Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: listy-spod-rozy

O feriach bez napinki

[26.02.2026-1.03.2026]

Lubię Liberec. Nie powiem jeszcze, że czuję się w nim jak w domu, ale to Moje Miasto. Wiem, gdzie co jest, chodzę bez mapy, dużo rzeczy widziałam, oczywiście mam jeszcze parę miejsc do przespacerowania, ale zostawiłam je sobie na lato. Nieustająco, zawsze udaje mi się znaleźć coś nowego, nawet jeśli to tablica Járy Cimrmana.

Tu z pewnością nigdy nie pracował Jára Cimrman Jacuzzi z widokiem

To były najbardziej leniwe ferie, bo - pomijając obowiązkowy dla mnie spacer na Jested[1] - robiłam nic. To znaczy spałam, jadłam, czytałam, pokręciłam się po mieście, zabrałam rodzinę na ciepły basen oraz do jacuzzi, bo odkryłam, że do apartamentu przynależy taras, a na tarasie czeka ciepła woda z bąbelkami. W lutym. Ciepłym lutym, ale jednak lutym. A, jeszcze drobne zakupy spożywcze - ta radość z wietnamskiego napoju o smaku mango o dźwięcznej nazwie K#RWA COLLECTION (tyle pytań), pomazanki i czekolada Studentska, czy odzieżowe - krótki rajd z nastolatką po libereckich second handach (czarne koszulki, a jak). A, i na cmentarz poszłam, bo czemu nie (głównie dlatego, że rozłożyła mnie nazwa ulicy - U Krematoria; tak wiem, u nas nikogo nie dziwi ulica Cmentarna).

Adresy:

  • Mountain - Felberova 15/13, Indická a Nepálská Restaurace
  • saber - nám. Malé 292, śniadania
  • MASA BUKA - Nikosova řecká taverna, Sokolská 168
  • VITA Café Bistro - Zhořelecká 414/19, śniadania
  • Wink Café - Tržní náměstí 876/11, śniadania
  • Babylon - Nitranská 415/1, aquapark i inne atrakcje

[1] Klasycznie już wjechaliśmy na najwyższy parking, bo przecież. Ale tuż przy wjeździe na drogę dookoła góry minęliśmy starszego pana w kowbojskim kapeluszu, który dzielnie pocinał pod górę na nieelektrycznym rowerze. Weszliśmy z parkingu na górę, wypiliśmy kawę i herbatę, zjedliśmy pieczone jabłka w cieście, pokręciliśmy się po szczycie, a schodząc na parking minęliśmy wspomnianego pana, który solidnie spocony wjeżdżał właśnie na górę. Żeby minutę później zjechać z góry z rozwianym włosem. Podziwiam, nie rozumiem.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 12, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 1 komentarz - Skomentuj


Śniadanie w Polsce, obiad w Niemczech

[26.02.2026]

... a kolacja będzie w Czechach, ale o tym później[1]. Zwykle najpierw załatwiałam główną atrakcję wyjazdu, w tym przypadku będzie to - wiem, znowu - Liberec, ale ponieważ skończyły mi się niemieckie kapsułki do prania, a mieliśmy wracać w niehandlową niedzielę, to tym razem zaczęłam od Niemiec. Jak się pewnie nietrudno domyślić, mam słabość do miast przedzielonych, piękny wiosenny dzień, po obiedzie tuż przed zachodem słońca namówiłam rodzinę na krótki spacer nad rzekę, gdzie po jednej stronie Polska, a po drugiej Niemcy. Kontrast niestety widać, drugą widoczną rzeczą po muralu na baszcie jest wielki napis ZIGARETTEN, tyle spojrzeń. Było trochę narzekania, bo ciągle pod górę, a przecież nawet nie zaproponowałam wejścia na którąś z wież (a są!), ale przez dobry obiad i zakupy - tym razem przemycałam z Niemiec dla kolegi Hubbę Bubbę, która u nas jest raczej niedostępna - nikt się nie obraził. Aż tak. Kuszą mnie jeszcze dwa wyglądające ciekawie muzea i chciałabym okazję, żeby pokrążyć trochę więcej po uliczkach starówki, bo bardzo urokliwe; to nie jest moje ostatnie słowo w kwestii Goerlitz.

Zapiekanka z ziemniaków, boczku, kapusty kiszonej i co ino. Z serem.

[1] Dobra, figura retoryczna, nie było kolacji, bo był późny obiad (i dużo!), ale mieliśmy kupione w niemieckim REWE przekąski i napoje.

GALERIA ZDJĘĆ i wcześniej: 2025 i 2024.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 8, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 1 komentarz - Skomentuj


O przygodach na lotniskach

Wylot do Amsterdamu reklamowałam nastolatce jako super opcję, albowiem do tej pory tylko latała tanimi liniami, a to miał być pierwszy lot KLM. Wchodzimy więc na lotnisko o 5 rano, niewyspani, ale zadowoleni, zwłaszcza że nie trzeba wyjmować bambetli na kontroli, ja odkrywam, że nie wzięłam kindla, więc w panice znajduję w lotniskowej księgarence najnowszą Marian Keyes (o czym niebawem, b. zadowolona), a dla zabicia czasu opowiadam młodzieży o moich i eloya przygodach z KLM AD 2007. I wykrakałam. 6:20, podjechaliśmy 50 metrów autobusem pod samolot i czekamy. Po 20 minutach wchodzi pilot[1] i grzecznie wyjaśnia, że nie wpuszczają nas do samolotu, bo mają techniczne wyzwanie w samolocie i dopóki nie ustalą, co dalej, to winszują cierpliwości. Long story short, wróciliśmy na lotnisko, a o 8:15 zostaliśmy wypuszczeni do domu (notatka na przyszłość: iść przez Baltonę, nie przez kontrolę non-Schengen) z sugestią, że może polecimy jeszcze dziś, proszę czytać wiadomości. Wróciliśmy do domu, przespaliśmy się, zjedliśmy śniadanie, wzięłam kindla i polecieliśmy kolejnym lotem o 14:15. Tak, wystąpiłam z reklamacją, wszak dzień w plecy, ciągle czekam na rozpatrzenie wniosku. Sam lot, jak już się wzbiliśmy, bardzo miły, niecałe 1,5h, bez reklam zdrapek i z darmową kanapką i napojami (również alko!). Steward miał uroczy sweter z napisem ALL I WANT FOR CHRISTMAS IS BLUE, a przez całą drogę świeciło słonko. Wracając, udało mi się zostawić na Schiphol telefon podczas kontroli, ale odzyskałam, chociaż przejechał dwa razy przez skaner. Z zabawnych rzeczy - ta sama butelka z wodą z domu przejechała bez wzbudzania alarmu o 5 rano, ale już o 13 została dodatkowo przeanalizowana w Innej Maszynie Do Analizy Płynów. Kiedy leciałam do Salonik, zostałam poproszona o pozwolenie odlania próbki do analizy.

Zdjęcia pozbierane z różnych lotów, wcześniej niepublikowane. W kolejności: Poznań - Malaga w kwietniu, Poznań - Saloniki w listopadzie i wreszcie Poznań - Amsterdam 24/27 grudnia 2025.

[1] Nie, nie był to holenderski król incognito, sprawdziłam.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 27, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 1 komentarz - Skomentuj


Kawałek metra (10) - Amsterdam

Metro w Amsterdamie jest najlepsze, bo połączone jest elegancko z pociągiem o dźwięcznej nazwie Sprinter z lotniska i można sobie jak sołtys przejechać z drobną przesiadką do samego centrum. Zaskakująco, poza kolorami, linie metra mają trochę losowe numery 50–54. Częściowo jeżdżą na świeżym powietrzu, a w samym centrum wjeżdżają pod ziemię. Co ciekawe, metro jest stosunkowo nowe, pochodzi z lat 90. i przy okazji budowy były spore kontrowersje typu wyburzanie starych, zabytkowych budynków; ślad po tym widać na ścianach stacji Nieuwmarkt. Na Rokin podobno są wystawione arfekty archeo, ale nie byłam. Bilety na Sprintera (ma przepierzenia w "mondriany") kupiłam w automacie, ale nie ogarnęłam zakupu karty na metro, więc odbijałam się na bramkach telefonem, jak zwierzę.
Trasa: Schiphol - Station Lelylaan - Henk Sneevlietweg - Waterlooplein - Nieuwmarkt - Amsterdam Centraal. I z powrotem.

Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga * Lizbona * Porto * Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 21, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Wesołe miasto Amsterdam, 17 lat później

[24-27.12.2025]

Od dawna miałam takie marzenie, żeby wyjechać na święta. Zero zmartwień, przygotowań (nie żebym jakoś specjalnie, ale wiecie, o co chodzi), czysty relaks. I wyjechałam, znęcona faktem, że samolot do Amsterdamu lata z Poznania. A do Amsterdamu chciałam wrócić od dawna, tylko czekałam, aż młodzież będzie na tyle duża, żeby nie władowała się do kanału. O przygodach z KLM-em opowiem oddzielnie, a sam świąteczny wyjazd udał się nadzwyczaj. Cichy i wygodny hotel tuż przy metrze (będzie i o metrze!), śniadania o poranku jako motywator do wstawania oraz dobre, niekoniecznie świąteczne, jedzenie[1]. Był też hotelowy basen i spa, ale kalendarzowo się nie wstrzeliliśmy z dostępnością, jeśli wiecie, o czym mówię, więc lenistwo było pod kołderką, a nie w wodzie. Poza częścią zorganizowaną - muzeum, pałacem królewskim i rejsem - pokręciłam się po uliczkach nad kanałami, ponownie niespodziewanie weszłam w Red Light District, nastolatka nieco zdziwiona, ale nie oburzona, odwiedziłyśmy kilka wcale nie tanich sklepów z używaną odzieżą, sklepik z gumowymi kaczuszkami (nie pytajcie, nie rozumiem fenomenu, populacja gumowych kaczek w domu jest duża), nie trafiłam na pchli targ na placu Waterloo, bo święta[2]. Czy zrobiłam sobie listę miejsc, żeby wrócić, jak będzie cieplej? Ależ oczywiście.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] No dobrze, przyznam się, zatęskniłam za sałatką jarzynową, zwaną kaczym żerem i zrobiłam sobie już w styczniu miskę. Kto bogatemu zabroni jeść po świętach?

[2] Ale wbrew komentarzom rodziny pozbierałam klocki LEGO leżące na ziemi i już z aprobatą nastolatki pobrałam prawie nowego słonia Elmera, którego ktoś zostawił pod murkiem. Serio, LEGO leży na ziemi, takie miasto.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 17, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Koninklijk Paleis Amsterdam

[26.12.2025]

Było zimno, więc poszłam się ogrzać do - jak się pewnie po skomplikowanej nazwie da wydedukować - apartamentów holenderskiego króla, który akurat wyjechał na święta, peszek. Pałac mieści się przy Placu Dam, w zimowy dzień raczej skromnym estetycznie, aczkolwiek wierzę, że w innej części roku czy wieczorem jest ładniej. W środku niespecjalnie dużo do zwiedzania - reprezentacyjne hole, trochę zacisznych pokoi, zamknięta część prywatna, tak że nie wiem, czy złote sedesy i kryształowe kieliszki. Na mocno umownej mozaikowej mapie na podłodze jest POLONIA i VISTULA, chociaż ewidentnie nie ma jeszcze Kanady. Nie zawsze można zwiedzać (zgaduję hasło: rodzina królewska jest w domu), młodzież do 17 lat darmo, dorosłe bilety nie za tanie, więc jak są lepsze opcje, to niekoniecznie.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 14, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Oude Kerk, czyli stało się światło

[26.12.2025]

Jedną z zalet zimy w Holandii jest ta sama strefa czasowa co Poznań, mimo że 1000 kilometrów na zachód, więc dłuższy dzień, a i rano można pospać dłużej. Do tego trafiłam całym wyjazdem w słońce, trzy dni światła. I światło miało najwięcej do pokazania w Starym Kościele, najstarszym kościele parafialnym w Amsterdamie. Budynek oczywiście jest z gatunku “siekiera dziadka”, więc niekoniecznie cokolwiek zostało z XIII wieku, zmieniał się kawałek po kawałku, kamień zastąpił drewno, wiadomo. W środku, poza okazjonalnymi mszami, można oglądać wspomniany kamień w postaci płyt nagrobnych na podłodze, drewno na sufitach i rzeźbionych stallach, szkło w witrażach i sztukę - trafiłam na instalacje Minne Kersten, był kotek i obracające się spiralne schody. Poza tym w kościele jest przestrzeń i światło, warte wcale nie taniej (czy teraz po nowemu jest już “nietaniej”?) wejściówki; młodzież do lat 17 ulgowo, nie płacą tylko dzieci do 12 lat.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 11, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


O światełkach i kanałach

[25.12.2025]

Świadoma tego, że Amsterdam 25 grudnia jest raczej pozamykany, w przeciwieństwie do 26 grudnia, kiedy już nie, szukałam rzeczy, które mimo świąt będą czynne (czytaj: turystyczne). Padło na rejs po kanałach, tym bardziej, że w grudniu i styczniu trwa Amsterdam Light Festival, gdzie oprócz zwykłych światełek nad kanałami, są też wystawione iluminacje. Można oczywiście oglądać je z ulic, ale trochę się trzeba nachodzić, a aura była nieco niesprzyjająca (czytaj: piździło jak w kieleckiem). Z nabrzeża pod Centraal Station (o czym niebawem) wypływają barki, a płynie ich mnóstwo. Różnią się komfortem i wyposażeniem, można all inclusive, można ekonomicznie. Zaleta jest taka, że nie pada na głowę i jest ciepło oraz można na przykład takie grzane wino, nawet jeśli się człowiek nieco poleje, a potem dostaje migreny. Nie mówię, że nie warto, chociaż napitek był raczej podły. Wodzirejem imprezy był holenderski Strasburger, opowiadający suchary oraz przeurocza androgyniczna osoba płci nieistotnej, opowiadająca o kolejnych instalacjach. Zdjęcia czasem pretekstowe, przez szybkę, bez szybko pewnie lepiej, ale za zimno. Rejs się przedłużył ponad planowaną godzinę i 15 minut, bo nawet na kanałach można stać w korku.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 4, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Można przewinąć, czyli o 2025

To był rok, kiedy dużo. Dużo trudnych rzeczy, z czego najtrudniejszą była choroba i odejście Burszyka, premenopauza, a i życie zawodowe nie ułatwiało. Doświadczenie z gatunku “nie chcę powtarzać”. Dużo dobrych chwil pomiędzy też było, zwłaszcza jak wjechało wspomaganie z apteki.

Sporo podróży: powrót do Amsterdamu po 17 latach; Berlin latem i zimą, Poczdam, Wannse i Goerlitz; Saloniki w listopadzie; Czechy latem - Liberec, Ostrava i Brno; pierwszy raz w Wiedniu; drugi raz w Andaluzji. A wszędzie pięknie.

Dużo czytania i słuchania, bo jednak czas nie jest z gumy. 122 książki z 16 krajów, Polska i USA na topce, a z egzotyki Sri Lanka i Pakistan (i tu pytanie, czy skoro autorzy mieszkają aktualnie w Wielkiej Brytanii, to się liczy?). 67 pisanych (lub współpisanych) przez panie, 55 przez panów. Z pretensjonalnego kanonu - “Idiota” i “Jądro ciemności” (meh, na pewno nie wrócę), ale było kilka doskonale czytalnych:

Dużo oglądałam, ale mniej rewelacji:

2026, bądź łagodny.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 1, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 2 komentarze - Skomentuj


O tym, że w Rijksmuseum na bogato

[25.12.2025]

O tym, skąd Amsterdam w święta, to już w przyszłym roku.

Mimo dwóch (i dwóch tylko-przesiadka-na-lotnisku) wcześniejszych wizyt w Amsterdamie, nie widziałam w zasadzie nic z kanonu atrakcji, poza kameralnym i w 2008 nieciekawym Muzeum Kotów. A że w pierwszy dzień świąt w zasadzie wszystko miało być zamknięte, to czemu nie do największego i najbogatszego muzeum, zwłaszcza że można kupić z wyprzedzeniem oraz nastolatki darmo. Przyznam się od razu - nie obejrzałam całego, tak z jedną trzecią, rzeźby, meble, obrazy, cuda niewidy - bo zwyczajnie się przeładowałam od ładnego. “Nocna straż”, kudłaty piesek centralnie na ogromnym obrazie z mnóstwem ludzi, Vermeer, martwa natura ze ślimakami, samo dobro. Jako wisienka na czubku biblioteka, może nie taka wielka jak w Wiedniu, ale też gustowna i z drabinką. Sam budynek jest ogromny i z efektem wow, z oszklonym atrium i kawiarnią, do której kolejka, ale można zamówić QR-codem, nowoczesność. Na Museumplein lodowisko i płatne atrakcje, przeszłam mimo, bo zmęczyk po kontakcie ze sztuką. (Niedźwiedź wie)

GALERIA ZDJĘĆ (wierzcie mi, można tam milion).

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 31, 2025

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 2 komentarze - Skomentuj