszała, że ruszamy w miasto. Było tłoczno, owszem, ale nie niebezpiecznie, chyba że obawiać się należy obfitego śniadania w Republice Róż, waty cukrowej na Świętomarcińskim Jarmarku czy rogali. Parada w tym roku była krótka, bo z Targów na plac Mickiewicza, tłumy były nieprzeciętne. A wstęp na wieżę Zamku Przemysła - darmowy. Koziołki nie wzbudziły takich oklasków jak hymn, wykonany przez zebranych; im dalej w zwrotki, tym gorzej z frekwencją, czwartą już chyba tylko harcerze śpiewali. Można było zakupić mikroflagę, ale powstańczej rozetki już nie.

Fara, a za Farą smog Widok na Ratusz z Wzgórza Przemysła / Ratusz Koziołki Plac Wielkopolski / Podwórze Szkoły Baletowej Święty Marcin i początek tłumu Bomba szyld! Święty Marcin - podwórko

GALERIA ZDJĘĆ

Wcześniej: 2011, 2013 i 2016.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


Kocimiętka

Kocia kawiarnia jest świeżynką w Poznaniu. Ma dwie sale - "kocią" z grupą małych kociąt i "konsumencką", bez zwierząt (chociaż podobno z opcją przyprowadzenia własnego. W sali "kociej" jest 12 (lub 13) kociąt - od 6 tygodni do 4 miesięcy. Do sali konsumenckiej można wejść z ulicy, do sali "kociej" należy się umówić na godzinę[1] z co najmniej dziennym wyprzedzeniem. Z zamówionymi przy barze kawą i słodyczami można wejść do sali, gdzie są kocięta.

Idąc do kociej kawiarni, miałam mieszane uczucia i po wizycie tam dalej nie mam jednoznacznej opinii. Owszem, miło jest wypić kawę, siedząc na jednym krześle z rozkosznie posapującym kociątkiem, które śpi i jest w ten sen bardzo zaangażowane, podobnie jak miło jest pobawić się z maluchami, które wskrobują się do torby, gonią ogonki i wykonują desant na stół z parapetu. Niestety, na tym kończą się zalety. W moim domu koty mają zakaz przebywania na stole czy kuchennym blacie[2], w kawiarni obsługa rozdaje plastikowe pudełka, żeby przykryć deser przed łakomym kociątkiem, które nie zważa na zdejmowanie ze stołu czy próby odizolowania od jedzenia. Martwi mnie, że kilkanaście kotów przebywa w jednym pomieszczeniu, z którego wyjść mogą tylko do zabudowanego kącika z kuwetami. Kocia kawiarnia, w której byłam na Tajwanie, była częścią domu właścicielki, koty przemieszczały się swobodnie między publiczną salą kawiarni, a mieszkaniem, do którego goście nie mieli wstępu. W "Kocimiętce" tego brakuje. Czytałam kilka opinii skrajnie negatywnych, w tym behawiorystki, nie mam zdania na temat wyżywienia, zabezpieczeń czy typu żwirku do kuwety, ale widzę, że część kociąt ma chorobę sierocą (są zbyt małe na życie bez matki), zastanawiam się też nad losem kotów, kiedy biznes jednak nie będzie przynosił dochodu. Nie wiem, czy pójdę tam ponownie (chociaż Maj lobbuje, bo kocięta).

[1] Niestety, jest mnóstwo drobnego druczku przy umawianiu, o którym się nie wie podczas rezerwowania, a obsługa nie wspomina o tym, chociażby że dzieci do lat 14 mogą przebywać w kawiarni tylko w godzinach 13-17, a konkretnie 13-14 i 15-17, bo w godzinach 14-15 jest przerwa.

[2] Tak, wiem, tylko wtedy, kiedy patrzę. Ale i tak.

Adres: Ratajczaka 18 (pod kinem Apollo).

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 25, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 3 komentarze - Skomentuj