Kategoria:
maja
[29.06.2013]
Wprawdzie mieliśmy jechać do Owińsk, ale kiedy dotarliśmy do Parku Orientacji Przestrzennej, okazało się, że jest w nim impreza zamknięta akurat wtedy, kiedy jest otwarty dla ludności. Smuteczek, zwłaszcza że otwarty jest dwie godziny w dni robocze, a 4 - w sobotę. Nie wyszło źle, bo po drodze zareklamował się świeżo odremontowany Zamek w Biedrusku. Od 2009 aktualni właściciele doprowadzili budynek do stanu prawie że idealnego - meble z epoki, malowane ściany, złocenia i żyrandole. W parku jeszcze trwają prace, jest rokujące gazebo ("ŚMIERĆ myślał, że gazebo to rodzaj antylopy"), fontanna i schodki do ogrodów poniżej. Wszędzie pachną róże, kawę można wypić na werandzie, a w sali balowej stanąć pomiędzy lustrami i zobaczyć przejście do innego świata dla wróżek (albo - jak słusznie zauważyła kizia - miejsce do powstawania Wicewersów). Zdecydowanie Biedrusko zaczęło rokować.
(jeszcze jakby autostitch nie usiłował sklejać panoramki na podstawie rysunku chmur, byłoby lepiej)
Wprawdzie Maj zeznał, że nie zamierza się od nas wyprowadzać, ale to silna opcja na ślub za 20 lat.
GALERIA ZDJĘĆ.
Strona www: Zamek Biedrusko.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 30, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
[29.06.2013]
Wprawdzie mieliśmy jechać do Owińsk, ale kiedy dotarliśmy do Parku Orientacji Przestrzennej, okazało się, że jest w nim impreza zamknięta akurat wtedy, kiedy jest otwarty dla ludności. Smuteczek, zwłaszcza że otwarty jest dwie godziny w dni robocze, a 4 - w sobotę. Nie wyszło źle, bo po drodze zareklamował się świeżo odremontowany Zamek w Biedrusku. Od 2009 aktualni właściciele doprowadzili budynek do stanu prawie że idealnego - meble z epoki, malowane ściany, złocenia i żyrandole. W parku jeszcze trwają prace, jest rokujące gazebo ("ŚMIERĆ myślał, że gazebo to rodzaj antylopy"), fontanna i schodki do ogrodów poniżej. Wszędzie pachną róże, kawę można wypić na werandzie, a w sali balowej stanąć pomiędzy lustrami i zobaczyć przejście do innego świata dla wróżek (albo - jak słusznie zauważyła kizia - miejsce do powstawania Wicewersów). Zdecydowanie Biedrusko zaczęło rokować.
(jeszcze jakby autostitch nie usiłował sklejać panoramki na podstawie rysunku chmur, byłoby lepiej)
Wprawdzie Maj zeznał, że nie zamierza się od nas wyprowadzać, ale to silna opcja na ślub za 20 lat.
GALERIA ZDJĘĆ.
Strona www: Zamek Biedrusko.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 30, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Szewska jest króciutką ulicą, równoległą do Wrocławskiej i Żydowskiej, pełną przepięknej secesyjnej architektury, restauracji (co nas skusiło, żeby iść tam w sobotni poranek) oraz zaparkowanych samochodów. Drogie miasto Poznań, które teoretycznie know-how, bardzo proszę - zróbcie z okolic Starego Rynku strefę bezsamochodową. Niech rozwiną się ogródki, stragany, niech będzie można wejść w podwórka, niech ruch turystyczny wyjdzie z samej tylko, zatłoczonej płyty rynku. Chcę mieć możliwość stawania na chodniku, żeby zadzierać brodę w górę i patrzeć na dachy. I pokazywać córce, co fajnego przyniosła Poznaniowi secesja.




GALERIA ZDJĘĆ Szewskiej, niekoniecznie w pseudoinstagramowej zabawie.
Momo (love at first bite) wpisuje się w nurt nowoczesnych restauracji, które - przede wszystkim - nie mają w menu kebabu i pizzy, ale bazują na świeżych, sezonowych składnikach, codziennie pojawia się w menu jakieś nowe danie dnia, a wszystko na talerzu jest urocze, przemyślane i zaaranżowane tak, jak trzeba. Są śniadania (przez dzień cały), sporo ryb - zwłaszcza świeże i żywe przywożone w środę, kilka smaków robionych na miejscu lemoniad i świetna mrożona kawa (w słoiku!). Maj zachwycił się tablicą z menu i mimo wstępnej irytacji, że nie wolno jej po majowemu ozdobić kredą, dał się udobruchać kącikiem dla dzieci z malowankami, własną tablicą, klockami i pluszakami (wadą kącika jest to, że jest tam ciemno - może po południu da się zapalić lampę, rano jednak to smutne miejsce i daleko od okna). W otwartej kuchni za barem widać, jak się przygotowuje lancz, lubię to bardzo. Na facebookowym profilu restauracji pojawia się zmieniające się często menu, a dla tych, którzy raczej przechodzą obok niż siedzą przed komputerem, menu jest wymalowane na szybie i wystawione na tablicy. Może jeszcze to nie miłość, ale przyjemne zauroczenie.



Przed wejściem jest kilka schodów, można też zjeść przy malutkich stolikach na ulicy - niestety, jak już narzekałam wyżej, obstawionej co do centymetra samochodami.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 26, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Szewska jest króciutką ulicą, równoległą do Wrocławskiej i Żydowskiej, pełną przepięknej secesyjnej architektury, restauracji (co nas skusiło, żeby iść tam w sobotni poranek) oraz zaparkowanych samochodów. Drogie miasto Poznań, które teoretycznie know-how, bardzo proszę - zróbcie z okolic Starego Rynku strefę bezsamochodową. Niech rozwiną się ogródki, stragany, niech będzie można wejść w podwórka, niech ruch turystyczny wyjdzie z samej tylko, zatłoczonej płyty rynku. Chcę mieć możliwość stawania na chodniku, żeby zadzierać brodę w górę i patrzeć na dachy. I pokazywać córce, co fajnego przyniosła Poznaniowi secesja.




GALERIA ZDJĘĆ Szewskiej, niekoniecznie w pseudoinstagramowej zabawie.
Momo (love at first bite) wpisuje się w nurt nowoczesnych restauracji, które - przede wszystkim - nie mają w menu kebabu i pizzy, ale bazują na świeżych, sezonowych składnikach, codziennie pojawia się w menu jakieś nowe danie dnia, a wszystko na talerzu jest urocze, przemyślane i zaaranżowane tak, jak trzeba. Są śniadania (przez dzień cały), sporo ryb - zwłaszcza świeże i żywe przywożone w środę, kilka smaków robionych na miejscu lemoniad i świetna mrożona kawa (w słoiku!). Maj zachwycił się tablicą z menu i mimo wstępnej irytacji, że nie wolno jej po majowemu ozdobić kredą, dał się udobruchać kącikiem dla dzieci z malowankami, własną tablicą, klockami i pluszakami (wadą kącika jest to, że jest tam ciemno - może po południu da się zapalić lampę, rano jednak to smutne miejsce i daleko od okna). W otwartej kuchni za barem widać, jak się przygotowuje lancz, lubię to bardzo. Na facebookowym profilu restauracji pojawia się zmieniające się często menu, a dla tych, którzy raczej przechodzą obok niż siedzą przed komputerem, menu jest wymalowane na szybie i wystawione na tablicy. Może jeszcze to nie miłość, ale przyjemne zauroczenie.



Przed wejściem jest kilka schodów, można też zjeść przy malutkich stolikach na ulicy - niestety, jak już narzekałam wyżej, obstawionej co do centymetra samochodami.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 26, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 4 komentarze
- Skomentuj
[21.07.2013]
Ale gdzie zrobimy próbę? Schowamy się za autokarem. Przecież to nie jest żadna filozofia, narrator czyta, reszta powtarza za kurką. Czy ktoś ma tekst? A ktoś w ogóle czytał poza kurką? Znacie zasady występowania na scenie? Nie wchodzić w światło rzutnika - rzucił kogutek szałaputek.
Panna primo z wieńcem szybko zrezygnowała z pomysłu, żeby panny swoją rolę wykonywały ze śpiewem na ustach; niebagatelny udział w tym zapewne miało to, że panna bis (yours truly) odmówiła śpiewu publicznie. Najwięcej entuzjazmu miała kurka, która przez całą próbę dzielnie przechodziła przez cały dialog, wyjaśniając statycznym aktorom, czemu chłop chce zboża, baba mąki, kosiarz chleba, krowa siana, lipa mleka (dlaczego lipa mleka?!), dąb łyka, panny żołądź, a morze wieniec. Niestety, ze względu na czas trwania próby kogucik, który od samego wstępu leżał zadławiony, choć odmówił trzymania nóżek w powietrzu przez cały czas próby, nie miał szans na odzyskanie czynności życiowych po uzyskaniu od morza wody. Krzepki, choć nieco militarny z wyglądu dąbczak, sugerował, żeby dzwonić na 112, ale tego nie było w scenariuszu.
Na premierze setki szeroko otwartych oczu patrzyły z zachwytem. Największy entuzjazm wywołała kura, która publicznie wykonała jajko słusznych rozmiarów oraz krówka, emitująca spod symulującego sierść giezła kankę na mleko ("skąd my mamy kankę?!"). Po tym, jak resuscytacja krążeniowo-oddechowa kogucika się powiodła i wydał z siebie dziarskie "kukuryku" (huragan oklasków), nastąpiła sytuacja niespodziewana, albowiem widownia wydała z siebie zgodny wrzask: "Jeszcze raz!".
Oprócz tego był piknik (czy ktoś wziął talerzyki i widelce?!), chłodnik nabierany plastikowym kubkiem, strzelanie z czereśniowych pestek, zabłąkany rozkoszny biało-czarny kotek płci męskiej ("to dobze, ze to chłopcyk, bo ja się nie dogaduję z dziewcynkami" - wyjaśnił dziarski 4-latek), dwa konie z blond grzywami i strumyk, w którym okazjonalnie moczyła się połowa biegającej progenitury, również powodując dramy na tle zmoczenia wyjściowej sukni. Suknia madame była w miarę sucha, choć brudna; wianek został ciśnięty w strumyk, a madame zapytana o to, czy wyjdzie w tym roku za mąż, odpowiedziała "na pewno".
Dlatego po powrocie do domu poczułam przemożną chęć wprowadzenia do organizmu napojów wyskokowych.






PS Przyznaję sobie order nawigatora - trafiam bez pudła na krańce świata. Bez elektronicznej nawigacji. I, oraz wpadłam w pokrzywy. Ale to już bez samochodu.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 22, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
[21.07.2013]
Ale gdzie zrobimy próbę? Schowamy się za autokarem. Przecież to nie jest żadna filozofia, narrator czyta, reszta powtarza za kurką. Czy ktoś ma tekst? A ktoś w ogóle czytał poza kurką? Znacie zasady występowania na scenie? Nie wchodzić w światło rzutnika - rzucił kogutek szałaputek.
Panna primo z wieńcem szybko zrezygnowała z pomysłu, żeby panny swoją rolę wykonywały ze śpiewem na ustach; niebagatelny udział w tym zapewne miało to, że panna bis (yours truly) odmówiła śpiewu publicznie. Najwięcej entuzjazmu miała kurka, która przez całą próbę dzielnie przechodziła przez cały dialog, wyjaśniając statycznym aktorom, czemu chłop chce zboża, baba mąki, kosiarz chleba, krowa siana, lipa mleka (dlaczego lipa mleka?!), dąb łyka, panny żołądź, a morze wieniec. Niestety, ze względu na czas trwania próby kogucik, który od samego wstępu leżał zadławiony, choć odmówił trzymania nóżek w powietrzu przez cały czas próby, nie miał szans na odzyskanie czynności życiowych po uzyskaniu od morza wody. Krzepki, choć nieco militarny z wyglądu dąbczak, sugerował, żeby dzwonić na 112, ale tego nie było w scenariuszu.
Na premierze setki szeroko otwartych oczu patrzyły z zachwytem. Największy entuzjazm wywołała kura, która publicznie wykonała jajko słusznych rozmiarów oraz krówka, emitująca spod symulującego sierść giezła kankę na mleko ("skąd my mamy kankę?!"). Po tym, jak resuscytacja krążeniowo-oddechowa kogucika się powiodła i wydał z siebie dziarskie "kukuryku" (huragan oklasków), nastąpiła sytuacja niespodziewana, albowiem widownia wydała z siebie zgodny wrzask: "Jeszcze raz!".
Oprócz tego był piknik (czy ktoś wziął talerzyki i widelce?!), chłodnik nabierany plastikowym kubkiem, strzelanie z czereśniowych pestek, zabłąkany rozkoszny biało-czarny kotek płci męskiej ("to dobze, ze to chłopcyk, bo ja się nie dogaduję z dziewcynkami" - wyjaśnił dziarski 4-latek), dwa konie z blond grzywami i strumyk, w którym okazjonalnie moczyła się połowa biegającej progenitury, również powodując dramy na tle zmoczenia wyjściowej sukni. Suknia madame była w miarę sucha, choć brudna; wianek został ciśnięty w strumyk, a madame zapytana o to, czy wyjdzie w tym roku za mąż, odpowiedziała "na pewno".
Dlatego po powrocie do domu poczułam przemożną chęć wprowadzenia do organizmu napojów wyskokowych.






PS Przyznaję sobie order nawigatora - trafiam bez pudła na krańce świata. Bez elektronicznej nawigacji. I, oraz wpadłam w pokrzywy. Ale to już bez samochodu.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 22, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 16, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 16, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Sami nie wiecie, jak wielką radością napawa mnie fakt, że na Jeżycach można zjeść i to można zjeść dobrze, unikalnie, bez surówki z wiadra i z bardzo urozmaiconym jadłospisem. Na rogu Szamarzewskiego i Wawrzyniaka, w dawnym budynku komisu odzieżowego, powstała uroczo hipsterska restauracja z krótkim, często zmieniającym się sezonowym menu, z Fritz-colą, winem i dobrą kawą. Na parterze na paletach kilka stolików tuż przy ulicy, na piętrze restauracja właściwa (schody!). Na ścianie tablica, młodzież może malować kredą, co młodzież zachwyca. Na suficie wiatraki, które również młodzież zachwycają. Ja się cieszę, bo śniadania. I znak, że Jeżyce żyją.





Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 12, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Sami nie wiecie, jak wielką radością napawa mnie fakt, że na Jeżycach można zjeść i to można zjeść dobrze, unikalnie, bez surówki z wiadra i z bardzo urozmaiconym jadłospisem. Na rogu Szamarzewskiego i Wawrzyniaka, w dawnym budynku komisu odzieżowego, powstała uroczo hipsterska restauracja z krótkim, często zmieniającym się sezonowym menu, z Fritz-colą, winem i dobrą kawą. Na parterze na paletach kilka stolików tuż przy ulicy, na piętrze restauracja właściwa (schody!). Na ścianie tablica, młodzież może malować kredą, co młodzież zachwyca. Na suficie wiatraki, które również młodzież zachwycają. Ja się cieszę, bo śniadania. I znak, że Jeżyce żyją.





Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 12, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 4 komentarze
- Skomentuj