Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: maja



Easy as Sunday morning

Weekend kondycyjny. Maj zdrowieje z kolejnego przeziębienia, ja się właśnie rozkładam. Im bardziej czuję się słabo, tym bardziej ubolewam, że nie mogę wyjść (a nawet jeśli bym wyszła, to Maj niespecjalnie chce uczestniczyć; moja krew - "pójdziemi, jak będzie ciepjej"). Za oknem słonko, leniwy niedzielny poranek nie wdziera się w dzień jakoś gwałtownie. Poranne tarzanie się w łóżku, nagromadzona po nocy elokwencja i czułość najczęściej trafia w koty, do których powoli dociera, że jest trzecia osoba chętna do głaskania. W domu pachnie herbatą.

I już w połowie lutego rozebrałam choinkę.

Szlifuję jazdę C5, pożyczanym od TŻ-a, który cierpliwie jeździ do pracy z kolegą. Do tego wykupili mi czerwone C3 w salonie. Teraz nie wiem, brać czarne, czekać do kwietnia? (Dla porządku dodam, że nie zamierzam zmieniać marki, z góry dziękuję). Decyzje, decyzje. Z policji dostałam zawiadomienie, a starostwo powiatowe w celu wyrejestrowania potrzebuje zaświadczenia. Semantyka na poziomie papieru, nie lubię.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 12, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 9 komentarzy - Skomentuj


Easy as Sunday morning

Weekend kondycyjny. Maj zdrowieje z kolejnego przeziębienia, ja się właśnie rozkładam. Im bardziej czuję się słabo, tym bardziej ubolewam, że nie mogę wyjść (a nawet jeśli bym wyszła, to Maj niespecjalnie chce uczestniczyć; moja krew - "pójdziemi, jak będzie ciepjej"). Za oknem słonko, leniwy niedzielny poranek nie wdziera się w dzień jakoś gwałtownie. Poranne tarzanie się w łóżku, nagromadzona po nocy elokwencja i czułość najczęściej trafia w koty, do których powoli dociera, że jest trzecia osoba chętna do głaskania. W domu pachnie herbatą.

I już w połowie lutego rozebrałam choinkę.

Szlifuję jazdę C5, pożyczanym od TŻ-a, który cierpliwie jeździ do pracy z kolegą. Do tego wykupili mi czerwone C3 w salonie. Teraz nie wiem, brać czarne, czekać do kwietnia? (Dla porządku dodam, że nie zamierzam zmieniać marki, z góry dziękuję). Decyzje, decyzje. Z policji dostałam zawiadomienie, a starostwo powiatowe w celu wyrejestrowania potrzebuje zaświadczenia. Semantyka na poziomie papieru, nie lubię.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 12, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 9 komentarzy - Skomentuj


Lans właściwy, czyli ja i moja poziomica

Jest zima, nie? Bardziej ciemno niż jasno, ostatnio tak zimno, że wszystko urywa, ręce odmrożone, a w nosie kisiel. I to jest czas, kiedy trzeba wypić gorącą herbatę z sokiem malinowym. Moja propozycja jest taka: idźcie do Paderewski Restaurant i przy okazji rozgrzewania się herbatą (albo przy okazji ręcznie robionego świeżego makaronu czy właśnie wyjętej z pieca pizzy) obejrzyjcie moje lato na zdjęciach. Wreszcie. Mimo niespodziewanego braku taśmy dwustronnej, przez co TŻ wykonał misję specjalną i oprócz taśmy znalazł w Empiku nowo wydane "Przygody Misia Uszatka". Mimo trudności z wyborem z dziesiątków tysięcy zdjęć. Mimo. I wreszcie. Bardzo się cieszę, wiecie?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 4, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 11 komentarzy - Skomentuj


Lans właściwy, czyli ja i moja poziomica

Jest zima, nie? Bardziej ciemno niż jasno, ostatnio tak zimno, że wszystko urywa, ręce odmrożone, a w nosie kisiel. I to jest czas, kiedy trzeba wypić gorącą herbatę z sokiem malinowym. Moja propozycja jest taka: idźcie do Paderewski Restaurant i przy okazji rozgrzewania się herbatą (albo przy okazji ręcznie robionego świeżego makaronu czy właśnie wyjętej z pieca pizzy) obejrzyjcie moje lato na zdjęciach. Wreszcie. Mimo niespodziewanego braku taśmy dwustronnej, przez co TŻ wykonał misję specjalną i oprócz taśmy znalazł w Empiku nowo wydane "Przygody Misia Uszatka". Mimo trudności z wyborem z dziesiątków tysięcy zdjęć. Mimo. I wreszcie. Bardzo się cieszę, wiecie?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 4, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 11 komentarzy - Skomentuj


Malutka czarownica

Dawno, dawno temu Otfried Preussler napisał uroczą książeczkę o tym, że pewna 127-letnia czarownica miała w rok zostać Dobrą Czarownicą. A w Teatrze Animacji w Zamku można było o tej czarownicy obejrzeć przedstawienie. Pierwszym założeniem, jakie zrobiłam, było "w każdej chwili możemy wyjść". I tu niespodzianka - pół widowni zajmowały dzieci, a ćwierć - zupełne maluchy. Można było biegać dookoła widowni w czasie przerwy, kiedy świecą jampki, mama, ziejone, niebieskie, cierwone i ziójte, a kiedy zgasło światło i zagrała muzyka, można było wydawać radosne okrzyki, klaskać, śmiać się i tańczyć. Rozsądny kruk tłumaczył czarownicy, jak ma postępować, czarownica tańczyła i skakała, ale uczyła się powoli, że miło być dobrym. Minimalna scenografia w ogóle nie przeszkadzała dziecku, przecież wiadomo, że miotła może być drzewem, a aktorka niosąca lalkę jest złą ciotką Rrum-Brum-Trrach. Sama mam mieszane uczucia co do spektakli teatralnych - nie umiem poczuć, oglądam technikę i scenografię; tymczasem pierwszy raz z dzieckiem jest świetny, świeży i głęboki. Maj wierzy w historię, powtarza: udało się, mama, ciarownici i abjakadabja! i nie zastanawia się, jak aktorzy dają radę nie roześmiać się po którymś dziecięcym komentarzu z widowni.

Dawno nie byłam w Zamku w dzień. A warto. Bo wieczorem i nocą to ponure korytarze, ciemne sale i odgłos kroków w oddali. W pełnym słońcu jest ciepłe drewno, rzeźby i schody pod sam dach.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 29, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 1 komentarz - Skomentuj


Malutka czarownica

Dawno, dawno temu Otfried Preussler napisał uroczą książeczkę o tym, że pewna 127-letnia czarownica miała w rok zostać Dobrą Czarownicą. A w Teatrze Animacji w Zamku można było o tej czarownicy obejrzeć przedstawienie. Pierwszym założeniem, jakie zrobiłam, było "w każdej chwili możemy wyjść". I tu niespodzianka - pół widowni zajmowały dzieci, a ćwierć - zupełne maluchy. Można było biegać dookoła widowni w czasie przerwy, kiedy świecą jampki, mama, ziejone, niebieskie, cierwone i ziójte, a kiedy zgasło światło i zagrała muzyka, można było wydawać radosne okrzyki, klaskać, śmiać się i tańczyć. Rozsądny kruk tłumaczył czarownicy, jak ma postępować, czarownica tańczyła i skakała, ale uczyła się powoli, że miło być dobrym. Minimalna scenografia w ogóle nie przeszkadzała dziecku, przecież wiadomo, że miotła może być drzewem, a aktorka niosąca lalkę jest złą ciotką Rrum-Brum-Trrach. Sama mam mieszane uczucia co do spektakli teatralnych - nie umiem poczuć, oglądam technikę i scenografię; tymczasem pierwszy raz z dzieckiem jest świetny, świeży i głęboki. Maj wierzy w historię, powtarza: udało się, mama, ciarownici i abjakadabja! i nie zastanawia się, jak aktorzy dają radę nie roześmiać się po którymś dziecięcym komentarzu z widowni.

Dawno nie byłam w Zamku w dzień. A warto. Bo wieczorem i nocą to ponure korytarze, ciemne sale i odgłos kroków w oddali. W pełnym słońcu jest ciepłe drewno, rzeźby i schody pod sam dach.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 29, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 1 komentarz - Skomentuj


From tchibo with love

Zima w mieście nie cieszy nawet dziecka, zwłaszcza że świeżo spadnięty śnieg od razu zamienia się w lepkie, szybko tracące biel błoto. Nie ma nawet tego moment, kiedy można mieć powód do zachwytu nad rozświetlonymi słońcem (w tym sezonie chyba nie było jednocześnie słońca i śniegu w ogóle) koronkami na drzewach i oszronionych liściach. Za to cieszy mnie, że moje dziecko, zapytane, czy chce upiec ze mną jutro ciasto czekoladowe, odpowiada "Pewnie, mama!".

Pracuję ostatnio metodą Get Things Done. Zmniejszam prokrastynację (oczywiście zostawiając bezpieczny bufor na kolejny etap Gardens of Time). Zamknęłam dwa nieużywane konta w bankach (oszczędność 120 zł/rok). Zmieniłam używane konto z płatnego na bezpłatne (kolejne 120 zł/rok; czy to znaczy, że za zaoszczędzone 240 zł mogę sobie coś kupić, droga Kasiu?). Znalazłam pana Złotą Rączkę, który jest a) punktualny, b) solidny, c) pomysłowy i który naprawił mi podłogę, spłuczkę, zamontował progi i postawił nową kabinę z głębokim brodzikiem, w którym młodzież może się pławić w ciepłej wodzie. I wreszcie, już po dwóch latach i ponad 4 miesiącach od zaistnienia okoliczności, wystąpiłam do PZU o wypłatę świadczenia za urodzenie dziecka. I z ogromną przyjemnością ten kawałek za pobyt w szpitalu i koszt uzyskania ślicznej córki z 10. punktami Apgar, wydałam na tęczowe talerze, miseczki i kubki w paseczki. Drogie Tchibo, poproszę jeszcze taki sam zestaw talerzy[1] obiadowych i zupnych.

[1] Od jakichś 6 lat szukam Idealnego Zestawu Talerzy, przez cały czas korzystając z kupionego na wyprzedaży w supermarkecie, zdekompletowanego już zestawu pistacjowej porcelany, która i tak wydaje mi się ładniejsza niż większość skorup w sklepach. Mówiłam, że jestem wybredna?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 21, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 12 komentarzy - Skomentuj


From tchibo with love

Zima w mieście nie cieszy nawet dziecka, zwłaszcza że świeżo spadnięty śnieg od razu zamienia się w lepkie, szybko tracące biel błoto. Nie ma nawet tego moment, kiedy można mieć powód do zachwytu nad rozświetlonymi słońcem (w tym sezonie chyba nie było jednocześnie słońca i śniegu w ogóle) koronkami na drzewach i oszronionych liściach. Za to cieszy mnie, że moje dziecko, zapytane, czy chce upiec ze mną jutro ciasto czekoladowe, odpowiada "Pewnie, mama!".

Pracuję ostatnio metodą Get Things Done. Zmniejszam prokrastynację (oczywiście zostawiając bezpieczny bufor na kolejny etap Gardens of Time). Zamknęłam dwa nieużywane konta w bankach (oszczędność 120 zł/rok). Zmieniłam używane konto z płatnego na bezpłatne (kolejne 120 zł/rok; czy to znaczy, że za zaoszczędzone 240 zł mogę sobie coś kupić, droga Kasiu?). Znalazłam pana Złotą Rączkę, który jest a) punktualny, b) solidny, c) pomysłowy i który naprawił mi podłogę, spłuczkę, zamontował progi i postawił nową kabinę z głębokim brodzikiem, w którym młodzież może się pławić w ciepłej wodzie. I wreszcie, już po dwóch latach i ponad 4 miesiącach od zaistnienia okoliczności, wystąpiłam do PZU o wypłatę świadczenia za urodzenie dziecka. I z ogromną przyjemnością ten kawałek za pobyt w szpitalu i koszt uzyskania ślicznej córki z 10. punktami Apgar, wydałam na tęczowe talerze, miseczki i kubki w paseczki. Drogie Tchibo, poproszę jeszcze taki sam zestaw talerzy[1] obiadowych i zupnych.

[1] Od jakichś 6 lat szukam Idealnego Zestawu Talerzy, przez cały czas korzystając z kupionego na wyprzedaży w supermarkecie, zdekompletowanego już zestawu pistacjowej porcelany, która i tak wydaje mi się ładniejsza niż większość skorup w sklepach. Mówiłam, że jestem wybredna?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 21, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 12 komentarzy - Skomentuj